jak radzić sobie z natrętnymi myślami? w nerwicy natręctw??

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez mariusz123567 08 kwi 2008, 15:53
czasami juz wsyzstkiego probowalem :D ale dzisaij sie poczulem jakby ze mnie spadl wielki kamien, ciezar... rano sie budze jest spoko, swietnie, jak kiedys :) pozniej w szkole schizy, ciagle leki , siedzialem obok kolegi , ktorego uwazam ze pedala (rpzynajmniej tak ise zachowuje) i kolesia ktorego nie cierpie imam ochote mu w papę dac ... :/ Ale pozniej jakos poczulem sie wolny, free na caly dzien :) teraz mam bole glow i chyba zrezygnuje z silowni

potegapodswiadomosci bardzo fajne posty piszesz
To sa tylko mysli, jestesmy wszyscy normalni ;) i to sobie mowmy caly czas
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 08 kwi 2008, 16:14
piszę, choć sama potrzebuja pomocy, ale jak juz pisałam świadomosci, ze komus pomagła,juz sprawia ze moj nastrój sie poprawia:)
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

przez pietrucha 08 kwi 2008, 16:54
potegapodswiadomosci,
juz raz Ci dzis dziekowalam, ale zrobie to jeszcze raz.Twoje posty sa naprawde dobre, mi juz pomagaja, czytam i czytam i czuje sie swietnie.Juz Ci napisalam, ze wydrukowalam to co napisalas i wycielam i nosze w torebce.Caluje:-)
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
03 mar 2008, 15:17
Lokalizacja
dolnyslask

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 08 kwi 2008, 16:54
Słuchanie Myśli

Słuchanie myśli

Ajahn Sumedho

Otwierając swój umysłu, czy też „uwalniając go" kierujemy uwagę na jeden punkt. Jest to czujna obserwacja niejako tego, co przychodzi i odchodzi. W trakcie medytacji wglądu (vipassana), gdy chcemy obserwować mentalne oraz cielesne zjawiska, rozważamy trzy cechy tych zjawisk: nietrwałości, braku satysfakcji, niesubstancjalności. Uwalniamy umysł z jego ślepej skłonności do wypierania, a jeśli ulegamy obsesji trywialnych myśli, strachu, czy też wątpień, zmartwień albo gniewu, nie ma potrzeby tego analizować. Nie musimy wyjaśniać sobie czemu tych stanów doznajemy, należy natomiast być w pełni ich świadomymi.

Jeżeli naprawdę się czegoś boisz, bój się świadomie. Nie uciekaj od tego, ale obserwuj tendencję dążącą do pozbycia się takiego stanu. Utrzymuj go w umyśle, rozważ go i wsłuchaj się w swoje myśli. Nie po to jednak, by analizować, lecz by sprowadzić strach do absurdalnego kresu, gdzie ujawni się całe jego dziwactwo, a ty zaczniesz się z niego śmiać. Słuchaj pożądań, oszalałego „chcę tego, chcę tego, muszę to mieć – nie wiem co zrobię, jeśli tego nie otrzymam, chcę tak…" Wielokrotnie twój umysł będzie wykrzykiwać: „chcę tego!" - Ty się w to tylko wsłuchuj.

Czytałem o konfrontacjach, podczas których każdy krzyczy na każdego, wyrażając wszystko to, co było dotąd kontrolowane przez umysł. Jest to swego rodzaju katharsis, pozbawione jednak mądrej refleksji. Wynika to z braku umiejętności wsłuchania się w ów krzyk jako stanu, a nie tylko i wyłącznie sposobu na swobodne wypowiedzenie swoich prawdziwych myśli. Przejawia się w tym brak stabilności umysłu, który sygnalizuje wolę przetrwania najgorszych myśli.

W takich przypadkach, nie traktujemy tego, jako problemów natury wewnętrznej, ale doprowadzamy mentalnie ów strach i gniew do absurdu, aż zaczną one być postrzegane jako naturalny, doskonalący się proces myślenia. Rozważamy więc wszystkie te sprawy, o których dotąd baliśmy się pomyśleć, tu i teraz przyglądając się im oraz słuchając ich jako stanu umysłu, nie traktując ich w kategorii osobistych błędów czy też problemów.

A zatem, w naszej obecnej praktyce, zaczynamy uwalniać rzeczy. Nie musisz poszukiwać jakiejś poszczególnej kwestii, wystarczy, że sprawy, na punkcie których wydaje ci się, że stajesz się obsesyjny, które cię męczą, a ty próbujesz się ich pozbyć, tym bardziej je sobie uświadomisz. Zastanów się nad nimi uważnie i słuchaj ich, tak jakbyś słuchał kogoś rozmawiającego po drugiej stronie płotu, dajmy na to jakąś plotkarę: "zrobiliśmy to i zrobiliśmy to w ten sposób, następnie zrobiliśmy tak, potem tak…" nawijającą tak w nieskończoność. Teraz, praktykuj tylko wsłuchiwanie się w ów głos, bez osądzania w stylu: "Nie, nie, mam nadzieję, że to nie ja, to nie jest moja prawdziwa natura", nie próbuj też zgasić jej słowami: "Oh, ty stara babo, nie chcę cię tu widzieć!"

