Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez nju łan 06 lis 2005, 13:38
Nie jestem strasnzie wierzacy, nie chodze nawet do kosciola..

ale moze ta nerwica bibi to wlasnie jakies zadoscuczynienie za to co robilas.. pewnie zabrzmi to banalnie, ale "odpokutujesz"

za grzechy jeszcze w zyciu, w sposob w jaki jestes w stanei to zniesc latwiej.

Przede mna stoi jeszcze jeden

najwazniejszy krok, powiedziec o tym swojemu facetow... bo wiem ze on tego nie rozumie, raz mu o tym cos wspominalem, bylo to

na zasadzie "zachowuje sie tak bo mozliwe ze mam nerwice".. czyli spychaczka.. oczywiscie usluszalem standard: "przesadzasz i

za duzo myslisz o sobie" .. mial racje.. he he.. tylko problem w tym ze z mila chcecia przetsalbym myslec tylko o sobie.. ale

nie umiem. Moze nawte nei bede musial mowic.. pamietam ostatnim razem wszystko mi przeszlo jak poprostu byl kolo mnie...

zastanawiam sie jak wy? pomaga wam to ze macie kogos? kogos z kim zasypiacie, czy to cos dla was zmienia? Dla mnie to wiele

znaczy. Taka potencjalna sila, z ktorej choc nie bede musial skorzystac, oprzec sie o ta "sciane",ale wystarcza sam fakt., ze

jest i ze mam w razie czego pomoc.

Inaczej sie juz na to patrze odkad tu zagladnolem, czemu tak rzadko tu piszecie

choc jak widac tak czesto wchodzicie zeby zobaczyc czy sa nowe posty?
nju łan
Offline

Avatar użytkownika
przez bibi 06 lis 2005, 14:04
to było by fajnie odpokutowac właśnie w ten sposób.



co do twojego problemu to jak sam napisałeś --nie cytuję!" przy swoim partnerze czujesz się spokojny i odprężony, nie masz

lęków i jest ok..." ale z drugiej strony on cię nie zrozumie...to znaczy że chyba nie jest za bardzo dobrze między wami ? z

koro jeden jest chory to tan drugi powinien go wspierac--jest inaczej...czemu? nie mówię zebyś zaraz się rozstawał z nim ale

jednak nerwica jesr na tyle egoistyczną chorobą że niestety człowiek nie ma wyjścia i myśli o swoich dolegliwościach. dobrym

sposobem byłoby tu pójscie do psychiatry, porozmawianie o problemie. poza tym nie musisz muwić partnerowi o chorobie, (

takie zrobienie mu na złośc) albo przedstawić sprawę po męsku.

jak miałam partnera to on wiedział o problemie ale

niestety przy nim mi się pogarszało. przemyślałam sprawe i doszłam do tego ze w większej mierze to on jest sprawcą moich "

ataków" złego samopoczucia, i po którym tam razie rozstaliśmy się. brak poczucia bezpieczeństwa i zaufania.

co do

zaglądania na forum to każdy zagląda jak ma problem ...złe samopoczucie powoduje że człowiek wtedy korzysta z przysłowia "

jak trwoga to do Boga " . no i ja zaglądam bo chcę wiedziec jak sobie radza inni. a inni jak mają czas i ochotę......poza tym

forum przez jakiśczas było nieczynne....będzie dobrze :d;d;d;d;d
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

przez nju łan 06 lis 2005, 17:58
Wiesz bibi... hmm myslalme troche zanim zaczolem teraz to

pisac... masz racje ale nie do konca... duzo watkow poruszylas ( a z moja "wielowatkowa" nerwica bedzie mi je dzis ciezko

ogarnac) ... moze zanim zaczne "tlumaczyc" to wkleje tu cos, co napisalem calkiem niedawno.. nie pisze raczej tekstow i

generlanie nei pamietam kiedy ostati raz cos takiego napisalem... przytocze:

