Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
johnn

Dyskusja ze specjalistami

Rekomendowane odpowiedzi

13 godzin temu, johnn napisał:

Proponowano mi podjęcie pracy. Uznałem, że  nim podejmę pracy potrzebuje pracy nad poprawą pewności siebie i przygotowania. 

Jakbym czytała siebie sprzed lat. Miałam ogromny problem z podjęciem pracy. Byłam już w terapii i miałam wrażenie, że terapeutka nie chce mnie słuchać i pomija to, że mam niską samoocenę i boję się, że ludzie mnie zgnoją. Z czasem jednak do podjęcia pracy zmusiła mnie sytuacja. Jednocześnie chodziłam na terapię, pracowałam i studiowałam. Mało tego - terapeutka w którymś momencie wjechała mi lekko na ambicje i stwierdziłam, że poszukam pracy w czymś, co wywołuje największy lęk - w pracy z klientem. Pierwsze dni były straszne. Dygotałam przed pójściem do pracy, a w trakcie ręce mi się tak trzęsły, że nie byłam w stanie utrzymać dowodu osobistego podanego przez pacjenta. Z czasem jednak się oswoiłam i było lżej. Dzięki temu moja samoocena się poprawiła. Może propozycja pracy ze strony terapeuty miała osiągnąć podobny efekt? 

13 godzin temu, johnn napisał:

Czy prośba o podanie uzasadnienia i dyskusję to jest przekonywanie na siłę?

Wiesz...przychodzisz do terapeuty po pomoc. Proponuje Ci pewną drogę  - Ty chcesz dyskutować i prosisz o uzasadnienie. Tylko, że uzasadnienie masz sam zrozumieć w trakcie. Masz sam wyciągnąć wnioski czy Ci to pomogło czy nie. Odmawiasz. A zatem jak dalej miałaby wyglądać terapia? 

13 godzin temu, johnn napisał:

psycholog odmówił mi rozmowy o wujku bo wujek nie może się bronić

Już któryś raz o tym wspomniałeś. Co jest  tak mocno związanego z wujkiem, że tak bardzo zależy Ci na poruszeniu tej kwestii?

13 godzin temu, johnn napisał:
  • Udzielam korepetycji,
  • Mimo trudności jakie napotykam ze specjalistami staram się szukać pomocy
  • Prowadzę analizy swojego zachowania
  • Zbieram opinie oraz rady/sugestie dotyczące mojego zachowania w tym na tym forum
  • Dyskutuje i szukam wsparcia od najbliższych  w tym od mamy i dziewczyny
  • Zgodziłem się przyjmować lęki przepisane od psychiatry mimo że wcześniej dwukrotnie odmówiłem
  • Zgodziłem się podjąć pracę jako korepetytor w świetlicach środowiskowych mimo że kontakt z wieloma nowymi osobami naraz mnie przeraża. Z powodu strachu przed prowadzeniem zajęć ze studentami zrezygnowałem z doktoratu:(

Czyli fobia społeczna. Ok, to w takim razie podjąłeś słuszną decyzję o włączeniu lekarstw, ponieważ objawy mogły mocno hamować Cię w psychoterapii.

13 godzin temu, johnn napisał:

Długie i czasochłonne analizy utrudniają mi życie.  Ta kwestia jest poruszana w czasie terapii. Specjaliści radzą mi mniej analizować. Na moje pytanie czym mam zastąpić analizę  nie uzyskuje odpowiedzi. Zaufanie do samego siebie i własnych decyzji wynika z pewności siebie i wysokiej samooceny a specjaliści nie chcą na tym ze mną pracować.

:D Uwielbiam rady typu: jeśli za dużo analizujesz, to analizuj mniej :D Cyrk na kółkach. Powiem tak - jeśli stoisz przed jakimś wyborem, to wyłap pierwszą myśl, jaka przyjdzie Ci do głowy i niech to będzie Twoja decyzja. Od reszty spróbuj się odciąć. Jeśli Cię atakują alternatywne możliwości, to spróbuj je zignorować, zagłuszyć jakimś zajęciem. Na początku spróbuj od małych rzeczy, żebyś nauczył się na jakiej zasadzie to działa. Później przyjdzie czas na poważniejsze rzeczy. Tak się pracuje od podstaw i zmienia schematy. Zaczyna się od fundamentów np. czy zjeść kanapkę z dżemem czy płatki. Oczywiście to tylko przykład. Jest to ciężka praca, ale po czasie bardzo usprawnia podejmowanie decyzji i ogranicza analizę. Mówię z autopsji. Dodatkowo wspomaga własną samoocenę i zaufanie do siebie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.03.2019 o 10:42, Lilith napisał:

Jakbym czytała siebie sprzed lat. Miałam ogromny problem z podjęciem pracy. Byłam już w terapii i miałam wrażenie, że terapeutka nie chce mnie słuchać i pomija to, że mam niską samoocenę i boję się, że ludzie mnie zgnoją. Z czasem jednak do podjęcia pracy zmusiła mnie sytuacja.

Pierwszy staż podjąłem po studiach. Kolejny rok później. Pieniądze z obu staży były przeznaczone na co dzienne wydatki dla trzech osób. W obu miejscach miałem trudności w kontaktach z ludźmi. Byłem bierny i bałem się zabierać głos. To było przyczyną rozpoczęcia spotkań ze specjalistami.

W dniu 18.03.2019 o 10:42, Lilith napisał:

Mało tego - terapeutka w którymś momencie wjechała mi lekko na ambicje i stwierdziłam, że poszukam pracy w czymś, co wywołuje największy lęk - w pracy z klientem.

 Podjąłem dwie próby (staże). 

W dniu 18.03.2019 o 10:42, Lilith napisał:

Z czasem jednak się oswoiłam i było lżej. Dzięki temu moja samoocena się poprawiła. Może propozycja pracy ze strony terapeuty miała osiągnąć podobny efekt? 

A skąd mam wiedzieć? Nie podano mi uzasadnienia. 

Na obu stażach z biegiem czasu było gorzej. Potrafiłem siedzieć kilka godzin bez przydzielonego zadania a jednocześnie bałem się o tym wspomnieć.  Na drugim stażu każde dzień pracy rozpoczynał się od wspólnego śniadania. Dla mnie to była udręka. Nie odnajdywałem się w rozmowie o wszystkim i o niczym. Odpowiadałem pytany. Czułem się jak piąte koło u wozu:(

Nie mogłem zrezygnować z pracy bo to było jedyne źródło dochodu rodziny. Dotychczasowe wspomnienia z pracą na umowę kojarzą mi się z udręką. 

Nie boję się ludzi ale nie wiem jak się zachować lub co powiedzieć przez co wychodzę na niedorajdę. Nie dotyczy to oczywiście każdej sytuacji.

W dniu 18.03.2019 o 10:42, Lilith napisał:

Wiesz...przychodzisz do terapeuty po pomoc. Proponuje Ci pewną drogę  - Ty chcesz dyskutować i prosisz o uzasadnienie. Tylko, że uzasadnienie masz sam zrozumieć w trakcie. Masz sam wyciągnąć wnioski czy Ci to pomogło czy nie. Odmawiasz. A zatem jak dalej miałaby wyglądać terapia? 

Co jeżeli nie zrozumiem uzasadnienia w trakcie, nie wyciągnę wniosków i nie będę wiedział czy mi to pomogło?

Proponuje pracę nad pewnością siebie i niską samooceną. 

Mam złe skojarzenia z propozycją pracy. Gdy sytuacja ekonomiczna rodzinny (mama, brat i ja) znacząco się pogorszyła po odejściu taty rodzina "zachęca" mnie jedynie do podjęcia pracy. Brak było rozmowy o sytuacji w domu, pocieszenia lub wsparcia. A teraz ze strony specjalistów znów to spotykam. Czuję się osamotniony w mojej walce. Nikt nie zauważa mojego cierpienia podobnie jak nie robiła tego rodzina. Przypominane są mi tylko obowiązki.

W dniu 18.03.2019 o 10:42, Lilith napisał:

Już któryś raz o tym wspomniałeś. Co jest  tak mocno związanego z wujkiem, że tak bardzo zależy Ci na poruszeniu tej kwestii?

Pozostał obojętny na moje cierpienie i wykorzystał dobre serce i złe wychowanie mojej mamy.  Mając ponad  25 lat myślałem że wujek jest dobrą osobą. Nie zdawałem sobie sprawy jakie powinien mieć obowiązki wobec mnie jako członka rodziny.  Niczego od niego nie wymagałem bo nie wiedziałem że powinienem. 