My wszyscy, łącznie ze mną, przejawiamy podobne skłonności. Taka jest kondycja naszej natury, czyż nie? Ale to nie jest osoba. A więc, owa gderająca w nas skłonność - "Tak ciężko pracuję, a nikt mi się nie odwdzięcza" - jest stanem, nie osobą. Czasem, kiedy jesteś marudny, nikt według ciebie nie postępuje słusznie – nawet, jeśli inni robią coś tak, jak należy, to twoim zdaniem robią to źle. I oto kolejny stan umysłu, nie zaś osoba. Zrzędliwość, zrzędliwy stan umysłu jest więc rozpoznany, jako jego kondycja: Anicca – nietrwała; Dukkha – nie satysfakcjonująca, bolesna; Anatta – pozbawiona jaźni, nie-osobowa. W takiej kondycji umysłu tkwi strach o to, co inni będą myśleć na twój temat, jeżeli się spóźnisz; zaspałeś, wchodzisz, i zaczynasz zachodzić w głowę, co każdy myśli o twoim spóźnieniu - "Myślą, że jestem leniwy". Zamartwianie się o to, co myślą inni, jest stanem umysłu. Albo też przychodzimy zawsze punktualnie, za to kilka innych osób się spóźnia, myślimy więc: "Oni zawsze się spóźniają, czyż nie mogliby przyjść na czas!" I znów stan umysłu.

Mówię o tym, byście sobie w pełni uświadomili, wszystkie te trywialne rzeczy, które łatwo odsunąć od siebie właśnie dlatego, że są trywialne, bo nikt przecież nie chce się zajmować trywialną stroną życia. Jednakże, kiedy się tym nie zajmujemy, wtedy wszystko to ulega represji i staje się problemem. Zaczynamy doznawać lęku, awersji do siebie lub do innych ludzi, depresji; a wszystko to pochodzi z odrzucenia tych stanów, trywialności i innych okropnych rzeczy, którym nie pozwoliliśmy stać się w pełni świadomymi. Wskutek tego pojawia się nagle w umyśle wątpienie, nigdy nie dość pewne tego, co robić: rodzi się strach i zwątpienie, niepewność oraz wahanie. Świadomie rozważ więc stan owej nieustannej niepewności twojego umysłu, po to by się odnaleźć w innym stanie, w którym umysł nie chwyta, ani niczego nie przechowuje. "Co teraz zrobić, zostać albo iść, zrobić to czy coś innego, praktykować anapanasati czy raczej vipassanę?" Przyjrzyj się temu. Zadaj sobie pytania, na które nie ma odpowiedzi, w rodzaju: "Kim jestem?" Dostrzeż tę pustą przestrzeń, poprzedzającą twoje myślenie - "kim"? Bądź w pogotowiu, zamknij oczy i tuż przed pomyśleniem "kim", spójrz, na swój umysł, który jest zupełnie pusty, prawda? Następnie, "Kim – jestem?", zobacz przestrzeń po pytajniku. Ta myśl przychodzi i wyłania się z pustki, prawda? Kiedy jesteś uwikłany w nawykowe myślenie, nie widzisz powstawania myśli. Nie możesz jej zanotować, a jedynie uchwycić myśl po tym, jak zauważysz, że myślałeś; zacznij więc uważnie śledzić proces myślenia, uchwyć początek myśli, zanim rzeczywiście pomyślisz o czymś. Weź na warsztat taką myśl: "Kim jest Budda?". Przyglądnij się tej myśli od samego początku, tam gdzie powstaje, a także jej końcowi, wraz z przestrzenią wokół. Patrzysz tylko na myśl i koncept w perspektywie, nie reagując na nie.

