Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

szary kot

Użytkownik
  • Zawartość

    122
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

1521 wyświetleń profilu
  1. Czasami bywa tak, że myślę, że już się "uporządkowałam", ale potem okazuje się, że cała moja psychika to jakaś prowizorka i najmniejszy podmuch wiatru sprawia, że się rozpadam. Trochę jestem smutna, trochę zalękniona. Chyba po prostu boję się życia.
  2. szary kot

    Brak ruchu

    Jeśli czujesz, że wyjście na spacer to na razie za dużo dla Ciebie, to może spróbuj poćwiczyć w domu? Na sam początek, po chorobie i dla osób osłabionych, dobre będzie np. maszerowanie w miejscu, krążenia ramion (do przodu i do tyłu), ćwiczenia na kręgosłup, rozciąganie. Poszukaj sobie jakichś ćwiczeń na YouTubie, ćwicz w swoim tempie, rób przerwy, jeśli się zmęczysz. Jeśli masz problemy ze stawami, to na początku unikaj ćwiczeń ze skakaniem. Osobiście polecam ćwiczenia na kanale "Codziennie Fit", np.: Jak nie dasz rady zrobić całego treningu, nic nie szkodzi. Poćwicz chociaż 5-10 min. Możesz przerwać w każdym momencie Poza tym może spróbuj wykonywać więcej czynności w domu? Czy np. przygotowujesz sobie sama posiłki, gotujesz obiady? Jeśli nie, może warto zacząć. Czy sprzątasz, np. wycierasz kurze, myjesz naczynia? Nie musisz mi odpowiadać na te pytania. Ale możesz sama się zastanowić. To też jest ruch i przy okazji czujesz wtedy satysfakcję, że coś zrobiłaś i widać efekty. Też zawsze byłam najsłabsza na WF-ie, a to, że odbita przeze mnie piłka rzadko przechodziła siatkę, stało się żartem, z którego sama się śmiałam. Ale ćwicząc w domu, możesz się porównywać sama do siebie i codziennie robić trochę więcej, np. w poniedziałek zrobisz 50 kroków, a we wtorek już 60. W poniedziałek poćwiczysz 5 minut, a we wtorek 10 min, a po dwóch tygodniach już może wyjdziesz na półgodzinny spacer. Takie małe sukcesy + ruszanie się (endorfiny) pomogą Ci też trochę w Twoich zaburzeniach depresyjno-lękowych. Depresja nie zniknie, lęki nie znikną, ale będzie troszeczkę lepiej. Sama wiesz, że ćwiczenia są ważne, że inaczej będziesz czuła się coraz gorzej, dojdą np. problemy z kręgosłupem. Nawet osoby bardzo chore i w podeszłym wieku starają się wykonywać delikatne ćwiczenia, mieć trochę ruchu. Zrób coś dla swojego ciała i zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego, i postaraj się o trochę ruchu. Powodzenia
  3. @acherontia styx OK. Mogłam się pomylić w ocenie sytuacji. Jak najbardziej takie uogólnianie jest krzywdzące. Miałam na myśli to, że czasami w złości ludzie gadają różne głupoty i są wtedy raczej głusi na argumenty. Tu widzę jakieś dramatyczne wołanie o pomoc plus dużo złości, agresji. Ale jak najbardziej obrażanie innych jest niedopuszczalne, nie wspieram tego.
