Rodziny się nie wybiera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Rodziny się nie wybiera

Avatar użytkownika
przez Honorata 30 lip 2011, 23:45
Po 19 latach spędzonych w domu rodzinnym, postanowiłam zakończyć cierpienia swej duszy i wyprowadziłam się z domu.
Nie mieszkam z rodzicami i siostrą kilka lat. Odzwyczaiłam się od atmosfery, która tam panuje, zbudowałam sobie swoją rzeczywistość, związałam się emocjonalnie z babcią, mam swojego księcia z bajki.

Nie lubię jeździć do domu. Nie dogaduje się ze swoimi rodzicami na żadnej płaszczyźnie. Pewnego dnia obudziłam się i nie mogła się otrząsnąć... jak to się stało, że oni tam troje nadają na tych samych falach, świetnie się rozumieją, a ja nie? przecież to krew z krwi, przecież wychowywali mnie przeszło 18 lat. Przecież powinni ze mną rozmawiać, chociaż próbować mnie zrozumieć, a tu niestety nie ma tak łatwo. Jakbyśmy pochodzili z dwóch różnych planet.

Mam nerwicę na tle lękowym. Kiedy jestem w domu rodzinnym ciśnienie winduje mi w górę. Wciąż patrzę na zegarek. Jest to dla mnie prawdziwy problem. Ojciec ogląda telewizję (bo przecież serial jest ważniejszy, niż odwiedziny pierworodnej raz w miesiącu), a matkę interesują ploteczki i naprawianie mi życia.

Moi rodzice mają bardzo dużo cech, które mi ciężko obecnie tolerować. Produkują mnóstwo negatywnych, nieprawdziwych historii na temat osób, czy zdarzeń, z którymi mają do czynienia. Nie potrafią dyskutować.

Mój ojciec jest niedowartościowanym cholerykiem. Zawsze lepiej wie, nie można z nim podyskutować, bo wpada w furię. Ostatnio spędziłam z nim 3h w samochodzie. 2 razy chciał mnie wysadzić z samochodu, a raz kazał się wyprowadzić z Polski. Nie toleruje sprzeciwu. Na moje nieszczęście, moja obecna rola zawodowa wymaga sporo asertywności, więc ciągle sobie szkodzę.

Moja matka jest materiałem na naprawdę dobrą kobietę, niestety często opowiada różne historie, oczywiście niesprawdzone plotki, nie słyszałam, żeby opowiadała o kimś coś dobrego. Robi wciąż z igły widły. Stara się naprawić mi świat i życie. Jest bardzo, bardzo dociekliwa i uszczęśliwia na siłę.

Moja siostra? Raczej ciężko stwierdzić. Nie utrzymujemy kontaktu. Przykro mi, że to młoda dziewczyna pozbawiona ambicji.

No i teraz mój problem. Najchętniej bym się od nich wszystkich odcięła. Odczuwam niechęć do podtrzymywania z nimi kontaktu. Każdorazowo kosztuje mnie to bardzo dużo emocji. Jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami. Co spotkanie, moje racje odsuwane są na bok, na rzecz ich zdań. Niestety żyjemy w dwóch różnych światach, więc ich rady stanowczo odbiegają od mojej sytuacji. Nie potrafią zrozumieć, kim teraz jestem, co jest dla mnie ważne, czego potrzebuję. Przebywając w domu rodzinnym muszę słuchać o wszelkich znanych im problemach ludzi, z którymi się stykają. Muszę zmagać się także z brakiem ambicji mojej siostry (którą uczę się akceptować).

W moim obecnym stanie, każdy smses budzi we mnie irytację, najchętniej w ogóle bym nie odpisywała, ale po pierwsze to moi rodzice, a po drugie, z pewnością zostałabym uznana za właśnie umierającą.
Tak strasznie się wkurzam, że podejrzewa się mnie o brak szacunku do moich rodziców.
To nieprawda! Szanuję swoich rodziców, za to że mnie wychowali, martwię się o nich, kiedy im się coś dzieje, ale nie umiem sobie radzić z różnicami między nami. Może to straszne, ale gdyby to byli moi znajomi, to z pewnością zerwałabym kontakt.

