Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
uspiony

Jak poznać ludzi?

Rekomendowane odpowiedzi

Paleli,piszesz tak jak bym ja mógł napisać posta kilka lat temu, w czasach szkoły...Zawsze byłem "inny"..

Łatwiej mi się dogadać z osobą starszą o 10 lat, niż rówieśnikami.

Mi też o wiele łatwiej rozmawia się z osobami starszymi,bo z rówieśnikami kompletnie nie.

Podobno wyglądam na starszą

Też zawsze wyglądałem na starszego.

Mi już nawet nie brakuje ludzi...nauczyłem się być sam,nienawidzę ludzi!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A no właśnie, że nie do końca jestem zdrowa, bo mam od dłuższego czasu wszystkie objawy ciężkiej depresji.

 

Nie masz wszystkich objawów. Myjesz się? Możesz czytać? Możesz spać w miarę normalnie? Wstajesz z łóżka? No to raczej nie masz ciężkiej depresji! :)

 

Przypuszczam, że jesteś w gimnazjum albo w liceum - w tym wieku akceptacja grupy jest bardzo ważna i wiele Twoich rówieśników gra kogoś kim nie jest, żeby zostać zaakceptowanym i uznanym za fajnego... Ale naprawdę oni nie są aż tacy beznadziejni... A jeśli są to lepiej poszukać znajomych poza szkołą.

 

Może zapisz się na jakieś zajęcia do domu kultury albo znajdź sobie wolontariat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej paleli pomysl co Cie interesuje i idz w tym kierunku(kurs jezykowy, kolko matematyczne, sztuki walki :o ), a poza tym moze to nie Twoi rowiesnicy maja problem, tylko Ty jestes zbyt dojrzala, czasem trzeba sie wbic troche w towarzystwo, chyba ze Ci nie odpowiada. tak czy inaczej nie przejmmuj sio ludzie 10 lat starsi za kilka lat beda prawie jak rowiesnicy :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie warto poznawać ludzi na realu,ludzie poznawani na realu to zwykli popieprzeni debile,gnoje,nigdy nie wiesz czego możesz się po nich spodziewać....ale zawsze lepiej spodziewać się najgorszego.

Ja po dzisiejszym naprawde mam juz dosyć debili z którymi rozpocząłem znajomość na realu...Chce żyć sam,i umrzeć sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Heh w przypadku osób cierpiących na nerwice ,depresje itd jesteśmy odbierani jako nieobliczalni,agresywni itd. Jeśli obracamy się w nietolerancyjnym środowisku nie mamy co liczyć na akceptacje. Jedynie ukrywać swoje dolegliwości i udawać ,że wszystko ok. Najlepiej w nowym gronie osób na uczelni czy w wolontariacie wbić się w grupę i rozmawiać o wielu sprawach i wejść na temat psychologii i wtedy wiesz czy ten człowiek zrozumie Twój problem czy nie .

 

 

Jak poznać ludzi :

Na jakiś kursach np tańca :)

na kółkach tematycznych.

Jeśli znasz jakieś fajne osoby w swoim gronie wejśc z nim w bliższą relację jeśli nie szukać dalej .

He he może w bibliotece . Czasem sporo ciekawych osób chodzi :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja ostatnio poznaję tylko chorych ludzi poprzez forum :mrgreen:

Póki co uważam że tylko chory zrozumie chorego w chorobie ;) w sensie że kiedy jest gorzej nikt normalny nie wytrzyma jak np ktoś nagle się rozpłacze czy ucieknie ze spotkania..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że to nie mój temat, jednak lepiej tu napisać, niżeli własny temat.

 

Zacznę od tego, iż mam 14 lat. Interesuję się astronomią, ogółem nauką, znam ogólną teorię względności, potrafię powiedzieć, dlaczego przy czarnych dziurach zachodzą inne prawa fizyki, umiem nawet powiedzieć, dlaczego nie można przekroczyć prędkości światła, to i wiele więcej. W przeciwieństwie do moich kolegów ciągle myślę o mojej przyszłości, jednak przez kiepskie przyswajanie materiału szkolnego boję się, że nie spełnię mojego życiowego celu ( pracowania jako astronom w Nowym Jorku ). Skoro już się przedstawiłem, przejdę do sedna problemu w którym nawiążę do tego, co przed chwilą napisałem. Otóż nie potrafię się odnaleźć w moim środowisku. Tak jak wspomniała autorka tematu, czuję, że jestem dojrzalszy od reszty mojej klasy i tu tkwi problem, bo nie jestem osobą towarzyską, a taką chcę być, jednak ciągle jestem odrzucany przez moją klasę ( tak, całą klasę ), w ogóle nie mam przyjaciół, co najwyżej kilka osób, którym mówię cześć ( zaraz padnie post, w którym ktoś napisze, abym nawiązał znajomość z takimi osobami. Próbowałem, nie przejdzie ). Byłem zapisany do domu kultury, do kółka modelarskiego ( nie z powodów nawiązania przyjaźni oczywiście ). Z każdym dniem czuję, że moja psychika słabnie, jednak mimo to, nie jestem w stanie się z kimś podzielić moim problemem ( paradoks, co? Jednak nie mogę się podzielić moim problemem np. z nauczycielem, rodzicami. Bo to, że tutaj o tym piszę, raczej nikogo nie dziwi, bo internet jest takim moim swoistym schronem przed światem zewnętrznym ). Nie wiem, czy to wada genetyczna, czy może defekt po klasycznej metodzie stosowanej przez mojego ojca, gdy byłem mały ( tzw. tyłobicie ), ale pomimo iż mówię sobie wszystkie pozytywne rzeczy, zagryzam język itp, rozpłakuję się, gdy tylko przyjdzie mi do głowy losowa myśl z tego, co tu napisałem. Najbardziej zbiera mi się na płacz, kiedy słyszę głosy w klasie obgadujące moje imię... Całe szczęście, że nie mam myśli samobójczych, jednak nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Pewnie duża część osób powie mi, abym się przemógł i z kimś o tym porozmawiał, jednak ja po prostu nie umiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiem, że to nie mój temat, jednak lepiej tu napisać, niżeli własny temat.