  4. Myślę, że nie ma co teraz bronić mężczyzn jako populacji, gdyż w tym momencie użytkowniczka "MalinowyKotek" czuje się skrzywdzona i rozgoryczona, więc czym bardziej będziecie bronić mężczyzn, tym bardziej ona będzie się upierać, że wszyscy oni są źli. Potrzeba czasu. @MalinowyKotek - musisz wybaczyć sama sobie to, że dałaś się przekonać do czegoś, czego nie chciałaś. Jeśli jesteś mało asertywna, jest to ekstremalnie trudne, by odmówić usilnym naleganiom drugiej osoby. Pomyśl o sobie z tamtej chwili z życzliwością. W tamtym momencie nie dałaś rady, popełniłaś błąd - ale błędy popełnia każdy! I Ty też masz prawo do błędu! Następnym razem za to będziesz silniejsza i odmówisz. Całe to doświadczenie może uczynić Cię silniejszą. A kiedy minie początkowa złość i rozgoryczenie, zrozumiesz, że to był tylko jeden podły człowiek i że nie znaczy to, że wszyscy mężczyźni są tacy albo że nie istnieje prawdziwa miłość. Oczywiście nic na siłę. Potrzebujesz najpierw czasu, aby przepracować złość i sobie wybaczyć. Może spróbuj jakoś wyrazić złość, np. możesz: - rysować wściekłe bohomazy na kartce papieru, - podrzeć kartkę papieru, - pobiegać, - wytrzepać dywan, - uderzać w poduszkę, - może jakiś sport? A gdy już wyrzucisz z siebie złość, "odpraw prywatny rytuał", np. usiądź spokojnie i powtarzaj szeptem: "Wybaczam sobie. Jestem piękna." Może zniszcz kartkę z jego imieniem. Po prostu dokonaj uroczystego zamknięcia tego rozdziału. Niech ten podły człowiek przepadnie w mrokach niepamięci. (Jeśli jesteś wierząca, to niezależnie od wyznawanej religii, proponowałabym też modlitwę, aby Bóg zabrał to od Ciebie. Jeśli byłabyś katoliczką, proponowałabym też Spowiedź, gdyż pomaga ona definitywnie zamknąć jakiś rozdział i wybaczyć sobie błędy. Ale nie wiem, czy jesteś wierząca, więc to tak na marginesie.)
  5. @Kadmos Proszę bardzo Reżyseria brzmi fajnie! Choć, prawdę mówiąc, nie mam wiedzy na temat takich studiów, dlatego może moje pytania mogą wydać się dziwne. W każdym razie ja bym jeszcze na Twoim miejscu zapytała sama siebie: "Czy jest realna szansa, że się dostanę na ten kierunek czy to na razie takie gdybanie? Czy mam pomysł na przyszłość związany z reżyserią czy to bardziej moje hobby? Czy to jest to, z czym chce związać swoje dalsze życie?" Czasu nie cofniesz, ale za to masz jeszcze rok na zastanowienie się, przygotowanie do studiów, zarobienie jakichś pieniędzy. Gdybyś się źle czuł na tych studiach (z jakichkolwiek powodów), to zawsze możesz zrezygnować np. po kilku miesiącach. Ale jeśli to jest Twoja pasja, to myślę, że ja bym na Twoim miejscu spróbowała (po spokojnym rozważeniu wszystkich za i przeciw).
  6. @Ciastko716 A masz katar i/lub chlupotanie (jakby woda) w uszach? Bo wtedy może być to nawracające zapalenie zatok. Nie jest to nic bardzo poważnego, ale jeśli dokucza, możesz się udać do lekarza pierwszego kontaktu lub laryngologa. Jeśli kataru nie ma i uszy w porządku, to wygląda to na typowe napięciowe bóle głowy. Trzeba się rozluźnić, może pomóc masowanie głowy, zawiązanie chustki na głowie (aby było cieplej i lekko uciskało bolące miejsca) lub ciepła, gorąca kąpiel. Wiem, bo sama zmagam się z różnymi bólami głowy, ale... "przed użyciem skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą".
  7. A jak wyglądałoby to dla Ciebie finansowo? Czy dałbyś radę jednocześnie pracować i studiować? Czy byłbyś podczas studiowania zależny od rodziców? Czy nie będziesz czuł się przygnębiony lub zawstydzony tą zależnością przez kolejne lata? Bądź: czy nie byłby to za duży wysiłek: studia dzienne + praca w każdej wolnej chwili? Weź też pod uwagę, że wiele osób na pierwszym roku będzie od Ciebie o wiele młodsza, więc nie jest wcale pewne, że znajdziesz z nimi wspólny język i nawiążesz wartościową znajomość. Myślę, że musisz sobie zadać pytanie, dlaczego właściwie chcesz iść na te studia i czy tych zamierzeń, marzeń nie można zrealizować w inny sposób. Np. chcesz poznać nowych ludzi, nawiązać znajomości z ludźmi o podobnych zainteresowaniach - możesz poznać ludzi też w innych miejscach. Chcesz zdobyć jakieś umiejętności - są różne kursy czy np. grupy na facebooku dla samouków. Zobaczyć, jak wyglądają takie studia - możesz się na nie zapisać, pochodzić kilka miesięcy i zrezygnować z nich. W zawodach artystycznych, zdaje się, bardziej liczą się umiejętności niż papier. Jeśli jednak stać Cię na to, by studiować, finansowo, fizycznie i psychiczne, i chcesz tego, to dlaczego nie? Niezależnie od tego, czy to Ci przyniesie zysk w przyszłości czy jest dla Ciebie to hobby, które chcesz rozwijać - możesz robić ze swoim życiem i wolnym czasem, co Ci się podoba, i niewątpliwie są gorsze wybory życiowe niż "bycie wiecznym studentem". Ale zastanów się na spokojnie, czy swoich celów nie mógłbyś zrealizować w sposób mniej czasochłonny, bo jednak 5 lat studiów to dużo czasu i pracy.
