Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Monika_N_An

Użytkownik
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  1. Dziękuję za odpowiedzi! To bardzo wiele dla mnie znaczy, nie czuję się ze swoim problemem sama Powoli udaje mi się coraz więcej wychodzić i normalnie funkcjonować, małymi kroczkami Co do gotowania, ustaliłam sobie plan dnia tak, żeby jeść obiad zanim oni wrócą z pracy, bo faktycznie kuchnia jest zbyt ciasna, by gotowały tam 3 osoby. Po prostu postaram się potraktować mieszkanie z obcymi ludźmi jako trening wyjścia ze swojej strefy komfortu. Za każdym razem tlumaczę sobie, że to są tylko moje "wkręty". Może po prostu to jest kwestia oswojenia się z nową sytuacją.
  2. Cześć Jestem tu nowa. Chciałabym się podzielić swoim problemem i zapytać , czy ktoś może ma tak samo. Jak w tytule, moim problemem jest lęk przed współlokatorami. Niedawno musiałam się przeprowadzić do innego mieszkania, a współlokatorami są przypadkowi ludzie. Wcześniej przez ponad rok mieszkałam z moją przyjaciółką, przy której czułam się swobodnie i mogłam być sobą. Przyszedł jednak ten moment, że w końcu zdecydowała się zamieszkać ze swoim chłopakiem. Zmuszona więc zostałam mieszkać z obcymi ludźmi. Mam fobię społeczną, więc jest to dla mnie bardzo duże utrudnienie. Boję się rozmów z nimi, bo nie wiem, co powiedzieć. Ze 2 razy w ciągu miesiąca jak tu mieszkam udało mi się wyjść i pogadać, a raczej zostałam "złapana" podczas gotowania, bo sama bym oczywiście nie wyszła. Udało mi się zacząć rozmowę (bo oczywiście to ja zawsze muszę zaczynać) pogadać o jakichś przyziemnych sprawach typu pogoda, praca, koronawirus itp. Ale mam świadomość, że te tematy kiedyś się skończą, bo czuję zażenowanie, gdy muszę gadać ciągle o tym samym i zadawać pytania jak automat. Dodam jeszcze, że mam zupełnie inny styl bycia niż moi współlokatorzy. Oni- troszeczkę starsi ode mnie, poukładani, rzeczowi, dojrzali, z NORMALNĄ pracą na etat, od rana do popołudnia, w zawodach zupełnie odmiennych od mojego. Ja jestem freelancerem, pracuję w domu wykonując zlecenia artystyczne oraz handmade i wyroby odzieżowe. Każdy mój dzień wygląda inaczej. Czasami chodzę spać o 23, czasami o 4.00, bo terminy gonią i trzeba nadrobić. Wszystko jest płynne. Jednego dnia jestem na zewnątrz po kupno materiałów, drugiego cały dzień z nosem w zleceniach. Czasem robi się chaos, ale byłam w stanie być elastyczna i radziłam sobie z nieregularnym rytmem pracy, aż do teraz. Czuję się przy nich jak jakiś kosmita, bo to są zupełnie inne światy. Doszłam też jako "ta nowa" podczas, gdy oni już się wszyscy długo znali, więc czuję sie strasznie dziko. Jak wspomniałam, umiem jako tako prowadzić "small-talki", ale wychodzi mi to sztywno, czuję się jakbym czytała z kartki albo przeprowadzała wywiad. Poza tym ile można gadać o pogodzie? Starałam się wybadać obszar, czym się interesują itp, wiem, że po pracy oglądają telewizję, a gdy gotują, słychać jak leci radio typu RMF FM. Czyli mają zupełnie inny gust niż ja. Więc rozmowy o muzyce i sztuce raczej odpadają. Czasami też mam takie spadki energii, które sprawiają, że mam pustkę w głowie i nie prezentuję sie dobrze podczas rozmowy. Dlatego