Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Korba

[Poezja] ulubione wiersze różnych autorów

Rekomendowane odpowiedzi

Sylvia Plath

 

Jestem pionowa

 

Lecz chciałabym raczej być pozioma.

Nie jestem drzewem zakorzenionym w ziemi,

Ssącym mineralne wody i macierzyńską miłość,

Abym każdego marca mogła rozbłysnąć liściem,

Nie jestem też tak piękna jak klomb ogrodowy,

By wzbudzać okrzyk zachwytu okazałą barwą,

Bez świadomości, że wkrótce utracę swe płatki.

W porównaniu ze mną drzewo jest nieśmiertelne

A główka kwiatu po prostu zadziwiająca.

A ja pożądam długowieczności drzewa i śmiałości kwiatu.

 

Dzisiejszej nocy, w bladym świetle gwiazd,

Drzewa i kwiaty rozsiewają świeże zapachy.

Przechadzam się między nimi, lecz mnie nie dostrzegają.

Myślę sobie, że kiedy śpię,

To jestem do nich podobna,

Myśli gmatwają się.

To położenie jest dla mnie bardziej naturalne,

Gdyż mogę swobodnie rozmawiać z niebem,

A stanę się użyteczna, gdy położę się już na zawsze:

Wówczas drzewa będą mogły mnie dotknąć, a kwiaty znajdą dla mnie czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Nie pozwól abym cie zwiódł"

Charles C. Finn

 

 

Nie pozwól abym cię zwiódł

Niech nie zwiedzie cię moja twarz.

Noszę bowiem tysiąc masek - masek, których boję się zdjąć,

a żadna z nich nie jest mną.

Udawanie jest sztuką, która stała się moją drugą naturą.

Ale ty nie daj się oszukać.

Zaklinam cię na Boga, nie pozwól się oszukać.

 

Sprawiam wrażenie, że jestem pewny siebie,

Że jestem radosny i nie mam problemów,

Ani na zewnątrz, ani w środku mnie,

Że pewnoć siebie jest moim imieniem, a opanowanie moją zabawą,

Że wody są spokojne, a ja panuję nad wszystkim

I że nikogo nie potrzebuję.

Ale nie wierz mi, proszę.

Z wierzchu moja dusza wydaje się gładka,

ale ta powierzchnia jest moją maską,

która wciąż się zmienia i bezustannie skrywa wnętrze.

W środku jednak nie ma ukojenia.

W środku ukrywa się mój umysł - zagubiony, zalękły, samotny.

Ale ja to ukrywam.

Nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział.

Przeraża mnie myśl, że moja bezsiła i strach zostaną odkryte.

To dlatego szaleńczo tworzę swoje maski by się za nimi skryć;

Nonszalancka, wymyślna fasada,

Która pomaga mi udawać - chroni mnie przed spojrzeniem,

które Wie.

Ale takie spojrzenie jest moim wybawieniem.

Moim jedynym wybawieniem. I gdzieś, głęboko, ja to wiem.

Jest tak, jeśli podąża za tym akceptacja, jeśli podąża za tym miłość.

To jest jedyna rzecz, która upewni mnie w tym,

w czym ja upewniam siebie -

Że jestem czegoś wart.

Ale ja tobie tego nie mówię. Nie śmiem. Obawiam się tego.

Obawiam się, że z twoim spojrzeniem nie przyjdzie akceptacja i miłość.

Boję się, że będziesz mi miała za złe, że będziesz się ze mnie śmiać,

I że zobaczysz moje wnętrze i mnie odrzucisz.

Tak więc gram moją grę - w desperacji.

Z maską pewności siebie na zewnątrz i drżącym dziecięciem wewnątrz.

I tak zaczyna się parada masek, a moje życie staje się linią frontu.

Mówię do ciebie o niczym, słodkim tonem płytkiej pogawędki.

Mówię wszystko, ale to wszystko jest niczym,

Gdyż nie mówię nic, co byłoby wszystkim,

Nie mówię o tym, jak coś wewnątrz mnie roni łzy;

Więc kiedy zaczynam moją grę, nie daj się oszukać moim słowom.

Posłuchaj uważnie i spróbuj usłyszeć to, czego nie mówię.

Co chciałbym być w mocy powiedzieć,

Co muszę powiedzieć, aby przetrwać, ale powiedzieć nie mogę.

Nie chcę się ukrywać, naprawdę!

Nie chcę tej gry zewnętrznych złudzeń, którą gram - gry pozowania.

Chciałbym raczej być szczery i spontaniczny - być sobą,

Ale musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę,

Nawet jeśli zdaje ci się, że to jest ostatnia rzecz jaką chcę.

Tylko ty możesz zerwać z moich oczu

tą zabójczą kurtynę duszącej śmierci.

Tylko ty możesz przywołać mnie do życia.

 

Za każdym razem kiedy próbujesz zrozumieć,

i dlatego że naprawdę tak chcesz,

Mojemu sercu rosną skrzydła - bardzo małe skrzydła,

kruche, ale jednak skrzydła.

Z twoją czułością i współczuciem i twoją mocą zrozumienia

Możesz tchnąć we mnie życie.

Chcę żebyś to wiedziała.

Chcę żebyś wiedziała jak jesteś dla mnie ważna,

Jak możesz, jeśli zechcesz, być stwórcą osoby, którą jestem.

