Brak emocji, odczuć...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez magic 24 gru 2007, 01:40
ja nie czuje nic...dla mnie to katastrofa jutro wigilai aspędze ją sam tak będzi elepiej dla mnie i dla rodziny nie rozumiem tego totalny zanik funkcji seksualnych od 2-3 lat nie wiem co sie dzieje a powiedzcie mi czy jak jestem swiadomy tego co mam to nie mam np schizofreni ,psychozy??

bo dużo czytam i taka bladosc emocjonalna to tez objaw schizofreni a niby mam zaburzenia osobowości...lekarz w szpitalu powiedział ze emocje wrócą jak dostąd nie wróciły t apustka w głowie mnie wykonczy nawet jak dotykam swojego penisa to nic nie czuje ma ktoś tak leków ni ebiore więc o skutkach ubocznych nie ma mowy a depesja też to raczej nie jest

moje zycie to ruina to tragedia nikt nie potrafi mi pomóc byłem u tylu lekarzy i sie poddałem...

przepraszam... :(
magic
Offline

przez Pstryk 24 gru 2007, 14:08
żadna, cóż, wróciły. Same się znalazły. Ale z kolei jest ich tak wiele na raz, że sama nie wiem, czy brak ich odczuwania nie był lepszy :lol:
W moim przypadku ich powrót wywołały wielkie zmiany, jakie zaszły w moim życiu niecałe dwa miesiące temu. Jedyny wniosek, jaki wysnuwam z tego to taki, że znajdowałam się pod wielką presją starego związku. Zagmatwanie, poplątanie i masa przeciwstawnych uczuć w tamtym okresie spowodowały blokadę całkowitą. Nie chcą ranić partnera, obawiając się przyszłości, brak wiary w siebie, strach przez zmianami... najpierw miałam niesamowitą huśtawkę, aż w końcu totalny brak uczuć. Życie samo się potoczyło jak się potoczyło, więc problem znikł, ale ja nadal nie rozumie mechanizmu braku uczuć.
Powiem Wam tylko, że napierając na siebie i złoszcząc się za brak odczuwania pogarszacie swoją sytuację, ponieważ całą winą za ten stan obarczacie siebie. Natomiast nic nie dzieje się bez przyczyny. Dobrze więc przyglądnąć się temu stanowi i spróbować dopatrzyć się winy w Waszej sytuacji życiowej. Tam też znajdziecie sposób na odzyskanie uczuć.
Pozdrawiam.
Pstryk
Offline

przez Pstryk 29 gru 2007, 10:00
Bywa i tak Polina, ale zdarza się, że przyczyny mają charakter zaburzeń neuroprzekaźników lub tym podobnych problemów fizycznych. Bo ze mną po części tak było. Miewałam omamy i coś w rodzaju wizji na jawie, które były bardzo nieprzyjemne i wiązały się z nimi reakcje otoczenia, ponieważ niejednokrotnie zdarzały mi się w biały dzień, wśród ludzi. Do tego koszmarne sny. Myślę, że to już wtedy zaczęły się moje problemy z odczuwaniem. Zaczęłam po prostu nie czuć, aby nie pogarszać swojego stanu. Ale zaczęłam również leczyć te zaburzenia, musiałam co prawda zażywać leki, ale z czasem omamy i koszmary przestały mnie nękać, natomiast lęk, że znowu coś mi się przydarzy został. Potem, gdy doszły problemy natury osobistej, związane z byciem w 'toksycznym związku', zaczęłam stosować tę samą metodę 'ulżenia sobie'. I tak, nie wiedząc nawet kiedy i jak, przestałam odczuwać w ogóle.
Pstryk
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez staruszek28 18 sty 2008, 10:31
Wielki napisał(a):ja nie czuje nic...dla mnie to katastrofa jutro wigilai aspędze ją sam tak będzi elepiej dla mnie i dla rodziny nie rozumiem tego totalny zanik funkcji seksualnych od 2-3 lat nie wiem co sie dzieje a powiedzcie mi czy jak jestem swiadomy tego co mam to nie mam np schizofreni ,psychozy??

