Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Anna27

Nie mam siły żeby żyć..

Rekomendowane odpowiedzi

Witam!

Nie wiem od czego zacząć, zeby choć w skrócie opisać to co czuję i co się ze mną dzieje.Może zacznę od końca. Moje życie stało się koszmarem, kompletnie mnie przerosło. Każdy dzień, każda najprostsza czynność jaką mam zrobić stały się nie do wykonania. Rano gdy się budzę myślę tylko o jednym..żeby ten dzień się skończył..Żeby tylko jakoś go przetrwać,najlepiej przespać, a gdy przychodzi noc przychodzą te straszne myśli, lęk..ze za pare godzin znow bedzie dzień. Więc nie śpię..żeby noc była jak najdłuższa. Staraam się jakoś trzymać ale z każdym miesiącem dniem jest mi trudniej. Niekiedy nie mam siły żeby wstać z łózka. A musze udawac, wstawac, jesc, usmiechac sie, rozmawiac z ludzmi,ktorzy nic nie widzą i nie rozumieją.Chcialabym stad zniknąć czasami..zamknac sie w jakims pokoju i zasnac..i odpoczac..nie budzic sie i nie bac wiecej..zeby nie było tego poczucia bezsilnosci.. Właśnie to jest mój największy problem..Nie mam siły. Dosłownie i w przenośni. Fizycznie i psychicznie. Ludzie mówią że to lenistwo gdy nie masz siły zwlec sie rano z łóżka. To nie jest tak, że dla mnie życie nie ma sensu. Ma, ale ja nie mam sily żeby żyć. To bardzo trudne do opisania, gdy świat tak przeraza, gdy wokol sami usmiechnięci ludzie a każdy uśmiech aż boli.I nie rozumieją cie i dziwią się, że nie masz ochoty się bawić, cieszyć.. Nie muszę się bawić. Ja modle sie kazdego wieczoru, żeby mieć siłę rano podnieść się z łóżka.Czuje się kompletnie zbędna, niepotrzebna i wiem, że to wszystko co jest to moja wina. Jestem beznadziejna i spieprzyłam swoje życie.Pisze tutaj o tym, ale to wyjątek. Nie ma żadnej osoby z którą bym o tym mogła porozmawiać od wielu lat. Nie lubie sie żalić i narzekać. Więc po co tu jestem. Bo do tego wszystkiego jestem jeszcze zwyczajnym tchórzem, który boi się żyć ale boi sie tez odejsc.Choć tak było by lepiej. Jestem zmęczona życiemi strachem. Nie licze tu na pomoc.. Po prostu chciałam napisać o tym wreszcie komus kto wyslucha i moze sprobuje zrozumiec a przynajmniej nie będzie oceniał. Życzę Wam dużo siły..Anna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ania, leczylas kiedykolwiek swoja depresje? Leki, terapia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie byłam na żadnej terapii, nie wiem nawet czy to jest depresja, tego słowa sie często nadużywa a mnie nigdy nikt nie wierzył. Każdy mówi "weź sie w garść" itd.Przez pewien czas brałam jakieś tam leki, ale szybko je odstawiłam.A to juz trwa kilka lat. Mija a potem wraca ze zdwojoną siłą.To wykańcza mnie całkowicie.Ile można się tak męczyć na siłę..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie pomyslalas nigdy, ze warto jednak zaczac cos z tym robic? Mam na mysli, rzecz jasna, leczenie. Piszesz, ze bralas leki ale szybko odstawilas, nie dajac im zapewne szansy na to aby zadzialaly, pomogly. Daj sobie szanse, idz do lekarza, meczysz sie tak dlugo...To choroba Aniu i jak wiekszosc chorob mozna ja leczyc...baaa, nawet trzeba.

Nie wiem czy Cie to pocieszy ale czulam sie tak samo jak Ty, pewnie pomyslisz...to niemozliwe, nikt nie wie i nie czuje tego co ja. Tez tak myslalam...a jednak, jest mnostwo takich osob jak my. Mnie pomogly leki...zawalcz o siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak wiem, nie ja jedna.. Być może leki pomagają, te całe terapie itd ale ja nie dam rady. Dla mnie rozmowa z kims to juz byłby taki mały cud, bo nikt nie ma pojęcia o moich problemach. Jedyne co mi dobrze wychodzi to udawanie, że jest dobrze. Nie pójdę do lekarzy mowic o sobie bo czasami zmuszam sie do tego zeby wyjsc do sklepu czy odebrac telefon. Nie lubie wychodzic do ludzi. Chyba im nie ufam.Gdyby to bylo takie proste poszlabym do psychologa ale nie moge. Moze to brzmi śmiesznie lub głupio. Czesciej mysle o tym jak to skonczyc niz jak zaczac leczyc. Bo az tyle sily nie mam. Ale tez nikt nie musi w to wierzyc.