Przykładowo, jesteś na kogoś zły. Myślisz wówczas: "Powiedział to, powiedział tamto, zrobił to, niesłusznie, wszystko co zrobił, było błędne, jest egoistą… pamiętam co zrobił tej a tej osobie, a jeszcze…" Jedna myśl napędzą następną, prawda? Jesteś uwikłany w ten łańcuch motywowany awersją. W tej sytuacji, zamiast poddawać się takiemu strumieniowi połączonych ze sobą myśli, konceptów, jedynie stwierdź trzeźwo: "On jest najbardziej egoistyczną osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem." I na tym koniec, pustka. "Jest jak zgniłe jajo, śmierdzący szczur, zrobił to, zrobił tamto", widzisz już, jakie to śmieszne? Kiedy pierwszy raz wszedłem do Wat Pah Pong, miewałem przeraźliwe wybuchy złości oraz awersji. Czułem się bardzo sfrustrowany, bywało, że dlatego, iż nigdy nie wiedziałem, co się wokół mnie działo, no i nie chciałem dostosować się do tego, choć musiałem. Krótko mówiąc, byłem wściekły. Zdarzało się, że Ajahn Chah potrafił przeznaczyć dwie godziny na rozmowę w Lao – a ja odczuwałem przenikliwy ból kolan. Wówczas pojawiały się we mnie następujące myśli: "Czy Ty kiedyś skończysz gadać? Myślałem, że Dhamma jest prosta, dlaczego wyjaśnienie czegoś zajmuje mu dwie godziny?" Zacząłem krytykować każdego, ale nagle zdałem sobie z tego sprawę i zacząłem wsłuchiwać się w siebie, pełnego gniewu, pełnego krytycyzmu, dokuczliwego, opornego, "Nie chcę tego, nie chcę tak, tego nie lubię, nie widzę powodu, żeby tu siedzieć, nie chcę mieć nic wspólnego z tymi głupotami, nie wiem w ogóle…", i w kółko to samo. Zacząłem jednak zastanawiać się "Czy tak mówi uprzejma osoba? Czy taki właśnie chcesz być, ciągle narzekający i krytykujący, szukający błędów, naprawdę taki chcesz być?" "Nie! Nie chcę!" Ale, żeby to dojrzeć, wpierw musiałem to sobie uświadomić. Czułem się zupełnie w porządku wobec siebie, a kiedy czujesz, że postępujesz słusznie, łatwo się oburzyć, wskutek przekonania o tym, że inni się mylą, a także ulec następującym myślom: "Nie widzę żadnej potrzeby zajmowania się tymi sprawami, poza tym Budda powiedział… Budda nigdy by na to nie pozwolił, Budda; przecież znam Buddyzm!" Uświadom to sobie, przypatrz się temu, doprowadź to do absurdu, skąd już uzyskasz perspektywę, pozwalającą ci bawić się tym. Zrozumiesz, jaka to komedia! Naprawdę, traktujemy się nazbyt poważnie, "Jestem wielce istotną osobą, moje życie jest niesłychanie istotne, więc ja też muszę traktować je śmiertelnie poważnie w każdej chwili. Moje problemy są bardzo istotne, niezmiernie istotne; muszę spędzać mnóstwo czasu z moimi problemami, gdyż są tak istotne".

Ktoś myślący o sobie, jako o kimś bardzo ważnym, postrzega siebie tak: "Jestem Bardzo Ważną Osobą, a więc moje problemy również są niezwykle istotne oraz poważne". Takie traktowanie siebie jest śmieszne, brzmi żałośnie, gdyż naprawdę zauważasz, że wcale nie jesteś aż tak ważny – nikt z nas. Natomiast problemy, które sobie tworzymy, są jak najbardziej trywialne. Niektórzy ludzie potrafią zrujnować swoje życie bezustanną produkcją problemów, które uważają za najpoważniejsze w świecie. Jeśli myślisz o sobie jak o istotnej, poważnej osobie, wówczas chcesz uniknąć wszystkiego, co trywialne i głupie. Jeżeli chcesz być kimś dobrym i świętobliwm, wtedy ze świadomości wypierasz wszystkie złe cechy. W przypadku, gdy chcesz być istotą kochającą oraz hojną, każdy rodzaj skąpstwa czy zazdrości staje się twoją największą obawą, którą wypierasz, bądź unicestwiasz w swoim umyśle. Tak więc, rozważ i obserwuj w sobie to, czego najbardziej się obawiasz, że możesz tym być. Wyznaj otwarcie: "Chcę być tyranem!" "Chcę być przemytnikiem heroiny", "Chcę być członkiem Mafii!" "Chcę…" Czymkolwiek to jest. Nie zajmujemy się już jakością tego, ale zwykłą charakterystyką owego nietrwałego stanu; przyczyny cierpienia, bo nie posiada on w sobie ani jednego pierwiastka, który mógłby cię usatysfakcjonować. To przychodzi i odchodzi; to nie jest jaźnią.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:01 pm ]
TAK CIESZE, SIE ZE POMAGAM pietrucha, ale wielu z was tutaj na forum rowniez mi pomogło:)wiec staram sie odwdzieczyc:)
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