  8. @Roza123 Witaj na forum Introwertycy, osoby zmagające się z nerwicami, wrażliwe, samotne, niezadowolone z rzeczywistości - mają tendencje do fantazjowania i wymyślania alternatywnych rzeczywistości. Zazwyczaj takie fantazje w jakiś sposób pomagają, gdyż np. uspokajają, poprawiają nastrój, zmniejszają poczucie samotności. Czasami nawet pomagają w pracy twórczej. Jednak: chyba u Ciebie przekracza to akceptowalne rozmiary. Coś, co miało być pomocą, taką kulą ortopedyczną, która miała pomóc chodzić - stało się czymś, co przeszkadza Ci w normalnym funkcjonowaniu. Czy dobrze to odczytuję? Z Twojego opisu wynika, że trudno Ci kontrolować to odpływanie, ucieczkę do alternatywnego świata, jakbyś odczuwała przymus tworzenia tych różnych historii. Moim zdaniem to dość niepokojące. Czy miałabyś możliwość udania się do psychiatry? Może trzeba zrobić też jakieś inne badania, więc możesz najpierw umówić się do lekarza rodzinnego. Moim zdaniem skontaktowanie się ze specjalistą byłoby dla Ciebie bardzo pomocne. Jeśli wszystko będzie w porządku, to trochę Cię to uspokoi. Jeśli nie, to będzie dla Ciebie pierwszy krok w kierunku zdrowia i lepszego samopoczucia. Inne objawy, czyli np. różnego rodzaju somatyzacje (bóle mięśni, zawroty głowy) oraz odczucie odrealnienia, jak wiesz, też wskazywałyby na nerwicę - tym bardziej potrzebna jest wizyta u specjalisty, najlepiej gdyby farmakoterapia (leki) została połączona z psychoterapią (rozmowami z psychologiem), ale to już lekarz zdecyduje. Wyczuwam, że te różne fantazje i wymyślanie historii są coraz bardziej od Ciebie niezależne. Według nauki KK to, na co nie masz wpływu (np. choroba), nie jest grzechem. A to, na co masz niewielki wpływ (jak np. uzależnienie), albo nie jest grzechem, albo jest tylko grzechem powszednim (aby go zmyć, wystarczy żal za grzechy, np. podczas modlitwy na początku Mszy Świętej). To, z czym się zmagasz, przypomina nerwicę natręctw i podpada pod jedną lub drugą kategorię. Natomiast spowiedź u mądrego spowiednika mogłaby Ci może pomóc, uspokoić Cię. Koniecznie powiedz, że masz problemy nerwicowe, żeby ksiądz wiedzał, jak do tego podejść. Niestety czasami spowiednicy bywają niemądrzy i taki niemądry spowiednik mógłby Cię zranić - gdyby tak się zdarzyło, nie spowiadaj się więcej u niego, poszukaj kogoś innego. Warto też, abyś dużo rozmawiała z ludźmi, wychodziła się przejść (o ile nie odczuwasz w danym momencie zawrotów głowy czy odrealnienia), abyś miała więcej kontaktu z "rzeczywistym światem". Może mogłabyś się umówić z jakąś koleżanką? Więc podsumowując: myślę, że konieczna jest wizyta u psychiatry. Mogą też pomóc rozmowy z ludźmi. Wyrzuty sumienia mogą być dokuczliwe, ale niepotrzebnie Cię oskarżają. Nie zrobiłaś nic złego, po prostu na coś chorujesz (może na nerwicę lękową). Życzę Ci wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim odwagi, abyś poszukała pomocy specjalisty, oraz lepszego samopoczucia (fizycznego i psychicznego).
