Skrzywiona emocjonalnie, witam!

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Skrzywiona emocjonalnie, witam!

Avatar użytkownika
przez agatata 27 lip 2013, 02:46
Witam wszystkich. Mam na imię Agata, mam 19 lat. Nigdy w życiu nie byłam u psychologa, ani u terapeuty. Mam swoje własne "skrzywienia", ale nie wiem czy można je podpiąć pod którąś z chorób psychicznych. Mimo tego bardzo lubię czytać to forum, widzieć jak bardzo jesteście silni, żeby zmieniać samych siebie i jak bardzo serdeczni, aby interesować się i pomagać chociaż w taki internetowy sposób innym ludziom, o podobnych problemach. Dlatego chciałam opisać swój problem i przestać był anonimowa.
Ja jestem w sumie normalną dziewczyną. Wychowałam się w rodzinie, w której bardzo często chwytano po alkohol. Pijani rodzice to widok dość codzienny. Mój ojciec jest bardzo specyficznym człowiekiem. Nigdy jakoś znacząco mnie nie skrzywdził, ale był po prostu dziwny, miał swoje spojrzenie na życie. Był taką wolną duszą, która po prostu nie nadawała się do rodziny. Był również bardzo surowy, ale na mnie akurat to się najmniej odbiło, bo byłam najmłodsza, nie sprawiałam większych problemów. W sumie to lubiłam z nim spędzać czas, nauczył mnie, że słuchanie muzyki to coś szczególnego i fajnego. Tak samo jak długie spacery. No, ale był okropnym pijakiem. W sumie to podobnie jak moja mama, która chyba przejęła to od niego. Jest ona dobrą, ciepłą osobą, której bardzo dużo zawdzięczam. Ale nigdy nie wychowywała mnie tak, jak normalne mamy powinny to robić. Nigdy nie rozmawiałam z nią na żaden poważny temat, no i niczego mnie nie nauczyła. Albo nauczyła mnie tego, że teraz jestem strasznym samoukiem :) Pamiętam, że koleżanki śmiały się ze mnie i dziwiły się, że nie znam podstawowych rzeczy o życiu. Do tej pory mam pewne braki :) Moi rodzice szybko się rozwiedli, ponieważ z ojcem bardzo trudno się żyło. Ciągłe awantury i dziwne, nie do zniesienia akcje. Doszło do tego, że moja mama spała z nożem pod poduszką. Aż w końcu się wyprowadził. Znalazł dobrą pracę, czasem wracał, wysyłał duże paczki na święta. Ale i tak nigdy się nie zmienił. Opiekę nad nami przejęła oczywiście moja mama. Na prawdę bardzo się starała, żeby było nam jak najlepiej. No i niczego nam nie brakowało. Dorastaliśmy od tej pory w spokoju. Ale alkohol w domu nadal był dość częstym gościem. Ja od małego byłam raczej cichym dzieckiem. Zamkniętym w swoim świecie. Byłam bardzo nieśmiała od kiedy pamiętam, nawet pójście do sklepu po ser przynosiło mi wiele trudu. Bałam się rozmawiać z ludźmi. Ale mimo tego byłam raczej radosnym dzieckiem. Taka byłam aż do gimnazjum. Znalazłam tam bardzo otwarte na życie przyjaciółki. Od tamtej pory zaczęłam pracować nad sobą. Stawałam się odważniejsza, kontakty z innymi przynosiły mi już mniej skrępowania. Wpadałam w pierwsze miłości, wszystko szło swoim, dobrym torem. Ale czas mijał, a ja zaczynałam się zmieniać, na gorsze. Gdy poszłam do liceum, zaczęłam zauważać, że ludzie nie są wcale tacy serdeczni i dobrzy, jak uważałam. Przestałam w nich wierzyć. Przestałam wierzyć w przyjaźń, czy w miłość. Zaczęłam mieć wrażenie, że wszyscy chcą mnie oszukać i zranić. Mam tak do teraz. Wtedy moje przyjaźnie zaczęły się wykruszać, a ja zostałam sama. Popadłam w straszny stan. Cały czas byłam zmęczona i przygnębiona. Przestałam jeść. Kilogramy leciały w dół, ja chodziłam jak cień, cały czas chciało mi się płakać bez żadnego powodu. W końcu zaczęły mnie nachodzić myśli samobójcze. To nie tak, że stwierdziłam, ze życie jest beznadziejne i chciałam umrzeć. To samo do mnie przychodziło, jakby sugestie od samej psychiki, że powinnam to zrobić. Od tamtej pory moje życie się zmieniło. Przestałam być radosnym dzieckiem. Zaczęłam dojrzewać, powoli, ale wszystko jakby na nowo zaczęło mi się układać w głowie. Zmieniłam