Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
raspberrykiss

Paniczny strach o najbliższych

Rekomendowane odpowiedzi

witam. pisze, bo chcialabym sie dowiedzieć, czy mój paniczny lęk zwiazany z utratą bliskiej osoby jest nerwicą lękową i jak mogłabym to leczyć/zapobiegać temu. Otóż bardzo boje sie śmierci mojej mamy. Boje sie o to nawet kiedy jedzie 1 km dalej do sklepu, idzie gdzies wieczorem sama, jedzie gdziekolwiek, leci samolotem. nie jest to jednak zwykly stres jaki kazdy moze miec w obawie przed niebezpieczenstwem, a taki lęk który nawet przez minute nie pozwala mi przestać o tym myslec. kiedy moja mama gdzies jedzie, jesli tylko mam mozliwosc, jade z nią, bo tak bardzo sie o nią boję. nie potrafie tego dokladnie opisać, ale wiem, ze to paraliżuje mi wszystko i to na pewno nie jest normalne. kiedy moja mama miala lecieć samolotem, juz tydzien wczesniej codziennie sie tym zamartwialam, a jak wiem ze leciala, to co minute patrzylam czy aby juz nie powinna doleciec i mi wyslac sms'a, serce bilo mi mocniej, wręcz slyszalam jak mi kołotało. kiedy dowiedzialam sie ze doleciala, łzy poleciały mi ze szczescia. nie sadze zeby cala moja sytuacja byla zupelnie normalna. chcialabym sie dowiedziec co moglabym z tym zrobic, bo wiem nie mozna sie ciagle przejmowac i wpedzac w taka obsesje.

bardzo prosze o pomoc, z gory dziekuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Jestem tutaj nowa więc proszę o wyrozumiałość.

Jutro mam pierwszą wizytę u psychiatry, szukam wsparcia i rady.

 

Zdecydowałam się napisać, bo ciężko mi jest żyć z ciągłym lękiem, paraliżującym lękiem o życie najbliższych.

 

Non stop myślę o śmierci. Boję się o mojego mężczyznę, że zginie w wypadku, zachoruje.

Boję się o mamę i brata, że stanie im się coś złego, zachorują, zginą.

Trudno mi jest to opisać na forum, ale wierzcie mi, moje myśli zdominował strach.

Wyobrażam sobie co by było gdyby któremuś coś się stało i płaczę.

Najchętniej zamknęła bym ich w domu i nigdzie nie wypuszczała.

Na myśl o jeździe samochodem czy pksem ja sama wpadam w panikę, zaczynam bać się wychodzić z domu.

 

 

Z samego rana wchodzę na onet.pl i szukam informacji o wypadkach. Jeśli nic nie ma to jest okej, gorzej jeśli coś jest.

Od razu wyobrażam sobie moich bliskich i histeria.

Tak strasznie boję się ich stracić, że wariuję.

 

Pomyślałam o wizycie u lekarza, bo chcę wrócić do normalnego życia, prozaicznych problemów.

Tęsknię za tym.

Nie mam z kim o tym pogadać, dlatego piszę tu.

Zastanawia mnie skąd takie lęki u mnie. Trwa to już ponad rok, ale wcześniej nie były aż tak silne.

Następna sprawa- boję się ludzi. Np. jadę autobusem, ktoś się spojrzy na mnie i od razu pojawia się myśl- CHCE MI ZROBIĆ KRZYWDĘ.

 

Może to być spowodowane traumatycznym przeżyciem z przeszłości, po którym powinnam skorzystać z pomocy psychologa, ale myślałam, że sama sobie z tym poradzę- jak widać dopadło mnie po paru latach.

Jak byłam młodsza brałam też narkotyki i piłam na umór, było to dawno temu.

Myślę, że to również mogło się przyczynić do mojego stanu tym bardziej, że również wtedy nie korzystałam z żadnej pomocy, żadnego odwyku i terapii.

Kolejna rzecz z jaką się zmagałam to bulimia, również nie leczona.

Teraz już nie wciągam i nie rzygam, ale myślę, że piętno na psychice zostało.

 

I tak to wygląda. Pomoże ktoś, poradzi coś?

