Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie - mam problem z mężem. Jego nerwica natręctw jest coraz gorsza. Udało mi się kiedyś na wizytę u psychiatry, który przepisał mu tabletki i zalecił terapię. Tabletki bierze - owszem, ale czasami ma problemy z udaniem się do psychiatry po odnowienie recepty (załatwia sobie tabletki po znajomościach jego matki lub podrabia recepty), a co do terapii - próbował nie raz, ale kiedy tylko padało stwierdzenie, że mógłby coś w sobie zmienić stwierdzał, że terapeuta jest do bani i te terapie nic nie dają. Nie mówi tego wprost, ale z tego co mówi łudzi się tym, że tabletki go całkowicie wyleczą i nie robi nic. Jest coraz bardziej nieznośny i ... nie chcę tu wnikać jak się dzieje między nami - a nie jest dobrze, wierzcie mi.

Mam coraz większe w tym wszystkim poczucie winy, że to prze ze mnie. Nie potrafię odróżnić, co z jego zachowań jest nerwicą, a co złą wolą i usposobieniem charakteru. Jest strasznie uparty. (w sumie chcąc uzyskać poradę chyba muszę conieco się wgłębić w to, co się dzieje u mnie w domu :( ) Potrafi ni stąd ni zowąd - gdy mu się coś nie podoba - mówić coraz głośniej (w sumie kiedy się czymś ekscytuje - pozytywnie - też zaczyna krzyczeć nieświadomie), co mnie strasznie irytuje, bo należę do tych, którzy cenią sobie ciszę i spokój i nie przepadam za hałasem. Mój przy tej irytacji podniesiony głos sprawia, że mąż zaczyna mnie obrażać, poniżać, wyzywać... Na co dzień wciąż zakłada moje złe intencje w każdej sprawie i na każdym kroku. Do tego kłamie i oszukuje, by tylko zrealizować to, co akurat wymyśli. Wiem, że nerwicowe jest jego zatrzymywanie się na niektórych myślach, wspomnieniach z którymi sobie nie radzi - jest wtedy nieznośny, ale kiedy już w końcu sobie poradzi stwierdza, że jest trochę drażliwy i dlatego tak się zachowuje...

Strasznie dużo śpi, kiedy stwierdzi, że jest zmęczony, nie potrafi nic zrobić (oprócz siedzenia przed komputerem), nie obchodzi go nic innego jak to, że się źle czuje (rodzina dostaje najniższy priorytet). Nie można na niego liczyć wogóle :(

Ma wiele pomysłów, ale nie potrafi ich konsekwentnie realizować, nie pracuje, nie potrafi skończyć liceum (choć jest bardzo inteligentny i łatwo mu nauka przychodzi), nie robi nic by zapewnić rodzinie stałe utrzymanie (jestem jedyną żywicielką rodziny, pomaga nam jego matka do tego).

Nie wiem, czy nie piszę zbyt chaotycznie, ale chaos w myślach mi się zrobił w tym momencie taki, że nie jestem w stanie opisywać objawów dalej. Wyrzucam sobie tyko, że go nie wspieram. Kiedy wymyśli sobie, że musi coś wiedzieć (usłyszeć tak lub nie np.) - nie potrafię przy jego chamskim zachowaniu odpowiedzieć mu wprost, tak jak chce... jest już wtedy tyle emocji, że nie myślę już wtedy o tym, że być może to jego natręctwo i trzeba mu pomóc...

Jak sobie poradzić z tym wszystkim? Jak mam się wobec niego zachowywać? Ignorowanie wyzwisk, zarzutów, obrót sytuacji w żart, dyskusja wyjaśniająca, umniejszanie "zła", zwrócenie uwagi na jego zachowanie lub/i nerwicę - to wszystko nie zdaje egzaminu, bo tego wszystkiego w różnych sytuacjach próbowałam i nic. Kończyło się zawsze jeszcze większymi wyzwiskami (typu lodowa panienka, wredna, parszywa suka, hipokrytka itp itd)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc.Kochasz swojego męza? To dlatego pozwalasz mu się ponizac? W imię milosci? Nerwica , nerwicą , ale pod żadnym pozorem nie moze ponizac innych i umikać odpowiedzialnosci.Twoj mąż wykorzystuje z premedytacją Twoją dobroc..Tu radzilabym radykalne i zdecydowane dzialanie.Albo leczenie i terapia , albo z nami koniec.Wybacz jesli rozczarowala Cię moja odpowiedz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, nie rozczarowała - ale odkochać się trudno...

