Skocz do zawartości
Nerwica.com

Mój dzisiejszy dzień


daablenart

Rekomendowane odpowiedzi

Tak, mój też teraz zapewnia, że kocha... i że nie o to mu chodziło, a tylko o to bym się nie poddawała. Ale do ataku lęku doszło. A do normalnego stanu cholernie ciężko wrócić. Na całe szczęście jutro wizyta u terapeutki. Będzie o czym gadać. Oby ten lęk poszedł w pi**u.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ina86, to znaczy że kocha i będzie ok :) ,mój też często mówi walcz nie poddawaj się,a ja wiem ze nawet kiedy nie rozumie mnie,wkurza się ale i tak mnie kocha i zawsze mogę na niego liczyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się czy nasz związek ma przyszłość. Faceci są okropni, raz zapewniają, że kochają, a później ranią zupełnie innymi słowami.

Niby mam wątpliwości, ale z drugiej strony ostatnio tyle się dzieje - przygotowania do ślubu, kupujemy mieszkanie, są to fajne, miłe rzeczy, a mimo to, ja jestem w rozsypce. I jednak boję sie tego, że może mnie zostawić. A jestem taką osobą, że pewnie powiem sobie, że słusznie zrobił.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ina86, brakuje Ci pewności siebie, wiary w siebie. Sądzę, że podjęte decyzje - ślub, kupno mieszkania-są na tyle poważne, byś mogła uważać, że Was łączy uczucie prawdziwe.

A myśli, że może Cie zostawić, pojawiają się zawsze, bo na to gwarancji nie ma, ale warto myśleć i mieć nadzieję, że wszystko będzie OK.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

właśnie wróciłam. musiałam coś załatwić w urzędzie a później do biblioteki po książki. Wypożyczyłam książki J.W. Wiśniewskiego w tym ''Samotność w sieci''. Kiedyś to czytałam ale e -book i nie do końca.

Trochę czuję się zmęczona bo szłam na pieszo, a pogoda dzisiaj paskudna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jasaw, dzięki.

 

Dzisiaj terapeutka powiedziała, że jestem silna skoro dałam radę pójść rano do lekarza, później do niej na sesję. A nocka była w ogóle nieprzespana.

Dzień więc ciężki, jak to po ataku, mam taką bezsilność w sobie. Dostałam skierowanie do laryngologa i neurologa, zobaczymy co z tego wyjdzie.

No i mam się zastanowić nad braniem leków. T. mówi, że i tak świetnie sobie radzę bez więc szkoda byłoby się szprycować. Mam się obserwować przez ten tydzień i podejmiemy decyzję na następnej wizycie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzien ogolnie jak co dzien ,bylam w pracy bylo ok ,jestem w domu i odrazu mam glupie mysli grrrrrrr...

 

przebywam tu ostatnio codziennie,czytam wasze posty ,nie zawsze odpowiadam,nieraz nawet niewiem co bym mogla powiedziec ale zauwazylam ,ze sa osoby ktore sa" nie ladnie" traktowane przez swoich mezow,na szczescie u mnie za tak zle nie bylo ale moj maz tez nie byl aniolkiem a tak jak wy wmawialam sobie ,ze to moja wina itd.

do pewnego czasu, spotkalam innego na swojej drodze,przez przypadek nie szukalam bo nie mialam na to ani sily ani czasu ani ochoty...niestety milosc nie zna granic...

nie chce sie za bardzo rozpisywac,bo nie oto tu chodzi,wiem tylko ,ze moj maz wtedy dopiero przrejzal na oczy,ze moze mnie stracic..do tego czasu bylam kura domowa,on pracowal wiec "mial prawo"w domu nic nie robic bo przeciez ja bylam (z dwojka dzieci) tak zawsze slyszalam..

od czasu jak mu oznajmila,ze nie chce i nie bede tak zyc,ze moge miec inne lepsze zycie,zaczal sie starac i co najwazniejsze myslec nad tymi wszystkimi latami...postanowilismy razem isc na terapie malzenska plus on jeszcze indywidualnie ,bo wie ze przez te wszystkie lata mnie krzywdzil,dotarlo do niego ...w koncu

dlatego,jak czytam wasze posty,wiem,jak trudno jest sie postawic takiej osobie a to ze kazdy do okola gada:czemu ty go nie zostawisz,czemu od niego nie odejdziesz wcale takie latwe nie jest,latwo sie mowi,jeszcze takim,ktorzy tego nie przeszli

mam nadzieje dziewczyny,ze kiedys wkoncu bedziecie szczesliwe same czy z partnerami ale szczesliwe...a wierze ze los sie do was usmiechnie,bo wkoncu kiedys musi byc dobrze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lindai, wiesz, mój mi mimo wszystko często powtarza, że kocha, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, że nie chce być z żadną inną kobietą, ale czasami palnie coś takiego, co mnie zdołuje. Jedno mówi, drugie myśli, a jeszcze inne robi. Ot, taka chłopska natura, z którą my, kobiety, musimy się męczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lindai napisałas szczera prawde dziekuje za tak miłe słowo wlasnie ostatnio pogadalam z mezem na powaznie i powiedział ze załuje tego co robi ze musi wziasc sie za siebie bo krzywdzi mnie i corke no zobaczymy co dalej bedzie z tego powiedzialam mu ze odejde jak sie niezmieni bo niemam sily zeby dziecko patrrzało na to powiedzialam mu niszkoda ci dziecka.zyje nadzieja na dobre jeszcze chwile