 

[Dodane po edycji:]

 

Wiecie co jest to dziwne, ale zawsze w takie dni jak dzis, pochmurne,deszczowe, kiedy wszyscy czują się źle ja czuje sie lepiej, bo ta pogoda jakby współgra z moim nastrojem. Za to latem, gdy świeci słońce i wszyscy chodzą uśmiechnięci ja mam ochote zasłonić okna i nie wychodzić z domu. Nie jest to normalne jak sądzę, ale tak mam.

 

[Dodane po edycji:]

 

Jak się czujecie? Może to dziwne, ale ja zawsze w taki dzień jak dziś - deszczowy, pochmurny czuję się lepiej. Ta pogoba jakby współgra z moim nastrojem. Za to latem, gdy świeci słońce mam ochote zasłonić okna, nie wychodzić z domu, bo czuję się okropnie,a wszyscy są wtedy tacy szczęśliwi. Wiem wiem, jestem już całkiem nienormalna.A Wy lubicie jesień?

 

[Dodane po edycji:]

 

Witajcie!

Nie wiem czy ktoś tak też ma, ale ja na przykład w taki dzień jak dziś- pochmurny,deszczowy czuję się lepiej. Ta pogoda jakby współgra z moim nastrojem. Za to latem gdy świeci słońce mam ochote zasłonić okna i zamknąć się w domu. Bo wszyscy są wtedy tacy szczęśliwi i radośni. Wiem, że to nienormalne. A Wy lubicie jesień?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Aniu ja nie lubię jesieni ani zimy ta pogoda bardziej mnie dobija, co nie znaczy że jak jest słonce to ja czuje się super.Mam tak samo jak ty wieczorem czuje się najlepiej a rano często towarzyszy mi smutek,przygnębienie niechęć do życia,pojawiają się różne myśli nawet te żeby już skończyć z sobą bo i tak nic nie jestem wart nic nie osiągnąłem w swoim życiu.Czuje że przegrałem swoje życie w domu czuje się nie potrzebny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiele osób musiało się przełamać, żeby pójść do psychiatry czy psychologa. Jest to na pewno kwestia zaufania, ale ze specjalistą rozmawia się inaczej, bo nie musisz tłumaczyć się, że depresja to choroba, a nie zły humor czy lenistwo.

Warto spróbować.

 

I tu mała uwaga: jak w każdym fachu można spotkać zarówno fachowców, jak i partaczy; jeżeli za pierwszym razem trafi się idiota, próbować dalej. :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie to jak na razie nierealne. Dlatego tu przyszlam. Bo sama też sobie nie radzę już coraz częściej. Albo ja pokonam to coś albo to pokona mnie.Nie da sie tak żyć na dłuższą mete. Jest wieczór..więc jest dobrze..pójde bardzo późno spać, jak codzień żeby jak najdłużej nie nadszedł dzień. Bo to mnie przeraża. Że znów będzie tak ciężko, że znów będę musiała udawać i się zmuszać do wszystkiego..Dobra juz przestaje narzekać..

 

[Dodane po edycji:]

 

