Nerwica a związek (seks)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez Eva 12 kwi 2006, 21:02
Oj męczyły wszystkie objawy jakie opisujecie ,synek moj był mały miał 3 lata jak któregoś dnia poczułam że umieram ,zabrakło mi powietrza i czułam jak mi serce przestało bić po chwili poczułam ogromny ból w klatce i strach ze umre i samo dziecko zostanie.To trwało chwile pózniej przeszło ale został strach prze tym co może być.Pózniej było tak że nie miałam siły wstac z łóżka żeby zrobic dziecku jedzenie bo mąż pracował to synek przynosił mi chleb i reszte do łóżka żebym zrobiła mu jedzenie.Pierwsza pani psychiatra zapisała mi leki które jedne mnie pobudzały a drugie usypiały ,po 1,5 rocznej terapi bez skutku i poprawy przerwałam sama leczenie,następny lekarz poradził zebym zmieniła wszystko w swoim życiu nawet rodzine ,mieszkanie ... zupełnie wszystko.Nastepny przychodził do mnie do domu i zapisywał prozac i tak nastepne dwa lata, pózniej afobam ,lorafen,tranxene i jeszcze inne leki. Stwierdziłam sama że chyba jestem oporna na te wszystkie leki. Od 5 lat nie biore nic .Na poczatku choroby jeszcze pracowałam ,ale to była za kazdym razem dla mnie męka żeby dotrzec do pracy .Wpadłam nawet na pomysł zeby zawsze w kieszeni miec kartke z adresem ... bo jak mi by sie cos stało to żeby było wiadomo kim jestem i gdzie mieszkam .Zwolniłam sie z pracy bo syn chorował w przedszkolu i odetchnełam z ulga ze może poczuje sie lepiej jak nie bede musiała pracowac.Powiem Ci że przez te wszystkie lata tylko trzymało mnie to że nie mogę sie poddac bo mam dziecko które mnie bardzo potrzebuje.Zmienilismy mieszkanie kupiliśmy psa i razem z synkiem wychodziłam z domu .Spacery były tylko w poblizu domu ,bo mogło mi sie cos ... stać ,oczywiscie nic nigdy sie nie stało.Gdy chce sie dobrze czuć mąż jak ma wolny czas wywozi mnie za miasto do lasu lub nad jezioro i tam czuje sie wolna od nerwicy i wszystkich lęków.Kiedyś na samą mysl ze ktos ma do nas przyjsc nawet znajomi bałam się byc sama w domu.Jak przychodził listonosz to zanim wszedł do mnie do domu to ja sobie stawiałam krzesło w przedpokoju bo w razie jak cos mi sie stanie to padne na nie a nie na podłoge.Teraz mam wspaniałego męża i syna ,ale przesladowało mnie moje dziecinstwo.Rok temu poznałam na innym forum dziewczyne w moim wieku i bardzo sie zaprzyjazniłysmy bo mieszka niedaleko mnie tylko że ona jest moim motorem i daje mi powera bo jest ozdrowiencem :) Jak widzę ją to wiem że ja też tak moge dzieki niej zrozumiałam że wszystko zalezy odemnie.Nigdy żaden lekarz nie powiedział mi że moge wyjsc z nerwicy.Teraz wiem dlaczego tak długo nie mogłam z tego wyjsc bo uwazałam ze jak biore leki to one maja zrobic wszystko zebym była zdrowa a to nie tak leki owszem ale jeszcze duze samozaparcie i motywacja do powrotu do zdrowia i wtedy jest sukces.Jestem zła na siebie że zmarnowałam tyle lat z życia ze moje marzenia sie nie mogły spełnic . Teraz medycyna poszła z postepem i nastawienie otoczenia jest inne na sprawy choroby ,bo nikogo juz nie dziwi jak ktos sie leczy u psychiatry .Mi siłe dawała miłosc do syna i męża ,czuje sie im stale potrzebna .Syn powiedział mi że jestem najlepsza matka jaka on zna wsrod swoich kolegow ,chociaz chciałabym dac im jeszcze wiecej ... siebie ale wierze w to że tak bedzie :) pozdrawiam .
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez newgirl 12 kwi 2006, 21:28
oj wy wszyscy mowicie o partnerach a ja chcialaby miec kogos kto bylby ze mna w dobrych i zlych chwilach .po prostu chcialabym sie zakochac z wzajemnoscia ale o to jest trudno jak sie siedzi ciagle w domu i niema sie z kim spotkac.Macie sie fajnie jak macie kogos przy sobie
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
08 sty 2006, 14:19

