Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez karolina22 05 cze 2009, 21:49
Myślę ze zasługujesz na lepszego chłopaKa.. chociaż to nie ja powinnam Ci radzić .. bo mam podobnie . Myślę że myślimy sercem a nie rozsądkiem. Powodzenia. Zrób wszystko abyś była szczęśliwa ..
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
30 kwi 2009, 23:59

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez magda11 09 cze 2009, 22:20
dziekuje wszystkim:)nie mialam internetu wiec dopiero przeczytalam:)slub sie odbedzie, raczej nie odwaze sie tego przerwac! to jest dziwne do wytlumaczenia moze glupio napisze ale ja czuje ze mu tez zalezy!tylko ze wychowalismy sie w dwoch roznych swiatachnp u niego w domu to mama musiala wszystko robic a kase oczywiscie ojciec trzyma, u mnie tata zawsze pomagal!no i to mnie teraz wkurza ze jak jest zmywanie czy sprzatanie itp to on zawsze czeka ze ja to zrobie!czasami jest to ok ale czasami ja tez jestem zmeczona i chce sie po prostu polozyc!tlumaczylam mu to ale jakos popraw nie widze.pewnie ze jak juz poprosze to zrobi ale nigdy sam z siebie.jest duzo wiecej takich szczegolow ale tak sobie mysle ze po slubie tez mozemy nad tym popracowac?ehhhh obym sie nie mylila:)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
20 maja 2009, 22:13

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez marda 11 cze 2009, 18:28
Cześć Czytam od niedawna wasze historie i czuję się trochę tak jakbym czytała o swoim związku.Tylko, że on jest znacznie dłuższy i są dzieci. Dwoje.Przez 5 lat było fajnie, rodzinnie, wesoło.Potem zaczęło się wszystko psuć, nie chciał spędzać z nami wakacji.Ja non stop z dziećmi. on sobie jeździł na ryby .Ja wdług niego mam siedzieć w domu i pilnowa dzieci.Chciałam trochę odpocząć, gdziłamał bo przecież każdy ma prawo do urlopueś pojechać, ale on musiał pracować- kłamał, bo przecież każdy ma prawo do urlopu, ale on nie chciał kłopotów bo dzieci niestety czasami marudzą.Nieraz miałam ochotę spakować walizkę i wyjechać sama, ale bałam się o dzieci bo on jest nieodpowiedzialny- nieraz sie przekonałam.Nie polubił moich znajomych, więc o nich nie dbałam, bo przecież miałam przyjaciela - męża. Okazało się że tylko w narzeczeństwie - wtedy bardzo mnie potrzebował.Teraz jestem sama, dzieci są nastolatkami- mają okres buntu widzą nasze relacje i się uczą .Kilka lat próbuję to zmienić, ale dla niego ważny jest on sam i jego choroba. Pewnego razu zasłabł i od tego czasu ma lęki.Starałam się mu pomóc, załatwiałam wizyty u psychiatrów, niestety uznał że leczenie farmakologiczne jest najlepsze. Przez kilka lat faszerował si e psychotropami, nie chciał mnie słuchać i ciągle powtarzał że go nie rozumiem / miałam małe dzieci, chorych rodziców i chorego męża/ Musiałam pracować .Zachęcałam do rozmów, chciałam, żeby spędzał ze mną czas, żeby zajął się czymś, był z nami będzie mu łatwiej. Dzisiaj wraca z pracy i ogląda TV lub siedzi przy komputerze. Ja idzieci - jesteśmy niepotrzebni. Zwłszcza ja. Tkwiła w takim związku dla dzieci czy warto???????? Żeby miały ojca, który też ich nie szanuje.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 cze 2009, 19:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Avatar użytkownika
przez petunia 15 cze 2009, 20:58
Czy ktoś wie jak nazwać moje uczucia :?: Bo dziś jakby świat się załamał ... jak ja zdołałam odejść ... chyba w większości wbrew sobie ... czy postąpiłam dobrze ... czy racjonalnie ... a teraz nawet niebo smutnieje ... tak po prostu pozwolił mi odejść ... nie ja nigdy nie pozwoliłam mu odejść za łatwo ... pozytywny upór czy poniżenie ... a teraz gdzieś w środku wypalona więc pusta ... nie chcę wierzyć i chcę w coś co być może nie zaistnieje już nigdy ... tyle planów ... tyle marzeń ... tyle wyobrażeń ... tyle mocnych intensywnych uczuć ... tyle ciepła ... tyle złości ... tyle upokorzenia ... tyle miłości ... wielki brak godności i szacunku ile razy :?: ... tyle nadziei ... tyle szczęścia ... tyle zagrożenia ... tyle strachu i lęku ... tyle zainteresowania i jego wielki wręcz gigantyczny brak ... tyle uśmiechu i łez ... i wiele wiele innych ... podpowiedzcie mi ... proszę ... chcę poczuć to do granic możliwości ... może właśnie wtedy przejdzie ...:cry:
Niczym kot w kojcu liżę swoje rany ...
... w drodze do wyskoczenia na "cztery łapy"
Bo wszystko w życiu ma swój ustalony porządek i czas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
123
Dołączył(a)
18 maja 2009, 21:39
Lokalizacja
Północny Chaos