Obecnie czuję się jak w potrzasku. Z jednej strony potrzebuję czasu, by nauczyć się z tym żyć. Jestem dorosła, podejmuję własne decyzje, jestem zupełnie niezależna od moich rodziców. Mogę po prostu przestać pisać i mieć to w nosie. No i przywyknąć do myśli, że rodziców się nie wybiera.
Ale z drugiej strony to moi rodzice. Nie wyobrażam sobie, że pojadę do nich i im powiem: cześć, jestem chora. Musicie dać mi święty spokój na pewien czas, bo kontakty z Wami mnie wykańczają. Moja matka, jak ją znam, wbrew mej woli zaczęłaby naprawiać mój świat na siłę, napastowałaby moich przyjaciół telefonami i pytaniami, a mój ojciec by się na mnie darł - nie dziękuję. Wiem, że to pewien rodzaj troski, ale nie jest ze mną aż tak dobrze, żebym mogła to znieść. Doprowadziłoby to najpewniej do płaczu, nerwów i rozstroju mojego żołądka.

Ratunku... co ja biedny miś mogę zrobić?
Czy naprawdę jestem potworem?
Czy muszę spisać na straty naprawę mojego ducha, po to, by moi rodzice byli ukontentowani, że się u nich pojawiam?

pzdr
H

ps. w kontaktach z rodzicami nie krzyczę, niczego im nie wrzucam. Zaczynam się irytować, gdy po raz 36 w tej samej sprawie muszę powiedzieć - nie, nie chcę, wtedy może ciut podnoszę głos, ale nie krzyczę. Mówię po prostu głośnym, podirytowanym tonem.
ps2. delikatne tłumaczenia mojej mamie, że jestem dorosła i że naprawdę sobie radzę i ze nie musi mi naprawiać życia, nie przyniosły rezultatu - ona żyje cudzymi problemami.
ps3. zdaję sobie sprawę, że potrafię mieć ciężki charakter, ale da się ze mną żyć. Mimo mojej dziwności ludzie mnie lubią. Ojciec zawsze uważał, że jestem dziwna (w sensie inna niż oni).
dopóki demon smutku śpi, niech żyją młode żądze, dopóki życie w nas się tli....

http://www.gifsoup.com/view/309384/pug- ... reen-o.gif
Avatar użytkownika
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
02 gru 2010, 00:33
Lokalizacja
Warszawa

Rodziny się nie wybiera

Avatar użytkownika
przez *Monika* 31 lip 2011, 00:31
Honorata, Na chwilę obecną myślę, mam takie zdanie, że to dobrze, że odcięłaś się od domu, który Cię ograniczał, doskonale Cię rozumiem.
Myślę, że masz trudność z zaakceptowaniem swojego wyboru, że sobie nie dajesz prawa do tego , jak na prawdę chcesz żyć.
Rodzice dadzą sobie radę, albo nie. A Ty będziesz musiała chcieć mieć stosunek do tego wszystkiego.
Dasz sobie radę.
Widzę,że męczą Cię wyrzuty sumienia. Tak?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Rodziny się nie wybiera

Avatar użytkownika
przez Honorata 31 lip 2011, 09:19
Właśnie tak - wyrzuty sumienia.
czuję się źle z tym, że do nich nie pasuję, że nie potrafię się dogadać, że mnie irytują.
Nawet nie mamy wspólnego trzonu moralnego. Ja uważam pewne rzeczy za moralnie złe, oni niekoniecznie.

Nie da się zbudować relacji na podstawie chęci tylko jednej ze stron. Oni uważają, że to mój obowiązek, by ich odwiedzać i przyjmować takimi jakimi są.
Mi to nie wystarcza, a próby porozmawiania kończą się niezrozumieniem i awanturą.