 

Błagam cię - chciej to zrobić. Tylko ty możesz zburzyć ten mur

Za którym ja drżę; tylko ty możesz zdjąć moją maskę.

Tylko ty możesz uwolnić mnie od mrocznego świata paniki i niepewności,

Od mojej samotnej osoby.

Nie omiń mnie obojętnie.

Proszę... nie omijaj mnie obojętnie.

To nie będzie dla ciebie łatwe;

Długie skazanie na bezwartościowość tworzy grube mury.

Czym bardziej się do mnie przybliżysz,

tym mocniej będę walczyć w zaślepieniu.

Gdyż walczę przeciwko tej samej rzeczy, za którą tęsknię.

Ale mówią, że miłość jest silniejsza nisz mury,

a w tym moja cała nadzieja.

Spróbuj, proszę, zburzyć te mury stanowczymi dłońmi,

Ale muszą być one łagodne,

bo dziecko w środku jest bardzo wrażliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wisława Szymborska

 

"Nic dwa razy"

 

Nic dwa razy sie nie zdarza

I nie zdarzy. Z tej przyczyny

Zrodziliśmy sie bez wprawy

I pomrzemy bez rutyny.

 

Choćbyśmy uczniami byli

Najlepszymi w szkole świata,

Nie będziemy repetować

Żadnej zimy ani lata.

 

Żaden dzień się nie powtórzy,

Nie ma dwóch podobnych nocy,

Dwóch tych samych pocałunków,

Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

 

Wczoraj, kiedy twoje imię

Ktoś wymówił przy mnie głośno,

Tak mi było, jakby róża

Przez otwarte wpadła okno.

 

Dziś, kiedy jesteśmy razem,

Odwróciłam twarz ku ścianie.

Róża? Jak wygląda róża?

Czy to kwiat? A może kamień?

 

Czemu ty się, zła godzino,

Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?

Jesteś - a więc musisz minąć.

Miniesz - a więc to jest piękne.

 

Uśmiechnięci, wpółobjęci,

Próbujemy szukać zgody,

Choć różnimy się od siebie,

Jak dwie krople czystej wody.

 

-- 29 kwi 2011, 19:59 --

 

Lipa

 

Na Lipcowej na lipie od Popielca od rana

wisi sobie wisielec, oj da-dana, da-dana!

 

Obezdolił go rozbrat, cały ksobny ze żalu,

by zakwitał na lipie niby kwiat na perkalu.

 

Tak ci wisi wisiołek, tak ci dynda dyndała,

tak ci zlipiał z tą lipą, aż się gawiedź zebrała:

 

Przyczłapała z bezdroża i z bezrybia i z bezdna

sfora lepkich upiorów, nocnicowa, rozgwiezdna;

 

trupiszydła skomlące lizą z lochów i dziupel,

za kuśmidrem kuśmider, przy kurduplu kurdupel;

 

zezownice ukosem wyskoczyły ze źrenic,

by się wlec przez pszenicę aż do mdłych niedopszenic,

 

cwałem goni Przysmrodek z Ulęgałkiem-Michałkiem

i Świdryga z Midrygą, i Koszałek z Opałkiem;

 

tylko Gnidosz nie przyszedł, tylko Gnidosz się przeląkł,

powędrował w zaświaty i zaginął jak szeląg;

 

ale przyszła Nietota z Nietotamtą i dyga,

aż jej z lipy oddygnął piszczelami dziadyga;

 

drepcze rzygoń Wymiotek z wieńcem maków na głowie –

czemu płakał po drodze, o tym nikt się nie dowie;

 

zakuśtykał o kusi kalinowy Dyrdymał,

by zobaczyć, czy obwieś swego słowa dotrzymał;

 

przetańcował Mogilec z kurhanową Padliną,

oj da-dana, da-dana! Na odsiebkę, a ino - - -

 

Wtedy ujrzał ich Pan Bóg i wychmurzył się z cicha

w niebnej dumie zadumie: skąd się wzięły te licha?

 

Czyżby on ich upiersił, wytułowił i zudził?

Czyżby on, oj da-dana! rozdadanił i wludził?

 

Kiedy stworzył tych wszystkich? w poniedziałek czy w środę,

gdy wymyślił chimerę, filodendron i wodę?

 

Zafrasował się Pan Bóg, bo odgadnąć nie może,

więc się tylko przeżegnał i powiedział: "Mój Boże…"

Artur Marya Swinarski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeden z moich ulubionych utworów :smile:

 

Padlina

Baudelaire Charles

 

 

 

Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,

 

W ten letni tak piękny poranek:

 

U zakrętu leżała plugawa padlina

 

Na scieżce żwirem zasianej.

 

 

 

 

 

Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,

 

Parując i siejąc trucizny,

 

Niedbała i cyniczna otwarła sekrety

 

Brzucha pełnego zgnilizny.

 

 

 

 

 

Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,

 

Jakby rozłożyć pragnęło

 

I oddać wielokrotnie potężnej Naturze

 

Złączone z nią niegdyś dzieło.

 

 

 

Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,

 

Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,

 

Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,

 

Żeś omal nie padła na trawy.

 

 

 

Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra

 

I z wnętrza larw czarne zastępy

 

Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta

 

Na te rojące się strzępy.

 

 

 

Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,

 

Jak fala się wznosiło,

 

Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało

 

Samo się w sobie mnożylo.