  9. Brzmi super! Będziesz mogła wypocząć. Aby to nie robić tylko offtopu, powiem, że u mnie psychicznie lepiej. Fizycznie troche kiepsko, ale więcej poodpoczywam i powinno być OK
  10. Mam coś podobnego od paru dni. Myślałam, że może to od zatok albo od ucha, ale może to też kwestia ciśnienia lub pogody? Mam wrażenie, że chyba już idzie jesień. Dużo zdrówka, Illi
  11. @Illi Nie chcę zapeszać, ale chyba idzie ku dobremu. Dziękuję, że pytasz
  12. @Illi Dziękuję Chyba przyczyną była pewna stresująca sytuacja, realny problem, ale potem już zaczęłam mieć coraz więcej negatywnych myśli i poleciało z górki. Ostatecznie prawie nic nie spałam w nocy i ogólnie wpadłam w rozpacz. Dziś po południu wymyślenie rozwiązania pierwotnego problemu trochę mi pomogło (chociaż wciąż odczuwam duży smutek). Ale najpierw musiałam się uspokoić, co zajęło mi całą noc i prawie cały dzień. Jak już się rozkręcę w moim negatywnym samobiczowaniu, to zatracam jakąkolwiek umiejętność logicznego spojrzenia na problem i rzeczywistość. Wszystko staje się katastrofą. Dziękuję, że zapytałaś.
  13. Dalej źle. Podłamana. I w ogóle ma jakieś zaburzone podejście do rzeczywistości. Czarny dół. Sorki, że tak się żalę dwa posty pod rząd. Dotąd było okej, ale okazało się, że wystarczy jakiś mały stres - i od razu pełna załamka. Mam wrażenie, jakby coś się we mnie przepalało, jakby mi nagle zabrakło jakiegoś hormonu albo jakby coś we mnie się wyłączało. Metaforycznie mówiąc, jakby przez parę miesięcy paliło się we mnie maleńkie światełko, ale teraz - pstryk! - ktoś zdmuchnął świeczkę, przełączył kontakt, i nie działam. Jeśli ktoś może wspomóc dobrym lub miłym słowem, będę wdzięczna. Czarny dół, więc każde światło się przyda.
  14. @tomt0m Przede wszystkim powinieneś zasięgnąć opinii psychiatry, a nie przypadkowych ludzi na forum. Ale jak już pytasz, to moim zdaniem Twoje problemy to głównie: - zranienia z przeszłości m.in. związane z przemocą rówieśniczą, - duża wrażliwość (stąd Twoje przeanalizowywanie różnych sytuacji, przejmowanie się), - a także prawdopodobnie zbyt dużo używek i pornografii (stąd różne dziwne myśli przychodzące do głowy czy np. natręctwa związane z myślą o homoseksualizmie). Moim zdaniem mogłyby ci pomóc rozmowy z psychoterapeutą, psychologiem lub ewentualnie zaufaną osobą, aby przepracować zranienia z przeszłości i nauczyć się nowych schematów myślenia. Te ostatnie (używki i pornografię) należy rzucić albo chociaż bardzo ograniczyć. Moim zdaniem niektóre objawy przypominają może trochę nerwicę lękową oraz nerwicę natręctw, ale być może to wynik długotrwałego stresu i lęku. Wizyta u specjalisty (psychiatry lub np. psychoterapeuty) może na pewno dużo pomóc i Cię uspokoić, zastanów się nad tym. To nie jest tak, że wszystko straciłeś, tylko takie "czarne myśli" podpowiada Ci Twój umysł - możesz jeszcze "wyjść na prostą".
  15. Bardzo źle. Mam okropnego doła i mam wrażenie, że z każdą godziną jest gorzej. Wypłakałam już tyle łez, że mnie szczypią oczy. Nie nadaję się do niczego. Jestem bezradna i beznadziejna. I wkurzona, już nawet nie wiem konkretnie na kogo, chyba na cały świat i na to, że dalej muszę istnieć na tym padole.
×