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez betty_boo 15 cze 2009, 22:37
marda czemu z nim jeszcze jestes? jesli mozesz to odejdz, dzieci cie chyba poprą.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez patra82 30 lip 2009, 10:34
Wiem, ze ostatnie wpisy są sprzed miesiąca, ale dopiero teraz trafiłam na to forum.
petunia, czyli jeśli dobrze rozumiem odeszłaś od niego? Gratuluje odwagi, ja niestety tyle odwagi nie mam i dalej trwam gdzieś zawieszona... nawet nie wiem jak nazwać ten stan. Czytałam Wasze wszystkie wypowiedzi Dziewczyny i mam wrażenie jakbym czytała o samej sobie, o swoim związku. Ostatnio jestem w takim dołku, że ani jeść nie mogę, ani spać. Jeszcze w pracy jakoś się ogarniam, ale gdy wracam do domu to jakby mi ktoś kurek z łzami odkręcił.... i tak aż do wieczora wegetuje, póki wreszcie uda mi się usnąć. Nie wiem co robić, z tego wszystkiego w ciągu 2 tygodni schudłam ponad 9kg. Nie czuję już nic- ani głodu, ani radości, smutek też już mnie nie boli, po prostu łzy sobie płyną, a ja myślę tylko "jak to się stało" skoro wszystko tak pięknie się zaczynało, tyle planów, tyle obietnic, tyle nadziei... a teraz tyle rozczarowań. Zawsze byłam ta dobra, starałam się go zrozumieć, wysłuchać, być obok, ale teraz dzban się przepełnił i pękłam... Teraz ja potrzebuje oparcia, pomocy, ale zostałam sama. Jest mi bardzo źle ;(
Jak kot z bardzo długim ogonem w pokoju pełnym bujanych foteli
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
30 lip 2009, 10:15

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Avatar użytkownika
przez krysti24 15 sie 2009, 23:38
polecam książkę Tadeusza Niwińskiego - MY, w tym przypadku, bo wszystskie jego książki i portal są dobre. czego sie nauczyłem że budowanie związku składa sie tyulko z dwóch rzeczy:

1. Znalezienie odpowiedniego partnera
2. Budowanie związku

Niby takie proste

pozdro

Ps. Ja jestem wolny, heh
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
15 sie 2009, 13:18
Lokalizacja
Rzepin

