Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Jadis 07 sie 2009, 18:49
cześć czary_mary :) moim największym problemem też są podróże. z innymi rzeczami jakoś sobie radzę, ale najgorsze jest oderwanie od stałego gruntu. czasem też fakt, że moi rodzice, z którymi nie mieszkam od 3 lat, jadą gdzieś bardzo daleko (w Polskę albo poza Polskę), jest dla mnie mocno stresujący, bo nie lubię niejako być zostawiana sama.
fajnie, że się zarejestrowałaś. ja choruję na zespół lęku napadowego od 16 lat, więc rozumiem przez co przechodzisz.
Jadis
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez czary_mary 07 sie 2009, 19:03
Witaj Jadis, dobrze,że jest ktoś, kto cierpi na to samo co ja, dzięki temu nie czuję się ,aż taką dziwaczką ;) mieszkam obecnie w dużym mieście, moi rodzice mieszkają na wsi,nigdy w dzieciństwie nie zabierali mnie na wakacje a teraz kiedy sama mam gdzieś pojechać to po prostu jest to dla mnie koszmarem. Nie lubię się przemieszczać, boję się,że kiedy mi się coś stanie to nie będzie nikogo, kto mógłby mi pomóc...więc się zmuszam i jeżdżę ale wyjazd na wakacje napawa mnie takim lękiem,że nie te dwa tygodnie to nie przyjemnie spędzony czas ale męczarnia..Czasami czuję się z tym jak małe dziecko, które nie potrafi oderwać się od rodzinnego domu,którym ciągle ktoś się musi opiekować ,żeby się nie bało..;?
per aspera ad astra
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
07 sie 2009, 17:31

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez omletosh 08 sie 2009, 15:55
Witam. Ja też mam lęki eklezjogenne. To jest moim zdaniem jedna z najcięższych chorób lękowych. Biore leki i tak sobie one pomagają. Pierwszy tydzień jakoś było bez natręctw, tydzień później powróciły i czasami się nasilały. Czuje się ostatnio jak "nie w moim ciele" jestem rozkojarzony, w czasie snu czuję taki "szok", czasem mam wrażenie, że ktoś za mną jest... W pewnych chwilach czuję się jak bym miał omdleć, jeszcze te kołatanie serca... Masakra. Leczę sie u psychiatry, lecz sam psychiatra średnio pomaga mi. Psychoterapia jest dla mnie bardzo skuteczna i powstrzymuje mnie od natłoku natrętnych myśli.
Pozdrawiam wszystkich.
Śmierć wszystkim lękom
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
17 cze 2009, 10:31
Lokalizacja
Braniewo

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Jadis 08 sie 2009, 22:27
czary_mary napisał(a):Witaj Jadis, dobrze,że jest ktoś, kto cierpi na to samo co ja, dzięki temu nie czuję się ,aż taką dziwaczką ;) mieszkam obecnie w dużym mieście, moi rodzice mieszkają na wsi,nigdy w dzieciństwie nie zabierali mnie na wakacje a teraz kiedy sama mam gdzieś pojechać to po prostu jest to dla mnie koszmarem. Nie lubię się przemieszczać, boję się,że kiedy mi się coś stanie to nie będzie nikogo, kto mógłby mi pomóc...więc się zmuszam i jeżdżę ale wyjazd na wakacje napawa mnie takim lękiem,że nie te dwa tygodnie to nie przyjemnie spędzony czas ale męczarnia..Czasami czuję się z tym jak małe dziecko, które nie potrafi oderwać się od rodzinnego domu,którym ciągle ktoś się musi opiekować ,żeby się nie bało..;?



zupełnie jakbym czytała o sobie, tyle że ja jeździłam bardzo dużo z rodzicami, ale oni są lekarzami i miałam takie poczucie, że przy nich jestem bezpieczna. sama mam wrażenie, że umrę w podróży, szczególnie z osobami, które nie mają pojęcia przez co przechodzę, bo nie rozumieją jak można się bać podróżować?!
Jadis
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez MamaMisia 11 sie 2009, 23:03
Witam! Ja tylko na chwilkę sie przywitać i wyrzucić z siebie ten żal.... Było tak pięknie i to cholerstwo wróciło.... Myslałam dziś że zemdleję albo umrę i mam doła bo znowu sobie wkręcam że to pewnie jakaś ciężka choroba i w końcu umrę.... I nikt wkoło nie rozumie. To zaczynam walkę od nowa....
Misiu K.C
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
18 gru 2007, 22:55
Lokalizacja
opolskie

