Skocz do zawartości
Nerwica.com

"Wkręcanie się" czyli nie wszyscy maja depresję


nieuzasadniony

Rekomendowane odpowiedzi

Świetna postawa Alusiu... a jeżeli chodzi o mój poprzedni post, to nie były u mnie żadne objawy nerwicowe, po prostu kompletny dół i zero chęci życia - a to coś innego. Teraz już tamto uczucie jest tylko wspomnieniem, wiem już na co mam uważać - żeby w to nie popaść.

mam nadzieję że z tymi lękami też kiedyś wygram bo dziś czuję że mam na to siłe i ochotę :)

Wspaniale, właśnie to jest podstawa - o to chodzi Alusiu!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie depresja "objawila sie" po strasznym zalamaniu nerwowym,wszystko nawarstwialo sie przez okres 3 lat tak ze pewnego dnia poprostu peklo cos we mnie,zaczelam sie zastanwaic po co zyje i doszlam do wniosku ze niema to sensu. bo juz wszystko w zyciu mialam wszystko widzialam i juz nic mi nie pozostalo w zyciu.Przez oloko miesiac nie wychodzilam z domu,nie wstawalam,nie chialam jesc,a kiedy juz wstalam to caly dzien chodzilam w szlafroku i wciaz plakalam-bez przerwy-nie chcialam zyc,oddychac,istniec-jedyne co chcialam to zasnac i sie nie obudzic.Po okolo miesiacu kiedy najblizsi zobaczyli ze cos jest nie tak zaczeli wypytywac a ja dostawalam szalu od tych pytan-ach,nie moglam wogole pojac jak oni mnie nie rozumieja?i dlaczego mnie nie rozumieja-to mnie wykanczalo juz calkowiecie i powiedzialam do mamy ze albo mnie zawiezie do szpitala albo poprostu sobie cos zrobie po peka mi serce a ja niewiem co mam robic.i tak trafilam na oddzial szpitala z rozpoznaniem-depresja.i taka moja historia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurczę ale współczuję takim ludziom:( bo wiem na czym to polega. U mnie trwa to około 2 dni i przechodzi ale te dwa dni trwają wieczność :( Ogólnie już jest wporządku tylko pozostają wspomnienia :( i to one powracają z lękami i potem te cholerne dni że wszystko jest bezsensu. Jak narazie podnoszę się z każdego upadku ale jest ciężko. Ja w dodatku jestem DDA i wiem że te myśli że sobie nie poradzę, lęki przed przyszłością to jest właśnie związane z przeszłościa bo tak żyłam: w ciągłym stresie, masie lęków, beznadziei i teraz to wszystko wychodzi :( Boże jak ja bardzo chcę żeby ten koszmar się skończył......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boże jak ja bardzo chcę żeby ten koszmar się skończył......

Alusia, wszystko się prędzej czy później kończy. To też. Od Ciebie zależy tylko, jak szybko to Tobie minie. Nie dawaj się, jak czujesz że wpadasz w dołek - rób wszystko, aby jak najszybciej z tego wyjść. Bo nie ma co czekać 2 dni tylko działać od razu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie tak bym chciała tylko czy jest taka możliwość ???:( Wiesz gdy jest wszystko wporządku uświadamiam sobie że to wszystkie napady lęków, dołów to jest przyczyna natrętów. Przez cały czas są takie myśli że wszystko jest bezsensu, ale gdy czuję się na siłach poprostu to olewam gorzej jest właśnie jak nadchodzą cięższe dni i tak wkółko. Także teraz zdaję sobie sprawę że to nie jest depresja że dalej męczę się z tą cholerną nerwicą natręctw i lęków abyło już naprawdę nieźle przez 2 tygodnie chodziłam jakbym żyła na innym świecie- zero nerwów :) ale nerwica się pokazuje. Jedno mnie zastanawia dlaczego w moich natręctwach wszystko obraca się wokół śmierci, tak naprawdę to zawsze się jej bałam i nadal boję a gdy pojawiają się lęki to jest jeszcze gorzej, wtedy zastanawiam się czy to są tylko moje natręty czy może ja tego naprawdę chce :(:(:(:( choć obecnie jakjest ok to nie ma mowy o zrobieniu głupoty!!!!! Cholera ale to wszystko trudne do zrozumienia chyba najgorzej jak mogłam trafić-natręctwa na temat śmierci......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytałam tak sobie Wasze wypowiedzi i zaczęłam się zastanawiać jak to jest ze mną. Rozpoznaną mam depresję, lecze się, łykam leki i zaczęłam stawać na nogi, nawet po 2 miesiącach siedzenia w domu podjęłam pracę i dziś dostałam pierwszą pensję. I tak sobie dziś pomyślałam, że ja to chyba mam nerwicę depresyjno-lękową spowodowaną brakiem regularnych wpływów na konto bankowe. Brzmi to może durnowato, ale coś takiego sobie uświadomiłam. Jak zobaczyłam pensję na koncie to życie nabrało innych barw, znowu zaczęłam widzieć sens życia. To jest okropne, że żyjemy dla pieniędzy ale czy bez nich da się żyć? Ja nie umiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