W dniu 18.03.2019 o 10:42, Lilith napisał:

Czyli fobia społeczna. Ok, to w takim razie podjąłeś słuszną decyzję o włączeniu lekarstw, ponieważ objawy mogły mocno hamować Cię w psychoterapii.

Psychiatrze powiedziałem, że stosowanie  Ranofrenu (Olanzinu)  nie przyniosło poprawy. Lek przyjmowałem przez ok. 2 miesiące. Psychiatra przepisał mi go na kolejne 2 miesiące:( Diagnoza F60.

W dniu 18.03.2019 o 10:42, Lilith napisał:

Uwielbiam rady typu: jeśli za dużo analizujesz, to analizuj mniej :D Cyrk na kółkach. Powiem tak - jeśli stoisz przed jakimś wyborem, to wyłap pierwszą myśl, jaka przyjdzie Ci do głowy i niech to będzie Twoja decyzja. Od reszty spróbuj się odciąć. Jeśli Cię atakują alternatywne możliwości, to spróbuj je zignorować, zagłuszyć jakimś zajęciem. Na początku spróbuj od małych rzeczy, żebyś nauczył się na jakiej zasadzie to działa. Później przyjdzie czas na poważniejsze rzeczy. Tak się pracuje od podstaw i zmienia schematy. Zaczyna się od fundamentów np. czy zjeść kanapkę z dżemem czy płatki. Oczywiście to tylko przykład. Jest to ciężka praca, ale po czasie bardzo usprawnia podejmowanie decyzji i ogranicza analizę. Mówię z autopsji. Dodatkowo wspomaga własną samoocenę i zaufanie do siebie.

Nie wiem czy jestem w stanie wydobyć pierwszą myśl (decyzje), która przyjdzie mi do głowy.

Gdyby chodziło tylko o szybkie podejmowanie decyzji użyłbym monety. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana.

Moja pewność siebie opieram na moich zasadach. Nie mogę jej oprzeć na najbliższych członkach rodziny, mojej wiedzy dotyczącej zachowań między ludzkich lub wierze we własne siły.

Kiedy nie mogę potwierdzić moich zasadach u specjalisty w czasie dyskusji to zaczynam wątpić i w nie. Wtedy nie mam czego się złapać.  Podobnie całe gałęzie matematyki opiera się na małej liczbie zasadach zwanych aksjomatami, które przyjmuje się za pewnik (nie dowodzi się ich).  

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Pierwszy staż podjąłem po studiach. Kolejny rok później. Pieniądze z obu staży były przeznaczone na co dzienne wydatki dla trzech osób. W obu miejscach miałem trudności w kontaktach z ludźmi. Byłem bierny i bałem się zabierać głos. To było przyczyną rozpoczęcia spotkań ze specjalistami.

Moją pierwszą pracą był staż. I wierz mi, że staż to zupełnie inna bajka. Raz, że mniej płatny, a dwa - ludzie Cię inaczej traktują. Nie ma co porównywać stażu do pracy na pełny etat i na stałe. Bo rozumiem, że mowa o stażu z UP?

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

A skąd mam wiedzieć? Nie podano mi uzasadnienia. 

A sam się  nad tym nie zastanawiałeś? 

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Na obu stażach z biegiem czasu było gorzej. Potrafiłem siedzieć kilka godzin bez przydzielonego zadania a jednocześnie bałem się o tym wspomnieć.  Na drugim stażu każde dzień pracy rozpoczynał się od wspólnego śniadania. Dla mnie to była udręka. Nie odnajdywałem się w rozmowie o wszystkim i o niczym. Odpowiadałem pytany. Czułem się jak piąte koło u wozu:(

Nie mogłem zrezygnować z pracy bo to było jedyne źródło dochodu rodziny. Dotychczasowe wspomnienia z pracą na umowę kojarzą mi się z udręką. 

Nie boję się ludzi ale nie wiem jak się zachować lub co powiedzieć przez co wychodzę na niedorajdę. Nie dotyczy to oczywiście każdej sytuacji.

Z tego, co opisujesz, to jednak boisz się ludzi. Świadczy o tym choćby zdanie, że siedziałeś bez wyznaczonego zadania i bałeś się o tym wspomnieć. Myślę, że w drugim miejscu te wspólne śniadania miały służyć integracji zespołu. Dla osoby, która nie czuje się pewnie w zespole i ogólnie wśród ludzi - jest to udręką. Łatwiej nawiązać kontakt z pojedynczą osobą niż z całym zespołem. W jakim charakterze był ten staż? Czym się zajmowałeś?

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Co jeżeli nie zrozumiem uzasadnienia w trakcie, nie wyciągnę wniosków i nie będę wiedział czy mi to pomogło?

Zacznijmy od tego, że niektórych rzeczy nawet nie trzeba zrozumieć. Zwyczajnie płynie się z prądem. Jeżeli się rozluźnisz i zwyczajnie spróbujesz zrobić to, co ktoś Ci podpowie, to może być tak, że po jakimś czasie uznasz, że dobrze zrobiłeś. Zakładanie z góry, że coś może pójść nie tak, to strzał w kolano. Wiem - łatwo powiedzieć, a gorzej zrobić ;) 

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Proponuje pracę nad pewnością siebie i niską samooceną. 

Ok. A w jaki sposób chcesz nad tym pracować? 

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Mam złe skojarzenia z propozycją pracy. Gdy sytuacja ekonomiczna rodzinny (mama, brat i ja) znacząco się pogorszyła po odejściu taty rodzina "zachęca" mnie jedynie do podjęcia pracy. Brak było rozmowy o sytuacji w domu, pocieszenia lub wsparcia. A teraz ze strony specjalistów znów to spotykam. Czuję się osamotniony w mojej walce. Nikt nie zauważa mojego cierpienia podobnie jak nie robiła tego rodzina. Przypominane są mi tylko obowiązki.

A próbowałeś rozmawiać o tym z rodziną? Mówiłeś, że jest Ci ciężko i chciałbyś porozmawiać, chciałbyś od Nich wsparcie?

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Pozostał obojętny na moje cierpienie i wykorzystał dobre serce i złe wychowanie mojej mamy.  Mając ponad  25 lat myślałem że wujek jest dobrą osobą. Nie zdawałem sobie sprawy jakie powinien mieć obowiązki wobec mnie jako członka rodziny.  Niczego od niego nie wymagałem bo nie wiedziałem że powinienem. 

A możesz to rozwinąć? 

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Psychiatrze powiedziałem, że stosowanie  Ranofrenu (Olanzinu)  nie przyniosło poprawy. Lek przyjmowałem przez ok. 2 miesiące. Psychiatra przepisał mi go na kolejne 2 miesiące:( Diagnoza F60.

Bez zmiany dawki? Bez czegokolwiek innego?

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Nie wiem czy jestem w stanie wydobyć pierwszą myśl (decyzje), która przyjdzie mi do głowy.

Gdyby chodziło tylko o szybkie podejmowanie decyzji użyłbym monety. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana.

Nie chodzi o zaufanie losowi, ale próbę zaufania swoim wewnętrznym przeczuciom. To jest coś, co zwiększa zaufanie do własnej osoby i tym samym pewność siebie. Zaufanie sobie to podstawa. Nie analiza, nie rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze. Czasami to nie jest potrzebne. Wsłuchaj się w siebie i spróbuj zaufać instynktowi. 

W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

Moja pewność siebie opieram na moich zasadach. Nie mogę jej oprzeć na najbliższych członkach rodziny, mojej wiedzy dotyczącej zachowań między ludzkich lub wierze we własne siły.

Kiedy nie mogę potwierdzić moich zasadach u specjalisty w czasie dyskusji to zaczynam wątpić i w nie. Wtedy nie mam czego się złapać.  Podobnie całe gałęzie matematyki opiera się na małej liczbie zasadach zwanych aksjomatami, które przyjmuje się za pewnik (nie dowodzi się ich).  

NA pewnym etapie Twojego życia sztywne trzymanie się zasad Ci pomogło. Teraz Cię blokuje. Zauważyłeś to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

Moją pierwszą pracą był staż. I wierz mi, że staż to zupełnie inna bajka. Raz, że mniej płatny, a dwa - ludzie Cię inaczej traktują. Nie ma co porównywać stażu do pracy na pełny etat i na stałe. Bo rozumiem, że mowa o stażu z UP?

Nie. To był staż z uniwersytetu finansowany z UE w prywatnej firmie. Drugi staż odbyłem w Allegro. Na obu stanowiskach pracowałem jako programista.

