Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
johnn

Dyskusja ze specjalistami

Rekomendowane odpowiedzi

Bardzo trafne spostrzeżenie, bo czuję się jak ofiara. Tylko powiedz mi, czy nie można zrezygnować z roli ofiary nie zmieniając miejsca zamieszkania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co do emigracji to nawet rozważam taką możliwość ale nie chcę mieszkać i mieć do czynienia z nikim z Polski i innych krajów byłego bloku socjalistycznego. Nie odpowiada mi ta mentalność, bliżej mi do Niemca czy Anglika i nie wyobrażam sobie, abym musiał mieszkać czy pracować z ludźmi stamtąd. To mnie powstrzymuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
52 minuty temu, Pablo123 napisał:

A co do emigracji to nawet rozważam taką możliwość ale nie chcę mieszkać i mieć do czynienia z nikim z Polski i innych krajów byłego bloku socjalistycznego. Nie odpowiada mi ta mentalność, bliżej mi do Niemca czy Anglika i nie wyobrażam sobie, abym musiał mieszkać czy pracować z ludźmi stamtąd. To mnie powstrzymuje.

Znajdziesz miejsca, gdzie nie będziesz musiał pracować z Polakami. Kupujesz bilet za 120zł i lecisz, albo zostaje pisanie na forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozwól, że sam podejmę tą decyzję, ok?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

W czym się mylę?

Nie jest prawdą że nie mówisz o istotnych sprawach. Pozornie nieistotna sprawa to istotna sprawa. 

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Nie słyszałeś o metodzie małych kroków w kontekście pracy nad problemem?

Słyszałem. Czemu ma służyć zastosowanie tej metody? 

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Nie rozmawiamy teraz o mnie ;) 

Nie czyniłem żadnych ograniczeń co do przedmiotu rozmowy. Nie przypominam sobie też abyś Ty to zrobiła. Skoro zadaje pytanie skierowane do Ciebie to nie wprost wyrażam chęć rozmowy o Tobie.  Chyba że źle odczytałem to zdanie i jest tam ukryta wiadomość dla mnie. Ludzie zwykle nie chcąc sprawić komuś przykrości mówią nie wprost. 

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Nie chodzi o większe przywiązanie, ale w ogóle o uwzględnienie tego, że zmienne nieprzewidywalne mogą wystąpić. 

Czy ja nie uwzględniam zmiennych nieprzewidywalnych?

Co to znaczy uwzględnić zmienne nieprzewidywalne?

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Jeśli będzie zawierała odpowiednie uzasadnienie, to owszem.

Jak napisze dobrze, to nie napisze źle :) Jakie uzasadnienie jest odpowiednie?

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Przykłady, które przytoczyłeś mają sens wówczas, gdy możemy wywalczyć realną korzyść dla samego siebie. 

Zgadzam się.

Bez rzetelnej analizy moich oskarżeń oraz podjęcia próby zebrania jak największej liczby dowodów popierających moje słowa trudno osądzać jak skuteczne będą moje próby dochodzenia sprawiedliwości. Większość osób z przytoczonych przez mnie przykładów korzystało z pomocy finansowej i prawniczej. Mnie pozostawia się samemu sobie.  Muszę zaznaczyć, że nie czekam biernie na pomoc innych. Podejmowałem starania w celu ustalenia czy moje roszczenia są zasadne, logiczne  oraz mogę je poprzeć dowodami. W tym celu rozmawiałem z prawnikiem i specjalistami z zakresu psychologii i psychiatrii. Niestety spotyka się to z nierozumieniem lub ignorancją. Nie potrafiłem wystarczająco precyzyjnie wyjaśnić co się stało skoro sam nie tego rozumiałem.

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

A co Ty wywalczysz mając żal do siebie, że nie wykorzystałeś młodości? Lub żal do innych?

Nie wiem.  Nie robię tego. Jestem przywiązany do zasad. Jeżeli sądzisz że moje roszczenia opieram na żalach to się mylisz. Byłoby to sprzeczne z moimi zasadami.

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Przytoczone osoby wiedziały, co chcą wywalczyć i od kogo. A Ty to wiesz?

Tak.

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

W kwestiach dotyczących przeszłości, jeśli masz możliwość wywalczenia czegoś dla siebie - jak najbardziej jestem za.

Prawie każdy kogo zapytałem o dochodzenie sprawiedliwości  przed Sądem był za. Gdy zapytałem co dla mnie zrobią zmieniali zdanie, milczeli lub odmawiali pomocy.

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Zadaj sobie jednak pytanie, czy aby na pewno realne jest wywalczenie czegokolwiek od kogokolwiek w kwestii przeszłości i co by to miało być?

Zadałem sobie to pytanie nie raz. Oczekuje sprawiedliwej kary i/lub zadośćuczynienia.

W dniu 24.04.2019 o 10:41, Lilith napisał:

Jeśli nie ma realnych możliwości - to bez sensu jest krążenie wokół tego tematu, bo tylko wzrasta Twój żal i poczucie krzywdy., straty.

Zgadzam się. Istotnym problemem jest ocena zasadności dochodzenia swoich praw przed Sądem. Moje zabiegi polegające na ustaleniu i ocenie stanu faktycznego spotykały się z nierozumieniem lub odmową. Czy wyobrażasz jak się czuje gdy jednocześnie popiera się moje roszczenia ale odmawia (nie wprost) mi się pomocy w ich dochodzeniu? (pytanie retoryczne).