 

Pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie trochę przydługich wypocin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz ja też boję się tego, że moim bliskim coś złego się stanie. Często przyglądam się swojej córce i sprawdzam czy oby wszystko jest dobrze. Głównie moja paranoja dotyczy serca :D mam często fazę, że je serduszko za szybko biję paranoja…Też jakbym mogła zamknęłabym ich. Mamę wiecznie namawiam do ćwiczeń do rzucenia palenia aż sama mam tego dosyć a co dopiero moi bliscy :D . Wiesz ja też kiedyś miałam zaburzenia odżywiania złe wybory chory związek dużo stresu i tak przez trzy lata. Później chyba rok spokoju no i przyszła moja nerwica…Myślałam, że jakoś sobie z tym poradziłam, ale byłam w błędzie dopadło mnie… Reakcja na stres…jak to powiedział mój psycholog emocje nieuzewnętrznione wybuchają w środku. Napisze ci to, co ja często słyszę pozytywne myślenie może zdziałać cuda. Przecież nie można tak wiecznie żyć, żyć i bać się najgorszego. Specjalista na pewno ci pomoże wskaże odpowiedni kierunek.. Cała moc leży w twoim umyśle. Na jakimś forum przeczytałam, kiedyś coś bardzo mądrego. „Bóg nigdy nie zrzuci na barki człowieka większego ciężaru niż, z którym może sobie poradzić”. Więc głowa do góry i choć to ciężkie myśl pozytywnie życzę pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

doniczka55, asiek2712,

Nie jesteście jedyne . Takie schizy to ja mam codziennie . Staram się nie mysleć o przykrym sprawach .

Pomaga mi muzyka relaksacyjna lub moje ulubione kawałki . Na chwilę człowiek zapomina :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie trzeba sobie znaleźć jakieś zajęcie żeby odciągnąć myśli. Ja po długiej przerwie wróciłam do rysowania, co pomaga mi się oderwać skupiam się wtedy na tym, co robię a reszta nie jest ważna. Pasja…Choć innym łatwo radzić ( gorzej to zastosować do siebie :D ) to jednak chyba pozytywne myślenie to podstawa…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej.

Jestem już po wizycie u psychiatry.Pan doktor powiedział, że damy sobie z tym radę.

Mimo, że miałam ochotę uciec z poczekalni to nie stchórzyłam i nie żałuję.

Dostałam Zotral, Pramolan i Deprexolet.

Jestem już po połóweczce tego pierwszego.

Kolejna wizyta za trzy tygodnie.

 

Dzięki dziewczyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

doniczka55, czy miałabyś coś przeciwko temu, gdybym zmieniła tytuł Twojego wątku na np. "strach o najbliższych"? Chodzi mi o to, aby osoby chcące napisać w przyszłości o podobnym problemie mógł z łatwością odnaleźć podobny wątek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

doniczka55 ja za pierwszym razem też chciałam uciec :D a w gabinecie mało, co się nie poryczałam hehe. Cieszę się razem z tobą :D widzisz nie było tak źle oby tak dalej będę trzymać kciuki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Korba nie mam nic przeciwko temu, zmień.

 

 

Asiek, bardzo Ci dziękuję za wsparcie, w gabinecie cały czas płakałam, nie mówiąc o tym, że się totalnie rozkleiłam siedząc przed gabinetem :smile: Również trzymam kciuki za Ciebie. Będzie dobrze, musi być.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doniczka nie dziękuj, bo nie masz, za co. Najgorsza chyba jest ta pierwsza wizyta trzeba się przemóc później już jest łatwiej :D . Daj znać jak ci idzie i jeśli kiedyś będziesz chciała pogadać pisz do mnie śmiało ja lubię „słuchać „ :D . Dzięki powodzenia i pewnie, że będzie dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też panicznie boje się o najbliższych. O córki, męża, siostrę . Teraz tą bojaźń o najbliższych przytłumił mój strach o siebie sama. Że jestem chora a lekarze nie rozpoznali choroby( a byłam u kilku specjalistów) albo zbagatelizowali sobie to wszystko albo że bede chora. i tak na zmianę: raz boje się o najbliższych a raz o siebie. Kiedyś po effectinie było ok. Teraz wróciło. Jak na razie 1,5 tygodnia biore Sedam a od 6 dni Lenuxin. I czekam na kanapie na poprawę bo nie mam siły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No niestety nerwica to jest jak natrętny komar ,wyssysa z nas życiodajne soki i energię .

Eh za wrażliwi jesteśmy . :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej

mialam to samo. gdzies juz o tym pisalam. mialam tez tak, ze w nocy musialam isc do mamy do pokoju i zobaczyc czy spi. (czy spi albo moze nie oddycha...) codziennie!

to jest nerwica. jakies natrectwa. mi pomogl wyjazd za granice chociaz na poczatku bylo to nie do pomyslenie. co chwile dzwonilam a jak juz za duzo na tel wydawalam to sie umowilam, ze jak dam strzalke to musi mi od razu dac tez strzalke co bedzie znaczylo ze wszystko ok. wyobraz sobie jak nie slyszala telefonu ;) wydzwanialam od razu po wszystkich sasiadach...

 

zastanow sie czy u ciebie mialo/ma miejsce jedno z ponizszych:

 

- mieszkasz bez taty,

- mamie kiedys przytrafilo sie cos takiego, ze bardzo balas sie o nia czy wszystko bedzie dobrze,

- stracilas jakas ukochana osobe (moze byc zwierze ale czy bardzo to przezylas?)