 

 

 

Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym

 

Jak wiatr i woda bierząca

 

Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym

 

W opałce obraca i wstrząsa.

 

 

 

Forma świata stawała się nierzeczywista

 

Jak szkic, co przestał nęcić

 

Na płótnie zapomnianym i który artysta

 

Kończy już tylko z pamięci.

 

 

 

A za skałami niespokojnie i z ostrożna

 

Pies śledził nas z błyskiem w oku

 

Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można

 

Wyszarpać ochłap z zewłoku.

 

 

 

A jednak upodobnisz się do tego błota,

 

Co tchem zaraźliwym zieje,

 

Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,

 

Pasjo moja i mój aniele!

 

 

 

Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,

 

Po sakramentch ostatnich,

 

Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,

 

By gnić wśród kości bratnich.

 

 

 

Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko

 

Toczył w mogilnej ciemności,

 

Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską

 

Mojej zetlałej miłości.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bajka o wielorybie

Mignął w szybie.

 

M. Bialoszewski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jest już jakiś wątek o ulubionych wierszach z tego co kojarzę :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdecydowanie swietny :)

 

"Całujcie mnie wszyscy w dupę"

Julian Tuwim

 

Absztyfikanci Grubej Berty

 

I katowickie węglokopy,

 

I borysławskie naftowierty,

 

I lodzermensche, bycze chłopy.

 

Warszawskie bubki, żygolaki

 

Z szajką wytwornych pind na kupę,

 

Rębajły, franty, zabijaki,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

Izraelitcy doktorkowie,

 

Widnia, żydowskiej Mekki, flance,

 

Co w Bochni, Stryju i Krakowie

 

Szerzycie kulturalną francę !

 

Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”

 

Swą intelektualną zupę,

 

Mądrale, oczytane faje,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

Item aryjskie rzeczoznawce,

 

Wypierdy germańskiego ducha

 

(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,

 

Werzcie mi, jedna będzie jucha),

 

Karne pętaki i szturmowcy,

 

Zuchy z Makabi czy z Owupe,

 

I rekordziści, i sportowcy,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

Socjały nudne i ponure,

 

Pedeki, neokatoliki,

 

Podskakiwacze pod kulturę,

 

Czciciele radia i fizyki,

 

Uczone małpy, ścisłowiedy,

 

Co oglądacie świat przez lupę

 

I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

Item ów belfer szkoły żeńskiej,

 

Co dużo chciałby, a nie może,

 

Item profesor Cy… wileński

 

(Pan wie już za co, profesorze !)

 

I ty za młodu nie dorżnięta

 

Megiero, co masz taki tupet,

 

Że szczujesz na mnie swe szczenięta;

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

Item Syjontki palestyńskie,

 

Haluce, co lejecie tkliwie

 

Starozakonne łzy kretyńskie,

 

Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,

 

I wszechsłowiańscy marzyciele,

 

Zebrani w malowniczą trupę

 

Z byle mistycznym kpem na czele,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

I ty fortuny skurwys***,

 

Gówniarzu uperfumowany,

 

Co splendor oraz spleen Londynu

 

Nosisz na gębie zakazanej,

 

I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,

 

A srać chodziłeś pod chałupę,

 

Ty, wypasiony na Ikacu,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

Item ględziarze i bajdury,

 

Ciągnący z nieba grubą rętę,

 

O, łapiduchy z Jasnej Góry,

 

Z Góry Kalwarii parchy święte,

 

I ty, księżuniu, co kutasa

 

Zawiązanego masz na supeł,

 

Żeby ci czasem nie pohasał,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę.

 

 

 

I wy, o których zapomniałem,

 

Lub pominąłem was przez litość,

 

Albo dlatego, że się bałem,

 

Albo, że taka was obfitość,

 

I ty, cenzorze, co za wiersz ten

 

Zapewne skarzesz mnie na ciupę,

 

Iżem się stał świntuchów hersztem,

 

Całujcie mnie wszyscy w dupę!…

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jasper, :great: tak, bardzo go lubię :)

 

 

Zdecydowanie bardziej wolę poczytac sobie cos z fantastyki, niz wiersz. Ale ten utwór czytam zawsze na dzien dobry, cos troche poprawi humor. (o kurde chcialem napisac humor przez "ch" zabito by mnie smiechem;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ja wklejam mojego ulubionego Czesława Miłosza, wszystko lubie tym razem to polecam:

Dużo śpię.

 

"Dużo śpię i czytam Tomasza z Akwinu

 

albo "Śmierć Boga" (takie protestanckie dzieło),

 

Na prawo zatoka jak odlana z cyny,

 

za tą zatoką miasto, za miastem ocean,

 

za oceanem ocean, aż do Japonii.

 

Na lewo suche pagórki z białą trawą,

 

za pagórkami nawodniona dolina gdzie uprawia się ryż,

 

za doliną góry i sosny ponderosa,

 

za górami pustynia i owce.

 

Kiedy nie mogłem bez alkoholu, jechałem na alkoholu.

 

Kiedy nie mogłem bez papierosów i kawy, jechałem na papierosach i kawie.

 

Byłem odważny. Pracowity. Prawie wzór cnoty.

 

Ale to nie przydaje sie na nic.

 

 

 

Panie doktorze, boli mnie.

