szukam rozwiązania..

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

szukam rozwiązania..

przez Disaster 25 paź 2011, 21:10
Witam. Może i nie powinnam tutaj o tym pisać, ale nie mam pojęcia gdzie szukać rozwiązania w tej sprawie, odpowiedzi na pytanie dlaczego.
Parę lat temu, poznałam pewnego chłopaka. Na początku nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś mogłoby 'coś' z tego być. Kolegowaliśmy się przez długi czas, aż w końcu zrozumiałam, że się zauroczyłam. Siedziałam cicho, i czekałam aż minie, przecież to nie było pierwsze zauroczenie w moim życiu. Tak sobie leciały dni, tygodnie i miesiące, aż zrozumiałam, że się zakochałam. Wiedziałam, że muszę mu o tym powiedzieć, bo przecież powinniśmy komuś wyznać miłość jeśli ją czujemy. Kiedyś w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam mu o tym. Oczywiście, nie oczekiwałam żadnej odpowiedzi, chciałam tylko wreszcie mu o tym powiedzieć. Jakiś czas później, coś zaczynało między nami być. Nie byliśmy w związku, ale każdy z nas wiedział, że coś się święci. Aż w końcu się zeszliśmy. To był najwspanialszy okres w moim życiu, chyba nigdy nie było mi tak dobrze. Trwało to parę miesięcy, kiedy coś zaczynało być nie tak. Coraz rzadziej słyszałam kocham Cię, następnie coraz rzadziej dzwonił, aż w końcu coraz rzadziej w ogóle się odzywał i zniknął. Niestety tylko z mojego życia. Bez żadnego wyjaśnienia, nie było nawet żadnego powodu do rozstania. Wielokrotnie próbowałam się z nim jakkolwiek dogadać, pisałam co myślę, co czuje w związku z tym co zrobił, chciałam się dowiedzieć dlaczego tak postąpił. Myślałam, że to koniec, już nigdy nie wróci. Po paru miesiącach dostałam wiadomość. Napisał w niej, że przeprasza za to, ale stracił kogoś bardzo bliskiego, i pogubił się, nie wiedział co ma robić. Jeszcze do siebie nie wróciliśmy. Po kolejnych rozmowach, powiedział, że skłamał z tym powodem, bo prawdziwy był taki, że dziewczyna którą bardzo kochał musiała się wyprowadzić z miasta, i musieli się rozstać, a teraz ona wróciła, i zrozumiał, że wciąż mu na niej zależy, więc musiał do niej wrócić. Po niedługim czasie, powiedział, że to również było kłamstwo, a wymyślił je, bo myślał że 'coś będzie'. Nie wiem, chyba chodziło mu o to, żebym zaczęła się o niego starać i tak dalej, ale to raczej głupi pomysł, bo kiedy się o tej nieistniejącej dziewczynie dowiedziałam, to spytałam tylko, czy czasem mogę napisać co u niego, i czy jej nie będzie to przeszkadzało. Oczywiście napisał, że nikomu nie będę przeszkadzała. Ale mniejsza, później jakoś zaczęło być okej, znowu byliśmy razem. I znowu było przepięknie, parę miesięcy, i znowu to samo. Nie dało się dogadać, on to olewał, zachowywał się znowu jakby miał mnie centralnie w czterech literach. Po jakiś 3 miesiącach znowu powrót. Tylko już bez jakiś wymyślonych powodów, powiedział wprost, że nie wie dlaczego tak robi, zwyczajnie inaczej nie potrafi. No i sytuacja się powtarza kolejny raz, szczęśliwa para, olewka bez słowa. Znów, po jakimś tam czasie wrócił, wiadomość była bardzo miła, napisał, że strasznie za mną tęskni, że nie potrafi normalnie funkcjonować, bo ciągle o tym myśli, brakuje mu tego, kocha mnie, i strasznie żałuje. Trochę niechętnie z mojej strony, ale tak strasznie go kocham, że wybaczyłam mu to (po raz kolejny, ale to szczegół..) mówiąc, że do trzech razy sztuka, ale jeśli znów tak zrobi, to ja już nie wrócę. No i jakieś 3, 4 tygodnie temu znów stopniowo, ale straciliśmy kontakt. I moje pytanie, dlaczego on tak znika na parę miesięcy, zachowuje się jak mój wróg, a jak zaczyna tęsknić i rozumieć, że mnie kocha, to wraca? Za każdym razem próbowałam to sobie jakoś wytłumaczyć, że potrzebuje trochę czasu dla siebie, że coś bierze, lub ma kogoś innego. Ale kiedyś rozmawialiśmy, i zapytałam czemu tak właściwie on nie widuje się z żądnymi koleżankami, na co odpowiedział, że nie ma o czym z nimi gadać, bo one ciągle tylko kogoś obgadują i tak dalej, i że jestem jedyną dziewczyną, do której na prawdę coś czuje i zawsze czuł, dlatego tylko ze mną się widywał, nawet kiedy nie byliśmy razem. Zwyczajnie tego nie rozumiem, słyszałam, że partner znajomej postępował podobnie, pojawiał się i znikał kiedy tylko jemu pasowało. (Oni nie zwracają uwagi na to jak My cierpimy, a kiedy są z nami tak się troszczą, żeby żądna krzywda nam się nie stała.) Ale powracając do zdania przed nawiasem, pomyślałam, że to może jakieś zaburzenia ze strony psychiki? Jeśli mogę prosić, abyście wypowiedzieli własne zdanie na ten temat. Nurtuje mnie to, a nie chce być w związku, w którym ciągle się zastanawiam, kiedy on mnie oleje, bo wiem, że to nastąpi. Tak już było, kiedy wróciłam do niego ostatni raz. Teraz chciałabym, żeby napisał, że tęskni, żeby móc mu powiedzieć co myślę, i powiedzieć, żeby nad tym pomyślał, i sam sobie teraz pocierpiał chociaż trochę jak ja kilkakrotnie przez niego. Pomóżcie, może da się nad tym jakoś zapanować.. z góry dziękuję. ;-)
Ostatnio edytowano 25 paź 2011, 21:20 przez *Wiola*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: zmieniono dział
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
25 paź 2011, 20:23