W dniu 24.04.2019 o 20:35, shira123 napisał:

uderza mnie twoje ogromne poczucie zalu i krzywdy,mam tez wrazenie ze trochę ''zżyjesz przeszloscia''

Moim zdaniem wiele lat przepracowałem ciężko i rzetelnie podczas gdy inni stali i przyglądali się moim zmaganiom z przeciwnościami losu.  Starałem się być oparciem dla mamy i brata. Zobowiązania finansowe i rodzinne spoczywały na moich barkach. Ale teraz czuję się tym przygnieciony. Ile razy można mnie prosić mnie o podjęcie kolejnej próby? Nie mam więcej sił na samotną walkę. Kilka zdań otuchy i zachęty od specjalisty to zbyt mało.  Tyle otrzymuje od mojej mamy. Oczekiwałem metodycznego podejścia do moich problemów. 

Moim istotnym problemem jest niska samoocena oraz brak pewności siebie. Żaden specjalista nie podjął rozmowy na ten temat w tym nie powiedział co to jest pewność siebie i jak można ją poprawić. Może mam wygórowane oczekiwania ale sformułowanie problemu (brak pewności siebie i niska samoocena) przeze mnie, zrozumienie istoty problemu,  metod jego rozwiązania oraz ich samodzielne zastosowanie a na koniec usłyszenie od specjalisty dobra robota to dla mnie zbyt mało.

W dniu 24.04.2019 o 20:35, shira123 napisał:

ja bedac na terapii grupowej tez miałam taki okres,zalu,krzywdy do siebie rodzicow,otoczenia. ale to minelo,wybaczylam,postanowilam zyc  teraz ,a nie przeszloscia.

Dla mnie twoje podejście jest jedynie zrozumiałe o ile nie możesz zmienić skutków działań z przeszłości. Wtedy zaiste możesz jedynie pogodzić się lub przebaczyć.  Ale nikt nie rozważa tego. Od razu proponuje mi się takie rozwiązanie. Dla mnie to jest krzywdzące.

W dniu 24.04.2019 o 20:35, shira123 napisał:

dobrze Lilith napisala,po co nadmiernie skupiać się na przeszlosci,jej nie zmienisz,ale masz zycie,jestes młody,wszystko przed toba.

Nie skupiam się na przeszłości. Nie buduje się domu na niepewnych fundamentach. Dopóki nie uporządkuje przeszłości nie ma mowy o przyszłości. 

Wiele razy po mimo trudności stawałem na nogi i podejmowałem kolejne próby.  Ale byłem sam. Miałem nadzieję, że  specjalista wspomoże mnie. Myliłem się. Dlatego to jest takie trudne.

W dniu 24.04.2019 o 20:35, shira123 napisał:

pozwol ze zadam Ci pytanie-co chcesz osiagnac? jakie masz marzenia? gdzie widzisz siebie za 5 lat?

Nie wiem. Nie mam marzeń. Nauczyłem się nie marzyć. Nie wiem gdzie będę za 5 lat.

Moi rodzice nie wspierali mnie w moich dążeniach sportowych i naukowych. Sam na wszystko musiałem pracować. Byłem dobry i starałem się pomóc mamie i bratu. Ale brak mi było wiedzy i doświadczenia jak robić to z zachowaniem umiaru. Oddawałem wszystko co miałem.  Wszelkie moje starania nie były odpowiednio lub w ogóle wspierane przez rodziców a tym bardziej dalszą rodzinę. Mimo to osiągałem sukcesy ale przez moja niedojrzałość nie umiałem tego wykorzystać. Z czasem straciłem ochotę do pracy i podejmowania nowych starań. Czemu miałoby mi to sprawiać przyjemność skoro owoce mojej pracy  przejadali inni. Podam kilka przykładów. 1. Za świadectwa z paskiem otrzymałem co najwyżej ustną pochwałę. Za osiągnięcia szkolne znów otrzymałem pochwałę ustną. 2. Gdy zdawałem na Uniwersytet Warszawski to sam się przygotowywałem do egzaminu wstępnego po mimo że miałem Stypendium Rady Ministrów z którego mogłem finansować koszty dodatkowych lekcji lub podręczników. Ja tego nie zrobiłem bo całe stypendium oddałem mamię. A nikt mi nie zasugerował takiego rozwiązania. Ale mimo to na mnie spada odpowiedzialność:(  Nie pamiętam żeby  ktokolwiek poza mamą mnie pochwalił:( Nigdy nie dostałem nagrody za naukę od rodziców.  Po studiach ponownie wziąłem na siebie obowiązek utrzymania mamy i brata. Moje potrzeby były na drugim planie. Zmagałem się samotnie z problemami finansowymi i wewnętrznymi. Nikt nie nauczył mnie myśleć o sobie ani mojej przyszłości! 

W dniu 26.04.2019 o 09:39, Pablo123 napisał:

ja mam podobnie,am mam ogromny żal do ludzi, że nie rozumieją moich problemów (głównie do specjalistów). 