"Czasami czuje, jak gdyby ktos zawiesil

hantle na moim sercu
gdzies w srodku mego ciala.... i kazal isc.
Alkohol i srodki przeciwbolowe na chwile pozwalaja

nie czuc.
ale nie znaczy to ze bol znika.
Nauczylem sie wiec chodzic, jesc, a nawet rozmawiac z ludzmi
pokazujac ze

nic mnie nie boli.
Ale nie umiem juz latac, bo za ciezki jestem.
Dobrowolnie zgodzilem sie na ten ciezar,
bo miales

mi pomoc go niesc.
Obiecales, choc nigdy tego nie robiles,
...ze sobie poradzimy.
Podczas gdy ja czasem

czuje,
/cenzura/!!!, ze niose nie tylko swoja ale takze i twoja hantle.
Twoje zycie nie pozwala ci znosic bolu.
bo

przeciez pracujesz na "przedplate pomocy nam".
MY? obiecales, a jestem ja i ty..
ja sam nawet mniejszy,

ciezszy.
Czas juz nie dziala na nasza korzysc.
Bajka? ale ja nie umiem ogladac juz bajek.
Czy potrafisz ogladac

bajki gdy boli cie zab?
Czy moze zapijasz gebe, bo do dentysty nie mozesz, nie chcesz isc.
... mija czas, moje serce ma

juz pokazne miesnie.
ale hak dalej ropieje..."

Mysle ze zaczelo sie wlasnie przez niego. WIem ze mnei kocha, ja tez

kocham i to bardzo... tak ze jestem w stanei wzystko rzucic i zaczac z nim od nowa. Stara sie jak moze. wiem to.. ale na

razie nie mamy okazji byc razem na codzien..... Nie mam odwagi mu tego powiedziec... nie wiem czemu... to taki paradoks.. bo

widujemy sie co 2 tygodnie. Planujemy zamieszkac razem wkrotce, wlasciwie jzu wszystko zaplanowane... Mam ciagle watpliwosci

i wiem ze nie problem w tym ze daje mi powody do nieufnosci, do niepewnosci.. bo jest wrecz odwrotnie. To ja jak jestem bez

niego to "panikuje".. zaczynam miec jazdy. Ale jak jest ze mna (jzu tak raz bylo) to wszystko powoli znika.. czuje to wtedy,

widze, .. i tu ten paradoks.. nie musze wtedy o tym rozmawiac bo problem znika.. zle to troche okreslilas ze on mnie nei

rozumie....ja mu tego tak naprawde nie chcialem wytlumaczyc, a on nie jest wrozka, nikt z nas nei jest.... nawet jesli nei

wie co to nerwica to ma do tego prawo.. .moze sie nie spotkal z tym, jesli bedzie koniecznosc to mu to wytlumacze... czasem

mam wrazenie ze poprostu wystarczy ze bede go mial przy sobie.... porpostu moja psyche nei wytrzymuje oczekiwania na dzien

bycia razem.. z jednej storny spedzania czxasu bez niego z moimi watpliwosciami, z drugiej storny wyobraz sobei wszystko

rzucic, przeprowadzic sie do innego kraju, nauczyc sie nowego jezyka, zamieszkac razem, znalezc prace, dalej kontynuowac

nauke... to mnei wykancz przed wszystkim... i co? odejsc... zostawic? .. dac sobie spokoj?? to jest

wyjscie???

Uwarzam ze to by bylo tchurzostwo.... nie dam tak latwo za wygrana bo zbyt dlugo pracowalem na ten

moment... zbyt wiele juz oddalem, zeby nauczyc sie kochac.... nie moge pozwolic na to zeby poprostu spakowac zabawki z

piaskonicy i pojsc do mamusi! Choc on mozliwe ze powoduje to co sie ze mna dzieje, to paradoklasnie on jakos trzyma mnei w

kupie.

Nie moge w to uwierzyc ze sie nad soba "uzalam".... Moze najbardziej przeraza mnie to ze nie jestem taki silny

jakbym chcial... niemniej jednak nei poddam sie...