Nie wiem co się ze mną dzieje, dziś miałąm załatwić pewną ważną sprawę. Musiałam jednak najpierw dojechac autobuse na miejce. Poszłam więc na przystanek, wsiadłam,a autobus był pełen ludzi. I po paru minutach miałam ochote wyskoczyć przez okno lub wejść pod siedzenie.Wydawało mi się, że wszyscy Ci ludzie mnie obserwują i czułam się tak głupio, od razu zaczelam sie bac ze oni/choc byli obcy/ wiedza o mnie wszystko i pewnie kazdy z nich teraz mysli o mnie zle.staralam sie patrzec w okno zeby ich nie widziec, ale to nie pomoglo. Przejechalam kilka przystankow i wysiadlam. Spotkanie odwolalam a do domu wrociłam na nogach.Nie weszlam nawet po zakupy na obiad. Teraz juz jest mi lepiej bo jestem w domu, zamknieta, wylaczony telefon..Ale jak takie sytuacje znow zaczna sie powtarzac to ja nie bede w stanie normalnie żyć. Boję się..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,przeczytałam to co napisałaś i nie wydaje mi się to ani dziwne, ani nieznane..przeżywam dokładnie to samo...i to czego najbardziej nienawidzę, to kiedy ludzie właśnie mówią mi żebym przestała soię nad sobą użalać,że inni mają gorzej itp....bo nie chce myśleć o innych, o tych co mają gorzej skoro sama nie umiem poradzić sobie ze sobą..dlatego im bardziej mi żle tym bardziej uciekam od ludzi i na zewnątrz staram się udawać zadowoloną..ludzi drażnią takie osoby jak my...dlatego jeśli chesz chętnie porozmawiam,ąle na priva.Bardzo by mi było miło, ostatni tydzień jest dla mnie wyjątkowo ciężki,kolejny dzień w zasadzie przepłakany, czuje się jakby ktoś zamknął moje myśli,serce,siły w klatce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tyle, że ja nie jestem najlepszą osbą do wspierania czy doradzania bo sama sobie nie radzę. Myślałąm że tu znajdę jakąkolwiek "pomoc" tymczasem w tym ogromie postow nikt prawie tego nie zauważył. Taka jest prawda, każdy ma problemy, to że ja sobie ze swoimi nie radzę to moja sprawa..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aniu jestem i wspieram sama tez choruje rozumiem wiesz grupy samopomocowe tez duzo daja a dla mnie swiadomosc ze momi choroby sa osoby które przezywaja to samo i sa w stanie zrozumiec to bardzo duzo poza jednym małym problemem tu na forum czuje sie dobrze i tego rowniez Tobie zyczę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aniu, ja też ledwo sobie z sobą radzę.Jest mi bardzo trudno.I rozumiem co czujesz..Nie jesteś sama.Bądz cierpliwa a napewno , znajdziesz na forum przyjacioł;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje, staram sie jakoś wytrzymać jeszcze ale jest coraz trudniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jakby ktoś był zainteresowany to mogę przesłac na maila "52 skuteczne psychoporady" , niektóre artykuły są naprawdę ciekawe. jak cos piszcie na PW ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam do Was prośbę.. prześlijcie mi troszke siły.. Bo tak mi jej brakuje. Albo napiszcie coś a ja sobie na głos poczytam. Ta cisza mnie zabija. Czasami dałoby się wszystko za chwile rozmowy z kimkolwiek.. A tu jest się samym wśród ludzi..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Aniu,

 

Chciałem Ci tylko napisać, że nie jesteś sama. Mi w jakiś sposób pomaga to, że nie jestem jedynym, który boryka się z tego typu problemami. Tak też znalazłem się na tym forum. Czytając Twój wpis czuję się jakbym czytał o sobie, nawet wiek się zgadza ;)

 

Ja też już powoli wymiękam. Pracę mam taką, że wymaga utrzymania sprawności intelektualnej na w miarę przyzwoitym poziomie, a po nieprzespanej nocy czuję się tak, że ledwo wiem jak się nazywam. Po pracy wracam do domu i plączę się z kąta w kąt niemal codziennie łudząc, że od jutra wezmę się w garść i powalczę z życiem w nieco lepszym stylu. Senność przechodzi mi dopiero w nocy, kiedy tak naprawdę należałoby już położyć się spać. Wtedy też nachodzą mnie myśli, które powodują, że przekładam krótki sen najdłużej jak to tylko możliwe...Ranek rozpoczynam więc myślą o tym jak dobrze byłoby się jeszcze położyć i choć trochę zdrzemnąć...i koło się zamyka ;)

 

Myślę o zmianie pracy i miasta bo chyba potrzebuję jakiejś radykalnej odmiany...łudzę się, że to wszystko zmieni ale od dłuższego już czasu brak mi sił, żeby cokolwiek pchnąć do przodu. Trochę chyba też się boję, że życie i tą ostatnią nadzieję mi odbierze.

 

To może wydawać się śmieszne ale najprostsze sprawy muszę planować z kilkudniowym wyprzedzeniem..., np. "piątek - zapłacić rachunki". Nawet tak prosta czynność jak zalogowanie się na konto, wpisanie kwoty i kodu sprawia mi olbrzymie problemy.

