Tak bardzo proszę o pomoc...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Tak bardzo proszę o pomoc...

przez Vuli 16 lut 2012, 22:32
Witam wszystkich serdecznie. Jestem Kinga, mam 16 lat. Trafiłam na to forum przez przypadek, szukając pomocy w internecie. Czuję, że pomału tracę nad sobą kontrolę, nie wiem co mam robić. Nie mogę iść do psychologa z powodu zakazu mojej mamy... Ale na początek:
Gdy miałam 5 lat mój tata wyjechał do Szwajcarii... i już nie wrócił. To znaczy wrócił do kraju, ale nie do domu. Nie do nas. Ma teraz nową rodzinę, a ja go nie obchodzę. Ostatni raz widziałam go 4 lata temu. Moja mama przestała sobie z tym radzić, zaczęła pogrążać się w pracy, uzależniła się od alkoholu, do domu wracała w środku nocy... A my z siostrą siedziałyśmy same. Później było tylko gorzej. Siostra wyjechała do szkoły (mieszka na drugim końcu Polski) a ja zostałam sama. Moja mama cały czas na mnie krzyczy. Widuję ją max pół godziny dziennie- rano, gdy budzi mnie do szkoły i w nocy, gdy wróci z pracy (wtedy powie mi tylko "Ucz się!!", "Do spania!", "Daj mi spokój, jestem zmęczona"). To zabrzmi trochę strasznie, ale... znienawidziłam ją. Nie potrafi ze mną normalnie porozmawiać, nawet gdy próbuję jej coś powiedzieć jak najbardziej spokojnym tonem głosu. Robi mi wyrzuty o zupełne drobnostki (bo mam rozczochrane włosy, bo za głośno słucham muzyki, bo nie widzi żebym się uczyła, bo mam bałagan, bo zapomniałam ubrać okularów do czytania...). Z każdym miesiącem jest coraz gorzej. Jej alkoholizm ją przerósł, ale ona oczywiście nie widzi problemu. Próbowałam jej pomóc... Bezskutecznie. Tęsknię za swoją siostrą, tylko z nią rozmawiam. W szkole zawsze byłam sama. Boję się ludzi, nie potrafię nawiązywać z nimi kontaktów, najbardziej denerwuje mnie to, że jestem aż tak nieśmiała. Idąc przez miasto mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. W klasie się ze mnie śmieją (np. że nie potrafię odpowiedzieć nauczycielowi na pytanie, że jestem-jak to oni określili- "zamulona")... Nie radzę sobie z nauką (nie potrafię się skoncentrować), moje stopnie są marne. Zawsze miałam piątki, czwórki i trójki, a teraz... teraz mam trójki i dwóje. To wszystko mnie przytłacza, czuję jak coraz bardziej zamykam się w sobie. Zadaję sobie pytanie po co żyć. Gdzie szukać pomocy... Jak już wyżej opisałam, moja mama zakazała mi iść do psychologa (chociaż bardzo ją o to prosiłam). Powiedziała: "Nie będziesz mi tu obcym ludziom rozpowiadać i wymyślać jakichś niestworzonych historii. Co sobie o nas pomyślą?!". Tak więc wylądowałam tu. Cały czas płaczę. Nocami nie mogę spać... Wszystko zrzuciło się na mnie na raz- rozwód rodziców, alkoholizm i nerwowość mamy, wyjazd starszej siostry... Teraz doszły problemy w szkole i w kontaktach z innymi ludźmi. Jedyne, co mnie trzyma przy życiu to to, że moja siostra zagroziła, że sobie coś zrobi jeśli odejdę. Tego bym nie chciała. Jak wygląda mój typowy dzień? Rano jestem budzona przez mamę (przebiega to bardzo stresująco- ona krzyczy, świeci mi światłem po oczach, wyszarpuje mnie spod kołdry...). Płaczę. Zbieram się do szkoły. Szkoła. Kolejne przykrości i upokorzenia. Wyrzuty nauczycieli. Powrót do domu. Znowu płaczę. Robię sobie kanapki. Rzucam się na łóżko płacząc lub czytając książkę (moja ulubiona to "Zielona Mila"). Wchodzę na komputer i piszę opowiadania (mogę jakieś tu wkleić.. bardzo lubię je pisać). Przychodzi mama. Krzyczy (ostatnio bardzo się wystraszyłam, bo nasze kłótnie przybierają na sile. Prawie mnie uderzyła. Później oczywiście udawała, że ta sytuacja się nie wydarzyła... a ja całą noc zalewałam się łzami. Ogólnie wszystko przyjmuję tak drastycznie- jestem zbyt wrażliwa, płaczę z byle powodu. Nie wiem czemu tak jest... Może dlatego, że jako dziecko nie zostałam otoczona należytą opieką i miłością rodziców. Moja mama wczoraj powiedziała mi, że wolałaby, żeby mnie tu nie było i że żałuje, że nie usunęła ciąży 15 lat temu...). Kładę się spać. Tak, to by było na tyle. Ten cały stan depresyjny trwa o wiele za długo, najgorsze jest to, że nie wiem co zrobić, żeby wszystko było dobrze. Moja sytuacja jeszcze nie jest taka straszna, w końcu są ludzie, którzy mają ode mnie dużo gorzej... Ale czy to zbrodnia, że marzę o prawdziwej, spokojnej rodzinie? Że chciałabym żyć tak, jak inni? Śmiać się, rozmawiać, mieć znajomych... Proszę... Tak bardzo proszę o pomoc. Boję się samej siebie. Chciałam się zabić (próbowałam zażyć tabletki nasenne, niestety sparaliżował mnie strach...). Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam...
Kinga
Ostatnio edytowano 17 lut 2012, 01:39 przez *Monika*, łącznie edytowano 2 razy
Powód: zmieniono tytuł wątku, przeniesiono z działu Witam
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 lut 2012, 21:34

