Pytanie o zaburzenia

Inne zaburzenia.

Pytanie o zaburzenia

przez Pojebek 28 sty 2010, 14:45
Interesuje mnie kwestia wszelakich zaburzeń. Diagnozowania ich, oraz czemu jakakolwiek diagnoza zmienia nasze spojrzenie na nas samych. Jung podobno przez kilka lat zmagał sie z halucynacjami i innymi objawami wytwórczymi. Nigdzie jednak w notkach biograficznych, nie ma kwestii, że cokolwiek mu było. Nie pojawia sie żadna definicja.Nie ma mowy o zaburzeniach osobowości o nerwicy... Jest mowa tylko o tym, że uniknął schizofrenii, że sie obronił. On sam pisze o tym, że musiał zrozumieć to wszystko(obrazy itd) żeby uniknąć choroby, a z drugiej strony żeby uniknąć neurozy. W jakim więc stanie sie znajdował? Człowiek znajdujący sie w podobnym stanie w dzisiejszych czasach, przejrzal by internet i miałby conajmniej kilka przróżnych alternatyw. Nie miałby wiele szans na przejście przez to wszystko, bez przyjęcia przeróżnych leków, które jak sie okazuje nie są takie niezbędne i konieczne. Ciekawi mnie jak by można było taki stan określić. Przeróżne objawy, ale ani jedno ani drugie. Ani psychoza, ani nerwica. Chyba zdrowiem tego określic nie można.
Ja osobiście mam jakąś straszną potrzebe miec jakieś zaburzenie, którym trzeba sie zająć(w zasadzie mi to obojętne jakie). Nie w sensie bezpośrednim, tylko w sensie pośrednim. "Korzyści" z takiego stanu płynące są na tyle duże, że chce coś mieć. Mam taką potrzebe pośrednio, bo w rzeczywistości chodzi mi o ucieczke przed światem i życiem. Jeśli mam cos tam, to logicznym jest, że zawieszam sie w prawach żyjącej jednostki, dla własnego dobra. Chce ten defekt poprawić i potem moge zacząć żyć. W moim przypadku przyjmuje to rozmiar absurdalny i zupełnie irracjonalny. Mam wyrazne poczucie, że coś jest we mnie czego za nic nie chce pokazać. Zupełnie nie potrafie tego skonkretyzować, ale nie chce żeby ktoś na mnie patrzył. Nie znosze wzroku innych, bo oni to coś zobaczą, a ja w zasadzie nie wiem co. Zobaczą widząc moje emocje, ale jakie konkretnie? Na poziomie racjonalnym, jestem w stanie powiedzieć że mówie poprostu o sobie. W jakiś tam suchy emocjonalnie sposób zdaje sobie sprawe, że nie mam konkretnego problemu. Problemem jest widzenie problemu, tam gdzie go nie ma. Nie doszedłem jednak do takiego stanu drogą racjonalnego oceniania własnych zachowań .Nie powiedziałem, że teraz decyduje nie odczuwać agresji bo komuś coś zrobie. Ten stan mnie zastał i tak poprostu jestem skonstruowany. Moge powiedzieć że zupełnie mi odpowiada ekspresyjne wyrażanie siebie, jednak ni jak to sie ma do mojego funkcjonowania. Na tym głębszym nieświadomym poziomie nadal dąrze do czegoś innego. Mam wrażenie, że zupełnie jestem do nerwicowców nie podobny.
Teraz. Czy jeśli mam taki stosunek do samego siebie, to czy terapia nie jest swoistą pułapką? Czy nie jest tak że patrząc na jakąś część samego siebie, pod kątem klinicznych definicji sprawiam że ta część jest chora jeszcze bardziej. Czy terapia nie jest w takim przypadku, błędnym kołem? Przecież nic nie zmienia sie jeśli chodzi o samą istote. Ktoś kto ma depresje, porostu ją ma, nie ma znaczenia czy o tym wie czy nie. Zmienia sie tylko nazewnictwo. Czy takie nazewnictwo, diagnozowanie nie jest paradoskalnie czyms odrotnym niz sie nam wydaje. Czy nie jest coś przeciwnego niż zdrowienie. Jesli ktos ma myśli samobujcze to ok. Ale jednak wiekszość osób tutaj i chyba ja też, nie ma problemu z zaburzeniem czy chorobą. Wiekszy problem jest w tym, że nie chce sie być zdrowym. Przecież uciekłem przed życiem, bo cos jest ze mną nie tak. Jeśli jednak okazuje sie, że nie jest coś nie tak, tylko ja widze kłopot tam gdzie go nie ma. Wychodzi że te objawy mi służą, one mnie bronią. Nie chce sie ich pozbywac, bo to oznacza wejście w życie takim jakim tylko wejść moge. Nie moge zmienić własnej istoty w inny, niz tylko z klinicznego spojrzenia patologiczny sposób. Mozna dojrzewać, ale to jest stan przeciwny do poczucia choroby. Chce sie wyzdrowainia w sensie nie odczuwania dyskomfortu, lęków, ale to wszystko jest pochodną czegoś, a tego czegoś zmienic nie chcemy.To tylko wyższy poziom funkcjonowania, nizszego nie dosięgamy. Funkcjonowania ego w społeczeństwie, a więc środowisku do którego jest przystosowane. Człowiek jest przystosowany do życia w świecie, ego do życia w społeczeństwie. Jesteśmy i nagle okazuje sie, że pokazujemy coś czego nie powinnismy. W sensie nieświadomym mamy do siebie pewien stosunek, tożsamy z wychowaniem, czy raczej ścieraniem sie z rzeczywistością dotychczasowej pełnej itoty. Mamy pokazać to co mamy pokazać i droga do tego prowadzi przez funkcjonowanie przez lęki, zaburzenia, blokady, przez objawianie kompleksów ,słabości...Jeśli będe nie chciał objawów to nic to nie da. Jeśli będe walczył z objawami to nic sie nie zmieni. Trzeba chcieć czegoś, trzeba odczuwać chęć odczuwania jakiejś konkretnej emcoji czy energi bez żadnego kontekstu. Nie na zasadzie rozumowego procesu zależności. Objaw(nie chce go),potem dochodzimy do przyczyny objawu(trzeba to zmienić) i z tego powodu coś chcemy zmieniac. Pozornie chcemy leczyc sibie, ale tak w rzeczywistości chcemy zostac jacy jesteśmy i nie musieć odczuwać dyskomfortu leków...Ci co chodzą na terapie nie chcą zdrowieć. Oni krzyczą : czemu nie moge być w spokolu chory?! Pisze sie potem, że ktos trafia na głupiego psychologa, na złego itp... Oczywiście ciężko w takim kontekście mówić o zaburzeniach posturazowaych czy podonych. Jednak ja tak widze siebie i większośc osób z tego forum.
Ja moge powiedzieć, że objawy miałem i mam dla mnie kosmiczne. Miałem przepisany haloperidol i leki uspokajające, na zasadzie na prube. Może byc lepiej, zobaczmy. Nie mam nerwicy, ale jest kwestia osobowości, no i chyba objawy dość psychotyczne.
Chodzi o to, że za nic na świecie nie mam pojęcia co robić. Niby mam problem i pewnie mam. Jednak z drugiej strony zupełnie nie potrafie sie nim zająć. Terapia która miała byc prubą rozwiązania go, jest jednoczesnie doskonałą ucieczką od niego. Niby na poziomie racjonalnym wszystko ok. Przeciez własnie w gabinecie psychologicznym czy psychiatrycznym takie rzeczy sie załatwia. Jednak na poziomie głębszym, jest tam zbyt wygodnie i ta chęć jest tylko chęcią ucieczki i stagnacji w ciepełku. Chce coś konkretnego tam uzyskać, tylko że wychodzi na to że chciałem sie w takim gabinecie zabić. Nie w sensie dosłownym, a w sensie zagubienia sie w samym sobie. Ponazywać, pookreslać i przez to dokładnie trzymać przed uwolnieniem. Tak żle, tak nie dobrze. Mozna potrzebowac terapi, ale można zupełnie nei być na nią gotowym i wszystko na nic. Myśalłęm że jak już tak znieczule samego siebie, zsamokontroluje to będe mógł działeć. Okazuje sie że ręka w nocniku i tylko życie, proste życie przed którym ucikam bo coś jest we mnieitd... i tak w kóło. Chce żyć, ale musze coś zlikwidować. Likwidacja polega na nie życiu. Rzeby żyć chce sie pozbawić chęci życia.
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
01 sie 2008, 17:16

