Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Monika_N_An

Lęk przed współlokatorami

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć 🙂 Jestem tu nowa. Chciałabym się podzielić swoim problemem i zapytać , czy ktoś może ma tak samo. Jak w tytule, moim problemem jest lęk przed współlokatorami. Niedawno musiałam się przeprowadzić do innego mieszkania, a współlokatorami są przypadkowi ludzie. Wcześniej przez ponad rok mieszkałam z moją przyjaciółką, przy której czułam się swobodnie i mogłam być sobą. Przyszedł jednak ten moment, że w końcu zdecydowała się zamieszkać ze swoim chłopakiem.  Zmuszona więc zostałam mieszkać z obcymi ludźmi. Mam fobię społeczną, więc jest to dla mnie bardzo duże utrudnienie. Boję się rozmów z nimi, bo nie wiem, co powiedzieć. Ze 2 razy w ciągu miesiąca jak tu mieszkam udało mi się wyjść i pogadać, a raczej zostałam "złapana" podczas gotowania, bo sama bym oczywiście nie wyszła. Udało mi się zacząć rozmowę (bo oczywiście to ja zawsze muszę zaczynać) pogadać o jakichś przyziemnych sprawach typu pogoda, praca, koronawirus itp. Ale mam świadomość, że te tematy kiedyś się skończą, bo czuję zażenowanie, gdy muszę gadać ciągle o tym samym i zadawać pytania jak automat. Dodam jeszcze, że mam zupełnie inny styl bycia niż moi współlokatorzy. Oni- troszeczkę starsi ode mnie, poukładani, rzeczowi, dojrzali, z NORMALNĄ pracą na etat, od rana do popołudnia, w zawodach zupełnie odmiennych od mojego. Ja jestem freelancerem, pracuję w domu wykonując zlecenia artystyczne oraz handmade i wyroby odzieżowe. Każdy mój dzień wygląda inaczej. Czasami chodzę spać o 23, czasami o 4.00, bo terminy gonią i trzeba nadrobić. Wszystko jest płynne. Jednego dnia jestem na zewnątrz po kupno materiałów, drugiego cały dzień z nosem w zleceniach. Czasem robi się chaos, ale byłam w stanie być elastyczna i radziłam sobie z nieregularnym rytmem pracy, aż do teraz. Czuję się przy nich jak jakiś kosmita, bo to są zupełnie inne światy. Doszłam też jako "ta nowa" podczas, gdy oni już się wszyscy długo znali, więc czuję sie strasznie dziko. Jak wspomniałam, umiem jako tako prowadzić "small-talki", ale wychodzi mi to sztywno, czuję się jakbym czytała z kartki albo przeprowadzała wywiad. Poza tym ile można gadać o pogodzie? Starałam się wybadać obszar, czym się interesują itp, wiem, że po pracy oglądają telewizję, a gdy gotują, słychać jak leci radio typu RMF FM. Czyli mają zupełnie inny gust niż ja. Więc rozmowy o muzyce i sztuce raczej odpadają. Czasami też mam takie spadki energii, które sprawiają, że mam pustkę w głowie  i nie prezentuję sie dobrze podczas rozmowy. Dlatego też ich unikam. Nic do nich nie mam,  wydają się w porządku, ale strach mnie paraliżuje. Zatyka mnie, gdy to ja muszę zacząć rozmowę. Czuję się tutaj jak intruz i że naruszam ich porządek. Gotuję tylko wtedy jak wiem, że nie zostanę "przyłapana". Nawet żeby pójść do kibla muszę wybadać odpowiedni, bezpieczny moment, by ich nie spotkać. Ja wiem, że to jest absurdalne, ale bardzo ciężko jest mi to przełamać. Zaczyna mi to rujnować samopoczucie i zdrowie, bo często pól dnia siedzę głodna, bo nie mam jak ugotować, bo wtedy to oni gotują a to by się wiązało z koniecznością rozmowy, niezręcznym plątaniem się po garnki,  