Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
moti

Przejmowanie się losem innych

Rekomendowane odpowiedzi

Doi. Najbardziej porusza mnie stracona szansa. Ktoś jest bardzo mądry, ale nie ma możliwości. To mnie złapało w tej konkretnej sytuacji.

Edukacja jest moim słabym punktem, cenię ją bardzo wysoko. Nie tylko szkoła. Też bycie w czymś dobrym, podziwiam takie osoby. Sama się cały czas douczam w różnych dziedzinach. Wydawało mi się (błędnie), że jeżeli ktoś jest taki dobry, to jeśli ja wesprę finansowo, podam cenioną na świecie literaturę albo nawet sama streszczę treść tych książek, to jest szansa na poprawę. Do tego dodałam też odrobinę mojego doświadczenia.

To nawet dla mnie brzmi absurdalnie...

Jestem takim trochę niedoszłym nauczycielem. Czwórkowym... nauczycielem.

 

Sama mam wiele rzeczy, nad którymi pracuję i które robię nieprawidłowo. Co do wielu spraw nie jestem świadoma albo brakuje mi wiedzy.

 

Już dawno skończyłam "pomaganie" tamtej osobie. Jestem bardziej świadoma tego, że lubię pomagać beznadziejnym przypadkom i później mnie to "boli". Trzeba wiedzieć, kiedy podarować. Znając życie nadal się będę przejmować, ale dużo zależy od mojego zaangażowania. Jeżeli na przykład mam jakiś problem, to robię burzę mózgów i dochodzę do różnych rozwiązań. Później pracuję w pasji, czasem do nocy. To jest ok.

Ale potem, jeżeli różne moje konkretne rozwiązania zawiodą (tutaj akurat myślę o konkretnej pomocy w realnym życiu), to nie mam nic więcej do dodania. Wtedy warto odpuścić dla własnego zdrowia psychicznego. Zresztą nic wtedy po mnie. Problemy są złożone. Czasem problem nie jest niczyją winą i nic się nie da zrobić. Czasem można wpływać na osoby, które mogą coś zmienić. Bywa różnie.

 

Wstyd mi się do tego przyznać, ale napisałam na kupie o paru rzeczach i jedna z tych rzeczy nie miała głębszego sensu. A wydawać by się mogło, że miała...Napisałam tak:

W dniu 15.11.2019 o 21:16, doi napisał:

Zdarza mi się oglądnąć jakiś filmik wiele razy ze względu na jakąś emocję. Nigdy wcześniej tak nie miałam, dziwi mnie to. Może mnie to czegoś uczy?

Wytłumaczę się.

Jest parę rzeczy, które robię od pewnego czasu.

Po pierwsze przerabiałam terapię behawioralną i tam na samym początku zwraca się uwagę na emocje/inteligencję emocjonalną. Wypisuje się codziennie emocje. Do teraz to robię. 

Po drugie prowadzę prywatny (zamknięty) kanał na Youtube, gdzie ćwiczę przemowy/mówienie. Chcę być w tym lepsza. Lepiej intonować, być bardziej pewna siebie, mówić bardziej ekspresyjnie, itp.

Na początku też ćwiczyłam umiejętność długiego mówienia, bo to mi sprawia trochę trudność, szybko się męczę.

Dwa razy w tygodniu.

Wydaje mi się, że przez te dwie rzeczy bardziej zwracam uwagę na emocje, czasem parę razy oglądam jakiś filmik na Youtube, szczególnie, jak coś jest dobrze powiedziane albo jakaś ekspresja mi się spodoba.

To nie jest połączone z tragediami.

Oprócz tego przejmuję się np. zmianami klimatu. Czasem jakiś temat mnie tak przejmie, że mówię partnerowi, mamie i babci, myślę o nim. Ale nie tak, żebym miała problemy z zaśnięciem. 

 

Ja choruję od zawsze. Mam to po mamie, a mama ma to po babci. Moja mama była nawet całkowicie zwolniona z tego powodu z WF-u. Ja zostałam zwolniona tylko z basenu, bo istniało duże ryzyko utopienia się. 

My to mamy rodzinnie. Miałam badaną krew i tarczycę. Krew rutynowo, a tarczycę, bo powiedziałam lekarzowi, że mam niedowagę.

Nie chcę więcej szukać. Skoro lekarz rodzinny nie wysyła mnie nigdzie indziej, to znaczy, że nic nie świadczy o jakieś chorobie. 

Wiem, że osoby z nerwicą sobie przypisują różne choroby. Ale pójdę (za jakiś czas) tutaj do lekarza ogólnego i zapytam.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@moti dziekuje, juz mi lepiej. Znajoma niestety odeszla w sobote, ale rozmawialam najblizsza rodzina i okazalo sie, ze niestety bylo juz bardzo zle od miesiaca, silne bole, coraz silniejsza depresja, ale znajoma byla dzielna i ukrywala to np przede mna. 