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez betty_boo 16 sie 2009, 00:30
hm... moze Twoj problem nie dotyczy tylko związku, może po prostu masz depresję? oczywiscie związek może byc jej powodem ale moze nie jedynym?
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Avatar użytkownika
przez iskierka marzeń 29 sie 2009, 00:06
marda czytałam twój post i mam podobna sytuacje :( jestem już w związku kilka lat, mamy ślicznego synka ale niewiem gdzie "my" jesteśmy :( do czasu ciązy wszystko było ok:) dziecko było planowane i troche na maluszka czekaliśmy a gdy tylko okazało sie że jestem w ciąży to jakby zły duch wstapił w mojego partnera:( zaczął balowac a ja zostałam sama :( wyprowadziłam sie ze swojego miasta na drugi koniec polski, z przyjaciół zrezygnowałam bo po co mi znajomości z mojego rodzinnego miasta przez całą ciąże walczyłam o ten związek krzyczałam, płakałam, próbowałam rozmowy, kompromisów ale nic to nie dało :( potem myślałam "dziecko urodzi sie to otrzeźwieje" i synek urodził sie... ma teraz prawie dwa latka a ja nadal jestem sama :( w zeszłym roku poszłam do szkoły to chociaż co drugi weekend zapominam na kilka godzin a potem wszystko wraca:( teraz "on" jest zagranicą i jak ma przyjechać to najpierw sie ciesze a potem mysle ciekawe kiedy zabaluje??? myślałam żeby wrócić do mojego miasta rodzinnego ale to mała mieścina i wiem co byłoby gadane "o wróciła a była taka dumna jak wyjeżdzala" i jest mi najzwyczajniej WSTYD!! za moja głupote i łatwowierność że tak dałam nabrać sie na piekne słowa a ja chciałam tylko rodziny i miłości a jestem samotna pocieszam sie że mam cudownego synka dla którego wszystko bym zrobiła:) moja wyprowadzka to był mój największy błąd w życiu i wogóle ten związek:( jechałam tu pełna marzeń, uczuć w pełni szczęśliwa kobieta a po kilku latach tego związku jestem wypalona, ciągle płacze... nikomu nie żale sie bo i po co??? mamy i rodzeństwa nie chce obarczać swoimi problemami :( jedynie przyjaciółka wie część tego co tu pisze i nienawidzi mojego partnera za to co ze mnie zrobił:( chce to przerwać ale narazie nie potrafie:( przepraszam że tak wyżaliłam sie jak nie chcecie to nie czytajcie tego.. trafiłam na to forum i postanowiłam wygadać sie bo już nie wytrzymuje od kilku lat dusze to wszystko w sobie :(
Posty
6
Dołączył(a)
28 sie 2009, 23:49
Lokalizacja
wałcz

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez wciacia 29 sie 2009, 12:00
iskierko! bardzo dobrze,że tu trafiłaś. życie w takim związku wypala. sama to przeżyłam.9 lat u mnie to trwało. zabiło moją psychikę.popadłam w głęboką depresje. i wtedy powiedziałam DOŚĆ.odeszłam od męża. postarałam się o prawną separację. w moim wypadku podziałało to trzeżwiąco na męża.to znaczy wrócił skruszony i gotowy na zmiany. dopiero kiedy mnie stracił to uświadomił sobie,że nie chce żyć beze mnie,że mnie kocha i chce walczyć.poszedł ze mną na terapie małżeńską. mieszkamy razem na nowo od roku i 2miesięcy i jest super. mój mąż dokonał naprawdę niesamowitych zmian w sobie i w sposobie traktowania mnie. stworzyliśmy jakby nowy związek.
nie mam dzieci,więc było mi łatwiej. ale taka chora sytuacja w domu tak naprawdę wpływa tylko zle na dzieci i one gdy dorastają to pózniej wchodzą w kolejne chore związki. więc myślę,że trzeba taką pętlę po prostu przerwać. facet czasem musi stracić kobietę,żeby sobie uswiadomić ze ją kocha i mu zależy.
oczywiście nie ma żadnej gwarancji,że się zmieni. ale ja wiem ,że tak czy inaczej warto spróbować i stanąć samodzielnie na nogi.
pamiętam jakie miałam uczucie po rozprawie w sądzie. byłam dumna,że tego dokonałam i czułam wielką ulgę,wreszcie zaczęłam oddychać i się bawić.

[Dodane po edycji:]
wciacia
Offline

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez martita1306 01 wrz 2009, 19:59
Cześć Wam Wszystkim moja historia podobna jest do Waszych tyle że jestem mężatką i nie wiem co mam zrobić,duszę się w związku ktorym jestem zdominowana przez męża,on wybiera mi znajomych,mowi jak się czesac,ubierac.Gdy z nim chodzilam nie zauwazalam tego,zerwalam kontakty z przyjaciolkami,caly czas poswiecalam jemu,a on nade mna zapanowal,zawladnal,mna moimi myslami,czesto jak sie wypowiadam to mowi ze i tak na niczym sie nie znam,nic nie wiem.Czuje sie okropnie,nawet prace chce mi wybierac,nie umie tak zyc,bardzo go kocham ale gdy postawie na swoim grozi rozwodem co mam robic.POMOZCIE!!!
Życie to raj, do którego klucze są w naszych rękach.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
05 cze 2009, 12:27
Lokalizacja
Warszawa