Witam

Avatar użytkownika
przez *Monika* 17 lut 2012, 01:37
Vuli, Witaj Kingo!

Straszna jest Twoja historia, bardzo Ci współczuję.
Uważam, ze mimo zakazów mamy powinnaś zgłosić ten problem np. u wychowawcy czy szkolnego pedagoga, może u psychologa, jeśli jest w szkole. I opowiedzieć , że mama sobie nie życzyła, żebyś rozpowiadała, że masz/macie problemy. Matka ma ewidentnie problem z nadużywaniem alkoholu, sama też powinna skorzystać z terapii dla uzależnionych. Zapija alkoholem swoje nie radzenie sobie w sytuacji, kiedy została tak potraktowana przez ojca. Nie znam sytuacji dlaczego Twoi rodzice się rozstali.
Ojciec powinien utrzymywać kontakt z Tobą i siostrą, to nic, że ma drugą rodzinę.
Jesteś jak sierota...niby masz rodziców, a tak na prawdę ich nie masz.
Czujesz się niechciana, odrzucona i niezrozumiana.
Dach nad głową, jedzenie to nie wszystko, ale Ty o tym doskonale wiesz.
Porozmawiaj z pedagogiem. Jego obowiązkiem jest reagowanie w takich sytuacjach.
Jesteś w depresyjnym stanie, to poważna sprawa. Potrzebujesz pomocy, Twoja matka także.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Tak bardzo proszę o pomoc...