szukam rozwiązania..

Avatar użytkownika
przez tahela 25 paź 2011, 22:26
zaburzenie na pewno,ale jakie niestabilnośc emocjonalna, podświadomy brak pewnosci siebie zeby gonic za nim ,nerwica egocentryczna, nudzi sie z ludźmi zamknięty w sobie ,charakter schizoidalny nie mylić z osobowością to duzó lżejsze zaburzenie etc.,mam coś podobnego i to jest trudne a takimi ludźmi cięzko sie rozmawia, nie ja am tylko ktos za kim tęsknię
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10990
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

szukam rozwiązania..

przez Disaster 25 paź 2011, 22:48
masz podobną sytuację? z nim sie w ogóle nie da dogadać. Aż znów mu się odmieni, i będzie chciał wrócić. AS ja sama chodze na terapię bardzo długo, i to mnie wykańcza, kolejnego razu bym nie wytrzymała.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
25 paź 2011, 20:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

szukam rozwiązania..

Avatar użytkownika
przez tahela 25 paź 2011, 22:57
ja tez mam problemy własne , ale ja bym wyttrzmał chociaż bym to bardzo cieżko przezyła ale byym wytrzymała

-- 25 paź 2011, 21:59 --

tu jest tęz potrzebna moze i jego terapia i duzo rozmow i inne traktwanie bo on jestt inny i tyle , albo podchodzisz do tego ze ak jest trudno i rozmawiacie o tym albo nie tolerujesz tego, stracie zrobić sie wszystko by było jak najlepiej , ale z takimi nr trzeba się liczyć ,po prostu z jego strony, a ze ciezko i boli to bardzo to wiadomo, bo boli jak cholera i sie cierpi
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10990
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

szukam rozwiązania..

przez Disaster 25 paź 2011, 23:06
Problem w tym, że on mi się w życiu nie przyzna, że coś z nim jest nie tak. Nigdy nie pozwalał sobie pomóc, jego problemy były nieważne, rozmawialiśmy tylko o moich, jeśli jakieś były, bo od niego nic się nie dało wyciągnąć.
Ja się martwię, a może się okazać, że on zwyczajnie nie wie o co mu chodzi, nie dorosną do bycia w związku, lub nie chciał być sam, a, że miał pod ręką taką głupią zakochaną, to był, a jak mu się odechciewało, to traktował mnie jak niepotrzebną zabawkę.
Mam niezły mętlik, a on się pewnie teraz dobrze bawi >.<
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
25 paź 2011, 20:23

szukam rozwiązania..