Napisalas ze rozeszlas sie ze swoim partnerem? To znaczy ze jestes

sama? I co ? jest ci lepiej samej,,... bez niego? powiedzialas ze on w glownej mierze sie przyczynial do twoich atakow...

wiec logicznie myslac po tym jak odszedl powinno ci byc lepiej... tak jest?
Wychodze z zalozenia ze bez wzgedu co sie

dzieje w zwiazku musi byc rownowaga... nawet jesli choroba jest "samolubna" to nie usprawiedliwia to do ciaglego "wymagania"

.. to nie usprawiedliwienie do "nie dawania"... Jak dlugo wogole jzu zyjesz z nerwica?
nju łan
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mój stan się pogarsza...

Avatar użytkownika
przez cicha woda 06 lis 2005, 22:49
Od ponad tygodnia zauważyłam znaczne

pogorszenie mojego stanu. Doświadczam ataków przy każdej wizytcie w supermarkecie czy podczas jazdy zatłoczonym autobusem

kiedy muszę stać. Generalnie zaczęłam bać się wychodzenia z domu więc zdecydowałam się na leczenie. Niestety nie stać mnie na

prywatnego lekarza więc zadzwoniłam do Wojewódzkiej Poradni Zdrowia Psychicznego w moim mieście. Dowiedziałam się że do

psychologa trzeba mieć skierowanie a do psychiatry nie, więc do niego pójdę. Jak wygląda wizyta u psychiatry? Czy polega ona

głównie na przepisaniu leków czy też na rozmowie? Czy lekarz "państwowy" jest w stanie pomóc? W jakim stponiu pomagają wam

leki i czy są po nich jakieś nieciekawe skutki uboczne?
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

Avatar użytkownika
przez Astro 06 lis 2005, 23:08
Można zacytować sentencję z Twojego podpisu - "Life is

brutal". Pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają lepiej się leczyć i nie mieć przynajmniej jeszcze jednego stresu, że w

państwowej placówce nam nie pomogą. Pewnie nie można generalizować i pewnie nie wszędzie państwowy lekarz na nie wiele Ci się

przyda, ale większy wybór i spokój ducha miałabyś mając kasę na prywatne wizyty.
A do psychiatry musisz iść jak

najszybciej nie odkładaj tego i nie próbuj leczyć się sama. Psychiatra trochę z Tobą porozmawia, ale tylko trochę - główne

jego zadanie to zdiagnozować Cię i dać Ci odpowiednie lekarstwa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
13 sie 2005, 21:30
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez cicha woda 06 lis 2005, 23:18
Ile kosztuje wizyta u prywatnego psychiatry? Jak często się

do niego chodzi?
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

Avatar użytkownika
przez bibi 06 lis 2005, 23:20
łza mi się zakręciła gdy przeczytałam twój

wiersz...


To co piszesz jest twoją prawdą. Broń jej i walcz o nią...nie pozwól by zostało zniszczone to na co

pracowałeś tak długo. więc ucz się języka, rzuć pracę i idź tam gdzie poczucie bezpieczeństwa, miłość i zaufanie.
NIe wiem

jaki jest twój stan psychiczny...czy boisz się tego?? że się nie uda? Chyba nie..widzę że jesteś zdecydowany.Więc w czy

problem?
Jeżeli juz tam będziesz i prawdopodobnie choroba minie to będzie po problemie. Jezeli nie, to pójdziesz do

lekarza.

chciałabym dostać od ciebie nr GG. albo może ty napisz na mój numer. ale zacznij od swojej ksywki na forum ,

zebym wiedziała ,że ty to ty ( oczywiście jak się zgodzisz)

choroba jest samolubna , mi nie chodzi o to, że ona

wymaga tylko o to, że mój partner jej nie rozumiał ...twierdził ,że symuluję, że moje bóle, złe samopoczucie jest

spowodowane tym ,że nie mam pochoty na siedzenie z nim. wogóle mnie ograniczał. nie mieszkaliśmy razem i jak się źle czułam

to szłam do domu. miał mi za złe wiele rzeczy. cieszę sie, że się od niego uwolniłam.sprawiał ,że miałam poczucie winy z byle

powodu. manipulacje alkoholika.
czuję się pewniej i lepiej jak z nim nie jestem
choruję od około 2 lat
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

