Skocz do zawartości
Nerwica.com

Aktywne wątki (bez zabaw/bez offtop)

Wyświetlanie tematy w Nerwica lękowa, Forum NERWICA.com, Witam, Oferty, Leki - Indeks leków, Leki, Nerwica natręctw, Miasta, Kroki do wolności, PTSD - Zespół Stresu Pourazowego, Depresja i CHAD, Psychologia, Medycyna niekonwencjonalna, Pozostałe zaburzenia, Zaburzenia odżywiania, Problemy w związkach i w rodzinie, Uzależnienia, Odpowiedzi i pytania do psychologa, Zaburzenia osobowości, DDA/DDD, Schizofrenia, Socjologia, Zloty, Psychoterapia, Ważne tematy, Czytelnia, Dla Młodzieży i dla Rodziców, Strefa Rodzica, Strefa Młodzieży, Seksuologia, Pandemia, Psychiatria , Poradnie i szpitale psychiatryczne, Sprawy urzędowe, Leki przeciwdepresyjne, Leki przeciwpsychotyczne, Stabilizatory nastroju, Leki przeciwlękowe, Leki nasenne, Leki nootropowe, Stymulanty, Pozostałe, Regulamin Forum i Pod Lupą: Lęk i Zdrowie Psychiczne.

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Dzisiaj
  2. Jesteśmy już w Polsce. Mieliśmy być w piątek, ale trzeba było zjechać wcześniej. Jak się czuję? Sama nie wiem...Trochę mam ulgi. Chyba wybiorę się z sentymentu na hałdę skoro już tutaj jestem. Oswoję się być może z tym wszystkim co mnie męczy. Wjeżdżając tutaj, w pokoju mogłam dać upust emocjom i się popłakałam. Płakałam długo, sama nie wiem ile.
  3. wstałam o 4 xD No ale musiałam, bo muszę wcześnie się zjawić na badanie. A rano jestem jak muł z ogarnianiem się i czas na dojście tam, a nie wiem dokładnie do której tam jest czynne, więc chcę być na 7 lub 7:30
  4. podejrzewam, że on nawet nie jest w stanie jej jakoś odpowiedzieć,a co dopiero walnąć z łokcia Nie jestem za biciem, ale np. mi to trudno się czyta, bo jestem osobą, która jak czuje wkurwa na kogoś od dłuższego czasu i mi się powoli zbiera, to następuje poluzowanie drzwi i boom! nie ma cię. Nie podnoszę głosu specjalnie, pada kilka mocnych zdań, słów i ta osoba się zamyka, albo drze ryja na mnie i jesto konfrontacja, która ostatecznie doprowadza do oczyszczenia. Chwilowego, czy dłuższego - zależy. Jednak nie potrafię długo milczeć - choć, tak robię to, nie startuję od razu, bo lubię łagodzić najpierw sytuacje lub ignorować swoją złość, ale jak to trwa i trwa, to musi dojść do eksplozji. Rozumiem, że każdy jest inny i można mieć swoje blokady, zaburzenia itp., ale czasem ten pierwszy krok do obrony swoich granic jest najtrudniejszy, a zarazem najważniejszy. Potem jest łatwiej. Samo się nic nie zrobi!!! I tutaj pisanie o siostrze, co jakiś czas nic Ci nie da, bo i tak nie korzystasz ze wskazówek, tylko szukasz wygadania się. Tak to czuję. Jeśli nie mam racji lub przesadzam, możecie mnie walnąć pod stołem w kostkę.
  5. panowie zdrowie pań zdrowie gospodarza! nie piję, bo nie mogę. Biorę leki, a zagrożenie jest realne, choć kiedyś branie leków mi nie przaszkadzało w połykaniu wódki z gwinta. Mogłabym powiedzieć, że nie piłam 3 lata, ale miałam dwa podejścia do cydru: raz w sylwka i raz jedną puszczkę - kocham cydr. Jednak w sylwestra wypiłam butelkę i jakaś taka wkurwiona chodziłam xD No i jakoś tak nie ciągnie mnie do tego stanu. Gdybym nie brała leków, to pewnie śmigałabym jeszcze po klubach. Z wyższej konieczności nie piję, leki są silne i no... nie ma sensu z tym pogrywać. Co do ogólnie alkoholu, to wiadomo, że robi spustoszenie, gdy ktoś chleje dzień w dzień, ale nie mam problemu do ludzi, którzy sobie drinkują, bo są młodzi (lub nie) i tańczą, czy gadają. Nie oceniam. Czasem nawet lubię jak ktoś pije, czasem fajnie się patrzy jak ta osoba nagle staje się bardziej wylewna, czy tam śmieszna - zależy od osoby. Jakoś miałam taką przyjemność z obsrwowania tego, co może być kontrowersyjne (?) - no bo wiadomo, alkohol to zło i tak dalej. A nie, bo te właśnie mendy, które przestały pić i cwaniakują jak oświeceni, prawie BUdda, są dużo bardziej dla mnie irytujący, niż niezdarny koleszka w żabce po kilku shotach. Serio, nie róbmy z siebie aniołków, bo nie pijemy, czy tam śmierdzi nam etanol
  6. luos nettor

