Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Dorotaa

Emetofobia - Lęk przed wymiotowaniem

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie kochani. Dziś znowu miałam lekki atak.. męczy mnie ta sytuacja ale jeszcze pare lat temu nie pomyślałabym, że ta przypadłość zdarza się tak wielu osobom. Ciężką mamy sytuację bo innych lęków po prostu daje się unikać a w naszym przypadku.. nic od nas nie zależy..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

My po prostu nigdy nie wiemy kiedy fobia nas zaatakuje. Ja mam również teraz ciężki okres, bo czeka mnie wycieczka z dzieciakami w pracy do miasta oddalonego prawie  50 km. Nie mam choroby lokomocyjnej, ale muszę zaopatrzyć się w jakieś leki dla własnego spokoju po prostu. Poza tym nie lubię jeździć autokarem. Boję się też, że jakiemuś dziecku się przydarzy... Nawet nie mogę w pracy podzielić się z nikim swoimi obawami, bo nikt nie patrzy na tą wycieczkę z mojej perspektywy. Ale pozostaje mi tylko po prostu to przeżyć. Bardzo żałuje, że nie mogłam uniknąć tej sytuacji. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Angel_1896 nie dziwie się Tobie ze boisz się jechać na tą wycieczkę. Rozumiem Ciebie w 100%. Ja w czwartek wylatuje z dziećmi i mężem do Turcji. Oczywiście nie byłabym sobą jak bym nie miała tych leków. Przez nie nie mogę normalnie funkcjonować. Kupiłam probiotyki ale w sumie co one dawają... Czasami się zastanawiam czy to minie.. Czy nadejdzie taki dzień że powiem, "kurcze ale mi niedobrze, idę zwymiotować żeby było mi lepiej"... Boję się że te lęki nigdy nie miną. Angel ile masz lat?

 

W dniu 2.06.2019 o 03:37, Angel_1896 napisał:

My po prostu nigdy nie wiemy kiedy fobia nas zaatakuje. Ja mam również teraz ciężki okres, bo czeka mnie wycieczka z dzieciakami w pracy do miasta oddalonego prawie  50 km. Nie mam choroby lokomocyjnej, ale muszę zaopatrzyć się w jakieś leki dla własnego spokoju po prostu. Poza tym nie lubię jeździć autokarem. Boję się też, że jakiemuś dziecku się przydarzy... Nawet nie mogę w pracy podzielić się z nikim swoimi obawami, bo nikt nie patrzy na tą wycieczkę z mojej perspektywy. Ale pozostaje mi tylko po prostu to przeżyć. Bardzo żałuje, że nie mogłam uniknąć tej sytuacji. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć wszystkim! 

To mój pierwszy post tutaj, przypadkiem natrafiłam na forum, wystukując jak pewnie wielu z was swoje objawy. Choruję na nerwicę od kilku miesięcy - wtedy jeszcze pracowałam na 3 zmiany i nocka to był dla mnie horror (praca w lab; w którym jest jedna osoba). Na początku wszystko było dobrze, nocki nie sprawiały mi problemu, ale po około pół roku pózniej się zaczęło, głownie ze strony żołądka. Gdy przychodziła zmiana nocna jadłam tylko zupę jako mój posiłek na dzien i prace w nocy i dopiero rano jak wracałam do domu jadłam kanapkę z masłem. Przed rozpoczęciem zmiany przeżywałam ogromny stres, płakałam, bo bałam się iść do pracy, że coś się stanie, że się zatruję, będę wymiotować i nikt mnie nie zastąpi, bo jest noc, kogo budzić itd. itd.

Stwierdzilam, ze może rzeczywiście coś mi dolega, chodziłam od lekarza do lekarza... wyniki dobre. Odpuściłam jedynie gastroskopię, stwierdziłam, że to badanie jest bezsensu... aż trafiłam do psychologa - stwierdziła, ze to temu, że kiedyś obejrzałam horror 😂 aż w końcu do psychiatry, który stwierdził nerwicę lękową oraz początki depresji. Zalecił terapię lekami i psychoterapię (swoją drogą nie umiem stwierdzić czy mi pomaga czy nie, pogadać to ja mogę z każdym za darmo). Ataki paniki po lekach są rzadko i nie o takim nasileniu, staram się też regulować oddech, gdy tylko czuję jak nadchodzi atak. Jednak ze strony żołądka nadal jest kiepsko, mam jeszcze do tego zespół jelita wrażliwego, od stresu, ale na to nie ma lekarstwa (wypiłam wszystko co mozna było) dlatego stosuję dietę. Na mdłości pożeram cukierki imbirowe - polecam, może to placebo, ale jesli wezmę tego cukierka to czuję ulgę i spokoj. Boję się podróżować sama, z kimś, komunikacją miejską, wychodzić z domu bez leków itd. bo myślę o tym, czy czasem się nie zatruję, albo zwymiotuję, albo dostanę ataku paniki. Oczywiście tak jak tutaj piszecie, rowniez nie wymiotuje, ostatni raz kilka lat temu, jak się rzeczywiście zatrułam. 