Avatar użytkownika
przez Astro 06 lis 2005, 23:27
Pewnie jest to różnie w różnych miastach Polski. Zależy czy

będzie to terapia indywidualna czy grupowa, raz czy dwa razy w tygodniu.
Ja za jedną indywidualną wizytę w tygodniu płacę

80 zł, w W-wie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
13 sie 2005, 21:30
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Olka 06 lis 2005, 23:36
Astro czy psychiatra pomylił Ci się z psychologiem? Czy oni

tez prowadzą jakieś zajęcia grupowe? Cicha wodo moze spróbuj najpierw do państwowego........ja tam jestem bardzo zadowolona:)

Wiesz, nie martw sie kazdy z nas ma co jakiś czas gorsze dni. U mnie od miesiaca był wyjątkowy spokój, aż tu któregos

dnia.....bęc!!!!! Trochę mnie to zasmuciło.......ale jakos sie uporałam:) Trzymaj się!
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez cicha woda 06 lis 2005, 23:39
Olka jak często chodzisz do psychiatry? Czy przepisał Ci

jakieś leki? Jak się po nich czujesz? Pomogły?
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

Avatar użytkownika
przez Astro 06 lis 2005, 23:41
Oczywiście, że mi się pomyliło - przepraszam, myślałem już o

terapii i jakoś tak mi się napisało bez sensu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
13 sie 2005, 21:30
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 07 lis 2005, 00:59
jeżeli chodzi o psychologa, to ja płaciłem 100zł za wizytę

(najczęściej powyżej godziny) i spotykalismy się dwa razy w tygodniu przez półtora miesiąca, mi to pomogło stanąć na nogi.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Avatar użytkownika
przez Olka 07 lis 2005, 01:00
Cicha wodo do psychiatry chodze tylko wtedy jak mi sie leki

skończą, bo on w zasadzie jest tylko od tego (własnie od 2 miesięcy biorę sobie tableteczki):) Powiem Ci ze sama nie wiem co

mi bardziej pomaga, czy leki czy wizyty u psychologa ( a chodze obecnie co tydzien). Mysle ze napewno jedno i drugie ma wpływ

na to jak sie czuje, a jest znaczna poprawa:) Dobre samopoczucie......to podstawa:) Zapewne same leki sprawy nie załatwia,

ale w połączeniu z praca z psychologiem, naprwde mozna wyjść na prostą:) Obojetnie do kogo nie pójdziesz i tak zapewne

znajdziesz sie w jednym i drugim gabinecie, trzeba tylko zacząć a juz ktoś Cie dalej pokieruje:)))
Astro...nic sie nie

stało, sama nie byłam pewna:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Re: Mój stan się pogarsza...

przez shadow_no 07 lis 2005, 01:09
cicha

woda napisał(a):
[...]Jak wygląda wizyta u psychiatry? Czy polega ona głównie na przepisaniu leków czy też na rozmowie? Czy lekarz

"państwowy" jest w stanie pomóc? W jakim stponiu pomagają wam leki i czy są po nich jakieś nieciekawe skutki

uboczne?

ad 1. Pierwsza wizyta, to rozpoznanie. Mówię wszystko nt. mojego samopoczucia, o tym jak

wyglądają 'napady', co mi wtedy najbardziej pomaga, co stresuje... Psychiatra wtedy może zalecić jakieś leki.
ad 2. Ja

ze względu na wiek, chodzę do psychiatry i psychologa, za którego płaci NFZ - u prywatnych nie byłem, więc nie mam

porównania, ale złego słowa o Panią doktor nie mogę powiedzieć.
ad 3. Na każdego, każdy lek działa inaczej, ja akurat

skutków ubocznych nie mam żadnych, ale znam ludzi, którzy równocześnie z wzięciem leku - są straaaaasznie śpiący.

;)

Pozdrawiam serdecznie.
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 9 gości

Przeskocz do