 

Co do pomagania, to ja zawsze od dziecka znosilam do domu bezdomne kotki i inne takie. W pewnym momencie zaczelam pomagac ludziom i moja mama kiedys powiedziala "tak jak od zawsze znosilas jakies bidy z dworu, tak teraz przyprowadzasz jakies sierotki zyciowe i myslisz, ze im pomozesz. Tylko sobie tym zaszkodzisz". Ale kto by tam mamy sluchal jak mial nascie lat :D A mama oczywoscie miala racje. Na szczescie okazuje sie, ze praca nad soba nie idzie na marne i sporo rzeczy mozna sie po prostu nauczyc. Albo nie wiem, moze niektorym przychodza same z wiekiem i doswiadczeniem. 

Skoro lubisz czytac, to moze pamietasz "Kandyda" Voltaire'a ze szkoly? Na koncu pada zdanie, ze "trzeba uprawiac swoj ogrodek", co Kandyd stwierdza po zjezdzeniu swiata i naogladaniu sie nieszczesc - dochodzi do wniosku, ze zeby byc szczesliwym, trzeba "uprawiac swoj ogrodek". Najbardziej popularne interpretacje mowia, ze to oznacza, ze trzeba byc obojetnym na rzeczy odlegle, a zajac sie tylko wlasnym szczesciem. Inna, ze szczescie daje prosta praca dajaca widoczne rezultaty. Moja interpretacja jest taka, ze nie da sie zmienic calego swiata, ale da sie polepszyc swoje najblizsze otoczenie poprzez jakas sensowna, dajaca widoczne rezultaty prace. Nie uszczesliwisz wszystkich i nie pomozesz swiatu, jesli sama bedziesz nieszczesliwa. Ale to wlasnie jakies drobne gesty i prosta zyczliwosc wobec ludzi najblizej nas daje najlepsze rezultaty i zmienia swiat, nasz swiat, na lepsze. Np jesli wniesiesz starszej sasiadce zakupy czy powiesz mile slowo Pani na poczcie. Nie zawsze trzeba oddawac wszystkie pieniadze i urabiac sobie rece po lokcie. Male, lokalne zmiany daja czesto duze efekty. W dzisiejszych czasach nie musisz zjezdzic swiata jak Kandyd, zeby naogladac sie nieszczesc, wystarczy zajrzec na wiadomosci na necie, czy wlaczyc TV. Mam wrazenie, ze to jedna z przyczyn czestszego wystepowania depresji, a przynajmniej u mnie powoduje to stany depresyjne. Takze zamiast myslec o wszystkich nieszczesciach swiata, zajmij sie swoim ogrodkiem 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, minou napisał:

Najbardziej popularne interpretacje mowia, ze to oznacza, ze trzeba byc obojetnym na rzeczy odlegle, a zajac sie tylko wlasnym szczesciem.

To nie do końca tak jest. Ja jestem zupełnie obojętny na zło świata: wojny, choroby, nieszczęścia innych nie tylko tych totalnie obcych ale nawet jakiś tam znajomych, rodziny, ba nawet śmiertelna choroba ojca na mnie wielkiego wrażenia nie wywarła. W ogóle tego nie przeżywam, nie obchodzi mnie co dzieje się z innymi , za to najmniejsze moje własne niepowodzenie jest źródłem frustracji,  bezsenności, lęków mój egocentryzm jest tak chory że aż boje się przyznać. Ta obojętność wobec innych nie sprawia zupełnie że czuje się lepiej, że czuje się szczęśliwy, że  zajmuje się własnym rozwojem.     

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, carlosbueno napisał:

To nie do końca tak jest. Ja jestem zupełnie obojętny na zło świata: wojny, choroby, nieszczęścia innych nie tylko tych totalnie obcych ale nawet jakiś tam znajomych, rodziny, ba nawet śmiertelna choroba ojca na mnie wielkiego wrażenia nie wywarła. W ogóle tego nie przeżywam, nie obchodzi mnie co dzieje się z innymi , za to najmniejsze moje własne niepowodzenie jest źródłem frustracji,  bezsenności, lęków mój egocentryzm jest tak chory że aż boje się przyznać. Ta obojętność wobec innych nie sprawia zupełnie że czuje się lepiej, że czuje się szczęśliwy, że  zajmuje się własnym rozwojem.     