 

Mam nadzieję, że nabierzesz sił i trybiki w twej maszynie w końcu zaczną się poruszać tak jakbyś sobie tego życzyła.

Trzymaj się ciepło !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj! Tak masz racje, jest dokładnie tak jak piszesz. Tyle że mnie jakoś już nie pomaga świadomość, że inni mają podobne problemy. Bo to mnie nie ratuje. I te resztki sił jakie mam na długo nie wystarczą, wystarczyły na 5 lat to i tak dużo za dużo żeby tak żyć. Poza tym u mnie oprócz problemów, które są w mojej głowie jest jeszcze całe to moje życie w którym wszystko jest tak poplątane. I to jest najgorsze bo odbiera sens. Bo nawet gdybym poszla na jakąś terapie to te problemy w moim życiu, t realne problemy nie znikną, a ja nie umiem sobie z nimi już dać rady. Chcialabym Ci jakoś pomóc,doradzić coś ale nie potrafię. Może tu jeszcze zajrzę choć coraz gorzej się czuję a jak "to" wróci to nie będę w stanie nawet czytać tcyh wiadomości. Pozdrawiam Cię i również życzę siły dużo. Te daj się " temu".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Aniu,jedynie lekarz moze obiektywnie wydac diagnoze i dostosowac leki.czasami w nocy dzwonlam do swego psychiatry a on zasze powtarzal,ze na samobojstwo mam czas,ze tyle pieknych rzeczy moze sie w naszym zyciu wydarzyc,ze jestem za ciekawa,co bedzie za nastepnym zakrecie,i mial racje,z depresj moze nas wybawc jakas pasja,wiem to trudne,bo jestes calkowicie apatyczna.duzo zalezy tez od nas ,aale przy depresji wszystko jest szare,zalecam odrobine szalenstwa,nie jestem terapeuta alentakie doly przezkakiwalam czyms zaskacujac rodzine.oczywiscie w calkowite apatii,trudno ci dzialac lub cos z tymm robic.to twoje zycie i twoje wybory.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie dam rady już powinnam sie wstydzic ze sie poddaje ale nawet tego juz nie czuję

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie powinnaś się niczego wstydzić.Musisz o siebie walczyć. Mnie "to" atakuje odkąd pamiętam.

 

To przeciaganie nocy w leku przed kolejnym dniem, jakbym siebie slyszała... Każdy dzien jak walka o przetwanie i wstyd, ze sie jest takim patetycznym osłem w stylu "o jak ja cierpie bo musze wstac umyc zeby itd jakiż niesprawiedliwy los mnie tak pokarał..."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Aniu. Musze przyznac, ze mam bardzo podobnie, jezeli chodzi o zycie, "poplatane". Nie raz juz zastanawialam sie nad terapia, ale niestety nie mialam mozliwosci zeby jakakolwiek rozpoczac, a brak mozliwosci wynikal czesciowo z braku motywacji, bo u mnie depresje i inne problemy czesciowo wywoluje moja sytuacja zyciowa, osobista. Zazdroszcze czasem ludziom, ktorzy maja swiadomosc, ze po odbytej terapii beda miali mozliwosc spokojnie zaczac nowe zycie, bo jedynym ich problemem jest choroba. Ja juz bylam u kilku lekarzy, z 2 z nich rozmawialo mi sie nawet dobrze, co w moim przypadku rzadko mi sie zdarza. ale jak przychodzilo do myslenia o powaznej terapii to po prostu rezygnowali (do tej pory nie wiem jak mam to rozumiec). Bralam tez leki, troche pomagaly, pozniej pograzyly mnie jeszcze bardziej, ale chyba do nich wroce, bo znowu zrobilo sie fatalnie jezeli chodzi o moje samopoczucie psychiczne. Najgorsze jest tylko to, ze kazdy nawrot choroby jest gorszy od poprzedniego, to paskudztwo za kazdym razem wraca ze zdwojona sila a ja mam coraz mniej swoich sil, zeby z tym walczyc. Teraz dodatkowo musialam wrocic do swojego rodzinnego miasta, malego miasta, ktore nie ulatwia mi niczego. Wybor lekarzy jest tu bardzo ubogi, w sumie jest 2 psychiatrow. Ale planuje zapisac sie prywatnie do jednej doktorki, pojsc glownie po leki i rade, dotyczaca leczenia zamknietego, bo coraz czesciej nad tym sie zastanawiam. Tylko nie chce juz kolejnej wizyty, takiej ze zaczyna sie wszystko od poczatku. Mniej wiecej juz wiem co mi jest, przedstawie jej, jak wygladalo moje leczenie do tej pory i mam nadzieje ze uszanuje to, ze nie chce wszystkich pytan od poczatku, takich w stylu czy wole tatusia czy mamusie...

