Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Czołgistka,

Z tą twoją terapeutką jest coś nie tak. Jeżeli w przyapdku sms ów tak postąpiła nie fair, to w czym innym też nie można jej ufać. Mam wątpliwośći czy to dobra terapeutka.

A ten tekst -że jak ja szanuje i lubie choc troche to uszanuje ze ma urlop- jest całkowicie nieterapeutyczny. Tak mógł napisać zwykły człowiek z nie psycholog.

 

-- 31 lip 2014, 15:52 --

 

Nastia,

dużo zrobiłaś jak na pierwsze 2 lata terapii. W początkowym okresie następuje odbudowa podstawowej struktury osobowośći i dlatego nie ma dużych zewnętrznych zmian.

A gdy podstawy są odbudowane to później zmiany zachodzą dużo szybciej. Mnie ta odbudowa zajęła 6 lat, a teraz obserwuję o wiele szybsze zmiany. Jeszcze na wielkanoc tak dołowałam a teraz juz nie mam tamtych emocji i nie potrafię wejść w te doły. I widzę u siebie duże przyśpieszenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dream rozumiem ze nikogo to nie obchodzi i nie dziwi mnie to. Zreszta nie wiem po co pisałam.... Nakręcam się? Hmmm chciałabym umiem przestać. Zresztą nie ważne.

 

Inga_beata nie wiem co znią jest nie tak ale na pewno coś jest nie tak ciągle zmienia zdanie ciągle mówi coś innego. Ja ponoć mam silną nerwice przeniesieniową - przynajmniej tak wczoraj psychiatra powiedział. Mam juz dosc tego wszystiego po prostu, I chyba nikt nie zrozumie ze moja cierpliwość do tego wszytskiego się skończyła :/. Ile można się w tym gównie babrać :/.

 

Przepraszam za te posty....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czołgistka,

Jeżeli zmienia zdanie to ty nie możesz się na niej oprzeć i nie możesz poczuć się z nią bezpiecznie. Taka terapia nie może pomóc. Terapeuta ma być jak skała, jak fundament na którym budujemy siebie. Terapeutka nie daje ci podstaw bezpieczeństwa przez to że jest zmienna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej! Piszę w tym temacie, gdyż uznałam, że może tu znajdę odpowiedź i byłabym bardzo wdzięczna za pomoc.

A więc czy charakterystyczną cechą osobowości chwiejnej emocjonalnie jest popadanie w skrajności tj. obrzydzenie do siebie i momenty narcyzmu?

I jak stwierdzić borderline w momencie przechodzenia depresji, nerwicy, fobii społecznej? Chodzi o to, że nie powiedziałam psychiatrze o jednej rzeczy, która wydała mi się nieistotna, a chyba jednak takową jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A więc czy charakterystyczną cechą osobowości chwiejnej emocjonalnie jest popadanie w skrajności tj. obrzydzenie do siebie i momenty narcyzmu?

 

nie wiem czy charakterystyczną ale jest taki punkt diagnostyczny jak 'niestabilny obraz samego siebie' i to akurat podpada :)

 

I jak stwierdzić borderline w momencie przechodzenia depresji, nerwicy, fobii społecznej? Chodzi o to, że nie powiedziałam psychiatrze o jednej rzeczy, która wydała mi się nieistotna, a chyba jednak takową jest.

ja miałam stwierdzone chociaż przyszłam z depresją... psychatra prowadzi wywiad pod kątem różnych zaburzeń...

i nie tylko na pierwszym spotkaniu ale na innych też, wiec bedziesz miała jeszcze okazję o tym porozmawiać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boję się mojego funkcjonowania wśród ludzi. Z jednej strony nie robię nic okropnego, z drugiej...Czuję ten zgrzyt. Od jakiegoś czasu jestem w stanie kolejnego załamania. Przyczynił się na to pogarszający stan zdrowia, porażka w egzaminach (za miesiąc okaże się, czy nie będę musiała powtarzać roku, a przygotowania idą mało sukcesywnie), brak pieniędzy, brak pracy, ciężkie i wykańczające ataki paniki... Przez wiele miesięcy było w porządku; kontrolowałam się, nie robiłam głupot. Na imprezach ogarniałam wszystkich, ogarniałam sytuację. Potem w trakcie jednej puściły mi hamulce i lekko maniakalny ciąg znów się zaczął. Wątpię, bym miała do tego prawo. Esemesy do znajomej brzmiały mniej więcej tak: 'Ja nie wiem, co ze mną jest, nie wierzę w to. Po jedenastu latach wciąż nie wierzę. To nie tak ma wyglądać".