czekaniem aż się zwolni kuchenka, wpadaniem na siebie, bo kuchnia jest malutka. Jeśli jem, to same dania instant, byle jak najmniej czasu w kuchni a potem, żeby nie hałasować, bo obiad jem dopiero jak oni przestaną się kręcić po domu, czyli koło 21. Kolejnym problemem jest to, że mój rytm doby nie zgrywa się z ich rytmem. Oni chodzą spać jak "normalni ludzie", czyli o 22, a wstają na rano. Ja o tej godzinie czasami muszę jeszcze robić zlecenia, ale jest to hałasujące (szycie na maszynie, wbijanie ćwieków młotkiem itp) więc zdecydowanie odpada. Próbowałam chodzić spać jak oni, ale kończy się na tym, że od 22 przewracałam sie z boku na bok aż do godz. 5.00. Poza tym nie wiem czemu, ale kiedy są w domu, siedzą przy otwartym pokoju, który wychodzi centralnie na mój pokój i gdy chcę się ukradkiem skoczyć do kibla, to czuję się niezręcznie, bo po wyjściu z pokoju znajduję się na ich widoku w pełnej okazałości. Nasze pokoje są umieszczone obok siebie i kibel też, więc jak idę o 1.00 się załatwić, to jak spuszczam wodę, to strasznie słychać. Cały czas dręczą mnie myśli, że oni się przez to budzą i się przeze mnie nie wysypiają. Cały miesiąc, jak tu mieszkam ciągle się zamartwiam, że ja tu nie pasuję, że im przeszkadzam. Poza tym głupio mi, że z nimi nie rozmawiam i że pomyślą sobie, że jestem złowrogo nastawionym gburem. A ja po prostu czuję straszny lęk nie do opanowania. Kosztuje mnie to bardzo dużo energii, nie czuję się swobodnie. Czuję się jak w klatce. Marnuję prze to strasznie dużo czasu. Jak dotąd tak naturalne rzeczy jak swobodne gotowanie czy nie zastanawianie się nad tym, kiedy będę mogła następnym razem pójść do toalety nie były problemem. Teraz moje życie wygląda jak jakiś survival, a droga do kuchni czy toalety stały się polem minowym. Jestem cały czas przez to zestresowana. Wiem, że jedynym wyjściem jest się przełamać i przestać się przejmować, ale to nie jest takie proste...  Choćby najmniejsza rozmowa z obcymi ludźmi wywołuje we mnie lęk i kosztuje masę energii. Dla mnie jest to wysiłek, konieczność zmóżdżania się nad wypowiedzią, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego... Nie przychodzi mi to naturalnie i mam doła gdy widzę jakie flow mają inni, gdy muszą rozmawiać z nowo poznanymi osobami. Nie przyszłam tutaj po rady, bo wiem, że to ja muszę się w końcu odważyć i po prostu się zebrać na odwagę i zacząć normalnie gadać z ludźmi ;) Bardziej chciałam się wygadać, by poczuć się choć odrobinę lżej i zapytać, czy ktoś ma podobnie 🙂 Dziękuję jeśli ktoś w ogóle wytrwał w czytaniu i pozdrawiam 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie tak wyglądało moje życie akademickie. Paraliżowało mnie towarzystwo współlokatorów, nie miałam nic ciekawego do opowiedzenka na swój temat, jadłam na mieście albo byle co, byle szybko. Muzyka tylko na słuchawkach, "o rany, jest 22:02? To już nie skorzystam z suszarki, będzie za głośno...". W dodatku nocne przemykanie się do łazienki (w której popsuł się zamek, dodajmy grozy) wiązało się z paradowaniem w okularach a'la denka od słoika, bo krótkowzroczności się nie wybiera 😥. Szczerze rozumiem i przesyłam wirtualne wsparcie. Też jestem typem nocnym, ale przy nauce za dużo nie hałasowałam, więc nie miałam wyrzutów sumienia. 

