Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

W jaki sposób sobie z tym radzicie?

Podam przykład. Post xyz. Niektóre osoby się przejęły, jak dziewczyna napisała o chęci popełnienia samobójstwa.

Mnie też się zdarza przejąć sytuacją jakieś osoby. Nawet uważam, że za często. Chorobliwie. 

Jak gdybym chciała zbawić świat... ale bardziej nie czynami, a językiem...

 

Najgorsze jest to, że to przejęcie się losem innych czasem powoduje, że cały mój dzień jest rozbity. Moja koncentracja się zmniejsza.

W ekstremalnych sytuacjach nie mogę zasnąć (zdarzyło mi się to raz czy dwa razy) albo śpię za długo (a ja i tak już śpię za długo). Albo budzę się rano i zauważam, że mój mózg przez noc pracował nad tym problemem, wszystko przeanalizował.

 

Jestem ciekawa, jak sobie z tym radzicie. Czy da się jakoś mniej przejmować i mniej "przyklejać" się do beznadziejnych przypadków? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Przejmujesz się losem innych bo się z nimi identyfikujesz, i wchodzisz w określoną rolę i odtwarzasz jej uczucia i emocje.

 

To jest mechanizm nad którym da się zapanować i go kontrolować.

 

Kiedyś jeździłem do takiej starszej Pani na rehabilitacje domową, spotykaliśmy się przez dłuższy czas, aż pewnego dnia jej córka zadzwoniła do mnie z informacją że mama zmarła, pękł tętniak.

 

Z racji że dostałem w życiu już kilka takich wiadomości, wiedziałem jak zareagować, odpowiedziałem (w skrócie) - Rozumiem, dziękuję za informacje, wszystkiego dobrego.

 

Mama słuchała naszej rozmowy obok, i po wszystkim zarzuciła mi że bardzo "bezdusznie" przeprowadziłem tą rozmowę. Ani nie wyraziłem swojego współczucia, ani nie powiedziałem że mi przykro. Bo jak bym jej współczuł to prawdopodobnie popsuł bym sobie resztę dnia a może i nawet tygodnia, zamiast identyfikować się z jej cierpieniem, odebrałem tylko czystą informację. Pozatym moje współczucie ani nie poprawiło by stanu emocjonalnego córki, ani tym bardziej nie spowodowało zmartwychwstania jej mamy.

 

Akurat na temat śmierci mam korzystnie wypracowane przekonania które pomagają mi ją znosić, czy to u obcych,  członków rodziny, czy nawet mojego ukochanego kota. Takie jak:

 

-każdy organiczny twór ziemski ma swój początek i koniec, rośliny po czasie więdną, wysychają,  drzewa się łamią, owoce gniją a ludzie umierają, to jest tak oczywiste i naturalne jak to że codziennie wschodzi słońce.

 

-czas i moment śmierci jest tym najwłaściwszym, człowiek umiera wtedy kiedy ma umrzeć, nie wcześniej ani nie później, ten moment gdy to się stało, było momentem jedynym słusznym i właściwym.

 

- śmierć daje to, czego szukam przez całe życie,- przebudzenie i wolność.

Duch opuszcza ograniczajacą materię i w końcu idzie tam, gdzie czuje się najlepiej, czyli do astrala. Dla chrześcijan oczywiście może to być niebo ☺

 

 

Więc podsumowując, przedewszystkim staraj się wychodzić ponad swoje JA, kwestionujac to co odczuwasz, pytaj siebie;-czy ja chce to odczuwać, czy mi to jest potrzebne?czy drugiej stronie to potrzebne? Czy moja empatia cokolwiek wniesie?

 

Empatia jest w porządku, dopóki nie zatracasz w niej siebie 

Edytowane przez stass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, moti napisał:

Jestem ciekawa, jak sobie z tym radzicie. Czy da się jakoś mniej przejmować i mniej "przyklejać" się do beznadziejnych przypadków? 

Tak. Trzeba przepracować ten kawałek, który namolnie "haczy" temat. Tak naprawdę po nocach analizujesz siebie, nie innych. Inni są tylko katalizatorem.

A co cie poruszyło w postach Xyz, mam wrażenie że jakoś do tego mocno nawiązujesz?

I dać innym wolność- zaufać światu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze tak mialas, czy to sie nasililo od pewnego czasu? U mnie takie przejmowanie sie bylo objawem depresji i nasilenia nerwicy. Przy pierwszym epizodzie umiarkowanej depresji przejmowalam sie strasznie bezdomnymi zwierzetami, nie moglam przez to spac. Za drugim razem byl to np los dzieci albo ludzi w rejonach objetych wojna. Potrafilam tez strasznie sie przejac losem kogos, kogo ledwo znalam, jesli np dowiedzialam sie, ze spotkalo go jakies nieszczescie. Po wyleczeniu depresji to zamartwianie mi przeszlo. Nie znaczy to, ze jestem obojetna na los innych, wrecz przeciwnie, od 2015 regularnie pracuje charytatywnie, poswiecam na to do 10 godz w tygodniu. Ale to nie zamartwianie, a konkretne dzialanie. Mam pewne trudne sprawy, ktore oczywiscie mnie dotykaja, ale staram sie ich nie zabierac do domu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja mam odwrotnie, w ogóle się nie przejmuje innymi, jestem skrajnym egocentrykiem, uważam że moje problemy są poważniejsze od innych. Z jednej strony to zdrowe a z drugiej niekoniecznie, można mnie uznać za podłego moralnie.    