Nie każdy musi je rozumieć. Podobnie jak nie każdy musi być świetny z matematyki. 

W dniu 26.04.2019 o 09:39, Pablo123 napisał:

Uważam, że oni nie potrafią pomagać bo u mnie problemem nie jest zaburzenie tylko sposób, w jaki interpretuję rzeczywistość plus moje osobiste oczekiwania co do tego, jak chciałbym żyć itp.

Zmień swoją interpretację rzeczywistości oraz swoje oczekiwania. To zależy od Ciebie.

Spróbuj spojrzeć na swoją sytuację z innej perspektywy. Podam Ci dwa przykłady z mojego życia: Nie doceniałem wielu zwykłych przedmiotów lub udogodnień.  W życiu wiele przeszedłem. Mieszkałem w mieszkaniu bez wc, zlewu i bez podłogi w kuchni (zamiast niego była na całej powierzchni dziura w ziemi).  Nastręczyło to wielu trudności. Teraz mam wychodek.  W innym mieszkaniu wynajmowanym przeze mnie pisałem pracę magisterską na parapecie bo nie miałem mebli. Używałem tylko kartonów.  Mimo tych trudności udało mi się ukończyć studia. Nikt nie wiedział z jakimi problemami się borykam:( Wstyd było mi się komukolwiek do tego przyznać.  

W dniu 27.04.2019 o 08:59, Pablo123 napisał:

zapewne tak właśnie jest, z tym, że ja mam o tyle poważniejszy problem, bo miałem kilka zawodów/rzeczy, które chciałem robić i nie wyszło. Stąd to negatywne nastawienie. Rozpatrywałem, szukałem i nic. Po prostu między tym, co ja chciałbym robić a rynkiem pracy jest maksymalny rozstrzał, którego nie idzie pogodzić. Czuję się, jakbym był totalnie wyalienowany z obecnej cywilizacji, nie widzę w niej nic, co by mnie pociągało, inspirowało, interesowało. Uciekam od niej czy tego chcę, czy nie.

Co można zrobić w tak złej sytuacji? Dodam, że jestem osobą, która absolutnie nie potrafi pracować na etacie, męczy ją cywilizacyjny pęd, unika dużych miast i zbiorowisk ludzkich i nie potrafi wykonywać rutynowych czynności.

Dlaczego nie wyszło? 

Otwórz własną działalność gospodarczą i rób co chcesz.

Czemu nie potrafisz wykonywać rutynowych czynności.Masz problem z codziennymi obowiązkami?

W dniu 27.04.2019 o 13:43, Pablo123 napisał:

Jestem niedostosowany społecznie i nie widzę wyjścia, abym stał się dostosowany. Musiałbym tego chcieć a nie chcę żyć tak, jak żyje tzw. przeciętny Kowalski. 

Ty decydujesz jak żyjesz. Podobnie jak zwykły robotnik przy taśmie może w czasie wolnym czytać poezję, uczyć się języków obcych lub pisać traktaty filozoficzne. Cokolwiek zechce.

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Tok rozumowania jest jasny, ale podajesz przykłady abstrakcyjne, które tak naprawdę nie wiążą się z rzeczywistością. 

Mam odmienne zdanie. Nie odpowiedziałaś na pytanie związane z przykładem. 

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Terapia to nie jest "coś", gdzie można dyskutować - od tego są uczelnie i studia.

Na jakich zasadach mogę dyskutować na uczelniach i studiach o moich problemach? Z kim?  Mogę mieć nadzieję że zostaną one tajemnicą na podobnych zasadach jak spotkania terapeutyczne?

To jest odpowiedz na moje pytanie w moim pierwszym wpisie w tym wątku: "Czy psycholog lub psychiatra mogą odmówić dyskusji w ogóle?"

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Po drugie - to, o czym mówi specjalista odnosi się wprost do Ciebie i Twojego życia. Ty natomiast odbijasz piłeczkę chcąc "wymusić" na terapeucie zmianę perspektywy, przez którą on sam postrzega rzeczywistość i Ciebie. Nie masz wpływać na terapeutę i jego perspektywę, ale zastanowić się nad swoją.

Zastanawiam się. 

Co w sytuacji gdy każda ze stron trwa przy swoim zdaniu? Jak przerwać ten impas? A może zająć się innymi problemami?

Czy mogę wyrażać swoje zdanie i zadawać pytania bez obawy o posądzenia o "wymuszanie" ?

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Na chłopski rozum - jest Ci źle i chcesz zmian. Czy zawsze muszą to być zmiany, na które się zgadzasz i masz ochotę? Nie. Zmiany często wzbudzają niechęć i lęk, ale są konieczne, żeby odnotować poprawę. Ty nie chcesz zmienić swojego postrzegania.

Nie zawsze muszą to być zmiany z którymi się zgadzam i mam ochotę. Czy muszę zgadzać się na wszystkie proponowane mi zmiany?

Na które zmiany mogę nie przystać nie będąc posądzony o niechęć do zmiany perspektywy?

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Szukasz osoby, która Ci przytaknie i będzie prowadziła terapię na Twoich warunkach. Analizy, które przeprowadzasz w głowie Cię hamują, uniemożliwiają jakąkolwiek zmianę. 

