Fobia szkolna

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 23 sty 2008, 04:00
jestem pewny na 1000procent
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

przez gonso 23 sty 2008, 19:18
Ja również nienawidziłem i nienawidzę tych idiotów z którymi chodziłem i chodzę do tej pier...nej szkoły(nie mówię tu oczywiście o tej garstce fajnych dziewczyn z III klasy gimnazjum).Szczerze mówiąc codziennie żygać mi się chce jak idę do szkoły.Jestem w liceum profilowanym bo z powodu nerwicy nie poradziłbym sobie w LO(a i poszło tam za dużo moich wrogów.)W szkole mam ataki lęku,paniki.Niedługo mam iść do dobrego psychologa- być może to coś pomoże.
gonso
Offline

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 24 sty 2008, 00:53
kurcze najchetnij to bym powybijał mordy tym ludziom......to oni mnie zniszczyli to przez nich dostalem nerwicy a potem deprechy nienawize ich tak samo jak oni nienawidzą mnie
W dodatku im sie wszystko fajnie uklada,maja swoje zycie,maja partnerow/partnerki.nic tylko normalnie mnie nienawisc bierze po prostu...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez zimbabwe 24 sty 2008, 22:49
W podstawówce miałam przekichane na całej linii - nie dość że nerwica, to jeszcze alergia, choć człowieku-nerwico u mnie też nerwica zaczęła się w szkole, dlatego bo byłam "inna" obrywało mi się od większości uczniów, a w pierwszych klasach podstawówki przyjaźniłam się z taką dziewczynką która była niepełnosprawna (opóźniona w rozwoju) i dlatego śmiali się ze mnie, ale ja to miałam gdzieś.
"Tatusiu, jaki jest sens życia?"
"Zaraz będą <<Fakty>> to się dowiesz!" :-D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
547
Dołączył(a)
04 sty 2008, 20:02
Lokalizacja
z epoki kamienia łupanego

Avatar użytkownika
przez sbb88 25 sty 2008, 04:07
człowiek nerwica napisał(a):.nienawize ich tak samo jak oni nienawidzą mnie
W dodatku im sie wszystko fajnie uklada,maja swoje zycie,maja partnerow/partnerki.nic tylko normalnie mnie nienawisc bierze po prostu...


NIENAWIDZIĆ =>NAJWIEKRZE ZŁO JAKIE MOŻESZ POPEŁNIC BRACIE... !!! WYBACZ , ZPOMNIJ . TO JEDYNY LEK .. JEDYNA POCIECHA I JEDYNĄ SATYSFAKCJE BEDZIESZ MIAŁ Z TEGO ŻE POTRAFISZ TWARZ KAMIENĄ POKAZAC SWOJEMU OPRAWCY... nie zniżaj sie do poziomu ludzi których "nienawidzisz.." bo wewnetrznie bedą TOBA targac podobne emocja jakimi ONI się kierują.. :idea: tak to czuje I .. TAK MAM .... POZDRAWIAM . BRACIE. ;)

-------------------------------

NIC TYLKO POZAZDROŚCIC MOCY DUCHA.... wspaniały z ciebie człowiek musi być . ZIMBABWE !!! ,
jesli chodiz o mój stan psychiczny to punkt kulminacyjny miał mijsce w liceum . już chciałem sie zabic.. ale ogólnie too w podstawówce w latach od 3 kalsy już miałem problemy emocjonalne w nawiązywaniu normalnych kontaków z ototczenim.. :roll:

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 3:18 am ]
zimbabwe napisał(a):W podstawówce miałam przekichane na całej linii - nie dość że nerwica, to jeszcze alergia, choć człowieku-nerwico u mnie też nerwica zaczęła się w szkole, dlatego bo byłam "inna" obrywało mi się od większości uczniów, a w pierwszych klasach podstawówki przyjaźniłam się z taką dziewczynką która była niepełnosprawna (opóźniona w rozwoju) i dlatego śmiali się ze mnie, ale ja to miałam gdzieś.