 

W Twojej sytuacji myślę, że mogłabyś spróbować zebrać się mentalnie i opowiedzieć im trochę o swojej pracy, dużej ilości zleceń i Twoim trybie dnia. Może się okazać, że współlokatorzy nawet Cię nocami nie słyszą albo im to nie przeszkadza, nie zwracają uwagi. Przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz, czy jest się czym przejmować czy można odetchnąć. 

 

A z innej strony: podziwiam i zazdroszczę pracy w domku i zarabiania na tym, w czym jest się dobrym ♥️ Strasznie chciałabym mieć na to siłę i być freelancerką. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć! Ja też bardzo podziwiam, że pracujesz jako freelancer, a także że zajmujesz się rękodziełem i różnymi artystycznymi wyrobami. Wow! Podziwiam umiejętności i to, że potrafisz na nich zarabiać. Nie masz powodu czuć się gorsza od swoich współlokatorów, jesteś wyjątkową osobą. I to bardzo miłe z Twojej strony, że martwisz się, aby im nie przeszkadzać, ale jestem przekonana, że gdyby cokolwiek im przeszkadzało, na pewno by Ci powiedzieli. Sama chciałabym mieć współlokatorkę, która by się tak troszczyła o to, by nikomu nie przeszkadzać. Ale gdybyś zamykała się w pokoju, mogłabym zacząć obawiać się, że mnie nie lubisz albo że to ja cię czymś uraziłam. Może popatrz na współlokatorów jako na ludzi, którzy także się obawiają, nie wiedzą, jak się zachować?

 

Wiesz o tym, że potrzebna jest szczera rozmowa. A co byś powiedziała na taki pomysł, żebyś na początek zostawiła liścik/karteczkę samoprzylepną na lodówce lub na lustrze w łazience? Np. "Martwię się, że przeszkadzam Wam w nocy. Pracuję jako freelancer, więc mam inny rytm dobowy. Dajcie znać, jeśli zachowywałam się zbyt głośno."

Może poproś czy to w rozmowie, czy przez taki liścik, o wyznaczenie np. godziny, kiedy mogłabyś mieć kuchnię dla siebie. Przecież nie muszą ciągle siedzieć w kuchni. Wyjaśnij, że czujesz się swobodniej i wygodniej Ci gotować, gdy masz kuchnię dla siebie. Nie sądzę, by mieli coś przeciwko. Poza tym jeśli pracują 8-16, czy wtedy kuchnia nie jest wolna? Czy zawsze ktoś jest w mieszkaniu? Nie wiem, jak wygląda sytuacja.

Powiedz, że jesteś nieśmiała albo, jeśli to za trudne, napisz na karteczce: "Jak coś, to nie odzywam się i siedzę w pokoju, bo jestem nieśmiała. Nie miejcie mi za złe. Pozdrawiam, Wasza współlokatorka".

 

Może moje pomysły są głupie i nie pasują do Twojej sytuacji. To normalne, że jesteś zestresowana. Dzielenie pokoju z innymi jest trudne dla osób nieśmiałych, a co dopiero dla kogoś z fobią społeczną. Jesteś dzielna, że dajesz radę przeżyć każdy dzień. Przecież Ty żyjesz jak na wojnie, dziewczyno! A dajesz radę i wymknąć się do toalety, i w kuchni zamieniłaś nawet parę słów, gdy Cię tam "złapali". Przeżyłaś tak miesiąc, to dużo 🙂

Na pewno wiesz, że Twoim problemem są dręczące, krytyczne myśli, przez które czujesz się mniej wartościowa, czujesz, że przeszkadzasz. To nie jest prawda, te myśli nie mają racji! Być może warto byłoby rozprawić się z tymi myślami na jakiejś terapii, aby łatwiej Ci się żyło?