Twierdzenie zawarte w pierwszym zdaniu jest krzywdzące dla mnie i nieprawdziwe. 

Który z warunków: prawda, sprawiedliwość, uczciwość i szczerość jest nie do przyjęcia?

Czy ważne jest czy moje analizy są prawdziwe czy nie?

Czemu sądzisz, że moje analizy uniemożliwiają mi jakąkolwiek zmianę?  Czy twierdzisz, że nie dokonała się u mnie jakakolwiek zmiana w długim okresie czasu ( dla ustalenia uwagi niech będzie to rok)?

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Dowodem jest życie.

Nie przekonało mnie to. Stwierdzenie powyżej jest ogólne i mało precyzyjne. 

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Terapeuta nic za Ciebie nie zrobi. To Ty masz podejmować decyzje, w Twoich rękach jest sprawstwo. Terapeuta jest tylko w gabinecie. We własnym życiu jesteś Ty i Twoje wybory. Od wyborów i decyzji zależy, co będzie dalej.

Oczekuje i postuluje aby każdy odpowiadał tylko za swoje czyny. 

Masz rację, jestem sam. Zawsze byłem :( 

Jeżeli chodzi tylko o podejmowanie decyzji przez mnie to będę rzucał monetą lub losował. 

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

A czego byś chciał? Komfortowego życia bez wysiłku? Niestety, żeby coś osiągnąć trzeba w to włożyć pracę, czas i duuuużo wysiłku, bo inaczej będziesz stał w tym miejscu, w którym obecnie stoisz. Tego właśnie chcesz? To w końcu Twoje życie. Masz wybór - albo się wysilić i mimo niechęci jednak coś zrobić, albo zostać tam, gdzie jesteś. 

Chciałbym odpowiadać tylko za swoje czyny. Nie oczekuje komfortowego życia bez wysiłku.

W załączniku dołączam zdjęcie wózka dziecięcego, którym woziłem opał z lasu. Zdjęcie dołączam na potwierdzenie moich starań. Pochodzi z zimy roku 2018. 1359391164_Zdjcie1245.jpg.fbb9af3c42dadd9fd22564e4d66240c7.jpg

Gdy ciężko pracowałem to większość pieniędzy było przeznaczanych na zaspokojenie podstawowych bytowych całej rodzinny.  Podam kilka przykładów :

  1. W szkole średniej przez dwa lata oddawałem w całości stypendium mamie,
  2. Pieniądze, które dostałem od cioci na rozpoczęcie studiów w większości zostały przeznaczone na podstawowe potrzeby,
  3. Wszelkie stypendia na studiach w większości zostały przeznaczone na podstawowe potrzeby,
  4. Wynagrodzenie ze wszystkich stażów zostały przeznaczone w większości na podstawowe potrzeby,
  5. Stypendia z fundacji na naukę zostały w większości przeznaczone na podstawowe potrzeby,
  6. Pieniądze z korepetycji zostały większości przeznaczone na podstawowe potrzeby. 

W mojej ocenie wkładałem wiele wysiłku w pracę ale nie czerpałem z niej proporcjonalnie dużo zysków. Nie wspomnę o moich trudnych wyborach (analizach) dotyczących kontaktów międzyludzkich i wysiłkach z tym związanych. Działania  osób trzecich nie koncentrują się znalezieniu przyczyny nieporadności życiowej mojej mamy ale jedynie na wymuszeniu na mnie podjęcia pracy.

Nie mam łatwego życia.

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

To porównanie nie ma racji bytu. Firmy windykacyjne działają na pograniczu prawa i doskonale o tym wiedzą. Bazują na niewiedzy i tym, że ludzie nie wiedzą przykładowo o możliwości podniesienia zarzutu przedawnienia. Firmy windykacyjne działają na swoją korzyść. Natomiast terapia jest procesem, który ma Ci pomóc i zadziałać na Twoją korzyść. Ale regularna terapia - na pewno nie kilka spotkań.

Porównywać można wszystko ze sobą. Jeżeli porównuje ze sobą dwa przedmioty to nie oznacza że nie mogą się one różnić ze względu na cechy które ze sobą nie porównuje. 

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

Nie przy takim spektrum problemów, które opisujesz. 

Jakie to spektrum?

W dniu 28.04.2019 o 10:21, Lilith napisał:

No i pytanie - chcesz pomocy czy chcesz dyskutować na temat pomocy Ci udzielanej i negować praktycznie każdą jedną opcję? 

Nie chce jednego ani drugiego. Chce pomocy ale jednocześnie prawa do wyrażenia swojego zdania oraz prawa do odmowy. Jeżeli żądam zbyt wiele to mnie upomnij wskazując gdzie przekroczyłem granice.

Czy mogę nie przystać na propozycję specjalisty bez posądzenia o negowanie jego zdania?

Bądźmy precyzyjni. Ze strony specjalistów padło kilka propozycji tj.

  1. Propozycja podjęcia pracy. Odmówiłem. Podałem jej przyczynę i metody jej rozwiązania,
  2. Zmniejszenie ilości analiz. Nie odmówiłem. Zapytałem jak mam to zrobić. Nie udzielono mi odpowiedzi,
  3. Zadano mi pracę domowe. O ile pamiętam wszystkie wykonałem. Nikt ich nie sprawdził.