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

A sam się  nad tym nie zastanawiałeś? 

Zastanawiałem się. Nie znalazłem argumentu, który pozwolił by mi wysunąć  wniosek że kolejna praca przyniesie zmianę na lepsze. 

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

Z tego, co opisujesz, to jednak boisz się ludzi. Świadczy o tym choćby zdanie, że siedziałeś bez wyznaczonego zadania i bałeś się o tym wspomnieć. Myślę, że w drugim miejscu te wspólne śniadania miały służyć integracji zespołu. Dla osoby, która nie czuje się pewnie w zespole i ogólnie wśród ludzi - jest to udręką. Łatwiej nawiązać kontakt z pojedynczą osobą niż z całym zespołem. W jakim charakterze był ten staż? Czym się zajmowałeś?

Młodszy programista.  Praca w kilka osób w jednym pokoju.

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

Zacznijmy od tego, że niektórych rzeczy nawet nie trzeba zrozumieć. Zwyczajnie płynie się z prądem. Jeżeli się rozluźnisz i zwyczajnie spróbujesz zrobić to, co ktoś Ci podpowie, to może być tak, że po jakimś czasie uznasz, że dobrze zrobiłeś. Zakładanie z góry, że coś może pójść nie tak, to strzał w kolano. Wiem - łatwo powiedzieć, a gorzej zrobić ;) 

Skoro nie wiem kiedy powinienem "płynąć z prądem" a kiedy zastanowić się nad decyzją to muszę prawie zawsze podjęcie decyzji poprzedzić analizą.

Swoje obawy co do nowych wyzwań (np. podjęcie pracy) dotyczących kontaktów z ludźmi opieram na wielu latach doświadczeń (w tym studia i staże). Staram się oszacować prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzenia niekorzystnego i się na nie przygotować.

Jeżeli w równaniu 

JA + DOŚWIADCZENIE + UMIEJĘTNOŚCI + CZAS = PRACA

nie wprowadza się zmian to naiwnością byłoby spodziewanie się innego wyniku niż ten który otrzymałem wcześniej. A niestety takie propozycję otrzymuję. Moje uwagi są lekceważone.  

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

Ok. A w jaki sposób chcesz nad tym pracować? 

Nie wiem. 

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

A próbowałeś rozmawiać o tym z rodziną? Mówiłeś, że jest Ci ciężko i chciałbyś porozmawiać, chciałbyś od Nich wsparcie?

To będzie dłuższa wypowiedź. Pozwoliłem sobie na to ze względu na dbałość o szczegóły i pełniejsze rozumienie mojej sytuacji.

Nie. Nawet mi to nie przyszło do głowy. A przypomnę że miałem 17 lat. W mojej ocenie jako 17 latek miałem mentalność 12 latka. W szkole radziłem sobie bardzo dobrze. Ale życiowo byłem 100 lat za murzynami!  Nikt nie rozwijał tych zdolności ani nie wymagał tego ode mnie. Zawsze miałem wzorowe zachowanie w szkole a kontakty towarzyskie były na niskim poziomie . Ani ojciec ani rodzina nie spędzała że mną czasu wolnego.A dodatkowo mama była nadopiekuńcza więc jej pozostawiałem większość decyzji. Mój kontakt z rówieśnikami ograniczał się do szkoły. Rodzina czyniła tylko uwagi : 1. Za długo trzymasz ich przy dupie lub 2. Wyślij ich do pracy. 

Rozmawiałem tylko z mamą i dotyczyło one głównie sytuacji finansowej i zachowania brata, który źle znosił odejście ojca. Moja wieź z ojcem była bardzo słaba i po jego odejściu nie zauważyłem różnicy. Nie skarżyłem się więc na coś co od dawna było dla mnie codziennością. O pieniądzach z nimi nie rozmawiałem bo tym zajmowała się mama. A wstyd było mi wspomnieć że chodzę na śmietniki bo brakuje pieniędzy. Rodzina zachowywała się jakby się nic nie stało pomijając problemy finansowe. W tym miejscu pozwolę sobie doprecyzować. Pamiętam trzy "rozmowy" z rodziną

  • Wujek wspomniał żebym nie był taki jak ojciec,
  • Przyszywana ciocia zachęcała mnie do skończenia studiów aby pokazać ojcu,
  • Przekonywałem siostrę mamy że ojciec niewłaściwie się zachowuje powołując się na artykuł w gazecie "Dziennik Polska" opisujący starania ojca w walce o prawa opieki nad dzieckiem po wywiezieniu go za granice przez matkę. Mój ojciec przebywał wówczas u swojej matki w odległości ok. 800 m w linii prostej i nas nie odwiedzał ani żaden z członków jego rodziny. 
W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

A możesz to rozwinąć? 

Moja mama wychowywała się u wujostwa. Po narodzinach mojego wujka jej sytuacja diametralnie się zmieniła. Była traktowana przez przybraną matkę gorzej. Uczono jej posłuszeństwa. Za odmienne zdanie była karcona. Nowi rodzice często kłócili się w jej obecności o nią. Kilka razy uciekała z domu. Bała się sprzeciwić bratu a jednocześnie  wspierała (była usłużna) go gdy potrzebował pomocy (np. alkoholizm). Ja przejąłem jej podejście. Mama nie mogła liczyć na proporcjonalną wzajemność. Aby nie być gołosłownym podam dwa przykłady:  Gdy tata spędzał dużo czasu u matki (gdy miałem kilkanaście lat) zaniedbując obowiązki rodzicielskie  mama poskarżyła się do wujka ale ten ją zbeształ. Mama straciła pewność siebie i przekonanie we własne słowa. Innym razem wujek przyprowadził do mieszkania rodziców kochankę bez zapowiedzi. Żadne nie powiedziało ani słowa. Terapeutka stwierdziła że mama nie umiała ustanowić swoich zasad więc inni zrobili to za nią. 

Nigdy z wujkiem o ojcu nie rozmawiałem (za wyjątkiem rozmowy  opisanej powyżej). Nigdy nie słyszałem aby źle się wyraził o nim (być może raz powiedział że źle że nie płaci alimentów). Mamie wielokrotnie zwracał uwagę. Nic z nim nie robiłem wspólnie (był jeden wyjątek: raz ciąłem drewno które kupił nam na zimę).

Na rozwodzie z winy ojca chciał zeznawać po stronie ojca. Nie powołaliśmy go na świadka. Sam zeznawałem na korzyść mamy. Z ojcem słowa nie zamieniłem w Sądzie.

Podejrzewam u mamy osobowość zależną.

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

 Bez zmiany dawki? Bez czegokolwiek innego?

Tak. Za pierwszym razem psychiatra przepisał mi Olanzin w dawcę 0-0-1/2 Kupiłem tańszy zamiennik Ranofren. Drugi psychiatra przepisał Ranofren w tej samej dawce. Sprawdziłem receptę aby się upewnić. Drugi psychiatra chciał mnie skierować na psychoterapię ale kiedy usłyszał że mnie nie stać na prywatne leczenie. Poprzestaliśmy na narzekaniach na ograniczenia NFZ (wspomniałem, że chodzę na spotkania z psychologiem w tym samym ośrodku co miesiąc a od lipca mam rozpocząć terapię co dwa tygodnie). Zapoznał się z cała moja dokumentacją zanim przystąpił do rozmowy ze mną. 

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

Nie chodzi o zaufanie losowi, ale próbę zaufania swoim wewnętrznym przeczuciom. To jest coś, co zwiększa zaufanie do własnej osoby i tym samym pewność siebie. Zaufanie sobie to podstawa. Nie analiza, nie rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze. Czasami to nie jest potrzebne. Wsłuchaj się w siebie i spróbuj zaufać instynktowi. 

Niejednokrotnie podejmowałem próby dopasowania się do otoczenia w większości nieudane. W końcu straciłem wiarę we własne siły. Kolejne zachęty do podjęcia nowych prób bez pomocy odbieram z niechęcią. 

Nie umiem sobie zaufać skoro tyle razy się zawiodłem na sobie. 

W dniu 26.03.2019 o 11:54, Lilith napisał:

NA pewnym etapie Twojego życia sztywne trzymanie się zasad Ci pomogło. Teraz Cię blokuje. Zauważyłeś to?

Tak. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, johnn napisał:

Skoro nie wiem kiedy powinienem "płynąć z prądem" a kiedy zastanowić się nad decyzją to muszę prawie zawsze podjęcie decyzji poprzedzić analizą.