 

I tak, mam podobne problemy. Czuję się gorsza od innych, przez co boję się odzywać, a czym bardziej się "nakręcam", tym jest gorzej. Ja jeszcze mam tak, że pewnych ludzi boję się bardziej, innych mniej, bo czuję, że to "bratnie dusze". Gdybym mieszkała z tymi pierwszymi, z osobami, które z jakiegoś powodu budziłyby u mnie lęk, starałabym się zmienić mieszkanie. Nie wiem, czy to jest możliwe w Twoim przypadku.

 

Pozdrawiam, mam nadzieję, że Cię nie uraziłam ani nie zirytowałam moimi radami (szczególnie że pisałaś, że ich nie chcesz, bo wiesz, co robić). Powodzenia, trzymam kciuki za rozwiązanie sytuacji 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Mieszkałam w kilkunastu miejscach z różnymi współlokatorami i nigdy nie lubiłam wchodzić w zbytnie interakcje.zdarzalo się że unikałam gotowNia jak w kuchni byli inni i parę innych rzeczy z twojego opisu podpielabym pod moje doświadczenia.na poczAtek radzilabym pogadac z wspolokatorami że masz tryb pracy inni niż oni,bez zbędnego tłumaczenia i uswiomila że możesz np.halasowac w nocy.jak im będzie to czy tamto przeszkadzać trzeba wypracować kompromis.

 

A co do tego że czuje się tam obca,że im przeszkadzasz,że chowasz się idąc do lazienki itp pomyśl o tym w inny sposób.mianowicie płacisz rachunki za media,za czynszc więc masz takie samo prawo  korzystać z dobroci tego mieszkania i swojego pokoju tak samo jak i oni. Żyjesz innym trybem życia,słuchasz innej muzyki i masz do tego prawo.nie musisz się zmienić pod nich. Będąc w akademiku większość znajomych się upijała i rzygalaa  po katach.nie robiłam tego bo to nie moja bajka

 

 A współlokatorzy Dopóki nie dali znaku że cię nie lubią zakladaj że są neutralni. Nie siedzisz w ich głowach więc nie wiesz co myślą.ja ze swoim facetem znając sie na wylot często wpadamy w pułapkę"bo ja myślałam,że ty myślałeś ..." Nie możesz myśleć co oni mysla. 🙂 Wszystko może być wytworem twojej wyobraźni i nie być prawda.przydaloby ci się chyba szkolenie z pewnością siebie

Edytowane przez Pxxyy
LiterowkA

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedzi! To bardzo wiele dla mnie znaczy, nie czuję się ze swoim problemem sama ❤️ Powoli udaje mi się coraz więcej wychodzić i normalnie funkcjonować, małymi kroczkami 🙂 Co do gotowania, ustaliłam sobie plan dnia tak, żeby jeść obiad zanim oni wrócą z pracy, bo faktycznie kuchnia jest zbyt ciasna,  by gotowały tam 3 osoby. Po prostu postaram się potraktować mieszkanie z obcymi ludźmi jako trening wyjścia ze swojej strefy komfortu. Za każdym razem tlumaczę sobie, że to są tylko moje "wkręty". Może po prostu to jest kwestia oswojenia się z nową sytuacją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, dobrze to rozumiem. Przez swoje doświadczenia ze współlokatorami rozważałem przy niedawnej przeprowadzce wynajęcie kawalerki, ale ostatecznie ogarnąłem sobie pokój. I znów czuję się niezręcznie. Unikam wychodzenia z pokoju, kiedy współlokatorki są w części wspólnej. Również mam to poczucie "intruza", kogoś podrzędnego, kto musi się dostosować do panujących reguł, stąpając po przysłowiowych skorupkach jajek, żeby się nie narazić.

W dniu 23.09.2020 o 16:30, Monika_N_An napisał:

Poza tym nie wiem czemu, ale kiedy są w domu, siedzą przy otwartym pokoju

Partia, która obieca zdelegalizować ten proceder, ma mój głos przy najbliższych wyborach parlamentarnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×