też ich unikam. Nic do nich nie mam, wydają się w porządku, ale strach mnie paraliżuje. Zatyka mnie, gdy to ja muszę zacząć rozmowę. Czuję się tutaj jak intruz i że naruszam ich porządek. Gotuję tylko wtedy jak wiem, że nie zostanę "przyłapana". Nawet żeby pójść do kibla muszę wybadać odpowiedni, bezpieczny moment, by ich nie spotkać. Ja wiem, że to jest absurdalne, ale bardzo ciężko jest mi to przełamać. Zaczyna mi to rujnować samopoczucie i zdrowie, bo często pól dnia siedzę głodna, bo nie mam jak ugotować, bo wtedy to oni gotują a to by się wiązało z koniecznością rozmowy, niezręcznym plątaniem się po garnki, czekaniem aż się zwolni kuchenka, wpadaniem na siebie, bo kuchnia jest malutka. Jeśli jem, to same dania instant, byle jak najmniej czasu w kuchni a potem, żeby nie hałasować, bo obiad jem dopiero jak oni przestaną się kręcić po domu, czyli koło 21. Kolejnym problemem jest to, że mój rytm doby nie zgrywa się z ich rytmem. Oni chodzą spać jak "normalni ludzie", czyli o 22, a wstają na rano. Ja o tej godzinie czasami muszę jeszcze robić zlecenia, ale jest to hałasujące (szycie na maszynie, wbijanie ćwieków młotkiem itp) więc zdecydowanie odpada. Próbowałam chodzić spać jak oni, ale kończy się na tym, że od 22 przewracałam sie z boku na bok aż do godz. 5.00. Poza tym nie wiem czemu, ale kiedy są w domu, siedzą przy otwartym pokoju, który wychodzi centralnie na mój pokój i gdy chcę się ukradkiem skoczyć do kibla, to czuję się niezręcznie, bo po wyjściu z pokoju znajduję się na ich widoku w pełnej okazałości. Nasze pokoje są umieszczone obok siebie i kibel też, więc jak idę o 1.00 się załatwić, to jak spuszczam wodę, to strasznie słychać. Cały czas dręczą mnie myśli, że oni się przez to budzą i się przeze mnie nie wysypiają. Cały miesiąc, jak tu mieszkam ciągle się zamartwiam, że ja tu nie pasuję, że im przeszkadzam. Poza tym głupio mi, że z nimi nie rozmawiam i że pomyślą sobie, że jestem złowrogo nastawionym gburem. A ja po prostu czuję straszny lęk nie do opanowania. Kosztuje mnie to bardzo dużo energii, nie czuję się swobodnie. Czuję się jak w klatce. Marnuję prze to strasznie dużo czasu. Jak dotąd tak naturalne rzeczy jak swobodne gotowanie czy nie zastanawianie się nad tym, kiedy będę mogła następnym razem pójść do toalety nie były problemem. Teraz moje życie wygląda jak jakiś survival, a droga do kuchni czy toalety stały się polem minowym. Jestem cały czas przez to zestresowana. Wiem, że jedynym wyjściem jest się przełamać i przestać się przejmować, ale to nie jest takie proste... Choćby najmniejsza rozmowa z obcymi ludźmi wywołuje we mnie lęk i kosztuje masę energii. Dla mnie jest to wysiłek, konieczność zmóżdżania się nad wypowiedzią, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego... Nie przychodzi mi to naturalnie i mam doła gdy widzę jakie flow mają inni, gdy muszą rozmawiać z nowo poznanymi osobami. Nie przyszłam tutaj po rady, bo wiem, że to ja muszę się w końcu odważyć i po prostu się zebrać na odwagę i zacząć normalnie gadać z ludźmi Bardziej chciałam się wygadać, by poczuć się choć odrobinę lżej i zapytać, czy ktoś ma podobnie Dziękuję jeśli ktoś w ogóle wytrwał w czytaniu i pozdrawiam
×