Depresja i lęki niszczą moje życie...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Depresja i lęki niszczą moje życie...

przez 5pm 25 wrz 2013, 22:14
Nie wiem dlaczego to piszę, bo mojego problemu nie da się raczej rozwiązać na łamach tego forum, ale potrzebuję z kimś się tym podzielić. (Po napisaniu tego tekstu stwierdziłem, że jednak mi się to przyda - przygotowałem sobie dobry opis moich ostatnich dolegliwości na wizytę u lekarza za parę dni.).

Mam 22 lata. Nikt nigdy tego nie stwierdził, jest to wynik autodiagnozy przez wujka google, gdy po raz kolejny szukałem przyczyn swoich problemów, ale prawdopodobnie mam lekkie objawy ZA - w dzieciństwie byłem niesamowicie zdolnym dzieckiem o dość nietypowych zainteresowaniach. Z drugiej strony miałem wielkie problemy ze sportem, zawsze byłem trochę nieśmiały i zamknięty w sobie oraz miałem problemy w kontaktach z dziewczynami. Dokładnie - brzmi to jak idealny przepis na nastoletnią depresję. Przez swoje nieustające doły i kolejne nieszczęśliwe miłości z ponadprzeciętnego ucznia w podstawówce i gimnazjum z wynikami na olimpiadach z historii, WOSu i geografii zrobiłem się przeciętnym uczniem liceum. Jechałem na trójkach, wybierając najprostszy chyba profil historia-WOS, po drodze zaczynając matmę rozszerzoną i rezygnując z niej przez brak motywacji do nauki. Uczyłem się bardzo niewiele. Maturę z historii i WOSu zdałem z jednym z najlepszych wyników w szkole, ale zrobiłem to "siłą rozpędu" bo z taką wiedzą jaką miałem po podstawówce i gimnazjum. Dostałem się na najlepszy wydział prawa na dzienne studia w odległym mieście . W wakacje poszedłem na kurs prawa jazdy, którego ostatecznie nie zaliczyłem, ale poznałem świetną dziewczynę. Skończenie z liceum, w którym byłem pośmiewiskiem dla paru osób pomogło mi wyjść na prostą.
Wszystko szło dobrze - chodziłem na zajęcia, zdawałem kolokwia, miałem spoko znajomych, znajomość z dziewczyną z kursu na prawko rozwijała się powoli bo była to znajomość na odległość a dziewczyna była strasznie nieśmiała, ale szła w dobrym kierunku - aż do pierwszej sesji. Na pierwszy egzamin byłem przygotowany nieźle, ale przez ogromny stres ledwo wydukałem z siebie parę zdań i z wielką łaską egzaminatora, chyba na zachętę, dostałem 3. Podłamało mnie to i następnego egzaminu - dużo trudniejszego i pisemnego nie zdałem. Z poprawki też dostałem 2.
Wtedy zaczęło się sypać - nie chodziłem na zajęcia, nie zdawałem kolokwiów - podszedłem tylko do dwóch egzaminów z trzech, nie zaliczyłem ćwiczeń z jednego przedmiotu. Odsunąłem się od kolegów i została mi tylko ta koleżanka w rodzinnym mieście. Wiedziałem, że coś może z tego być i skupiłem na niej wszystkie swoje wysiłki, jednocześnie pogrążając się w coraz większej depresji związanej ze stresem z powodu zawalenia roku. Zacząłem psychoterapię. Finalnie doszło do tego, że w tym samym tygodniu, gdy zaczęliśmy być parą (jesteśmy nią już 3 lata) ja zacząłem brać leki antydepresyjne (niezłe na scenariusz do filmu). Euforia spowodowana udanym związkiem przyspieszyła leczenie i depresja przeszła właściwie w mgnieniu oka. Powtórka roku pierwszego (w zwykłym trybie - bez przyznawania się do choroby) wyszła w miarę ok - obyło się bez niezdanych egzaminów choć wyniki nie były jakieś rewelacyjne. Postanowiłem, że od 2. roku wezmę się poważnie za naukę i określę dokładniej swoje cele na prawie. Od tego roku miała też zamieszkać ze mną dziewczyna. Pojawiło się światełko nadziei, że już będzie zawsze dobrze.