I tu jest problem. Ten punkt przydałoby się przełamać. W płynięciu z prądem nie chodzi o to, kiedy powinieneś to robić, a kiedy nie. Zrobiłeś kiedyś coś spontanicznego? Kiedykolwiek?

23 godziny temu, johnn napisał:

Swoje obawy co do nowych wyzwań (np. podjęcie pracy) dotyczących kontaktów z ludźmi opieram na wielu latach doświadczeń (w tym studia i staże). Staram się oszacować prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzenia niekorzystnego i się na nie przygotować.

Jeżeli w równaniu 

JA + DOŚWIADCZENIE + UMIEJĘTNOŚCI + CZAS = PRACA

nie wprowadza się zmian to naiwnością byłoby spodziewanie się innego wyniku niż ten który otrzymałem wcześniej. A niestety takie propozycję otrzymuję. Moje uwagi są lekceważone.  

Do równania nie da się wprowadzić jednej rzeczy - czynników, na które nie masz wpływu, a które mogą wystąpić. Twój model ogranicza się do konkretnych zmiennych, ale nie jest w stanie uwzględnić wystąpienia innych zmiennych, które mogą wpłynąć na równanie i na które nie jesteś w stanie się przygotować - zwyczajnie dlatego, że nie bierzesz ich pod uwagę, ponieważ nie da się ich przewidzieć i wcześniej wprowadzić do równania. 

23 godziny temu, johnn napisał:

Nie. Nawet mi to nie przyszło do głowy.

Może czas to zmienić? Otwarcie zakomunikować o swoich potrzebach? Skoro inni komunikują wymagania względem Ciebie, to masz pełne prawo zrobić to samo. Po co to robić? Aby wiedzieć, że potrafisz to zrobić. To malutka kosteczka do pracy nad poczuciem własnej wartości. Komunikowanie o własnych potrzebach - nie skrywanie ich w sobie.

23 godziny temu, johnn napisał:

A wstyd było mi wspomnieć że chodzę na śmietniki bo brakuje pieniędzy. Rodzina zachowywała się jakby się nic nie stało pomijając problemy finansowe.

Czy masz do rodziny żal, że musiałeś to robić? Nadal odczuwasz wstyd, kiedy wspominasz tamte sytuacje? Czy opisałeś któremukolwiek z psychologów to, co napisałeś tutaj? Zdajesz sobie sprawę z tego, że ten wstyd, który czułeś wtedy prawdopodobnie został zduszony w Twoim wnętrzu i zamanifestował się w postaci lęku, zwłaszcza lęku przed innymi? 

23 godziny temu, johnn napisał:

Terapeutka stwierdziła że mama nie umiała ustanowić swoich zasad więc inni zrobili to za nią. 

A Ty nie chcąc powielać zachowania mamy uporczywie trzymasz się wyznaczonych przez siebie granic, reguł i nie pozwalasz w nie nikomu ingerować? Dlatego zasady, ustalenia, reguły są dla Ciebie tak ważne?

23 godziny temu, johnn napisał:

Moja mama wychowywała się u wujostwa. Po narodzinach mojego wujka jej sytuacja diametralnie się zmieniła. Była traktowana przez przybraną matkę gorzej. Uczono jej posłuszeństwa. Za odmienne zdanie była karcona. Nowi rodzice często kłócili się w jej obecności o nią. Kilka razy uciekała z domu. Bała się sprzeciwić bratu a jednocześnie  wspierała (była usłużna) go gdy potrzebował pomocy (np. alkoholizm). Ja przejąłem jej podejście. Mama nie mogła liczyć na proporcjonalną wzajemność. Aby nie być gołosłownym podam dwa przykłady:  Gdy tata spędzał dużo czasu u matki (gdy miałem kilkanaście lat) zaniedbując obowiązki rodzicielskie  mama poskarżyła się do wujka ale ten ją zbeształ. Mama straciła pewność siebie i przekonanie we własne słowa. Innym razem wujek przyprowadził do mieszkania rodziców kochankę bez zapowiedzi. Żadne nie powiedziało ani słowa. Terapeutka stwierdziła że mama nie umiała ustanowić swoich zasad więc inni zrobili to za nią. 

Nigdy z wujkiem o ojcu nie rozmawiałem (za wyjątkiem rozmowy  opisanej powyżej). Nigdy nie słyszałem aby źle się wyraził o nim (być może raz powiedział że źle że nie płaci alimentów). Mamie wielokrotnie zwracał uwagę. Nic z nim nie robiłem wspólnie (był jeden wyjątek: raz ciąłem drewno które kupił nam na zimę).

Na rozwodzie z winy ojca chciał zeznawać po stronie ojca. Nie powołaliśmy go na świadka. Sam zeznawałem na korzyść mamy. Z ojcem słowa nie zamieniłem w Sądzie.

Nie przekonują mnie argumenty, że o wuju nie powinno się rozmawiać, ponieważ nie może się bronić. Ta relacja, podobnie jak Twoja sytuacja w domu, brak więzi z ojcem - wszystko to jest do przepracowania, ponieważ wszystko to miało wpływ na Twoje problemy. Twoja mama miała ciężkie życie, Ty miałeś ciężkie życie. Fakt - wiele z tego jest juz przeszłością, ale ta przeszłość wciąż odciska na Tobie ogromne piętno. Wywołuje całą gamę emocji, które są zwyczajnie stłumione. 

23 godziny temu, johnn napisał:

Tak. Za pierwszym razem psychiatra przepisał mi Olanzin w dawcę 0-0-1/2 Kupiłem tańszy zamiennik Ranofren. Drugi psychiatra przepisał Ranofren w tej samej dawce. Sprawdziłem receptę aby się upewnić. Drugi psychiatra chciał mnie skierować na psychoterapię ale kiedy usłyszał że mnie nie stać na prywatne leczenie. Poprzestaliśmy na narzekaniach na ograniczenia NFZ (wspomniałem, że chodzę na spotkania z psychologiem w tym samym ośrodku co miesiąc a od lipca mam rozpocząć terapię co dwa tygodnie). Zapoznał się z cała moja dokumentacją zanim przystąpił do rozmowy ze mną. 

A zatem trzeba poszukać jeszcze innego psychiatry, który podejdzie do Twoich problemów profesjonalnie a nie na "odwal się".

23 godziny temu, johnn napisał:

Niejednokrotnie podejmowałem próby dopasowania się do otoczenia w większości nieudane. W końcu straciłem wiarę we własne siły. Kolejne zachęty do podjęcia nowych prób bez pomocy odbieram z niechęcią. 

Nie umiem sobie zaufać skoro tyle razy się zawiodłem na sobie. 

To nie ma nic wspólnego z zawodem względem samego siebie. Sytuacja w domu zamknęła Cię we własnej skorupie. To nie kwestia "dopasowania się", a tego, że tłumiąc w sobie tyle rzeczy nie jesteś w stanie cieszyć się z obecności innych, z przebywania wśród nich, nie umiesz czerpać korzyści z kontaktu z ludźmi i zakładam, że z "dawaniem", okazywaniem przyjaznego podejścia względem innych tez może być ciężko. Jesteś zamknięty na innych, ponieważ kiedyś zostałeś zraniony, odtrącony, zepchnięty na "margines" i zawstydzony. Nie ufasz innym, wciąż odczuwasz lęk, że ktoś Cię w jakiś sposób zrani, zawiedzie. Przynajmniej ja w ten sposób to odbieram. Myślę, że masz w sobie dużo żalu do ludzi - w ogólnym tego słowa znaczeniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja tylko się wtrace na chwilke

john

podoba mi się twój upor i konsekwencja w dazenia do pomocy sobie-to wielka zaleta

i pytanie do ciebie

czy jako programista nie możesz pracować na razie zdalnie,z domu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

I tu jest problem. Ten punkt przydałoby się przełamać. W płynięciu z prądem nie chodzi o to, kiedy powinieneś to robić, a kiedy nie. Zrobiłeś kiedyś coś spontanicznego? Kiedykolwiek?

Tak. Nie raz. 

W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

Do równania nie da się wprowadzić jednej rzeczy - czynników, na które nie masz wpływu, a które mogą wystąpić. Twój model ogranicza się do konkretnych zmiennych, ale nie jest w stanie uwzględnić wystąpienia innych zmiennych, które mogą wpłynąć na równanie i na które nie jesteś w stanie się przygotować - zwyczajnie dlatego, że nie bierzesz ich pod uwagę, ponieważ nie da się ich przewidzieć i wcześniej wprowadzić do równania. 

Zgadzam się.  Ale ta uwaga niewiele wnosi do meritum.