Avatar użytkownika
przez tahela 25 paź 2011, 23:24
Disaster,
Każdy kto się zachowuje w ten sposob ma problem , ludzie stabilni emocjonalnie, dobrze skonstruowani psychicznie nie zaburzeni tak sie nie zachowuja i tyle. Moze sobie zdaje sprawe ze swojego problemu moze przed nim ucieka, wiesz jak to mowią najtrudniej wytłuaczyć choremu ,ze jest chory, ale myśłe ze on sobie zdaje z tego sprawę ii jego samego jego zachowanie denerwuje i doprowadza do cierpienia a jednocześnie nie chce sie do tego przyznać przed świttem ,ale powinien sobie zdawac sprawe,że dobrze mieć przy sobie jakś osobę która to rozumie i nie być tak samemu , na pewne rzeczy szczególne u pewnych ludzi potrzeba czasu i cierpliwości,
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10990
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

szukam rozwiązania..

przez Disaster 25 paź 2011, 23:34
Jest mi przykro, bo on nie da mi sobie pomóc, a w jego środowisku, jestem raczej jedyną osobą, która może na prawdę zrozumieć to, co on przeżywa.. Tak bym mu chciała pomóc, a nie potrafię, bo będzie udawał, że nic złego się nie dzieje, bo coś tam.. On już coś wymyśli.. A co jest jeszcze gorsze, nie mogę z nim teraz pogadać, tylko muszę czekać, aż zmieni znów podejście. A jak tak myślę, to nawet nie wiem czy dam sobie z tym rade, skoro nie radzę sobie ze swoimi dolegliwościami.. I czy ktoś zauważy, że coś jest nie tak.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
25 paź 2011, 20:23

szukam rozwiązania..

Avatar użytkownika
przez tahela 25 paź 2011, 23:49
Disaster,
Może kiedyś da sobie pomóc ,ale jak chce udawać ,ze wszystko w porządku to niech udaje ,najwyzej delikatnie się pytaj co i jak, w sumie ty wiesz , postępuj deliktnie by go nie skrzywdzić bo to jednak sa delikatni ludzie wręcz przeciw temu co się wydaje, to trudne, ale nie niemożliwe, na pewno to będzie trwało tacy ludzie muszą wiedziec ze Ci naprawdę zależy, jak poczuje wsparcie to poczuje sie jednak z jednej strony dobrze z drugiej przerażony ii przestraszony rozdarty, ale z takimi ludźmi trzeba się nastawić na trudość w kontakcie, ale jednak mozlwosć istnieje tylko trzeba czasu i liczyć sę z jego huśtawką nastrojów
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10990
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

szukam rozwiązania..

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 26 paź 2011, 00:07
Disaster, po pierwsze, musisz porozmawiać ze swoim partnerem, dlaczego, co jakiś czas znika i powiedzieć mu, co czujesz w takich momentach - że jest ci ciężko, tęsknisz, czujesz się, jak odrzucona i nikomu niepotrzebna zabawka, że przykro ci, kiedy znika bez słowa wyjaśnienia. Zapewnienia, że cię kocha, że inne go nie interesują, że nie ma o czym z nimi rozmawiać to trochę kiepskie usprawiedliwienia. Czy twój partner ma jakieś alibi? Czy ufasz mu bezgranicznie na słowo? A może ma jakieś kłopoty, o których nie chce ci powiedzieć i się do nich przyznać? Problem może być znacznie bardziej skomplikowany niż się wydaje.

Tworzenie związku "z doskoku", od przerwy do przerwy, to dziwne podejście do życia. Tutaj szczera rozmowa może nie tyle nie pomóc, co się nie udać. Warto byłoby nakłonić partnera do terapii, pracy nad sobą i związkiem. Dlaczego on wymyśla nieprawdziwe powody swoich zniknięć? Dlaczego mistyfikuje i kłamie? Czy kłamstwo dobrze rokuje dla waszej relacji? Co ma na swoje usprawiedliwienie? Po szczerej rozmowie przydałaby się próba nakłonienia go do terapii. Kiedy będziecie znać przyczynę waszych problemów (niestabilność emocjonalna, niedojrzałość, asekuranctwo, lęk przed dorosłością i odpowiedzialnością za drugiego człowieka, za rodzinę itp.), można będzie przedsięwziąć odpowiednie środki zaradcze. Życzę owocnej i udanej rozmowy...
Psycholog
Posty
7571
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do