Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Angel_1896

Użytkownik
  • Zawartość

    97
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. @heyitsmesara miło że pytasz. Wtedy przeszło, ale dziś znowu ta sama sytuacja tylko biegunka jeszcze bardziej uciążliwa a nie mam w domu na nią zadnych lekarstw oczywisciw boję się że to rota i wiadomo co się może stać. Chociaż taka zbieżności w czasie tych sytuacji mnie zadziwia. Niby tydzien temu też miałam stresujacy dzień (obrona pracy) a dzis nieprzyjemna sytuacja w pracy która też poniekąd się zestresowalam. Jedyne co laczy jeszcze te dni to to, ze więcej wtedy jadlam i dzis tak samo. Najgorzej ze zaczynają mi sie jeszcze mdłości. Tak sie boje
  2. Fajnie ze szukasz przyczyny tego bolu. Ja właśnie musze sie za to wziasc. Czwarta wizyta w toalecie wzbudziła mnie ze snu. Okropnie się boję ze to jakos wirus. Biegunka to pol biedy, oby nie to drugie bralam juz dziś aviomarin po 22. Ale jak będzie trzeba to wezmę drugi raz bo boję sie okropnie. Mam nadzieje ze Ty lepiej sie sie juz czujesz
  3. Hej dziewczyny. @heyitsmesara ja tez mam podobnie jak ty i podejrzewam u siebie jakis problem z żołądkiem. Jelito drazliwe jestem pewna ze mam. Ja sie zastanawiam nad testem z krwi na helicobacterie w żołądku. Znajomy czesto się zle czul i mial wlasnie to a z tym mozna zyc lata wlasnie z różnym natezeniem objawów. Bede miala urlop w pracy to dla spokojnosci zrobie. Bo wmawiam sobie, zreszta inni mi tez ze to wszystko tylko stres. Wiadomo ze stres się przyczynil ale moze jakas choroba sie wykształciła. Teraz tez mialam miec fajny wieczor a zrobilo mi sie mdlo i skonczylam mozna powiedzieć z biegunka dawno nie miałam takich rewelacji ale ogólnie miewam takie wieczorne popedy. Wiec mam nadzieje ze to tylko to
  4. @horror_iluzji ogólnie dowiedziałam się, że moim problemem jest między innymi takie pesymistyczne myślenie, że od razu się nastawiam na najgorsze. I że powinnam myśleć bardziej pozytywnie i skupić się na tym, na ile prawdopodobne jest to czego się obawiam. Ale w zasadzie to się tyczyło ogólnie wszystkiego a nie samej sytuacji z fobią. Byłam na wizycie 6 razy, ale w sumie nie poruszyłyśmy jeszcze tego tematu jak powinnam się zachować w czasie ataku. Być może wynikło to z tego, że dzięki tym wizytom ataków miałam mało, najczęściej przed okresem kiedy te mdłości naprawdę u mnie są. A teraz dawno nie byłam na wizycie. Odwlekło się przez problemy i brak czasu i teraz dopiero zrozumiałam jak dużo mi dawały te spotkania. Dziś kolejny atak z rzędu. Boli mnie żołądek i mam mdłości. Próbuję sobie radzić ale jest ciężko. Mam wrażenie, że jest to problem jedynie nerwów. Tydzień temu kupiłam samochód, miał być super a moment i się zepsuł. Najprawdopodobniej zostałam po prostu oszukana. Samochód jest u mechanika w zasadzie od dnia zakupu. A ja na początku tej sytuacji byłam bardzo zła i to chyba hamowało nerwy w sensie fobii. Nie wiem czy rozumiecie. Po prostu jakby złość przesłoniła mi stres i lęk. Ale złość opadła i przyszedł stres. Od 3 dni wstaje z bólem brzucha. W pracy jest ok bo jestem cały czas zajęta. Nawet obiad tam zjem i dobrze się czuję. A jak wracam do domu to po każdym jedzeniu mi niedobrze. Noce to koszmar. Czuję wewnętrznie że to nerwy. Nikt dookoła nie jest chory na rota, ja do sklepu chodze w maseczce, dezynfekuje ręce, w ciązy też nie jestem. Niby tylko samochód ale uwierzcie mi, tyle mnie on nerwów kosztuje. A jeszcze te wszystkie opłaty, rejestracje itd. Nie pomyślałam wcześniej, że tak to na mnie zadziała. Do tego jeszcze mam teraz zamieszanie ze studiami i obroną przez koronawirusa. Ciężki jest ten rok narazie. Muszę dotrwać do wizyty a ona dopiero za półtora tygodnia. A u was co słychać dziewczyny?