To moze powinienes zastosowac sie do drugiej, popularnej interpretacji i zajac sie prosta, ale ciezka praca? Skopalbys sobie taki ogrod, powyrywal chwasty na kolanach w upale, poprzesadzal krzewy rozane i juz na pewno nie mialbys czasu, zeby rozstrzsac swoje nieszczescia, za to z wielka radoscia wzialbys goraca kapiel i polozyl sie w czystej poscieli :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, minou napisał:

To moze powinienes zastosowac sie do drugiej, popularnej interpretacji i zajac sie prosta, ale ciezka praca? Skopalbys sobie taki ogrod, powyrywal chwasty na kolanach w upale, poprzesadzal krzewy rozane i juz na pewno nie mialbys czasu, zeby rozstrzsac swoje nieszczescia, za to z wielka radoscia wzialbys goraca kapiel i polozyl sie w czystej poscieli

Przy takiej pracy jeszcze bardziej myślę o tym jaki jestem beznadziejny, zresztą mam awersje do ogródka bo w dzieciństwie musiałem w nim dużo pracować, pomagać bo ojciec był zapalonym ogrodnikiem który obsiewał areał jak dla kompani wojska. No i ja całe życie pracuje fizycznie zawodowo, jakoś to mnie nie naprostowało.   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@moti Czytając co piszesz mam kilka wrażeń. Po pierwsze to, że jesteś pod wpływem terapii beh i próbujesz się wytresować. Persona, maska, zachowanie na zewnątrz są ważne, ale samo-tresura bez bazy sensu nie ma. Pięknie racjonalizujesz, że martwią cię cudze stracone szanse czy że chcesz sie nauczyć przemawiać- ale tak naprawdę ciągną cię do tego twoje własne nieprzepracowane kawałki: TWOJE stracone szanse czy bezradność. Przez kogoś lub przez naśladownictwo kogoś działasz na siebie. Dlaczego nie wprost?  Przykład: ja znów jestem jąkała. Jąkałam się całe życie, do dziś trochę się zacinam, ale jest lepiej. Bez ćwiczeń, po prostu te psychiczne kawałki które blokowały zostały przepracowane i mówię inaczej. Tak samo z asertywnością. Kiedyś byłam śmiertelnie nieśmiała, teraz- po przepracowaniu, wewnętrznej zmianie- przychodzi mi asertywność naturalnie, samo płynie.

Po drugie, spina. Do kogoś się porównujesz, gdzieś tam strasznie chcesz i sie spinasz. Ja karzące, Ja wymagające, napięte Super-ego.  "Bycie w czymś dobrym" -ok, ale dla podziwu, dla samo-podziwu, po co? Ciągle to czyjaś maska wystawiona dla kogoś. Myślę że dopóki nie skontaktujesz się z tym czym jesteś tu-i-teraz, ze swoim " środkiem", ze swoją wewnętrzną energią (nie myl jej z "nerwicą", z lękiem" z "racjonalizacją, to etykietki) to będziesz chodzić w masce i drżeć, żeby ta nie spadła- tak jak teraz. Nie ma zresztą obiektywnego świata, kto ma cię podziwiać? Wszyscy żyją w swoich własnych głowach. Masz ten czas, w tej właśnie postaci by tworzyć swój własny świat- po to tu jesteś. Po trzecie, usprawiedliwiasz się. Po co? Mnie nie trzeba. Nikomu nie trzeba się tłumaczyć.

Może sensownie też popatrzeć na poprzednie generacje ale nie w narracji "mam tak w genach po matce" ale jakie konkretne jej zachowania (i twój odbiór) ukształtowały to co masz teraz.

Sorry, patrzę z boku i przez swoje doświadczenia. Życie płynie, tak jak płynie psyche, jak się zmienia. mam inny punkt widzenia. Przekieruj to co piszesz o innych na siebie.  Będzie jaśniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, minou napisał:

Najbardziej popularne interpretacje mowia, ze to oznacza, ze trzeba byc obojetnym na rzeczy odlegle, a zajac sie tylko wlasnym szczesciem. Inna, ze szczescie daje prosta praca dajaca widoczne rezultaty.

 Świat to drama i tego ludzkie ego szuka. Matrix, maja, tworzony przez umysły. Zawsze jest możliwość wyjścia z matrixa. Świat jest idealny taki jaki jest bo jest jedyny taki jaki jest (i o tym jest właśnie Kandyd). Ale to umysł dzieli i nadaje etykietki "dobry/zły". A wszystko jest jakie jest, energia przyjmuje różne formy, formy mijają. To umysł wyobraża sobie, że jest jakiś odrębny, że ma jakąś moc, i ocenia czy coś jest dobre czy złe. Ego mi mówi że katastrofa klimatyczna jest zła ale dusza mówi, że top tylko zmiana formy.

A Brahman dzieli się na formy by się bawić, ciągnąć energię. Każdy jest Brahmanem.

