Hej, cześć i czołem :)

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Hej, cześć i czołem :)

przez arczi92 11 sty 2015, 00:42
Od jakiegoś czasu śledzę forum. Postanowiłem się wyżalić bo obca osoba to obca osoba, a nie wiem co mam ze sobą zrobić.
Cóż zawsze z czymś mam jakiś problem w życiu albo to rodzina, albo znajomi albo ta jedna bardzo bliska osoba.

Jak byłem młodszy to na moim podwórku przez jakiś czas mnie dręczyli bez konkretnego powodu. Nie powiem z czasem z praktycznie każdym się kumplowałem czy przyjaźniłem bo to jednak było się dzieckiem i z wiekiem jest się mądrzejszym. W szkole zawsze sobie dawałem radę bez problemu (nie uczyłem się w ogóle i to 3-4 dostawałem :D). W domu oczywiście wszyscy mnie gnoili i wymagali Bóg wie czego (rodzice po zawodówce bo wtedy się nie opłacało iść na studia a prawda jest jednak inna). Zawsze były i właściwie nadal są teksty "bo gdy ja byłem/am w Twoim wieku..." które mnie szczerze powiedziawszy jeb*ą bo teraz nie jest x lat temu.

Jakoś jak miałem 13 lat (2006 rok) wyjechaliśmy za granicę bo ile wtedy zarobił rzeźnik czy sprzedawca na kasie - w między czasie rodzice jeździli na prace sezonowe itd. - to było dla mnie straszne bo straciłem kontakt ze znajomymi i byłem zmuszony mieć nowych. Od razu mówię ludzie na wyspach są bądź zmieniają się w dziwaków ale do tego wrócę. Miałem tam jakichś znajomych ale to nie było to co chciałem. Wyspiarze to są creepy i nie lubię ich stylu bycia i życia, a Polacy to w większości "polaczkowe janusze". Właściwie od 2006 do 2011 (kiedy to miałem 18 lat) byłem na 2-3 imprezach i pierwszy raz w życiu byłem pijany po maturze do czego też dojdziemy.

Ojciec: ma problem z alko i fajkami. Rzeźnik. Ogólnie jedynak (miał straszne luzy) i człowiek ze wsi. Niby jest z tych ludzi którzy nie zjedzą a dadzą dziecku itd. ale powiedz mu żeby nie pił czy palił to się obrazi... Przez niego już na wyspach nie miałem świąt Bożego Narodzenia 2-3 razy. Ogólnie w Polsce wracał pijany nie raz. Na wyspach jest pijany średnio co weekend - od święta co drugi. Teraz w święta wypił 48 tatr mocnych (okres święta do sylwestra). Ma już 44 lata i dodatkowo jeszcze się o wszystko obraża jak dziecko. Ogólnie nie mam z nim kontaktu na poziomie ojciec-syn. W okresie 13-16 lat był agresywny wobec mnie po pijaku do momentu jak chciał uderzyć matkę i wyskoczyłem na niego. Pogadam z nim o jakimś żużlu czy czymś ale żeby rozmowa się kleiła to nigdy. Po prostu jest mi przykro, że nie widzi swoich błędów i traktuje wszystko normalnie.

Matka: z charakteru jak ja z tym, że nie odpuści i będzie się dopierdzielać do wszystkiego. Choleryczka. Uwielbia wnerwiać ojca jak wypije. Wyzywa go a później lubi dojść do rzucania mikrofalówkami itd. Uwielbia wytykać błędy i wydzierać się jak coś zrobisz jak nie ona to widzi. Natomiast jak jej wypomnisz błąd to zachowanie w stylu, że i tak jesteś zero. bez nałogów ale też ciężka osoba dla mnie. Uwielbia kombinować i nie odpuści niczego (kasa czy cokolwiek) - może i czasem ma racje ale w większości przypadków to virtutti cebulari. Nie daj Bóg żeby ktoś się dowiedział, że auta jakie mają są na kredyt czy co - wyznaje zasadę zastaw się i postaw się.

Moja siostra: w wielu przypadkach jest jak ja. Ogólnie z nią to taka typowa wojna brat vs siostra. Pokłócimy się ale przyjdzie co do czego to jedno stanie w obronie drugiego. Chociaż siostra w trakcie kłótni stawia się za ojcem mimo wszystko. Rodzice raczej siostrę traktują jako przygłupa mimo że jest mądra. Nie ufają jej ani nic.