Dodam, że nie pracuję już na 3 zmiany, dostałam awans, ale rowniez wraz z nowym stanowiskiem przybył inny stres. Mam dni, kiedy jest super, zero stresu, zero objawów nerwicy, depresji itd. Cieszę się, że jest takie forum, bo można porozmawiać z osobami, które przezywają to samo i to w tym wszystkim jest budujące. Bo ja wymyślam sobie choroby, gdy tylko, czuję, że jest mi niedobrze, biorę krople na żołądek lub inne... to jest tak bardzo uciążliwe i ten ciągły niepokój, że coś mi będzie. Najgorsze w tym jest to, że jak mi nic nie dolega w dany dzień, to czekam, aż zacznie mnie boleć żołądek i będą nudności, bo już nie pamietam dnia, żeby zjeść coś bez tego lęku. Jakie Wy posiadacie „patenty” na te wszystkie objawy i dyskomfort?

Pozdrawiam Was cieplutko, albo chłodniutko, bo na zewnątrz upał - przynajmniej na dole Polski! Byleby do przodu! 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zupełnie Ciebie rozumiem. Mam podobnie, jak zacznie mnie boleć żołądek to automatycznie jest mi nie dobrze. Boję się że będę wymiotować, oblewam się zimnym potem i nie wiem co ze sobą zrobić. Teraz jak mam lęki piję meliske i mi to pomaga, podejrzewam że nie dlatego że ma działanie uspokajające ale dlatego że ustawiam sobie sama wszystko w głowie. Tak przeglądam to i czytam jak widzę ile nas jest to jest mi lżej. Tutaj wszyscy mnie rozumieją a w domu nikt.... Niestety. Jutro jedziemy na wakacje, znając mnie dieta jak nic.... Co mogę zjeść jak nie widzę daty ważności... A jak się zatruje i będę wymiotować😣 moje dzieci już pomału są takie jak ja... Moje lęki przenoszę na nie. Nie pozwalam im jeść to co chcą. Tak wyglądają nasze wakacje z all inclusive korzysta tylko mąż... Bo jeśli Chodzi o mnie i dzieci to ciągły stres a jak się zatruje albo dzieci i będziemy się męczyć i wymiotować. Już nie wspomnę o tym że jestem hipochondrykiem i we wszystkich objawach widzę ciężką chorobę 😞😞

W dniu 2.06.2019 o 03:37, Angel_1896 napisał:

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jutro wycieczka. Myslalam ze sie az tak nie stresuje. Dopoki od wieczora nie zaczelo mi byc slabo i niedobrze. Ciagle wizyty w toalecie, w glowie sie kreci, bralam juz krople zoladkowe, teraz pije imbir. Brzuch boli, zoladek boli. Jestem praktycznie pewna ze to stres. Mama mowi ze nic mi to nie da, ze powinnam ten stres olac. Ale nie potrafie. Kurde, nikt dookola mnie nie rozumie tego co czuje. Tego ze nawet jak starasz sie wmowic sobie ze sie nie przejmujesz to organizm robi swoje. Jesli stanie sie to czego sie obawiam nie wyjde jutro z domu a w pracy bede miala przechlapane. Chyba nie nadaje sie do zycia. Ps.

Mam 23 lata. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, Grushka napisał:

Cześć wszystkim! 

To mój pierwszy post tutaj, przypadkiem natrafiłam na forum, wystukując jak pewnie wielu z was swoje objawy. Choruję na nerwicę od kilku miesięcy - wtedy jeszcze pracowałam na 3 zmiany i nocka to był dla mnie horror (praca w lab; w którym jest jedna osoba). Na początku wszystko było dobrze, nocki nie sprawiały mi problemu, ale po około pół roku pózniej się zaczęło, głownie ze strony żołądka. Gdy przychodziła zmiana nocna jadłam tylko zupę jako mój posiłek na dzien i prace w nocy i dopiero rano jak wracałam do domu jadłam kanapkę z masłem. Przed rozpoczęciem zmiany przeżywałam ogromny stres, płakałam, bo bałam się iść do pracy, że coś się stanie, że się zatruję, będę wymiotować i nikt mnie nie zastąpi, bo jest noc, kogo budzić itd. itd.

Stwierdzilam, ze może rzeczywiście coś mi dolega, chodziłam od lekarza do lekarza... wyniki dobre. Odpuściłam jedynie gastroskopię, stwierdziłam, że to badanie jest bezsensu... aż trafiłam do psychologa - stwierdziła, ze to temu, że kiedyś obejrzałam horror 😂 aż w końcu do psychiatry, który stwierdził nerwicę lękową oraz początki depresji. Zalecił terapię lekami i psychoterapię (swoją drogą nie umiem stwierdzić czy mi pomaga czy nie, pogadać to ja mogę z każdym za darmo). Ataki paniki po lekach są rzadko i nie o takim nasileniu, staram się też regulować oddech, gdy tylko czuję jak nadchodzi atak. Jednak ze strony żołądka nadal jest kiepsko, mam jeszcze do tego zespół jelita wrażliwego, od stresu, ale na to nie ma lekarstwa (wypiłam wszystko co mozna było) dlatego stosuję dietę. Na mdłości pożeram cukierki imbirowe - polecam, może to placebo, ale jesli wezmę tego cukierka to czuję ulgę i spokoj. Boję się podróżować sama, z kimś, komunikacją miejską, wychodzić z domu bez leków itd. bo myślę o tym, czy czasem się nie zatruję, albo zwymiotuję, albo dostanę ataku paniki. Oczywiście tak jak tutaj piszecie, rowniez nie wymiotuje, ostatni raz kilka lat temu, jak się rzeczywiście zatrułam. 