Dochodzę do tego samego przekonania co Ty, ale... jako drugą szansę wyznaczyliśmy sobie wspólną terapię. Jeszcze nie było pierwszego spotkania, więc jeszcze czekam...

Nie jest ogólnie dobrze - w sprawę wmieszana jest policja (dochodziło kiedyś do przemocy fizycznej), Opieka społeczna i kurator... Kurator złożyła już wniosek do sądu o ograniczenie praw nad dzieckiem...

Boli to wszystko i nie przerasta. Chwilami czuję się, jakbym odchodziła już od zmysłów totalnie. Trzyma mnie jednak świadomość, że dziecko mnie potrzebuje i muszę zapewnić mu opiekę. Stąd też próba naprawienia wszystkiego. Ale czy się da?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zasadzie ewaryst17 napisała juz wszysto.

Nie można dac się poniżać nawet w chorobie jeżeli facet sie nie leczy a tylko podlecza objawy to nigdy z tego nie wyjdzie.

Ale nerwica natręctw objawia sie chyba nieco inaczej niż tak jak opisujesz. Może jego choroba została źle zdignozowana lub sam sobie ja zdiagnozował i leczy lekami które nie dośc że nie pomagaja to moga jeszcze powodowac pogłębienie choroby a dodatkowo spowodować uzaleznienie od nich - sama piszesz że podrabia recepty i załatwia "na lewo" te lekarstwa. Sprawdź jakie to leki - zobaczymy na co one są.

Przekonaj go na ponowna wizyte u innego psychiatry.

Tak w zasadzie to objawy jego pasuja mi na ... chroniczne lenistwo. A jego agresja pojawia sie na tle tego że Ty mu to wytykasz.

Oczywiscie moge sie mylić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie to mi powiedział, że na pierwszej wizycie u psychiatry zdiagnozowana była nerwica natręctw, nie potrafię jednak powiedzieć, na ile to prawda. Póki jeszcze do tego psychiatry chodził, dostał nawet zwiększenie dawki swojego leku - ale jaki to lek sprawdzę jak będę miała taką możliwość.

Jego zachowanie wg mnie jest mieszanką nerwicy natręctw z jego charakterem i postawą do życia (jedynak, zawsze wszystko miał, ale wychowywał się w wiecznej kłótni...). Nie potrafię jednak odróżnić co jest czym. Co jest blokadą nerwicową, a co lenistwem. Co paniką przy nieradzeniu sobie z natręctwami, a co... nawet nie wiem jak to nazwać... chamstwem? tyraństwem? chęcią zmiażdżenia drugiego człowieka?...

Jedno wiem na pewno - stara się ostatnio coraz częściej, choć łatwiej też mu przychodzi wytykanie wszystkiego co można i kłótnie. Mówi, że chce się zmienić, ale jak na razie nic z tego nie wynika.

Nie wynika, bo kłamie, czy nie wynika, bo natręctwa mu na tyle dokuczają, że nie potrafi...

 

...przez to, że notorycznie kłamie, nie potrafię go zrozumieć, pomóc mu...

 

Suma sumarum - jak to określiła moja terapeutka, odbijamy wciąż piłeczkę. Ja mu czegoś nie powiem, to on mnie okłamie, ja mu zwrócę uwagę, to on mi ich zwróci ich 10. Obawiam się, że wcale w tym odbijaniu piłeczki nie jestem gorsza, choć może w inny sposób to robię...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale ja nadal nie widze tu jakichś typowych objawów nerwicy natręct - zwiększyła mu dawke czy sam poprosił o wieksza bo mniejsza juz nie wyciszała go ??

Jesteście odrobine zbliżoną parą do mojej :) U mnie co prawda nie ma rękoczynów i ja pracuję (czasem nawet ponad siły) - ale też sobie odbijamy piłeczkę - a to w kłamstwie, a to w złośliwości a to w chamstwie ... w uszczypliwej uwadze ...no i po chwili awantura gotowa.

Ostatnio była kłótnia o to że sie nie odzywam i nic nie mówię - czyli o to że się nie chcę kłócić i odbijacz piłeczki - ot taka kwadratura koła.