Jak dla mnie pomaganie komuś sprowadza się do egotycznego założenia, że ze światem jest coś nie w porządku, że ma się moc żeby coś mienić i ze jest się odrębnym od całej reszty. Na głębszym poziomie nie jest to prawdą. "Własny ogródek"-  jak dla mnie - oznacza pielęgnowanie- hillmanowskim językiem mówiąc- swojego dajmona, swojej energii, swojej duszy. Jak czuję że mam ochotę coś komuś napisać czy pomóc to to robię. Jeśli nie - nie robię tego , mimo ze "wisi" gdzieś nakaz moralny czy czyjeś wymaganie. Jestem częścią świata, narzędziem, czuję co mam robić.

Co do "rzeczy odległych"- tak naprawdę mamy tylko i poznajemy swoje pole świadomości, nazywamy swój własny świat.

Jak ktoś ma przymus pomagania lub ucieka od tego, to zdecydowanie jest coś nie tak z nim samym, na poziomie przepływu energii.

Inaczej- pomaganie nie ma nic wspólnego z przymusem, zniewoleniem, wewnętrznym czy zewnętrznym, raczej z paplaniną ego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, doi napisał:

 Świat to drama i tego ludzkie ego szuka. Matrix, maja, tworzony przez umysły. Zawsze jest możliwość wyjścia z matrixa. Świat jest idealny taki jaki jest bo jest jedyny taki jaki jest (i o tym jest właśnie Kandyd). Ale to umysł dzieli i nadaje etykietki "dobry/zły". A wszystko jest jakie jest, energia przyjmuje różne formy, formy mijają. To umysł wyobraża sobie, że jest jakiś odrębny, że ma jakąś moc, i ocenia czy coś jest dobre czy złe. Ego mi mówi że katastrofa klimatyczna jest zła ale dusza mówi, że top tylko zmiana formy.

A Brahman dzieli się na formy by się bawić, ciągnąć energię. Każdy jest Brahmanem.

Jak dla mnie pomaganie komuś sprowadza się do egotycznego założenia, że ze światem jest coś nie w porządku, że ma się moc żeby coś mienić i ze jest się odrębnym od całej reszty. Na głębszym poziomie nie jest to prawdą. "Własny ogródek"-  jak dla mnie - oznacza pielęgnowanie- hillmanowskim językiem mówiąc- swojego dajmona, swojej energii, swojej duszy. Jak czuję że mam ochotę coś komuś napisać czy pomóc to to robię. Jeśli nie - nie robię tego , mimo ze "wisi" gdzieś nakaz moralny czy czyjeś wymaganie. Jestem częścią świata, narzędziem, czuję co mam robić.

Co do "rzeczy odległych"- tak naprawdę mamy tylko i poznajemy swoje pole świadomości, nazywamy swój własny świat.

Jak ktoś ma przymus pomagania lub ucieka od tego, to zdecydowanie jest coś nie tak z nim samym, na poziomie przepływu energii.

Inaczej- pomaganie nie ma nic wspólnego z przymusem, zniewoleniem, wewnętrznym czy zewnętrznym, raczej z paplaniną ego.

Twoje przemyslenia sa bardzo fajne, madre i pomocne, ale jednoczesnie sa tez bardzo metafizyczne i filozoficzne (w moim rozumieniu). Rozwazania, czy swiat jest idealny, czy nie, wychodzenie z matrixa to sa tez pewne "etykietki", ktore Ty nadajesz swojemu rozumieniu swiata. 

Ja mysle, ze to sprawa bardzo indywidualna, jak widzi sie swiat i nie ma tu jednej wlasciwej odpowiedzi. Zgadzam sie co do tego, ze na glebszych warstwach sprowadza sie wiele do pielegnacji wlasnej "duszy", wlasnego "ja", czy w co tam ktos wierzy. Ale tak naprawde to raczej jest i cel, i podstawa i srodek do celu itd. Ja np nie zgadzam sie z tym, ze swiat jest miejscem idealnym, bo jedynym, nie zgadzams ie z tym, ze zyjemy w jakims wlasnym matrixie i nie zgadzam sie z tym, ze nie mamy mocy, byc cos zmienic (nawet jesli, jak piszesz, mamy dostep tylko do wlasnych mysli i uczuc). Jest zreszta wiele teorii, ktore mowia, ze pomimo nie mamy bezposredniego dostepu do mysli i emocji innych ludzi, to jednak komunikacja miedzy ludzmi jest rozwinieta w wystarczajacym stopniu, by tworzyc spoleczenstwa, efektywne systemy, rozumiec sie na codzien w stopniu nie absolutnym, ale wystarczajacym do wielu celow.