W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

Może czas to zmienić? Otwarcie zakomunikować o swoich potrzebach? Skoro inni komunikują wymagania względem Ciebie, to masz pełne prawo zrobić to samo. Po co to robić? Aby wiedzieć, że potrafisz to zrobić. To malutka kosteczka do pracy nad poczuciem własnej wartości. Komunikowanie o własnych potrzebach - nie skrywanie ich w sobie.

Po odejściu ojca moja mama spotkała się z psychologiem który doradził jej szukać pomocy u rodziny.  Posłuchała go. Odpowiedzi były różne w tym

  • Wujek stwierdził, że nie potrzebujemy ojca,
  • Przyszywana ciocia ze strony mamy stwierdziła że takich rodzin jest wiele,
  • Drugi wujek (mój chrzestny) odmówił przyjazdu z powodu wizyty w UP (nigdy nie przyjechał) Biologiczna siostra, która brała również udział w tej rozmowie zapytała po co mamie brat,
  • Mama rozmawiała z siostrą ale z rozmów nie wynikło żadne działanie (pomoc) (po odejściu taty nigdy jej nie odwiedziliśmy chodź jest majętną osobą), 
  • Z rodziną ze strony ojca nie utrzymywałem żadnego kontaktu od czasu Komunii Świętej (dodam, ze nikt nie był obecny na niej ze strony ojca),
  • Siostra ojca (była zakonnica i moja chrzestna) odmówiła kontaktu ze mną,
  • Pracownik socjalny  odesłał do psychologa lub do pracy.

Od lat z całą rodziną nie utrzymuje kontaktu poza mamą i bratem. Ale mama ma dość rozmów ze mną. Z bratem nigdy nie rozmawiałem o problemach. Z kim mam rozmawiać? Specjalistów informuje o moich oczekiwaniach.

W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

Czy masz do rodziny żal, że musiałeś to robić? Nadal odczuwasz wstyd, kiedy wspominasz tamte sytuacje? Czy opisałeś któremukolwiek z psychologów to, co napisałeś tutaj? Zdajesz sobie sprawę z tego, że ten wstyd, który czułeś wtedy prawdopodobnie został zduszony w Twoim wnętrzu i zamanifestował się w postaci lęku, zwłaszcza lęku przed innymi? 

Mam żal. 

Nadal czuje wstyd gdy wspominam tamte czasy. Po studiach ponownie musiałem to robić i nadal wykonuje czynności za które mogę się wstydzić. Kogo to obchodzi? (pytanie retoryczne) :( 

Wspomniałem o tym każdemu specjaliście z którym miałem co najmniej dwa spotkania. Najpopularniejsze odpowiedzi to : 1. To jest przeszłość i nie można jej zmienić. lub 2. Na pewno mama robiła co mogła. Dalsze nawiązywanie do tego tematu jest odbierane negatywnie. 

Według mnie lęk w kontaktach między ludzkich wynika z braku odpowiedniej relacji z rodzicami i rodziną. 

W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

A Ty nie chcąc powielać zachowania mamy uporczywie trzymasz się wyznaczonych przez siebie granic, reguł i nie pozwalasz w nie nikomu ingerować? Dlatego zasady, ustalenia, reguły są dla Ciebie tak ważne?

Uświadomiłem sobie, że mama nieradzi sobie życiowo i jest wykorzystywana przez rodzinę w trakcie lub pod koniec studiów. A moje problemy z ludźmi pojawiły się od czasów szkoły podstawowej. Zatem nie. Nigdy nie patrzyłem na to z tej strony. Według mnie  zasady są dla mnie ważne z powodu braku doświadczeń międzyludzkich. Zostałem pozostawiony sam a zasady pozwalały mi podjąć decyzję lub przybrać odpowiednią postawę. W moim dzieciństwie brak było rozmów rodziców z dzieckiem, pouczania, dawania rad i wskazówek lub stawiania wymagań stosownych do wieku. Odpowiedzią na to było uproszczenie zasad świata do tych które były zrozumiałe i proste. 

Chętnie podejmę dyskusji na temat moich zasad. Ale nie ma chętnych. 

W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

Nie przekonują mnie argumenty, że o wuju nie powinno się rozmawiać, ponieważ nie może się bronić. Ta relacja, podobnie jak Twoja sytuacja w domu, brak więzi z ojcem - wszystko to jest do przepracowania, ponieważ wszystko to miało wpływ na Twoje problemy. Twoja mama miała ciężkie życie, Ty miałeś ciężkie życie. Fakt - wiele z tego jest juz przeszłością, ale ta przeszłość wciąż odciska na Tobie ogromne piętno. Wywołuje całą gamę emocji, które są zwyczajnie stłumione. 

Nie mogę zmusić do rozmawiania o przeszłości. 

Pytałem na forum o przepracowanie przeszłości

W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

A zatem trzeba poszukać jeszcze innego psychiatry, który podejdzie do Twoich problemów profesjonalnie a nie na "odwal się".

Trudne jest poszukiwanie nowego specjalisty dla mnie. Wszystko ma swoje granice.

W dniu 28.03.2019 o 13:15, Lilith napisał:

To nie ma nic wspólnego z zawodem względem samego siebie. Sytuacja w domu zamknęła Cię we własnej skorupie. To nie kwestia "dopasowania się", a tego, że tłumiąc w sobie tyle rzeczy nie jesteś w stanie cieszyć się z obecności innych, z przebywania wśród nich, nie umiesz czerpać korzyści z kontaktu z ludźmi i zakładam, że z "dawaniem", okazywaniem przyjaznego podejścia względem innych tez może być ciężko. Jesteś zamknięty na innych, ponieważ kiedyś zostałeś zraniony, odtrącony, zepchnięty na "margines" i zawstydzony. Nie ufasz innym, wciąż odczuwasz lęk, że ktoś Cię w jakiś sposób zrani, zawiedzie. Przynajmniej ja w ten sposób to odbieram. Myślę, że masz w sobie dużo żalu do ludzi - w ogólnym tego słowa znaczeniu.

Mam problem z odmawianiem pomocy. Wydaje mi się że jestem wrażliwy na krzywdę innych.  

Mam dużo żalu i poczucia niezawinionej krzywdy. 

5 godzin temu, shira123 napisał:

ja tylko się wtrace na chwilke

Każdy ma prawo do udziału w dyskusji:)

5 godzin temu, shira123 napisał:

podoba mi się twój upor i konsekwencja w dazenia do pomocy sobie-to wielka zaleta

Mój upór powoli przeradza się w desperacje. Dziękuje.

5 godzin temu, shira123 napisał:

czy jako programista nie możesz pracować na razie zdalnie,z domu?

Po stażach nie pracowałem już jako programista. A opieka jaką sprawował opiekun stażu zostawia wiele do życzenia. Nauczyłem się mniej niż oczekiwałem. Obecnie brak mi doświadczenia i umiejętności aby podjąć pracę zdalnie. 

Edytowane przez johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.03.2019 o 17:35, johnn napisał:

Tak. Nie raz. 

Co to było?

W dniu 29.03.2019 o 17:35, johnn napisał:

Zgadzam się.  Ale ta uwaga niewiele wnosi do meritum.

Wręcz przeciwnie. Zakładasz pewien model i zasady, które w danym modelu się poruszają. Jak zatem możesz uważać zasady za sztywne, skoro zgadzasz się z tym, że nie możesz przewidzieć pewnych rzeczy? Uważasz, że jesteś elastyczny na tyle, żeby modyfikować zasady, czy nie jesteś w stanie tego zrobić nawet, gdy pojawia się zmienna całkowicie zmieniająca równanie?

W dniu 29.03.2019 o 17:35, johnn napisał:

Od lat z całą rodziną nie utrzymuje kontaktu poza mamą i bratem. Ale mama ma dość rozmów ze mną. Z bratem nigdy nie rozmawiałem o problemach. Z kim mam rozmawiać? Specjalistów informuje o moich oczekiwaniach.

Z mamą i z bratem. To przecież do Nich masz obecnie żal odnośnie położenia, w jakim Cię stawiają/stawiali. Dlaczego nie porozmawiasz z Nimi szczerze jak się czujesz, jak to wszystko odczułeś?

W dniu 29.03.2019 o 17:35, johnn napisał:

Chętnie podejmę dyskusji na temat moich zasad. Ale nie ma chętnych. 

Właśnie rozmawiamy o Twoich zasadach ;) Zatem tak nie do końca nie ma chętnych. Wiem, że rozmowa przez Internet, to nie jest to samo, ale zawsze to już coś. 