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wam za odpowiedzi, trafiliście w środek. Złote zdanie:

8 godzin temu, stass napisał:

Przejmujesz się losem innych bo się z nimi identyfikujesz, i wchodzisz w określoną rolę i odtwarzasz jej uczucia i emocje.

 

 

Historia xyz mnie nie poruszyła w tym sensie, że zupełnie nie znam się na depresji i próbach samobójczych.

Wątek mnie zainteresował, bo wiele osób (np. doi) pisało tam bardzo mądre rzeczy, to one próbowały pomóc.

Zainteresowało mnie to, co napisała Lilith. Nie zacytuję. Lilith napisała coś takiego: zauważ, że ciągniesz w dół za sobą inne osoby. 

I jeszcze napisała coś w tym stylu: inne osoby przejmują się, czują się potem wyczerpane emocjonalne

Słowa Lilith na mnie zadziałały. Tak często czuję, jak próbuję pomóc. 

Zainteresowało mnie to, ten problem. Stąd ten temat.

U mnie problem jest taki, że zwykle widzę tylko czubek góry lodowej. Myślę, że znam rozwiązanie problemu (haha) Zaczynam się angażować. Rozmawiać, czasem wyślę jakieś pieniądze. To nie pomaga. Nigdy nie pomogło. Potem trudno jest wszystko zakończyć. Granice są naruszone. 

Tak właśnie zwykle robię, kończę/wygaszam znajomość, bo nie potrafię już kogoś traktować na równi, nadal chcę pomagać, widzę bezsens moich wysiłków, brak efektów. Nie mam więcej siły i nie jestem w stanie tkwić w tym stanie. Nie jestem odpowiedzialna za efekty.

Kończenie znajomości nie należy do prostych.

 

Doi. jest inna osoba, która powodowała u mnie trudności, ale nie mogę o tym tutaj napisać. Zastanowię się, co mi "haczy" temat/y. Dzięki.

 

Stass. Zadałam sobie tamte pytania. Wiesz, że lepiej się poczułam? Pod kontrolą. Podziałało. Dziękuję. Zapamiętam te pytania na przyszłość, mam je w One Note. Warto patrzeć na sprawy racjonalnie, a nie emocjonalnie. Nasze myśli i sądy czasem nam przeszkadzają.

Chyba myślimy podobnie o śmierci. Jesteśmy przyrodą. Podlegamy recyklingowi...

Zastanowiło mnie słowo, którego użyłeś. Astral. Pojęcie chyba ezoteryczne? Zaciekawiło mnie. Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej. Filozofia wschodu? Czym jest przebudzenie i wolność?

Zainteresowałam się mindfulness jakiś czas temu. Próbowałam medytować z Happier You (aplikacja). Medytowałam przez ok. miesiąc, codziennie. Niestety mam problem z ustanowieniem sobie nawyku i przestałam 😞 Spróbuję jutro pomedytować.

 

Minou. Chyba zawsze przejmowałam się "biedniejszymi i słabszymi", ale w czasach internetu chyba mi się pogorszyło... W internecie spotkałam też różne toksyczne osoby, i obawiam się, że mnie lekko podniszczyły. Jutro poszukam, czy jest na tym forum wątek o toksyczności.

Wydajesz się bardzo dobrą osobą. Cenię sobie twoje posty. Zastanawia mnie, jak to się stało, że wyleczenie depresji pomogło ci przestać się przesadnie zamartwiać. Być może jak myślałaś o innych to nie miałaś już czasu myśleć o sobie i tak właśnie chciałaś, bo miałaś w życiu różne problemy? Cieszę się, że jest już lepiej.

Historie ludzi/stworzeń poruszają, mają moc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mam odwrotnie, im bardziej się czuję nieszczęśliwa, tym bardziej mnie denerwują ludzie i ich miałkie problemy.

 

Chyba jest we mnie trochę wkurzenia na świat, które muszę jakoś wyładować (tak sobie ostatnio pomyślałam).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję @moti 😊

jak miałam stany depresyjne, to przejmowałam się innymi, ludźmi lub zwierzętami, traciłam dużo energii na zamartwianie, pomagałam ale w sposób który nie dawał rezultatów, i tak sobie to błędne koło się ciągnęło.

od ponad 4 lat prowadzę swój własny program charytatywny dla Polaków zagranicą i dużo mnie nauczyło. Np odróżniam pomaganie od wyręczania. Cześć osób próbuje zwalić na mnie swoje problemy i zaoszczędzić czas i pieniądze wyręczając się mną. Natomiast inni przychodzą po poradę, żeby się czegoś nauczyć i następnym razem poradzić sobie samemu. Albo dlatego, ze wyczerpali inne możliwości. Oczywiście to ta pierwsza grupa najbardziej się nad sobą użala i potrafi się obrazić, jeśli nie dostanie czegoś na tacy 😏 kiedyś odmówienie takim osobom pewnie wywołałoby u mnie wyrzuty sumienia, dziś już wiem, ze pomagać trzeba mądrze no i chronić siebie i swoją psychikę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, minou napisał:

dziś już wiem, ze pomagać trzeba mądrze no i chronić siebie i swoją psychikę.

Zgadzam się:)

Jak chronisz siebie?

 

Miłego dnia:)

Pozdrawiam

johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×