Avatar użytkownika
przez iwo4 12 kwi 2006, 22:10
A ja sie boje, ze najczestszy problem zwiazkow kobiet ktore byly, powiem brzydko, "gnojone" w dziecinstwie przez ojca to to, ze nie potrafia zwiazac sie z normalnym facetem:(... po prostu podswiadomie szukaja takiego samego "umniejszacza" jak ich ojciec:(... wiedza ze nie beda z takim szczesliwe, a jednak nie potrafia inaczej:(... to jest naprawde przykre, ale mysle ze w duzej mierze prawdziwe... wiem cos o tym, bo sama mam taki problem!!
Nie martw sie Melliska, on w koncu odpusci i uda CI sie od niego uwolnic!!
Witajcie wsród "wybranych"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
193
Dołączył(a)
24 mar 2006, 23:21
Lokalizacja
Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez snaefridur 12 kwi 2006, 23:20
Daj mu bana i ustaw "Nie pokazuj wiadomości od nieznajomych".Mały,żałosny facet.
snaefridur
Offline

Avatar użytkownika
przez bibi 13 kwi 2006, 09:20
skarbie zmień numer telefonu, gg, meil, itp
nie wydaje mi się żeby pobicie go coś mu wbiło do głowy
możesz iść na policje i złożyć skargę że ten osobnik cię dręczy
a jeżeli odnajdzie cię mimo zmian danych to tymbardziej będzie wskazywac na to że on cię poprostu dręczy
a za to sa kary i wyroki
odwagi
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

Avatar użytkownika
przez venom 13 kwi 2006, 12:57
ja bym wynajal jakiegos ruskiego:) a tak na powaznie, mnie kiedys tak katowala moja byla, jak tylko zobaczyla ze zaczyna mi sie powodzic to rozpoczela atak, maile i smsy do moich rodzicow to byl standard, probowala mnie oczernic w oczach mojej obecnej zony, i wiesz co zrobilem? przestalem reagowac na jej zaczepki itd, i to ja w koncu uspokoilo, jak juz wiedziala ze nie reaguje i nic nie wskora dala sobie spokoj, wiec mam dla ciebie rade: OLEJ GO I NIE WDAWAJ SIE Z NIM W ZADNE DYSKUSJE, W KONCU DA SOBIE SPOKOJ
pozdrawiam
"...Żadnych kajdanków czy czegoś w tym rodzaju.
Kiedy nas już spisali na komisariacie, zabraliśmy
Tych gliniarzy na obiad na Mulberry Street...
Następnego dnia znów działaliśmy w najlepsze..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
340
Dołączył(a)
08 kwi 2006, 12:26

Avatar użytkownika
przez bibi 13 kwi 2006, 17:20
venom napisał(a):ja bym wynajal jakiegos ruskiego:)

nie jest to dobry pomysł
venom napisał(a):mnie kiedys tak katowala moja była

to mimo ze na pozur taka sama sytuacja to jedna inna
to jest facet który może jej coś ze złości zrobić
a nie zraniona duma kobiety
Melisska na poważnie ci mówię żebyś napisała mu sms-a ,że masz dośc i że idziesz na policję.
może to go zniechęci
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

ja

Avatar użytkownika
przez dzasti13 13 kwi 2006, 17:45
Melisko1
Moze najlepiej by bylo bys wcale nieczytala tego co on tam bargroli niemusisz czytac wypisow tego idjoty po co masz sie zadreczac!Badz twarda trzymaj sie jestem z toba! 8) :cry: :cry: :)
chce pomagac ludziom z nerwica lekowa i wymieniac sie spostrzerzeniami i wlasnymi doswiadczeniami.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
345
Dołączył(a)
15 lut 2006, 17:29
Lokalizacja
z frankfurtu nad menem

Avatar użytkownika
przez venom 13 kwi 2006, 20:19
bibi ja tylko zartowalem z tym ruskim, masz racje na policje odrazu, od tego sa aby nas pilnowac i chronic przed takimi
"...Żadnych kajdanków czy czegoś w tym rodzaju.
Kiedy nas już spisali na komisariacie, zabraliśmy
Tych gliniarzy na obiad na Mulberry Street...
Następnego dnia znów działaliśmy w najlepsze..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
340
Dołączył(a)
08 kwi 2006, 12:26

przez snaefridur 13 kwi 2006, 20:28
Popieram,najpierw mu powiedz,że idziesz na policje.Jeśli to go nie ostudzi,to faktycznie idź.Masz dowód-archiwum gg.No i można sprawdzić od kogo były głuche telefony.
snaefridur
Offline