    [Łódź]

    Pusto tutaj. Echo i pajęczyny. W Łodzi widocznie wszyscy zdrowi, albo tak zalęknieni, że nie opuszczają bezpiecznego kwadratu. Marudzę, ale sam nie wiem, czy bym wyszedł. Z czyjąś dobrą zachętą, mejbi.
  7. Zazdrościli Wam po prostu. I co, fajnie było, ścigaliście się na długości, czy zjeżdżaliście na zjeżdżalniach jak małe dzieci? Będzie powtórka?
  8. Wczoraj
  9. luos nettor

    Dopalacze

    Ogólnie trochę mi przykro, że nie ma tu innych katynoniarzy. Miałbym z kim poutyskiwać na złe dragi, poznałbym czyjeś spojrzenie na problem z tymi używkami, jak to u niego przebiega. Jakoś raźniej może by było. A tak to myślę, że po raz kolejny w życiu jestem takim odmieńcem, których ze świecą szukać. Niby są mityngi, ale coś nie mogę się odważyć pójść na takie coś. A w sumie powinienem iść czym prędzej, bo ilości spożywane rosną (za czym rośnie ryzyko udaru czy zawału), coraz mniej mi to daje i coraz gorzej yo odchorowuję. Po ostatnim razie na zjeździe miałem, miałem tak przygnębiające rozkminy, że się poryczałem jak bóbr. Totalnie byłem rozmontowany. Szkoda tylko, że to nie przełoży się na coś dobrego. Czasu trochę minie i potem znowu kryształowa noc nastąpi.
  10. No Wykop za to jest wybitny, jeśli chodzi o seks. Poziom mizogini sky high. Tam się dowiesz, że pociąg seksualny do kobiet to największa wada mężczyzny. To już lepiej złote myśli Carlosa poczytać, bo raczej nie jechał po kobietach tylko po sobie.
  11. Dalila_

    Ktoś z Warszawy??

    Sorry kreskę pisałam bo niewyraźnie czytam
  12. A jakiś z apteki randomowy nawet nie wiem, bo nie mam opakowania.
  13. Czujka