Avatar użytkownika
przez .Kinga. 17 lut 2012, 16:26
Szkoła! Boże, jak się cieszę że już ją skończyłam. Też miałam problemy z nauczycielami. Kompletnie nic nie rozumieją (większość). Takie jednostki trzeba omijać szerokim łukiem. "Pedagodzy", którzy zamiast dyskretnie działać dla dobra uczniów jeszcze ich dobijają. Są nieliczni którzy potrafią patrzeć na dzieci i WIDZIEĆ. Uczniowie traktowani są jak stadko szympansów, które trzeba po swojemu wychować, nauczyć i zdyscyplinować. Nikt z nich nie pomyśli (generalizuję), że któreś z nich ma jakiś poważny problem życiowy, a wiadomość jaka jest roślinność w Afryce, jest mu tak potrzebne w tym punkcie życiowym, jak szampon łysemu. Uczniowie nie są traktowani POWAŻNIE, nie są traktowani jak równorzędne istoty, które o dziwo też mogą coś wiedzieć! Czasem więcej od całego szeregu tych 'pedagogów'.
To nie powinno mieć miejsca i MUSISZ wiedzieć że cała ta sytuacja w której się znalazłaś absolutnie nie jest normalna i nie powinna mieć miejsca a Tobie nie wolno się do niej przyzwyczajać i poddawać. Twoja mama się boi, ale skoro ona nie potrafi zadbać o Twoje dobro, sama musisz wziąć sprawy w swoje ręce. Czy w szkole jest nauczyciel, który jest DLA młodzieży? Którego lubisz, z którym rozmawiasz? Najczęściej wychowawcy (ja przynajmniej tak miałam) nie mają wiedzy psychologicznej ani wyczucia (co jest najgorsze) i po prostu wszystko psują. To może też być pedagog szkolny, ale jeżeli znasz go i wiesz że nie jest to osoba, z którą chciałabyś się dzielić problemami, to powiedz to też temu nauczycielowi, do którego zdecydujesz się podejść. Ekstremalnie nieświadome i nieudolne jednostki nauczycieli też na szczęście (taką mam nadzieję) zdarzają się rzadko, więc wybierz po prostu tego najlepszego. Zobacz jak rozmawia z uczniami, jeżeli wykorzystuje swoją przewagę władzy nad nimi to nie jest dobry pedagog. Wybierz takiego, który słucha. Myślę że w całej szkole znajdziesz tego jednego. Musisz zaznaczyć, że Twoja mama zabroniła Ci o tym mówić. Musisz być przygotowana, że jeżeli się to wyda (prędzej czy później) mogą być z nią problemy, ale nie czuj się winna. Musisz być silna i pamiętać, że walczysz o swoje zdrowie psychiczne fizyczne i pewnie też życie. Jakiekolwiek próby skrzywdzenia siebie powodują tylko zamknięcie się na to co dobre. Jeśli chodzi o Twoją pasję- kontynuuj ją. Mi strasznie pomaga moja- przede wszystkim dzięki niej przekonałam się że jestem wartościowa. Jest tutaj dział "nasza twórczość" myślę, że na pewno znajdą się osoby, które chętnie przeczytają Twoje prace.
Czytanie książek to też super sprawa sama czytam ciągle i ciągle to nowe książki S. King'a. Nie wiem czy akurat on jest dobrym wyborem, bo czasem potrafi zdołować- ale rzeczywiście czasem pokazuje (tu się oczywiście śmieję :mrgreen: ), że mogą być gorsze rzeczy od aktualnie wrzeszczącej nad uchem matki ;) . Na przykład szerząca się fala zombi ("Komórka").
I płacz ile wlezie! To oczyszcza.
Trzymaj się ciepło i bądź tu z nami. Bo nic tak nie pomaga jak ludzie, którzy ROZUMIEJĄ co czujesz.
Wiem co to bezsenność,depresja,autoagresja,samotność,huśtawki nastrojów,brak tożsamości,bezsilna rozpacz i gniew,bezpodstawny lęk i podejrzenia oraz porażka. Wiem co to radość i pasja.

http://www.youtube.com/watch?v=_N_Ck1KcAEo - dla Was wszystkich chwila wytchnienia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
459
Dołączył(a)
21 maja 2007, 17:30
Lokalizacja
W-wa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Tak bardzo proszę o pomoc...

przez Vuli 17 lut 2012, 23:12
Dobrze, porozmawiam z kimś. Tylko trochę się tego boję, bardzo się wstydzę opowiadać innym o sobie (zacinam się, trzęsą mi się ręce, zaczyna zbierać mi się na płacz...). Boję się również tego, że ten nauczyciel powie coś mojej mamie... A wtedy będę miała duży problem. Bardzo duży problem. Dobrze, że trafiłam na to forum, przynajmniej teraz czuję, że nie jestem z tym zupełnie sama. Coś muszę zrobić...
Dziękuję.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 lut 2012, 21:34

Tak bardzo proszę o pomoc...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 18 lut 2012, 10:51
Vuli, Kingo, nie bój się powiedzieć o tym wszystkim.
Mama pewnie nie radzi sobie z pewnemu sprawami, też jest jej ciężko, chodzi podminowana, mówi rzeczy, których nie powinna powiedzieć w stosunku do Ciebie. No, ale nie tłumaczy jej to bo jest matką. A matka zajmuje się swoimi dziećmi, kocha je.

