lęk przed wyjściem na miasto

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

lęk przed wyjściem na miasto

przez Wobbo 22 lut 2013, 00:31
Nie wiem czy pisze we właściwym dziale ale jestem nowa więc proszę o wybaczenie :)
Wydaje mi się, że z nerwicą natręctw mam już problem od paru ładnych lat. I o ile kompulsje obecnie nie są już jakimś moim bardzo nasilonym problemem to ostatnio na pierwszy plan zaczyna w moim życiu wysuwać się lęk.
Nie boję się o siebie, ale o innych. Począwszy od lęków w miarę powszechnych i jakoś specjalnie nie utrudniających życia typu np. o lęku o zdrowie bliskich mi osób.
Natomiast czymś co prawdziwie utrudnia mi życie i sprawia, że ostatnio coraz bardziej boję się wychodzić na miasto są irracjonalne lęki. Na przykład boję się, że idąc ulicą spotkam jakiegoś leżącego człowieka i nie będę wiedziała jak się zachować. Nie chodzi o sytuację typu ktoś upada na moich oczach - wiadomo trzeba podejść i pomóc, pierwszej pomocy umiem udzielać :) Są to sytuacje bardziej z kręgu: leży sobie jakiś pijaczek na ławce w parku. Normalni ludzie przechodzą bo wiadomo pijany śpi. Ale mam wtedy lęki typu a może podejść, a może mu coś jest i jeśli pod wpływem wstydu tego nie zrobię to ogarnia mnie poczucie winy.
Ostatnio lęki są jeszcze gorsze. Prawdopodobnie pod wpływem co jakiś czas docierających informacji o zwyrodnialcach wyrzucających dzieci na śmietnik zaczynam bać się koszy na śmieci i śmietników. Boje się, że spotkam jakiś porzucony worek ze śmieciami (a przecież często widzi się takie obok przystanków np) albo jakąś torbę i nie będę wiedziała co zrobić. Bo o ile normalni ludzie przechodzą po prostu obok. To w mojej głowie od razu powstają myśli, a może tam jest jakieś dziecko?, a może trzeba tam zajrzeć? No ale przecież nikt normalny nie rozrywa worków na śmieci i nie przygląda się ich zawartości. Nie mam obowiązku przeszukiwać śmietników w poszukiwaniu zwłok dzieci - przecież to irracjonalne! Na razie zdrowy rozsądek i wstyd przed tego typu zachowaniami wygrywa i oczywiście tak nie robię. Ale znowu pojawia się to cholerne poczucie winy, a może trzeba było sprawdzić ten worek, zajrzeć to tej torby? Masakra.
Dochodzi to tego, że zaczynam bać się cieni, dosłownie, bo nawet gdy jadąc autobusem zauważę gdzieś powiedzmy koło chodnika jakiś dużą ciemną plamę-cień, który może być wszystkim chociażby kupą ziemi , ja od razu zastanawiam się: a może tam ktoś leży? a może trzeba wysiąść i sprawdzić? No i gdy się jakoś przed tym powstrzymam to od razu kochany przyjaciel - poczucie winy....
Ja chcę pomagać ludziom, gdy tej pomocy potrzebują, ale chce w tym wszystkim być ZDROWA. A te lęki i uleganie im IMO raczej do zdrowia nie prowadzą.
Trochę się rozpisałam. Ale traktuję to trochę jako rodzaj terapii. Coraz poważniej zastanawiam się nad skorzystaniem z tej prawdziwej psychoterapii ale póki co wstyd i względy finansowe wygrywają.
Nie wiem czy ktoś z Was miał podobne problemy o jakich piszę. Jeśli tak to jak sobie z tym radziliście? Będę wdzięczna za rady, bo sama sobie z tym już prawie rady nie daję.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 lut 2013, 23:54

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do