Avatar użytkownika
przez Bananovy 08 kwi 2008, 17:22
Znam wielu psychologów i znam także troche osób którzy uwierzyli w magiczną moc /magicznych książek/ i cudownych sekwencji powtarzanych po 50 razy typu: 'jesteś mądra i wartościowa, kierujesz się w życiu naturalną energią ukrytą w naturze którą jak nikt inny potrafisz wyłapać, żyć według niej[...]masz świadomość o swojej mocy a gdy jej brakuje, dotknij trawy, doładuj sie naturalną energią..' Coś takiego może zrobić z kogoś tylko kalekę życiowego. Znam kobietę która przez takie mantry doprowadziła się do takiego stanu że nie mogła nigdzie wyjść bo we wszystkim dopatrywała się tylko jakichś elementów okultystycznych i magicznych mocy. Straciła kontakt z rzeczywistością i wtedy nie trafiła do psychologa ale już do psychiatry. Być może to skrajny przykład ale takie powtarzane sekwencje pomagają na krótką chwile a jak tam dochodzą jakieś okultystyczne elementy o naturalnych mocach czy energii kosmicznej to może doprowadzić tylko do jakiegoś obłędu. Uważam że najlepsze efekty przynosi rozmowa z samym sobą, pracowanie nad sobą, poznawanie swojego JA. A takie mantry tylko bombardują naszą już i tak chorą, niepoznaną i niepoukładaną świadomość krótkimi pozytywnymi sekwencjami które wywołują tylko prostą emocje krótkotrwałej radości i uwolnienie do krwi hormonu szczęścia. I nic więcej. TO może ja to spróbuje jakoś zobrazować. Przypomina to trochę wlewanie wody do dziurawego plastikowego kubka, gdzie wodą są te mantry, a kubkiem nasze JA. Woda przez pewien czas zostaje w kubku ale do momentu kiedy nie wycieknie całą. I tak sie dzieje gdy zasypujemy takimi mantrami nasze /nienaprawione/ JA. To tylko maskuje rzeczywisty stan naszej psychiki. Bo co nam to da gdy będziemy sobie mówić 'jestem wartościowy, jestem wartościowy', jeżeli nie poznamy prawdziwej przyczyny z jakiej się źle czujemy! A poprzez prace nad sobą, /rozmowę/ ze swoim JA i poznawanie siebie uda nam sie poznać przyczynę, wytłumaczyć ją sobie i naprawde poczuć się lepiej. Chodź to jest trudne.

Pzd!
Przeszłość niech na zawsze zostanie przeszłością, bez tego nie zmierzysz się z teraźniejszością(...)
Każdy się czegoś boi - każdy bywa niepewny, nikt nie jest doskonały, każdy popełnia błędy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
15 mar 2008, 19:12

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 08 kwi 2008, 17:50
bananovy oki rozumiem,ale mozesz podac jakis swoj sposob?:)
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

Avatar użytkownika
przez Bananovy 08 kwi 2008, 17:56
No podałem przecież, rozmowa z sobą, poznawanie swojego JA, poznanie przyczyny i wytłumaczenie sobie wszystkiego, mogłaś to tam wszystko wyczytać :? ;)
Przeszłość niech na zawsze zostanie przeszłością, bez tego nie zmierzysz się z teraźniejszością(...)
Każdy się czegoś boi - każdy bywa niepewny, nikt nie jest doskonały, każdy popełnia błędy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
15 mar 2008, 19:12

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 08 kwi 2008, 18:06
mi to nie pomaga, rozmawiam ze soba, poznaje przyczyny(choc nie uwazam, sie by gmatwanie sie w dziecinstwie i to nieszczesliwym pomogło mi)...znam przyczyny,ale nadal jest mam natrectwa i co?
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

Avatar użytkownika
przez Bananovy 08 kwi 2008, 18:10
to nie jest proste, dlatego to sie nazywa praca na sobą bo wymaga zaangażowania się i dużego wysiłku. No dobra, ale mówisz że ci to nie pomaga, więc wolisz wierzyć w okultyzm i magiczne moce??
Przeszłość niech na zawsze zostanie przeszłością, bez tego nie zmierzysz się z teraźniejszością(...)
Każdy się czegoś boi - każdy bywa niepewny, nikt nie jest doskonały, każdy popełnia błędy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
15 mar 2008, 19:12

przez mariusz123567 08 kwi 2008, 18:17
a ja np. powiedzialem sobie (gdyz balem sie ze moglbym bvyc homo, a wiem ze tak nie bedzie i to jest temat closed) "chce byc gejem " i nagle przeszlo mnie przez glowe dziwne uczucie, jakbym dostał 30 tysiecy niutonów od mike'a tysona.... wiem , ze tego nie chce, wiem co wybrala moja dusza przychoidzac tu na swiat, chciala miec dzieci, zone ;d i takie tam ;)
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
09 mar 2008, 17:00

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 08 kwi 2008, 20:21
jaki okultyzm i jaka magia?szukam roznych drog..

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:41 pm ]
Metoda ta polega na całkowitym lub częściowym pozbyciu się myśli, czyli po prostu niemyśleniu, bądź "wyłączeniu" mechanizmu wnioskowania. Na początku może się to zdawać trudne, zwłaszcza w sytuacjach stresowych, niemniej jednak metoda ma dużą skuteczność nie tylko przy zasypianiu, może także służyć wprowadzeniu się w stan relaksu w innych sytuacjach. Całkowite pozbycie się myśli na dłuższy czas wymaga treningu, zaprzestanie myślenia nie jest bowiem odruchem naturalnym. Najlepiej jest zacząć od tego, żeby nie skupiać się na żadnej myśli, która przychodzi do głowy. Pozwól aby myśli przelatywały przez twój umysł, ale nie poddawaj ich analizie (tak jakbyś obserwował przed sobą samochody przejeżdżające z dużą szybkością po autostradzie). Oddychaj równomiernie, ale swobodnie. Z każdym wydechem odpychaj od siebie kolejną myśl jaka przyjdzie ci do głowy. Ważne jest aby oddech był naturalny, nie za głęboki i nie za płytki.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:40 pm ]
ZNALEZIONE W NECIE:)"Kiedyś oglądałem taką bajkę, w której skrępowany człowiek za wszelką cenę starał się uwolnić z więzów. Im bardziej się szarpał i napinał tym bardziej sznur go krępował, im bardziej starał się rozerwać tym bardziej ciaśniej sznur przylegał. W momencie, kiedy przestał walczyć czyt. wchodzić w dialog z tym skrępowaniem sznury opadły. Śmieszne? Nie do końca. W stanach zapętlenia przez natrętne myśli między innymi ta scena scena spadających sznurów pozwalała mi wziąć głęboki oddech i na przekór wszystkiemu co miałem w głowie robić swoje choć czułem się tak jakbym górę ciągną za sobą albo po kolana w bagnie szedł. Walka z tymi myślami pochłania OLBRZYMIE ilości energii. Naprawdę niczemu to nie służy."
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