 

Nie tu. Nie, nie tu. Sam już nie wiem.

 

Może to nadmiar wysp i kontynentów,

 

niepowiedzianych słów, bazarów i drewnianych fletów,

 

albo picia do lustra, bez urody,

 

choć miało się być czymś w rodzaju archanioła

 

albo świętego Jerzego na Świętojerskim Prospekcie.

 

 

 

Panie znachorze, boli mnie.

 

Zawsze wierzyłem w gusła i zabobony.

 

Naturalnie że kobiety mają tylko jedną, katolicką, duszę

 

ale my mamy dwie. Kiedy zatańczysz,

 

we śnie odwiedzasz odległe pueblos

 

i nawet ziemie nigdy nie widziane.

 

Włóż, proszę ciebie, amulety z piór,

 

poratować trzeba swojego.

 

Ja czytałem dużo książek ale im nie wierzę.

 

 

 

Kiedy boli powracmy nad jakieś rzeki,

 

pamiętam tamte krzyże ze znakami słońca i księżyca,

 

i czarowników, jak pracowali kiedy była epidemia tyfusu.

 

Wyślij swoją drugą duszę za góry, za czas.

 

Powiedz, będę czekać, co widziałeś."

 

 

 

Berkley,1962

 

-- 08 sie 2011, 04:30 --

 

tahela,

Przeważnie się z owym poeta zgadzam ale tym razem no cóż, ja tez mam 2 dusze, i z chęcią jedna wyślę za góry za czas. sam jestem ciekawa co tam zobaczę. Idę spać bo zaczynam gadać sama ze sobą nawet na necie a to niczego dobrego nie wróży.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Zdecydowanie bardziej wolę poczytac sobie cos z fantastyki, niz wiersz.

Ależ fantastyka też obfituje w wiersze. Pół Leśmiana podchodzi pod fantastykę. Klasykiem jest Jabberwocky Lewis Carolla, który doczekał się wielu przekładów na język polski. Moim zdaniem najlepszy Stanisława Barańczaka.

 

Dziaberliada

Stanisław Barańczak

 

Brzdęśniało już; ślimonne prztowie

Wyrło i warło się w gulbieży;

Zmimszałe ćwiły borogowie

I rcie grdypały z mrzerzy.

 

"O strzeż się, synu, Dziaberłaka!

Łap pazurzastych, zębnej paszczy!

Omiń Dziupdziupa, złego ptaka,

Z którym się Brutwiel piastrzy!"

 

A on jął w garść worpalny miecz:

Nim wroga wdepcze w grzębrną krumać,

Chce tu, gdzie szum, wśród drzew Tumtum

stać parę chwil i dumać.

 

Lecz gdy tak tonie w dumań gląpie,

Dziaberłak płomienistooki

Z dala przez gąszcze tulżyc tąpie,

Brdli, bierze się pod boki!

 

Ba-bach! Ba-bach! I rach, i ciach

Worpalny brzeszczot cielsko ciachnął!

A on wziął łeb i poprzez step

W powrotny szlak się szlachnął.

 

"Tyżeś więc ubił Dziaberłaka?

Pójdź, chłopcze, chlubo jazd i piechot,

Objąć się daj! Ho-hej! Ha-haj!",

Rżał rupertyczny rechot.

 

Brzdęśniało już; ślimonne prztowie

Wyrło i warło się w gulbieży;

Zmimszałe ćwiły borogovie

I rcie grdypały z mrzerzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To i moje ulubione:

 

Jan Twardowski "Spotkanie"

 

Ta jedna chwila dziwnego olsnienia

kiedy ktos nagle wydaje sie piekny

bliski od razu jak dom kasztan w parku

lza w pocalunku

taki swoj na co dzien

jakbys myl wlosy z nim w jednym rumianku

ta jedna chwila co spada jak ogien

 

nie chciej zatrzymac

rozejda sie drogi

samotnosc laczy ciala a dusze cierpienie

 

ta jedna chwila

nie potrzeba wiecej

 

to co raz tylko-zostaje najdluzej

 

Malgorzata Hillar "Nigdy sie nie dowiem"

 

Nigdy sie nie dowiem

czy widzisz

tak samo jak ja

zolty lubin

 

Czy tak jak ja

czujesz

jego aksamitny zapach

 

Nie przekonam sie

czy tak samo

slyszysz

szelest skrzydel sowy

 

Nie sprawdze

czy odczuwasz

to samo co ja

glaszczac kosmata owce

 

Nigdy nie dowiem sie tego

chocbym ogladala

twoje palce

pod slonce

albo dotykala ich

wargami

 

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska "Erotyk"

 

Na rozrzuconych poduszkach z rajskich, jawajskich batików

umieram słodko bez żalu, umieram cicho, bez krzyku. —

Czas za firanką ukryty porusza skrzydłem motyla,

a moje czoło znużone coraz się niżej przechyla...

Wreszcie dotykam Bieguna i śnieg mi taje wśród włosów,

a końcem lakierka dosięgam trawy szumiących Lianosów...

 

Leżę na ciepłych krajach, na gorejącym Równiku,

i na jedwabnych poduszkach z różnobarwnego batiku...

Wyciągam ręce ku Tobie, w Twoją najsłodszą stronę

i czuję na rękach gwiazdy nisko nad nami zwieszone...