Ale wracając do Ciebie ... piszesz że też korzystasz z terapii a więc i u Ciebie stwierdzono pewnie jakieś zaburzenia. Możliwe że wypadkowa Waszych zaburzeń powoduje taką sytuacje w domu. Zaciągnij zatem męza na wspólna terapię, czy cos to da to juz zależy raczej od Waszych checi i starań.

Ale nadal zalecam zaciagnąc go do innego psychiatry - uwazam że cos jest nie tak w diagnozie.

No i moze pogoń go w końcu do roboty - w Poznaniu jest jej raczej pod dostatkiem wiec nawet bez średniego cos sobie znajdzie. Bedzie z tego kasa no i terapie zajęciową bedzie miał przy okazji. Moze jego agresja wynika też z tego że nie ma sie gdzie wyładować fizycznie jak ciągle siedzi w domu!.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do mnie - mam nerwicę lękową. Żyjąc w ciągłym stresie w domu potrzebuję konsultacji z psychologiem, a stres odradza czasami lęki z którymi kiedyś walczyłam.

Mąż próbował kiedyś pracować (pracował na czarno), ale przeszkadzało mu to, że musi robić co ktoś mu każe, nawet jeśli nie ma na to ochoty - i zrezygnował. Od 2 lat zakłada własną firmę, ale bezskutecznie, bo nie potrafi zakończyć żadnego swojego projektu. Siedzi cały czas w domu, zraził do siebie wszystkich przyjaciół, bo też zwracali mu uwagę, że przesadza, że czasami nie ma racji. Z nikim się nie spotyka, rzadko wychodzi gdziekolwiek.

Są sprawy, o których nie mogę nawet wspominać - Praga warszawska - wywołuje wspomnienia, które nie dają mu spokoju i nie radzi sobie z nimi; wspomniana praca - to samo co wyżej i każda inna rzecz, z którą sobie kiedyś nie poradził - staje się tematem tabu.

Gdy jednak coś wywoła wspomnienia łazi po domu i nie jest w stanie nic zrobić, na niczym skoncentrować (nawet na podaniu szklanki). A że jest maleńkie dziecko, które wymaga koncentracji, mąż się wkurza, że nie ma czasu na poradzenie sobie ze wspomnieniami, że wymaga się od niego koncentracji na czymkolwiek i wyżywa się. Na szczęście na mnie, nie na dziecku.

Terapia małżeńska - o tym mówimy już od dawna. Ale mąż jej się boi i robił jak dotąd wszystko, by do niej nie doszło. Teraz jest to warunek danej drugiej szansy - więc nie ma wyjścia.

Manipulant jest straszny, ale mam nadzieję, że trafimy na dobrego psychologa i zauważy manipulacje (tak jak kurator).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale praca polega na tym że ktoś wydaje polecenia a ktoś je wykonuje - nawet prowadząc działalność nierzadko tak jest. Jak nie radzi sobie z pracą to jak chce poradzic sobie z działanościa gdzie potrzeba odrobiny cwaniactwa, żelznych nerwów, czasem wysłuchania jakichś inpertynencji ze strony partnera handlowego czy klienta nie mówiąc juz o rozliczeniach z fiskusem i zusem którzy ciągle sie o coś czepiają. Na tej zasadzie tak mu pobłażając to "wyhodujesz" sobie trutnia w domu. Jetseście młodzi macie małe dziecko przed Wami jeszcze wiele wspólnych wyzwań i jeszcze więcej problemów. Największym błedem kobiety jest niechęć do "zmuszenia" faceta do pracy( i mówie to ja - facet :) ) Jak nie lubi jak mu sie rozkazuje to niech zostanie ..no nie wiem taksówkarzem może.

Dziś jeszcze to znosisz ale za jakiś czas dłuższy lub krótszy wszsytko pierdyknie bo jego mama nie będzie go wciąż utrzymywać... w końcu a Wasz wiązek sie pewnie rozpadnie. Nie życze Ci tego oczywiście ale uprzedzam że może sie tak to skończyć - parę podobnych przypadków przerabiałem (koledzy , ktos w rodzinie , ktoś w pracy ..itp).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Próbowałam go namówić do pracy. Padły z jego strony dwa stwierdzenia:

- "więcej oszczędzam opiekując się dzieckiem cały dzień" (powiedzmy, że to robi, tylko czemu zawsze jak wracam z pracy wszystko jest z półek powywalane?)