nn

przez lola1980 13 kwi 2008, 18:27
potegapodswiadomosci napisał(a):jaki okultyzm i jaka magia?szukam roznych drog..

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:41 pm ]
Metoda ta polega na całkowitym lub częściowym pozbyciu się myśli, czyli po prostu niemyśleniu, bądź "wyłączeniu" mechanizmu wnioskowania. Na początku może się to zdawać trudne, zwłaszcza w sytuacjach stresowych, niemniej jednak metoda ma dużą skuteczność nie tylko przy zasypianiu, może także służyć wprowadzeniu się w stan relaksu w innych sytuacjach. Całkowite pozbycie się myśli na dłuższy czas wymaga treningu, zaprzestanie myślenia nie jest bowiem odruchem naturalnym. Najlepiej jest zacząć od tego, żeby nie skupiać się na żadnej myśli, która przychodzi do głowy. Pozwól aby myśli przelatywały przez twój umysł, ale nie poddawaj ich analizie (tak jakbyś obserwował przed sobą samochody przejeżdżające z dużą szybkością po autostradzie). Oddychaj równomiernie, ale swobodnie. Z każdym wydechem odpychaj od siebie kolejną myśl jaka przyjdzie ci do głowy. Ważne jest aby oddech był naturalny, nie za głęboki i nie za płytki.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:40 pm ]
ZNALEZIONE W NECIE:)"Kiedyś oglądałem taką bajkę, w której skrępowany człowiek za wszelką cenę starał się uwolnić z więzów. Im bardziej się szarpał i napinał tym bardziej sznur go krępował, im bardziej starał się rozerwać tym bardziej ciaśniej sznur przylegał. W momencie, kiedy przestał walczyć czyt. wchodzić w dialog z tym skrępowaniem sznury opadły. Śmieszne? Nie do końca. W stanach zapętlenia przez natrętne myśli między innymi ta scena scena spadających sznurów pozwalała mi wziąć głęboki oddech i na przekór wszystkiemu co miałem w głowie robić swoje choć czułem się tak jakbym górę ciągną za sobą albo po kolana w bagnie szedł. Walka z tymi myślami pochłania OLBRZYMIE ilości energii. Naprawdę niczemu to nie służy."


