Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Ja też uważam, że główna bohaterka jest mega irytująca, ale dostrzegam u niej podobne mechanizmy do siebie, a dzięki temu zaczynam zdawać sobie sprawę z pewnych rzeczy i mogę nad nimi pracować. Dla mnie to jak takie krzywe zwierciadło, które pokazuje karykaturalny obraz siebie. trudne do zniesienia, ale o tyle pomocne, że czasem trudno spojrzeć na siebie szczerze czy obiektywnie. A jak widzę jakiś schemat, zaczynam się zastanawiać nad jego źródłem i mogę powoli go rozbrajać. A z literackiego punktu widzenia to chała ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prawda z ta literacka chala :) tyle osób polecalo ta książkę w internecie ze juz myslalam ze ja jedna ja tak odbieram :) to prawda, tez widzę jakies podobieństwa ale wszystko w tej książce wydaje mi sie wyolbrzymione bardzo w stosunku do tego co ja czuje i robię. Chociażby nie wyzywam terapeutki jeszcze :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niby tak ale ten terapeuta moim zdaniem łamie jednak zasady psychoanalizy ... Nie do końca jest dla mnie jakimś autorytetem powiem szczerze :)

 

Niecierpie bezdusznej psychoanalizy!

Ten terapeuta umiejetnie sie zaangazowal: dal dziecku-Rachel bezwarunkowa akceptacje i milosc. Byl dla niej ojcem i autorytetem, ktorego zabraklo jej w dziecinstwie.

Dzieki ciaglym zapewnieniom jak bardzo mu na niej zalezy, ze ma prawo do swoich emocji, ze jest dobra i piekna kobieta - dojrzala i zaakceptowala swoja plec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chociażby nie wyzywam terapeutki jeszcze :)

to chyba kwestia czasu :)

 

Ja swoją niedawno wyzwałam od kur..ew i powiedziałam wprost spier...aj. Ale to zdarzyło się raz podczas trwania już 1,5 roku ( 2x w tygodniu) terapii. Znacznie częściej zarzucam jej pazerność na pieniądze i to, że ma mnie w dupie. Ja mam podobne jazdy jak Rachel ale tez uwazam, ze jest z lekka przerysowana ta ksiazka. Niestety jej relacje rodzinne i podejscie do wlasnych dzieci juz takie nie jest. Przynajmniej w moim odczuciu.

 

Całe szczęście, że moja terapeutka jest mądrą kobietą i nie bierze sobie takich rzeczy do serca i na poważnie...

 

A co do ksiazki... moim zdaniem terapeuta nie odgrywal roli ojca, tu dzialalo przeniesienie Rachel na niego, jej pragnien, deficytow w relacji z jej biologicznym ojcem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zarzucalam wyciąganie kasy tez i lekceważenie albo wmawianie mi rożnych rzeczy. Ze trzy razy próbowałam zerwać terapie raz juz byłam pewna odłożyłam nawet pieniądze ale ostatecznie psychiatra mnie przekonał. Hmmm ojoj ja dopiero pół roku wiec mocny początek ciekawe co bedzie pózniej. Dopiero ostatnio w ogóle tak poważniej przy niej przeklelam. Och to z pewnością potrwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokladnie, ja tez mysle, ze to kwestia czasu. Atakowanie terapeuty musi nastapic. Bo jak najlepiej mamy przepracowac te nasze emocje z zycia codziennego, jesli nie na zywym organizmie?

Poczytajcie sobie o relacji terapeutycznej rodzic-dziecko. Wejscie terapeuty w ograniczona role ojca jest jak najbardziej na miejscu.

I ja wlasnie poszukuje kandydata! A moja terapeutka-kobieta jest wlasnie 2 miesiace na chorobowym!! I jak tu pokochac kobiety, w dodatku w ciazy??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ach właśnie ten książkowy terapeuta - jak dla mnie marzenie. A moja analityczna zołza też słyszy ode mnie regularnie że ma mnie w dupie tylko frustruje. I ja tego nei pojmuje jak to jest to terapeuta ma być rodzicem czy nie, bo ograniczona rola rodzica w wydaniu analitycznym jest baaardzo ograniczona (do odzwierciedlania i bycia)... A mnie kurwica strzela przez to, potem mam poczucie winy ze za dużo wymagam od niej a za mało od siebie oczekuję bliskości a może to ja sama nie jestem do niej zdolna, moze jej nie odbieram a ona jednak jest? może to ja sie wycofuje..? czy po prostu analityczna terapia nie jest dla bpd? Jak myślicie??!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy po prostu analityczna terapia nie jest dla bpd? Jak myślicie??!