Jeżeli w twojej opinii neguje każdą jedną opcję to proszę podaj mi przykłady w których odmawiam oraz ich całkowitą liczbę.   

Edytowane przez johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

john

 

 

nie miales latwego zycia.Twoja mama jest nieporadna, a Ty pomagales jej i bratu,jak kazdy dobry czlowiek. w tym wszystkim smutne jest to,ze nie myslales wiele o sobie.

ale udalo ci sie w trudnych warunkach skonczyc studia-brawo!

 

teraz pora pomyslec o Sobie,ale nie-dochodzac roszczen w sadzie.tylko ukladajac swoje zycie. wydaje mi sie ze sprawy sadowe nie przyniosa ci nic oprocz frustracji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 9.05.2019 o 08:11, shira123 napisał:

Twoja mama jest nieporadna

Jakie jest źródło nieporadności mojej mamy? Jak wywiązywała się opieka społeczna z obowiązku pomocy i wsparcia mojej mamie? Czemu nikt nie stawia sobie tych pytań jeżeli chce mi pomóc?

Przed odejściem ojca jak i po nim korzystaliśmy z pomocy opieki społecznej. Pracownik socjalny ze mną nie rozmawiał o moich problemach mimo że mama na bieżąco informowała o naszej sytuacji. Nie jestem pewien czy widziała mojego brata więcej niż raz. Zawsze się chował gdy pracownica socjalna przychodziła. 

Na moje zarzuty wobec MOPS pierwsza terapeutka stwierdziła że pracownica społeczna miała wiele rodzin.  Mój obecny psycholog spotkał się ze mną od sierpnia do maja (10 miesięcy)  osiem razy, zapewne przyczyną tego jest duża liczba pacjentów. Co za ironia:( 

W dniu 9.05.2019 o 08:11, shira123 napisał:

w tym wszystkim smutne jest to,ze nie myslales wiele o sobie.

A nie jest smutne to że skutki tego są przypisywane mnie?

W mojej opinii przyczyna tego jest nadopiekuńczość mojej mamy.  Bardzo dobrze mój stan umysłu oddaje poniższy fragment  ze strony https://www.sensity.pl/dorosle-dzieci-nadopiekunczych-rodzicow-dlaczego-sa-niezaradne-zyciowo/


"Dziecko nadopiekuńczego rodzica zatrzymuje się mentalnie na poziomie nastolatka, mimo że biologicznie jest człowiekiem dorosłym"


Na moje słowa, że jako 18 latek społecznie i emocjonalnie byłem na poziomie 12 latka pani psycholog stwierdziła ze odpowiadam za swoje decyzje bo byłem dorosły. To jest brzemię (odpowiedzialności), które każe mi się dźwigać.  Moje słowa są ignorowane a ja czuję się odrzucony i nierozumiany (cierpienie) mimo że mówię prawdę .

Obecnie też nie wiem jak myśleć o sobie! Na pytanie jak mam to robić nie otrzymuje odpowiedzi i znów czuję się osamotniony i ofiarą.  

W dniu 9.05.2019 o 08:11, shira123 napisał:

ale udalo ci sie w trudnych warunkach skonczyc studia-brawo!

Na moje słowa, że "przejebałem sobie życie" moja dziewczyna  odpowiedziała, że nie przejebałem wykształcenia. Mnie to nie pocieszyło.

Mnie nie cieszą już sukcesy. Przyjmuje je bez większych emocji. Mówiłem o tym psychologom i psychiatrze. Nie ma reakcji.

Na studiach miałem swoje marzenia i cele ale nie mogłem ich zrealizować bo musiałem myśleć o rodzinnie. Co rok udało mi się zaoszczędzić kilka tysięcy. Mimo to nie mogłem ich wydać na dowolny cel.  Chciałem zostać na wakacje w akademiku. Mama mnie od tego odwiodła. Po studiach podjąłem staż z którego znów musiałem utrzymać rodzinne. Później było podobnie. Ile przetrwałby twoje marzenia? Z jednym z czym się spotykam to kilka zdań zachęty specjalisty. To ma być wszystko?    

W jednym z wpisów powiedziałem, że za sukcesy otrzymywałem jedynie słowne pochwały. Ty i specjaliści postępujecie tak samo. To utrwala słuszność zachowania mojej mamy.  

Dziękuje za słowa uznania.  

W dniu 9.05.2019 o 08:11, shira123 napisał:

teraz pora pomyslec o Sobie

Ale ja nie wiem co to znaczy! Przez większość życia musiałem myśleć o innych.  A teraz jestem za to karany. 

 

W dniu 9.05.2019 o 08:11, shira123 napisał:

ale nie-dochodzac roszczen w sadzie

JAK?

Moją sytuację staram się poprawić prowadząc różne działania. O niektórych działaniach wspomniałem we wpisie https://www.nerwica.com/topic/43014-dyskusja-ze-specjalistami/?do=findComment&comment=2421921 To są działania nie związane z działaniami sądowymi.   

Wspomnę o tym ponownie ale może warto przypomnieć. ŻADEN specjalista nie przystał na moje cele terapii tj. poprawę pewności siebie, samooceny oraz kontaktów międzyludzkich. Nie spotkałem się z negatywną oceną tych celów. 