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Arkaszka 12 sie 2009, 09:18
Najważniejsze to się przebadać... Zawsze przed zaśnieciem wydawało mi się ,że umrę... miałem lęki przede wszystkim jeśli chodzi o serce i oddech. Serce kazalem przepadać i... :) podziekowałem lekarzowi ,że jedną paranoję mam teraz mniej :) Tak samo ze wszystkim innym. Powtarzam sobie; -Arku, przestan sobie wkręcać. Przebadałes serce i różne takie, więc... uszy do góry :) Pomaga mi pozytywne myślenie... myślenie, że przecież jest dobrze, że przecież się przebadałem
Avatar użytkownika
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
11 sie 2009, 07:44
Lokalizacja
Olsztyn

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez koszatniczka 12 sie 2009, 13:41
hej! jestem nowa na forum i chcę sie ze wszystkimi przywitać :) już od dobrych paru lat walczę z nerwicą , raz jest baaaardzo dobrze , nie mam w ogóle zadnych objawów chorobowych a raz jest fatalnie, boję sie żyć... mam wizję życia z tą nerwicą jeszcze przez długie lata i napawa mnie to lękiem wszystko zaczęło sie od tego że pewnego dnia a właściwie wieczoru dostałam panicznego ataku duszności.... od teg omomentu zaczęłam kontrolować swój oddech tak jakbym bała sie zę przestanę zaraz oddychać, więc musze to kontrolować. od tego jednego motywu się zaczęło- później doszła fobia społeczna, lęk przed czytaniem na forum klasy, lęk przed wypowiedziami ustnymi, lęk przed oglądaniem własnego ciała- miałam wrażenie że mam raka na szczęście z tym się już uporałam ale doszło coś jeszcze co trzyma mnie do teraz ... a mianowicie boje sie wyjeżdżać z domu w daleki podrózę- maximum 200- 300 km a tak bardzo lubiłam podrózować.... najgorsze jest to że kiedy jestem daleko od domu wracam do punktu wyjścia- zaczynam sie dusć , mam niespokojny oddech, cała drżę i jestem jakby poza rzeczywistoscią....


Moje ataki lęku zaczynaja się od ogólnego niepokoju- wtedy wiem że za chwilę cos zacznie sie dziać , więc mam "chwile" żeby temu zapowbiec tzn. odwracam myśli, dzwonię do kogoś , wysyłam smsa, rozmawiam z kimś itp. ( wszystko zależy od tego gdzie jestem , kóra jest godzina itp.) prawie zawsze mi sie udaje odwrócić złe i uporczywe myśli , jeśli jednak nie uda sie to występuje u mnie atak kóry wyglada mniej wieceej tak- oddech sie przyspiesza, cała sie pocę , drżę, i biegam po domu bo mam wrażenie że przestanę oddychać :( biorę też cos na uspokojenie i po chwili ( 5minut) czuję sie tak maxymalnie zrelaksowana żę sama nie mogę w to uwierzyć. to jest coś w rodzaju tego jakbym musiała uwolnić złą energie z siebie w postaci tego ataku i potem juz jest ok.... ale nie chcę przez to już przechodzic bo sam atak jest straszny... pewnie wiecie coś o tym. wtedy mam myśli że już umieram, że nie jestem w stanie już z tym dłużej żyć....
Buziaki dla wszystkich :*
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
12 sie 2009, 13:17

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez komosa 12 sie 2009, 14:05
Ja ostatnio nie potrafie sobie radzić z atakiem... Jest mi strasznie za każdym razem... Byłam w sklepie, poczułam że cos jest nie tak i sie rozpłakałam. Musiałam sie przytulić do osoby z którą tam byłam (w tej sytuacji mama).

dziś. Wizyta u lekarza. Wyszłam odpowiednio później, żeby nie czekać w kolejce... Jak na złość, 3 osoby przede mną jeszcze. No nie ma cudów, przeraziłam się! Atak za atakiem co 1-2 minuty. Płacz, kołatanie serca (mama chciała rozładować sytuacje pocieszyć i zażartowała, że ruszam cyckiem jak uszami - tak mi serce bilo).

Brat wyciąga mnie do sklepu żebym z nim poszła, bo stwierdził że chciałby zobaczyć jak płaczę nad mrożonkami.