Dodam, że nie pracuję już na 3 zmiany, dostałam awans, ale rowniez wraz z nowym stanowiskiem przybył inny stres. Mam dni, kiedy jest super, zero stresu, zero objawów nerwicy, depresji itd. Cieszę się, że jest takie forum, bo można porozmawiać z osobami, które przezywają to samo i to w tym wszystkim jest budujące. Bo ja wymyślam sobie choroby, gdy tylko, czuję, że jest mi niedobrze, biorę krople na żołądek lub inne... to jest tak bardzo uciążliwe i ten ciągły niepokój, że coś mi będzie. Najgorsze w tym jest to, że jak mi nic nie dolega w dany dzień, to czekam, aż zacznie mnie boleć żołądek i będą nudności, bo już nie pamietam dnia, żeby zjeść coś bez tego lęku. Jakie Wy posiadacie „patenty” na te wszystkie objawy i dyskomfort?

Pozdrawiam Was cieplutko, albo chłodniutko, bo na zewnątrz upał - przynajmniej na dole Polski! Byleby do przodu! 

 

Witaj wśród nas. Jeśli chodzi o patenty to tak jak ty biorę krople żołądkowe. Czasem pomaga guma miętowa ale to bardzo rzadko. Przy lekkich atakach brałam np Nervomix na uspokojenie i szłam spać. Piję też świeży imbir. Mam zawsze w domu coca cole jakbym miała problem z uczuciem cięzkości i odbijaniem. Teraz mam bardzo silny atak, dawno takiego nie mialam, ale tez dawno nie mialam takiego stresu ktorego nie moge uniknac Wiec dzis wzielam lokomotiv na mdlosci ale nie wiem jak to sie wszystko skonczy dzis. 

A mam pytanie, jak u ciebie zdiagnozowano zespol jelita drazliwego? Podejrzewam u siebie ale boje sie ze na badaniu bedzie kolanoskopia albo gastroskopia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Angel_1896 napisał:

Witaj wśród nas. Jeśli chodzi o patenty to tak jak ty biorę krople żołądkowe. Czasem pomaga guma miętowa ale to bardzo rzadko. Przy lekkich atakach brałam np Nervomix na uspokojenie i szłam spać. Piję też świeży imbir. Mam zawsze w domu coca cole jakbym miała problem z uczuciem cięzkości i odbijaniem. Teraz mam bardzo silny atak, dawno takiego nie mialam, ale tez dawno nie mialam takiego stresu ktorego nie moge uniknac Wiec dzis wzielam lokomotiv na mdlosci ale nie wiem jak to sie wszystko skonczy dzis. 

A mam pytanie, jak u ciebie zdiagnozowano zespol jelita drazliwego? Podejrzewam u siebie ale boje sie ze na badaniu bedzie kolanoskopia albo gastroskopia. 

Ja nie mogę pić innych leków na nerwy, od psychiatry mam tabletki (wiecie jakie) 😐 doraźnie jedynie ssam Validol. To jest to, ze jak ten stres się kumuluje to te ataki są straszne :( 

Z jelitem drażliwym było dosyć trudno, robiłam morfologię, ob, byłam u gastroenterologa, jednak nic nie widzieli, ba! Wręcz mnie rozbawił mówiąc, ze może to ciąża. Zalecił rowniez gastroskopie, ale badanie mnie przerażało... od lekarza do lekarza, każdy przepisywał mi tabletki te same, ale pod inną nazwą, chodzi o jakiś inhibitor, dzięki tym tabletkom zmniejszyła się ilośc wydzielanego kwasu żołądkowego, który spowodowany był przez stres. Zaczęłam czytać o tych tabletkach i wiecej szkody robią niż to wszystko warte. Pózniej trafiłam do psychiatry, mówiłam mu o tych objawach... stwierdził, że to bardzo możliwe. Zaczęłam czytać w internecie o jelitach i tak trafiłam na IBS - głownie chodziło o objawy, najgorszy problem to gazy, kiedy możesz zjesc opakowanie espumisanu i nic :D i poranne biegunki... czasami też skurcze. Stwierdziłam, że to jest to! Poszłam do rodzinnego lekarza, bo wyczytałam w necie, że wcale nie trzeba robić gastroskopii i kolonoskopii (na których przy ibs nic by nie wyszło) dobry lekarz stwierdzi to z wywiadu. Wiec poszłam do rodzinnego, dostałam antybiotyk i jakies tabsy, na te gazy i biegunki... brałam przez kilka dni, ale czułam się gorzej, brzuch jakby napompowany balon! Odrzuciłam 😐 

Kupiłam sobie Spumax doraźnie oraz propiotyk, do tego magnez tylko lek a nie suplement, czasem biorę wit. D3 i B12. Do tego dużo aktywności fizycznej - u mnie góry, rower oraz joga w tym joga na rozluźnienie jelit (przy wzdęciach niesamowita ulga). 

Teraz chodzę do toalety 2 razy dziennie o poranku, na koniec dnia miewam jedynie lekkie wzdęcia - z własnej winy, czasem oszukuje z dietą Fodmap :D i daję radę. Dodatkowo ważnym wyznacznikiem jest to, że przy IBS się nie chudnie, ja utrzymuję stałą wagę więc doszłam do wniosku, że to jest to. 