W dniu 29.03.2019 o 17:35, johnn napisał:

Trudne jest poszukiwanie nowego specjalisty dla mnie. Wszystko ma swoje granice.

Zgadza się. Jest to droga przez mękę i zniechęcenie, rozczarowanie może być ogromne. Proponowałabym cały żal wyrzucić przy najbliższej rozmowie ze specjalistą, którego znajdziesz.

W dniu 29.03.2019 o 17:35, johnn napisał:

Mam problem z odmawianiem pomocy. Wydaje mi się że jestem wrażliwy na krzywdę innych.  

Mam dużo żalu i poczucia niezawinionej krzywdy. 

Czyli ludzie Cię wykorzystują, ale Ty nic nie mówisz, ponieważ nie jesteś w stanie odmówić i zawalczyć o swoje? Co do żalu...podejrzewam, że musi być tego cała masa, która się w Tobie przez te wszystkie lata zebrała. Im dłużej z Tobą rozmawiam tym bardziej rozumiem Twoją sytuację. Ludzie Cię skrzywdzili - Ci najbliżsi również. Nie zapewnili Ci dzieciństwa, opieki, wsparcia, oparcia, pomocy - takiej, jakiej dziecko potrzebuje przy dorastaniu. Nie zapewnili Ci warunków do życia. Co czujesz, kiedy piszesz na Forum o przeszłości? Co się w Tobie dokładnie kłębi? Co czujesz? Żal i poczucie krzywdy, to  na pewno - i co jeszcze? Czy jest może coś dobrego związanego z przeszłością? Jakieś dobre wspomnienia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.03.2019 o 14:52, johnn napisał:

 

Na obu stażach z biegiem czasu było gorzej. Potrafiłem siedzieć kilka godzin bez przydzielonego zadania a jednocześnie bałem się o tym wspomnieć.  Na drugim stażu każde dzień pracy rozpoczynał się od wspólnego śniadania. Dla mnie to była udręka. Nie odnajdywałem się w rozmowie o wszystkim i o niczym. Odpowiadałem pytany. Czułem się jak piąte koło u wozu:(

 

 

W pełni cię rozumiem. Moim zdaniem im mniej ludzi będzie z tobą przebywać w pomieszczeniu, tym lepiej będziesz się czuł psychicznie. Im mniejsza firma, tym lepiej. Praca w korporacji i open space będą dla ciebie zbyt przytłaczające. Możesz też pomyśleć o pracy w mniejszym wymiarze czasu np. 3/4 etatu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.04.2019 o 09:20, Lilith napisał:

Co to było?

Im dłużej myślę o spontanicznym działaniu tym trudniej znaleźć mi takie zachowanie. Nie umiem podać przykładu. Trudność sprawia mi ustalenie co było odruchową (bądź emocjonalną) reakcją a co przemyślaną decyzją.

Przypomniałem sobie że pewnego razu mój brat został napadnięty przez domem. Po krótkim czasie pobiegłem razem z nim za sprawcami. Ale nie wiem czy była to przemyślana decyzją. Nie pamiętam.

W dniu 3.04.2019 o 09:20, Lilith napisał:

Wręcz przeciwnie. Zakładasz pewien model i zasady, które w danym modelu się poruszają. Jak zatem możesz uważać zasady za sztywne, skoro zgadzasz się z tym, że nie możesz przewidzieć pewnych rzeczy? Uważasz, że jesteś elastyczny na tyle, żeby modyfikować zasady, czy nie jesteś w stanie tego zrobić nawet, gdy pojawia się zmienna całkowicie zmieniająca równanie?

Nie wiem o czym rozmawiamy. 

Pozwól że przypomnę do czego pierwotnie odnosiła się moja wypowiedź. Opisałem w postaci równania istotne czynniki wpływające na przebieg pracy. Wskazałem, że żaden z nich nie uległ zmianie wobec tego najprawdopodobniej kolejna próba podjęcia pracy skończy się niepowodzeniem np. Skoro moja pewność siebie znajduje się na podobnym poziomie to należy się spodziewać że w sytuacjach jej wymagających  będę udzielał podobnych odpowiedzi jak poprzednio tj. nie będę umiał wyrazić swojego zdania lub podjąć jednoznacznej decyzji. 

W dniu 3.04.2019 o 09:20, Lilith napisał:

Z mamą i z bratem. To przecież do Nich masz obecnie żal odnośnie położenia, w jakim Cię stawiają/stawiali. Dlaczego nie porozmawiasz z Nimi szczerze jak się czujesz, jak to wszystko odczułeś?

Z mamą rozmawiam od lat. W ich trakcie wyraziłem swoje stanowisko. Brat przysłuchiwał się rozmowom z mamą.  Oboje też znają przebieg moich rozmów ze specjalistami oraz uwagi dotyczące ich pracy. Znane mi są też uwagi mojego brata do mamy. 

Początkowo rozmowy/kłótnie trwały nawet kilka godzin. Mama miała ich dość. To była jedna z przesłanek rozpoczęcia pierwszych spotkań za specjalistami.

W dniu 3.04.2019 o 09:20, Lilith napisał:

Właśnie rozmawiamy o Twoich zasadach ;) Zatem tak nie do końca nie ma chętnych. Wiem, że rozmowa przez Internet, to nie jest to samo, ale zawsze to już coś. 

Na więcej nie mogę liczyć. Tym bardziej to doceniam. Dziękuje.

W dniu 3.04.2019 o 09:20, Lilith napisał:

Zgadza się. Jest to droga przez mękę i zniechęcenie, rozczarowanie może być ogromne. Proponowałabym cały żal wyrzucić przy najbliższej rozmowie ze specjalistą, którego znajdziesz.

Nie jednemu specjaliście o tym powiedziałem w tym ostatniemu.  To nic nie daje. Specjaliści nie chętnie wypowiadają się o swoich kolegach.

Obecny psycholog na moje zarzuty wobec jednego z byłych terapeutów odpowiedział mi pytaniem: A umawialiście się na rzetelność? Inny odmówił rozmowy na ten temat. A pracownik socjalny zasugerował złożenie skargi co przez kilka osób z forum zostało negatywnie ocenione.

W dniu 3.04.2019 o 09:20, Lilith napisał:

Czyli ludzie Cię wykorzystują, ale Ty nic nie mówisz, ponieważ nie jesteś w stanie odmówić i zawalczyć o swoje? Co do żalu...podejrzewam, że musi być tego cała masa, która się w Tobie przez te wszystkie lata zebrała. Im dłużej z Tobą rozmawiam tym bardziej rozumiem Twoją sytuację. Ludzie Cię skrzywdzili - Ci najbliżsi również. Nie zapewnili Ci dzieciństwa, opieki, wsparcia, oparcia, pomocy - takiej, jakiej dziecko potrzebuje przy dorastaniu. Nie zapewnili Ci warunków do życia. Co czujesz, kiedy piszesz na Forum o przeszłości? Co się w Tobie dokładnie kłębi? Co czujesz? Żal i poczucie krzywdy, to  na pewno - i co jeszcze? Czy jest może coś dobrego związanego z przeszłością? Jakieś dobre wspomnienia?

W dzieciństwie mama walczyła o moje interesy.  Mi pozostało wykonanie końcowych postanowień (ustaleń). Stąd duża trudność sprawia mi odpowiedź na prośby lub zapytania dotyczące pomocy na rzecz innych. Weźmy konkretny przykład tj. pożyczanie pieniędzy. Zanim się tego dokona należy wziąć pod uwagę co najmniej kilka czynników w tym : 1. Jak dobrze znam osobę, której pożyczam pieniądze, 2. Czy jest uczciwa? 3. Kwota pożyczki 4. Termin oddania długu. Mój największy problem to przypisanie wszystkim czynnikom odpowiednich wag (poziomów istotności)(np. uczciwość jest dla mnie najważniejsza a termin spłaty jest na samym końcu) oraz ocena w jakim stopniu dany czynnik mi odpowiada (np. ile krótszy termin spłaty zadłużenia to lepiej ale czy miesięczny termin spłaty to za długo czy nie:( ). Brak mi doświadczenia aby  posłużyć się nim w analizie porównawczej. Zatem pozostają mi moje zasady, które są jednak zbyt ogólne aby to określić. Miotam się co zrobić. Koniec końców nie umiem odmówić pomocy bo nie potrafię jej wystarczająco uzasadnić. W sytuacjach gdy nie mogę wykonać prośby z oczywistego powodu umiem odmówić np. ktoś prosi mnie  o natychmiastową  pomoc gdy udzielam korepetycji lub w terminie w którym mam zaplanowane inne zajęcia. 