się okropnie. Zaczęłam być bardziej zimna, nie chciałam ufać nikomu. Tak jest do teraz. Właściwie to mam epizody, w których staram się nauczyć na nowo zaufać. Ale zaraz tego żałuję, kiedy po raz kolejny dostaje po d*pie od kogoś mi bliskiego. Na prawdę mało którego człowieka potrafię obdarzyć jakimś uczuciem. A gdy już to się stanie, zazwyczaj ta osoba mnie rani. Bo ciężko ze mną żyć. Jestem specyficzna. Zimna, o czym już wspominałam, potrafię mówić na prawdę podłe rzeczy osobom, które kocham. Potrafię robić podłe rzeczy. Więc zawsze, po raz kolejny i kolejny wracam do samotności. Dodam, że jestem zamknięta w sobie, ale to nie jest tak, że siedzę cały czas w domu i nie spotykam się z ludźmi. Spotykam się, dość często, chodzę na różne imprezy, potrafię rozmawiać (choć nie lubię, zdecydowanie wolę słuchać ludzi), ludzie mi mówią, że jestem bardzo interesująca. Chodzę często na jakieś spotkania i randki. Ale nie jestem zdolna do miłości. Robię to wszystko dla zabawy i dlatego, bo lubię spotykać nowych ludzi i słuchać co mówią. Nie byłam nigdy w poważnym związku. Wszystko było przelotne. Po prostu nie potrafię. Zazwyczaj pie*rzę wszystko w pierwszym miesiąciu. Jest fajnie, jestem zabawną, serdeczną i interesującą dziewczyną, a potem gdy sprawy nabierają poważniejszego tonu, zaczynam coś odwalać, mówić, lub robić złe rzeczy i jakby celowo zniechęcam do siebie ludzi. Facet zaczyna się płoszyć, a ja nie mam mu tego za złe, wręcz oddycham z ulgą. Mówi mi, że jestem dziwna i to mnie rani, ale nie potrafię zachowywać się inaczej. Gdy zaczyna się robić poważniej, ja się strasznie męczę, więc wolę już usłyszeć niemiłe słowa. Więc nadal ta samotność. Zresztą podobnie jest z "przyjaźniami", mało kto ze mną dłużej wytrzymuje. Oprócz wspominanych wcześniej cech, również nie potrafię się troszczyć o ludzi. Nikt mnie nigdy tego nie nauczył. Jakbym nie miała w sobie żadnej empatii, albo i nie, bo może czuję współczucie i żal wewnątrz, ale nie potrafię tego okazać. Kiedyś koleżanka źle się poczuła po alkoholu i zaczęłą mdleć, moja druga koleżanka starała się jej jak najbardziej pomóc, a ja uciekłam. Może nie od razu, ale sytuacja zaczęła mnie przerastać i w końcu nie wytrzymałam i odeszłam... Wiem, że to żałosne, ale nie wiedziałam jak mam jej pomóc. Ona od tamtej pory mnie nienawidzi, a ja nie wiem co mam o tym myśleć. Mam wrażenie, że jestem jakaś skrzywiona emocjonalnie. A z wiekiem zaczynam odczuwać również co raz większe podobieństwo do ojca. Z rodzeństwa tylko ja taka jestem, obojętna na wszystko i dziwna. Mam podobne co on spojrzenie na życie. Teraz nie utrzymuje już z nim żadnego kontaktu, wiem, że siedzi gdzieś zapijaczony na drugim końcu Polski. Odzywa się raz na rok, dzwoni i wygaduje dziwne rzeczy. Nie znoszę go za to. Ostatnio rozmawiałam z nim, poinformował mnie, że co bym nie robiła, to i tak w życiu będę cierpieć. Jak powiedziałam mu, że planuje iść na studia, zdzwiił się i zapytał, czy na pewno uważam, że jestem dość dobra. A co najdziwniejsze, dawno żadne słowa nie dały mi takiego kopa. Ale miałam tak zawsze. Czyjaś pochwała sprawiała, że automatycznie przestawało mi wychodzić, zaczęłam sie krępować samym faktem robienia tego, bo "jak to ja w czymś dobra???". A jeżeli ktoś mówił mi "nie dasz rady, bo jesteś beznadziejna", od razu budził się we mnie sprzeciw i siła do działania. Właściwie to ja lubię robić wszystko na przekór. Dziwne to takie. Zaczełam też zauważać, że tak jak on, bardzo lubię alkohol. Gdybym mogła chodzić pijana codziennie, byłabym przeszczęśliwa. Wolna od tego całego skrępowania, które rujnuje mi życie. Nie jesteś dość dobra, żeby robić to i to. Żeby być taka, jaka chcesz. Mam wrażenie, ze wszystko robię za kare, że to ja jestem zawsze najgorsza, a wszyscy lepsi ode mnie. Każdą najmniejszą porażkę znosze bardzo źle. Wgl