  5. Postaram się nie rezygnować, na tą wizytę którą się umówiłam na pewno pójdę. Ale ciężko jest tak wywlekać swoje słabości. Mam teraz gorszy okres w życiu i w sumie żałuję tej dłuższej przerwy, bo pewnie teraz byłoby mi łatwiej. Ta fobia jest naprawdę ciężka, ale jestem dumna, że jakoś dajemy radę. Ostatnio mam kiepskie wsparcie i muszę radzić sobie sama. To co napisałaś bardzo mnie podniosło na duchu. Niby to wiem, ale zawsze jest inaczej jak napisze to ktoś inny. Dziękuję
  6. Hej dziewczyny. Dawno mnie tu nie było. Piszę do was z bezsennej nocy bo fobia daje mi znowu mocniej o sobie znać. Miał być miły wieczór z chłopakiem a pojechał do domu bo ja się do niczego nie nadaję. Staram się odwrócić trochę swoje myśli, piję imbir, mam nadzieję, że będzie dobrze. Ostatnio nie ogarniam swojego życia powrót do pracy, obrona magisterki i jeszcze pare innych spraw mi się nałożyło, dosyć stresujących. Zaniedbałam psychologa, chodziłam na wizyty raz/2 razy w miesiącu i to na spokojnie wystarczało a teraz już nie byłam ponad miesiąc, bo trochę się zraziłam. Bardzo lubię moją psycholog, ale miałam dylemat czy to idzie w dobrym kierunku. Chciałam się leczyć z emetofobii a ostatnie wizyty były raczej skupione na mnie, mojej sytuacji w rodzinie i tym czy powinnam się wyprowadzić i jak to zrobić żeby było dobrze. Do wyprowadzki nie doszło a ja niedługo po tej wizycie miałam atak. I pomyślałam, co ma zrobić? I zdałam sobie sprawę, że jedyne co się dowiedziałam to mam mysleć pozytywnie. To nie tak, że te wizyty mi nic nie dały. Dały mi dużo, szczególnie w kwestii wiary w siebie, myślenia o tym co pomyślą inni itd. Ale na pierwszej wizycie powiedziałam o mojej fobii, a do tego tematu nawiązałyśmy może ze 3 razy. I już miałam sobie odpuścić, ale pomyślałam, ze dam sobie szansę, zapisałam się na wizytę pod koniec miesiąca i spróbuje się poradzić w kwestii samej fobii a nie życia codziennego. Nie ukrywam, że może do trochę moja ucieczka, łatwiej rozmawiać o tym co się dzieje tu i teraz niż o fobii. Zastanawiam się czy to wgl ma sens? Czy można się pozbyć tej fobii i żyć normalnie? Mam też coraz większe wachania co do mojej pracy w przedszkolu. I tej sytuacji z koronawirusem, który cały czas mutuje u dzieci jak się słyszy w mediach. A niedługo jesień i wszystkie inne choroby też powrócą. Ale niestety nie stać mnie na przysłowiowe "siedzenie w domu". Chociaż tak bardzo odżyłam przez te 2 domowe miesiące. A teraz znów się zaczyna
  7. Dziewczyny dziękuję za odpowiedzi. Zagrożenie na szczęści zażegnane, ale mam nauczkę na przyszłość żeby uważać jeszcze bardziej. Ale teraz już widzę co stres może zrobić z człowiekiem. Po wizycie u psychologa przez tydzień bolała mnie kość pod okiem (nie wiem jak to inaczej nazwać) jak np. jadłam albo mocniej zaciskałam zęby. Teraz mi się wydaje, że ze stresu tak mocno zaciskałam zęby i taki był tego skutek. Być może pierwsza wizyta plus strach przed ciążą tak się skumulowały we mnie i stąd to opóźnienie. W przyszłym tygodniu kolejna wizyta. Mam nadzieję, że dam radę. Staram się teraz uspokoić po tym ciężkim tygodniu ale nie jest łatwo. W pracy jak zwykle wirusy szaleją a każdy ból głowy czy brzucha u dziecka to u mnie już mega strach. @Katxx wiem, że pewnie wszyscy tak mówią, ale matura nie jest aż taka straszna. Na pewno sobie poradzisz, będę trzymać kciuki najważniejsze to wrzucić na luz. Wiem, łatwo powiedzieć. Ja jestem strasznym "boi dudkiem" i nie wiem jak to się stało ale na maturze odcięłam się od tego, stwierdziłam, że mam wiedzę i na pewno to zdam. I dałam radę. Ty też na pewno dasz