Avatar użytkownika
przez anita27 14 kwi 2006, 10:32
Czy jestes w stanie sie przyzwyczaic do takiej sytuacji,zeby ciebie tak meczono?Pomysl nad tym jesli nie to zrob cos koniecznie melisko.Moze zacznij od zlozenia na nasza kochana policje zawiadomienia o tym fakcie.Jesli bedziesz chciala to moge ci pomoc je ulozyc:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Avatar użytkownika
przez Davey Havok 15 kwi 2006, 18:21
Cóż, można powiedzieć, że identyfikuję się z problemem. Muszę przyznać, że jest on na pewno czynnikiem, który powoduje

uaktywnienie się tendencji nerwicowych.
Zmuszanie się do związków... Spróbuję opisać, na czym to mniej więcej polega. Dam własny przykład, bo to najlepszy sposób :)

Podstawą wszelkich problemów wydaje się być tutaj tzw. konflikt wewnętrzny. Przebywamy w związkach z tymi, którzy nam w jakiś

sposób nie odpowiadają...

Wyjdę od tego, że dla mnie Miłość była i właściwie jest wartością, ideałem, do którego należy dążyć. Przez to wszystkie moje

związki starałem się traktować strasznie poważnie (nawet w wieku 12 czy też 15 lat...; obecnie mam 19). Jak to wyglądało?

Otóż partnerka, z którą w danym momencie byłem związany lub starałem się o nią była zawsze tą Jedyną i nic ani nikt tego

zmienić nie mógł (Zdaję sobie sprawę z tego, że w początkowym stadium poznawania siebie wsytępuje zauroczenie i człowiek

myśli podobnie. Gorzej jednak, jeśli ten stan utrzymuje się przez dłuższy czas i zauważenie wad drugiej strony graniczy z

cudem). Idąc dalej i analizując mój ostatni, dziewięciomiesięczny związek - w stosunku do mojej wybranki musiałem, nazwijmy

to "zachowywać czyste konto myślowe". Cóż to oznacza? Otóż nie mogłem myśleć o niej źle, mimo iż intuicja podsuwała mi różne

i całkiem zdrowe spostrzeżenia - m.in. jej niedojrzałość emocjonalną, dziecinność, trudności s kontaktach z ludźmi, itp.

Tłukłem więc te wszelkie negatywy w sobie, nie pozwalając im w ogóle dojść do głosu. Mało powiedzieć - obwieniałem o nie

siebie (no bo przecież to moja dziewczyna, jak ja mogę aż tak myśleć o niej!). A myślałem róznie - zdarzyło mi się nazwać ją

w myślach kurwą, itp, choć to nie miało i nie ma większego związku z realiami (ale w każdym razie CZYMŚ ta myśl musiała

zostać wywołana, czego ja wówczas nie dostrzegałem... Była po prostu wyrazem innego, znacznie łagodniejszego spostrzeżenia,

które po prostu wyraziłem w ten sposób).
Ponieważ moja miłość nie była idealna i czułem, że nie kocham - zacząłem się modlić o miłość, itp. Wręcz oszukiwałem siebie,

że kocham tę dziewczynę (a w gruncie rzeczy nie chciałem tego związku i naprawdę trudno jest mi wyjaśnić motyw wejścia w

niego - wiem, że to głupie, ale tak to z nami jest...). Modlitwa - to było za mało. Trzeba było się dowiedzieć, jak ta miłość

ma wyglądać... Co to w ogóle, do cholery jest? Zacząłem czytać ksiązki na ten temat i czerpać z nich naukę, starać się

postępować według nich.
I tak to się kręciło. Starałem się być coraz lepszy - im więcej "złych" myśli, tym więcej kwiatów, czułych słów, ustępstw,

poświęcania siebie. Nie dbałem o siebie w ogóle - poświęcałem dla niej swoją każdą wolną chwilę, czas na posiłki,

wyszukiwałem sobie możliwości pomocy jej... no po prostu nieświadomie czyniłem wszystko, żeby nie dopuścić do siebie myśłi,

że to nie ta dziewczyna, że to nie ma przecież sensu...
Nie muszę mówić, że "kocham" powiedziałem też po to, żeby ten związek jakoś "ruszył" z miejsca...

Ah, coś wartego napisania. W momencie wejścia w ten związek czułem się od razu nieswój (jak zwykle zresztą będąc z

dziewczyną) - złe samopoczucie, ogólny dół, zmęczenie, itp. Z czasem to wszystko się nasilało. Zaniedbałem siebie strasznie.

