Nic się mnie nie trzyma...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nic się mnie nie trzyma...

Avatar użytkownika
przez niedostepna 13 wrz 2013, 22:26
Witam,Chciałabym opisać swój problem. Miałam kiedyś tu konto,ale nie logowałam się jakiś czas i zapomniałam loginu :(
Otóż: W czerwcu dowiedziałam się,że będziemy mieli dziecko. Było super.Plany,wszystko miało być ok i byliśmy najszczęśliwsi,że w końcu będzie ktoś,kto będzie taki "2 w 1". Ale od początku się modliłam,żeby moje dziecko było zdrowe. Miałam obawy,bałam się-czułam,że nie jest tak jak powinno być. Poszłam na wizytę-5tc 4d. Super.
Ale lekarz (poszłam raz,żeby sprawdzić czy to jest prawda i miałam zmienić lekarza,bo to alkoholik i samo zło a miałam zmienić na innego i tak,to w końcu ciąża,to nie byle co) nawet nie dał mi usg a wszystkim daje nawet w 5 tc. Moje schował(siostrze dał też w 5tc4d). Poszłam do innego w 9tc i mówi"Ciąża obumarła tylko nie nastąpiło automatyczne poronienie"-dziwne,że tamten nie zauważył a co ja mogłam na usg widzieć,tam ciałka nie widać tylko pęcherzyk a ja medykiem nie jestem i co ja się znam. I wyniki krwi u tamtego podobno super miałam a ten powiedział,że jest źle. To łyżeczkowanie trzeba było zrobić. Jeszcze w szpitalu dawali nadzieję,że a może jest dzieciątko jednak,może usg niedokładne. I noc przeleżałam. Na drugi dzień wyrok. A to jest najgorsze przeżycie leżeć czekając na zabieg i słuchać jak z sali obok biją serduszka na usg i słyszeć z traktu porodowego płacz dziecka. Byłam w rozsypce. Ja nie wiem jak przeżyłam tamten okres. Do dziś dnia mam obrzydzenie na widok ciuszków dla dzieci,mimo,że kiedyś uwielbiałam oglądać i z reguły kocham dzieci. Wiem,że przeminęłam. I duużo płakałam i myślałam.
Kupiłam chomika aby zapełnić sobie pustkę-zdechł. Mój chłopak kupił mi drugiego-to samo. Kupiliśmy psa-labradora. Dziś zmarł na zawał. A dał mi wiele szczęścia i choć trochę się pozbierałam,bo miałam czym się zająć i miałam okazję poczuć bezwarunkową miłość. Zmarł dzisiaj na zawał serca mając 3 miesiące. 13 września 2013. rok o godzinie 13. A 13 lipca miałam łyżeczkowanie. Znowu wróciło wszystko,poczułam się samotna znowu,czuję się beznadziejna i brak mi znowu sensu życia. Nade mną krąży fatum. Moja babcia podobno traktuje mnie jak córkę. Haha,taak. Jak powiedziałam o dziecku to pierwsze co"Po co Ci to było,ehh no trudno". A dzień przed zabiegiem usłyszałam"I dobrze,że się tak stało,chociaż problemu nie masz". O psie to samo powiedziała. Ona wiele w życiu krzywdy zrobiła ludziom,myślę,że ma tzw."złe oczy" -katolicka rodzina w końcu :)
Mi siostra dziś powiedziała,że widocznie leży w czymś przyczyna,że zwierzęta mi umierają. Że to mi nie jest dane i może muszę znaleźć sobie inną "rekompensatę". Ale powiedzcie mi jak? Czym ja mam się zająć,aby nie myśleć o tym? To będzie za mną do końca życia chodziło,przy kolejnym dziecku też będę miała te obawy i też tak samo jak z tym boję się,że będę miała takie złe sny i znowu zerwę się o 4 rano z płaczem i dojdę do wniosku,że coś nie gra.
Myślałam o stracie codziennie ,często płakałam ale teraz rzadziej. Ale wraca to cyklicznie od 2 miesięcy. Teraz znowu wróciło i uderzyło jeszcze bardziej.
Niby tylko pies a był dla mnie wynagrodzeniem moich cierpień. A czuję się samotna mimo,że jest mój chłopak ciągle ze mną i wspiera mnie jak tylko się da. A już nawet przy nim nie umiem się otworzyć,bo on się już pozbierał a myślę,że tylko mu zmartwień dokładam.
Dziś przestałam wierzyć w boga. O zdrowie dziecka się modliłam co noc i nic z tego.