jestem okropnie krucha. Byle co, źle ułożony włos, może sprawić u mnie zamknięcie się w pokoju na cały dzień, głodówka i ryk. Zła pogoda wytarga mnie na dworze, a mnie już złapie pustka i tygodniowy dół. Z drugiej strony czasem jestem też bardzo silna. Odporna na krzywdy jakie przynoszą mi ludzie. Po nieudanych "związkach" podnoszę się bardzo szybko, moje "uczucie" bardzo szybko potrafi zmienić się w gardzącą złość. Lub po prostu zlewam na całą sytuacje. Oduczyłam się przywiązywać do ludzi. Nie potrzebne mi to do niczego. Również przeciwności losu znoszę wyjątkowo dobrze. Mam wrażenie, że życie to jakaś układanka. I że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu...
Męczy mnie już tylko ten smutek... Nachodzi dość często i rujnuje wcześniejsze spojrzenie na tą całą rzeczywistość. Bardzo często płacze bez żadnego powodu i potrafię ryczeć przez całą noc. Albo patrzę w lustro i tak bardzo nienawidzę tego, co widzę... Nie jestem brzydką osobą, słyszałam ogrom komplementów w życiu. Ale często nienawidzę siebie. Aż mam ochotę zedrzeć z siebie skórę, albo w jakiś sposób się skrzywdzić. Zazwyczaj wtedy przestaje jeść i egzystuje na samej kofeinie. Dodam, że nigdy nie miałam jakiś schiz na punkcie wagi, nigdy nie chciałam schudnąć... Ale jak jestem taka osłabiona i mam mroczki przed oczami, a ręce latają po kawie, to jakoś mi lepiej. Wiem, że to dziwne. Cała jestem dziwna. Sama siebie ciągnę w dół. I zdaję sobie z tego sprawę. Ale czasem tak trudno jest walczyć, o wiele prościej jest przestać jeść i ryczeć godzinami pod prysznicem. Jestem samotna i to również mnie męczy. W głębi duszy jestem dobrą osobą, wiem to. Potrafię się postarać. Ale potrzebowałabym bardzo cierpliwych ludzi. Chciałabym móc powiedzieć "kochaj mnie, mimo wszystko" i wiedzieć, że ta osoba nigdy nie zrezygnuje. Ale tak się nie da i rozumiem to. Więc nie chce już nic oczekiwać od innych. I od siebie również. Wolę zakończyć znajomość, zanim się jeszcze nie rozwinęła. Często jak spotkam kogoś na prawdę fajnego, to mam wrażenie, że to jakieś żarty i że ta osoba chce mnie tylko wykorzystać. Jeżeli spotykam się z kimś i poczuje się chociaż przez moment zazdrosna (a nawet zazwyczaj nie potrzebuje do tego żadnego, konkretnego powodu, często po prostu sobie wkręcam jakieś dziwne rzeczy), to automatycznie odpuszczam, odwracam się na pięcie i uciekam. Jasne, nie zależy ci na mnie, to oczywiste. Nigdy bym czegoś takiego nie powiedziała, bo nie potrafię mówić o uczuciach (nawet bliskim mi osobom), ale takie słowa wtedy tłuczą mi się bezustannie w głowie. Mam OGROMNY problem z wiarą w siebie. Nie wiem co to wgl znaczy, wierzyć w siebie. Często mam wrażenie, że jestem tylko małym, wstrętnym robakiem, który cały świat i reszta ludzi może z łatwością wgnieść w ziemie. I właściwie to najlepiej, jakby mnie nie było.. Myśli samobójcze już mnie tak nie nawiedzają, ale wiem, że mogłabym to zrobić. Mam wrażenie, że nie mam nic do stracenia w życiu. I że jestem tutaj zbędna. Takie rzeczy krążą mi po głowie bardzo, bardzo często. Jeszcze bezsenność. Dla mnie to norma. Potrafię do rana wgapiać się w sufit i wsłuchiwać się we własne, okropne myśli, które wirują mi w głowie. Do tego nieustające uczucie zmęczenia. I nie wiem co powinnam z tym robić. Czasem nachodzi mnie myśl, że może jednak jestem na coś chora i że to się da leczyć. I że mogę być jakaś normalniejsza i chociaż wierzyć, że będzie lepiej, że będę szczęśliwa. Ale nie wiem. Bałabym się iść do psychologa, otworzenie się przed obcym to dla mnie katorga. Nie wiem co mam robić. Jak na razie egzystuje sobie i podczytuje to forum. Wątpię, że ktoś doczytał te bzdury do końca. Mimo wszystko dzięki za to, co tutaj piszecie, że wspieracie innych. I pozdrawiam was, Agata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 lip 2013, 01:58