gratuluje siły duchoweej . i wewnętrzenej odwagi do przeciwstawienia sie środownisku .zimbabwe .... . ja taki nie byłem . byłe słaby i głupi .. juz teraz wiem . że to było złe .. ucze sie na nowo rozumiec ludzi .. ucze sie na nowo cżłowieczeństwa, liceum mnie zniszczyło .byłem nikim - znerwicowany i pogrążony w depresji .. co dzeiń mslałem o śmieerci . .utraciłem wiare w BOGA dziś na nowo jej szukam .. :)) 3 lata wegetowałem . , w podstawówce tez miałem problemy ,, teraz zaczynam nowy rozdzial życia.. :)) pozdrawiam
.kamil ;)
-----------------------------
w tym tłumie doskwiera mi samotność.
Choć .....coraz mniej...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
06 sty 2008, 01:23
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez zimbabwe 25 sty 2008, 11:17
sb88 Jaki tam wspaniały ze mnie człowiek?? Powiem Ci tylko że jak zmieniłam podstawówkę to kontakt z tą dziewczynką się urwał... Szkoda :( A teraz, w liceum, kumpluję się z dziewczyną która ma depresję. Odwiedziłam ją nawet raz jak była w szpitalu. I jestem jedyną osobą w klasie która tym się różni od tych szmat (inaczej nie mogę nazwać tych ludzi) które się śmieją z jej choroby, że wiem że to nie jest jej żadna fanaberia, staram się ją wspierać, a teraz wychodzi właśnie z choroby :D mam nadzieję że nastąpi to jak najszybciej.
"Tatusiu, jaki jest sens życia?"
"Zaraz będą <<Fakty>> to się dowiesz!" :-D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
547
Dołączył(a)
04 sty 2008, 20:02
Lokalizacja
z epoki kamienia łupanego

Avatar użytkownika
przez xCarmen 27 sty 2008, 16:05
hmm jestem coraz blizej zrezygnowania ze szkoly... :?
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

przez Martini007 27 sty 2008, 23:00
xCarmen ja tak zrobilam i zaluje. Nie rezygnuj ze szkoly to nic nie pomoze, a moze Ci nawet zaszkodzic. Mowie z doswiadczenia. Zamkniesz sie w domu, sama, odgrodzisz od swiata zaczniesz analizowac wszystko sekunda po sekundzie i zrobisz sobie najwieksza krzywde, zamiast isc do przodu bedziesz sie cofac i pograzac w bolesnych wspomnieniach, myslach. Bedziesz rozdrapywac rany. Moge wiedziec na jakim etapie edukacji jestes? Mnie sie to zdarzylo w 3 klasie liceum kilka miesiecy przed matura, jak widac moment byl nienajlepszy.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
27 lis 2007, 21:13

Avatar użytkownika
przez xCarmen 27 sty 2008, 23:02
Mnie sie to zdarzylo w 3 klasie liceum kilka miesiecy przed matura, jak widac moment byl nienajlepszy.


identyczny moment u mnie . 3 klasa liceum , nieklasyfikowana z poprzediego polrocza...
wiem ze to nie jest dobry pomysl ale nie mam pojecia co robic

jak sobie z tym wszystkim poradzilas?
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

przez gonso 29 sty 2008, 11:28
Ja chcę dotrwać do końca szkoły,ale nie będę zdawał matury.Pewnie dorwę jakąś pracę.
gonso
Offline