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez Lili-ana 01 wrz 2009, 21:59
To się rozwiedź! Co to za życie? Czyje to życie w ogóle? jego czy Twoje? Dziewczyno ratuj siebie, póki nie macie dzieci.
On Cię stłamsi, zniszczy, nie będziesz miała własnej osobowości. Nie pozwól na to, żeby Tobą kierowano. Idź na psychoterapię, to na pewno Ci pomoże stanąć na własne nogi.
Lili-ana
Offline

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

Avatar użytkownika
przez petunia 20 wrz 2009, 18:02
wciacia napisał(a):w moim wypadku podziałało to trzeźwiąco na męża.to znaczy wrócił skruszony i gotowy na zmiany. dopiero kiedy mnie stracił to uświadomił sobie,że nie chce żyć beze mnie,że mnie kocha i chce walczyć.poszedł ze mną na terapie małżeńską. mieszkamy razem na nowo od roku i 2miesięcy i jest super. mój mąż dokonał naprawdę niesamowitych zmian w sobie i w sposobie traktowania mnie. stworzyliśmy jakby nowy związek.


Szczerze zazdroszczę ... na mojego moja decyzja tak nie podziałała ... Usłyszałam wtedy od niego, że nie będzie robił z siebie idioty i pokazywał, że mu zależy. Skoro tego nie dostrzegłam to już tego nie dostrzegę :cry: Pamiętam jak bardzo mnie to zabolało i jak to przeżyłam, wyrzucił wtedy tyle zjadliwych słów w moją stronę. A ja nie odeszłam bo przestałam go kochać !!! Odeszłam bo wykańczałam się psychicznie, bo osiągnęłam dno, bo jak inaczej można nazwać odurzenie się tabletkami uspokajającymi czy urządzenie neurotycznej sceny ... w pewnym momencie nie mogłam się już kontrolować, moje ciało samo mówiło poprzez zablokowane od dłuższego czasu emocje dołączając tragiczne z skutkach lęki ...
Pomimo, że od dłuższego czasu nie czułam się przy Nim bezpieczna a decyzję o rozstaniu w tamtym momencie uważam za rozsądną to moje serce wciąż woła do niego ...

Gdyby tylko wykazał chęć jakiejkolwiek zmiany w sobie ... uwierzcie mi nie obejrzałabym się ... Przeczytałam na pewnym forum, że ludzie się nie zmieniają ale mamy dowód wyżej, że jednak jeśli się chce i widzi w tym sens to jest to możliwe i Ja jestem takim przykładem, tez się zmieniłam pod wpływem tego związku, On otworzył mi oczy na pewne sprawy, jestem mu za to wdzięczna. Nigdy nie miałam pretensji o "zawartość" jedynie o "opakowanie". Bolał mnie sposób w jaki przekazywał czy mówił a nie co przekazywał.
WCIACIA naprawdę szczerze zazdroszczę ...

Patra82 po pierwszym rozstaniu zeszliśmy się na nowo nie byłam w stanie być konsekwentna ... chyba jeszcze wierzyłam, że może Nam się udać ... Dwa m-ce później rozstałam się drugi raz ... tym razem konsekwentnie

Teraz? Teraz go wypatruję bojąc się jednocześnie jego widoku. Etap I pt. "Przeżywanie" zaczęty ...
Niczym kot w kojcu liżę swoje rany ...
... w drodze do wyskoczenia na "cztery łapy"
Bo wszystko w życiu ma swój ustalony porządek i czas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
123
Dołączył(a)
18 maja 2009, 21:39
Lokalizacja
Północny Chaos

Re: Samotność w związku. Jak sobie radzić?

