Moja krótka historia i lęk przed ludźmi

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Moja krótka historia i lęk przed ludźmi

przez offspring 26 paź 2012, 22:50
Cześć.


Mam zamiar zamiar opowiedzieć wam swoją krótką historię która spowodowała że stałem się zupełnie inną osobą w przeciągu roku. Jednocześnie chcę zapytać Was o rady jak najlepiej się w tej sytuacji zachować i jak wyjść z tego całego bagna bo mam tego szczerze dosyć, ale o tym później;

W szkole podstawowej byłem pewnym siebie, uśmiechniętym, wysportowanym i aktywnym towarzysko chłopakiem. Nie miałem żadnych problemów w kontaktach ze swoimi rówieśnikami, podchodziłem do życia z umiarkowanym dystansem i ogólnie - dobrze mi się powodziło. Moje problemy zaczęły się w drugim semestrze 1 klasy gimnazjum. W 1 semestrze zachowywałem się jak w podstawówce, bardzo szybko poznałem ludzi, można powiedzieć że byłem duszą towarzystwa - wszyscy w klasie mnie lubili, ja sam głównie przebywałem z określoną grupą osób i wszystko było w porządku. Można nawet powiedzieć że byłem czymś w rodzaju lidera tej grupy, codziennie rozmawiałem ze wszystkimi na gadu-gadu i spotykaliśmy się w miarę naszych możliwości.

Moje problemy zaczęły się w II semestrze, gdzie pewna osoba (nazwijmy ją Piotrkiem) poznała starszych od siebie uczniów którzy zwyczajnie kiblowali i nie mieli zamiaru tego zmieniać. Piotrek upatrzył sobie na ofiarę mnie i 2 innych facetów. Sam niewiem ja to się stało - jak pozwoliłem na to żeby dać wejść sobie na głowę. Może na początku bagatelizowałem to, później straciłem nad tym kontrolę. Pozatym 2 osiłków za jego plecami nie pozwalało na równą konfrontację.

Z 2 wyżej wymienionych ofiar tylko ja potrafiłem się postawić Piotrkowi - nie być jego chłopcem na posyłki, potrafiłem mu odszczeknąć obelgę. I dlatego też na mnie skupiał swoją argesję. Co więcej, pozostałe dwie ofiary dołączały się do niego chcąc wkupić się w jego łaski (przynajmniej ja tak sądzę). I tak się działo przez pewien okres, szkoła spartaczyła sprawę w każdym aspekcie - interweniowałem u pedagog, u wychowawczyni kończąc na dyrekcji. Nic to nie dało.

Około czerwca sprawa osiągnęła punkt kulminacyjny, dręczył mnie przez całą lekcję. Wróciłem roztrzęsiony do domu, czułem że coś we mnie pękło. Przełamało się. Następnego dnia jak wychodziłem do szkoły czułem nieuzasadniony lęk, utraciłem pewność siebie. Wychodząc wyobrażałem sobie że ktoś się będzie ze mnie śmiał bądź ktoś mnie uderzy. Każdą zaczepkę, ba, nawet próbę nawiązania rozmowy z początku traktuje jako próbę upokorzenia mnie bądź jakiejkolwiek innej formy agresji.

Od tamtego okresu przez gimnazjum było tylko gorzej. Moje próby "myślenia innym torem" nie udawały się bo wszystko o czym myślałem znajdywało pokrycie w gimnazjum - w klasie II i III. Co więcej, klasa również się ode mnie odwróciła. Stałem się małomównym, skrytym chłopcem. Co więcej, gdy Piotrek coś do mnie zaczynał mówić - robiłem się tak przerażony że nie mogłem znaleźć żadnej riposty, stawałem się bezbronny co powodowało śmiech innych, w tym dziewczyn.

Sytuacja zmieniła się w liceum, Piotrka już nie było ale moje doświadczenia z gimnazjum odcisnęły ogromne piętno na dalszym życiu. W innym przypadku bym tutaj nie pisał.
Boję sie poznawać nowych ludzi, boję się nawiązywać kontakt z kimkolwiek. Owszem, potrafię się przekonać do kogoś ale po bardzo długim czasie. Moim największym problemem jest to że jeżeli powiedzmy powiem coś głupiego, co nie zostanie dobrze przyjęte to potrafię się zrazić do tego stopnia że zrywam kontakt z tym człowiekiem.

Nie potrafię znaleźć dziewczyny, bo pomimo że mi się podoba i chcę nawiązać z nią kontakt to nie dam rady się z nią umówić - nie dlatego że jestem nie śmiały ale z powodu mojego chorego myślenia, np. myślę że skoro gadaliśmy raz to nie będę się z nią spotykał drugi raz bo powiem coś głupiego i ona przestanie mnie lubić, doceniać. I nic mi nie daje tutaj myślenie że jest dużo innych dziewczyn, jak nie ta to inna. Staram się też myśleć o niej jako o człowieku takiej samej wartości jak ja, ale to też niczym nie skutkuje.

Przeszedłem w ten sposób całe liceum, teraz jestem na studiach. Wyjechałem daleko od domu a powyższy problem prześladuje mnie i bardzo utrudnia życie towarzyskie. Bardzo chcę zaprzyjaźnić się z jedną grupą, oni mnie lubią a ja lubie ich, ale np. nie byłem u nich od 2 tygodni z tego względu że boję się że powiem coś głupiego bądź będę siedział, nic nie mówił i tylko głupio się śmiał (tak zwykle jest bo boję się cokolwiek powiedzieć).
Podoba mi się jedna dziewczyna, ja też jej się podobam ale nigdzie nie dam rady jej zaprosić bo nie potrafię przy niej nic powiedzieć. Boję się ze zepsuję to co wywalczyłem poprzednimi rozmowami.

Jak widzę moich znajomych to odrazu budzi się we mnie dziwny lęk. Nie wiem czym on jest spowodowany. Być może świadomością że za chwilę będę musiał nawiązać rozmowę.

Piszę tu z tego względu że chcę z tym skończyć. Macie jakieś rady? Wizualizacje? U psychologa byłem już, wiem że mój mózg działa wg. pewnego schematu ale starałem się go zmienić i nic z tego nie wyszło..
Ostatnio edytowano 27 paź 2012, 11:09 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: poprawiono literówkę w tytule wątku
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 paź 2012, 22:17

Moja krótka historia i lęk przed ludźmi

Avatar użytkownika
przez Selma 30 paź 2012, 16:39
polecam psychoterapię, jeśli jak piszesz, sam nie dajesz rady to specjalista terapeuta z certyfikatema jest najlepszym rozwiązaniem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
333
Dołączył(a)
14 lis 2007, 23:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 8 gości

Przeskocz do