Jak mam wrócić do normalnego życia? Jestem już tak rozchwiana,że nie wiem nic. Po wieściach,że moje dziecko nie żyję,ja już nawet nie bałam się śmierci. Nie czułam strachu przed tym aby skoczyć z okna czy zasnąć na wieki,jakby Go nie było w domu,czuję,żebym się do tego posunęła.
Chcę znowu być szczęśliwa jak przed tym wszystkim. Teraz został mi żal i wiele,wiele cierpienia..
"Nie można się przygotować na prawdziwe cierpienie. Musisz pozwolić, żeby rozdarło cię na strzępy."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 wrz 2013, 22:00
Lokalizacja
Znienacka

Nic się mnie nie trzyma...

przez kolekcjoner snów 14 wrz 2013, 01:54
Współczuję strasznie, ale tak zawsze nie musi być. Ważne, że wszystkie osoby najważniejsze dla Ciebie i które Cie wspierają żyją i mają się dobrze. Czasem sie po prostu trafia bliski kontakt ze śmiercią, która przecież występuje tuż obok nas, tylko nie zawsze ja dostrzegamy.
Jak ochłoniesz będzie lepiej. Nie skupiaj sie na negatywach.
kolekcjoner snów
Offline

Nic się mnie nie trzyma...

Avatar użytkownika
przez niedostepna 14 wrz 2013, 11:46
Tylko teraz jakoś dziwnie myśleć mi o pozytywach. Owszem zdarzają się przypadki,że jestem zadowolona,bo coś się udało i czuję trochę szczęścia. Ale to już co raz rzadziej. Czuję to tylko jak mój D. jest przy mnie albo,gdy miałam psa.Wtedy czułam się zadowolona. A tak nic nie sprawia mi radości.
Myślę,że mam jakiś delikatny typ depresji,niestety czytając o tym nie mogę się skupić i nie mogę się zakwalifikować do żadnej.
Mógł by mi ktoś podpowiedź,jeśli wymienię kilka swoich niepokojących objawów?
-Zazwyczaj jestem smutna,rzadko kiedy coś wzbudza we mnie radość
-Mam problemy z zasypianiem-wszystkie myśli wtedy wirują mi w głowie i myślę o wszystkich złych rzeczach
-Uważam,że jestem beznadziejna,obarczam się często winą i mam wrażenie,że wszystkim przeszkadzam,dlatego nie mówię o swoich problemach,bo uważam,że już sobie myślą"Ehh znowu dupę zawraca pierdołami".
-Wszystko robię z automatu. Obudzę się i wszystko robię automatycznie. Czasem po prostu myślę,że duży procent tych czynności nie wniesie nic szczególnego i jest bez sensu.
-Panicznie boję się,że zostanę sama. Że osoba,która mnie kocha odejdzie,znajdzie kogoś lepszego,zdradzi,bo na pewno wszystkie są lepsze ode mnie a ze mną jest z poczucia obowiązku czy z litości.
-Coraz rzadziej wychodzę do znajomych. Nie tak jak kiedyś,gdzie wychodziłam na piwo,na kawę. Teraz jest to rzadkością,ale jednak się zdarza. Po prostu źle się czuję pośród ludzi.
-Nie wierzę,że życie ma dla mnie jakieś pozytywne karty. Czuję,że nic dobrego mnie już nie czeka i nie widzę swojej przyszłości w pozytywnych barwach.
-Jestem za wrażliwa i rani mnie każde słowo,nawet żart i biorę do siebie wszystko co jest powiedziane w moim kierunku a potem się zadręczam myślami.

Z góry dziękuję za pomoc.
"Nie można się przygotować na prawdziwe cierpienie. Musisz pozwolić, żeby rozdarło cię na strzępy."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 wrz 2013, 22:00
Lokalizacja
Znienacka

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nic się mnie nie trzyma...

przez kolekcjoner snów 16 wrz 2013, 00:25
A nie uważasz, że powinnaś z tym do psychologa pójść? Bo to dość poważne objawy...
kolekcjoner snów
Offline

Nic się mnie nie trzyma...

Avatar użytkownika
przez true 18 wrz 2013, 16:29
mialam podobne przezycia jak ty , kiedy bylam w ciazy z pierwszym dzieckiem mielismy psa - byl to dosc spory wilczor , , agresywny dla innych , nie dla nas , w 8 miesiacu ciazy wyprowadzajac go na dwor tak mnei pociagnal , ze spadlam ze schodow , na brzuch .. moj M niestety zadecydowal , ze niestety pies jest niebezpieczny i musimy go oddac , poszedl do siostry mego M , ktora miala warunki dla takiego psa ... i tak sobie tam zamieszkal . Zal mi go bylo strasznie , nawet plakalam za nim z tesknoty , od tamtej pory mielismy sporo innych zwierzat , pieski , kotki , myszki , chomiki i zadne nie przetrwalo dluzej niz pare miesiecy , przewaznie zdychaly z niewiadomo jakich powodow
Gotowa bylam uwierzyc , ze to jakies fatum , ze to przez tego pierwszego psa ktorego oddalismy :(
po 11 latach pies zdechl .. teraz mamy 2 koty i tfu tfu - narazie wszystko jest ok , zyja i maja sie dobrze
takze trudno mi powiedziec czy to pech czy zbieg okolicznosci
Avatar użytkownika
Offline
Posty
386
Dołączył(a)
11 sie 2013, 18:42