Ogarniam Cię splątanego w pochmurny namiot niebieski,

i spada niebo z hałasem, jak belki, wiązania, deski,

obrzuca nas półksiężycem, słońcem, obłoków zwojem —

i tak spoczywam — okryta niebem i sercem Twojem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leopold Staff-"Most"

Nie wierzylem

Stojac nad brzegiem rzeki,

Ktora byla szeroka i rwista

Ze przejde ten most,

Spleciony z cienkiej,kruchej

Trzciny,

Powiazanej lykiem.

Szedlem lekko jak motyl,

I ciezko jak slon.

Szedlem pewnie jak tancerz

I chwiejnie jak slepiec.

Nie wierzylem ze przejde ten

Most,

I gdy stoje juz na drugim brzegu,

Nie wierze,ze go przeszedlem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dobrze jest zasiadać z ludźmi - L. Cohen

 

Dobrze jest zasiadać z ludźmi

którzy późno wstają

 

Twoje inne domy odpłynęły

inne dania pozostawiłaś nie dokończone na talerzu

jest tylko kawa

i papieros pianisty

i piosenka Tima Hardina

i ten śpiew w twojej głowie

który sprawia że wciąż czekasz

Myślę o tobie

Mała Frederique

o twojej białej skórze

opowieściach o dobrach w Normandii

Nie sadzę abym ci kiedyś mówił

że chciałem zbawić świat

oglądając telewizję

kiedy się kochaliśmy

zamawiając dla ciebie greckie wino i oliwki

kiedy mój przyjaciel rozrzucał

dolarowe banknoty ponad głową

tancerki tańca brzucha

pod klarnetami Ósmej Alei

słuchając jak snułaś projekty

założenia ekskluzywnego sklepu ze zwierzętami w Paryżu

Twoja matka telefonowała do mnie

powiedziała że jestem dla ciebie za stary

przyznałem jej rację

Lecz ty przyszłaś do mojego pokoju

pewnego ranka po długiej nieobecności

ponieważ jak mówiłaś kochałaś mnie

Od czasu do czasu spotykam mężczyzn

którzy twierdzą, że dawali ci pieniądze

i dziewczyny które mówią

że tak naprawdę wcale nie byłaś modelką

Czy oni nie wiedzą co to znaczy być samotną

samotną wśród jajek na miękko i srebrnych kubków

z wielkim psem

który słucha twego głosu

samotną z deszczem w Normandii

widzianym przez witraże

samotną z szybkim samochodem

ze szparagami w restauracji

samotną z prostym księciem

i ze zdobywcą

Jestem pewny, że wiedzą

ale wszyscy jesteśmy zawistni

chcemy wbić nasze kamienne pazury

w cudze piękno

domagamy się potajemnej miłości

od każdego kogo spotkamy

miłości potajemnej nie codziennej miłości

masz piękne piersi

o smaku gorącej porcelany

uwielbienia i żądzy

Twoje oczy przyszły do mnie

pod doskonałymi kolcami

nieśmiertelnych rzęs

Twoje usta żyją

we francuskich słowach

i w miękkim popiele szminki

Tylko z tobą

nie udawałem samego siebie

tylko z tobą

nie pytałem o nic

Twoje długie palce

odczytują szyfr włosów

Twoja koronkowa bluzka

ukradziona fotografowi

Światło w łazience

odbija się w świeżym czerwonym lakierze twoich paznokci

Stawiasz uważnie długie nogi

gdy przyglądam ci się z łóżka

podczas gdy ścierasz rosę z lustra

aby na tyłach wroga pracować nad swym arcydziełem

 

Przyjdź do mnie kiedy się zestarzejesz

Przyjdź do mnie kiedy zapragniesz kawy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bulat Okudzawa "Zamek Nadziei"

 

Dźwigam ku niebu zamek mojej nadziei.

Glinę gniotę i głazy w górę pcham po kolei,

nie chcąc pomocy.

Tak się już w życiu dzieje:

sił może braknie - nic to.

Byle zachować nadzieję.

 

Mija wiosna za zimą, jesień za latem.

Zima pali mnie mrozem, a lato znojem.

I chichoczą nade mną sroki pstrokate.

Ale ja mam je za nic. Ja robię swoje.

 

A jeszcze rzeźbię leśnego ptaszka. Z piórkiem czerwonym.

 

[...]

 

Zwieńczony laurem wielkich turniejów i bitew sławnych,

dźwigam i rzeźbię, rzeźbię i dźwigam.

Pancerz twardnieje...

 

A wy, fujarki leśne, wy dudki, wy okaryny,

zamiast mnie płaczcie.

Płaczcie

gdy swoją wznoszę nadzieję

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Super ten Okudżawa. Dźwigajmy te zamki :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysocki napisąl ,a le to jest tłumaczenie Osieckiej z tym ,że bardzo autorsie, ale Osiecka tez wielka poetka była. Jeden z moich ulubionych wierszy od dawna

Konie narowiste.

Czarne konie, czarne wichry dwa,

unoszą mnie,

unoszą.

Nie chcą wody pić,

o jadło mnie nie proszą.

Czy powietrza tak mi mało,

czy mnie piekło zawołało,

że pomykam jak na skrzydłach wilki płosząc?

Dajcie pożyć konie, dajcie.

Dajcie dożyć konie.

Na cóż bracia nam ten wieczny los ?