  8. @heyitsmesara dziękuję ci bardzo za słowa otuchy. Ale jest kiepsko. To już trzeci dzień spóźnienia. Dwa testy negatywne, moze po prostu tez jeszcze za wcześnie by cos wykrylo. Brzuch mnie dalej pobolewa jak na okres ale nic z tego. Czuje sie juz totalnie bezsilna. Wiem ze przeciez jeszcze nic nie potwierdziłam ale jest na to szansa. Staram sie jakos normalnie funkcjonowac. Ale kazda mysl o tym wywoluje u mnie placz. Ja tak bardzo nie chce tego dziecka. I jest mi z jednej strony wstyd a z drugiej okropnie mi smutno ze to forum to jedyne miejsce gdzie moge sie wygadac. Nie chce tutaj wywlekac wszystkiego ale uwierzcie, gdybyscie wiedzialy jak wyglądała cala ta sytuacja zrozumialybyscie moje obawy, i tu nie chodzi tylko o fobie.
  9. Cześć dziewczyny. Obiecałam sobie, jak już wiecie, że nie będę tu tak często wpadać i zagłębiać w tematykę fobii bym nie zamartwiała się tak łatwo. Ale to co się ze mną dzieje ostatnio, a dziś już wgl to przechodzi pojęcie. Pisałam, że mogę być w ciąży. Dziś powinnam mieć okres - nie ma. Ale on mi się waha od 22 do 28/29 raz nawet zdarzyło się 30 dni. Schizuje już od soboty (wtedy zaistniała niebezpieczna sytuacja). Ale dziś... od rana chodzę i się trzęsę. Cały czas mi niedobrze a teraz to już wgl. Do łazienki chodzę za często, mam wrażenie, że jelito drażliwe które u siebie podejrzewałam daje o sobie znać. Bo to nie jest biegunka tylko, tak jakby za szybko się wszystko trawiło. Ból w podbrzuszu to mam już drugi dzień. Tak to wszystko jak przed okresem, jakbym miała go dostać tylko go brak. Myślę sobie "matko, może złapałam jakiegoś wirusa", ale nie wiem. Za bardzo to się zbiegło w czasie. Mam wrażenie, że to stres mnie tak zżera. Bo zawsze jest tragedia jak mam atak, ale się pocieszam myślą, że przecież przejdzie. A ciąża? Ona tak szybko nie przejdzie. I mam wrażenie, że lęk przejął totalną kontrolę nade mną. Jutro rano zrobię test. Może to nie jest miejsce żeby o tym wszystkim pisać, ale już sobie nie radzę teraz. Mam ochotę się zabić z powodu tych nudności i strachu przed ciążą. Taka sytuacja zdarza mi się pierwszy raz
  10. Hej dziewczyny. @horror_iluzji jak się czujesz? Pytałaś o sposoby radzenia sobie z tym wszystkim. Ja czasem w kryzysie koloruje kolorowanki antystresowe ale to jak nie jest bardzo źle. Przy cięższych atakach nie moge sie na tym skupić. Piję wodę z imbirem, biorę krople zoladkowe i uspokajacze ziolowe. Przy dużym lęku lykam aviomarin. Ale najgorsze są właśnie te natrętne myśli. Ja dziś też nie moge spać. Obudzilam sie niedawno z odbijaniem. Czasem zastanawiam sie że może to refluks? Bo często tak mam, w ciagu dnia też. Czytałam że nie daje sie od razu gastroskopii tylko najpierw leki i patrzy czy objawy ustępują. Teraz mam wolne w pracy to mogłabym iść do lekarza. Ale boję się że jakimś cudem skutkiem ubocznym tych leków może być wiadomo co. Wgl to stresuje sie bardzo bo jakby moich lęków było mało nastąpiła u mnie niebezpieczna sytuacja i jest ryzyko ciąży. Powiem wam że od paru dni żyje w strachu. Okres jak będzie to powinien być na dniach. Odechciało mi sie od tego wszelkich amorów. Ja i ciąża? To by była katastrofa.