alusia - ze śmiercią to raczej natręty, ale staraj się je odpędzać gdy Cię nachodzą

justynak26 - niestety, bez kasy nie da się żyć - przykra konieczność :/ a niekoniecznie masz lęk na punkcie kasy :P tylko zawsze się lżej robi jak na koncie cosik więcej jest niż było :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam wrażenie, że próbujesz wmówić sobie materializm. A moim zdaniem to satysfakcja - pierwsza pensja po 2 miesiącach - to, że pracujesz jest twoim sukcesem. A pensja jest jakby przypieczętowaniem tego. No, nie ma co się oszukiwać, kasa jest potrzebna, czy chcemy czy nie, więc na pewno jest też lżej na duszy z pewną rezerwą na koncie :P . Ale przede wszystkim to sukces zawodowy, który jest przypieczętowaniem walki z depresją, w której Ty wygrywasz. I Ty pokazałaś depresji, że nie może Cię zniszczyć. Brawo! Mam nadzieję, że będziesz wygrywać z depresją też na innych polach (nie tylko zawodowym, bo to nie wszystko w życiu).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piotrek, skąd w Tobie tyle życiowej wiedzy? rzeczywiście próbuje sobie wmówić materializm bo tak jest chyba łatwiej. Poszłam do tej pracy ponieważ chciałam wszystkim udowodnić, że jestem w stanie. Nie zależało mi nawet na mnie samej, tylko na tym żeby inni zobaczyli, a najbardziej chyba zależało mi na tym żeby pokazać mojemu byłemu ile jestem warta. To w końcu ja a nie on zajmuję kierownicze stanowisko. To on po 22 latach pracy nie ma satysfakcji z pracy a ja ją mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piotrek, skąd w Tobie tyle życiowej wiedzy?

nie wiem czy to wiedza... przy moim wieku trudno mówić o wiedzy i doświadczeniu, to raczej moje przemyślenia

on po 22 latach pracy nie ma satysfakcji z pracy a ja ją mam

i bardzo dobrze że masz satysfakcję, tak należy - i jak mówiłem - to że pracujesz - oznacza, że wygrywasz z depresją - i to jest najważniejsze.

Poszłam do tej pracy ponieważ chciałam wszystkim udowodnić, że jestem w stanie. Nie zależało mi nawet na mnie samej, tylko na tym żeby inni zobaczyli, a najbardziej chyba zależało mi na tym żeby pokazać mojemu byłemu ile jestem warta

i pokazałaś - wszystkim - BRAWO!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...Piotrek, skąd w Tobie tyle życiowej wiedzy?...

Młodzi ludzie mają nieraz więcej życiowej wiedzy,czy wyczucia niż starsi,zalatani,spłyceni do problemów dnia teraźniejszego.To swieże,nie obciążone jeszcze spojrzenie na świat,do tego podbudowane wrażliwością daną tylko młodym ludziom ;) Dlatego ja chociaż stara,bardzo cenię sobie zdanie młodych ludzi i uważam,że ci starsi powinni dzielić się z nimi swoim doświadczeniem i jednoczesnie czerpać od nich tę świeżość spojrzenia na świat.A tak nawiasem,pamietam,że byłam najmądrzejsza mając 16 lat :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy przeceniamy? Nie... może po prostu wiesz o tych przypadłościach więcej niż my. Ja dopiero szukam, dowiaduję się, a Ty masz już pewną wiedzę. Róża masz rację, mi też się wydaje, że gdy byłam młodsza to miałam więcej "rozumu". A teraz już chyba jestem zmęczona życiem, bo trudno się żyje jeżeli trzeba dorosnąć mając 15 lat. Czasami mam wrażenie że mam 60 lat a nie 26.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kilka razy usłyszałam, że wmawiam sobie wszystko. Tzn. to, że podejrzewam u siebie depresję. Jedną z tych osób jest moja mama. Twierdzi, że wcale tak nie wyglądam, jakby się coś ze mną działo. Wie, że mam myśli samobójcze, ale do niej to nie dociera. Uważa, że tacy ludzie nie wychodzą z domu. Ja się do tego zmuszam, opuszczam zajęcia, a ona tylko się czepia. Nie reaguje na to, że mam problemy z pamięcią, nie mam ostatnio siły. Cały czas słyszę, że się uśmiecham, więc nie jestem chora. Co z tego, że czasem się uśmiecham, jak w środku mam ochotę wyć? Nic ją to nie interesuje. Wie doskonale, że mam za sobą próbę samobójczą, ale tak naprawdę mało ją to obeszło.

Na wszystko w sumie się zgadza. Zgodziła się na to, bym podjęła od nowa leczenie. Na leki też da kasę zapewne, normalne. Ale i tak w to wszystko nie wierzy :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie przejmuj się tym, ja tez wiele razy słyszałam, ze sobie wmawiam, chociaż wolałabym żeby to było prawdą. Myślę, ze tacy ludzie tak naprawdę nie wiedzą nic o depresji i dlatego uważają, że ktoś może ją sobie wmawiać, że wyolbrzymia swoje problemy, a to przecież nie tak.