Ja myślę, że jeżeli chodzi o natręctwa to każdy z nas ma jakiś sposób. Już wcześniej pisałam, że pozbyłam się natręctw i nie miałam ich przez ok. 7 lat. Ale żeby pozbyć się ich włożyłam w to mnóstwo pracy i energii.
Przede wszystkim zaczęłam od wizyty u psychiatry + leki.
Jeżeli chodzi o mnie to pozbywam się natręctw poprzez przyglądanie się im a mianiowicie "badam" co czuję w danym momencie np. złość, nienawiść, żal itd. Potem staram się tą myśl zaakceptować - tak bym nie odczuwała lęku i dalej się przyglądam - nie uciekam od niej - wszyscy wiemy, że ucieczka od tych myśli to spychanie ich w głębsze wartstwy podświadomości (to powoduje, że przychodzą ze zdwojoną siłą). Próbuję odtworzyć tą myśl (w moim przypadku to myśl na temat siostry mojego męża - tj. myślowe przeżuwanie tego co kiedyś mi powiedziała, jak mnie traktowała itd.). W tym momencie odtwarzając tą myśl nie zawsze jestem w stanie zapanować nad lękiem - odczuwam lęk ale nie uciekam - próbuję zrozumieć co czułam (obserwuje siebie w tamtej sytuacji zadając sobie pytanie dlaczego siostra mojego męża jest dla mnie tak ważna, że odczuwam przy niej potworny lęk). I co czuję, co czułam:jasne że złość i wściekłość, że traktowała mnie jak powietrze. Ale dlaczego tak czuję: potrzebuję akceptacji. Ale dlaczego: chcę poczuc się ważna. Powiem Wam do czego zmierzam: poprzez analizowanie tej sytuacji z terapeutą zrozumiałam, że ta sytuacja sprzed lat była dla mnie przykra ale ja tak naprawdę wtedy nie pozwalałam sobie na to aby poczuć, że jest mi przykro, nie pozostawiłam tej sytuacji tak: jest mi przykro, ma prawo mi być przykro, nie wszyscy muszą mnie lubieć. I ja zamiast odczuwać, że jest mi przykro robiłam wszystko aby stłumić to uczucie w sobie i szłam do niej (wymyślałam różne powody aby z nią porozmawiać - aby poczuć akceptację.) Następnie gdy poczułam tą akceptację przez chwilę byłam wściekła i zadawałam sobie pytanie po co ja do niej poszłam - nienawidzę jej - potem myślałam nie tak nie można, trzeba wszystkich lubieć. Ale ona przecież mnie nie lubi - dlaczego? I tysiąc różnych myśli. I stąd te cholerne natręctwo. Wystarczyło tylko pozostawić tą sytuację tj. odczuć tą emocję, ten stan to, że jest mi przykro i uświadomić sobie, że mam prawo do odczuwania przykrych emocji a nie uciekać od nich, tłumić ich. Mam prawo kogoś nie lubieć, ktoś inny ma prawo mnie nie lubieć itd. To z tłumienia i nie wyrażania swoich emocji biorą się te natręctwa. Powiem Wam, że dopóki nie zrozumiemy własnych uczuć nie pomogą nam żadne książki. Ja nie mam nic przeciwko mądrym psychologicznym książkom (przeczytałam ich mnóstwo) ale one pomagają na chwilę. Najważniejsze jest zrozumienie własnych uczuć. Mam nadzieję, że choć trochę zrozumieliście coś z tego co napisałam. Ja wiem, że każdy przypadek nerwicy natręctw jest inny ale ma on swoje podłoże. Ja przez analizę tych natrętnych myśli bardziej rozumię siebie. Dzięki czemu przez 7 lat żyłam bez nich. Teraz wróciły ale nie mają już takiej siły. Trwa to juz 3 miesiąc ale wiem, że z nich wyjdę. Chciałam Wam powiedzieć, że ja nie uciekam od tych myśli tylko je analizuję. Gdy je analizuję odczuwam cholerny lęk - ale dzięki temu, one traca swoją moc tj. nie powracają z taką siłą a po jakimś czasie nie mają dla mnie znaczenia. Jak będę miała więcej czasu to napiszę Wam, jak poradziłam sobie ze strachem przed widokiem noża, ze sprawdzaniem czy mam zamkniete drzwi itd. Pozdrawiam serdecznie
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
16 gru 2007, 23:09

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 13 kwi 2008, 21:13
LOLA NAPISZ MI WIECEJ, JAK PORADZIłAS SOBIE Z WIDOKIEM NOZA ITD BARDZO POMAGASZ:)TUTAJ NAM:bo nie dołujesz, a dajesz nadzieje:)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:24 pm ]
znalezione w necie!!z cyklu doktor radzi:)
"Od kilku lat choruję na nerwicę natręctw. Brałam leki, ale od mniej więcej pół roku już nie biorę. Ostatnio nasiliły mi się natrętne myśli, zwłaszcza te związane z możliwością zajścia w ciążę. Np. ostatnio całowaliśmy się z moim chłopakiem w samochodzie. W pewnym momencie włożył mi delikatnie rękę w spodnie i dotknął moich pośladków. Teraz nękają mnie myśli, że mogę być w ciąży. Mój chłopak wie o moim problemie związanym z nerwicą, więc zawsze myśli "o wszystkim", abym nie miała nawet cienia podejrzeń. Ja jednak wymyśliłam sobie, że tam wcześniej na siedzeniu mogły być plemniki i on, dotykając ręką kanapy, mógł je przenieść ręką na mój pośladek i teraz mogę być w ciąży. Bardzo się denerwuję, boję się z kimkolwiek porozmawiać. A teraz zbliża się moja "osiemnastka", boje się, że nie będę mogła pić alkoholu, bo jakbym była w ciąży, to mogłabym przez to poronić albo coś i nawet nie mieć pewności, czy tak naprawdę byłam w ciąży... Przepraszam, że zajmuję Wam czas, ale naprawdę nie wiem, co zrobić. Z góry dziękuję za odpowiedź. Alicja, lat 18, woj. zachodniopomorskie"

