Skocz do zawartości
Nerwica.com

Myśli samobójcze


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

12 minut temu, Heledore napisał(a):

Moje zaczynają przynosić ukojenie, że jednak zawsze jest jakieś wyjście. Ale do niczego mnie nie ciągnie.

U mnie po prostu sie pojawiły dzisiaj w odpowiedzi na pytanie "a co gdyby...". Chyba po to, zeby jeszcze dowalić. 

Twoje własne oczekiwania ranią cię bardziej niż cokolwiek innego. 

 

Dbanie o siebie jest największym wyrazem dbania o najbliższych.

Czasami ciało pamięta strach, którego głowa nie potrafi przypisać do żadnego wspomnienia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic już nie słyszę... Tylko odbieram sygnały. Skręty żołądka, niepokój, uczucie ciężkiej głowy, zmęczenie. Kiedy nie wezmę tego w porę, tego, co przybliża mnie do wiecznego ukojenia, mózg daje znać, nie znoszę zespołu odstawienia. Kaszlę i charczę, poddaję się wirom, odpływam. Nie chcę już nic robić. Oddaję się umieraniu. Przez chwilę mnie nie ma.

mucha.gif.a7a30592dde3f5402afba05f58d839ba.gif

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj bardzo dały do wiwatu. Nawet coś sobie wymyśliłam...

Ale dzisiaj już jest ok. Niczego nie planuję, do niczego się nie przygotowuję. Są, bo są, ale jak ktoś kiedyś powiedział- zwiewne.

"Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co."

Walc, Czesław Miłosz

 

Как страшно жизнь.

Ой, пропадет он говорил, твоя буйна голова.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

42 minuty temu, Grouchy napisał(a):

Wziąłem całą blaszkę ibupromu, ale nic mi po tym nie było.

Ból chociaż zniknął?😉

 

 

Co do tych myśli to nie mam jakichś wyrazistych, ale czasem patrzę na drążek w przedpokoju i zastanawiam sie jakby wyglądał tam mój wisielec i po jakim czasie przesiąknąłby, do sąsiadki pode mną. Do realizacji na szczęscie jeszcze daleka droga.

Edytowane przez luos nettor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Około 7-8 lat temu miałem intensywne myśli samobójcze, do tego stopnia, że trzymając nóż w ręce (robiąc kanapki do pracy) trzęsły mi się ręce i byłem lekko przerażony. Ogólnie tego rodzaju myśli trzymają się mnie od wielu lat z różną intensywnością. Niejednokrotnie słuchałem ukochanej muzyki i płakałem żegnając się w myślach z tym pięknym światem. Jednak nigdy do niczego nie doszło. Pozostawał tylko dół emocjonalny.

 

Biorą jednak pod uwagę blisko połowę życia, którą zmarnowałem w moim mniemaniu, gdzieś te czarne myśli krążą w dalszym planie, czasem wychodząc na pierwszy plan. Od dawna mam nawet na to sposób (przedawkowanie barbituranów, do których mam dostęp) po czym po prostu wylogować się z tego świata gdzieś w lesie, albo nad wodą. Zawsze pewną barierę tworzą pewne krążące myśli, które mnie odwodzą o tego pomysłu.

 

Patrząc na moje życie jako całość, nie jestem w stanie dostrzec innego zakończenia, niż koniec tego marnego istnienia w trochę jakby losowym momencie. Nie daję po sobie poznać takich skłonności, ale domyślam się, że inni spodziewają się, że tak skończę, kiedy dogłębnie dotrze do mnie jak poprowadziłem swoje życie i, że po prostu tego wszystkiego nie udźwignę. Problem w tym, z

Około 7-8 lat temu miałem intensywne myśli samobójcze, do tego stopnia, że trzymając nóż w ręce (robiąc kanapki do pracy) trzęsły mi się ręce i byłem lekko przerażony. Ogólnie tego rodzaju myśli trzymają się mnie od wielu lat z różną intensywnością. Niejednokrotnie słuchałem ukochanej muzyki i płakałem żegnając się w myślach z tym pięknym światem. Jednak nigdy do niczego nie doszło. Pozostawał tylko dół emocjonalny.

 

Biorą jednak pod uwagę blisko połowę życia, którą zmarnowałem w moim mniemaniu, gdzieś te czarne myśli krążą w dalszym planie, czasem wychodząc na wierzch. Od dawna mam nawet na to sposób (przedawkowanie barbituranów) po czym po prostu wylogować się z tego świata gdzieś w lesie, albo nad wodą. Zawsze pewną barierę tworzą pewne krążące myśli, które mnie odwodzą o tego pomysłu.

 

Patrząc na moje życie jako całość, nie jestem w stanie dostrzec innego zakończenia, niż koniec tego marnego istnienia w trochę losowym momencie. Nie daję po sobie poznać takich skłonności, ale chyba domyślam się, że inni spodziewają się, że tak skończę kiedy dotrze do mnie jak poprowadziłem swoje życie. Problem w tym, że nie chcę umierać.

 

Po tyle latach nie widzę odwrotu, lecz staram się nacieszyć tym światem ile tylko mogę. W moim życiu dominuje anhedonia, depresja, lęki oraz poczucie, że nie jestem w stanie już tego (życia) naprawić. Jedyne co widzę, to swój nieuchronny koniec i czas, którego nie zdołam naprawić/nadrobić. Ciężar, smutek i brak ratunku dla mojej tragicznej osoby.

 

The End

🕯️

 

F41.2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×