 

Ostatnio dużo płakałam. Podczas jednej z trzech imprez (Nie ma ich już tak wiele) tak mnie uderzyło, że przez półtorej godziny wyłam wręcz, drapałam, krzyczałam, nie mogąc się znieść, byłam o krok od autodestrukcji. Z drugiej strony w trakcie wyjazdu ni z gruchy ni z pietruchy uderzyła mnie taka melancholia, że przez całą dobę (po trzech dniach śmiechu i świetnej zabawy) nie odezwałam się do nikogo ani słowem, patrzyłam tylko w jakiś martwy punkt, wykonując czynności machinalnie. Siedzę po nocach, analizuję, przemyślam i dochodzę do wniosku, że nie wiem, co robić. Mam dużą dozę samoświadomości, ale nie potrafię spojrzeć totalnie od zewnątrz i ocenić siebie.

 

Myślę, że zraniłam tym jedną osobę. Ludzie, z którymi byłam trochę bliżej niż z resztą, zawsze mówili mi "Ja cię nie rozumiem. W jednej chwili jesteś totalnie zajebista, w drugiej przechodzisz w rozpacz i depresję z jakiegoś byle powodu. To szokujące". Teraz widzę to bardziej, niż kiedykolwiek. Był ten chłopak, którego znam dobrze i z którym ostatnio kontakty się nieco nasiliły. Wszyscy mówili "Boże, jak wy pasujecie do siebie", zawstydzając tym i jego, i mnie. Chyba go to wystraszyło. Mamy taką wspólną historię, że po alkoholu ciągnie nas do siebie z niezrozumiałym nasileniem. Tak też było ostatnio: po raz kolejny odkryliśmy się w stanie upojenia przed sobą zupełnie. Nie uprawialiśmy seksu, bo to jedyna rzecz, której nie robię, choćbym nie wiem, w jakim była stanie. Wszystko inne- bardzo proszę. Pamiętam jego dotyk i uśmiechy. Narobiliśmy sobie wstydu przed innymi. Bardzo. W ciągu kilku godzin zdążyliśmy przerobić fazę totalnego uniesienia, uwielbienia, kłótnię... I teraz, naturalnie, w szarej rzeczywistości, nie ma już nic. Oziębły, pełen ignorancji kontakt (do którego jesteśmy zmuszeni, przez wspólnych znajomych). Zapewne gdy patrzy na mnie, jest mu głupio, kojarzę mu się z kacem moralnym ;) Ale obudziło to we mnie coś, co prześladuje mnie od lat, a mianowicie chorobliwą potrzebę bliskości (nie mylić z seksem) fizycznej, bliskości psychicznej, dla której jestem w stanie czasem w ułamku sekundy stracić kontrolę i zrobić wszystko. Chociażby zagrażało to mojemu życiu (może nie teraz, ale kiedyś owszem), bo stoi ona grubo przed potrzebą zachowania godności czy instynktem samozachowawczym. Nie wiem, jak poprowadzić teraz kontakty, chyba muszę zrobić to, co robię najczęściej- odpuścić. Może moja samotność,fakt, że pomimo wielu znajomych na całym świecie jest tylko jedna osoba, z którą mogę tak pogadać- może to ma na celu jakąś ochronę innych. Z drugiej strony żałuję, ze nie mam okazji wypróbowania siebie w związku z drugą osobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej :)