przez Martini007 29 sty 2008, 13:56
Przepraszam, ze z opoznieniem odpowiadam. "Poradzic" to za duze slowo szczerze mowiac, bo walcze z tym caly czas, ale z tamtej sytuacji jakos udalo mi sie wybrnac. Mialam bardzo ciezkie dziecinstwo, bylam nadwrazliwym dzieckiem, to sytuacja w domu spowodowala, ze zaczelam na to cierpiec. Mialam dwa duze kryzysy, najpierw w 1 klasie gimnazjum, zaznaczam, ze z ocenami bylo wszystko ok nawet nie wiem czy mialam jakas 3 na polrocze. Nie chodzilam miesiac do szkoly. Lekarz, pierwsze prochy, jakos mi sie udalo to odegnac na moment. Potem to wlasnie wspomniana 3 LO. Tu bylo inaczej, mialam konflikt z nauczycielka od matematyki, wredne babsko, traktowala mnie ostentacyjnie gorzej niz reszte klasy. Ta sytuacja zaczela sie juz na poczatku pierwszej klasy i trwala dokad przestalam chodzic. Poszlam pierwsze kilka dni w trzeciej, a potem kurcze jakas blokada, nie moglam, plakalam, krzyczalam, histeryzowalam. Po prostu nie moglam, nie dawalam rady z bolu. Bylo mi tak ciezko, ze moze tylko Ty teraz, rozumiesz jak bardzo. Mieszkam w malym miescie, kazdy kazdego zna. Nie dosc, ze musialam sie zmagac ze swoja choroba to jeszcze z przeroznymi historiami na swoj temat. Typu: ciaza, potem poronienie, a ostanio nawet wizyta na oddziale psychiatrycznym co jest po prostu kompletna bzdura z palca wyssana, ale czasem slowa gorzej raznia jak czyny. Ten rok byl straszny dla mnie nawet teraz jak to pisze, wszystko mi sie przypomina... Przez to wszystko zamknelam sie w domu, unikalam wychodzenie, zaczelam jesc=tyc, plakac, nie radzilam sobie z tym wszystkim. Do tego okazalo sie ilu rzeczywiscie mam przyjaciol. To wszystko nie odbijalo sie tylko na mnie ale i na moich bliskich, mamie , chlopaku. Nie wiem co bym zrobila bez Nich. Przetrwalam jakos ten rok, patrzylam jak koledzy zdaja mature, byli tez tak mili, ze odwiedzili mnie w 6 osob podczas ustnych i u mnie urzadzili sobie odczyty swoich prac. Lykalam wtedy lzy, tak mi bylo ciezko, ze ja nie moge z nimi tam byc. Caly czas bralam leki, ale w znikomych ilosciach. Poprosilam o pomoc tez bioenrgoterapete, nie wiem moze to sila sugestii, ale chyba pomoglo na tyle, ze zaczelam wiare w siebie powoli odzyskiwac, dalo mi to jakas nadzieje. Jesli chodzi o powrot do szkoly, skonczylam szkole zaocznie, ale wybralam inna, nie te, do ktorej chodzilam wczesniej. Zdalam mature na bardzo dobrych i wybralam sie na studia zaoczne. Na dzienne nie skladalm bo wiem ze nie dalabym rady taka jest brutalna prawda niestety. Od 14 miesiecy nie biore lekow, lepiej sie czuje fizycznie, nie przesypiam calych dni. Jesli chodzi o nerwice, czasem udaje mi sie o niej zapomniec. Wkurza mnie tylko to, ze rzadzi kazdym aspektem mojego zycia i jestem od niej uzalezniona. Walcze jak moge, moze kiedys mi sie uda ja pokonac, bo nie chce zeby te taczki z gnojem, ktore przed soba pcham znow sie na mnie wywrocily. Zapomnaialm napisac, korzystalam z porad psychologa, ale jak dla mnie niewypal, trafilam na niewlasciwego. Rozgrzebywanie mojego dziecinstwa tylko pogarszalo moj stan. Ta babka jednak nic sobie z tego nie robila, do tego ja musze sie wygadac, a na tych spotkaniach ona gadala caly czas i mna byla niespecjalnie zainteresowana, wiecej swoimi tipsami. Dodam, ze placilam 50 zl za jedna wizyte. Acha i jeszcze cos, w trudnych momentach sie modlilam, nie jestem jakas dewotka, do Kosciola chodze jak mam potzrebe, ale lubie sie pomodlic samam, w domu. Wtedy sie czuje lepiej, lzej i pewniej. W tamtym okresie po czasie, "obrazania sie" dlaczego to mnie spotkalo itd., modlitwa, ten spokoj bardzo mi pomogla, ale tylko wtedy kiedy naprawde sie na niej skupialam, odklepanie pacierza, myslami bedac przy tym co bedzie na obiad:) nic nie da. Mowie co czuje, mozecie sie nie zgadzac, ale to moja opinia. xCarmen, nie powinnas sie poddawac, ewentulanie moze pomyslec nad zmiana systemu. Moze tok indywidualny? Z chcecia dowiedzialabym sie jak Ty sobie z tym radzisz? Masz kogos kto rozumie Cie w zupelnosci? To jest moim zdaniem bardzo wazne.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
27 lis 2007, 21:13

