SamO"tność we dwoje

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

SamO"tność we dwoje

przez dyzio767 19 wrz 2012, 08:14
To mój pierwszy post na tym forum- proszę o wyrozumiałość:)

Jestem od ośmiu lat w związku- mamy syna 7 lat. Uchodzimy- a właściwie uchodziliśmy za idealną dobraną parę.
Z perspektywy czasu zaczynam jednak uważać, iż tak nigdy do końca nie było. W naszym związku totalnie brak komunikacji. Jakiekolwiek próby rozmowy o problemach, napięciach, chęciach, rządzach, kłopotach czy tęsknotach wzbudzają u mej piękniejszej połówki złość. Czuje się ciągle atakowana i reaguje złością- dzieje się tak od początku naszej znajomości. Na wszystko sie tez...obraża. Obraza kończy sie ciszą potrafiąca trwać naprawde długo..dniami- czasem tygodniami. Okazuje się, iz potrafię trwać w takim stanie i nie próbuje reagować- czekam aż jej minie- próba rozmowy kończy się "odepchnięciem".. Moja reakcja= złość-obrona (przed czym?) i ...chyba mój strach przed jej reakcją. Jeszcze dwa lata temu byłem aktywny i pewny wiary że rozmowa MUSI coś dać i że znajdziemy wspólny język.. Dziś jednak jestem pozostaje bierny i zwyczajnie straciłem wiarę w to, że się dogadamy..
Byłem u psychologa- opowiedziałem o swoich problemach. Sympatyczna Pani poradziła by namówić żone do przyjścia. Udało się- terapia miała byc wspólna, jednak po jej wizycie pani psycholog podjęła decyzje iz zona bedzie do niej przychodzić sama.

Do końca nie wiem co i jak sie odbywało, zona chodziła około pół roku regularnie. Po drodze dowiedziałem sie ż eto wszystko wina złej sytuacji finansowej, która powoduje u niej stres, ma stresującą pracę- ja jestem nieodpowiedzialny (finansowo- racja) Ma zona poćwiczyła sobie na mnie asertywność, pozganiała co mogła...zlości się nie pozbyła. Seks lezy, komunikacja żadna. Na dole TV- seriale- u góry ja w sypialni- komputer czy drugi tv... I tak nieustannie z małymi przebłyskami.
Mamy syna.Od początku jak sie urodził kiepsko sie dogadujemy jesli chodzi o wychowanie- każdy ma swoje wizje. Żona jest bardzo niestabilna emocjonalnie, brak jej konsekwencji i pewności siebie.

Związek jest w próżni. Rozmowa o moich problemach i o tym co potrzebuje przynosi czasem jedno czy dwudniową poprawę i zainteresowanie moją osobą- po czym w bardziej czy mniej spektakularny sposób ogarnia nasz dom CISZA.

Nie wiem czego oczekuje ode mnie i od zycia moja ukochana. Na pytania- czasem jest jakiś ...hmm....POSTULAT, ale zwykle sa to wypominki przeszlości- zupełnie nie na temat..
Pracuje nad sobą- znajomi i przyjaciele twierdza iż potrafię się zmieniać i w pewien sposób jestem przykładem dla innych.

Moje zmiany na lepsze powodują jedynie zwiększenie frustracji u żony.

Brak miłości...? Twierdzi że kocha.

Trochę od konca---ale przedstawie się jakim jestem, byłem itp..
Zakochany za młodu- tyran, nieświadomy swej tyranii- po rozstaniu dłuugi ból i zainteresowanie samopoznaniem.
Trafiłem na Wójcikiewicza na wakacjach w Szwecji, zainspirowany przez niego Silvą ukończylem kurs.
Typ hulaszczy, dusza towarzystwa.. Świadomość alkoholizmu od 18 roku życia.
osiem lat temu splótł sie los mój i mej ukochanej, wykorzystałem okazję i przestałem pić w zasadzie zrobilismy to razem. Obyło sie (ponoć niestety) bez bólu, żalu, tęsknoty za kieliszkiem itp..tak długo myślałem- jednak żal pozostał lub sie urodził u mej połówce około dwóch lat temu- po kryjomu zaczęła popijać. Cała sytuacji poprowadziła do wspomnianej powyżej wizyty u psychologa.

