Skocz do zawartości
Nerwica.com

chce zdechnąć


bedzielepiej

Rekomendowane odpowiedzi

nie mogę oddychać wśród ludzi, nie mogę jeść wśród ludzi i nie mogę myśleć w ich obecności

jak jestem w tłumie przeciskającym się do tramwaju, to mam ochotę wyć

robię zakupy w markecie i dostaję ataków paniki przy kasie gdy kolejka się przesuwa i zaraz ja mam wyciągać pieniądze i pakować błyskawicznie zakupy

ciągle mam wrażenie że zaraz się wywalę, zacznę tarzać po ziemi, uderzę o coś

jaki jest sens by ciagnąć dlużej tą męczarnię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bedzielepiej, skąd takie załamanie? Twój nick taki optymistyczny, a post i temat z kompletnie przeciwległego bieguna...

jaki jest sens by ciagnąć dlużej tą męczarnię?
Męczarni nie warto ciągnąć. Z nią trzeba walczyć, by później żyć normalnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wszyscy tutaj przechodzimy często przez to samo, a nawet gorsze sytuacje

jest tak źle, że się nie chce, mi też się często nie chce

ale staram się traktować tą nerwice jako próbę, próbę, którą muszę przejść, tylko kolejny krok na drodze życia

gdy go zrobię, gdy się uda, będę tylko silniejsza

i będziesz i Ty!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jaki jest sens by ciagnąć dlużej tą męczarnię?

A jaki jest sens by podjebać sobie gardło,skończyć jako wisielec na strychu,czy nafaszerować się magicznymi pastylkami na sen wieczny?

To nie tak że umniejszam twoim objawom - jest ciężko,przepierdolenie ciężko przy zaburzeniach,ale nie zadawałbyś tego pytania gdybyś nie chciał żyć....

Posiedź tu z nami,może odpowiedź przyjdzie,jeśli wybierzesz inną drogę...nikt nie może cie powstrzymać,wszystko twój wybór - przymusu życia nie ma,nie było i nie będzie,Ale nikt,choćby tu - w zlocie internetowych psychozjebów,do końca sam nie jest...

Trzymaj się studentko,to nie tak,że jest tylko radość, i reszta syfu,ale też nie tak że tylko otchłań i gnój...zawsze jest coś pomiędzy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czuje sie tak samo. Jaki sens by podjebać sobie gardło? Nigdy więcej nie będziesz czuł nic bolesnego. Przepraszam. Ale jestem w tej chwili pijana. zostałam sama i nie wiem co robić. Czuję sie jak ostatni śmieć. Szukam pomocy tam, gdzie mam na to ostatnią nadzieję. Jedyna rada: szukaj nadziei gdziekolwiek możesz - może kiedyś będzie lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czuje sie tak samo. Jaki sens by podjebać sobie gardło? Nigdy więcej nie będziesz czuł nic bolesnego.

nigdy nie wiesz co czeka po drugiej stronie, nie możesz mieć pewności, że śmierć jest równoznaczna z ulgą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

UnityMitford, Chcesz dziewczynę złapać na strach przed piekUem?

Wierzysz w Bozie i Sąd ostateczny? :zzz:

mam raczej agnostyczne podejście do tych tematów

nie wiem co się dzieje gdy umieramy, po prostu, może to być cokolwiek

a czymkolwiek może być coś pozytywnego, negatywnego, lub po prostu nic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

UnityMitford,

może to być cokolwiek

nie sądzę, aby gdy zginie jakaś krowa, mrówka, kleszcz (lol), to jego świadomość trwała dalej w innym wymiarze, albo nawet "cokolwiek" innego.

jesteśmy tu na tych samych prawach, co reszta żywego barachła, więc chyba tylko "nic" jest rozsądną odpowiedzią. :mrgreen:

Hal.,

na początek idź spać, wytrzeźwiej, wylecz kaca, melancholijne rozkminy po alkoholu to czasem piepszony koszmar.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tam zdecydowanie nie zamierzam umierać. Nie znalazłam sensu życia, ale też nie zamierzam się poddać w jego poszukiwaniach. Nie wierzę w boga, ani w życie po śmierci. Dlatego nie chcę umierać. Po prostu chcę żyć i znaleźć sens, choćby nie wiem co.

Bo jeśli nie ma boga i życia po śmierci, nie chcę być nic nie znaczącym bytem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tam zdecydowanie nie zamierzam umierać. Nie znalazłam sensu życia, ale też nie zamierzam się poddać w jego poszukiwaniach. Nie wierzę w boga, ani w życie po śmierci. Dlatego nie chcę umierać. Po prostu chcę żyć i znaleźć sens, choćby nie wiem co.

Bo jeśli nie ma boga i życia po śmierci, nie chcę być nic nie znaczącym bytem...