Skrzywiona emocjonalnie, witam!

przez Saraid 27 lip 2013, 02:57
Witaj na forum moze z czasem uda Ci sie otworzyc bo terapia By Ci sie przydala poki co fajnie,ze jestes z nami.
Saraid
Offline

Skrzywiona emocjonalnie, witam!

przez essprit 27 lip 2013, 10:30
Przeczytałam do końca ;)

Jak najbardziej polecam terapię ! Myślę, że dużo byś mogła zmienić i osiągnąć w terapii.
I jak dla mnie - dobrze by było gdybyś zaczęła już ... po co "czekać" i marnować czas.
A sama terapia jest trudna, nie jesteś wyjątkiem ;) - dla każdego to jest trudne iść do obcej osoby i mówić o sobie.
Offline
Posty
1421
Dołączył(a)
14 gru 2008, 13:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Skrzywiona emocjonalnie, witam!

Avatar użytkownika
przez Bonus 27 lip 2013, 15:09
Ja też, przeczytałem wszystko, co opisałaś i to wszystko jest u Ciebie smutne...Na tym forum, jest coraz więcej takich ludzi, mających ogromne problemy, zarówno emocjonalne, jak i psychologiczne.
Ale myślę, że sobie z tym jakoś dasz radę i wyjdziesz z tego. Chociaż, to bardzo trudna droga...ale jest możliwość.

Fajnie, ze tu jesteś.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Skrzywiona emocjonalnie, witam!

Avatar użytkownika
przez Mihau 29 lip 2013, 14:42
Witaj! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
264
Dołączył(a)
04 lis 2012, 14:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do