Avatar użytkownika
przez xCarmen 29 sty 2008, 14:17
Moj kryzys zaczal sie tez w gimnazjum ale udalo mi sie to jakos przetrwac tlumaczylam sie ze jestem ciagle chora itd. Teraz jestem w krytycznej sytuacji ktora bardzo przypomina Twoja tyle ze ja nie mam wsparcia mamy czy chlopaka, rodzenstwo ze mnie szydzi, przyjaciele mnie opuscili zajmuja sie swoja matura i wcale im sie nie dziwie.


Martini007 napisał(a):Potem to wlasnie wspomniana 3 LO. Tu bylo inaczej, mialam konflikt z nauczycielka od matematyki, wredne babsko, traktowala mnie ostentacyjnie gorzej niz reszte klasy. Ta sytuacja zaczela sie juz na poczatku pierwszej klasy i trwala dokad przestalam chodzic. Poszlam pierwsze kilka dni w trzeciej, a potem kurcze jakas blokada, nie moglam, plakalam, krzyczalam, histeryzowalam. Po prostu nie moglam, nie dawalam rady z bolu.


mam identyczny problem powazne problemy z matematyka i konflikt znauczycielka ktory juz ustal. przed wstaniem do szkoly histeria strach i panika cos okropnego nie umiem tego opisac , pozniej zazwyczaj zasypiam i spie do popoludnia... wieczorami zazwyczaj lepiej ale wtedy rodzice doprowadzaja mnie do placzu swoimi komentarzami.

Moja terapia u psychologa tez nie jest efektywna tylko ze tymrazem to ja mowie i mowie i czuje ze robie z igly widly a psycholog nic sie nie odzywa albo potakuje.
Stosunek do religi mam podobny najpierw obwinialam Boga o wszystko krzyczalam nawet na glos ... za co mi sie od rodzicow dostalo zle bluznie
do kosciola chodze od czasu do c zasu jak potrzebuje ale czesciej modle sie sama.
moje nieklasyfikowanie tak wzielo sie z nerwicy na poczatku jeszcze udawalo mi sie chodzic w takim wymiarze godzin ze zaliczylam dwie klasy a teraz zupelnie nie potrafie sie przelamac pobrostu blokada i juz. Indywidualne- mialam orzeczenie tylkko ze szkola nie zorganizowala a rodzice mnie naklonili zeby zrezygnowac to by moj najwiekszy blad...
gdybym miala powtarzac rok to rowniez w innej szkole tu nie dalabym rady ...
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