Nic się mnie nie trzyma...

przez Flea 19 wrz 2013, 09:04
niedostepna, gratuluję lekarzowi fachowej pomocy pacjentce.
Czy ktoś Ci wyjaśnił co to znaczy ciąża obumarła? Bo to z umieraniem nie ma nic a nic. 5 tydzień jest liczony od dnia ostatniej miesiączki, więc w sumie to mogła by młodsza ciąża. Przy 9 faktycznie na USG lekarz jest w stanie określić co się dzieje. Wiele ciąż zostaje wydalonych z okresem i kobieta nawet nie wie, że w ciąży była. U ciebie tak się nie stało, doszło do implantacji jednak nie było rozwoju ciąży. Gdyby lekarz pozostawił to tak jak jest doszło by do krwawienia i problemów. To nie była martwa ciąża tylko tak na prawdę brak ciąży a raczej zarodka(mówi się o pustym pęcherzyku). Nie było odpowiedniego podziału komórek i ciąża się nie rozwijała. Więc patrząc z każdej strony : dziecka nie było. Bo nie liczy się od zapłodnienia a implantacji ( poprawnej) -czyli jak już zapłodniona komórka "przyczepi" się do macicy i dalej się dzieli. w Twoim przypadku nie dzieliła się a hormonom się wydawało, że to jednak ciąża.
Szkoda, że lekarze nie wyjaśniają pacjentkom o co chodzi bo oszczędziliby wielu niepotrzebnych zmatrwień i trosk.
Nie wierzę w jakieś nadprzyrodzone moce - patrzę i zabijam. Chociaż czasami żałuję bo przydałoby się przynajmniej jakiś urkok rzucić.
Chomiki (szczególnie zoologiczne) mają tendencję do zdychania bo po prostu:
A)żyją krótko
B) są zwykle narażone na różne choróbska i infekcje
C) już w zoologicznych są rozmnażane wsobnie (kazirodztwo) przez co są kalekie, chore i często mają nowotwory.
D) stres, nieodpowiednia dieta może zabic takie małe zwierzę w sekundę.

Moje dwie pierwsze myszki żyły mega krótko. Kolejne przeżyły mysi wiek w szczęściu i zdrowiu (2,5 lat)

A pies za późno może zdiagnozowany? Kto normalnie podejrzewa u swojego psa takie schorzenie?

Może wybierz się do innego, normalnego lekarza i porozmawiaj z nim o ciąży i jej etapach (mi lekarka powiedziała wszystko, chociaż niechętnie bo pacjentki często histeryzują i nie rozumieją co się w ich ciele dzieje).

To, że się boisz że ktoś odejdzie wynika z niskiej samooceny i od tego zacznij pracę nad sobą. Twój partner nie jest z Tobą z litości czy czegośtam. Zakochał się chłopina po prostu. Masz coś w sobie takiego co mu się spodobało i kocha to najbardziej na świecie.
Idzie jesteń i obniżenia nastroju są normą! Jeżeli masz przyjaciółkę idź do niej, pogadaj, zapytaj kiedy nastąpiła zmiana w Tobie, kiedy zaczęłaś być smutna.pogadaj z partnerem, opowiedz mu o swoich lękach i obawach. Jak byłaś wcześniej, co ci dawało napęd? Przypomnij sobie siebie wcześniejszą, zakochaną? Jak to było?

Jak dla mnie to przez to, że przeszaś splot dziwnych przypadków czujesz się "zaniżona". Warto wybrać się po pomoc psychologiczną i warto też zrobić coś dla siebie. Bo na razie katujesz się myślami o tym, że wszystko umiera. A to nie prawda! Nie bierz na razie zwierząt, zacznij od roślinki. Kup na rynku (nie w supermarkecie!) małą roślinkę i zobacz jak rośnie. Jak się uda ją "podkarmić" kup drugą. Przyglądaj się, podlewaj, szukaj najlepszego miejsca...
Dlaczego roślinki? Bo to dobry materiał na doświadczenia. Mi umierały wszystkie rośliny. Co nie kupiłam to zdychało w oczach. Wmówiłam sobie, że nie mam ręki do kwiatów i już, że mnie nie lubią. A to nie prawda, mając depresję tak naprawdę nie dbałam o nie tak jak powinnam. W tej chwili mam swój ogródek na parapecie i wszystkie kwitną jak szalone. Czasami trzeba dać sobie czas na odpoczynek, na uspokojenie myśli i poukładanie świata. Zacznij od teraz.
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
15 lut 2012, 19:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do