Ja pracuje charytatywnie nie z przymusu, ale dlatego (jak juz pisalam w tym temacie), ze mnie to rozwija i daje satysfakcje. Od osob, ktorym pomagam, slysze czasem "zmienilas moj swiat na lepsze", wiec widze realny, choc baaardzo lokalny efekt mojej pracy. Poza jak dane osoby pytaja sie mnie, jak moga sie odwdzieczyc, mowie im po prostu "idz i pomoz komus innemu": I czesto to dziala, wyzwala reakcje lancuchowa. Ten projekt jest troche moim samorozwojem, gdzie angazuje sie emocjonalnie, ale troche tez moim eksperymentem, na ktory patrze jak badacz bez emocji. 

Jesli mysli sie o tym w kategoriach wiecznosci, wszechswiata, energii, to oczywiscie nie ma to zadnego zanczenia. Ale jak obrocisz to w druga strone, to skoro i tak na poziomie czysto metafizycznym jest to w zasadzie obojetne, to dla mnie znaczy to, ze ja moge sama nadac temu takie znaczenie, jakie mi pasuje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@minouJasne, że trudno się zgodzić, wiem o tym 🙂, ego i maja różne straszne bajki opowiadają. Jeśli pracujesz charytatywnie bo właśnie tak czujesz, to przecież ok, właśnie o to chodzi, żeby mieć kontakt ze sobą i robić to do czego ciągnie. Pisząc o przymusie miałam na myśli raczej Moti. Przymus, poczucie winy, emocje, poczucie że coś jest źle, niesprawiedliwie etc, etc, że ma być już teraz, natychmiast i tak jak chcę- to jest zbędne.

Dajesz bo chcesz i nie wymagasz rezultatów-to chyba jest najwłaściwsze.

Jasne, że nadaję etykietki bo mam ego i posługuję się językiem, inaczej nie można tutaj niestety... Ale ważna jest świadomość, że to tylko etykiety i egotyczne bajanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
16 godzin temu, minou napisał:

"tak jak od zawsze znosilas jakies bidy z dworu, tak teraz przyprowadzasz jakies sierotki zyciowe i myslisz, ze im pomozesz. Tylko sobie tym zaszkodzisz". Ale kto by tam mamy sluchal jak mial nascie lat :D A mama oczywoscie miala racje.

Miałam podobnie :D Trochę mnie to wszystko uszkodziło, trzeba mieć czasem twarde cztery litery... Chyba byłam dosyć silną osobą, walczyłam o różne sprawy. Teraz jestem silniejsza wewnętrznie.

 

Od kiedy mieszkam za granicą i nie znam języka, zaczęłam się izolować.

Nie przeszkadzało mi to, bo nie jestem zbyt towarzyskim typem, wystarczyła mi druga połówka do rozmów.

Czasem zapraszaliśmy do nas różne osoby z jego kierunku (inżynierowie).

Rok po studiach rzuciłam etat w korporacji i wyjechałam do niego. 

Kraj zimny (nie Skandynawia), z dwoma językami, jeden (oficjalny) nie podobny do tego, co znane nam, Polakom (nie indoeuropejski).

Przyjechałam z dobrym angielskim ale ze strachem, że nie dam rady tak pracować. Miałam niskie mniemanie o sobie. Wydaje mi się, że teraz widzę własną wartość, mam do siebie większą tolerancję. Wiem też, że błędy i pomyłki są nieuniknione. Nie myli się ten, kto nic nie robi, jak to mówią.

Poćwiczyłam angielski. Czytam, słucham, oglądam po angielsku. 

Nienawidzę uczyć się języków, a już najbardziej nie lubię uprawiać mieszanki językowej w mózgu. Nie potrafię tego.

Pomyślałam, że mogłabym się zgłosić do urzędu pracy. Totalnie nie znam się na tym.

Nie potrzebuję kasy, ale oni mogliby mnie zaktywizować. Są trzy typy rzeczy, które chętnie mogłabym robić.

Jeślibym dostała propozycję pracy z ludźmi (co zapewne się nie stanie, bo nie znam lokalnych języków), to mogłabym ćwiczyć pewien element, tzn. zmniejszenie nieśmiałości. 

Nie pracuję od 3 lat, potrzebuję...czegoś. Sama nie wiem...

Moja pierwsza praca była dobra, ludzie dobrzy, dobre pieniądze.

Nie jestem pewna, czy chcę to stanowisko. 

Nie zgłaszałam się tam wcześniej, bo pomyślałam, że pewnie mnie po prostu wyślą na kursy językowe.

W styczniu lecimy do tamtej siostry, o której Ci wspomniałam.

Dlatego myślę, że nie powinnam się teraz tam zgłaszać. Pewnie jak raz nie przyjdę do urzędu, to mnie wypiszą, albo coś w tym stylu.