Po drodze swej trzeźwości alkoholowej, podczas pierwszego kryzysu w związku poznalismy się lepiej z marihuaną. Przepaliliśmy w rok nasze problemy, skończyło sie na rozstaniu. Powrót- euforia, milość - ROZMOWY..umarło. dwa lata temu ...ech...dopalacze. Cocolino- euforia. SEKS którego niedostatek...cudownie- ale krótko- przerażenie... U mnie pstryknięcie palcem,, zona ciężko zniosła. Skończyło sie na wspomnianej wpadce alkoholowej i psychologu.


Wbrew temu co pisze powyżej mam opinie osoby ...zrównoważonej. Znajomi znają nasze problemy oraz wiele szczegółów. Twierdza że mozna na mnie polegać. Jestem w pewien sposób wzorem ...hm... walki ze swymi słabościami i wstawania z kolan.


Piszę- jestem tu- nie wiem co oczekuję. Nim napisałem, przez parę lat sporo poczytałem i postudiowałem.

Wygadałem się...a tego mi akurat brakuje.

PS
Przepraszam za udziwniony tytuł postu- zainspirowało mnie wczoraj Lao Che i piosenka Sam O"tność..
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 lut 2012, 18:39
Lokalizacja

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez Pasman 19 wrz 2012, 08:42
Witaj na forum.
Wszystkie wymienione tutaj porady moga byc nieprawidłowe. Stosujesz na własne ryzyko !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez agusiaww 19 wrz 2012, 10:35
dyzio767, wydaje mi sie ze Wasz problem to nie do konca rozwiazne problemy z emocjami, kompleksami, tym co spowodowalo Wasze picie, proby z narkotykami itd. Koniecznie powinna byc wspolna terapie, usatalenie wspolnego frontu, trzymanie sie razem zasad wychowania, nie podwazanie autorytetu drugiej strony. Czytajac ten post, tak sobie mysle, ze chyba jednak Ty jestes ta silniejsza strona w zwiazku. Piszesz ze zona miala/ma pretensje o sytuacje finansowa, a sama pracuje? Wasze problemy na poczatku Was zblizyly, jak gdyby skonczylo sie to co mialo Was laczyc, wspolne -pokonanie wroga-alkoholizmu, skonczyly sie tez Wasze dobre relacje. Piszesz ze zona znowu popija, a czy chodzicie wspolnie na terapie dla AA? Powinna byc i terpia dla par i terapia AA. W Tobie widac checi do naprawy zwiazku, ale czy zona tego chce, to juz inna sprawa. Na poczatek zaproponuj terapie AA i terapie DLA PAR, dopytaj w osrodku moze podpowiedza gdzie mozecie sie udac.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

SamO"tność we dwoje

przez dyzio767 19 wrz 2012, 11:01
..z tym może być problem.
Świadomie uzalezniony jestem ja. Ma ukochana znalazła katalizator- cocolino z dopalaczy i to on został odpowiedzialny za całe zło- od niego jest uzalezniona. Reszta....minęła w czasie i niepamięci- to juz 8 lat bez alkoholu. Aktualnie nie popija, przynajmniej ja o tym nie wiem. była to jednorazowa wpadka a popijała ok pół roku. Jestem uzalezniony- nie czuje się na siłach być z osoba pijaca nawet okazyjnie. Powiedziałem to. Wybrała ...hmm... mnie i niepicie. ale wiem, że ma pretensje o to. Czuje się zniewolona, że nie może decydowac sama czy ma pić czy nie- chce życ jak inni.. kiedys przestała pić dla mnie- priorytetey sie zmieniły. To były jej słowa. Powstała próżnia- jesteśmy poniewaz bądź co bądź wybrała trzeźwość pode mnie. Jednak nie jest z tego powodu szczęsliwa .

Terapia dla par- ok. Terapia uzaleznień- nie sadzę. Rozmowa jest zapalnikiem , pojawia sie odwrócenie, agresja, złość i milczenie. Ona uważa sie za osobę free- wolną od uzaleznień za wyjątkiem dopalacza.