Zaczęło się od zaprzestania chodzenia na siłownie, potem wszelka aktywnośc fizyczna pomału upadała (prócz biegania za tą

dziewczyną ofkorz). Często marzyłem o tym, żeby przestać z nią być i wrócić do normalnego życia - a nie mogłęm zauważyć, że

normalne życie dzieje się właśnie tu i teraz i tak naprawdę związek nie powinien robić nie wiadomo czego ze mną - ale tak

robił. Czułem nieustanny przymus myślowy - myślałem o mojej wybrance ciągle, dzień i noc. Nie mogłem przy niej się nudzić,

nie mogłem sprawić, żeby ona się nudziła. Patrzyłem na nią i zgadywałem, jaki mam być... No po prostu - porażka na całej

linii.

POtem rozkręciło się na dobre - poczucie nierealności, pustki wewnętrznej, pomału wkraczałem w etap depresji. CHciałem nawet

sobie coś zrobić, mówiłem też o samobójstwie (!). Nie chciało mi się wstawać z łóżka, nie mogłem się uczyć... Lęk, że jestem

chory psychicznie też się pojawił, mówiłem nawet o tym mojej dziewczynie, ale to niewiele ją ruszyło... Lęki - owszem...

Ech... szkoda gadać :/
Przez ten cały czas problem widziałem w sobie. To ja byłem zły, to ja byłem gorszy, itd. Moja partnerka niewiele z tym

robiła. Właściwie czułem się tak, jak gdyby czekała, aż coś się w końcu ze mną ruszy, żeby jej życie wreszcie wyglądało

normalnie.

Więc walczyłem - sam ze sobą...

Dla mnie takim ostatecznym upadkiem była wizyta u psychiatry i otrzymanie leków antydepresyjnych. BYłem bliski ich wykupienia

- i zrobiłbym następny cholerny błąd w życiu... Bo trwałbym w tym związku i do tego brał leki - nie muszę mówić, że

wykończyłbym się szybciutko... I pewnie całe życie już brał to gówno...

W tym momencie jestem wolny. Nie wiem czemu, ale ciągnie mnie do mojej eks. Widocznie lubie dostawać po mordzie, czuć się

gorszy czy coś...

Cóż, nauczyłem się przynajmniej paru rzeczy
1. Ufać swojej intuicji - na drugi raz zapytam sam siebie 10- razy, zanim cos postanowie
2. Szanowac milosc i ogromna energie, i sile ktora z nia idzie - ta milosc, ktora moge dac (jest naprawde duza gdy tak na

wszystko patrze...)
3. Mam tendencje do popadania w skrajnosci
4. Mam nerwice
5. Jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika.

...

Jeśli macie jakieś pytania, chętnie odpowiem. Mam nadzieję, że moja wypowiedź pomogła komuś. Jeśli ktoś się identyfikuje,

zapraszam do dyskusji :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
09 kwi 2006, 13:39

Avatar użytkownika
przez iwo4 15 kwi 2006, 18:39
Widze ze sporo przeszedles... ciesze sie ze jest tutaj ktos, kto rozumie ten problem... ja mimo tego ze jestem teraz sama, mam nadal w tym temacie jakas obsesje... mam wrazenie ze taki konflikt wewnetrzny rozgrywa sie we mnie caly czas... kazda mysl ze moge ponownie zmuszac sie do zwiazku (krzywdzac tym samym zarowno mnie jak i ta druga osobe) wywoluje we mnie potworne lęki... z dugiej strony mam tez bardzo duzo momentow w ktorych tesknie za miloscia... jednym slowem potworny konflikt wewnetrzny
Witajcie wsród "wybranych"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
193
Dołączył(a)
24 mar 2006, 23:21
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez Davey Havok 15 kwi 2006, 18:50
Wiesz...
Tak naprawdę wydaje mi się, że po prostu brakuje takiego jednego, małego bodźca..
Bo ja zawsze chciałem, żeby mnie ta druga strona traktowała tak samo jak ja ją. Jakoś brakowało tego...

Nie rozumiem jednak tego przymusu do wejścia w związek z kimś, kogo się w ogóle nie zna, nie kocha, kto jest właściwie bardziej obojętny niż bliski, kto jest niedojrzały...

Jejq!
Prawdę ciężko mi odkryć, ale czasem mi się wydaje, że chciałbym, żeby moje partnerki były idealne... Chciałbym wszystko od razu... Ciężka sprawa, ale gdzieś musi być rozwiązanie...
Obecnie czytam książkę o nerwicach i, cóż, niewiele jest tu na forum odstępstw od tego, co opisano już 1983 roku (książka jest z tego roq)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
09 kwi 2006, 13:39

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do