 

W dniu 9.05.2019 o 08:11, shira123 napisał:

tylko ukladajac swoje zycie. wydaje mi sie ze sprawy sadowe nie przyniosa ci nic oprocz frustracji.

Czemu? Czy przyczyną może być brak jakiegokolwiek wsparcia w tym zakresie osób oferujących mi pomoc?

Obecnie moja mama prowadzi dwie sprawy sądowe związane z spadkobraniem i podziałem spadku. Ja w najbliższym czasie skieruje do Sądu sprawę spadkową po ojcu. Czy mam nie dochodzić swoich praw bo to wiąże się z wydatkami, przykrymi uczuciami i nieprzyjemnościami?

 

W tym miesiącu spotkałem się z psychiatrą na moje pytanie o przyczynę, rodzaj problemów oraz metody ich rozwiązania nie otrzymałem odpowiedzi. Tak więc po 3 spotkaniach ze specjalistą nie znam podstawowych informacji. Po raz trzeci dostałem to samo lekarstwo z takim samym dawkowaniem mimo że poprzednio mówiłem że mi to nie pomogło. 

 

@shira123 dziękuje że twoją cierpliwość i udział w dyskusji. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Słyszałem. Czemu ma służyć zastosowanie tej metody?

Jeśli nie jesteś w stanie uporać się z jakimś problemem od razu, to robisz to stopniowo. Małymi krokami. Wówczas jest łatwiej. Jeśli oczywiście ktoś potrafi trzymać się wytyczonej drogi. 

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Czy ja nie uwzględniam zmiennych nieprzewidywalnych?

Co to znaczy uwzględnić zmienne nieprzewidywalne?

Z dyskusji wynika, że jesteś ku temu bardzo niechętny. Wystarczy mieć "z tyłu głowy", że może wystąpić coś, co wszystko zmieni. Przykładowo, że jak pojawisz się w nowym środowisku pracy, to może być tam osoba, która "podejdzie" do Ciebie w inny spoób niż taki, który znałeś do tej pory.

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Jakie uzasadnienie jest odpowiednie?

Takie, które zawiera zarówno opis sytuacji jak i odwołanie do przepisów, precedensów, itd.

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Mam odmienne zdanie. Nie odpowiedziałaś na pytanie związane z przykładem. 

Hmmm...czy pożyczyłabym pieniądze koleżance? Tak - nawet już się zdarzały takie sytuacje. Nie potrzebowałam argumentacji. Zrobiłam to, ponieważ postanowiłam zaufać. Poprosiła - ja akurat miałam, więc pożyczyłam. Oddała. I tyle. Czasami warto dać szansę drugiej stronie, zaufać - nawet, jeśli nie argumentuje.

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Na jakich zasadach mogę dyskutować na uczelniach i studiach o moich problemach? Z kim?  Mogę mieć nadzieję że zostaną one tajemnicą na podobnych zasadach jak spotkania terapeutyczne?

To jest odpowiedz na moje pytanie w moim pierwszym wpisie w tym wątku: "Czy psycholog lub psychiatra mogą odmówić dyskusji w ogóle?"

Na studiach możesz dyskutować bezosobowo. Niemniej jednak studia akurat na kierunku psychologii nie są po to, żeby rozwiązywać własne problemy. Dyskusje jako takie są wskazane, ponieważ na tym ogólnie opierają się studia. Wracając jednak do sedna - uparcie próbując podważać to, co mówi terapeuta ( przez "dyskusję" ) możesz zniweczyć całą terapię. Dyskusja w terapii nie jest niczym "złym" pod warunkiem, że nie przybiera formy "przepychanek", które służą jedynie do podważania tego, co mówi terapeuta i sprawiają, że kręcisz się w kółko. Tak jak napisałam powyżej - czasami po prostu warto zaufać drugiej stronie. 

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Zastanawiam się. 

Co w sytuacji gdy każda ze stron trwa przy swoim zdaniu? Jak przerwać ten impas? A może zająć się innymi problemami?

Czy mogę wyrażać swoje zdanie i zadawać pytania bez obawy o posądzenia o "wymuszanie" ?

Tak jak wyżej - terapia w dużej mierze opiera się na zaufaniu. Ty nie ufasz - Ty dyskutujesz i próbujesz przeforsować swoje zdanie. A może warto przyjąć, że druga strona nie chce Ci zrobić krzywdy i to jej zdanie w dłuższej perspektywie czasu może okazać się słuszne? Podejmowanie ryzyka też jest ważne. Idziesz na terapię nie dlatego, że Twoje zdanie, Twoje racje są słuszne, ale dlatego, że jest coś nie tak. I może problem leży właśnie w tym, co aktualnie uważasz za słuszne podejście, przy którym tak mocno trwasz?

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Twierdzenie zawarte w pierwszym zdaniu jest krzywdzące dla mnie i nieprawdziwe. 

A ja myślę, że jednak jest w tym prawda. Bolesna, ale jednak prawda. Upierasz się przy swoich analizach nie dając szansy terapeutom. Jesteś "zatwardziały" i obstajesz przy swoim zdaniu. A jesteś tylko człowiekiem i możesz się mylić. Jak każdy. Nie chcesz podjąć ryzyka, boisz się zaufać. Asertywność jest ważna, ale ośli upór, który przejawiasz nie wychodzi Ci na dobre.