przez Martini007 29 sty 2008, 14:31
Tak im wiecej piszesz tym bardziej widze, ze mamy podobna sytuacje. Poszukalam Twoich postow na forum, nie zdazylam wszystkich przeczytac, ale przeczytam, moze wtedy bede umiala wiecej Ci pomoc. Jedno Ci powiem, nie ludz sie, ze samo Ci to minie bo tak sie nie stanie. Z tym trzeba notorycznie walczyc i przelamywac sie kazdego dnia, chociazby po to, zeby przy drzwiach wejsciowych powiedziec "nie dam rady wyjsc". Rozumiesz? Wtedy bedzie Ci lepiej probujesz, probujesz, nie wychodzi, trudno, ale Ty nie dajesz za wygrana. Pamietam ile razy ja siedzialm pod drzwiami i ryczalam, ze nie moge, wylam, a potem usypialam z wycienczenia. Troche jest za pozno na zmiany. Rzeczywiscie zostalo Ci niewiele czasu przed matura. Ja mialam jeszcze jenda opcje i moze to dla Ciebie bedzie dobre wyjscie, mianowicie mozesz zaliczyc te dwa semestry, zostac absolwentka, a do matury podchodzic za rok. Jesli za ciezko jest w tej chwili dla Ciebie, a z tego co piszesz chyba tak, zaliczac oba polrocza i pisac mature. Ja tez bylam w takiej sytuacji. Nieklasyfikowana na pierwszym polroczu. Dali mi szanse, skonczyc szkole, ale bez matury. Nie chcialam. Balam sie powrotu. Piszesz, ze mama jest ok, moze to wlasnie z Nia powinnas o wszystki dyskutowac i tylko Ja w swoje mysli i zycie wtajemniczac do konca? Ktos kto nie potrafi Cie zrozumiec za cholere Ci nie pomoze, bo nie umie postawic sie w Twojej sytuacji. Wydaje mu sie, ze stroisz fochy. No bo jak to nie mozna wyjsc do szkoly?? Niemozliwe.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
27 lis 2007, 21:13

Avatar użytkownika
przez xCarmen 29 sty 2008, 21:27
Tak sytuacja jest naprawde ciezka. Dzis podjelam jakies pierwsze rozmowy z rodzicami moje mozliwe alternatywy to :

1.Zrezygnowac ze szkoly i przez te pol roku pracowac leczyc sie w innym miescie gdzie jest taniej ( tylke ze z praca nie bedzie latwo w tym miescie nie mam znajomych a nie wiem czy jesli jakas znajde to starczy mi na mieszkanie i na leczenie) a we wrzesniu
a) dalej pracowac i robic liceum wieczorowe oraz sie leczyc
b) nie pracowac juz uczyc sie w szkole z internatem i leczyc sie

2.Zrezygnowac z nauki i podjac sie pracy w miescie w ktorym mieszkam i tu tez sie leczyc ( nie musialabym sie martwic o lokum tyle ze nie ma dobrych specjalistyow)a we wrzesniu :
a) dalej pracowac i robic liceum wieczorowe oraz sie leczyc
b) przestac pracowac i uczyc sie w liceum normalnie.

3. Ulblagac nauczycieli zeby mi zaliczyli ten semestr na dwa i przepisac sie na to polrocze do wieczorowego liceum lub zwyklego ale lzejszego.

4. Zdac na 2 te polrocza i pisac tu mature a za rok ewentualnie poprawiac ( tyle ze nie wiem czy mam na tyle dobra kondycje psychiczna zeby postawic stope w tej szkole a obawiam sie ze nie)

5.Zrezygnowac ze szkoly przez pol roku bimbac sobie bawic sie uzywac zycia chodzic na kursy byc nierobem i leniem i zaczac od wrzesnia nowa szkole...


rozwiazan kilka, bardzo chcialabym moc pracowac w innym miescie i zyc w inym otoczeniu ale problemem sa finanse i praca.. jesli zostane tutaj napewno bede obgadywana i moj mozolnie zbudowany spokoj psychiczny bedzie ciagle burzony,a czuje ze probowac zaliczac jeszcze w tym roku nie dam rady
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 44 gości

Przeskocz do