Nie przejmuj się, ja mam 26 lat ;) I też się dołuję czasem tym, że całe życie przede mną, a niekiedy nie potrafię wyjsć z domu. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej wszystkim. Co u was słychać? @DorisDay jak wyjazd do Turcji? Mam nadzieję, że wszystko przebiegło bez komplikacji.
Ja nie wiem czy mam to jelito drażliwe, czy nie. Mam ku temu pewne oznaki, ale nie wiem czy zacząć się na to badać. Mój lekarz rodzinny do najlepszych nie należy. Zresztą czasem mam wrażenie, że mój układ nerwowy jest już totalnie zepsuty. Nerwicę oprócz fobii mam na pewno, ale nie wiem kiedy się wybiorę do psychologa/psychiatry,. Pewnie jak już nie będę mogła sobie dać ze sobą rady. Wycieczkę przeżyłam na lokomotivie, dzieciom się nie przydarzyło, ale byliśmy z innym przedszkolem a zaczął się tam rotawirus. Złapały go potem dziewczyny, które tam pracowały, a najgorzej, że miałam znowu spotkanie w piątek z tym przedszkolem. Starałam się trzymać dystans jak mogłam najbardziej. Teraz chodzę i schizuję. Zaplanowany mam też wyjazd na wypoczynek niedługo, to był mój pomysł, a teraz chodzę i się stresuję, że co będzie jak mi tam coś zaszkodzi, albo się czymś zarażę. MASAKRA. Nie mam już do siebie siły, nie potrafię cieszyć się z życia. Ostatnio musiałam  znowu przejść na ziołowe tabletki uspokajające. Nie wiem czy kiedyś się to wszystko zmieni, pewnie nie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 16.06.2019 o 00:10, Angel_1896 napisał:

Hej wszystkim. Co u was słychać? @DorisDay jak wyjazd do Turcji? Mam nadzieję, że wszystko przebiegło bez komplikacji.
Ja nie wiem czy mam to jelito drażliwe, czy nie. Mam ku temu pewne oznaki, ale nie wiem czy zacząć się na to badać. Mój lekarz rodzinny do najlepszych nie należy. Zresztą czasem mam wrażenie, że mój układ nerwowy jest już totalnie zepsuty. Nerwicę oprócz fobii mam na pewno, ale nie wiem kiedy się wybiorę do psychologa/psychiatry,. Pewnie jak już nie będę mogła sobie dać ze sobą rady. Wycieczkę przeżyłam na lokomotivie, dzieciom się nie przydarzyło, ale byliśmy z innym przedszkolem a zaczął się tam rotawirus. Złapały go potem dziewczyny, które tam pracowały, a najgorzej, że miałam znowu spotkanie w piątek z tym przedszkolem. Starałam się trzymać dystans jak mogłam najbardziej. Teraz chodzę i schizuję. Zaplanowany mam też wyjazd na wypoczynek niedługo, to był mój pomysł, a teraz chodzę i się stresuję, że co będzie jak mi tam coś zaszkodzi, albo się czymś zarażę. MASAKRA. Nie mam już do siebie siły, nie potrafię cieszyć się z życia. Ostatnio musiałam  znowu przejść na ziołowe tabletki uspokajające. Nie wiem czy kiedyś się to wszystko zmieni, pewnie nie :(

Moim zdaniem może dobrym pomysłem byłby ten psychiatra, powiesz mu wszystko i da Ci leki. Też się bałam leków psychotropowych, ale moje mają znikome skutki uboczne, wiadomo, przez pierwszy tydzień organizm się przyzwyczajał i było kiepsko, ale teraz jestem uspokojona, te impulsy nerwowe do brzucha (nie wiem jak to nazwać, ale wiecie o co chodzi) są małe nawet przy dużym stresie, ataki paniki występują raz czy dwa razy w miesiącu ;) ziołowe tabletki są dobre, ale na chwilę, też się nimi ratowałam 😐 

 

Co do wyjazdu... sama wyjeżdżam na weekend, też jestem poschizowana, że zjem coś i albo się zatruje, albo z IBS będą problemy, jedziemy w góry także tym bardziej panikuję, że beda musieli wzywać TOPR, GOPR i wszystko co możliwe 😐 Takze wiem co czujesz i wiesz co trochę mi raźniej tutaj, bo nie jestem z tym sama. 

Mowilam to chłopakowi, ale on nie rozumie tych fobii, mówi, ze co moze mi się stać jak jestem zdrowa fizycznie itd. 

Ale myślę, że ludziom cieżko zrozumieć co my mamy w głowach, jak analizujemy sytuacje, jak się zagłębiamy w te nasze fobie. Albo tekst typu „nie myśl o tym” 😐 No kurcze, ziom, dzięki za radę, już przestaje myśleć, że też wcześniej na to nie wpadłam 😂 

 

a co do wirusa, wirus na rozwój potrzebuje około 3 dni, jesli po tym czasie bedzie cisza w Twoim organizmie to nikt Cie nie zaraził ;) 

Próbuj sobie racjonalnie wszystko wyjaśniać i na spokojnie! Mnie to pomaga ;) (czasami). 

 

Powodzenia na wyjeździe! 

