Problem w malżeństwie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez Bonus 30 maja 2016, 14:56
Gdyby takie dziewczyny miały poukładane w głowach, to tak by się nie zachowywały.
Ważne jest to, co się w głowie dzieje u takich dziewczyn.
Skoro one tak się zachowują, to są i faceci, którzy to u tych dziewczyn wykorzystują. Bo takim dupkom i typom zależy tylko na "przespaniu się" z dziewczynami i wykorzystaniu seksualnie.
Nie w każdym przypadku tak jest, ale jest. Tacy faceci na tym korzystają, że dziewczyny są naiwne, głupie i same się dają wykorzystywać.

A potem, jak przychodzi co do czego, to "ale przecież ona sama mi wlazła do łóżka? Ja jej do niczego nie zmuszałem, a teraz ma pretensje do mnie".
Potem się obwiniają za to, że ktoś kogoś wykorzystał.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Problem w malżeństwie

przez the_new_hope_not 30 maja 2016, 15:05
Cały czas próbuję Ci wyjaśnić, że to nie jest efekt głupoty czy naiwności. To świadomy wybór lepszego faceta. Dziewczyny wolą się męczyć z "łobuzem" niż nudzić z "pierdołą". Denerwuje mnie usprawiedliwianie dziewczyn rzekomym wykorzystywaniem ich braku doświadczenia czy czego tam jeszcze. One wiedzą czego chcą. Zobacz, że nawet na tym forum, ale to nie wyjątek a norma, jest mnóstwo dziewczyn, które wolą męczyć się z narkomanami, kryminalistami czy zwykłymi "dupkami" niż związać z molami książkowymi, czy miłymi i grzecznymi misiami. Wolą płakać, lamentować, zamartwiać się niż nudzić. Nie zmienisz preferencji kobiet i jeśli chcesz być dla nich atrakcyjny to sam musisz się zmienić.
the_new_hope_not
Offline

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez Michellea 30 maja 2016, 16:43
Czy ktoś z modów mógłby usunąć ten OT? Autorka wątku opisała tu swój przypadek i już się chyba nie wypowiada, a zamiast tego jest kolejna dyskusja na temat tego jakie to kobiety są be, niedobre, lubią nieudaczników, a nas, super-facetów olewają. Już pierdyliard innych wątków jest od tego typu dyskusji :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2206
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez NN4V 30 maja 2016, 20:42
Michellea napisał(a):Czy ktoś z modów mógłby usunąć ten OT? Autorka wątku opisała tu swój przypadek i już się chyba nie wypowiada, a zamiast tego jest kolejna dyskusja na temat tego jakie to kobiety są be, niedobre, lubią nieudaczników, a nas, super-facetów olewają. Już pierdyliard innych wątków jest od tego typu dyskusji :roll:

Nie wygłupiaj się - wszak to eksperci od związków z kobietami, z długoletnią praktyką. Nie czujesz głębi ich przemyśleń w temacie moralności, czyli co wolno kobiecie, czego nie? :lol:
A jacy błyskotliwi intelektualnie. :mrgreen:
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4341
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Problem w malżeństwie

przez the_new_hope_not 30 maja 2016, 20:46
Michellea napisał(a):Czy ktoś z modów mógłby usunąć ten OT? Autorka wątku opisała tu swój przypadek i już się chyba nie wypowiada, a zamiast tego jest kolejna dyskusja na temat tego jakie to kobiety są be, niedobre, lubią nieudaczników, a nas, super-facetów olewają. Już pierdyliard innych wątków jest od tego typu dyskusji :roll:

Wręcz przeciwnie. Wszak piszę wyraźnie, że kobiety wolą super facetów a nas - nieudaczników - omijają szerokim łukiem :smile:
the_new_hope_not
Offline

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez Michellea 30 maja 2016, 22:28
A co rozumiesz przez nieudacznika? Tego mola książkowego, z którym rzekomo kobiety nie chca być? Nieważne czy nazwiesz się super facetem czy nieudacznikiem. Strasznie tu generalizujecie, rozkładacie kobiety i ich psychikę na czynniki pierwsze. To jest krzywdzące i nieprzyjemne. Poza tym to nie jest odpowiedni dział, a wątki do pomstowania na kobiety, analizowania motywów ich działań i użalania się nad własnym losem już są. Btw denerwują mnie te wątki, ale każdy ma prawo mieć swoje poletko, ale dobrze by było gdyby ono się nie rozlewało na inne wątki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2206
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Problem w malżeństwie