Niestety, im bardziej rozeznawałem się w możliwościach po prawie tym bardziej docierało do mnie coś, czego przy wyborze tych studiów nie wiedziałem. Sytuacja na rynku prawniczym z roku na rok się pogarsza (na CAŁYM świecie) i coraz więcej ludzi po prawie, nawet z aplikacją, jest bezrobotna albo zarabia grosze na śmieciówkach. Podłamało mnie to i spowodowało huśtawki nastrojów podczas których na zmianę uczyłem się i nie uczyłem. Drugi rok jakoś przetrwałem z jednym wpisem warunkowym i średnią w okolicach 4,0. Do trzeciego przystępowałem z dziwnym zapałem, ale wszystko siadło jakoś w listopadzie i od tego czasu prawie w ogóle nie zaglądałem do książek. Miałem co chwila wahania nastrojów ze średniego do beznadziejnego, pojawiały się szalone pomysły typu pójście na medycynę, informatykę, polibudę, zostanie pisarzem, producentem muzyki, pokerzystą - wszystko byle nie prawo (niestety już jest chyba trochę za późno na takie rzeczy). Zacząłem się bezsensownie winić, że w dzieciństiwe nie interesowało mnie programowanie, że nie lubiłem chemii w liceum, że nigdy nie miałem zdolności technicznych i na politechnikę się zwyczajnie nie nadaję. Wzmacniane jest to dodatkowo tym, że moja dziewczyna poszła na wymarzoną stomatologię a jej mama jest również dentystką, więc u niej w domu ciągle mówi się o lekarzach, przyjaciółmi jej rodziców są lekarze - czułem wstyd, że zostanę jakimś adwokaciną i będę zarabiać 1000 zł na rękę, podczas gdy znajomi i rodzina mojej dziewczyny jeżdżą na wakacje na Malewidy czy do Kenii. Jednocześnie coraz bardziej zaczęły mnie dobijać informacje o tym jak Polacy biednieją, że wkrótce czeka nas katastrofa demograficzna, że jak sam sobie nie uzbieram to na emeryturze czeka mnie nędza. Przydałoby się stąd uciec, ale po polskim prawie praktycznie nie ma możliwości na znalezienie sensownej pracy za granicą - zresztą na całym świecie dla prawników i tak jest jej bardzo mało. W lutym znowu zacząłem brać antydepresanty- nastrój mi się poprawił znacznie, ale wkrótce pojawiły się jeszcze głębsze huśtawki nastroju i musiałem z nich zrezygnować - głupio zrobiłem to sam, bez konsultacji z lekarzem. Skończyło się tym, że w sesji letniej nie podszedłem do żadnego egzaminu łącznie z warunkiem z 2. roku (lęk, że jak nie dostanę z nich super ocen to przez niską średnią nie znajdę pracy sprawił, że wolałem nie podchodzić nawet do tych do których byłem w miarę przygotowany) i nie zaliczyłem ćwiczeń. W wakacje wziąłem się do roboty i w pierwszym tygodniu września pozaliczałem 3 z 6 egzaminów ( w tym ten nieszczęsny warunek) na 5,5 i 4. Każdy zdawałem jednak z czającym się gdzieś wewnątrz mnie przeświadczeniem, że dokładam tylko cegiełkę do swojego przyszłego biedowania. Zostały mi jeszcze trzy egz. i zaliczenia z ćwiczeń. Gdy dziewczyna wróciła do domu po udanym zaliczeniu poprawek z pierwszego roku stomatologii i zostałem sam w naszym wynajmowanym mieszkaniu lęki znowu się nasiliły.

Skończyło się tak, że w piątek jadę do rodzinnego miasta po leki i zaświadczenie od swojego psychiatry i będę błagać dziekan o przyznanie mi urlopu zdrowotnego wstecz bo inaczej wyrzucą mnie ze studiów - mam trzy egzaminy i ćwiczenia do tyłu. Nie wiem czy będzie skłonna mi uwierzyć bo wcześniej nie przyznawałem się na uczelni do moich problemów, mam niezbyt bogatą historię choroby i parę razy już nie chcąc przyznać się do depresji przekładałem egzaminy przy pomocy lewych zwolnień od rodzinnego, dentysty i laryngologa. Tak naprawdę powaga sytuacji zaczyna docierać do mnie dopiero teraz - wcześniej ginęła gdzieś w natłoku natrętnych myśli i stresu związanego z egzaminami. Nawet jeśli dogadam się z dziekan i pozwoli mi kontynuować studia to dalej będę żył ze swoimi lękami bo straciłem wiarę, że się od nich uwolnię. A na próbowanie większości rzeczy jest już za późno. Na technicznych studiach liczy się doświadczenie, którego nie będę miał bo mam kilka lat do tyłu w porównaniu z tymi, którzy od razu poszli w tym kierunku a studia medyczne są za długie. Zresztą nie wiem czy naprawdę chcę tego próbować, czy to nie jest po prostu ucieczka od lęku o przyszłość po prawie. Dobija mnie to bo wiem, że mam naprawdę świetny mózg i gdybym nie miał problemów psychicznych to mógłbym osiągnąć naprawdę wiele. Jedyna pozytywna rzecz jaka mi została to moja dziewczyna, która kocha mnie bezgranicznie, ale kiedyś i ona straci do mnie cierpliwość.
5pm
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 wrz 2013, 20:15

Depresja i lęki niszczą moje życie...

przez kolekcjoner snów 26 wrz 2013, 02:52
Moim zdaniem dużo tu nakręcania sie i mało wiary w siebie. Teraz rób co możesz by te studia pociągnąć, ale ogólnie bym zalecał terapię i walkę z własnymi lękami. Warto wykorzystać też wsparcie dziewczyny, bo to wiele daje. Musisz też ustalić sztywny plan na najbliższy czas z uwzględnieniem różnych wyjść i przede wszystkim pogłębianie swoich umijętności. Na pewno masz mocne strony nad którymi można by było popracować.
Czemu tak nie wierzysz w siebie? Za bardzo się na boki rozglądasz zamiast patrzeć przed siebie i iść nawet krętą drogą...
kolekcjoner snów
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do