Obecnie mam ubezpieczenie turystyczne. Oni daliby mi zwykłe ubezpieczenie miesiąc po zgłoszeniu się. Wiem, bo napisałam do nich maila. Nawet podobno mi jakiś zasiłek przysługuje.

Mogłabym pójść do terapeuty na kasę chorych.

Nie muszę pracować, ale chciałabym być pożyteczna dla społeczeństwa. 

 

Boję się (i z tego powodu głównie nie zrobiłam tego wcześniej), że to skopię. Pójdę tam, o czymś nie będę wiedzieć, czegoś nie zrobię, i oni uznają, że jestem złą osobą i mi już nie będą ufać.

 

16 godzin temu, minou napisał:

Moja interpretacja jest taka, ze nie da sie zmienic calego swiata, ale da sie polepszyc swoje najblizsze otoczenie poprzez jakas sensowna, dajaca widoczne rezultaty prace. Nie uszczesliwisz wszystkich i nie pomozesz swiatu, jesli sama bedziesz nieszczesliwa. Ale to wlasnie jakies drobne gesty i prosta zyczliwosc wobec ludzi najblizej nas daje najlepsze rezultaty i zmienia swiat, nasz swiat, na lepsze.

Też tak to widzę. Działanie lokalne. Bardzo ładnie to napisałaś.

 

Edytowane przez moti

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doi, napisałaś o wielu ważnych rzeczach, odpiszę później. Dziękuję za odpowiedź.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, doi napisał:

Po pierwsze to, że jesteś pod wpływem terapii beh i próbujesz się wytresować

:D Wiesz, że czasem rzeczywiście odnoszę takie wrażenie?

Jeszcze czasem złapię jakąś mądrą myśl i w nią wierzę, ale nie do końca rozumiem. Ale używam 😄 

Dopiero po czasie rozumiem głębszy sens, wchodzi to we mnie mocniej.

Z negatywnych rzeczy to masz całkiem trochę racji, jak napisałaś, że mam maskę na zewnątrz, itp.

Kiedyś tak nie miałam, ale przez ostatnie parę lat intensywnie nad sobą pracuję i cały czas mam "świeżą farbę". 

Jest parę rzeczy, które są u mnie stałe, ale wiele rzeczy u mnie jest nowych, innych.

Dużo czytam, słucham różnych idei i działa to na mnie dosyć mocno. 

Mam wiele przemyśleń. Nie jestem tą samą osobą, która studiowała parę lat temu.

Dużo się też zmieniło w związku z opuszczeniem domu rodzinnego/akademika.

Porzuciłam religię, która miała na mnie ogromny wpływ przez całe moje życie. Bardzo dużo rzeczy jest innych.

Nawet moje zainteresowania się zmieniły. Jestem "płynna".

Parę dni temu właściwie o tym myślałam. Co, jeżeli ktoś odkryje, jaki ze mnie cienias? 

Ale właśnie o to chodzi, że wszyscy jesteśmy nie idealnymi ludźmi, i właściwie to o to chodzi, żeby nie ukrywać swoich wad i niedomagań. Wtedy jesteśmy bardziej ludzcy. 

Mam obawy, jak mam coś odpowiedzieć komuś bardzo mądremu i starszemu. Zbłaźnię się. Napiszę coś głupiego. Tak sobie myślę. Ale potem szukam czegoś ludzkiego w tej osobie. Każdy ma pewne plusy i minusy, wszyscy się czegoś uczymy, jesteśmy na pewnym etapie w życiu. Dzięki temu myśleniu bardziej się ośmieliłam na tym forum.

Przecież mnie nie zjecie ;) hehe

 

6 godzin temu, doi napisał:

"Bycie w czymś dobrym" -ok, ale dla podziwu, dla samo-podziwu, po co?

Jak ktoś jest w czymś dobry, to może zrobić coś dobrego dla świata. Wynalazek albo dobra praca... wtedy ten ktoś, kto ma problem (pomaganie), mógłby sam zadbać o siebie i swoją rodzinę. 

Ja nie jestem w niczym dobra, nie mam swojego konika. Owszem, jak mnie coś zainteresuje, to studiuję temat całymi dniami i mnie to nie nudzi. Nawet dosyć często tak miałam. To dla mnie frajda. 

Chyba robię to dla siebie, trochę egoistycznie, być może.

Ale jest też jedna rzecz, chyba dość typowa dla milenialsów. Dzisiejszy świat jest bardzo skomplikowany. Bardzo dużo nowości, wszystko się zmienia. Łatwo się w tym świecie pogubić. 

7 godzin temu, doi napisał:

Po trzecie, usprawiedliwiasz się. Po co? Mnie nie trzeba. Nikomu nie trzeba się tłumaczyć.