bo dużo czytam i taka bladosc emocjonalna to tez objaw schizofreni a niby mam zaburzenia osobowości...lekarz w szpitalu powiedział ze emocje wrócą jak dostąd nie wróciły t apustka w głowie mnie wykonczy nawet jak dotykam swojego penisa to nic nie czuje ma ktoś tak leków ni ebiore więc o skutkach ubocznych nie ma mowy a depesja też to raczej nie jest

moje zycie to ruina to tragedia nikt nie potrafi mi pomóc byłem u tylu lekarzy i sie poddałem...

przepraszam... :(


Kolego nie załamuj się. Nie jesteś sam... Nie wiem czy Cię to pocieszy czy nie, ale mam podobnie. Nie mogę uprawiać sexu bo mi nie staje już od 2 lat chyba - czasami mi się uda przy porannym wzwodzie - ale to tylko masturbacja. Mam bardzo wyrozumiałą partnerkę teraz która chce mi pomóc. Tak mocno ją kocham, że czasami mam uczucie że źle robię będąc z nią bo ona sie przy mnie marnuje. Mam straszne problemy ze snem, chodzę na terapie, pochłaniam leki i nic. Jestem impotentem. Nie mogę odblokować umysłu. Lekarz mówi że jest szansa, tylko potrzeba cierpliwości, ale ile można czekać??? U mnie zaczęło się przez tragedię rodzinną która ciągnie się w sumie do dziś i od której nie mogę się uwolnić...
Nic mi się nie chce, zmuszam się do wizyt u rodziny... Ale najgorszy jest całkowity brak odczuwania przyjemności... Moja kobieta strasznie mnie pociąga - ale współżycie kończy się na tym że to ja ją zaspokajam i później leżę obok, gdy ona śpi i rozmyślam o tym jaki jestem zepsuty i bezwartościowy... Nie wiem sam czy już sie oswoiłem z tymi myślami czy nie ale od dłuższego czasu brak poprawy...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
18 sty 2008, 10:03

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 sty 2008, 11:44
Staruszku28, najgorsze co możesz zrobić, to poddać się.
Lekarz powiedział Ci co jakie jest przyczyną Twoich zaburzeń wzwodu - blokada psychiczna.
Spróbuj bardziej zrelaksować się przed stosunkiem - poproś partnerkę o masaż relaksacyjny, weź ciepłą kąpiel, lub nawet (wiem, że to zabrzmi paradoksalnie) krótka drzemka może zregenerować siły organizmu wyczerpanego stresem - jednym słowem postaraj się zrelaksować.

Nie rezygnuj, nie zniechęcaj się. Jeśli dajesz z siebie wszystko, by na terapii zrozumieć przyczyny i metody walki z Twoją blokadą, to poprawa nadejdzie :!:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez staruszek28 18 sty 2008, 14:24
Dziękuję za słowa otuchy... Z tą drzemką to jest tez spory problem bo cierpię na bezsenność... niby zamykam oczy ale nie śpię tylko w głowie mi się kłębi tona myśli... Chyba kończy mi się cierpliwość po prostu, leki uspokajające już na mnie nie działają, xanax to już dla mnie witamina c, po hypnogen sięgam tylko jak już nie daję rady z wyczerpania ale po nim śpię 2-3 godziny i budzę się zlany potem, serce wali jak szalone. Jem melatoninę, piję herbatę z melissą, jakieś krople, biorę teraz jeszcze jakieś kapsułki natursteron, libidin, amorecaps itp na podniesienie libido ale na razie bez zmian. Póki co to robię się tylko coraz bardziej nerwowy... I myślę czy nie będzie lepiej jak będę po prostu sam... Mam niby starać się myśleć optymistycznie ale coś mi to nie wychodzi. Ogólnie to nie daję po sobie poznać że mam jakieś problem, niby w pracy wyglądam na wesołego, lubię czasem pożartować powygłupiać się... ale za chwile jest dół jak rów mariacki... Ponoć taki stres i nerwica wpływa negatywnie na cały układ nerwowy włącznie z receptorami, odbieraniem bodźców fizycznie - to tłumaczy problemy łóżkowe i coraz wyższy próg bólu - tatuaż to dla mnie pestka... No nic trochę się rozpisałem, łatwiej jest tutaj na forum niż przed kobietą czy lekarzem. Pozdrawiam wszystkich.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
18 sty 2008, 10:03