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ina,czy ja wiem,ze to tylko chlopska natura...on tez jest czlowiekiem ,ma rozum rece itd,czemu on moze a ja nie albo nawet czemu ja musze a on nie...,ja juz nie dawalam sobie z tym rady...

emi mam nadzieje,ze przejzy na oczy,chociaz ja tu opisalam 1/10 z tego co przeszlismy,nie bylo latwo ,wzloty i upadki ale teraz nie zaluje,ze mu dalam kolejna szanse,chociaz nie wierzylam w to....

niestety teraz ja za to dostalam w kosc bo mnie zlapala nerwica a nie jego,jednak oni sa silniejsi,najwazniejsze to wybaczyc sobie na wzajem,jesli razem widzicie swoja przyszlosc,maz musial mi od nowa zaufac a ja musialam uwierzyc w to,ze on sie zmieni...saamo zycie

na poczatku napisalam mu list taki na 2 A4 ale wylam tam wszystko co we mnie siedzialo,przynajmniej go przeczytal ze lzami w oczach a nie by sie patrzyl na mnie jak na slup jak bym mu to prosto w oczy powiedziala,tak sie zaczela walka o nasze malzenstwo i wzajemny respekt

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój dzisiejszy dzień rozpoczął się ok, dzień babci dziś i wizyta u niej, potem jak wróciłam do domu, to siedziała tam moja dawna przyjaciółka, ta co mnie zdradziła parę miesięcy temu. :? I pierwszy raz po kilku dobrych miesiącach odezwała się do mnie, oczywiście z pretensjami i jakimiś wyrzutami i sprowokowała kłótnię. Więc wzięłam psa na spacer, przyszłam po godzinie, a ta tam ciągle siedzi. :!: Pojechałam samochodem do pobliskiego miasta na cały dzień. Wkurzyła mnie, ale nie aż tak jak kiedyś. Nie wyszłam ze skóry, nie trafił mnie szlag, ani się nie rozkleiłam - jestem z siebie dumna, nie dałam się ponieść emocjom ani agresji. Potem jeszcze dostałam od niej jakiegoś mms do pobrania, ale go skasowałam z zimną krwią, kto wie co ona mi chciała przekazywać w mmsie, w każdym razie było to głupie. Jakbym się z kimś pokłóciła, to na pewno nie wysyłałabym tej osobie mmsów. W każdym razie dzień trochę inny niż co dzień. Mam nadzieję, że niedługo znajdę tę pracę i wyniosę się stąd. Zaczęłam widzieć dla siebie nadzieje - jak będę we większym mieście, chodzić do jakiejś pracy, znajdę sobie jakieś zajęcia, coś się będzie działo, w międzyczasie wymyślę jakiś sposób na życie, potem zmienię pracę na bardziej dopasowaną do swoich preferencji... Dobrze, że widzę dla siebie jakieś nadzieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałabym widzieć nadzieję dla siebie, ale aktualnie jej nie widzę. Dobrze, że tobie się to udało.

U mnie dzisiaj w miarę spokojnie. Rano byłam załatwiać z córcią sprawy szkolne, potem posiedziałam trochę na kompie, posprzątałam, zrobiłam obiadek, poszłam po małą.

Teraz sobie odpoczywam, zaraz będziemy z małą lekcje robić.

 

Wciąż mam w sobie strach o córcię, staram się tego jednak nie okazywać. W środę powinnam iść do lekarza po kolejne recepty i L-4, ale nie będę miała forsy, więc chyba nie pójdę. Na dzisiaj zostało nam 115 zł, wizyta kosztuje 100, a do 20-stego lutego daleko.

Jak nie pójdę na wizytę, to nie będzie L-4, więc będę musiała iść zarejestrować się w Pup, ale nie czuję się na siłach iść tam sama - za daleko jeszcze dla mnie. Nie pójdę, to nie będzie ubezpieczenia, bo podjęcia pracy na dzień dzisiejszy w ogóle sobie nie wyobrażam, głównie ze względu na koszmar dojazdów, ( wciąż nie umiem wsiąść do tramwaju) poza tym, kto będzie zajmował się młodą, jak ja będę w pracy? Niestety póki co do szkoły ją zaprowadzam i odprowadzam, za kilka dni mamy jechać na zdjęcie szwów. Do tego u syna podejrzewają też nerwicę lękową, cała nasza trójka ma zalecenie kontaktu z psychiatrami i psychologami. Ten od dzieci jest w Katowicach - no i cholerka, znowu problem, bo trzeba tam pojechać, a podróż na razie nie wchodzi w grę. Nie wiem już dzisiaj co robić, może jutro mi wpadnie jakiś pomysł do głowy.

Do tego znowu nasłuchałam się od "ojca", że to moja wina, że jestem w takiej sytuacji, bo nie mam męża, że powinnam sobie jakiegoś znaleźć. Efekt? Jak szłam po małą do szkoły, to w myślach warczałam z wściekłości na każdego mijanego faceta i aż mi się niedobrze robiło z stresu i obrzydzenia na widok mężczyzny.

Nienawidzę "ojca" i osobników jemu pokrewnych. Bleeeeee

A znowu niedługo będę musiała przywdziać na twarz uśmiech i pokornie i grzecznie poprosić go o pożyczkę...

Nienawidzę tego, nienawidzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×