W temacie zarabiania i finansów:
Prowadziłem przez ostatnie pare lat firme która przyniosla spore długi. Aktualnie siedze przez miesiąc w domu- jestem podczas szkolenia do zawodu- ide na taxi. Samochód oraz finanse na rozpoczęcie zapewnione.
Żona pracuje i zarabia.
Ostatnio edytowano 19 wrz 2012, 11:08 przez dyzio767, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 lut 2012, 18:39
Lokalizacja

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez Candy14 19 wrz 2012, 11:01
dyzio767, co z Twoja terapia? Bo z tego co piszesz nie radzisz sobie w problemowych sytuacjach.. problem = alkohol, problem=narkotyk, Trudno chyba na Tobie polegac? Chcialabym poznac wersje Twojej zony bo miedzy wierszami masz w rozpadzie zwiazku swoj udzial
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez bittersweet 19 wrz 2012, 11:10
dyzio767, nawarstwiły się Wam problemy... sami nie dacie sobie rady, na pewno terapia dla par no i uwolnienie żony od dopalaczy. Może na terapii żona zrozumie, że musi być wolna od nałogów, przede wszystkim ze względu na dziecko.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

SamO"tność we dwoje

przez dyzio767 19 wrz 2012, 11:21
Candy14 napisał(a):dyzio767, co z Twoja terapia? Bo z tego co piszesz nie radzisz sobie w problemowych sytuacjach.. problem = alkohol, problem=narkotyk, Trudno chyba na Tobie polegac? Chcialabym poznac wersje Twojej zony bo miedzy wierszami masz w rozpadzie zwiazku swoj udzial


...ano pewnie że mam.

Pewnie i trudno...staram się. Pisałem tylko jaką mam opinię.

Nie chodziłem na terapie. Dla mnie przestac pić..ćpać..- pstryknięcie palcem. Było- nie ma. Nie tęsknię. Kwestia decyzji.
Wpadki..cóż.. człowiekowi wydaje się ze jest niesmiertelny, póki nie zachoruje. To byly ucieczki przed tym co dziej esie w związku. Nie mam na to usprawiedliwienia i nie szukam.
Cóz...nie wiem co zrobić byś poznał wersję zony. Raczej jej do tego nie skłonie.
Ma pretensje o moją "idealność". Uważa mnie za dobrego człowieka, konsekwentnego. Drążni ją jednak moja ...hm...."idealność". Myślę że cieszy się gdy gdzieś się potykam- wyzwala to wniej w stosunku do mej osoby...hm...nienawiśc..(?)

Zazdrość..strach

-- 19 wrz 2012, 10:26 --

cudak napisał(a):dyzio767, nawarstwiły się Wam problemy... sami nie dacie sobie rady, na pewno terapia dla par no i uwolnienie żony od dopalaczy. Może na terapii żona zrozumie, że musi być wolna od nałogów, przede wszystkim ze względu na dziecko.


Napisze może jak rozumiem postawę i slowa zony..:

Ona nie ma problemu z nałogami. Problem mam ja. Ona brała- nie bierze- nie jest uzalezniona- jak jest "czysta" to po co ma gdzies iść. Ja nie pije- ona by chciała jak "inni". Niepijąc na imprezach wstydzi sie tego że nie pije równiez z całego serca. Wszyscy znajomi..wiedza i widza. Nikt mnie od daaaawna nie częstuje alkoholem- jej proponuja..grzecznościowo do dziś dnia.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 lut 2012, 18:39
Lokalizacja

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez Candy14 19 wrz 2012, 11:41
Dla mnie przestac pić..ćpać..- pstryknięcie palcem. Było- nie ma.

ale za jakis czas pojawia sie nowe uzaleznienie wiec nie do konca pstryk
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

SamO"tność we dwoje

przez dyzio767 19 wrz 2012, 12:04
Candy14 napisał(a):
Dla mnie przestac pić..ćpać..- pstryknięcie palcem. Było- nie ma.

ale za jakis czas pojawia sie nowe uzaleznienie wiec nie do konca pstryk



hyhy
Mają być watpliwości:) Są zawsze.

Ale jest tez wiara. Wiara, że jestem starszy, więcej doświadczyłem. Jak równiez bogatszy o doświadczenie, że będac alkoholikiem, jestem potencjalnie uzalezniony od wszystkich materialnych i niematerialnych rzeczy zmieniających mą świadomość.