Chciałam napisać, że biorę lamotyginę już 2 tygodnie (razem z Asentrą) i powiem, że nie mam już wybuchów złości i nie nakręcam się w nienawidzeniu - łatwiej mi zatrzymać się i reflektować; minęły kompletnie bardzo ostre napady paniki, które miałam codziennie i nie raz z tego powodu byłam na sorze (lęki mam nadal, ale nie napadowe i nie paniczne - po prostu mniej lub bardziej nasilone); huśtawki nastroju w ciągu dnia się zmniejszyły (co nie oznacza, że wyszłam z doła - po prostu mniej mną chwieje); zniknęła męcząca gonitwa myśli, myśli mi się wolniej-lepiej; przestały mi wypadać włosy (po zastąpieniu Depakiny). Wady: po zażyciu kręci mi się w głowie, jestem bardzo senna i mam problem z równowagą, więc biorę tylko na noc. Słynnej wysypki u mnie brak (ale zaczynałam od 12,5 mg), nie działa też w moim przypadku antydepresyjnie, jestem nadal przybita i przygnębiona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, obecnie biorę 75 mg i dr powiedział, że przy takiej dawce pozostanę. Być może podniesie max do 100mg, ale na razie nie. Dawkę zwiększałam co kilka dni, najpierw 12,5mg, potem 25mg, 50mg i od kilku dni 75 mg - na noc, bo tj. napisałam w dzień mnie przymulało. W sumie zaczęłam brać 2 tygodnie temu. Co pewnie istotne - wcześniej już brałam stabilizator, Depakine i od razu wskoczyłam z niej na lamo.

 

Aha, chcę jeszcze dodać, że regularnie chodzę na terapię, więc nie wszystko to zasługa leków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, teraz 100mg asertinu. Nie no cos tam dają mi leki, w porównaniu do początku roku jest znaczna różnica -wcześniej miałam jeden wielki atak paniki, ciagle myśli s., nie wychodziłam z domu, nie jadłam, nie mylam sie, nie spałam do rana i nic nie sprawiało mi przyjemności. Teraz mam obniżony nastroj ale jakoś funkcjonuje (raz lepiej raz gorzej), nie gnije w łóżku. Ale gdyby nie terapia to nie byłoby mnie tu..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czytałam trochę o BPD, i w tych źródłach piszą o traumach z dzieciństwa które się do tego przykładają - czy w moim przypadku moja osobowość mogła się zryć po wieloletniej przemocy w szkole (podstawówka starym systemem), zaniedbaniu przez rodziców tej sprawy; a także próby gwałtu w wieku 16 lat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

małpka, owszem. Wieloletnia przemoc powoduje ogromne straty na polu umiejętności rozgrywania poprawnych relacji społecznych. U mnie właśnie opuszczenie odgrywało ogromną rolę, poruszam ten temat często. Jako dziecko byłam nieco pozostawiona sama sobie, pięć lat prześladowań psychicznych w podstawówce, dwa lata za granicą ( tu doszło też fizyczne- opluwanie, bicie, ba, próba targnięcia się na moje życie. najgorsze, nie ma chyba gorszego typu prześladowań, aniżeli na punkcie narodowościowym, gdy włącza się do tego kilkadziesiąt osób) narobiło we mnie dużo szkód, idąc do gimnazjum miałam konkretnie zszarganą psychikę i nie potrafiłam odnaleźć się wśród ludzi wcale, a zatem niechęć ze strony innych przeciągnęła się jeszcze na 2-3 kolejne lata. Po dwóch latach spokoju wciąż mam problemy z funkcjonowaniem wśród znajomych i innych ludzi. Kontakty są intensywne, napawają mnie zbyt często gniewem i rozpaczą, ponadto posiadam silny deficyt bliskości. Prawdopodobnie na zawsze będę czuła się w jakiś sposób obca dla świata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybaczcie byc moze glupie pytanie, ale podpieram sie wiedza z wikipedii, bo jestem calkowicie zielona w tym temacie.

Od zawsze mam problemy z ,,normalnym" funkcjonowaniem. Mialam epizody depersji. Cierpie na nerwice lekowa i natrectwa. Jakis czas temu kuzynka, ktora jest psychologiem rzucila podczas rozmowy ze mna, ze jej zdaniem cierpie na BPD. Jednak, ze wzgledu na fakt, ze jestesmty rodzina nie jest ona wlasciwa osoba do postawienia diagnozy.

Stad moje pytanie. Kto stawia diagnoze zaburzen osobowosci? Psychioiatra czy psycholog? Poza tym wedlug lryteriow diagnostycznych (z wikipedii :roll: ) jedna z cech tego zaburzenia sa nawracające zachowania, gesty lub groźby samobójcze albo działania o charakterze samookaleczającym. W moim przypadku nic takiego nie wystepuje, natomiast wystepuja wszystkie inne z nizej wymienionych, w roznych proporcjach naprzemiennie:

 

gorączkowe wysiłki uniknięcia rzeczywistego lub wyimaginowanego odrzucenia,

niestabilne i intensywne związki interpersonalne, charakteryzujące się wahaniami pomiędzy ekstremami idealizacji i dewaluacji,

wyraźnie i uporczywie niestabilny obraz samego siebie lub poczucia własnego ja (sense of self),

impulsywność w co najmniej dwóch sferach, które są potencjalnie autodestrukcyjne (np. wydawanie pieniędzy, seks, nadużywanie substancji, lekkomyślne prowadzenie pojazdów, kompulsywne jedzenie),

niestabilność emocjonalna spowodowana wyraźnymi wahaniami nastroju (np. poważnym epizodycznym głębokim obniżeniem nastroju (dysphoria), drażliwością lub lękiem trwającymi zazwyczaj kilka godzin, rzadko dłużej niż kilka dni),

chroniczne uczucie pustki,

niestosowny, intensywny gniew lub trudności z kontrolowaniem gniewu (np. częste okazywanie humorów (ang. frequent displays of temper), stały gniew, powtarzające się bójki),

przelotne, związane ze stresem myśli paranoiczne (ang. paranoid ideation) lub poważne symptomy rozpadu osobowości (ang. dissociative symptoms).

Mam jeszcze chyba milion pytan zwiazanych z tym tematem, bo jestem obecnie w calkowitej rozsypce. Przerwalam jakis czas temu terapie (zwiazane z nerwica i natrectwami) i nie wiem czy do niej wrocic? :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybaczcie byc moze glupie pytanie, ale podpieram sie wiedza z wikipedii, bo jestem calkowicie zielona w tym temacie.

Od zawsze mam problemy z ,,normalnym" funkcjonowaniem. Mialam epizody depersji. Cierpie na nerwice lekowa i natrectwa. Jakis czas temu kuzynka, ktora jest psychologiem rzucila podczas rozmowy ze mna, ze jej zdaniem cierpie na BPD. Jednak, ze wzgledu na fakt, ze jestesmty rodzina nie jest ona wlasciwa osoba do postawienia diagnozy.

Stad moje pytanie. Kto stawia diagnoze zaburzen osobowosci? Psychioiatra czy psycholog? Poza tym wedlug lryteriow diagnostycznych (z wikipedii :roll: ) jedna z cech tego zaburzenia sa nawracające zachowania, gesty lub groźby samobójcze albo działania o charakterze samookaleczającym. W moim przypadku nic takiego nie wystepuje, natomiast wystepuja wszystkie inne z nizej wymienionych, w roznych proporcjach naprzemiennie:

 

gorączkowe wysiłki uniknięcia rzeczywistego lub wyimaginowanego odrzucenia,

niestabilne i intensywne związki interpersonalne, charakteryzujące się wahaniami pomiędzy ekstremami idealizacji i dewaluacji,

wyraźnie i uporczywie niestabilny obraz samego siebie lub poczucia własnego ja (sense of self),

impulsywność w co najmniej dwóch sferach, które są potencjalnie autodestrukcyjne (np. wydawanie pieniędzy, seks, nadużywanie substancji, lekkomyślne prowadzenie pojazdów, kompulsywne jedzenie),

niestabilność emocjonalna spowodowana wyraźnymi wahaniami nastroju (np. poważnym epizodycznym głębokim obniżeniem nastroju (dysphoria), drażliwością lub lękiem trwającymi zazwyczaj kilka godzin, rzadko dłużej niż kilka dni),

chroniczne uczucie pustki,

niestosowny, intensywny gniew lub trudności z kontrolowaniem gniewu (np. częste okazywanie humorów (ang. frequent displays of temper), stały gniew, powtarzające się bójki),

przelotne, związane ze stresem myśli paranoiczne (ang. paranoid ideation) lub poważne symptomy rozpadu osobowości (ang. dissociative symptoms).