 

nie jestem jakims znawca czy psychologiem ale wiem ze u niektorych osob z takimi natrectwami wlasnie tego typy sprawy sie wydarzyly.

 

ja mialam jeszcze: wstawanie w nocy sprawdzac gaz,

nie pozwalalam mamie nic przy kontakcie dotykac :roll:

strach o moje psy....

 

martwienie sie o mame mam do tej pory ale juz nie na takiej schizie ze musze ciagle do niej dzwonic, ale zawsze jak gdzies idzie to mowie, ze ma na siebie uwazac, jak za pozno z pracy jej nie ma to tez zaczynam sie martwic.

na moje psy tez jestem szczegolnie wyczolona caly czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie również występuje ciągły strach przed utratą mamy z tym że u mnie są podstawy do tego, mianowicie mama jest alkoholiczką i jak klaudia pisała czynniki związane z lękiem u mnie one wystepuję, śmierć ojca (miałam 12 lat),i widziany atak padaczki mamy(byłam z nią sama)pierwszy raz przeze mnie, nie wiedziałam że to padaczka myślałam że umiera, i od tego się zaczęło, wydzwaniam do niej po kilkanascie razy dziennie tylko po to żeby usłyszeć ze jest ok, doprowadziło to u mnie do deprechy i nerwicy, u mnie na leki pomogła przede wszystkim terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam skąd ja to znam…Często jak wychodziłam z domu i ktoś mi mówił o jakimś wypadku zaraz był telefon do domu żeby sprawdzić czy wszyscy są cali :D . Też często boję się, że jestem chora, że to problemy z sercem a nie nerwy i też myślę o tym, że lekarze olewają mój problem…Ja jestem samotną matką i często myślę o tym, co będzie z moim aniołkiem jak ja zachoruj…jak mi się coś stanie paranoja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mała, masz przepiękny avatar.

Kocham bulteriery, niedługo minie rok jak uśpiłam swojego i ciągle bardzo to przeżywam.

 

Jak dobrze pisać tutaj i wiedzieć, że jest się rozumianym.

 

Kurcze, lekarz przepisał mi Deprexolet na sen, ale strasznie jestem po nim pobudzona i śpię niespokojnie.

Przestać brać czy przeczekać? Miał ktoś podobnie?

 

Buziaki nerwuski.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zalezy ile juz minelo od kiedy nie mozesz spac. ja mialam tak 2 miesiace. sen tylko taki plytki paro godzinny. przeszlo i jest ok. od czego masz bezsennosc? tak znikad? czy bierzesz jakies tabletki? (oprocz tych co ci lekarz teraz przepisal)

ja mialam po odstawieniu benzo takie jazdy z bezsennoscia. nie wiem czy to sie liczy...

bo takie niewiadomo skad bezsennosci to trwaly do dwoch tygodni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odkąd pamiętam miałam problemy ze snem.

Deprexolet biorę zaledwie dwa dni więc może za wcześnie na działanie?

Wcześniej brałam środki dostępne bez recepty, niestety bez skutku.

Czasami, nawet kiedy jestem bardzo zmęczona mogę nie zmrużyć oka przez całą noc, dopiero rano, kiedy już wstać muszę ogarnie mnie senność. Męczące to okropnie.

Ale już pomijając, że Deprexolet mnie nie usypia, to jestem po nim taka rozedrgana, niespokojna.

 

Żadnych tabletek poza tymi co mi przepisał lekarz i anty nie biorę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moglas zapytac lekarza czy ten lek dziala od razu czy potrzebuje troche czasu zeby sie rozkrecic.

 

a srodki bez recepty typu uspokajacze czy nasenne to nie dzialaja wcale... takie moje zdanie.....

 

[Dodane po edycji:]

 

sprawdz co jest napisane w ulotce. jesli potrezbuje lek troche czasu to na pewno jest tam to napisane. a jak nie potrzebuje a ci nie pomaga to nie bierz. szkoda zdrowia na chemie co nie dziala.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mam taki strach. :cry: Zaczęło się rok temu w wigilię jak zmarł mój wujek. Przyśnił się potem córce i powiedział, że jest mu teraz świetnie ale że jeszcze ktoś z rodziny niedługo umrze. I zaczęła się moja jazda:) Panicznie bałam się o rodziców - nie raka tylko jakiegoś zawału, udaru czy nawet pękniętego wyrostka. Potem moja mama zachorowała i nie wiadomo co jej było - miała bardzo złe wyniki i jakąś wysypkę, która zniknęła dopiero po sterydach. Po 2tyg w szpitalu stwierdzili, że to jakiś przelotny stan zapalny i teraz jest ok. Teraz boję się panicznie jak ktoś jedzie w jakąś dłuższą trasę - wtedy dzwonię co kilka godzin i sprawdzam. To okropne co teraz napiszę, ale jak kilka m-cy temu zmarł babci brat na raka płuc to odetchnęłam z ulgą :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja właściwie odkąd pamiętam to bałam się o moich bliskich, zawsze jak ktoś gdzieś wychodził to krzyczałam "uważaj na siebie", ale to nic podłóg tego co dzieje się teraz.