 

Bagatelizowanie depresji może ją tylko pogłębić. Ja po prostu przestałam o niej mówić tym, co to lekceważyli. Nawet matce, choć po wielu wydarzeniach dziś chyba zdaje sobie z tego sprawę, że kiedy wołałam o pomoc to naprawdę jej potrzebowałam. Czasami mam nawet żal, ze nikt nie reagował, wtedy kiedy pojawiały się pierwsze objawy i skutki depresji.

 

Dobrze, że będziesz się leczyć i że nikt nie ingeruje w słuszność tego leczenia. Człowiek na ogół sam wie, co się z nim dzieje i co mu jest potrzebne, a inni, nawet ci najbliżsi czasami nie potrafią się w takiej sytuacji odnaleźć i odpowiednio zareagować.

 

Życzę powodzenia i pozdrawiam.

 

A i uśmiechaj się często, bo to nie prawda, że tacy jak my nie wychodzą z domu i cały czas płaczą, bo oczy można by było sobie wypłakać :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

little_Nadia,doskonale cię rozumiem.Ja też mam ciągle bezustanny humor,chociaż nieraz dusza mi wyje z bólu i ze smutku.I denerwuje mnie to strasznie.Ja już nawet boję się choćby jednym słowem bąknąć rodzinie,że mam depresję(teraz na szczęście już coraz lepiej sobie z tym radzę).Nikt tego nie rozumie.Nawet jesli nie jestem w stanie kiwnąć palcem,to wszyscy czekają aż zacznę się śmiać i żartować.Wtedy widzę,jak oddychają z ulgą.Trzymaj się cieplutko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uważa, że tacy ludzie nie wychodzą z domu.

Masa ludzi z depreją wychodzi z domu, mniejszość izoluje się siedząc w domu i nie wychodząc. Objawy jakie opisujesz to mogą być objawy depresji. Ty najlepiej wiesz jak się czujesz. Jak jest nie tak to jak najbardziej dobrze że szukasz pomocy u lekarza. Może jak mama Ci nie wierzy to powiedz jej żeby porozmawiala z lekarzem, wtedy uwierzy, że sobie nie wymyślasz. Z resztą po co mialabyś sobie wymyślać takie rzeczy. Na szczęście są ludzie którzy Cię rozumieją- np na tym forum. Trzymaj sie cieplutko, i życzę szybkiego powrotu do dobrego samopoczucia ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

little_Nadia, jesteś inteligentną osobą, nie daj sobie wmówić, że jest inaczej niż jest. Matka, być może twierdzi co twierdzi z powodu niewiedzy, strachu, poczucia bezradności. Niestety, nie możesz liczyć na swoją mamę, ale nie obwiniaj jej za to. Woli się oszukiwać, jest zbyt słaba żeby spojrzeć prawdzie w oczy.

Nie czekaj, aż ona dojrzeje do pomocy Tobie bo dla Ciebie może być już za późno! Masz chęci i "pozwolenie". Korzystaj z tego Kochana. Z czasem, gdy mama zauważy, że się zmieniasz, zrozumie swój błąd. Będzie dobrze!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochanie, Twoja matka jest tak przerażona, że nie wie co robi. Boję się, Kochanie, że ta sytuacja kiedyś wytrąci Cię tak z równowagi, że naprawdę zrobisz sobie krzywdę. Nie można ignorować żadnych myśli samobójczych! Rozumie Twoją matkę - boi się o Ciebie i nie radzi sobie z tym. Do tego dochodzi niewiedza i przekonanie, że zaburzenia psychiczne należy ukrywać. Nigdy Kochanie nie daj się jej sprowokować! Proszę! Wiem, co masz na myśli. Mój ojciec reagował podobnie - wyśmiewał mnie. W pewnym momencie pomyślałam sobie - Ty draniu, a ja Ci pokarzę że nie żartuję.

I przez dwa dni leżałam w śpiączce. Nawet wtedy nie przekonało to rodziców. Wypisali mnie po cichu ze szpitala na własne żądanie i urządzili mi awanturę w domu.

Teraz, po latach wiedzę to wszystko inaczej. Rozumie. Oni się tak bardzo bali, że nie wiedzieli co robią. Ja z tego wyszłam, a oni do końca życia będą żyć ze świadomością, że nie zrobili wszystkiego co mogli.

Rozumiesz.

A zastanawiałaś się czy by nie namówić swojej mamy na wizytę u specjalisty? Po to aby mogła zrozumieć co się z Tobą dzieje, że to co czuje jest normalne w tej sytuacji i aby nakierować ją na właściwy tor postępowania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nadia a może dobrym sposobem jest poprostu szczera rozmowa. Usiądź z mamą, powiedz jej że jest Ci bardzo przykro, że ona Ciebie nie rozumie i uważa Twoje problemy za blahostkę. że Tobie najbardziej potrzeba wlaśnie zrozumienia u niej, a dopiero potem jest psycholog. Powiedz jej, że cierpisz przez to, że nie wierzy wlasnej córce. Powiedz jej wszystko co czujesz. Może to ją ruszy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×