przez Hortensja 09 sty 2010, 15:16
Przeczytałam Wasze wszystkie tu posty i niestety u mnie też jest coś takiego jak samotność w związku...
Facet z którym jestem od ponad 5 lat nie rozumie całkowicie moich uczuć.
Jeżeli mówię mu że mnie coś boli to odbiera to jako atak, wyrzuty i zrzędzenie. Dodatkowo jest człowiekiem upartym, zawziętym, często musi być tak jak o chce, i jak powiesz że nie, to się obraża, potrafi nie odzywać miesiąc, albo nawet dwa...( ma to po swojej mamie)
I właśnie teraz mamy ten okres nieodzywania się bo on sobie tak właśnie życzy... Mało tego kazał mi to uszanować jeśli mamy się kiedykolwiek porozumieć. I właśnie ten brak możliwości dojścia do niego i natychmiastowego z nim porozumienia się mnie przygnębia bardzo, często tracę całkowitą witalność do życia, spada mi poziom radości... A najgorsze są dni kiedy jesteś sama w domu wtedy potrafię płakać kilka godzin, aż zasypiam zmęczona z płaczu.
Dlaczego czuję się samotna? Bo nie potrafię przekazać swojemu facetowi co mnie np. rani czy co mi się nie podoba. Każde moje nie on nie przyjmuje do siebie. Mało tego jeśli ja mu powiem nie to on potrafi być bardzo oburzony i zdegustowany, ale on swoje nie może mi powiedzieć o każdej porze. Czuje się czasem jak jego kukiełka sterowana jego myśleniem. Ponad to zawsze co robiłam robiłam dla niego, często zatracając siebie w tym. Wiem że to mój błąd bo za bardzo go nauczyłam tego że z mojej miłości ma ode mnie wszystko. Ale to przez moje głupie myślenie, że jak będę się starała to będziemy szczęśliwi. A on w ostatnim czasie paskudnie zaczął wykorzystywać moje uczucia. W tamtym roku mieliśmy kryzys, rozstaliśmy się.. Ton on do mnie wrócił, całkowicie zmieniony wręcz idealny, chyba za szybko go przyjęłam... Ponad pół roku było idealnie. Był w każdym momencie mojego życia, troszczył się... Czułam się jak w bajce. Nasze rozstanie głównie spowodowane było jego kolegami, dla których mógł by zrobić wszystko... Po pół roku, znów przyszło to samo, znów mnie zaczął zostawiać dla kolegów, przestał, dzwonić, pisać, coraz mniej przychodzić do mnie, by spędzać czas z kolegami.. Ja czekałam spokojnie a on w tym czasie szalał z nimi. Nigdy nie chciałam mu zabierać kolegów, nigdy nic mu nie zabraniałam, ale jak już poczułam że całkowicie niknie pękło coś we mnie... Zaczęłam znów mu mówić co mnie boli, pytać czemu tak jest....Wiecie co on zrobił? Nie nie zmienił się, tylko właśnie powiedział że ciągle mam wyrzuty i ciągle mi coś nie pasuje... Jest całkowicie głuchy i ślepy na moje uczucia. A ja czasami nie mogę w to wszystko uwierzyć, że osoba którą tak kocham ma dwie twarze. Czasami twarz jest idealna pełna poświęcenia mi, a czasami ślepa na to co ja czuję. Tak to się po prostu nazywa egoizm. Ponad to jest właśnie jeszcze jeden problem ostatnio mi powiedział że ma we mnie 100% pewności, bo ja tak na prawdę nigdy nie odeszłam... Wiem że jest w tym dużo mojej winy bo to ja musiałam nauczyć go tej pewności. Teraz zastanawiam się co ja mam zrobić? Niby już ponad tydzień się ze sobą nie odzywamy, ale kusi mnie cokolwiek do niego napisać.. Nienawidzę tego jego milczenia, tego braku dojścia do porozumienia i zakończenia tego. By życia dalej szczęśliwie.... Myślicie że jest coś w stanie to zmienić? Wiem że dobrym rozwiązaniem jest też po prostu pokazanie mu że nie ma we mnie 100% pewności.. Dla tego obiecywałam sobie że jak odezwie się to ja też będę obojętna, tylko to też jest taka zabawa w kotka i myszkę... Powiem Wa coś jeszcze, że nie tylko traktuje mnie czasami traktuje jak wroga, ale też tak traktuje swoich rodziców. Jak sie ktoś o niego martwi, i zwraca mu uwagę, to on się obraża i traktuje to jako atak. Wiem że to jest dziwne strasznie dziwne.. I właśnie tak zostałam z tym wszystkim sama... Pomagają mi jego rodzice, ale przecież z nimi nie będę żyła tylko z nim. ? Myślicie że jest coś w stanie to zmienić.....? :(

[Dodane po edycji:]

Petunia a jak Tobie się życie ułożyło? Minęło już sporo czasu od kiedy tu pisałaś...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
09 sty 2010, 14:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do