No właśnie kurdę no DLACZEGO ja to zawszę robię XD 

Chyba tak lubię, znaczy- tłumaczyć się, komuś. Żeby ktoś zrozumiał mój punkt.

Mój partner ma to samo, czasem mam ochotę do niego strzelić i żeby już przestał nawijać 😄  Dobrze się dobraliśmy, bo ja też.

7 godzin temu, doi napisał:

Może sensownie też popatrzeć na poprzednie generacje ale nie w narracji "mam tak w genach po matce" ale jakie konkretne jej zachowania (i twój odbiór) ukształtowały to co masz teraz.

Jest taka jedna rzecz.

7 godzin temu, doi napisał:

samo-tresura bez bazy sensu nie ma

Wydaje mi się, że czuję czasem ten cieniutki głosik we mnie, moje Ja chyba. Ale nie zawsze. 

Czasem jestem bardziej sobą, czasem mniej... Stres zagłusza.

Teraz czuję się dobrze, ale czasem czuję się jeszcze lepiej (jak zgłębiam różne tematy, uwielbiam to).

7 godzin temu, doi napisał:

mam inny punkt widzenia. Przekieruj to co piszesz o innych na siebie.  Będzie jaśniej.

Dziękuję, że napisałaś. Ja czasem potrzebuję trochę czasu, żeby zaskoczyć z różnymi rzeczami, ale to nie oznacza, że ignoruję to, co napisałaś.

 

Doi kojarzę niektóre pojęcia, o których piszesz. Kiedyś interesowałam się Indiami i kulturą, ale już niewiele z tego pamiętam. Nie wszystko zrozumiałam z tego, co napisałaś do Minou.

7 godzin temu, doi napisał:

energia przyjmuje różne formy

Zasada zachowania energii ❤️ wybacz mi to, moja nerdowskość nie pozwoliła mi przejść wobec tego obojętnie 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, moti napisał:

Jak ktoś jest w czymś dobry, to może zrobić coś dobrego dla świata. Wynalazek albo dobra praca... wtedy ten ktoś, kto ma problem (pomaganie), mógłby sam zadbać o siebie i swoją rodzinę. 

Ja nie jestem w niczym dobra, nie mam swojego konika. Owszem, jak mnie coś zainteresuje, to studiuję temat całymi dniami i mnie to nie nudzi. Nawet dosyć często tak miałam. To dla mnie frajda. 

Chyba robię to dla siebie, trochę egoistycznie, być może.

Skad ja to znam :D Nie mam zadnej konkretnej pasji, interesuje mnie wszsytko po trochu, ale tylko przez chwile. Chcialam studiowac chemie, prawo, medycyne, farmacje, biotechnologie, chodzilam na dodatkowe zajecia z teatru dalekiego wschodu, logiki, informatyki, grafiki, hiszpanskiego, marketingu, socjologii, politologii, pedagogiki (bylam nawet na praktykach w liceum), psychologii itd. Poza tym projektowalam wnetrza, bylam na praktykach w firmie produkujacej "dizajnerskie" meble, pieklam dekoracyjne ciasta, szylam ubrania, mam strone internetowa, gralam w etiudzie mojej  kolezanki jak studiowala na lodzkiej filmowce, ostatnio po przeczytaniu jakiegos krotkiego artykulu w gazecie zainteresowalam sie tym, jak funkcjonuje reaktor jadrowy, przez miesiac czytalam fachowa literature o typach reaktorow, stosowanych chlodziwie i moderatorach, reakcji lancuchowej, ryzyku, chorobie popromiennej  itd itp. Wszystko jest fajne, tak przez max pol roku, ale w niczym nie potrafie sie zaglebic i zajac sie tym na tyle dlugo, zeby byc naprawde dobra. W pracy zwykle bylo podobnie, najpierw wszystko mi sie podoba, szef nie moze sie nachwalic, jak szybko wszystko lapie, a potem przychodzi nuda, irytacja i rozczarowanie. Dlugo mnie to frustrowalo, ale odpuscilam. Stwierdzilam, ze znajde jakas niewymagajaca prace np w dziale kadr i ksiegowosci na max 30 godzin w tygodniu, bo lubie sobie pogrzebac przy fakturach i znam programy do wyplat czy fakturowania, zarobie na zycie, a te pozostale 10 godzin bede miec na ciagle zmieniajace sie hobby. No ale od 4 lat mam ten swoj program charytatywny i do tej pory mi sie nie znudzil. 3 miesiace temu zmienilam prace i tez o dziwo podoba mi sie coraz bardziej, a nie coraz mniej. Chociaz mysle, ze docelowo bede pracowac jako doradca w zwiazkach zawodowych, ale dla mnie to sukces, ze w ogole wiem, czego ewentualnie chce. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, moti napisał:

Kraj zimny (nie Skandynawia), z dwoma językami, jeden (oficjalny) nie podobny do tego, co znane nam, Polakom (nie indoeuropejski).