Cóż mi za konie los nadarzył,

jakby mnie palił ktoś.

A ja żyłam nie dość

i śpiewałam nie dość.

Koniom wody by dać,

śpiew dośpiewać i trwać.

Jeszcze dzień, jeszcze noc,

na wichurze by stać.

 

Będzie tak, że gdzieś w pół drogi,

byle wiatr mnie w końcu zmiecie

i zataszczą mnie na saniach,

i dopalą mnie jak świecę.

Ech, ty psie o diablej twarzy,

nie poganiaj moich koni.

Daj chwilę, by pomarzyć,

dorzuć drugą, żeby zmądrzeć.

Dajcie pożyć konie, dajcie.

Dajcie dożyć, konie.

Na cóż, bracia, nam ten wieczny los ?

Koniom wody by dać,

śpiew dośpiewać i trwać.

Jeszcze dzień, jeszcze noc,

na wichurze by stać.

 

Jestem w porę, chwała Bogu,

kto by śmiał się spóźniać w raju ?

Czy to anioły słychać już,

jak bezradośnie mi śpiewają ?

Czy to może dzwonek dzwoni,

pół się śmieje i pół szlocha ?

Czy to ja się drę i klnę,

ten zaprzęg mój, te bestie dwie.

Dajcie pożyć konie, dajcie.

Dajcie dożyć, konie.

Na cóż, bracia, nam ten wieczny los ?

Koniom wody by dać,

śpiew dośpiewać i trwać.

Jeszcze dzień, jeszcze noc,

na wichurze by stać.

Koniom wody by dać,

śpiew dośpiewać i trwać.

Jeszcze dzień, jeszcze noc,

na wichurze by stać.

Na wichurze by stać.

Na wichurze stać.

Na wichurze...

 

-- 15 sie 2011, 02:06 --

 

Dalej Osiecka cos dla panów :angel::uklon:

Dobranoc Panowie

 

 

Już cienie się włóczą wśród jeżyn,

wyglądają legendy spod pierzyn,

już noc, już noc, już noc...

 

Możesz zamknąć swój dzienny teatrzyk,

nikt na ciebie nie patrzy, nie patrzy,

już noc, już noc, już noc...

 

Dobranoc panowie, dobranoc,

obrączki na szczęście, pchły na noc,

dobranoc panowie, dobranoc,

ta noc niech wam pójdzie na zdrowie!

 

Do pudełka poukładaj żołnierzy,

przestań szarpać nerwowo kołnierzyk,

już noc, już noc, już noc...

 

Helikopter swój wstaw do garażu,

zdrowej ręki już dziś nie bandażuj,

już noc, już noc, już noc...

 

Fotografia jak byłeś mały,

i te panie, co cię całowały

i historie jak grałbyś Hamleta,

i ta jedna, jedyna kobieta!

 

Dobranoc panowie, dobranoc,

obrączki na szczęście, pchły na noc,

dobranoc panowie, dobranoc,

ta noc niech wam pójdzie na zdrowie!

 

Udawanie się zacznie od jutra,

a na razie odpłyńmy na kutrach,

w tę noc, w tę noc, w tę noc...

 

Jutro znowu się tobą zachwycę,

zbudzisz we mnie kochankę i lwicę,

a dziś, a dziś jest noc

 

Dobranoc panowie, dobranoc,

obrączki na szczęście, pchły na noc,

dobranoc panowie, dobranoc,

ta noc niech wam pójdzie na zdrowie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A ja Wysockiego bardzo lubię tę piosenkę:

Wacza

We łbie z głodu mi się kręci,

jednym słowem - siąść i wyć,

przedtem byłem na okręcie,

teraz jestem beż zajęcia,

czyli, jak to mówią, „bicz",

 

więc „biczuję" - nie karany,

bezpartyjny i nie Żyd,

śpię nocami pod schodami,

bo na biczu to nie wstyd.

 

Jeśli któryś z was mądrzejszy,

to niech tak spróbuje sam,

forsy nie mam - u mnie pierwszy,

kiedy kumple wrócą z rejsu

i postawią parę gram;

 

czasem wsuną w łapę rubla -

jeden rubel to jest śmieć,

drą się portki i koszula,

chyba sam się zacznę drzeć!

 

Pan Bóg jednak pomóc raczył,

pomoc warta paru świec,

gdy zobaczył, jak rozpaczam,

szepnął: - Synu, jedź na Waczę,

teraz sezon, to i jedź!

 

Krótko mówiąc o tej Waczy

jeden koleś cynk mi dał -

sam nad Waczę jechał z płaczem,

a jak wracał, to się śmiał!

 

Wacza to podbiegunowa

rzeczka, dość daleko stąd,

Wacza znaczy dach nad głową,

tam co miesiąc akordowo

czerpią złota parę ton,

 

zwerbowałem się nad Waczę -

żadnych rozrób, żadnych drak,

tam, nad Wacza się zobaczy

gdzie, za ile, co i jak.

 

Złoto to coś dla bogaczy,

niepotrzebne ono mi,

grunt, że za robotę płacą,

a tyrałem nad tą Wacza

ponad sto roboczodni:

 

policzyli, potrącili

za jedzenie, i te de,

pięć patyków wypłacili -

krótko mówiąc, nie jest źle!

 

Upychałem szmal w kieszeniach,

z takim szmalem chce się żyć!