Re: Pytanie o zaburzenia

przez celineczka3 28 sty 2010, 16:37
Jeśli chodzi o wyszukiwanie sobie u siebie problemów i to czy terapia jest w tym przypadku zła...jeśli użyjesz ją po to żeby wyszukiwać sobie nowe schorzenia to pewnie nie będzie dobra, ale jeśli przestaniesz myśleć o klasyfikowaniu siebie tylko o pracy nad sobą to jest to jak najbardziej dobre i pożyteczne.A to wszystko wynika z tego, ze terapia nie jest po to, żeby nazywać tylko żeby leczyć a to jest różnica.
celineczka3
Offline

Re: Pytanie o zaburzenia

Avatar użytkownika
przez Majster 28 sty 2010, 16:39
Mniemam jak celineczka3.
Pytalem juz kiedys o to - skad pomysl na taki nick?
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Pytanie o zaburzenia

przez Pojebek 28 sty 2010, 18:06
No to jest bardzo ładnie. Tylko że rzeczywistośc jest troche bardziej skomplikowana. Nie chce sobie dopisywac nowych schorzeń. Chodzi o to, że w ten sposób staram sie samookreślać. Jeśli padnie diagnoza depresja, to czytam ile sie da o depresjji, w celu dowiedzenia sie czegoś o sobie. Jeśli padnie zaburzenie takie i owakie to jestem gotów nawet z chińskiegoo jakieś opracowanie tłumaczyć. Chce czytac o samym sobie w ten sposób . Sam nie wiem.
Co do nicku już odpowidziałem
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
01 sie 2008, 17:16

Re: Pytanie o zaburzenia

Avatar użytkownika
przez Majster 28 sty 2010, 18:11
A moglbys o tym nicku jeszcze raz? Nie moge sie doszukac ;)
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Pytanie o zaburzenia

przez celineczka3 28 sty 2010, 18:34
Ale diagnoza depresji Cie nie określa jako człowieka:) Poza tym może przeceniasz zdanie innych na Twój temat:)Może lepiej by było jakbys sam zaczął budować swój pogląd na siebie, a nie posiłkował się tym co pisze o Tobie wikipedia:)
celineczka3
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do