Mam jeszcze chyba milion pytan zwiazanych z tym tematem, bo jestem obecnie w calkowitej rozsypce. Przerwalam jakis czas temu terapie (zwiazane z nerwica i natrectwami) i nie wiem czy do niej wrocic? :oops:

 

Jeśli chodzi o Twoje pytanie o terapię związaną z nerwicą natręctw to z pewnością warto ją kontynuować. Leki też mogą dużo pomóc, u mnie też czasem są obsesje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czytając książkę J.L.Herman - Przemoc. Uraz psychiczny i powrót do równowagi mam ochotę krzyczeć. Że moje BPD to wierutna bzdura, że to co się ze mną dzieje jest efektem stresu pourazowego... mam objawy chroniczne, opisane w książce... zniszczyło mnie DDD, poniżanie w szkole podstawowej, za które płacę dziś wysoką cenę - rozsypane zdrowie... i nie jest to książka jakiegoś pseudonaukowca, poważna praca psychoterapeutyczna... mam nosa, jeśli chodzi o nie przejmowanie się diagnozą BPD, nie przyklejam sobie etykietki...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie DDD urosło bardzo, nie wiem czy jest jakies wyjscie z tego jak te mysli negatywne o sobie sa wrecz wdrukowane od dziecka i tego sie nie da za bardzo zmienic.W pewnym momenc ie zycia czlowiek zaczyna w to wierzyc jak np ja od lat czuje sie kims gorszym nawet od najgorszego i mi to nie mija, mimo nieraz miłych chwil w zyciu, ktoryc jest niewiele...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja odporność w kontaktach międzyludzkich jest żałośnie słaba. Kilka dni z towarzystwem, jedno nieodpowiednio dobrane słowo, jedna drobna oznaka odrzucenia- a ja zamykam się w czterech ścianach i mój obraz siebie totalnie się rozpada. Jestem uzależniona od wizji siebie w oczach innych. Jest fajnie- czuję się fajna i świetna. Przeciwnie- mój pogląd na własną osobę upada. Czuję się jak groteskowa kreatura.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tomasz_xyz, jakieego rodzaju sa to obsesje, bo u mnie wiaza sie glownie z poczuciem odrzucenia lub wyimaginowana wizja tego, ze ktos mnie np. pokochal lub zaczal nienawidzic. Czesto czuje sie odrzucona w grupie pomimo sygnalow, ze jestem luibiana i sama usuwam sie w kat. Dodatkowo koncze bardzo szybko przyjaznie. Najgorsze jest to ze wycofuje sie pierwsza z kazdego kontaktu interpersonalnego w obawie, ze zostane odrzucona.

 

Keji, Jestem uzależniona od wizji siebie w oczach innych. Jest fajnie- czuję się fajna i świetna. Przeciwnie- mój pogląd na własną osobę upada. Czuję się jak groteskowa kreatura.

 

Mam identycznie :oops: Czesto wystarczy jedno niewlasciwe slowo lub zdanie a ja dopowiadam sobie cala historie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie DDD urosło bardzo, nie wiem czy jest jakies wyjscie z tego jak te mysli negatywne o sobie sa wrecz wdrukowane od dziecka i tego sie nie da za bardzo zmienic.W pewnym momenc ie zycia czlowiek zaczyna w to wierzyc jak np ja od lat czuje sie kims gorszym nawet od najgorszego i mi to nie mija, mimo nieraz miłych chwil w zyciu, ktoryc jest niewiele...

 

Przykro mi. :( Chyba ciężko jest zmienić nastawienie po tylu latach bezkrytycznej wiary w rzeczywistość która otaczała nas tyle lat, że w ogóle gdzieś istnieje inne życie, że sami możemy je z kimś zbudować... kiedyś.

A najciężej wyzwolić się od toksycznych schematów podpatrzonych w rodzinie.

 

Myślę, że jednak można budować samemu poczucie swojej wartości - zająć się czymś, jakąś pasją. być może zaangażować się w jakieś działanie dla innych, ja np byłam wolontariuszem i szczerze mówiąc pomagało mi to. Później zachorowałam na depresję i nie miałam już na nic siły.

 

 

 

Zostałam porzucona. trzy lata konsekwentnie na to pracowałam - wiedziałam, że to kwestia czasu aż to runie - bałam się tego a zamiast budować i tak niszczyłam - zrywałam, wracałam, spałam z innymi depcząc swoje ideały i wiarę w prawdziwą miłość.

Zawsze wmawiałam sobie, że "niejasny obraz własnego ja" mnie nie dotyczy a teraz widzę, że czuję się zupełnie niekompletna a to co kiedyś dawało mi siłę, jakieś tam pasje i zainteresowania wydają mi się żałosne. Czuję się bezwartościowa skoro to wszystko nie potrafiło sprawić, że ktoś mnie będzie kochał. Na przemian chcę wyć i błagać o przebaczenie a zaraz później odwrócić się na pięcie z nadzieją, że to on będzie tego żałował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×