- "tobie zależy tylko na pieniądzach"

 

...oby spotkania wspólne z psychologiem coś dały...

 

Zmęczona już jestem sytuacją i jestem coraz bardziej drażliwa na jego wieczna pretensje. (Choć sama na niego wiele narzekam).

 

Pytanie wciąż powracające - jak do niego dotrzeć i pomóc? Jak nie nakręcać tego zegarka nienawiści a pomóc sobie nawzajem na co dzień? Pytania bez odpowiedzi jak na razie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytanie wciąż powracające - jak do niego dotrzeć i pomóc? Jak nie nakręcać tego zegarka nienawiści a pomóc sobie nawzajem na co dzień? Pytania bez odpowiedzi jak na razie.

 

też szukam odpowedzi na to pytanie od wielu juz lat - niestety także narazie bezskutecznie.

Ale Wy sie nie poddawajcie!!!!.Trzymam kciuki i życzę Wam powodzenia w terapii !!

a jakby co to pisz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawdziłam, jakie ma przepisane leki - Sertagen. Ostatnio były problemy z wykupieniem recepty, bo apteki tego nie miały - dostał jakiś zastępnik o takim samym składzie...

 

Jest coraz gorzej :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coraz bardziej się go boję. Jego krzyku, jego prób kierowania wszystkimi moimi myślami, manipulacji, jego kombinowania...

Nie wiem już jak mam się uspokajać, jak ogarniać wewnętrzną panikę... Sprawa ograniczenia praw rodzicielskich, wezwanie do sądu - zabrały mi przynajmniej już 6 dni z życia. Może byłoby mi łatwiej gdyby mały wrócił od babci - przy nim tyle bym o tym wszystkim nie myślała, byłabym skupiona na synku, a być może szarpałoby mną od wewnątrz jeszcze bardziej - wiedząc, że synkowi jestem potrzebna nie pozwalałabym sobie na wiele stanów i było by jeszcze gorzej... Mówią mi, że zbyt mocno męża bronię, że nie mam się bać walczyć o swoje - ale go ranię przy tym... Wiem, że jemu ranienie moich uczyć przychodzi lekką ręką i nic sobie z tego nie robi, ale ja jestem zbyt wrażliwa w tej miłości, nie potrafię być twarda i zimno podchodzić do tematu. (oczywiście mąż potrafi mi zarzucić oziębłość i brak empatii - ale czy on wie co mówi? obawiam się, że nie, że broni się w ten sposób od zburzenia swojego idealnego świata, który stworzył, w momencie gdy wskazuje mu w nim czarne plamy...) Za wszelką cenę chciałabym mu pomóc - może aż za bardzo? Nie wiem, nie potrafię sobie z problemem poradzić i coraz częściej nachodzi mnie myśl, by dać za przegraną i niech się dzieje co chce. Jemu z tym byłoby dobrze - ale dziecko i ja, stoczylibyśmy się w otchłanie najgorszych stanów psychicznych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tornado, nigdy nie rozmawialiśmy, ale chciałem Ci powiedzieć, że kiedy dołączylem się do forum, jakieś 3 albo 4 lata temu, zapamietałem z "Ludzi z forum" Twoje ślubne zdjęcie, młodych i szczęsliwych ludzi. Nie czuję się na siłach, aby doradzać, bo większość już została napisana, a sam jestem chyba w Twoim wieku i bez doświadczenia, ale przykro było mi czytać o Twoich problemach... Przykro mi, że się nie ułożyło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eligojot, Zaskoczyłeś mnie, że pamiętasz te zdjęcia - nawet nie pamiętałam, że je umieściłam...

 

Miłość pozostała, ale zrodził się też ogromny ból, że jest właśnie tak... Już w okolicach ślubu było nie wszystko ok, kłóciliśmy się okropnie, ale wierzyłam, że dziecko, które przyszło później na świat, połączy nas bardziej, że wszystko się ułoży. Jednak było całkiem na odwrót i od urodzenia małego jest coraz gorzej... :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Za wszelką cenę chciałabym mu pomóc - może aż za bardzo?