przez magic 18 sty 2008, 14:32
staruszkek28 może poklikalibyśmy na gg o tym problemie zaburzeń seksualnych?na pw byśmy se przesłali numery co ty na to?
magic
Offline

przez staruszek28 19 sty 2008, 03:27
nie ma sprawy kolego. Podam ci numer gg na prv. Pozdrowienia
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
18 sty 2008, 10:03

tak samo mam!!!

przez maggie78 03 kwi 2008, 18:19
Hej, mam dokladnie to samo, z tym ze nie codzien... wczoraj byl ze mne klebek nerwow, dygotalam, drzalam, caly dzien przeplakalam... pozniej wygadalam sie do przyjaciela, musialam wziac lek uspokajajacy i dzisiaj rano budze sie ....zero odczuc! do tego stopnia ze jakby teraz na ulicy na moich oczach kogos potracil samochod to pewnie by mnie to nie ruszylo... wiem o czym piszecie! I zgadzam sie ze to reakcja obronna organizmu na stres... po prostu sa moze momenty ze nasz mozg wie, ze juz wiecej nie przyjmie i wylacza przekazniki...po to aby sie cialo i umysl zrelaksowalo... mialam tak juz kilka razy, czasem trwa pare godzin, czasem kilka dni..ale zawsze wraca..z tym ze wracaja tez odczucia, te negatywne, wiec tez juz nie wiem co lepsze.... teraz wlasnie tak mam, chodze jak robot, staram sie relaksowac i wiem ze to w koncu minie... to nie schizofrenia... chyba... u mnie to raz nerwy, raz depresja to powoduja... glowy do gory, MUSI BYC LEPIEJ!
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 mar 2008, 19:00

Re: Brak emocji, odczuć...

przez olo20 16 wrz 2009, 13:08
Mam podobnie. Na ogół w ogóle nie czuję, że żyję, czuję się, jakby to wszystko, co się dzieje naokoło było jakimś filmem. Już parę lat temu ludzie, z którymi mam do czynienia, mówili mi, że jestem "bez emocji" i mówię, jakbym czytał, jak zdarta płyta... Czasami też zdarzało mi się mówić wesołym głosem smutne rzeczy i na odwrót. Nie czuję żadnych ambicji ani emocji... Po lekach antydepresyjnych zacząłem odczuwać smutek, poza tym czuję jeszcze czasami silny lęk wśród innych ludzi... I to wszystko. Nie potrafię wejść w niewymuszone, spontaniczne interakcje z innymi (o podnieceniu seksualnym nie ma mowy). :/
"Dajcie mocny napój ginącemu i wino strapionemu na duchu!Niech piją i zapomną o nędzy i nie pomną już swojego trudu". Przypowieści, 31:6-7
Offline
Posty
73
Dołączył(a)
06 maja 2009, 23:50

Re: Brak emocji, odczuć...

przez Pstryk 24 wrz 2009, 10:16
Bozzzz jak bym chciała nie czuć choć na chwilę.... to o czym piszecie powstaje na skutek splątania uczuć - przychodzi moment, że burdel w głowie i sercu jest już tak wielki, że jedynie obojętność pozostaje. Właśnie się przed tym bronię. Frustracja narasta. Staram się jeszcze rozplątać to całe kłębowisko ale czuję, że przegrywam. Już przechodziłam przez to co Wy - choć z tym nadmiarem uczuć jest też ciężko i niesympatycznie - jednak to nie jest dobre wyjście, to nie jest dobry sposób na poradzenie sobie z własnymi uczuciami i słabościami. Szykuje mi się znowu terapia... to słowo ostatnio często przemyka mi przez głowę ale gdy się pojawia, czuję się jak bym przegrała - znowu. Bo już tyle mam za sobą... naprawdę nie chce mi się znowu przez leczenie przechodzić... Ile można?
Pstryk
Offline

Re: Brak emocji, odczuć...

przez kam111 18 paź 2009, 23:46
Witam, wszystkich.