  11. Ogólnie przez 50 minut nie da się opowiedzieć wszystkiego. Parę rzeczy mi się potwierdziło, np. to że mogę odczuwać stres kiedy wydaje mi się że się nie stresuje. I że mogłam po babci odziedziczyć podatność na problemy natury psychicznej. Dużo pytań narodziło mi się dużo później. Dwa dni były lepsze a dziś znów gorszy. Chciałabym już mieć kolejną wizytę by zacząć działać. Od przyszłej wizyty będę chodzić na terapię co tydzień. Wiąże z tym duże nadzieje.
  12. Hej. U psychologa było w porządku. Oczywiście poryczałam się jak głupia, ale wyszłam z trochę lżejszym sercem. Pani psycholog dała mi czas na zastanowienie się czy chcę podjąć terapię. Dziś zapisałam się na wizytę i w marcu zaczynam terapię poznawczo-behawioralną. Dostałam wskazówkę żeby odciąć się na czas terapii od grzebania w internecie bo osoby ze skłonnością do lęków tylko niepotrzebnie to nakręca. Zgadzam się z tym, tym bardziej, że ja bardzo dużo czasu poświęcałam na social media, nasłuchałam się a potem się bałam. Także od poniedziałku nie odpaliłam ani yt ani instagrama. Nie dość, że mam więcej czasu to nie słucham o cudzych problemach i się nimi nie zamartwiam. Tutaj też postaram się wpadać jak najrzadziej.
  13. Hej. W poniedziałek mam wizytę u psychologa. Stresuje się ale i trochę cieszę. Dzisiaj dostałam sms z pytaniem czy potwierdzam wizytę. W pierwszej chwili chciałam napisać, że odwołuje, bo pomyślałam sobie że niedługo wiosna, lato, może z lepszą pogodą przyjdą lepsze dni i przecież wcale nie jest aż tak źle. Ale usiadłam, zastanowiłam się i odpisałam że potwierdzam. Jak mi się nie będzie podobało to najwyżej tam nie wrócę i tyle. Ale w taki wieczór jak dziś znów się cieszę, że najprawdopodobniej wizyta dojdzie do skutku. Dziewczyny czy rozkleiłyście się na pierwszej wizycie? Boję się, że się popłacze jak głupia jak zacznę opowiadać. A chyba już za stara jestem na to.
  14. @horror_iluzji dobrze rozumiem Twój problem. A czy terapia i leki ci pomagają? Wizyta u psychologa dopiero przede mną i cały czas się boję, że zrezygnuję i odwołam. Bo w ciągu dnia czuję się zazwyczaj ok, chyba że jakiś zapalnik się trafi. Ale wieczory... już wiem bez zegarka, że jest po 21 bo zaczynam czuć się gorzej. Próbuję sobie narazie jakoś sama pomóc psychicznie. Trochę ćwiczę, czasem medytuje, staram się powoli zacząć lepiej jeść bo zajadałam wszystko słodyczami. A to też w sumie nie pomagało. Piję więcej wody. Ale wiadomo, że największa praca jest w głowie a to dopiero przede mną. @heyitsmesara dziękuję za porady, mam nadzieję, że wszystko dojdzie do skutku i się przydadzą. A u mnie znowu kryzys mdli mnie i boję się że to się stanie. A wtedy chyba umrę. Dobrze wiem, że jeśli to przez nerwy to pomógłby sen. Ale ja w trakcie takiego ataku jestem tak pobudzona, i tak boję się zasnąć że nie dam rady Obym jakoś przetrwała tę noc. Dziewczyny jeszcze spytam przy okazji, czy psycholog może wypisać jakieś leki? Albo chociaż jakąś karteczkę do mojego lekarza by przepisał mi coś silniejszego na uspokojenia? Ziołowe i aviomarin nie dają już rady
  15. @heyitsmesara dzięki ale na samą myśl o wizycie czuję strach i... wstyd? Bo myślę sobie, że ludzie mają tyle poważniejszych problemów. Dzisiaj też się czuję słabo zwalam to na przemęczenie, pogodę i stres związany z pracą i studiami. Mam już tego dosyć powoli. Ale całą nadzieję pokładam właśnie w pani psycholog. Wiadomo, że nie poczuję się zdrowa po pierwszej wizycie. Być może nigdy nie poczuję się zdrowa. Ale chociaż może będę sobie lepiej potrafiła z tym wszystkim poradzić.
×