Droga Alu! Chorujesz na nerwicę natręctw, a to oznacza, że powinnaś być pod stałą opieką lekarza psychiatry (oraz psychologa). Pojawienie się tych myśli natrętnych jest, najprawdopodobniej, konsekwencją odstawienia leków. Najlepiej więc będzie, jeśli udasz się do swojego lekarza, który znów zaleci odpowiednie leki, po których poczujesz się lepiej.
Jeśli chodzi o same myśli natrętne, to są to tak naprawdę zupełnie irracjonalne, bezsensowne, nielogiczne myśli, które niczemu nie służą - wręcz przeciwnie. Zapewne zdajesz sobie zatem sprawę, że niemożliwym jest zajście w ciążę poprzez np. dotknięcie pośladków itp. Warto w takich sytuacjach, kiedy pojawiają się te myśli, skonfrontować je z rzeczywistością, wiedzą, doświadczeniem. Wówczas łatwiej jest zobaczyć ich nielogiczność, nieracjonalność, a tym samym, w jakimś tam stopniu, pokonać je bądź choćby zmniejszyć ich siłę. Ponadto, jeśli rzeczywiście obawiasz się, że możesz być w ciąży, wiedz, że nie ma prostszego i skuteczniejszego sposobu na rozwianie wątpliwości w tym względzie, jak zrobienie sobie testu ciążowego. I już!
I jedna uwaga! Pamiętaj, że nie można łączyć lęków z alkoholem! Nierozsądne jest również odstawianie leków tylko po to, aby się móc napić. Najważniejsze jest Twoje zdrowie oraz dobre samopoczucie! Pamiętaj! (jb)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:56 pm ]
CHCIALABYM ŻEBY TE SŁOWA WYCIETE Z ARTYKUŁU " fRANKLA WIKTOR E" POMOGŁY WAM TAK BARDZO JAK MNIE


..... Również w takich przypadkach terapia winna zaczynać się od
samych korzeni zła. A zło tkwi w tym, że wszyscy tego pokroju
neurotycy padają ofiarą błędu. Nie wiedzą, w każdym razie, zanim o
tym im się nie powie, że lękają się czegoś, czego lękać się,
właśnie przy swym nerwicowo-natrętnym usposobieniu, nie mają
żadnego, nawet najmniejszego, powodu. Mianowicie właśnie oni nie
mogą zachorować psychicznie, ponieważ jest rzeczą znaną wszystkim
psychiatrom, że ludzie skłonni do wyobrażeń natrętnych lub na nie
cierpiący są po prost odporni na prawdziwe choroby psychiczne, a
więc na psychozy....
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

przez lola1980 19 kwi 2008, 20:06
potegapodswiadomosci napisał(a):LOLA NAPISZ MI WIECEJ, JAK PORADZIłAS SOBIE Z WIDOKIEM NOZA ITD BARDZO POMAGASZ:)TUTAJ NAM:bo nie dołujesz, a dajesz nadzieje:)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:24 pm ]
znalezione w necie!!z cyklu doktor radzi:)
"Od kilku lat choruję na nerwicę natręctw. Brałam leki, ale od mniej więcej pół roku już nie biorę. Ostatnio nasiliły mi się natrętne myśli, zwłaszcza te związane z możliwością zajścia w ciążę. Np. ostatnio całowaliśmy się z moim chłopakiem w samochodzie. W pewnym momencie włożył mi delikatnie rękę w spodnie i dotknął moich pośladków. Teraz nękają mnie myśli, że mogę być w ciąży. Mój chłopak wie o moim problemie związanym z nerwicą, więc zawsze myśli "o wszystkim", abym nie miała nawet cienia podejrzeń. Ja jednak wymyśliłam sobie, że tam wcześniej na siedzeniu mogły być plemniki i on, dotykając ręką kanapy, mógł je przenieść ręką na mój pośladek i teraz mogę być w ciąży. Bardzo się denerwuję, boję się z kimkolwiek porozmawiać. A teraz zbliża się moja "osiemnastka", boje się, że nie będę mogła pić alkoholu, bo jakbym była w ciąży, to mogłabym przez to poronić albo coś i nawet nie mieć pewności, czy tak naprawdę byłam w ciąży... Przepraszam, że zajmuję Wam czas, ale naprawdę nie wiem, co zrobić. Z góry dziękuję za odpowiedź. Alicja, lat 18, woj. zachodniopomorskie"

Droga Alu! Chorujesz na nerwicę natręctw, a to oznacza, że powinnaś być pod stałą opieką lekarza psychiatry (oraz psychologa). Pojawienie się tych myśli natrętnych jest, najprawdopodobniej, konsekwencją odstawienia leków. Najlepiej więc będzie, jeśli udasz się do swojego lekarza, który znów zaleci odpowiednie leki, po których poczujesz się lepiej.
Jeśli chodzi o same myśli natrętne, to są to tak naprawdę zupełnie irracjonalne, bezsensowne, nielogiczne myśli, które niczemu nie służą - wręcz przeciwnie. Zapewne zdajesz sobie zatem sprawę, że niemożliwym jest zajście w ciążę poprzez np. dotknięcie pośladków itp. Warto w takich sytuacjach, kiedy pojawiają się te myśli, skonfrontować je z rzeczywistością, wiedzą, doświadczeniem. Wówczas łatwiej jest zobaczyć ich nielogiczność, nieracjonalność, a tym samym, w jakimś tam stopniu, pokonać je bądź choćby zmniejszyć ich siłę. Ponadto, jeśli rzeczywiście obawiasz się, że możesz być w ciąży, wiedz, że nie ma prostszego i skuteczniejszego sposobu na rozwianie wątpliwości w tym względzie, jak zrobienie sobie testu ciążowego. I już!
I jedna uwaga! Pamiętaj, że nie można łączyć lęków z alkoholem! Nierozsądne jest również odstawianie leków tylko po to, aby się móc napić. Najważniejsze jest Twoje zdrowie oraz dobre samopoczucie! Pamiętaj! (jb)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:56 pm ]
CHCIALABYM ŻEBY TE SŁOWA WYCIETE Z ARTYKUŁU " fRANKLA WIKTOR E" POMOGŁY WAM TAK BARDZO JAK MNIE