    Oddzial dzienny

    Czy ktoś z Was był na oddziale dziennym? Najlepiej w Warszawie. Jakie macie doświadczenia? Nigdy wcześniej o tym nie myślałam, bo przecież mam pracę i trudno mi to sobie wyobrazić, bo przecież musiałabym wziąć L4. Pół roku temu zasugerował mi to jednak terapeuta. Wtedy nie brałam tego na poważnie, ale ostatnio zaczęłam się nad tym zastanawiać. Chodziłam już dwa razy na prywatną terapię CBT, ale nie widziałam efektów, więc oddział dzienny traktuję trochę jako ostatnią deskę ratunku. Na co dzień funkcjonuję w miarę normalnie, ale dla mnie to bardziej trwanie niż życie W mojej pracy i tak jest dość kiepsko, więc może warto byłoby ją na jakiś czas poświęcić i skorzystać z trzymiesięcznej terapii na oddziale dziennym. Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach.
  14. utyskiwanie bo nie chcę mieć nic wspólnego z życiem
  15. Zażywałem go długo. W końcu jedna tabletka i ostatnia wieczorna została zastąpiona dodatkową Egzystą. Mam brać doraźnie . Jesli coś itd.
  16. Jak ustawić świat pod siebie .Nie można, ale można tak fajnie delektować się,spowolnić czas ,nie spieszyć się, pozwolić sobie pobyć sobie z kubkiem dobrej ulubionej herbaty ,i nie robić nic
  17. Muszę się zważyć jutro w domu. Tutaj nawet wagi nie wzięłam, bo wolę niezbyt często się ważyć, bo jeśli chodzi o mnie, to jak często to robię to wpadam w jakąś obsesję, co wcale mi nie pomagało chudnąć, a potrafiłam się kilka razy dziennie kiedyś ważyć. No dlatego nie chcę znowu tak i ważę się raz na tydzień lub raz na dwa, ale to zależy, bo czasem co kilka dni, jak czuję, że coś tam mogło polecieć. A wiem, że jak tu będę miała wagę, to mogę za często sprawdzać... Tzn. ja tak mam, a przynajmniej kiedyś miałam. I niestety wtedy były czasowe głodówki, a potem kilka jedzenia, co się chce. No znam siebie i nie mogę tego znowu robić.
  18. Ostatni tydzień
  19. Umrzeć i mieć święty spokój dalej się nie męczyć na tym padole cholernym.
  20. Wydaje mi się że po jakimś czasie stosowania nie pamiętam już czy paroksetyny czy innego antydepresanta miałem objawy odstawienne w trakcie brania lęku, tak jakby organizm przestał na niego reagować. Jeśli ktoś ma brainzapy np. wieczorem a rano jest dobrze po wzięciu leku to można się zastanowić nad podzieleniem dawki na 2 razy żeby było bardziej równomierne rozłożenie w czasie
  21. Ja od paru dni biorę reishi w kapsulkach. Mam przeczucie ze pomogą.
  22. Snimy, bo mamy pracujacy mozg, to dzieki ukladowi nerwowemu mozesz myslec i miec sny. Jesli czegos sie nie da wyjasnic to mozna sobie gdybac i tworzyc teorie, jednak zadna mnie nie przekonuje, bo na zadna nie ma dowodow i pozostaje jedynie wytworem wyobrazni. To jak dziala reinkarnacja, jesli ludzie sa wciaz tacy sami i wciaz cierpia?
  23. No i mój młodszy brat wiecie co? ja się z nim chyba nigdy nie pokłóciłam - tutaj mówię poważnie. Uwielbiamy rozmawiać, wydurniać się. Różnimy się - on spokojny, wyważony zwykle, ułożony, bardziej introwertyczny - a ja to taki chaos i czasem jak mój wulkan wybuchnie, to mi "odwala" w sensie ciągle gadam, puszczam muzykę, coś tam zgubię, bardziej dusza artystyczna, a on - analityczna. Także no. Ale uwielbiam brata, kocham no. 8 lat różnicy, zawsze się nim zajmowałam i tak wyszedł na ludzi, mimo takiej wychowawczyni jak ja pamiętam jak zawołał mnie rano na kawę, żeby pogadać i włączył (nie wiedziałąm o tyn) zegar i sprawdzał ile będę prowadzić monolog xD on tylko "no","tak"... a ja gadam, zmieniam tematy i wyszło 50minut mojej gadki xD Masakra.
  24. jeszcze jedna nuta, jedna kawa i papieros jeszcze jedna kłótnia i jedna zgoda jeszcze jedna miłość od bliskich jeszcze jedna rozmowa, jeszcze jedna mądrość jeden cytat, jeden wiersz i jedno spotkanie jeszcze jedna łza i jeden uśmiech jeszcze jedna twarz spoglądająca ci w oczy jeszcze jedno miłe słowo, jeszcze jeden wspólny śmiech jeszcze jedna walka, przegrana i wygrana jeszcze jedno życie
  25. czekam na przelew, czyt. rentę, czyt. sześć zer (renta już ostatnia, i wniosłam papiery i będę czekać na decyzję, ew. komisję)
  26. My chyba nie mamy hosta, jak dla mnie to się zmienia…tzn teraz głównie jestem ja ale rok temu większość czasu był ktoś inny. Ja jestem np opiekunem ale nie mogę być hostem - nie mam wszystkich emocji- np złości. W terapii się sprawdzam najlepiej ale w życiu niekoniecznie już. Zresztą nie zajmujemy się właściwie określaniem naszych ról. Najważniejsze jest to co kto „wnosi” sobą i dlaczego tak się dzieje. Większość tego co mamy w głowie widać jedynie wewnątrz. Tzn terapeutki były świadkami „konkretnych” przełączeń ale tak ogólnie to większość przechodzi płynnie i nikt tego nie zauważa (a jeśli zauważa to uderzamy w humor). O moim zaburzeniu nie wie nikt poza terapeutką, lekarką i mężem (ale on i tak nie interesuje się na czym to polega - w sumie dla mnie dobrze). Dużo energii kosztuje nas właśnie aby nie rzucać się w oczy jako system. Generalnie wiem, że nie miałam wyjścia i i tak dobrze mi się trafiło że po moich przejściach mam jedynie DID (plus CPTSD) - słowa osoby diagnozującej, ale no nie cieszę się za bardzo że to mam. Jest mi trudno i żal mi życia które przez to tracę (dysocjacja, kryzysy etc)
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×