To Grenlandia? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, minou napisał:

Wszystko jest fajne, tak przez max pol roku, ale w niczym nie potrafie sie zaglebic i zajac sie tym na tyle dlugo, zeby byc naprawde dobra

1000%

Czyli nie tylko ja tak mam :D 

Dużo w życiu robiłaś 🙂  To jest piękne.

15 godzin temu, minou napisał:

W pracy zwykle bylo podobnie, najpierw wszystko mi sie podoba, szef nie moze sie nachwalic, jak szybko wszystko lapie, a potem przychodzi nuda, irytacja i rozczarowanie.

Podobnie było w mojej pierwszej/ostatniej pracy...

Przez pierwsze dwa miesiące było świetnie, dużo się uczyłam, dowiadywałam od innych, sumiennie pracowałam.

Ale potem przyszła pewna powtarzalność i nuda. Nie ukrywam, że był też stres - dam radę, czy nie dam?

15 godzin temu, minou napisał:

ostatnio po przeczytaniu jakiegos krotkiego artykulu w gazecie zainteresowalam sie tym, jak funkcjonuje reaktor jadrowy, przez miesiac czytalam fachowa literature o typach reaktorow, stosowanych chlodziwie i moderatorach, reakcji lancuchowej, ryzyku, chorobie popromiennej  itd itp

Czarnobyl? 

Ja chyba jeszcze nie jestem na takim zaawansowanym poziomie, jak Ty. Zgłębiam bardziej tematy szkolne, czasem wyszukuję tematu w e-podrecznikach albo na Discovery Education. Jak mnie coś rzeczywiście zainteresuje, to sprawdzam Overdrive albo co Reddit poleca przeczytać, żeby poszerzyć wiedzę z tematu. Do tego różne kanały naukowe na Youtube. Zwykle mi to wystarcza. Kiedyś czytałam grube książki i artykuły naukowe, ale czasy się zmieniły. Kiedyś chyba trochę udawałam. Czytałam skomplikowane rzeczy, nie wszystko rozumiałam. Ale to jestem ja, dosyć specyficzny typ. Zresztą my wszyscy jesteśmy specyficzni, unikalni.

15 godzin temu, minou napisał:

No ale od 4 lat mam ten swoj program charytatywny i do tej pory mi sie nie znudzil

Znalazłaś miejsce dla siebie.

Powodzenia w nowej pracy!

Dałaś mi nadzieję. 

 

Wysłuchałam prawie całego Kandyda (75% mi Overdrive pokazuje). Zapamiętałam szczególnie jedno słówko: disembowelment :D 

Śmieszny w niektórych momentach, w niektórych momentach byłam zniesmaczona. Niektóre fragmenty były inteligentne, ale nie skupiałam się na nich głębiej, nie zaznaczałam ich do analizy, jak to się kiedyś robiło na j. polskim. Przyznaję, że nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam/słuchałam coś poza non-fiction, chyba właśnie w liceum, z przymusu.

Jestem trochę z siebie dumna, bo chyba dotrwam z tym do końca. Warto znać pozycję.

Podobają mi się analizy w internecie (Crash Course Literature). 

 

Jedną rzecz chciałam zmienić w tym, co napisałam:

22 godziny temu, moti napisał:

Trochę mnie to wszystko uszkodziło, trzeba mieć czasem twarde cztery litery... Chyba byłam dosyć silną osobą, walczyłam o różne sprawy. Teraz jestem silniejsza wewnętrznie.

Jestem chyba tak samo silna wewnętrznie, ale tak, jak napisałaś wcześniej - doświadczenie, umiejętność radzenia sobie. To się zmieniło.

 

Chyba już wszystko wiem i jestem gotowa ruszyć dalej. Zastanawiam się nad usunięciem konta, żeby się nie rozpraszać. Nie będziesz mi miała tego za złe, Minou, prawda? Chciałabym Cię kiedyś spotkać w prawdziwym życiu 🙂 ale to pewnie mało możliwe. Jesteśmy ludźmi z internetu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I @minou pomogłaś mi. Zresztą nie tylko Ty, wszyscy tutaj mi pomogli. Trochę lepiej siebie rozumiem, uporządkowałam sobie trochę moje myśli. Wiedziałam, że nie tylko ja jestem taka "dziwna" z moimi zainteresowaniami, ale trochę się za to krytykowałam, że może mam fałszywe zainteresowania, nieprawdziwe, itp.

Mam siłę do dalszej pracy nad sobą.

Także dziękuję wszystkim. Stanęłam na nogach 🙂 

Muszę iść do przodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×