Mam nadzieję, że obie damy radę i chociaż troszkę odpoczniemy! ;) 

Daj znać jak Ci poszło! 

 

Pozdrawiam! 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej :(

czuje się fatalnie...

wczoraj z rana dostałam biegunki, do tego doszły mdłości .. później wysoką gorączką więc to na bank jest grypa jelitowa.... 

chcialo mi się wymiotowac oczywiście, ale ja zawsze jakos to blokuje... :(

Mimo to, nie mam pewności że to się nie stanie... Nic nie jadłam od wczoraj, marne 2biszkopty.. jestem tak bardzo słaba .. boję się cholernie że będzie gorzej...  

Wolę umrzeć niż zwymiotować...:( 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Ema12 napisał:

Hej :(

czuje się fatalnie...

wczoraj z rana dostałam biegunki, do tego doszły mdłości .. później wysoką gorączką więc to na bank jest grypa jelitowa.... 

chcialo mi się wymiotowac oczywiście, ale ja zawsze jakos to blokuje... :(

Mimo to, nie mam pewności że to się nie stanie... Nic nie jadłam od wczoraj, marne 2biszkopty.. jestem tak bardzo słaba .. boję się cholernie że będzie gorzej...  

Wolę umrzeć niż zwymiotować...:( 

Jak od wczoraj nie zwymiotowałaś to chyba już nie zwymiotujesz, bo wszystko idzie dołem. Nie nakręcaj się, bo im bardziej o tym myślisz tym jest gorzej 😐 

Pij dużo wody! 

Jak to już drugi dzień, a jelitówka trwa z 3/4 dni to jesteś już na końcu choróbska! Dasz radę! 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 16.06.2019 o 00:10, Angel_1896 napisał:

Hej wszystkim. Co u was słychać? @DorisDay jak wyjazd do Turcji? Mam nadzieję, że wszystko przebiegło bez komplikacji.
Ja nie wiem czy mam to jelito drażliwe, czy nie. Mam ku temu pewne oznaki, ale nie wiem czy zacząć się na to badać. Mój lekarz rodzinny do najlepszych nie należy. Zresztą czasem mam wrażenie, że mój układ nerwowy jest już totalnie zepsuty. Nerwicę oprócz fobii mam na pewno, ale nie wiem kiedy się wybiorę do psychologa/psychiatry,. Pewnie jak już nie będę mogła sobie dać ze sobą rady. Wycieczkę przeżyłam na lokomotivie, dzieciom się nie przydarzyło, ale byliśmy z innym przedszkolem a zaczął się tam rotawirus. Złapały go potem dziewczyny, które tam pracowały, a najgorzej, że miałam znowu spotkanie w piątek z tym przedszkolem. Starałam się trzymać dystans jak mogłam najbardziej. Teraz chodzę i schizuję. Zaplanowany mam też wyjazd na wypoczynek niedługo, to był mój pomysł, a teraz chodzę i się stresuję, że co będzie jak mi tam coś zaszkodzi, albo się czymś zarażę. MASAKRA. Nie mam już do siebie siły, nie potrafię cieszyć się z życia. Ostatnio musiałam  znowu przejść na ziołowe tabletki uspokajające. Nie wiem czy kiedyś się to wszystko zmieni, pewnie nie :(

Witaj Angel. Na szczęście w Turcji było w porządku. Oczywiście jadłam tylko suchy chleb i piłam cole ale jakoś dałam radę. Moje dzieci miały pokój z moją mamą także nie budziłam się przy każdej zmianie pozycji mojego syna. Za to 3 dni temu moja córka wymiotowała, wiedziałam że to nie grypa tylko zwymiotowala od bólu głowy ale i tak bałam się iść do jej pokoju i posprzątać. Nikt w domu mnie nie rozumie, wszyscy się ze mnie śmieją...  Dzisiaj popołudniu położyłam się na chwilę i zasnęłam, obudziłam się z bólem brzucha... Automatycznie było mi niedobrze... I znowu to samo. Mój sposób na to jest picie melisy..  Parze sobie i łyczek po łyczku pije... Zaczynam się bać ogólnie o zdrowie... Ostatnio ukuło mnie w boku to odrazu pomyślałam że to rak... Te lęki chyba nigdy nie miną, trzeba się nauczyć z nimi żyć... Dużo dziewczyn porusza tutaj na forum jelito drazliwe, wydaje mi się że to nie jelito drazliwe tylko poprostu nerwica, leki które powodują problemy z układem pokarmowym. A co u Ciebie Angel? Grushka jak się czujesz??? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Ja już po wyjeździe. Ale nie powiem, były ciężki momenty, mimo wszystko dałam rade. Duży kryzys miałam w drodze na miejsce, wzięłam 2 tabletki lokomotiv a i tak myślałam, że zejdę ze strachu. W drodze powrotnej było już ok. Za to teraz po powrocie do domu słabo się czuje. Sama nie wiem czy to przez zmiane po prostu, czy się już stresuje tym, że  w poniedziałek do pracy. Najgorsze jest to, że często mam objawy ze stresu mimo, że wydaje mi się, że wcale się nie stresuje. Ale głowa robi swoje.