Ja: No cóż jak na chłopa 22 lata to jestem wrażliwy jak kobieta. Na studia wróciłem do Polski za dziewczyną z którą się rozstałem ponad rok temu :). Staram się być przyjacielski i pomagać jak umiem, chociaż zaczynam się trochę odcinać od ludzi i wolę siedzieć sam bo chyba tak nic nie robię złego nikomu. Nie jestem fanem imprez w klubach - na domówkę jeszcze się wybiorę - ale słucham twardo muzykę klubową (Tomorrowland i podobne klimaty). Strasznie szybko się denerwuję - wystarczy chwila i jestem jak atomówka. Jak mówiłem napiłem się alko pierwszy raz po maturze. Wcześniej nie raz byłem odpowiedzialny za wszystko. Sytuacja: matka na zabiegu usunięcia guza w Polsce, a ojciec nawalony w domu bo mu się włączyła wolność. Chodziłem na 7 do pracy za matkę, na 9 do szkoły i po 17 do kolejnej pracy za nią żeby jej nie wyrzucili. Angielski w domu to tylko i wyłącznie ja bo rodzice "ciężko pracują i nie mają czasu na pierdoły". Ogólnie nie miałem kiedy porobić z siebie gimbusa czy cokolwiek innego bo miałem za dużo na głowie i nie chciałem już do istniejących problemów dowalać nowych.

Będąc na wyspach poznałem byłą dziewczynę i tłukliśmy gadkę przez jakieś 5 lat + niecałe 3 lata byliśmy razem. Niestety ostatnio sytuacja z domu zaczęła mnie prześladować również w Polsce. Przez co zacząłem jak nigdy być nerwowy + jeszcze polski system szkolnictwa wyższego + ja = stres nieziemski. Bałem się ją przedstawiać rodzicom bo nie dość że poznałem ją przez internet (BO LUDZIE SO ŹLI W INTERNETACH) to poprawiała swoją maturę (2 przedmioty) na studia med i o to też się dopierdzielili jak już nie wiedziałem i prosiłem o pomoc żeby ją odzyskać bo byłem tak zdesperowany. Ogólnie ona zostawiła mnie tylko dlatego, że myślała, że się jej wstydzę przez tą maturę... I ogólnie okazało się, że po 2 latach dowiedziałem się nagle co jest źle... jak nigdy wcześniej (chociaż ja nie całowałem się z kimś po pijaku w trakcie związku :) ale być zazdrosną o koleżankę to pierwsza... )

Podsumowanie mnie: Strasznie jestem nerwowy. Mam skoki nastrojów - zwłaszcza po rozstaniu potrafię się śmiać a zaraz później płakać, a jeszcze 5 min później chodzę zły o nic. Staram sobie pomagać siłownią i muzyką np. Rock (AC/DC etc). Ale jestem dość też niekonsekwentny bo chce się czegoś uczyć to zaczynam i nagle przestaje to robić. Miałem robić w domu pompki czy przysiady i w ogóle olałem zalecenia trenera mimo że schudłem i jest lepiej lecz wciąż... I nie znoszę jak ktoś mi mówi co to on nie robił (mój trener mnie gnoi że on to mała córka, żona pierdyliard etatów i ma czas na siłownię a ja jestem człowiek wymówka zwłaszcza odkąd dostałem pracę i mam sztywne godziny i nie mam czasu bo jeżdżę MPK we Wrocławiu i jest ciężko w godzinach szczytu) - porównywanie jest irytujące. I często się użalam nad sobą tak jak teraz...

Ogólnie napisałem tutaj żeby z kimś pogadać, wyżalić się bo nie mam do kogo się zwrócić. Znajomi albo nie mają czasu, albo nie chcą za bardzo o tym ze mną gadać o tych rzeczach... Jakby ktoś miał czas i chęci to dzięki :) Nie stać mnie na psychologa aby sobie porozmawiać a nie chce pewnego dnia dojść do wniosku aby to wszystko zakończyć.

Dzięki! :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 sty 2015, 22:54

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do