To mnie wykańcza.
dopóki demon smutku śpi, niech żyją młode żądze, dopóki życie w nas się tli....

http://www.gifsoup.com/view/309384/pug- ... reen-o.gif
Avatar użytkownika
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
02 gru 2010, 00:33
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Rodziny się nie wybiera.

przez Kokojoko 31 lip 2011, 23:00
Nasze kontakty z rodzicami...

Jestem DDD, mam stwierdzoną nerwicę a ostatnio podejrzewam również depresję (ostatnio)... Leczę się, biorę regularnie leki ale, nie mogę wyjść z tego w 100%... Na dodatek mój nastrój siada za każdym razem kiedy mam się widzieć z rodziną a konkretnie z matką... Pisałam tu kiedyś o moich kontaktach z nią...
Prawie każde nasze spotkanie kończy się kłótnią, nie rozmawiamy ze sobą jesli ja nie wyciągnę pierwsza ręki po telefon i nie zadzwonię, jeśli nie zadzwonię opowiada a rodzinie że, nie chcę z nią mieć kontaktu, przez co ma potem wyrzuty sumienia. Kiedy się spotykamy zawsze są nerwy i kłótnie. Przed jej każdą wizytą czuję się jakbym była przed jakimś ważnym egzaminem, nie moge spać, cały czas jestem nerwowa, chce mi się płakać i mam problemy z żołądkiem :/. Sprzątam mieszkanie jak na wizytę sanepidu. Wszystko zeby, znów nie zaczęła mnie krytykować. A i tak to robi za każdym razem... Jeszcze zanim wejdzie do mieszkania potrafi powiedzieć że, źle rozwiesiłam pranie na balkonie, krytykuje to że, dziecko nakruszyło na kanapie, mówi że, jak by miała tyle czasu co ja to z nudów ciągle by sprzątała. Komentuje moja wagę, ubrania, włosy. Zawsze miałam nienaganną sylwetkę (i początki anoreksji w liceum...) a ostatnio tyję co komentuje za każdym razem.... Niby takie głupoty ale, ta ciągła krytyka, pouczanie, poprawianie mnie powoduje że, czuję się jak małe głupie, dziecko- tak jak się czułam całe dzieciństwo. Przez to nie mam w ogóle ochoty na spotkania z matką. Kiedys zaproponowałam jej żeby, poszła ze mna do lekarza na terapię ale, miała jakąś wymówkę... Najlepsze jest to że, kiedy stwierdzili u mnie nerwicę matka powiedziała że, zdaje sobie sprawę że, to pewnie przez to jak mnie traktowali z moim ojcem kiedy byłam dzieckiem (nie będę o tym pisać bo to dla mnie bolesne) a pomimo to zachowuje się tak dalej... Czasami ma ochotę zerwać z nią kontakty ale, co powie reszta rodziny...
Co byście zrobili na moim miejscu??? Jak wyglądają Wasze kontakty z rodzicami?
Ostatnio edytowano 31 lip 2011, 23:12 przez *Monika*, łącznie edytowano 2 razy
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Kokojoko
Offline

Rodziny się nie wybiera

Avatar użytkownika
przez *Monika* 31 lip 2011, 23:07
Honorata, Słuchaj, Ty musisz żyć tak,żeby uszczęśliwiać siebie, a nie ich, niestety.
Masz swoje zdanie i niech tak zostanie.
Bo jeśli będziesz wciąż rozdarta pomiędzy swoimi potrzebami , a potrzebami rodziców.....to będziesz miała wieczne konflikty, a to nie wróży dobrze.
Oni nie mogą Tobą manipulować.
Mam ten sam problem.

Kokojoko, Może zerwać od razu...to nie, ale ograniczyć do minimum.
Nie dziwię się Twojej postawie bo całe życie podlegałaś krytyce matki.
Co powie reszta rodziny? A czy oni znają problem?
Nimi się nie przejmuj.
Przed nikim nie musisz się tłumaczyć.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do