@Grushka mój chłopak też za bardzo nie rozumie mojej fobii, teraz nawet jak mam ataki staram się nie zawracać mu tym głowy,. Nie mieszkamy jeszcze razem więc czasem nie wie jakie schizy się ze mną dzieją. Okropne jest właśnie to, że nie da się od tak przestać o tym myśleć. 

@Ema12 jak się czujesz? Mam nadzieję, że wszystko w porządku.

@DorisDay dobrze, że w Turcji wszystko się udało. A co do reszty, i tak napiszę kolejny raz, że podziwiam Cię za decyzję o posiadaniu dzieci. Ja nie wiem czy się kiedyś na to zdobędę. Narazie mam wrażenie, że nigdy nie będę w stanie. Wiem też, że to kiepsko oddziałuje na mój związek. Ale panicznie się boję tej myśli o zakładaniu rodziny.

Nienawidzę tego, że w pewnym sensie każdego wieczora zastanawiam się czy będzie mi niedobrze czy nie. Jak wszystko idzie bez echa, odhaczam po prostu kolejny dzień. Jak są komplikacje to nie śpię po nocach. Dziś pewnie będzie ta druga opcja. Jak już wspomniałam nie za dobrze się czuję. Może to wynik innego jedzenie niż zawsze. Nie mam pojęcia. Już mam coś na kształt biegunki. Brałam już leki na jelita, krople żołądkowe, teraz pije imbir. Ech nie mam już siły do tego wszystkiego. Chciałabym zasnąć i obudzić się bez tej okropnej fobii. Jedyne co ona mnie uczy to współczucia do innych. Nie wyśmiewam żadnych fobii, tak jak niektórzy mają w zwyczaju, bo jak np. można się bać panicznie ptaków czy  tam much. A można, mnie już nic nie zdziwi. Chciałabym żeby dla ludzi z fobiami było więcej współczucia i zrozumienia. Bo wielu nie rozumie jak można się bać tak bardzo pewnych rzeczy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie w domu już wszyscy śpią, a ja oczywiście nie mogę zasnąć. Tak sobie leżę i myślę... Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę że mogę tutaj napisać czasami jak ki źle.. Czego się boję, jakie mam czasami głupie myśli... Angel_1896  podobnie jak Ty, nie mówię innym co mnie męczy, czego się boję, duszę wszystko w sobie i staram sobie jakoś sama radzić z tymi lękami. Jeśli chodzi o dzieci to pierwszego dziecka nie planowałam. Znosilam dobrze ciąże, nie wymiotowałam przede wszystkim i jakoś to było. Drugie dziecko było zaplanowane ale byłam tej myśli że skoro z pierwszym dzieckiem w ciąży było ok to dlaczego z drugim miałoby być inaczej i ma szczęście druga ciąża przebiegala jak pierwsza bez jakichkolwiek objawów. Większy problem zaczął się jak diecie zaczęły chodzić do przedszkola.. Te wszystkie choroby, zwłaszcza jelitowka... Boję się tego panicznie... Generalnie córka miała raz jelitowke w przedszkolu i na tym się na szczęście zakończyło i syn też miał raz w zeszłym roku... Ale od czasu jak syn był chory moje lęki są większe... Syn ma 4 latka i śpi jeszcze z nami w sypialni, wystarczy że się kręci to zaraz myślę że mu niedobrze, budzę męża i mówię że on będzie wymiotował... Mąż mnie nie słucha i poprostu olewa co mówię... A ja siedzę na łóżku i czekam ... Jak taki debil... Boję się iść spać... Zasypiam dopiero po jakimś czasie jak synek śpi spokojnie... Nikt tego nie rozumie... Dlatego cieszę się że poszukałem te forum.. I mogę się komuś wyżalić.... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć dziewczyny! 

U mnie niezle! W czwartek mieliśmy wyjazd - autobusem z przesiadka!!! Bałam się jak cholera już w srode, w czwartek standardowo na stresie cały dzień 😐 ale dojechałam na miejsce i powiem wam, ze nie było zle - co prawda cały czas modliłam się by być już w pokoju i mieć spokoj. W piątek poszliśmy na wyprawę i o dziwo zjadłam śniadanie i dałam sobie radę - wiecie co, wysiłek fizyczny jednak pomaga - oczywiście miałam schizy... ze dostanę zawału serca tym razem. Starałam się nie suszyć cały czas głowy chłopakowi o tym. Pózniej nawet obiad zjedliśmy i to w knajpie, gdzie byli ludzie!!!

Nastepny dzien tez był niezły! Chociaż popołudniem nie siadła mi pizza (ser żółty nie lubi się z moim żołądkiem), ale stwierdziłam, że nie dam się! Poszliśmy na lody i wzięłam miętowe i o dziwo troszkę było mi lepiej. Natomiast wczoraj rano mieliśmy pociąg powrotny, obudziłam się było wszystko dobrze, wstałam, zrobiłam makijaż... i jak mnie nie wzięło do toalety.... to od razu poszły w ruch leki :( bałam się jechać... dobrze ze wstałam o 6 rano, miałam dwie godziny zapasu na te przeboje. Pózniej wszystko minęło i w pociągu zjadłam bułkę a w domu normalny obiad chociaż zgaga i wzdęcia znowu powróciły... to chyba stres, stresuje się w domu i w pracy. Doszłam do takich wniosków. 

Było fajnie na wyjeździe, odpoczęłam, ale nie psychicznie... wiecie o co chodzi... cały czas w głowie jedna mysl „a co jeśli...?” 

