Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

Rano obudziły mnie radosne rozmowy wczasowiczów, a ja zwlec z łóżka się nie mogłam.Ciągle coś nie tak. Albo psychicznie, albo ból fizyczny utrudnia mi życie. Mam nadzieję, że to przejdzie. Jestem smutna i zła. Jutro powrót do domu. Z jednej strony cieszę się, że dałam radę na ślubie Syna, i na przyjęciu było OK, a od wczoraj znowu gorzej. Może organizm odreagowuje z opóźnieniem?

"Cierpliwość jest podporą słabości, niecierpliwość - ruiną silnych"

"Nie możesz dokonać wyboru, jak umrzeć. Ani kiedy.

Możesz tylko zdecydować, jak żyć. Teraz"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przesiaduję samotnie w pokoju, w wielkim mieście, i nie potrafię wyjść poza jego obręb. Jeszcze parę dni temu znajdowałem się w nieomal euforycznym stanie - od tamtej to pory wszystko przedstawiać się w świetlanych barwach. Poczułem w sobie ogromną siłę, niezachwianą wiarę w swoją wartość i zamierzenia, życiową misję. Tym niemniej już przedwczorajsze 22. urodziny spędziłem w poczuciu smutku. Przygnębienie trwa to dnia dzisiejszego. Czuję, że zmarnowałem szanse, które dało mi życie. Miałem okazję, aby poznać wiele interesujących osób (być może nawet swoją połówkę!), ale nie wykorzystałem tego. Żałuję, naprawdę srodze (zazwyczaj staram się o tym nie myśleć, gdyż popadam w głęboką rozpacz!). Obawiam się, że ostatecznie umrę w osamotnieniu. To niewiarygodne, ale znów dają o sobie znać myśli o śmierci.

 

Wydaje się, że pewien wpływ na mój stan jest przypadkowe porzucenie leków na pewien czas (zwyczajnie mi się skończyły podczas wyjazdu; później zagubiłem receptę z wypisem dawkowania). Tydzień temu, w nocy z soboty na niedzielę popadłem w zadziwiający, a zarazem przerażający stan. Wówczas to, nie mogąc zasnąć, przez parę dobrych godzin doznawałem narkotycznych stanów z pogranicza jawy i snu. Bad trip. Powstałem z uczuciem wielkiego zmęczenia. Zbierałem się do siebie blisko pół dnia, aby ostatecznie popaść w... euforię!

 

Czasami cierpienie przymnaża wrażliwości i przyśpiesza rozwój intelektualny/duchowy jednostki. Od wczesnego dzieciństwa, wbrew przeciwieństwom egzystencjalnym, wierzyłem będę wielkim człowiekiem, że mam pewną misję do wypełnienia na tym łez padole. Świadomość własnej wyjątkowości (dziwnie zderzona z niskim poczuciem wartości) daje mi jakąś nadzieję, że to co wspaniałe, wciąż na mnie czeka. Myślę, że faktycznie mam ludzkości coś wartościowego do przekazania, ów przekaz wciąż kiełkuje, choć nieustannie jest zakłócany przez stany depresyjne. Oto mój oręż przeciwko irracjonalnym szaleństwom umysłu.

„Potrzebny mi jest towarzysz. [...] Potrzeba mi wspólnika do przedsięwzięć odkrywczych. To, co dla jednego człowieka jest ryzykiem, niemożliwością, na głowie postawionym kaprysem – odbite w czterech oczach staje się rzeczywistością." (Bruno Schulz w liście do Tadeusza Brezy, 21 VI 1934)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem... nie wiem co dalej, nie umiem podjąć decyzji, nie ma tej je..anej pracy i nie wiem czy będzie, dalej studiować? ale czy dam radę? i przecież chciałem już zacząć zarabiać na siebie, nie wiem. To za trudne wszystko. Milion myśli, z których nic nie wynika, istny obłęd :-|

Trudno to zrozumieć

Lecz nic nie daje siły by żyć

Jakaś misterna część

W konstrukcji zdarzeń

Pękła

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

koszykova, dzięki, ale już pół roku temu skończyłem. Potem próba już gdzie indziej na II stopień, ale szybko uciekłem, myślałem, że coś znajdę a tu nic.. od paru miesięcy stoję w miejscu, wegetuję..

Lepiej dokończ to co zaczęłaś, potem możesz żałować..

Trudno to zrozumieć

Lecz nic nie daje siły by żyć

Jakaś misterna część

W konstrukcji zdarzeń

Pękła

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

koszykova, czy krótko, dla mnie i tak za długo, dobija mnie to nicnierobienie, a nie potrafię tak po prostu to przyjąć i cieszyć się z tego co jest, bo chciałbym w końcu zacząć żyć.. problem w tym, że nie wiem co będzie lepsze.. mam wrażenie, że co nie wybiorę to i tak będę żałował.. cały ja.

 

 

No tak, ciężko to pogodzić..

Trudno to zrozumieć

Lecz nic nie daje siły by żyć

Jakaś misterna część

W konstrukcji zdarzeń

Pękła

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nienawidzę depresji i nerwicy,całkiem inne postrzeganie świata....chcę normalności...wyjść, zrobic zakupy,pojechać gdzieś,tymczasem nie mogę...pare metrów od domu i znów powrót...przejeb.....i do tego poronione myśli...eh

Raz tylko w zyciu człowiek może być szczęśliwym.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie 'stagnacja kosmosu'. Czas ucieka, a właściwie świadomie zabijam go bezsensownymi zajęciami a mam do zrobienia na teraz, na już, bardzo ważne rzeczy. Nie mogę ruszyć się z miejsca. I mam wrażenie że wcale nie chcę. Chcę by świat o mnie zapomniał, dał ukrywać się i wegetować w mojej norze do końca świata. Jednocześnie pragnę wyrwać się z owej nory i nauczyć rozumieć otaczający mnie świat. Chcę wiedzieć z czym tak nieudolnie walczyłam i jak osiągnąć rozejm z samą sobą. Chcę przestać robić sobie na złość.

Nie pytaj o pustkę, nie pytaj o strach gdzieś w nas ukryty-widzisz, od tych pytań jest nasz psychoanalityk.

 

Setaloft + Convival + Hydroksyzynka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×