Z tego co wiem to wyodrębniono to zaburzenie między innymi ze względu na to że psychoanaliza była wyjątkowo trudna ;p Mi się wydaje że nie nurt jest najważniejszy tylko zdolności terapeuty.

Tak w ogóle to do niedawna byłam z siebie nawet trochę duma że jestem taka grzeczna u T. nawet przekleństwa udaje mi się pohamować, cud miód i orzeszki. No i raz, też obawiam się że przyjdzie w końcu ten dzień kiedy pokarzę swoją drugą stronę w gabinecie. Dwa, zasmuciło mnie to że T. mówi że kontakt ze mną jest nasycony złymi emocjami, a przecież nie wyciągnęłam jeszcze pazurków. No i po trzecie, czytałam ostatnio że może się tak dziać, że rozszczepieniu poddaje się zespół terapeutyczny. I jest u mnie też tak, że w gabinecie terapeutki nr.8 według moich wewnętrznych odczuć jestem aniołkiem,a jak tylko przekraczam drzwi gabinetu psychiatry nr. 5 jestem już 'bardziej' sobą i zarzucam lekarce że mnie nie słucha, że nie rozumie, że przekręca, że jest wredna itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MistyDay sprawdzałam. Nie poszłabym do kogoś kto nie jest, to zbyt skomplikowana metoda i myślę, że to niebezpieczne. Radzę to sprawdzać zawsze, bo nie brakuje oszołomów...

A odnośnie terapeuty z książki to wg mnie on jest bardziej psychodynamiczny, bo nie stosuje się do zasad psychoanalizy. Analitycy nie mówią takich rzeczy swoim pacjentom raczej. I nie zachowują się jakby byli rodzicami, których pacjent potrzebuje, raczej tylko interpretują relację przeniesieniową. Zaspokajanie dziecięcych potrzeb mogłoby sprzyjać regresji, choć nie wiem na 100%, brzmi kusząco, ale to chyba zbyt proste... Wydzwanianie do terapeuty też jakieś dziwne. No ale on jest jednocześnie jej lekarzem- w europie raczej się to oddziela.

Tak się zastanawiam, że ta książka to chyba niezła ściema. Bo takie amerykańskie happy endy w stylu i żyli długo i szczęśliwie w prawdziwym świecie się nie zdarzają. Nie mowie, że nie można się wyleczyć, ale nie wierzę że w takim stylu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z tego, co się naczytałam o bpd, w terapii bardzo wiele zależy od terapeuty (nie twierdzę tym samym, że wszystko od niego zależy!). najważniejsze zadanie na początek to rozprawić się z rozszczepieniem na takim podstawowym poziomie, czyli w relacji terapeuta-pacjent. t. nie może mieć słabych i zmiennych granic wobec bordera, bo grozi to regresją/lękiem przed zlaniem się w jedno; ale nie może też przegiąć w drugą stronę, czyli być zbyt zdystansowanym, bo grozi to dewaluacją terapii lub nawet jej porzuceniem (z czym wiąże się lęk przed opuszczeniem), zachowaniami acting out. moim zdaniem to bardzo przypomina zdrowe budowanie relacji rodzic-dziecko właśnie :) oczywiście na warunkach dostosowanych do faktu, że pacjent nie jest malutkim dzieckiem i że czas na opiekę rodzicielską już minął i że poszło nie tak. w ten sposób terapeuta pooowooooli rozpracowuje nieadaptacyjny model przywiązania pacjenta, rodzi się zaufanie i wtedy mamy matrycę zdrowej relacji, którą pacjent po jakimś czasie internalizuje... dalej już mi się nie chce pisać, zresztą powyższy opis z pewnością nie jest obiektywny. :roll:

 

czy jest tu ktoś terapeutyzujący się w nurcie SFT? bo - jeśli wierzyć opisom - to idealna opcja dla tych z Was, którzy czują nadmierny dystans w terapii. mamy tu trochę psychodynamicznej, trochę poznawczo-behawioralnej i trochę gestalt. no i pracuje się na schematach (dla bpd i npd są kokretne!), które wprowadzają strukturę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a są tacy terapeuci w pl w ogóle? W moim mieście nie ma, tyle wiem. Napisałam ogólnie - 'analityczna' czyli wywodząca się z psychoanalizy, czystej psychoanalizy border by na pewno nie wytrzymał. Moja t nie jest na liście t analitycznych więc wnioskuje że jest psychodynamiczna, ale właśnie wydaje mi się że z 'maksymalnie dużym dystansem jaki ja mogę jeszcze wytrzymać' I nie wiem, nie wiem:( dewaluacja terapii zajmuje mi 80% czasu jej trwania i mam dużo wątpliwości. Jak czytałam uratuj mnie rozpływałam się we łzach gdy bohaterka słyszała te różne akceptujące komunikaty których ja usłyszałam może 5 przez ponad 4 lata terapii..

:bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jacyś są, ale nie wiem, na ile wyszkoleni i dobrzy w swojej robocie, dlatego pytałam, czy może ktoś ma.

 

Selma, a rozmawiałaś o tych trudnościach ze swoją t.? ja w sumie zaczęłam terapię dopiero niedawno, więc nie jestem pewna, jak to u mnie wygląda, ale zaczęłam odnosić wrażenie, że dystans jest, póki co, tworzony przeze mnie. mam duże poczucie bycia nieważną i miałam problem nawet z zadzwonieniem do mojej t., kiedy okazało się, że nie mogłam dziś przyjść na terapię, bo miałam w tych godzinach egzamin. w końcu moja mama mnie namówiła, t. nie odebrała, więc (znowu za namową) napisałam smsa. ku mojemu zdziwieniu oddzwoniła :shock: przeprosiła mnie, że z pewnym opóźnieniem, powiedziała, że niestety nie będzie miała czasu, by odrobić tę sesję w innych godzinach, ale tak czy inaczej jeśli zajdzie taka potrzeba, będę mogła do niej zadzwonić.

a egzamin napisałam beznadziejnie i cały dzień mam schrzaniony, bo wolałabym być na tej sesji... :-| czy ja przypadkiem nie napisałam niedawno, że tęsknię za swoją złością? no to już nie tęsknię, bo złość bardzo szybko zduszam i kieruję na siebie. :pirate: zajebiście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dawno mnie nie było. Ale się rozpisałyście, chyba Was nie ogarnę ;)

 

Btw czytam teraz polecaną tutaj książkę "Uratuj mnie" rachel reiland. Z jednej strony trochę przygnębiające, bo konfrontuje z pewnymi sprawami, których wolałabym nie widzieć, ale jednocześnie bardzo inspirująca :smile:

 

Ja pochłonęłam tę książkę jakieś 2 lata temu. Dużo w sobie widziałam, ale dała mi ona nadzieję, tylko terapeuty mi brakowało takiego dobrego.

Książka fajna pod tym względem, że doskonale pokazuje problem. Ale poradnikiem nie jest.

 

Zdecydowanie jako poradnik polecam książkę, "Borderline. Jak żyć z osobą o skrajnych emocjach." tam dopiero naczytacie się jakie sposoby są na osoby cierpiące na to zaburzenie. Czytając porady dla rodzin, osób bliskich jak mają postępować "ze mną" miałąm ochotę schować książkę by nikt tego nie zobaczył, bo bałam się, że zaczną je stosować dla mnie. Typowa obrona. Nie chciałabym usłyszeć niektórych słów lub dyplomatycznych wyjaśnień bo reagowałam na samą myśl agresją i histerią. Zdecydowanie polecam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja kupiłam wlasnie ta książkę mamie i mężowi - poradnik. Myslalam ze bedzie tan tez cos dla mnie ale sie przeliczylam :( powinien byc tez jakiś poradnik dla nas. Ale to fakt z tego co przejrzałem faktycznie niezły. Z reszta to chyba wlasnie tej babki która spotkała rachel reiland. Tak mi sie cos wydaje. Pomogła jej z tamta książka a sama napisała kilka swoich. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno są tam też wypowiedzi Reichel. Ja w sumie już nie mam komu dawać tej książki, więc sama ją przeczytałam. Ale dużo z niej wzięłam dla siebie. Ciekawe są te projekcje opisane, których wcześniej nie rozumiałam.

 

MistyDay, I czyta Twoja rodzina?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×