Teraz klimat sobie zmienię,

będę w Soczi jeść pielmienie

i litrami wino pić!

 

Temu, co mi nadał Waczę,

poślę cytryn parę ton -

powitałem Waczę płaczem,

teraz śmieję się jak on!

 

Z konduktorem pogadałem,

z mety przyniósł flachy trzy,

jak wypiłem - oniemiałem:

babka wsiadła do przedziału

i usiadła vis a vis -

 

tyłek krzepki jak u klaczy,

znaczy dla mnie akurat,

powitałem Waczę płaczem,

dzisiaj mój jest cały świąt!

 

Najpierw się poflirtowało,

mowa trawa i bon ton,

Wala forsę oglądała,

oglądała, podziwiała -

i zniknęła razem z nią...

 

Co tam Wala, nic nie znaczy,

widać taki już mój los,

powitałem Waczę płaczem,

teraz śmieję się na głos!

 

Podróż szybko się skończyła,

znowu morze, psia go mać,

forsa była i się zmyła,

a konduktor krzywi ryło

i na kredyt nie chce dać -

 

resztę rubli w Soczi tracę,

jestem goły i bez szans,

o zaliczkę więc nad Waczę

depeszuję raz po raz.

 

Choćbym walił łbem o ścianę,

nie wymyślę nic a nic:

znowu, znowu jestem z wami,

moi bicze ukochani,

znowu ten cholerny bicz!

 

Na szaszłyki sobie patrzę,

śledzę wzrokiem każdy kęs -

znów nad Waczę jadę z płaczem,

z siebie śmieję się do łez...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Leningrad" O. Mandelsztama w tłumaczeniu Barańczaka

 

Powróciłem do miasta, gdziem tyle lat żył -

Znajomego do łez, do migdałków, do żył.

 

Skoroś wrócił - idź zaraz nad Newę i tam

Z lamp nadrzecznych szybkimi łykami pij tran.

 

Rozpoznawaj czym prędzej grudniowych dni mgły,

Gdzie złowroga czerń dziegciu i żółtka smak mdły.

 

Petersburgu, mam jeszcze ten adres gdzie ktoś,

Kto zmarł dawno, wciąż czeka i brzmi jego głos...

 

Przy kuchennych drzwiach czuwam i wali mnie w skroń

Dzwonek z mięsem wyrwany i nagły jak grom,

 

Czekam gości noc w noc, gryząc wargi do krwi

I kołysząc kajdany łańcuszków u drzwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A ja uwielbiam ten, trafiłam na niego w styczniu i właśnie tak pamiętam ostatni i poprzedni styczeń :

 

Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?...

 

Osip Mandelsztam

tł. Stanisław Barańczak

 

Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?

Otwarte miasto czepia się obrzydle...

Może mnie upił widok drzwi zamkniętych?

- Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.

 

I te pończochy rozszczekanych przecznic,

I te spiżarnie wykrzywionych ulic:

Zza wszystkich rogów wrogów niebiezpiecznych

I w każdym kącie końca oczekuję.

 

I w dół porosły brodawkami mroku,

Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,

I łykam martwe powietrze w rytm kroków,

I gorączkują się gwarne gawrony.

 

A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,

Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:

- Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!

Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Erotyk dla następcy - Bohdan Urbankowski:

http://wiersze.doktorzy.pl/dlanastepcy.htm

 

Prośba o wyspy szczęśliwe - Konstanty Ildefons Gałczyński:

http://wiersze.doktorzy.pl/wyspy.htm

 

Daj mi wstążkę błękitną - Cyprian Kamil Norwid:

http://www.poezja.org/index.php?akcja=wierszeznanych&ude=299

 

Lubię, kiedy kobieta... - Kazimierz Przerwa-Tetmajer:

http://literat.ug.edu.pl/tetmajer/023.htm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Płonąca żyrafa

 

Tak

To jest coś

Biedna konstrukcja człowieczego lęku

Żyrafa kopcąca się pomaleńku

Tak

To jest coś

Coś z tamtej ściany z aspiryny i potu

Ta mordka podobna do roztrzaskanego kulomiotu

Tak

To jest coś

Czemu próchniejecie od brody do skroni

Jaki wam ząbek w pustej czaszce dzwoni

Tak

To jest coś

Coś co nas czeka

Użyteczne i groźne

Jak noga

Jak serce

Jak brzuch i pogrzebacz

Ciemna mogiła człowieczego nieba

Tak

To jest coś

O wiersz ja ten piszę

Sobie a osłom

Dwom zreumatyzowanym

Jednemu z bólem zęba

Oni go pojmą

Tak

To jest coś

Bo życie

Znaczy:

Kupować mięso Ćwiartować mięso

Zabijać mięso Uwielbiać mięso

Zapładniać mięso Przeklinać mięso

Nauczać mięso i grzebać mięso

I robić z mięsa I myśleć z mięsem

I w imię mięsa Na przekór mięsu

Dla jutra mięsa Dla zguby mięsa

Szczególnie szczególnie w obronie mięsa

A ONO SIĘ PALI

Nie trwa

Nie stygnie

Nie przetrwa i w soli

Opada

I gnije

Odpada

I boli

Tak

To jest coś

 

 

 

Menuet

 

Podaj mi rączkę, trumienko. Konik

Wędzidło gryzie, chrapami świszcze.