Właśnie tak mi się wydaje, że za bardzo się nim przejmujesz, co on powie, co on zrobi, a mniej się przejmujesz tym czego TY potrzebujesz, czego potrzebuje wasze DZIECKO - w ogóle nie rozumiem sytuacji że ty pracujesz, a on siedzi w domu i jeszcze marudzi ???!!?! zamiast cię po rękach całować że utrzymujesz za niego cały dom. I nawet sobie nie szuka pracy? Owszem wydaje mi się że dałaś mu się wmanipulować, i jeszcze siebie oskarżasz a nie dostrzegasz jego winy. Nie wiem na co jest chory twój mąż, ale wygląda że dolega mu coś więcej niż depresja/nerwica... albo ma paskudny charakter, albo jest niezdolny do prowadzenia normalnego życia... Czy on przypadkiem nie ma jakiejś poważniejszej choroby psychicznej? jeżeli nie jest w stanie pracować, to coś jest z nim NIE TAK!! A może ma za dobrze bo utrzymuje go matka i żona - może NIE MUSI pracować bo i tak wszystko ma? Ale jak facet który ma dziecko może nie szukać pracy? Wybacz ale ja się dziwię dlaczego przy nim trwasz za wszelką cenę, rozumiem że jest mężem ale chyba się nie sprawdza w tej roli... ani w roli ojca, wybacz że mówię tak wprost ale może OTWORZYSZ OCZY i przestaniesz siebie oskarżać o to, ani na siłę go wlec na terapię skoro on nawet nie chce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

polakita, on często mówi, że chce terapii - ale mam wrażenie, że mówi to dla świętego spokoju, bym się odczepiła, bo na mówieniu się kończy. Chcę spróbować z terapią małżeńską - kocham go mimo, iż jest właśnie tak a nie inaczej. Im więcej mnie wkurza, tym bardziej nie widzę sensu tego wszystkiego, ale wystarczy choć jedna normalna rozmowa albo przez chwilę trochę czułości w słowach - rzadko ale się zdarza - mięknę i mam wyrzuty do siebie, że przesadzam, że nie jest tak źle, że go krzywdzę itp itd. Tym bardziej, że wyprowadzana non stop z równowagi (za łatwo mu się udaje mnie zdenerwować swoimi poglądami i wmawianiem - przepraszam - argumentowaniem i przekonywaniem - że są jedynie dojrzałe i słuszne) i podnoszę głos (zaczynam się zachowywać jak on). Chciałabym być pewna, że zrobiłam wszystko co można, by odbudować rodzinę. Ale coraz bardziej potrzebuję równocześnie ciągłej uwagi i koncentracji nad moimi reakcjami i zachowaniami, nad pracą nad sobą, bo jest coraz gorzej. Motam się w tym wszystkim. A nie powinnam. Dziecko też, tak jak ja - ojca bardzo kocha - stąd też dodatkowa moja rozterka.

 

Oprócz tego, że czeka nas rozprawa w sądzie 10 lutego o ograniczenie praw nad dzieckiem (z tego co kurator mówiła, to tylko (aż) mężowi, ale i tak się boję, to ostatnio stwierdziliśmy w kłótni, że potrzebna będzie rozdzielność finansowa... Muszę się wywiedzieć, jak wyglądają procedury - ale na szczęście wiem, gdzie się zwrócić po poradę - tylko znaleźć czas...

Wszystko jest takie ciężkie i zagmatwane, bolące i raniące... Mam coraz częściej dni słabości i nie radzenia sobie z samą sobą przez to wszystko. Wiem, że poddać się nie ma sensu - i nie zamierzam, ale nie wiem jak sobie radzić z tym wszystkim. A co tygodniowa godzinna terapia okazuje się być kroplą w morzu potrzeb...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tornado, myślę że rozdzielność finansowa to dobry pomysł... i wcale się nie dziwię że już nie wyrabiasz, tak samo potrzebujesz wsparcia i pomocy, nie tylko dbania o siebie, dziecko i faceta który ma ciągle fochy... nie znam go, na pewno ma jakieś zalety ale myślę że dobrze żebyś trochę odpoczęła od tych problemów i spojrzała na nie z daleka - bo na razie się w tym wszystkim miotasz... nie obraź się ale widzę cię trochę jak żona alkoholika która wierzy ciągle że jej mąż przestanie pić, obwinia siebie, czuje się za wszystko odpowiedzialna... zamiast kopnąć go w d** i posłać na księżyc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tornado,

a ja widze że coraz więcej Was dzieli niż łączy - no wiesz rozdzielnośc finansowa, ograniczenie praw rodzicielskich itp. Czy nadal uważasz że ten związek jest sens jeszcze ciagnąć i da sie go uzdrowić? Wiem wiem ...miłość. To akurat chyba jest to w co ja chyba już przestałem wierzyć.