 

Zacznę od tego, iż mam 14 lat. Interesuję się astronomią, ogółem nauką, znam ogólną teorię względności, potrafię powiedzieć, dlaczego przy czarnych dziurach zachodzą inne prawa fizyki, umiem nawet powiedzieć, dlaczego nie można przekroczyć prędkości światła, to i wiele więcej. W przeciwieństwie do moich kolegów ciągle myślę o mojej przyszłości, jednak przez kiepskie przyswajanie materiału szkolnego boję się, że nie spełnię mojego życiowego celu ( pracowania jako astronom w Nowym Jorku ). Skoro już się przedstawiłem, przejdę do sedna problemu w którym nawiążę do tego, co przed chwilą napisałem. Otóż nie potrafię się odnaleźć w moim środowisku. Tak jak wspomniała autorka tematu, czuję, że jestem dojrzalszy od reszty mojej klasy i tu tkwi problem, bo nie jestem osobą towarzyską, a taką chcę być, jednak ciągle jestem odrzucany przez moją klasę ( tak, całą klasę ), w ogóle nie mam przyjaciół, co najwyżej kilka osób, którym mówię cześć ( zaraz padnie post, w którym ktoś napisze, abym nawiązał znajomość z takimi osobami. Próbowałem, nie przejdzie ). Byłem zapisany do domu kultury, do kółka modelarskiego ( nie z powodów nawiązania przyjaźni oczywiście ). Z każdym dniem czuję, że moja psychika słabnie, jednak mimo to, nie jestem w stanie się z kimś podzielić moim problemem ( paradoks, co? Jednak nie mogę się podzielić moim problemem np. z nauczycielem, rodzicami. Bo to, że tutaj o tym piszę, raczej nikogo nie dziwi, bo internet jest takim moim swoistym schronem przed światem zewnętrznym ). Nie wiem, czy to wada genetyczna, czy może defekt po klasycznej metodzie stosowanej przez mojego ojca, gdy byłem mały ( tzw. tyłobicie ), ale pomimo iż mówię sobie wszystkie pozytywne rzeczy, zagryzam język itp, rozpłakuję się, gdy tylko przyjdzie mi do głowy losowa myśl z tego, co tu napisałem. Najbardziej zbiera mi się na płacz, kiedy słyszę głosy w klasie obgadujące moje imię... Całe szczęście, że nie mam myśli samobójczych, jednak nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Pewnie duża część osób powie mi, abym się przemógł i z kimś o tym porozmawiał, jednak ja po prostu nie umiem...

 

Chodzisz na terapię, do psychologa? Jeśli nie - zrób to. Jak Twoje kontakty z mamą, masz rodzeństwo? Z tego co piszesz musisz rozliczyć się z demonami z przeszłości i zadbać o poczucie własnej wartości.

 

 

Ja nie wiem o co chodzi, ale często jest tak, że "zaburzeni" wydają się dojrzalsi, łatwiej łapią kontakt ze starszymi osobami, ktoś wie czemu tak się dzieje? Czy "zaburzonych" szybciej dotyka brzemię świata i spada im ta odpowiedzialność na barki i przez to jest im ciężej o relacje z rówieśnikami ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Up

Moje kontakty z mamą są świetne, to samo z ojcem, bratem również. Z rodziną wszystko w porządku. Tylko mówię, że to problem wynikający ze stresu w szkole. Do psychologa nie chcę chodzić właśnie ze względu na ten stres.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CzarnyIV, Ale co, stresujesz się wizytą u psychologa? Masz dwa wyjścia - albo znosić obgadywanie i niechęć rówieśników do Twojej osoby aż do momentu ukończenia szkoły, męczenia się z tym, pogłębianie lęków i stresów. Ja na Twoim miejscu nie łudziłabym się, że jak pójdziesz do liceum to nagle coś ulegnie zmianie, ponieważ przez ten czas zdążysz naprawdę przestać wierzyć w ludzi i staniesz się jeszcze bardziej zamknięty. Może nie mam racji, nie jestem przecież Tobą, ale zwykle sprawy pozostawione samym sobie taki właśnie bieg przyjmują. Więc albo będziesz się męczyć, albo wybierzesz się do psychologa, który nie gryzie, który jest przyzwyczajony do tego, że ludzie płaczą i naprawdę nic go nie zdziwi. Przejrzyj chociaż lekarzy w Twoim mieście, np. na znanylekarz.pl czy innych rankingach i sam zdecydujesz, ale myślę, że to duża inwestycja w Twoją przyszłość i w bycie astronomem w Nowym Jorku. I tak staraj się o tym myśleć. A jak bardzo się stresujesz to zawsze możesz wypić Melisę przed spotkaniem, która Cię uspokoi. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×