przez czekolada123 10 cze 2016, 20:58
Hej. ostatecznie zabrałam wszystkie moje rzeczy. Dawałam mężowi dużo szans, siedziałam sama gdy on był z rodzinka, czekałam na niego... Nie przyszedł, dopiero jak przyjechałam po resztę moich rzeczy, łaskawie pan przyszedł... Oczywiście miał same pretensje do mnie... Ta rozmowa nie miała sensu, on ciagle do mnie krzyczał, w rezultacie kazał mi zostać tam na sile... Najpierw kazał mi sie wyprowadzić, a pózniej mówił ze skoro jestem jego żona to mam tam zostać...
Oczywiście nie uległam, zabrałam wszystkie rzeczy i powiedziałam, ze nie wroce tam nigdy więcej! Ze jak to przemyśli to mozemy wrócić do rozmowy, ale juz na moich warunkach...

Ja myśle, ze on jest ciagle pod wpływem rodziny... Oni każą mu tak robic, każą zeby mi pokazał ze to on rządzi... Ze on ma nade mną władze, a ja sie nie dam...

Jak wyjeżdżałam to powiedział do mnie, ze nowe życie przede mną :/
A pózniej sie popłakał...
I co ja mam myślec?
Czy on w koncu zrozumie jak posiedzi sam... Jak zobaczy, ze tym razem nie ma nadziei na to, ze tam wroce bo wzielam wszytko...
Czy rodzinka go nabuntuje, zeby sie rozwiódł?

Ehh... Strasznie mi cieżko :( najgorzej ze odbija sie to na naszym dziecku
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
14 kwi 2016, 19:39

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez agusiaww 12 cze 2016, 10:57
czekolada123, skoro siedzi z rodzinka to mu dobrze, moze uzalezniony a moze nie, tylko po prostu z mamusia mu najlepiej. Ty sie skup na dziecku a nie trac zycia na faceta, jak sie rozwiedziesz to tez nie jest koniec swiata chociaz teraz tak myslisz...sama przeciez napisałas ze z nimi nie wytrzymujesz, a to tez odbija sie na dziecku.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Problem w malżeństwie

przez czekolada123 12 cze 2016, 18:38
Myślicie, ze on moze w końcu zrozumie ze tak sie nie da skoro kategorycznie zabrałam wszystkie moje rzeczy?
Czy już teraz odpuści ? Bedzie myslal, ze to moja decyzja o rozejsciu?
Ale ja próbowałam... Probowalam z nim rozmawiać ;(
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
14 kwi 2016, 19:39

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez agusiaww 12 cze 2016, 20:18
czekolada123, ja byłam z facetem zareczona i tez długo sie łudziłam ze sie zmieni, zacznie zalezec itd. normalka. Tyle, ze jak ktos uzalezniony od rodzinki, nie kocha to nic z tym nie zrobisz, to długa i bolesna nauka. Nadzieja umiera ostatnia, mi zrozumiene tego zajeło kilkanascie dobrych mcy, patrzac wstecz mysle ze bylam koncertowa idiotka, taka prawda. Teraz mam meza, dziecko ale gdyby mi wykrecił jakis numer to bez wahania wystawiam mu manatki za drzwi, zyje z dzieckiem. Lepiej zyc samej z dzieckiem niz w byle jakim zwiazku w ponizeniu. U Ciebie trudno powiedziec, ale skoro sie wyprowadzilas a facet olał, dał odejsc itd to widocznie mu raczej nie zalezy. Nie napisze ze wroci/nie wroci bo sa rozne zyciowe rozwiazania i niewiadomo, ale raczej to dobrze nie rokuje, skoro zyczył powodzenia.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez iiwaa 17 cze 2016, 01:03
NN4V napisał(a):
Michellea napisał(a):Czy ktoś z modów mógłby usunąć ten OT? Autorka wątku opisała tu swój przypadek i już się chyba nie wypowiada, a zamiast tego jest kolejna dyskusja na temat tego jakie to kobiety są be, niedobre, lubią nieudaczników, a nas, super-facetów olewają. Już pierdyliard innych wątków jest od tego typu dyskusji :roll:

Nie wygłupiaj się - wszak to eksperci od związków z kobietami, z długoletnią praktyką. Nie czujesz głębi ich przemyśleń w temacie moralności, czyli co wolno kobiecie, czego nie? :lol:
A jacy błyskotliwi intelektualnie. :mrgreen:


A mnie interesuje zupełnie coś innego.
Ten brak zaufania w związku, to gadanie (w małżeństwie!!!), że jakby coś to niech spier....., wystawię mu walizki, tego mu nie wolno, to mu wolno, a co ci zrobię jak mnie zdradzisz itd.
Może ja jestem już niemłoda, ale naprawdę nie wiem, jak można funkcjonować w takiej atmosferze. I czytam takie wypowiedzi dość często.
Zawsze myślałam, że związek opiera się na wzajemnym zaufaniu, a nie na przypominaniu, co będzie, jak coś przeskrobiesz. Bo w dobrym związku ludzie się nie zdradzają. I zawsze myślałam, że przecież ślubowaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe, to coś ta przysięga znaczy. Jako że jesteśmy niewierzący to przysięgaliśmy sobie, a nie abstrakcyjnemu bytowi. Sobie wzajemnie i sobie samym wewnątrz również. Ale - po co niektórzy przysięgali, jeśli nawet nie chcą dbać o to małżeństwo? Przecież mąż/żona i udane małżeństwo to najcenniejsza rzecz, jaką można mieć w życiu.
Gdyby mi mąż powiedział (np. przed służbowym wyjazdem), że jak go zdradzę to coś tam, albo że mam nie oglądać się za innymi mężczyznami, to - choć nigdy nie podniosłam na nikogo ręki, ani tym bardziej na męża i uważam że to złe - dostałby w twarz. Tak samo ja nie wyobrażam sobie upominać go w ten sposób, zwłaszcza prewencyjnie. To obraża drugą osobę. Jak w ogóle zaakceptować drugą osobę i siebie samego w tym związku, skoro zakłada się, że możecie sobie coś "wywinąć". Owszem, ludzie popełniają błędy, ale nie potrafiłabym zakładać, że mąż mnie może zdradzić albo że ja mogę zdradzić jego. I mąż ma do tego podobne podejście - zdrada to nie jest błąd, jest to w pełni umyślne działanie. Zawsze się śmieje, kiedy ktoś kto zdradził mówi, że popełnił "błąd" - bo błąd sam w sobie zakłada pewną błędną diagnozę oraz nieprawidłową prognozę, o czym tu w ogóle nie może być mowy, więc to jest zwyczajne działanie w złej wierze.
Po co się wiązać, jeśli zakładamy, że to może się w każdej chwili rozpaść?
Naprawdę nie wiem, jak można tak funkcjonować. Ja bym się wykończyła psychicznie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2019
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez Michellea 17 cze 2016, 01:21
iiwaa napisał(a):A mnie interesuje zupełnie coś innego.
Ten brak zaufania w związku, to gadanie (w małżeństwie!!!), że jakby coś to niech spier....., wystawię mu walizki, tego mu nie wolno, to mu wolno, a co ci zrobię jak mnie zdradzisz itd.
Może ja jestem już niemłoda, ale naprawdę nie wiem, jak można funkcjonować w takiej atmosferze. I czytam takie wypowiedzi dość często.
Zawsze myślałam, że związek opiera się na wzajemnym zaufaniu, a nie na przypominaniu, co będzie, jak coś przeskrobiesz. Bo w dobrym związku ludzie się nie zdradzają. I zawsze myślałam, że przecież ślubowaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe, to coś ta przysięga znaczy. Jako że jesteśmy niewierzący to przysięgaliśmy sobie, a nie abstrakcyjnemu bytowi. Sobie wzajemnie i sobie samym wewnątrz również. Ale - po co niektórzy przysięgali, jeśli nawet nie chcą dbać o to małżeństwo? Przecież mąż/żona i udane małżeństwo to najcenniejsza rzecz, jaką można mieć w życiu.
Gdyby mi mąż powiedział (np. przed służbowym wyjazdem), że jak go zdradzę to coś tam, albo że mam nie oglądać się za innymi mężczyznami, to - choć nigdy nie podniosłam na nikogo ręki, ani tym bardziej na męża i uważam że to złe - dostałby w twarz. Tak samo ja nie wyobrażam sobie upominać go w ten sposób, zwłaszcza prewencyjnie. To obraża drugą osobę. Jak w ogóle zaakceptować drugą osobę i siebie samego w tym związku, skoro zakłada się, że możecie sobie coś "wywinąć".

Ogólnie to się zgadzam. Tylko drobna uwaga:

iiwaa napisał(a):Jako że jesteśmy niewierzący to przysięgaliśmy sobie, a nie abstrakcyjnemu bytowi.