Najgorsze jest poczucie niezawinionej krzywdy oraz  straconych szans. W okresie dorastania nikt rozmawiał ze mną o dziewczynach, nie rozwijał moich zainteresowań oraz  nie stawiał wymagań/oczekiwań stosownych do wieku. Byłem pozostawiony sam sobie. To samo dotyczy studiów. Teraz kiedy słyszę gdy ludzie wspominają młode lata (np. spotkania z dziewczynami lub zdobycie prawo jazdy) to mnie szlak trafia. Mnie to wszystko ominęło. Dotyka mnie to podwójnie bo ja nie wiedziałem że tak można/trzeba:( A z drugiej strony odpowiedzialność za decyzję w młodości są cedowane na mnie. 

Często słucham Krzysztofa "Atora" Woźniaka na YouTube. W jednym z filmów wspomniał, że najlepszy okres w jego życiu to studia. W tym czasie spotykał się że znajomymi (nie ja), imprezował (nie ja), wyjeżdżał (nie ja), popijał ze znajomymi (nie ja) itd.  A ja na studiach tylko się uczyłem, siedziałem przez laptopem, chodziłem do biblioteki lub robiłem zakupy w sklepie.  Powinienem korzystać z życia póki młody ale nie wiedziałem jakie to istotne. Robiłem to czego mnie nauczono. Teraz jest za późno :(:(:( Ale skąd miałem to wiedzieć?? 

Dobre wspomnienia to zabawy na podwórku. Miałem różne i liczny osiągnięcia w nauce i sporcie. Ale gdy je wspominam to nie przywołują one pozytywnych uczuć. To jedynie jeden z wielu faktów z mojego życia np. po uroczystości zdobycia dyplomu licencjata wróciłem do domu i usiadłem przez laptopem. Nic wielkiego się nie stało. Z nikim nie świętowałem. Nikogo nie było z rodziny na uroczystości. Po prostu wziąłem dyplom i wróciłem do domu.  Inne zapewne cieszyli by się z nich ale nie ja. Myślę, że to przez to jak to było traktowane przez moich  rodziców. Nie przypominam sobie aby ojciec mnie pochwalił za czerwony pasek na świadectwie. Mama  potrafiła mnie pochwalić ale to wszystko na co mogłem liczyć. Za zdobycie stypendium Prezesa Rady Ministrów dla najlepszego ucznia w szkole dostałem pochwałę a drugiego dnia już o tym nie rozmawialiśmy. Było i nie ma. Oczywiście co miesięczne stypendium w całości oddawałem mamie. 

Jest mi bardzo smutno że muszę za to wszystko odpowiadać i tyle przyjemności mnie ominęło których nie byłem świadomy. Czuje się przegrany. Mam wrażenie że jakakolwiek rozmowa nie zmieni sytuacji. Konieczne jest działanie ale jedynie działanie wymaga się z mojej strony. Ja to odbieram jako karę/niesprawiedliwość.  W czasie największego kryzysu po odejściu ojca i przed tym korzystaliśmy z Opieki Społecznej. Mama mówiła im o naszej sytuacji. Ale im włos z głowy nie spadł. Nie chce już więcej pisać. Robię to tylko z bezsilności. Przepraszam  :(:(:(:( 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

john

 

smutno mi gdy cie czytam

i poniekąd ciebie rozumiem

ja tez mam zal/nawet nie wiem do kogo/o stracone lata,tez wszystko u mnie było nie tak jak u rowiesnikow.

ty dodatkowo nie masz wsparcia w rodzine.

ale wiesz co...pomyslalam sobie,ze żadna terapia mnie nie ''uratuje'' tylko sama musze przelamywac moje leki,czasem rzucic się na gleboka wode, ja tez się cholernie boje pracy i nowych doswiadczen ale powiedziałam sobie ze nie dam 

sobą rzadzic lekowi.wypowiadam mu wojne!

niestety to ch....trudne i wymaga mega sily woli,ale próbuj. nie mow ''nie uda mi sie'' tylko ''jestem w tym swietny'' zaryzykuj,podejmij jakas prace.

a nie myslales o lekach od psychiatry takich na lęki?czy bierzesz cos?

 

i jeszcze cos,nie obwiniaj mamy,taty,brata ani siebie.to bez sensu. jesteś jaki jesteś.

i teraz tylko OD CIEBIE zależy czy się zmienisz

ps.tez często czuje bezsilność.ale nie poddaje się.

z tego co wyczytałam jesteś inteligentny i wykształcony,uprzejmy,masz zasady.to naprawdę dużo. pomysl,miales trochę sukcesow w zyciu.staraj się o nich myslec,a nie o porażkach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 8.04.2019 o 16:32, johnn napisał:

Im dłużej myślę o spontanicznym działaniu tym trudniej znaleźć mi takie zachowanie. Nie umiem podać przykładu. Trudność sprawia mi ustalenie co było odruchową (bądź emocjonalną) reakcją a co przemyślaną decyzją.

Przypomniałem sobie że pewnego razu mój brat został napadnięty przez domem. Po krótkim czasie pobiegłem razem z nim za sprawcami. Ale nie wiem czy była to przemyślana decyzją. Nie pamiętam.

Innymi słowy - na ten moment nie ma przykładu. A co by było, gdybyś zrobił mały eksperyment z tymi spontanicznymi sytuacjami? Jest na tym etapie możliwe, żebyś zrobił coś bez długich przemyśleń? Coś pozornie niewiele znaczącego?

W dniu 8.04.2019 o 16:32, johnn napisał:

Wskazałem, że żaden z nich nie uległ zmianie wobec tego najprawdopodobniej kolejna próba podjęcia pracy skończy się niepowodzeniem

I tu jest pies pogrzebany. Uważasz, że nic nie uległo zmianie. Nieprawda. Zmianie uległoby otoczenie. Inni ludzie i inne środowisko, czyli to, czego nie jesteś w stanie przewidzieć, a co może znacząco wpłynąć na wynik.

W dniu 8.04.2019 o 16:32, johnn napisał:

Mama miała ich dość.

Ale Jej podejście nie uległo zmianie?

W dniu 8.04.2019 o 16:32, johnn napisał:

Obecny psycholog na moje zarzuty wobec jednego z byłych terapeutów odpowiedział mi pytaniem: A umawialiście się na rzetelność? Inny odmówił rozmowy na ten temat. A pracownik socjalny zasugerował złożenie skargi co przez kilka osób z forum zostało negatywnie ocenione.

A jak Ty to oceniasz? Złożenie skargi byłoby uzasadnione?

Powiem Ci jak było u mnie. Nigdy nie imprezowałam, nigdy nie balowałam ze znajomymi. Moim światem były książki i szkoła. Stypendium Prezesa Rady Ministrów i Stypendium Marszałka dla uzdolnionych z przedmiotów ścisłych jednocześnie. Studia wspominam jako męczarnię. Skacowane typy, które przeszkadzają w wykładzie albo gagatki, które balują, nie przykładają wagi do studiów a później lecą na ściągach. Później zaczęłam pracę i przeniosłam się na studia zaoczne. Praca, terapia i nauka - na nic więcej nie było czasu i ochoty. I wiesz co? Nie żałuję, że mnie to wszystko ominęło. Nie ma czego żałować. I to nieprawda, że w tej chwili nic nie jest w stanie tego "zrekompensować". Wszystko zależy od Ciebie. Sama się o tym przekonałam, więc to nie są tylko czcze słowa. Myślę, że w chwili obecnej tracisz cenny czas na rozpamiętywanie tego, do czego już nie da się wrócić - okresu studiów. Nie jesteś obecnie w stanie ani rozwijać swoich zainteresowań, ani wrócić na uczelnię, żeby uzyskać stopnia magistra, nie jesteś też w stanie w chwili obecnej nawiązać kontaktu w świecie realnym. A może spróbujesz tutaj? Może do kogoś zagadasz? Może spróbujesz się odnieść do cudzych problemów? Ja zaczynałam w ten sposób, bo fobia społeczna w pewnym okresie zmieszała się z agorafobią i nie byłam w stanie wyjść z domu, a jak już udało się po ciężkich bojach wyjść, to byłam odcięta od ludzi. Tutaj jednak zaczęłam się udzielać, zaczęłam odnosić się do problemów ludzi z chęcią pomocy. Takie posty nie wymagają specjalistycznej wiedzy - mają za zadanie wesprzeć i odnieść się do czyjegoś problemu w sposób, w jaki Ty go widzisz. Tak zaczęłam nawiązywać kontakty. Później wybrałam się na zlot i te kontakty przeszły w real. Może i Ty byś spróbował?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Innymi słowy - na ten moment nie ma przykładu. A co by było, gdybyś zrobił mały eksperyment z tymi spontanicznymi sytuacjami? Jest na tym etapie możliwe, żebyś zrobił coś bez długich przemyśleń? Coś pozornie niewiele znaczącego?