28 sierpnia 2012 roku, zmarł mój tata i od tej pory zaczęłam odczuwać paniczny lęk, cały czas boję się tego, że komuś z moich bliskich coś się stanie, że zostanę całkiem sama i nie dam sobie rady, może macie jakieś propozycje jak można sobie samemu z tym poradzić? Chodzę do psychiatry, ale to nic nie daje, wręcz przeciwnie, rozwala mnie przepisując mi złe leki, a później nagle każe je odstawiać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja właściwie odkąd pamiętam to bałam się o moich bliskich, zawsze jak ktoś gdzieś wychodził to krzyczałam "uważaj na siebie", ale to nic podłóg tego co dzieje się teraz.

28 sierpnia 2012 roku, zmarł mój tata i od tej pory zaczęłam odczuwać paniczny lęk, cały czas boję się tego, że komuś z moich bliskich coś się stanie, że zostanę całkiem sama i nie dam sobie rady, może macie jakieś propozycje jak można sobie samemu z tym poradzić? Chodzę do psychiatry, ale to nic nie daje, wręcz przeciwnie, rozwala mnie przepisując mi złe leki, a później nagle każe je odstawiać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam was wszystkich

 

Ja też miewam lęki, że stracę kogoś bliskiego... Chociaż bliskich osób mam kilka, to jednak panicznie boję się o mamę...

Zdarza się to od jakiegoś czasu. Nie wydarzyło się z nią właściwie nic szczególnego. Teraz rzadziej bywam w domu rodzinnym, więc rzadziej mamę widuję, i kiedy wracam to po prostu czasem siedzę i ją obserwuję, kiedy pije kawę, czyta gazetę. Staram się jakby napawać każdą chwilą kiedy ze mną jest, jak gdyby miało się coś stać, ale przecież wszystko jest w porządku. Zamyślam się nad tym jaka była zawsze wspaniała, ogarnia mnie wielkie szczęście że tu jest obok mnie, siedzi spokojnie, oddycha, nic jej nie grozi...

Czasem sobie wyobrażam, że jej zabraknie... Wyobrażam sobie, że nagle dostaję wiadomość, że już nie żyje... Nie, że jestem przy tym zdarzeniu i mogę się pożegnać, tylko że spada to na mnie nagle... Nagle się dowiaduję że już jej nie ma :(

Najciekawsze jest to, że nie myślę o niczym innym jak tylko o tym, jaki to dla mnie będzie ból... Wyobrażam sobie, że otrzymuję tę wiadomość i jak reaguję - jak mnie to strasznie boli, jak zanoszę się płaczem, słyszę swój bolesny płacz, ogarnia mnie uczucie że nic już nie będzie takie samo i że sobie nawet bez niej nie poradzę, bo zawsze to ona mnie wspierała :(

Raz właśnie było tak, że wyobraziłam sobie, że dostaję wiadomość o śmierci mamy. Wokół mnie moi znajomi, a ja zanoszę się płaczem, wpadam w amok, nie wiem co zrobić... Wszystko nagle jest bez sensu - wracanie do mieszkania, jedzenie, życie dalej. Nie wiem co zrobić. Czuję się jakbym była sama jak palec na całym świecie... Kiedy sobie to wszystko wyobraziłam, to rzeczywiście zalewałam się łzami. Myślałam o tym jak wykorzystać każdą możliwą chwilę z nią, żeby niczego nie żałować. Nie przegapić. I wciąż wyobrażam sobie tylko, jak mnie to zaboli. Jak gdybym chciała sobie zadawać ból, dlatego to sobie wyobrażam?... Ale jeśli kiedyś umrze, to przecież nie mam na to wpływu... To się stanie po prostu... Kiedyś rzeczywiście tak na mnie spadnie.

Dlaczego zadaję sobie taki ból? Co mam zrobić, żeby przestać się tym zamartwiać? Z moją mamą obecnie nie dzieje się nic złego... A ja już zamęczam się myślami o jej śmierci :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

raspberrykiss,

tak to jest jeden z objawowo NN

ja tez to wielokrotnie przerabialem

niestety bardzo przykre to jest

musisz to racjonalizowac

albo zwizualizowac ta ''tragedie'' w myslach i przezyc ja w myslach tak jakby sie wydarzyla

moze wtedy te lęki sie osłabia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×