Wszędzie płacz, płacz, płacz... Odwodnić sie można. Melisy piję po naście, albo i dziesiąt na dzień (niekiedy z dwóch-trzech torebek) i nic... Po prostu nic. Jak nie mogłam tak nie mogę nadal być poza domem na dłuższy moment.

wydaje mi sie ze juznie ma żadnych postępów, że mi sie wszysko zatrzymało, i bedzie tak zawsze :cry:

Płacz, płacz, płacz... I wszystko drażni przez to!
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
07 lip 2009, 11:31

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez 19_latek 12 sie 2009, 18:51
komosa
wybierz sie do psychiatry po jakis konkretny lek, mi na ataki pomagał fluanxol i doraznie przed jakims wydarzeniem cloranxen. powiedz zeby ci to przepisal a zobaczysz ze bedziesz mogla spokojnie robic zakupy, stac w kolejce itp.
19_latek
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez madziares 12 sie 2009, 21:11
Witam wszystkich.Miałam się odezwać,więc jestem.Odebrałam wynik usg szyi w związku z powiększonymi węzłami i okazało się,że węzły są niepodejrzane i wszystko oki,tak wyszło na badaniu i tak twierdzi lekarz.Niby oki,jestem spokojna ,ale nachodzą takie myśl,że skoro węzły chłonne na szyi są powiększone od 8 miesięcy;jeden ma 1 cm a drugi 2cm,podobno po infekcji zostały,to to musi być coś poważnego a lekarze po prostu to przeoczyli.Masakra.Znalazłam sposób na moje stany lękowe,nie biorę żadnych leków na uspokojenie,na kołatanie serca nic...staram się być spokojna,ale w momencie kiedy zaczyna się coś dziać,nie panikuję.Dzisiaj w pracy zrobiło mi się ciemno przed oczami i słabo,mój sposób na to był taki żeby wyjść do toalety,schłodzić sobie kark i nadgarstki,kilka głębszych wdechów i ewentualnie zająć czymś się przez chwilę i uwierzcie przechodzi...bo wiem,że się nic nie dzieje i nie stanie:-)Co więcej jak mnie zaczyna "łapać"to ja się denerwuję,ale nie na to,że coś mi się stanie,tylko na to,że znowu coś się dzieje i nie daje mi spokoju,więc zajmuję się czymś innym i jest oki.Nie wiem czy to właściwe postępowanie,ale mi pomaga,bo jestem bardzo nerwowa.Jedyne co mi się z tej całej bieganiny po lekarzach potwierdziło to zwyrodnienie kręgów szyjnych,cała reszta niemal wzorcowa;-)Zobaczymy co dalej...Dam znać trzymajcie się:-)
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
16 maja 2009, 19:33

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez komosa 12 sie 2009, 22:39
Mam jakąś wizytę w środę... najgorsze jest to, że już to będzie któryś lekarz z rzędu, któremu bede musiała mówić o swoich problemach, a im więcej ludzi je zna, tym bardziej mnie one drażnią i przytłaczają...

Nie wiem czy dobrze myślę, ale chciałabym jakiś mocno otumaniający lek, który wyleczy, a nie jak teraz lek, który ma leczyć, a gówno czyni...

Ja już nie mam do nic siły i zapewne jak każdy z Nas, chciałabym juz mieć z tym raz na zawsze święty spokój :cry:
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
07 lip 2009, 11:31

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Klaudus20 12 sie 2009, 22:47
madziares, ja postępuję w ten sam sposób jak Ty. Za wszelką cenę wyszukuję sobie zajęcia by nie myśleć o ataku.

komosa, po pierwsze musisz uwierzyć, po drugie nie spodziewaj się że lek już po kilku dniach zdziała cuda, wiele osób w ten własnie sposób zrezygnowało z leczenia lub wyszukiwało coraz to nowych leków bo poprzednie "nie działały"
Gdzie jest ta szminka,którą kocham
Na moich ustach zostawia ślad
Gdzie jest dziewczynka,która szlocha
Po wieczny czas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
20 lip 2009, 19:58