Już stangret wciska czaszkę na piszczel,

Dziurawą trąbkę bierze do dłoni.

 

A więc ruszymy na jednym kole,

Pod poszarpanym w nic baldachimem,

Ale wesoło! Mam mandolinę,

Z której wygnamy oślepłe mole.

 

He, he, trumienko, gdzieś jest cmentarzyk,

Gdzie przykucniemy z wielką ochotą,

Żeby przykryci spierzchłą kapotą

Bardzo intymnie sobie pogwarzyć.

 

Mysz nas nawiedzi, przyfrunie sowa,

Szakal przyczłapie z obwisłą szczęką,

Kornik zacyka do drzwi tak cienko,

Jakby żałował czegoś, trumienko,

Jakby żałował...

 

 

Tęsknię za tobą jesiennie

 

Tęsknię za tobą jesiennie -

Za tobą odległą

O zimne deszcze -

 

Szukam cię w nocy ciemnej,

W taki mrok,

W taki chłód

 

Stanisław Grochowiak

 

-- 21 wrz 2011, 01:22 --

 

Dialog

 

Opowiedział mi człowiek, który pije wódkę

że ma nogi dosyć dobre, na starość też nie narzeka;

że nawet wierzy w Boga, to znaczy coś po śmierci;

że owszem,

że odłożył.

Na czarną godzinę.

 

Odrzekłem człowiekowi, popijając wódkę,

że chmury jeśli sine, to tak zwykle bywa pod jesień,

że jest to rzecz normalna iż drzewa krzywo rosną,

a ptaszki - krocząc po śniegu- przeziębiają łapy.

 

Potem

Padliśmy sobie

w ramiona

z wielkim płaczem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój ulubiony wiersz:

 

Posłanie do nadwrażliwych

profesor Kazimierz Dąbrowski

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi

za waszą czułość w nieczułości świata

za niepewność wśród jego pewności

 

Bądźcie pozdrowieni

za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych

 

Bądźcie pozdrowieni

za to, że odczuwacie niepokój świata

jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie

 

Bądźcie pozdrowieni

za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata

za wasz lęk przed bezsensem istnienia

 

Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie

 

Bądźcie pozdrowieni

za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym

i praktyczność w nieznanym

za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego

 

Bądźcie pozdrowieni

za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich

za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami

 

Bądźcie pozdrowieni

za waszą twórczość i ekstazę

za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno

 

Bądźcie pozdrowieni

za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane

za to, że niepoznanie się na waszej wielkości

nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po was

 

Bądźcie pozdrowieni

za to, że jesteście leczeni

zamiast leczyć innych

 

Bądźcie pozdrowieni

za to, że wasza niebiańska siła jest spychana i deptana

przez siłę brutalną i zwierzęcą

 

za to, co w was przeczułego, niewypowiedzianego, nieograniczonego

za samotność i niezwykłość waszych dróg

bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anne Sexton "Poeta ignorancji"

 

Być może ziemia płynie,

nie wiem.

Być może gwiazdy to małe papierowe strzępki

wycięte przez jakieś gigantyczne nożyczki,

nie wiem.

Być może księżyc jest zamarzniętą łzą,

nie wiem.

Być może Bóg jest tylko głębokim głosem

słyszanym przez głuchych,

nie wiem.

 

Być może jestem nikim.

To prawda, mam ciało

i nie potrafię od niego uciec.

Chciałabym ulecieć z mojej głowy,

lecz to wykluczone.

Na tabliczce przeznaczenia napisano,

że będę wklejona tutaj, w ten ludzki kształt.

Traktując to jako szczególny przypadek,

chciałabym zwrócić uwagę na mój problem.

 

Wewnątrz mnie jest zwierzę,

co mocno wczepia się w moje serce,

ogromny krab.

Bostońscy lekarze

rozłożyli ręce.

Próbowali skalpeli,

igieł, trujących gazów i tak dalej.

Krab trwa nadal.

To wielki ciężar.

Staram się o nim zapomnieć, zająć się swymi sprawami,

gotować brokuły, otwierać i zamykać książki,

myć zęby i sznurować buty.

Próbowałam modlitwy,

lecz gdy się modlę, krab trzyma mocniej

i ból rośnie.

 

Miałam kiedyś sen,

być może był to sen,

że ten krab to moja nieznajomość Boga.

 

Lecz kimże jestem, by wierzyć w sny?

 

 

Anne Sexton "Kiedy mężczyzna wchodzi w kobietę"

 

Kiedy mężczyzna

wchodzi w kobietę

jak fala która wgryza się w brzeg

raz za razem

i kobieta otwiera usta w rozkoszy,

a zęby jej lśnią

jak alfabet,

zjawia się Logos dojący gwiazdę,

i mężczyzna

wewnątrz kobiety

zawiązuje węzeł,

by nic ich nigdy

nie rozdzieliło,

a kobieta

wdrapuje się do środka kwiatu

i połyka łodygę,

i zjawia się Logos

i puszcza z uwięzi ich rzeki.

Ten mężczyzna,

ta kobieta,

zgłodniali w dwójnasób,

usiłowali przedrzeć się

przez zasłonę Boga

i na chwilę zdołali,

a jednak Bóg

z właściwą sobie perfidią

rozwiązuje węzeł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×