Wcześniej był alkohol- reszta mnie nie dotyczyła.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 lut 2012, 18:39
Lokalizacja

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez bittersweet 19 wrz 2012, 12:06
dyzio767, ja zrozumiałam, że żona jest uzależniona od dopalaczy. Kwestia, że wstydzi się na imprezach "niepicia" trochę dziwna :shock: nie rozumiem, czego tu się wstydzić, szczególnie że i tak wszyscy znają powód :roll:
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

SamO"tność we dwoje

przez dyzio767 19 wrz 2012, 12:51
Ja widze to swymi oczami...jest to subiektywne.

Ma żona jest uzalezniona- moge tak twierdzić na podstawie siebie, literatury, cyctatów itp.. Nie tylko od dopalaczy. Używki polepszaja jej samopoczucie, podnosza wartośc własną. Przyznając się do uzaleznienia od dopalaczy, odsunęła od siebie resztę problemów- zapomniała o dawnych imprezach i stanach. Alkohol został wolny- jest furtka do "bycia wolną".

A wstyd...nie każdy chce zostac postrzegany jako alkoholik.
Dla niektórych jest większym wstydem przyznanie sie do alkoholizmu i życie w trzeźwości niz regularne uzynanie sie i budzenie się we własnych wymiocinach..
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 lut 2012, 18:39
Lokalizacja

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez Candy14 19 wrz 2012, 12:52
Używki polepszaja jej samopoczucie, podnosza wartośc własną.

Myslisz, ze to dlatego bo jest z panem idealnym ktoremu wystarczy pstryk a jej odstawienie przychodzi z trudem?
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

SamO"tność we dwoje

przez dyzio767 19 wrz 2012, 12:59
Myslałem o tym- zupełnie jednak nie wiem co mógłbym z tym zrobić.

Myslę również, że sporo przeniosło sie z dzieciństwa. Jej ojciec to despota, który starał sie trzymac ją jak najdłużej w szklanej kuli. Do dzis ich stosunki nie układaja sie najlepiej. Na pewno brak w jej rodzinie równiez całkowicie komunikacji. Złość, rozkaz, niepodporzadkowanie sie = ...hmm....- utrata uczuć?? Własnie taka mysl przebiegła mi w tej chwili.

-- 19 wrz 2012, 12:10 --

Candy14 napisał(a):
Używki polepszaja jej samopoczucie, podnosza wartośc własną.

Myslisz, ze to dlatego bo jest z panem idealnym ktoremu wystarczy pstryk a jej odstawienie przychodzi z trudem?




....zaraz- wydaje mi się , że przed chwilą nie odpowiedziałem na Twoje pytanie.

- używki polepszają samopoczucie i podnosza poczucie wartości z powodu życia z "panem idealnym" - czy ja tak myślę?

Nie do końca chyba rozumiem to pytanie, albo źle je interpretuje.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 lut 2012, 18:39
Lokalizacja

SamO"tność we dwoje

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 19 wrz 2012, 16:51
dyzio767, wydaje mi się, że z jednej strony chcecie dla swojego związku zmian, a z drugiej strony - boicie się ich. Przyzwyczailiście się do dotychczasowego funkcjonowania - braku komunikacji, pretensji, ona na dole, Ty na górze przed komputerem albo telewizorem. A pośrodku tego wszystkiego Wasz siedmioletni syn, który Was obserwuje i wszystko widzi, co się między Wami dzieje. Niepokojące jest też to, że tak "trywializujesz" uzależnienie. Piszesz o sobie, że jesteś postrzegany jako "idealny", co może irytować Twoją żonę, że nałóg to dla Ciebie nie problem - pstryk i po sprawie. A ja myślę, że to jest wygodne alibi i tłumaczenie siebie. Do wyjścia z nałogu nie wystarcza silna wola. Poza tym, widać, że Wasze problemy dotyczące uzależnień się nie kończą - był alkoholizm, potem inne substytuty: marihuana, dopalacze. Jak nie Ty miałeś problem, to Twoja żona. Wasze problemy się nie skończyły, ale przybierają inną postać - teraz katalizują się w coś na kształt kryzysu w małżeństwie. Wzajemne pretensje narosły do takich rozmiarów, że wszystko powoli zaczyna się sypać - sfera seksualna leży, nie potraficie ze sobą rozmawiać, ciche dni potrafią ciągnąć się tygodniami. Myślę, że jeżeli chcecie uratować swój związek, konieczne jest obranie wspólnego frontu i wspólny udział w terapii małżeńskiej, do czego Was zachęcam.
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do