U mnie podobnie tyle, ze nie jest to od niedawna, a odkad pamietam (podstawowka? moze wczesniej). Wszystkie sukcesy i porazki, tak jakby nie byly moje, usmiecham sie juz mechanicznie, nieraz bywa to meczace i irytujace ale umiem sie opanowac i nie pokazywac tego. Wiekszosc rzeczy albo i wszystko mnie nudzi, wychodze albo na uczelnie, do sklepu lub zeby pobiegac czasami w nocy. Koncerty, dyskoteki, gdzie juz nawet nie mam zamiaru chodzic, a bylem tylko pare razy, czy zwykle wyjscie na piwo z ludzmi z klasy jest tylko meczace, po prostu nie widze sensu w tym wszystkim, co do 'mysli samobojczych' przechodzilem przez to, szybko minelo i nawet to nie ma sensu dla mnie. Totalna pustka i powtarzanie wszystkiego w kolko.

Przepraszam za nie uzywanie polskich znakow, ale to przez to, ze nie mam zainstalowanej polskiej klawiatury.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
18 paź 2009, 22:24

Re: Brak emocji, odczuć...

Avatar użytkownika
przez sebastian86 19 paź 2009, 00:18
hej no ja mam te zobojetnienie juz kupe czasu i zyje jak android chyba...bez uczuc , bez reakcji na dotyk i inne czynniki...

[Dodane po edycji:]

hej jak tam anhedonisci sobie radzicie?
We Are The Champions 2016(L)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2253
Dołączył(a)
11 gru 2008, 12:15
Lokalizacja
gdzies pod wawą

Re: Brak emocji, odczuć...

przez liQuidream 16 gru 2010, 22:03
Każdy z was miał kiedyś emocje, z czasem zostały utracone. Czuje, że powoli zaczynam mieć to samo. Brak akceptacji, codzienny stres, zamartwainie się, brak miłości, to wszystko może prowadzić do jednego, brak chęci do życia, może ktoś myślał już o samobójstwie( niestety mnie to spotkało ) najprawdopodobniej "ukryta" depresja... Ja pragnęłam czuć cierpienie, nie pamiętam kiedy czułam radośc, cierpienie, uwielbiam pomagać innym, doradzac, mimo iż nie wiem jak się czują.. nie potrafie.. a najgorsze jest to, że nie chcę o tym z nikim rozmawiać nikomu o tym mówić, bo wiem, że nikt mnie nie zrozumie, albo powie kilka słow, a ja się zdołuję, że po prostu powiedział, bo nie miał co innego mówić.. i zaczniemy inny temat, a dla mnie to nie jest proste. Czułam cierpienie, po żałobie po wszystkim co sie dało, czułam jakby mnie jakaś kara spotykała, nie potrafiłam odwzajemnić uczuć dla kogoś bliskiego, jakby mnie coś blokowało, aż w końcu ta osoba znalazła sobie kogoś innego, a opowiadania jak im cudownie, nawet mnie nie ruszają... a powinnam czuć chyba zazdrość? A ja NIC nie czuję, czułam, już nie.. to wszystko zanika, boję się, że już całkiem przestane czuć cokolwiek, teraz pozostał już tylko smutek.. Nie wiem jak to się leczy, czlowiek bez uczuć, nie chce nigdzie wychodzić, a jak odnaleźć uczucia, emocje, bez innych ludzi?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 gru 2010, 21:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do