Daj znać jak rozwiązałaś sprawę.
Trzymaj się.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Tak bardzo proszę o pomoc...

przez Vuli 19 mar 2012, 20:31
Rozmawiałam ze szkolnym psychologiem. Poradził mi jeszcze raz spróbować porozmawiać z mamą... Były cztery podejścia- ani razu się nie udało. Albo o coś się denerwowała, albo była "zmęczona" (tak naprawdę leciał jej ulubiony serial i chciała żebym wyszła z pokoju...), albo po prostu nie chciała rozmawiać. Przez ostatni czas było bardzo źle. Nie wiem czemu, ale uciekłam z domu na 3 dni... Zostawiłam mamie list, w którym opisałam wszystko. To, że mnie rani, to, że nie mogę się z nią porozumieć... I to, że jestem w bezpiecznym miejscu i że wrócę za parę dni.. Wcale nie miałam ochoty wracać, ale przecież nie mogę uciekać przez całe życie... Zaczęłam popadać w nałogi! Dwa tygodnie temu, jeden jedyny raz, moja jedyna przyjaciółka namówiła mnie na papierosa... Zapaliłam. Teraz zdarza mi się to częściej. Boję się, że się uzależnię. Przecież to wstrętne i obrzydliwe! Sama siebie niszczę, ale nie przestaję tego robić! Nie wiem co się ze mną dzieje...

Jest jeszcze jeden, bardzo poważny problem. W tą środę nie poszłam do szkoły. Pojechałam właśnie z tą koleżanką i z jej kolegą na rowery. Po raz pierwszy poszłam na wagary... I co ja tam zrobiłam? Spiłam się tak, że nawet nie pamiętam co się działo! (Przecież ja nie piję! Nigdy wcześniej nie piłam! Staję się swoją mamą!). Co gorsza, okazało się, że uprawiałam seks z tym chłopakiem. Niczego nie pamiętam... On wykorzystał okazję, wiedział, że byłam w takim stanie, że nie mogłam mu odmówić. To nie było z mojej inicjatywy, ale i tak okropnie się z tym czuję. Wykorzystał mnie... Nie potrafię spojrzeć w lustro. Co się stało z tamtą dziewczyną, którą kiedyś byłam? Proszę, bardzo proszę o pomoc. Jak widać rozmowa nie pomogła. A ze mną jest coraz gorzej. Czuję jak się staczam. Najgorsze, że nie potrafię się podnieść. Coraz częściej mam myśli samobójcze (teraz doszedł kolejny powód... jak ja mogłam dopuścić do czegoś takiego...?). Zniszczyłam sama siebie. Straciłam swoją godność i szacunek do mnie. Chyba pora to zakończyć
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 lut 2012, 21:34

Tak bardzo proszę o pomoc...

Avatar użytkownika
przez linka 19 mar 2012, 20:40
Jeśli to co piszesz jest prawdą, to pomijając sprawę twojej psychiki radze ci iść do jakiejś kliniki i zrobić test na obecność wirusa HIV i chorób wenerycznych, no i ciąży....
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Tak bardzo proszę o pomoc...

przez Vuli 19 mar 2012, 20:53
Tak, to jest prawda. Niestety. Już nie mam na to wszystko siły. Jeśli okaże się że jestem w ciąży to się zabiję. Mówię to poważnie. Wiem, że to brzmi strasznie, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Jeśli byłam na tyle głupia, żeby dopuścić do takiej sytuacji, to konsekwencje również muszę ponieść. A to dziecko (jeśli w ciąży jestem) nie jest winne. Nie mogę urodzić. Nie mam warunków na dziecko, nie mam doświadczenia... Nie poradzę sobie! I ja byłabym nieszczęśliwa i ono. Oddając dziecko do adopcji załamałabym się jeszcze bardziej. Co mi pozostaje? Nie mam co liczyć na pomoc mamy (można to nawet wywnioskować z pierwszego postu). Pozostaje mieć nadzieję że w ciąży nie jestem.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 lut 2012, 21:34

Tak bardzo proszę o pomoc...

Avatar użytkownika
przez linka 19 mar 2012, 21:05
:roll: trzeba było lecieć do jakiego ginekologa po tabletkę po stosunku, teraz po ptokach.....
Masz 16 lat, idź do najbliższej poradni psychologicznej albo czegoś co się zwie centrum pomocy kryzysowej, rodzinie czy jakoś tak i szukaj pomocy, szukaj ile wlezie - bo szkoda życia, żeby je sobie tak marnować....
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do