Chociaż troszkę mnie podbudował ten wyjazd. 

 

Też wymyślacie sobie choroby? Na psychoterapii powiedzieli mi że czemu nie wymyślam bardziej przyziemnych chorób, a jak juz wymyślam to zebym poszła na szczegółowe badania :D troszkę mi się zgupło :D 

Ponadto psychoterapeutka dała mi ćwiczenie: żebym się wyprostowała na maxa i ręce dała do tylu, wytrzymałam z 10 sekund a ona, że to jest wlasnie obciążenie stresem kręgosłupa i ze skoro na kręgosłup tak wpływa to żebym sobie pomyślała, że na narządy też stres ma wpływ! I to mi dało do myślenia. 

 

A z tym jelitem! Moze Cie kłuć! I to nie rak! Na wyjazd kupiłam sobie Iberogast na bazie ziół więc zawsze to lepsze niż leki... piłam co ranek i powiem Wam, że super się czułam 🙂 

 

A co mdłości, to moze spróbuj tego imbiru? W czasie podróży też zdarzy mi się wziąć ten aviomarin, ale próbuje z cukierkami imbirowym. 

 

Dokladnie, tutaj mamy wsparcie... bo w domu nie zawsze 😐 trudno im to zrozumieć co przeżywamy... i to jest kiepskie... mnie się nawet nie chce gadać im jak się czuję w danym dniu... bo dochodze do wniosku, że nie ma sensu. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Obudziłam się właśnie z przelewaniem w brzuchu i mdłościami. I już cała chodzę, a wszystko przez to, że zjadłam pierogi z mięsem na obiad i do tego kiełbasa podsmażana, tak myślałam, że to odchoruje... Ale no ile można nie jeść. Więc znowu krople żołądkowe, imbir i modlitwy żeby nic się nie stało. Kolejny raz powtórze, że okropna jest to fobia. Najgorzej, że męczy cały czas.
@ Doris Day

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ DorisDay ja pracuje w przedszkolu, ale bardzo małym. Jesteśmy pod większym przedszkolem i cieszę się, że tam nie pracuje, ,mam nadzieję, że dyrektor mnie tam nie wyśle, bo tam jelitówka ze trzy razy do roku. Nawet w czerwcu teraz była gdzie ja miałam do tej pory przeświadczenie, że w wakacje to jest bardzo rzadkie i czułam się dość bezpiecznie. Teraz już tak nie jest :( 
Ogólnie wydaje mi się, że mamy o tyle trudno, że przed naszą fobią nie ma pewnej ochorny i dotyczy bezpośrednio naszego organizmu. Np strach przed pojąkami czy innymi owdami to jest strach poza nami a tutaj fobia jest dosłownie w nas. A do tego nie ma na to lekarstwa. Ktoś nie podejdzie i nie zabije pająka czy nie przegoni ptaka. Nie możemy na przykład po prostu nie jechać windą bo się jej panicznie boimy. Gdyby istniało takie lekarstwo, że biorę je i na pewno nie zwymiotuję. Bo są różne środki zaradcze ale to nie jest pewność. Szukałam kiedyś w internecie na to leku ale jak coś jest to najczęściej na recepte. A np przy jelitówce po prostu trzeba to przeżyć, ile ja się już o tym naczytałam. Przy niestrawności też jest dużo leków ale nie ma 100% gwarancji. 
@ Grushka to super że dałaś sobie radę na wyjeździe. Wiem jakie to ciężkie jeść między ludźmi a potem się zastanawiać jak to się skończy. Sama kiedyś tego nie robiłam, ale tak wiele razy przez to wyszłam na odludka, że się przemogłam, chociaż różne schizy po tym przeżywałam. Ja na wyjeździe też psychicznie słabo odpoczęłam. Nawet raz temperature sobie mierzyłam. Chłopak się ze mnie śmiał, ale mu wytłumaczyłam, że jakbym nie zmierzyła to bym sobie wkręcała, że mam gorączke, a tak to wiedziałam, że nie mam. No ogólnie cały czas schiza. Ja się tak samo stresuje w pracy i w domu, chociaż w domu mniej. Ale zamiast się cieszyć tym, że teraz wakacje, będę miała urlop to ja już myślę o tym, że niedługo będzie wrzesień, znowu sezon na wszystkiej maści jelitówki. Nie wiem jak dam rade funkcjonować w tej pracy. 
Prawde ci powiedziała ta psuchoterapeutka. Sama się zastanawiam czy nie iść na szczegółowe badania, ale wydaje mi się, że będę zdrowa jak rydz. Tylko głowa chora. 