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Który z warunków: prawda, sprawiedliwość, uczciwość i szczerość jest nie do przyjęcia?

Warunki względem czego? Terapii? Życia? Ludzi? Świata? Pomijając pytanie "czy umawiał się Pan na szczerość w terapii?", to może terapeuci mówią Ci prawdę, ale Ty ją odrzucasz? Może jeszcze nie czas, żeby zająć się niektórymi rzeczami? Być może terapeuci nie podają uzasadnienia, ponieważ uznają, że by Ci na chwilę obecną zaszkodziło? Nie wiem, nie siedzę w ich głowach i nie znam kierunku, który obrali wobec Ciebie. 

W dniu 6.05.2019 o 16:16, johnn napisał:

Czy ważne jest czy moje analizy są prawdziwe czy nie?

Czemu sądzisz, że moje analizy uniemożliwiają mi jakąkolwiek zmianę?  Czy twierdzisz, że nie dokonała się u mnie jakakolwiek zmiana w długim okresie czasu ( dla ustalenia uwagi niech będzie to rok)?

W tym wypadku nie o prawdę chodzi, ale o sam fakt istnienia zbyt dużej liczby analiz. Tak, uważam, że analizy uniemożliwiają Ci zmianę, uniemożliwiają Ci zaufanie, zamykają Cię. A do twierdzenia czy dokonała się w Tobie zmiana - nie mogę się odnieść. Znam Cię jedynie z postów i odpowiadam na podstawie tego, co nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu tego, co napisałeś. Jest to bardzo ograniczona perspektywa. 

 

Na resztę odpowiem później.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

john

 

jesli chodzi o sprawy sadowe,to ja cie chyba zle zrozumialam,jesli chodzi o walke o spadek ,to jak najbardziej jest ok,masz prawo to robic

 

jesli chodzi o zajecie sie soba,swoim zyciem

 

jak teraz wyglada sytuacja u ciebie? mieszkasz z mama i bratem tak? kto was utrzymuje?

 

wiesz,to ze twoja mama jest nieporadna czy nadopiekuncza to tez nie do konca jej ,,wina'' ona tez zostala nieprawidlowo wychowana. to sie ciagnie przez pokolenia.

wiem jedno-jesli dalej bedziesz utrzymywal cala rodzine,nie troszczyl sie o siebie, to ciagle bedziesz czul frustracje i rozzalenie.

 

i nie bardzo rozumiem twoich psychologow-wyglada na to ze czuja sie bezradni,albo  chca pozbyc sie problemu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 30.05.2019 o 19:51, shira123 napisał:

jesli chodzi o sprawy sadowe,to ja cie chyba zle zrozumialam,jesli chodzi o walke o spadek ,to jak najbardziej jest ok,masz prawo to robic

Ponad to staram się dochodzić sprawiedliwości wobec niegodziwości czynionych wobec mojej mamy. Skuteczność tych  działań zwykle jest oceniana nisko.  Jak sądzę słuszność moich racji nie budzi wątpliwości jednak  możliwość dochodzenia ich w Sądzie stanowi problem. 

Nie rozumiem jak można wierzyć w moje słowa a z drugiej strony być obojętny wobec nich:( Tak postępowali prawie wszyscy członkowie mojej rodziny. 

W dniu 30.05.2019 o 19:51, shira123 napisał:

jesli chodzi o zajecie sie soba,swoim zyciem

Staram się to robić. 

W dniu 30.05.2019 o 19:51, shira123 napisał:

jak teraz wyglada sytuacja u ciebie? mieszkasz z mama i bratem tak? kto was utrzymuje?

Mieszkam z bratem i mama. Utrzymujemy się z emerytury mamy, drobnych prac i zasiłków z MOPS. Mój brat ma depresję i traumę z dzieciństwa. Zażywa lekarstwa przepisane przez psychiatrę. To już trzeci zestaw. Nie pomagają. Mi psychiatra przepisał trzeci raz ten sam lek w takiej same dawce mimo że mówiłem że nie działa:( Od lipca będę się spotykał średnio co 2 tygodnie z psychologiem. Dotychczas spotykałem się średnio co miesiąc.  Bez rezultatów.

Od jakieś czasu brat wszczyna kłótnie. Ma pretensje do mamy. Z jednej strony rozumiem jego oskarżenia a z drugiej tłumaczenia mojej mamy są wiarygodne i uzasadnione. Trwa impas. Aby zmienić sytuację na lepszą potrzebne są pieniądze. Nie czuję się wystarczająco silny aby podjąć pracy a mimo to nie ustają naciski abym rozpoczął pracę. Szukam trzeciego wyjścia tj. dochodzenia swoich praw i mamy przed Sądem ale nie znajduje sojuszników.  Ponownie czuję na sobie brzmię odpowiedzialności  podobnie jak to było w przeszłości kiedy to złożyłem ofiarę finansową i osobistą dla ratowania rodziny.  Od tego czasu  to uczucie nie przemija bo sytuacja nie ulega zasadniczo zmianie.  