Wierzący też przysięgają sobie (w końcu "ślubuję Ci", a nie Bogu), mało tego nawet sami udzielają sobie nawzajem ślubu (ksiądz jest od potwierdzenia jego ważności).

iiwaa napisał(a):Zawsze się śmieje, kiedy ktoś kto zdradził mówi, że popełnił "błąd" - bo błąd sam w sobie zakłada pewną błędną diagnozę oraz nieprawidłową prognozę, o czym tu w ogóle nie może być mowy, więc to jest zwyczajne działanie w złej wierze.

Myślę, że wtedy chodzi o błąd w znaczeniu czegoś, co się zrobiło, czego się żałuje, co przyniosło złe skutki, takie niewłaściwe postępowanie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2206
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez salir 17 cze 2016, 09:55
czekolada123 napisał(a):Myślicie, ze on moze w końcu zrozumie ze tak sie nie da skoro kategorycznie zabrałam wszystkie moje rzeczy?
Czy już teraz odpuści ? Bedzie myslal, ze to moja decyzja o rozejsciu?
Ale ja próbowałam... Probowalam z nim rozmawiać ;(


Znam podobny przyklad moich znajomych...ona uciekla z malutkim dzieckiem z domu tesciow ...przez okolo 2 miesiace zadnego kontaktu miedzy nimi nie bylo.. ona byla twarda i on tez do pewnego momentu...az przyszedl i powiedzial, ze wynajal mieszkanie i to ponad 100 km od tesciow...znalazl tam prace i zyja juz tak ponad 10 lat...mozna...zycze tego i Tobie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1389
Dołączył(a)
25 kwi 2016, 20:08

Problem w malżeństwie

Avatar użytkownika
przez iiwaa 17 cze 2016, 10:37
Michellea napisał(a):
iiwaa napisał(a):A mnie interesuje zupełnie coś innego.
Ten brak zaufania w związku, to gadanie (w małżeństwie!!!), że jakby coś to niech spier....., wystawię mu walizki, tego mu nie wolno, to mu wolno, a co ci zrobię jak mnie zdradzisz itd.
Może ja jestem już niemłoda, ale naprawdę nie wiem, jak można funkcjonować w takiej atmosferze. I czytam takie wypowiedzi dość często.
Zawsze myślałam, że związek opiera się na wzajemnym zaufaniu, a nie na przypominaniu, co będzie, jak coś przeskrobiesz. Bo w dobrym związku ludzie się nie zdradzają. I zawsze myślałam, że przecież ślubowaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe, to coś ta przysięga znaczy. Jako że jesteśmy niewierzący to przysięgaliśmy sobie, a nie abstrakcyjnemu bytowi. Sobie wzajemnie i sobie samym wewnątrz również. Ale - po co niektórzy przysięgali, jeśli nawet nie chcą dbać o to małżeństwo? Przecież mąż/żona i udane małżeństwo to najcenniejsza rzecz, jaką można mieć w życiu.
Gdyby mi mąż powiedział (np. przed służbowym wyjazdem), że jak go zdradzę to coś tam, albo że mam nie oglądać się za innymi mężczyznami, to - choć nigdy nie podniosłam na nikogo ręki, ani tym bardziej na męża i uważam że to złe - dostałby w twarz. Tak samo ja nie wyobrażam sobie upominać go w ten sposób, zwłaszcza prewencyjnie. To obraża drugą osobę. Jak w ogóle zaakceptować drugą osobę i siebie samego w tym związku, skoro zakłada się, że możecie sobie coś "wywinąć".

Ogólnie to się zgadzam. Tylko drobna uwaga:

iiwaa napisał(a):Jako że jesteśmy niewierzący to przysięgaliśmy sobie, a nie abstrakcyjnemu bytowi.

Wierzący też przysięgają sobie (w końcu "ślubuję Ci", a nie Bogu), mało tego nawet sami udzielają sobie nawzajem ślubu (ksiądz jest od potwierdzenia jego ważności).

iiwaa napisał(a):Zawsze się śmieje, kiedy ktoś kto zdradził mówi, że popełnił "błąd" - bo błąd sam w sobie zakłada pewną błędną diagnozę oraz nieprawidłową prognozę, o czym tu w ogóle nie może być mowy, więc to jest zwyczajne działanie w złej wierze.

Myślę, że wtedy chodzi o błąd w znaczeniu czegoś, co się zrobiło, czego się żałuje, co przyniosło złe skutki, takie niewłaściwe postępowanie.


Ok ;) nie brałam ślubu kościelnego, więc się nie wypowiadam. Co do niego interesuje mnie głównie tylko zasada podwójnego skutku ;)
My mamy na błąd trochę inny ogląd niż błąd ujmowany w znaczeniu powszechnym i potocznym ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2019
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do