Zastanawiam się nad terapią, ale jakoś nie mogę się przemóc. Podejrzewam, że zrobię to jak będę chciała założyć rodzinę bo narazie żyjąc w takim strachu i stresie nie dopuszczam do siebie takiej myśli. A chciałabym być jak każdy normalny człowiek :( 

A co do rozmów z rodziną mam tak samo jak wy. Jak już powiem, że mi niedobrze czy coś to jest od razu "jeju znowu?", nie panikuj, uspokój się, już ci noga lata. Ale to nie jest mówione w ramach pocieszenia tylko takiego "ogarnij sie, jesteś dorosła, co ty odstawiasz". Ogólnie rozmowy z nimi nie mają sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Angel_1896 napisał:

@ DorisDay ja pracuje w przedszkolu, ale bardzo małym. Jesteśmy pod większym przedszkolem i cieszę się, że tam nie pracuje, ,mam nadzieję, że dyrektor mnie tam nie wyśle, bo tam jelitówka ze trzy razy do roku. Nawet w czerwcu teraz była gdzie ja miałam do tej pory przeświadczenie, że w wakacje to jest bardzo rzadkie i czułam się dość bezpiecznie. Teraz już tak nie jest :( 
Ogólnie wydaje mi się, że mamy o tyle trudno, że przed naszą fobią nie ma pewnej ochorny i dotyczy bezpośrednio naszego organizmu. Np strach przed pojąkami czy innymi owdami to jest strach poza nami a tutaj fobia jest dosłownie w nas. A do tego nie ma na to lekarstwa. Ktoś nie podejdzie i nie zabije pająka czy nie przegoni ptaka. Nie możemy na przykład po prostu nie jechać windą bo się jej panicznie boimy. Gdyby istniało takie lekarstwo, że biorę je i na pewno nie zwymiotuję. Bo są różne środki zaradcze ale to nie jest pewność. Szukałam kiedyś w internecie na to leku ale jak coś jest to najczęściej na recepte. A np przy jelitówce po prostu trzeba to przeżyć, ile ja się już o tym naczytałam. Przy niestrawności też jest dużo leków ale nie ma 100% gwarancji. 
@ Grushka to super że dałaś sobie radę na wyjeździe. Wiem jakie to ciężkie jeść między ludźmi a potem się zastanawiać jak to się skończy. Sama kiedyś tego nie robiłam, ale tak wiele razy przez to wyszłam na odludka, że się przemogłam, chociaż różne schizy po tym przeżywałam. Ja na wyjeździe też psychicznie słabo odpoczęłam. Nawet raz temperature sobie mierzyłam. Chłopak się ze mnie śmiał, ale mu wytłumaczyłam, że jakbym nie zmierzyła to bym sobie wkręcała, że mam gorączke, a tak to wiedziałam, że nie mam. No ogólnie cały czas schiza. Ja się tak samo stresuje w pracy i w domu, chociaż w domu mniej. Ale zamiast się cieszyć tym, że teraz wakacje, będę miała urlop to ja już myślę o tym, że niedługo będzie wrzesień, znowu sezon na wszystkiej maści jelitówki. Nie wiem jak dam rade funkcjonować w tej pracy. 
Prawde ci powiedziała ta psuchoterapeutka. Sama się zastanawiam czy nie iść na szczegółowe badania, ale wydaje mi się, że będę zdrowa jak rydz. Tylko głowa chora. 

Zastanawiam się nad terapią, ale jakoś nie mogę się przemóc. Podejrzewam, że zrobię to jak będę chciała założyć rodzinę bo narazie żyjąc w takim strachu i stresie nie dopuszczam do siebie takiej myśli. A chciałabym być jak każdy normalny człowiek :( 

A co do rozmów z rodziną mam tak samo jak wy. Jak już powiem, że mi niedobrze czy coś to jest od razu "jeju znowu?", nie panikuj, uspokój się, już ci noga lata. Ale to nie jest mówione w ramach pocieszenia tylko takiego "ogarnij sie, jesteś dorosła, co ty odstawiasz". Ogólnie rozmowy z nimi nie mają sensu.

Powiem Ci, ze niezle! Jak zjadłaś kiełbasę :D wiem jak to jest, tak mi sie cos nieraz chce i niby wiem ze bedzie zle ale musze zjesc 😕 i jak? Przeszło Ci czy słabo się skończyło? 

Ja wczoraj zjadłam ze trzy kawałki kołacza domowego... zgaga i wzięty brzuch na maxa, ale warto było :( Szkoda tylko ze takim kosztem. 

 

To samo mówi moja psychoterapeutka, że pewnie nic mi nie dolega. 

 

Otoz to! Masz racje! Pająka mi ktoś zabije i po fobii... a tu? Fobia jestem ja i mój organizm -.- To jest straszne... 

 

Nie myślisz o zmianie pracy? Zeby uniknąć stresu związanego z tymi chorobami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zasnęłam po godzinie i przeszło. Nic nie jadłam cały dzien i było spoko. Nawet kawe wypiłam. Teraz zjadłam obiad i znowu mi niedobrze. Boję się, że to powrót do czasów liceum gdzie nic  nie mogłam jeść, bo wszystko kończyło się mdłościami powstającymi w mojej głowie. Non stop się czymś stresuje. Nawet tym, że muszę odmówić koleżance zaproszenia na wesele. Od wczoraj się do tego zbieram i się nie moge zebrać. Nawet zestresowałam się tym, że mam jechać na zakupy dziś, aż sobie to w końcu odpuściłam.

Od czterech lat pracuje  z dziećmi, najpierw świetlica, potem szkoła, teraz przedszkole. Kocham swoją pracę i te dzieciaki dlatego szkoda mi zrezygnować. Jedyny problem to ta fobia nieszczęsna. Tak naprawdę jedyna praca, w której bym się nie stresowała to praca w domu. Ale czuję, że jak się nie ogarnę, to pewnie zrezygnuję w końcu :(

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×