W dniu 30.05.2019 o 19:51, shira123 napisał:

wiesz,to ze twoja mama jest nieporadna czy nadopiekuncza to tez nie do konca jej ,,wina'' ona tez zostala nieprawidlowo wychowana. to sie ciagnie przez pokolenia.

Wiem to. Jak długo mogę brać na swoje braki skutki jej nadopiekuńczości lub nieporadności? Czy takie trudności życiowe można nie zauważyć? 

Mentalnie czuję się jak dziecko lub nastolatek. W wieku 17 lat gdy odszedł ojciec nie dzieliłem zainteresowań moich rówieśników. Byłem o wiele młodszy. Pod względem mentalnym byłem opóźniony mimo to konsekwencje moich decyzji są przypisywane mnie. Z czasem różnica miedzy biologicznym wiekiem a mentalnym się pogłębiała. Teraz ponownie czuję ten nacisk zmuszający mnie do przyjęcia właściwej dla mojego wieku biologicznego postawy. Wtedy nie protestowałem. Nie zdawałem sobie sprawy z różnicy między mną na zewnątrz a mną w środku. Teraz gdy to wiem i mówię to otwarcie to nie ma znaczenia. Czuję się osaczony i przytłoczony brzmieniem wymagań mi stawianych. Dziecko, które we mnie jest wciąż zmuszane do walki w świecie dorosłych. Tak się czuje. Moja mama nadal jest nieporadna a mój brat ma problemy. Pozostaje tylko ja jeden, który może podnieść brzmię dorosłości i odpowiedzialności. Więcej napisałem we wpisie  Nastolatek uwieziony w cele dorosłego. Mało kto zdaje sobie sprawę z wielkości tego problemu bo powierzchowność tego nie zdradza a dobre maniery i bystrość umysłu zaburzają jasność oceny mojej osoby.

W dniu 30.05.2019 o 19:51, shira123 napisał:

wiem jedno-jesli dalej bedziesz utrzymywal cala rodzine,nie troszczyl sie o siebie, to ciagle bedziesz czul frustracje i rozzalenie.

Wiem.

W dniu 30.05.2019 o 19:51, shira123 napisał:

i nie bardzo rozumiem twoich psychologow-wyglada na to ze czuja sie bezradni,albo  chca pozbyc sie problemu...

Mi gdy mówiłem, że nie wiem jak się zachować sugerowano abym zasięgnął rady innych. Czy oni nie mogą uczynić tego samego?

Czemu miałbym być problemem? 

 

@Lilith odpowiem na twój komentarz gdy go uzupełnisz.

Czy wiesz, że Lilith to ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, johnn napisał:

Czy wiesz, że Lilith to ...

Oczywiście. Skąd założenie, że nie wiem, skoro piszę pod takim właśnie nickiem? ;) Trochę mi jeszcze zajmie odpowiedź, bo ostatnio brak mi czasu i chęci na głębsze i bardziej szczegółowe wypowiedzi, a nie chcę tego robić po łebkach. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Lilith napisał:

Skąd założenie, że nie wiem, skoro piszę pod takim właśnie nickiem? ;) 

To nie jest założenie. To jest pytanie:) 

Ten nick ma negatywne konotację. 

Bardziej pasują do Ciebie inne nazwy użytkownika   RóżowyKociak lub  RóżowyPasek 🙂 hehe  Ale aby mieć całkowita pewność musiałbym Cię zobaczyć:)

3 godziny temu, Lilith napisał:

Trochę mi jeszcze zajmie odpowiedź, bo ostatnio brak mi czasu i chęci na głębsze i bardziej szczegółowe wypowiedzi, a nie chcę tego robić po łebkach. 

W porządku. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, johnn napisał:

Ten nick ma negatywne konotację. 

Bardziej pasują do Ciebie inne nazwy użytkownika   RóżowyKociak lub  RóżowyPasek 🙂 hehe  Ale aby mieć całkowita pewność musiałbym Cię zobaczyć:)

Zdecydowanie ten nick do mnie pasuje w przeciwieństwie do tych, które wymieniłeś:twisted::D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
55 minut temu, Lilith napisał:

Zdecydowanie ten nick do mnie pasuje w przeciwieństwie do tych, które wymieniłeś:twisted::D

Dlaczego? Co masz wspólnego z mityczną Lilith?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, johnn napisał:

Dlaczego? Co masz wspólnego z mityczną Lilith?

Bunt i postąpienie wedle tego, co uważała za najlepsze dla siebie. Podoba mi się charyzma Lilith, brak podporządkowania się przypisanej roli, a także doza tajemniczości, siły i mroku. Lilith zawsze podobała mi się jako postać silnej kobiety i to bez względu jak negatywną rolę jej przypisywano. Nie jestem aż tak silna jak mistyczna Lilith, ale nie uważam siebie za słabą. Mam własne zdanie - podobnie jak i ona. Przypisanie mi nicka w stylu RóżowyKociak powoduje u mnie lekki odruch wymiotny i zupełnie mnie nie odzwierciedla. Lubię czerń, nienawidzę różowego, od dziecka fascynuje mnie ogień, siła, potęga, mrok. Tematyka śmierci mnie nie przeraża, nie mam w związku z nią oporów czy lęku. To tak w skrócie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

John

 

Ile lat ma twoj brat?

Na czym konkretnie polega nieporadnosc twojej mamy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×