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Jadis 14 sie 2009, 00:35
czwartek wieczór, jutro wolne w pracy, umówiłam się z przyjaciółką, która dzisiaj przylatywała z zagranicy zabrać synka z wakacji do domu, że wpadnie prosto z lotniska do mieszkania mojego chłopaka, i że poimprezujemy. jej kuzynka miała też przyjść. już w drodze do mieszkania mojego chłopaka czułam się nieszczególnie, do tego denerwowały mnie ubrania, które miałam na sobie, więc zajrzałam do H&M i wydałam 100 zł na kiecę (a co tam, raz nie zawsze). u niego się przebrałam, umalowałam. już od rana pobolewał mnie brzuch, ale miałam nadzieję, że przejdzie. niestety w momencie, gdy usiadłam z moim chłopakiem i czekaliśmy na koleżankę, nagle pojawił się atak paniki. właściwie z nikąd... poszłam szybko do łazienki, zaczęłam samą siebie uspokajać, wróciłam do pokoju i zadzwoniłam po taksówkę - nie zważając na to, że mają przyjść jacyś goście, że przecież się umówiłam. chciałam wrócić do domu i żeby ten atak się skończył. mój chłopak wszedł do pokoju i zapytał, do kogo dzwonię. gdy mu powiedziałam co się ze mną dzieje, to sam załapał jakąś paranoję, i zapytał się mnie, czy może puścić w tle jakąś muzykę, więc nerwowo odpowiedziałam, że nie chcę nic, żadnej muzyki! zaczął na mnie krzyczeć, że jak ja się zachowuję, że mam natychmiast odmówić taksówkę, że mam pomyśleć o innych, że o też się źle czuje. zrobiło mi się jeszcze gorzej, wyszłam do łazienki i zmusiłam się do zwymiotowania kilku łyków piwa, które wzięłam.

przyjaciółka się pojawiła, i właściwie wieczór jakoś przetrwałam, nawet wypiłam z nimi jedno piwo, ale nie czułam się dobrze. gdy dziewczyny poszły, mój chłopak zaczął rozmowę o tym, że on też ma problemy, i że ja nie zwracam uwagi na jego problemy, bo on ich nie okazuje tak, jak ja. że on też ma jakieś ataki dziwnego samopoczucia, i że on by wolał mieć biegunkę, duszności i nudności zamiast jego problemów. w ogóle poszła jakaś dziwaczna rozmowa, bo on ma paranoję, że go zdradzam, i że go nie kocham. wróciłam do domu.

zastanawiam się ile ma wspólnego to, że ciągle wałkuję ostatnio temat lęków z tym, że mi się jeden przytrafił - po paru miesiącach bez lęku! :?
Jadis
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Emili_95 21 sie 2009, 08:03
no cóż ja nigdy nie zasłabłam, ale prawdopodobnie cierpię na nerwicę lękową... Mam 14 lat, a chorobę w części zwalczyłam... Wejdź na tą stronę: http://www.psychiczne.choroby.biz/Nerwica+l%C4%99kowa <- tu jest wszystko o tej chorobie...

,,# 1 brak pewności siebie,
# 2 oczekiwanie niepowodzeń,
# 3 skłonność do przeżywania z niepokojem i napięciem mających nastąpić wydarzeń,
# 4 przeczulenie na punkcie opinii innych,
# 5 wycofywanie się z kontaktów z otoczeniem"


Następujące punkty zwalczyłam: 1, (w części) 4... 5 też, ale nie mam zbyt dużo przyjaciół...
*Skoro do kościoła chodziłaś to wiadomo, że jesteś wierząca, ale się po prostu boisz... Wiadomo, że Jezus zawsze powtarzał: ,,Czemu się boisz? Jestem przy Tobie."... Ale to może choroba więc pamiętaj, że Bóg Ci wybaczył... Jeśli boisz się chodzić do kościoła to módl się rano i wieczorem, i kiedy tylko zechcesz... W modlitwie proś Boga o pomoc... Ja nie raz proszę o coś Boga i spełnia się to w bardzo krótkim czasie... Ja odczuwam powołanie do życia zakonnego i uwierz mi realizowanie się w imię Boga łatwe nie jest w mojej rodzicie, bo ani rodzice, ani siostra do kościoła nie chodzą... Ja nawet o pomoc w realizowaniu się proszę Boga... Od stycznia 2009r. czuję powołanie, a od marca/kwietnia 2009r. się realizuję... Wiem, że trochę szybko, ale gdybym tego nie zrobiła to nawet wiara by we mnie zagasła... No i co z tego mam? Rodzice i wszyscy, którzy wiedzą o tym traktują to poważnie... Gdy zaczęłam chodzić do kościoła codziennie to rodzice się nabijali ze mnie... A teraz jak idę do kościoła to nic nie powiedzą...

MÓWIĘ CI! BÓG CI POMOŻE W CZYM TYLKO CHCESZ NAWET W NAJMNIEJSZYCH SPRAWACH! MUSISZ TYLKO GO POPROSIĆ, BARDZO TEGO CHCIEĆ I WIERZYĆ, ŻE ON CI POMOŻE!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 sie 2009, 07:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do