 

:brawo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

UnityMitford,
może to być cokolwiek

nie sądzę, aby gdy zginie jakaś krowa, mrówka, kleszcz (lol), to jego świadomość trwała dalej w innym wymiarze, albo nawet "cokolwiek" innego.

jesteśmy tu na tych samych prawach, co reszta żywego barachła, więc chyba tylko "nic" jest rozsądną odpowiedzią. :mrgreen:

tak, zgadzam się. ale czy mamy pewność, że tak jest? nie, nigdy nie będziemy mieli. możemy co najwyżej powziąć jedną z opcji za tą, przez pryzmat której będziemy patrzyli na życie i forsowali ją w dyskusjach jako tą najsłuszniejszą :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind,

Napewno ateistom jest zdecydowanie gorzej żyć ze swoimi przypadlosciami gdyż śmierć jest równoznaczna z końcem wszystkiego .

Dlaczego więc ciężej? Żyjesz i męczysz się z chorobami, po śmierci nie ma nic więc masz gwarancję, że to co przeżywasz teraz już się nie powtórzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anna.anakaia, chyba mówisz o reinkarnacji. 8)

 

a Pan Dżizas cierpiał na krzyżu, "każdy niesie swój krzyż", wiesz cierpienie uszlachetnia duszę, no a przy tym dobry ze mnie człek, więc cierpienie ma sens, bo trafię do raju wiecznego po śmierci. tak, to musi dawać siłę.

 

tylko skąd najpierw wziąć mentalna siłę, by móc utrzymywać taka wiarę w swoim umyśle. to dla mnie zagadka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind,
Napewno ateistom jest zdecydowanie gorzej żyć ze swoimi przypadlosciami gdyż śmierć jest równoznaczna z końcem wszystkiego .

Dlaczego więc ciężej? Żyjesz i męczysz się z chorobami, po śmierci nie ma nic więc masz gwarancję, że to co przeżywasz teraz już się nie powtórzy.

Dokładnie. Ja mam przeogromną nadzieję, że śmierć to koniec, że potem nic nie ma, że przestaje istnieć jakakolwiek świadomość. Ten moment "zatrzymania myśli" musi być cudowny, taki spokój. Ehhh...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anna.anakaia, o tyle ciężej , że to życie jest pustką , nie ma nic później . Mnie np niekiedy przeraża ta nicość po śmierci , czasami smuci mnie to , że skoro tak cierpie za życia , to jaki te życie ma sens , przecież jak umrę , nie ma już nic .

 

A przyznam się że do 16 rz byłam bardzo wierzaca osobą , jak to życie zmienia człowieka . Jednych cierpienie zbliża jeszcze bardziej do boga a innych oddala raz na zawsze , nie dając żadnych złudzeń .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anna.anakaia, chaotycznie przeczytałem Twój post, wybacz :pirate:

nie mam dzis mózgu.

słuchaj Aniu, skoro już jesteś. Ty znasz się na chadzie. jak myślisz, czy takie stany jak np. tydzien lekkiej deprechy, czy miesiac, a pozniej nagle zapadasz sie pod ziemie na pare dni/godzin, a pozniej dobry nastroj, optymizm, motywacja, (ale bez manii) i znow pierdolniecie w bagno, to podchodzi po chad?

 

bo jeden psychiiatra juz mi to sugerowal, (ale dużo mi sugerowano), tylko zaczynam sie nad tym powaznie zastanawiac

zdycham po prostu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind,

anna.anakaia, o tyle ciężej , że to życie jest pustką , nie ma nic później .

Więc ja tą "pustką" żyję od zawsze bo w ogóle nigdy nie byłam wychowywana w duchu żadnej religii, nikt mi nie dawał złudnej nadziei, że moje życia ma sens (w kwestii pośmiertnych profitów - raj i te hece). I cieszę się, że w czasie śmierci stracę świadomość z gwarancją, że nigdy więcej życie mi się nie przydarzy - paradoksalnie, częściowo życie w takiej formie jak teraz, nawet mi się podoba i w stanie "zdrowia" żyć mi się chce.

 

NieznanySprawca,

chaotycznie przeczytałem Twój post, wybacz :pirate:

Może raczej ja nieskładnie piszę, ketrel mnie ścina.

jak myślisz, czy takie stany jak np. tydzien lekkiej deprechy, czy miesiac, a pozniej nagle zapadasz sie pod ziemie na pare dni/godzin, a pozniej dobry nastroj, optymizm, motywacja, (ale bez manii) i znow pierdolniecie w bagno, to podchodzi po chad?

Może podchodzić ale nie musi.

Może to być CHAD typu II czyli z bez pełnej manii za to hipomanią, co może być po prostu bardzo dobrym samopoczuciem, albo depresja nawracająca, cyklotymia (lekka depresja, lekka hipomania), lub inne zaburzenia nastroju.

To wiesz trafianie jak w loterii, może być, może nie być...

Na pewno F31 Ci nie życzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind, anna.anakaia, dzięki za sugestie dziewczyny, będę zmuszony ten temat w koncu przemaglować.

 

-- 17 lis 2013, 00:51 --

 

Na pewno F31 Ci nie życzę.

Ojj, ja sobie też nie. Na przetrwanie pełnego CHaD trzeba chyba naprawdę byc twardzielem.

Jeden psychiatra mi nie chciał wenli przepisac przez te dziwne hustawki, bo twierdził, że może uwypukłac moje "górki", ta faktycznie, bujała na początku stany hipomaniakalne, ale zwyklym depresyjnym tez sie to zdarza, ech.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×