Chcialabym zeby znowu bylo w miare ok, zanim odwroci sie ode mnie resztka ludzi ktora kolo mnie zostala, nie chce juz wiecej slyszec "oj bo ty zawsze masz zly humor" itp, teksty od ludzi, ktorzy sa "normalni", maja problemy, ale bardziej przyziemne, takie z ktorymi sami sobie radza...

 

A jezeli chodzi o pogode, mam podobnie. Dzisiaj pada deszcz i czuje sie lepiej, odrobine ale lepiej. Wole szare dni niz sloneczne, wiosenne. Moze dlatego ze jest mniej ludzi na ulicach, a nie widzac wszystkich zadowolonych twarzy latwiej udawac przed soba, ze wszystko jest ok...

 

Sorki ze tak przynudzam, pewnie i tak nikt nie przeczyta mojego przydlugiego tekstu, ale przynajmniej troche sie wygadalam... :/

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem Cię, jesteś bardzo silna bo probujesz sie leczyc sama dla siebie. Ja tego nie potrafię zrobić nawet dla mojej córeczki. I ona patrzy na to jak sie pogrążam w tym coraz bardziej. Ale nie mam siły..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm, przykre to jest :( Sama nie lubie pocieszania, wiec i Ciebie na sile pocieszac nie bede, jednak mam nadzieje, ze kiedys nabierzesz sil na to, zeby sprobowac sobie pomoc... Ja sama w swoje "wyleczenie" srednio wierze, jednak jeszcze probuje... Bylam wczoraj u lekarza, po dluzszej przerwie dostalam leki, dzis wzielam 1 tabletke, oprocz bolu glowy, sennosci i jeszcze wiekszej obojetnosci nie czuje w zasadzie nic, ale wiadomo ze na dzialanie leko trzeba czasu... poza tym doktorka doradzila mi terapie w szpitalu, chyba z tego skorzystam, jezeli nawet nie pomoze, to przynajmniej na kilka tygodni odpoczne od wszystkich swoich problemow...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boże mam dokładnie to samo... :cry:

 

Nienawiść do samej siebie osiągnęła ostatnio apogeum... I wszyscy mają mnie już dość, a ja nie jestem w stanie udawać... Do tego dochodzą astronomiczne wręcz wyrzuty sumienia i uczucie pustki. Czuję się sama jak palec. I wiem, że to moja wina. Każdy już się odwrócił... Co robić :( Nie wiem... Boję się każdego kolejnego poranka... W ciągu dnia, w szkole, odliczam każda minutę, dosłownie... Zapisuję każdą minutę, która upłynęła...

 

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt oprócz nas nie może nam pomóc. Jeśli my sami nie weźmiemy się w garść, to nikt tego nie zrobi. Ale chyba zawsze chodzi też o to wsparcie. To poczucie, że ktoś jest przy nas... Ale gdy odwróci się do nas plecami... To lepiej nie mówić :( Ode mnie powoli odwraca się chłopak, mama uważa, że przesadzam... :cry: Trudno nie być egoistą w takiej sytuacji. Ale wyrzuty sumienia są zawsze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam wsparcie ze strony mojej mamy.. Pomaga mi to, ale i dreczy jednoczesnie... Mama sama ma swoje problemy, ze zdrowiem (fizycznym glownie) i zamiast zajmowac sie soba pomaga mi jak moze, a czasami musi, nawet cos za mnie zalatwic, bo ostatnio ciezko mi nawet z domu wyjsc (agora sie odzywa :/ ) Do tego dochodzi fakt, ze kiedy mam totalnie zly dzien moje humory wlasnie na niej sie skupiaja, jej sie obrywa czasem jakies zle slowo bez powodu. Tak jak i znajomym, z ktorymi ostatnio prawie nie gada, juz nawet gg nie wlaczam, zeby sie znowu z kims nie poklocic. Mam nadzieje ze leki mi pomoga, znowu chociaz na jakis czas, bo juz powoli nie daje sobie rady sama ze soba :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×