Mąż Twój za chwilę pewnie zacznie sie na Tobie odgrywać za te wszystkie "małzeńskie rewelacje", które mu zafundowałaś. Wtedy będzie pewnie już tylko gorzej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Allah, nie za bardzo rozumiem, co masz na myśli mówiąc "małżeńskie rewelacje", które mu zafundowałam?

Pytam, bo może czegoś nie dostrzegam, coś robię źle... Wiem - ciągłe poczucie winy u mnie - ale nie do końca właśnie zrozumiałam wypowiedzi... To on mi zafundował szarpaniny razem z podduszaniem i podbijaniem oczu - i to z dzieckiem na ręku - dziwne, że się bronię? Co prawda dawno takich akcji już nie urządzał po wtargnięciu policji, ale czy to wiele zmienia?... A co do rozdzielności - oszukuje mnie, kłamie jak może, kombinuje, a moją wypłatą próbuje się rządzić jak swoją, a sam nie zarabia nic - tyle co dostaje od matki (która za "pomoc przy stronie internetowej", która jest marna jak licho (ocena nie moja a teściowej)) niebotyczne sumy, które po prostu gdzieś przepadają. To ja funduję, czy on?

 

[Dodane po edycji:]

 

Co prawda dawno takich akcji już nie urządzał po wtargnięciu policji, ale czy to wiele zmienia?...

 

Miałam na myśli, że nadal jest dla mnie człowiekiem niebezpiecznym, teraz się powstrzymuje, ale kto wie co może być w przyszłości? Z gwałtowności jego niektórych wypowiedzi wynika, że nieraz miałby ochotę dać mi w pysk...

 

A sprawa o ograniczenie praw jest z urzędu - bo była niebieska karta...

 

Wychodzę też ogólnie z założenia w tym wszystkim, że jest mimo wszystko odpowiedzialny za swoje czyny, tzn. potrafi ponieść ich konsekwencje. Z drugiej strony - jego zachowanie i kombinactwo przeczyłoby temu założeniu...

 

Udało mi się nas umówić na terapię na marzec- strasznie daleko, ale może to coś da...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

może troszkę źle się wyraziłem .

chodzi mi o to że za dni kilka lub kilka tygodni znów poruszy go instynkt zranionego samca i za tą rozdzielność majątkową czy ograniczenie praw rodzicielskich (to sa te "rewelacje") zacznie się na Tobie odgrywać.

Oczywiście uważam całkowicie za słuszne te wszystkie Twoje reakcje obronne bo z tego co opisujesz to faktycznie należał by mu się "mały" wpierdal (za przeproszeniem - bo nie nawidzę damskich bokserów) za to wszystko co uczynił Tobie. Problemem natomiast jest co innego. A mianowicie - dokąd Was to zaprowadzi ??? Przecież Wasze życie stało się walką jeden przeciwko drugiemu. Jest tam jeszcze jakaś miłość, ludzkie odruchy, albo choćby jakieś objawy przyjaźni ?? Czy może tak jak u mnie zostały już tylko awantury, wypominanie, złośliwości ? Ja ciężko "pracowałem" 12 lat na taki stan w moim domu ale Wy to chyba jesteście dopiero parę lat razem z tego co wyczytałem. Strach pomyśleć co będzie za kolejne kilka. Człowiek który kocha nie bije przecież ukochanego ...chyba że tylko mówi że kocha a tak naprawdę jest hipokrytą.

Moje zdanie na ten temat naprawdę się nie liczy bo nie znam Was i waszego życia. Ale z tego co wyczytałem to mieszkasz z katem i oprawcą a przed takim się raczej nie obronisz. Jak nie przywali Ci za dnia to zrobi to nocą- czyli jak nie do gryzie ci w ten sposób to znajdzie sobie jakiś inny.

Fajnie że zgodził się na terapię - oby Wam pomogła bo jak nie ona to nic Wam chyba już nie pomoże i chyba realnie będzie trzeba zastanowić się nad separacją dla własnego i dziecka bezpieczeństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×