..... Również w takich przypadkach terapia winna zaczynać się od
samych korzeni zła. A zło tkwi w tym, że wszyscy tego pokroju
neurotycy padają ofiarą błędu. Nie wiedzą, w każdym razie, zanim o
tym im się nie powie, że lękają się czegoś, czego lękać się,
właśnie przy swym nerwicowo-natrętnym usposobieniu, nie mają
żadnego, nawet najmniejszego, powodu. Mianowicie właśnie oni nie
mogą zachorować psychicznie, ponieważ jest rzeczą znaną wszystkim
psychiatrom, że ludzie skłonni do wyobrażeń natrętnych lub na nie
cierpiący są po prost odporni na prawdziwe choroby psychiczne, a
więc na psychozy....


Hej wszystkim!

Potęga podświadomości pytałaś jak poradziłam sobie z widokiem noża. Może to będzie śmieszne dla niektórych z Was ale powiem Wam, że mój terapeuta uświadomił mi kilka spraw związanych ze znaczeniem noża (w moim przypadku). Zastanówcie się przez chwilę do czego służy nóż. Takie pytanie zadał mi mój terapeuta (chciałam jeszcze dodać, że chodzę do bardzo dobrego terapeuty z wieloletnim stażem). Na to pytanie odpowiedziałam: nóż służy do cięcia, krojenia, zarżnięcia. Zwróćcie uwagę co kojarzy Wam się z ostatnim słowem tj. rżnięciem. Ja na psychoterapii stwierdziłam, że z sexem. I właśnie w moim przypadku zadziałało. Wczoraj u terapety uświadomiłam sobie, że ten nóż to pokazuje mi, że zwyczajnie zamiast zajmować się sprawdzaniem czy zamknęłam dzwi, czy wszystko w szafkach poukładałam itd. to powinnam sie nie ograniczać tylko zająć się moim mężem i zająć się sexem, kiedy chcę i nie ważne czy w domu jest syf czy nie itd. Powinnam robić to na podłodze, pralce, w samochodzie itd. A ja swoją seksualnośc zamiast rozwijać to ograniczam do cholernych rytuałów. Powiem Wam, że jeśli czegoś się boimy to tak naprawdę czegoś w środku bardzo pragniemy. Ale żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie musimy udać się do terapeuty, który razem z nami będzie odkrywać nasze pragnienia ponieważ`sami nie jesteśmy w stanie. Ja już noża się nie boję - nie ma dla mnie zanczenia ale to tylko dlatego, że pielęgnuje swoją seksualność. Powiem Wam, że każde natręctwo, każda natrętna myśl podpowiada nam, że czegoś bardzo pragniemy. Rozpoznanie tego jest trudne ale się opłaca-wtedy czujemy się spełnieni. I co najważniejsze nie mamy natręctw. Ja dzisiaj czuję się super i Wiem, że tak będzie nadal - nie muszę walczyć z tymi natręctwami. Jak uświadomię sobie pewne sprawy to natręctwa same odejdą.
Jakiś czas temu pisałam na forum, że mam obsesyjne myśli na punkcie siostry mojego męża - czuję do niej żal, złość, czuję się przy niej gorsza, poniżona itd. To nienormalne ale już wiem dlaczego jest dla mnie tak ważna, że czuję przy niej lęk. Terapeuta uświadomił mi to - ja po prostu jej zazdroszczę (a przez tą zazdrość gromadzi się we mnie mnóstwo negatywnych uczuć, agresji) że ma dzidziusia a ja jeszcze nie mam. A dziecka pragnę najbardziej na świecie. I sami widzicie kolejne pragnienie. A ja do tej pory robiłam wszystko, żeby nie mieć jeszcze dzieci, tłumiłam w sobie potrzebę bycia mamą. Zaczynam sobie to uświadamiać i natręctwo samo znika a nawet powiem Wam,że zaczęłam pozytywnie myśleć o siostrze mojego męża. Może jeszcze raz się powtórzę ale uwierzcie mi, że jak zrozumiecie tak naprawdę do czego możecie odnieść a właściwie w psychologii mówi się "przypiąć" te cholerne natręctwa to zrozumiecie siebie. I powiem Wam,że dopóki nie zrozumiecie własnych uczuć to tak naprawdę nie poczujecie się w pełni wartościowymi ludźmi. Naprawdę jeśli możecie zacznijcie w miarę szybko uczęszczać na terapię bo z tymi natręctwami jest tak, że z jednego natręctwa wchodzimy w drugie itd. A potem to już tylko się boimy i nakręcamy żeby nas "niedopadły". Ja raz z tego wyszłam dlatego teraz jest mi łatwiej - mimo tego, że czasami odczuwam lęk - czuję większy dystans do tych natręctw.
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
16 gru 2007, 23:09

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do