Nie sądzę. Istotnych decyzji nie podejmuje bez analizy. 

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

I tu jest pies pogrzebany.

Nie sądzę.

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

 Uważasz, że nic nie uległo zmianie. Nieprawda. 

Mylisz się. W mojej wypowiedzi odnosiłem się wyłącznie do czynników opisanych w moim modelu. To one nie uległy w istotny sposób zmianie. Ponadto żaden specjalista nie wyraził chęci pracy nad nimi!

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Zmianie uległoby otoczenie. Inni ludzie i inne środowisko, czyli to, czego nie jesteś w stanie przewidzieć, a co może znacząco wpłynąć na wynik.

Zgadza się. 

Ale myślę, że nie rozumiemy się. Skoro używamy modelu do przewidzenia wyniku przyszłych wydarzeń to uwagę koncentrujemy na zmiennych występujących w danym modelu. To nie wyklucza istnienia innych zmiennych mających wpływ na ostateczny wynik. Lecz ze względu brak kontroli nad nimi zazwyczaj nie uwzględnia się ich w modelu. 

Podobnie uczeń/student więcej pożytku wyniesie jeżeli dobrze przygotuje się do egzaminu (znajomością materiału do egzaminu to czynnik nad którym uczeń/student ma kontrole) niż porzuci to na rzecz szansy otrzymania łatwych zadań od wykładowcy (trudność zadań to czynnik nie przewidywalny chodź istotnie wpływający na wynik egzaminu). 

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Ale Jej podejście nie uległo zmianie?

 Jakie podejście? Doprecyzuj. Teraz rozmawiamy mniej. Moja mama przyznaje się do winy i jest jej bardzo przykro. Brak wychowawcze nadal trwają więc w tym zakresie nie mogę liczyć na jej pomoc. 

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

A jak Ty to oceniasz? Złożenie skargi byłoby uzasadnione?

Nie wiem, waham się. 

Rozpatrzymy osobę mojej pierwszej terapeutki. Nasze spotkanie zakończyło się przedstawieniem mi ultimatum. Jeden z warunków stanowił że nie będziemy rozmawiać o przeszłości. Z drugiej strony z krótkiej wymiany zdań z Tobą wynika że powinienem przepracować przeszłość. Kto ma rację? Jak mam podjąć decyzję skoro otrzymuje sprzeczne sygnały a inni specjaliści odmawiają rozmowy na ten temat? To skłania mnie do jeszcze bardziej wytężonej analizy. Poza tym nadal nie wiem co to znaczy przepracować przeszłość:(

Terapeutka wspomniana powyżej pracowała dla MOPS. Pracownikowi socjalnemu współpracującemu z nią znane były moje uwagi dotyczące pracy terapeutki. Radził mi złożyć skargę jeżeli mam zastrzeżenia. A moje krytyczne uwagi tłumaczyła nie dogadaniem się stron:( 

Nikt nie chce się wiążąco wypowiedzieć . Podobnie jak mało kto sprawdzi co się stało z człowiekiem, który upadł na ziemię z obawy że przed możliwymi konsekwencjami lub zaoferowaniem pomocy za darmo. Lepiej udać że nic się nie widzi i przejść obok.

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Powiem Ci jak było u mnie. Nigdy nie imprezowałam, nigdy nie balowałam ze znajomymi. Moim światem były książki i szkoła. 

Dlaczego nie imprezowałaś lub nie balowałaś ze znajomymi?

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Nie żałuję, że mnie to wszystko ominęło. Nie ma czego żałować.

 Mam odmienne zdanie. 

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

I to nieprawda, że w tej chwili nic nie jest w stanie tego "zrekompensować". Wszystko zależy od Ciebie. Sama się o tym przekonałam, więc to nie są tylko czcze słowa.

Nie wiem co to znaczy "zrekompensować". Zawsze mogę  obniżyć swoje wymagania do poziomu w którym uznam rekompensatę (cokolwiek nią będzie) za wystarczającą.  Wiele zależy od punktu odniesienia. Ja nie wiem jaki punkt odniesienia przyjąć dlatego kwestionuje wszystko. Co jest w niesmak specjalistom. Nie widzą mojego problemu a jedynie swoje trudności we współpracy ze mną. 

Wyjaśnij co masz na myśli.

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Myślę, że w chwili obecnej tracisz cenny czas na rozpamiętywanie tego, do czego już nie da się wrócić - okresu studiów.

 Ja nie rozpamiętuje. Przywołuje moje wspomnienia na cele naszej dyskusji.

Dlaczego uważasz że rozpamiętuje?

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Nie jesteś obecnie w stanie ani rozwijać swoich zainteresowań, ani wrócić na uczelnię, żeby uzyskać stopnia magistra, nie jesteś też w stanie w chwili obecnej nawiązać kontaktu w świecie realnym.

To wydaje się oczywiste zażywszy na moje wcześniejsze wypowiedzi. Warto byłoby się zastanowić jak to zmienić i kto ma to zrobić.  Przypomnę że na moje propozycję poprawy pewności siebie i samooceny oraz kontaktów z ludźmi żaden specjalista nie odpowiedział pozytywnie. Nad mienie, że na ostatnim spotkaniu z psychologiem po raz trzeci zostałem zapytany o moje cele, problemy i pomiar postępów. Jak staliśmy w miejscu tak stoimy. 

Obroniłem tytuł magistra nauk matematycznych:) 

Zwrócę uwagę mojemu obecnemu psychologowi jakie działania podejmie aby wykorzystać mój potencjał oraz na twoje słowa. Ale nie spodziewam się zmiany stanowiska. 

W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

A może spróbujesz tutaj? Może do kogoś zagadasz? Może spróbujesz się odnieść do cudzych problemów? Ja zaczynałam w ten sposób, bo fobia społeczna w pewnym okresie zmieszała się z agorafobią i nie byłam w stanie wyjść z domu, a jak już udało się po ciężkich bojach wyjść, to byłam odcięta od ludzi. Tutaj jednak zaczęłam się udzielać, zaczęłam odnosić się do problemów ludzi z chęcią pomocy. Takie posty nie wymagają specjalistycznej wiedzy - mają za zadanie wesprzeć i odnieść się do czyjegoś problemu w sposób, w jaki Ty go widzisz. Tak zaczęłam nawiązywać kontakty. Później wybrałam się na zlot i te kontakty przeszły w real. Może i Ty byś spróbował?

 Czasami odnoszę się do wpisów innych osób na tym forum. 

Odpowiadam na forum o programowaniu gier w języku Lua oraz luźno współpracuje z pewnym Amerykaninem nad projektem na Githubie. Przypomnę że udzielam korepetycji. 

Jestem Ci wdzięczny za wszelkie uwagi i sugestie ale czuję się jak klient firmy windykacyjnej która nęka mnie telefonami żądając spłaty przedawnionego długu. Wszelkie próby  wyjaśnienia nieporozumienia są ignorowane. A pomoc jest mi oferowana jedynie gdy przyznam się do długu:(

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

ja tez mam zal/nawet nie wiem do kogo/o stracone lata,tez wszystko u mnie było nie tak jak u rowiesnikow.

Żal może być uzasadniony lub nie. 

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

ty dodatkowo nie masz wsparcia w rodzine.

Mogę liczyć na pomoc brata i mamy. Ale to nie jest to czego bym oczekiwał. Z dalszą rodziną nie utrzymuje kontaktu.

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

ale wiesz co...pomyslalam sobie,ze żadna terapia mnie nie ''uratuje'' tylko sama musze przelamywac moje leki,czasem rzucic się na gleboka wode, ja tez się cholernie boje pracy i nowych doswiadczen ale powiedziałam sobie ze nie dam 

Mogę tak postąpić jedynie gdybym nie miał wyboru. Implikację z tego wynikające są dla mnie nie do zniesienia. Wynika to ze sposobu myślenia i przyjętych przeze mnie zasad np. moja zasada to : być  uczciwy zawsze. Nie muszę się zastanawiać kiedy stosować tą zasadę. Niestety nie wszyscy respektują tą zasadę (zapewne większość) w tym specjaliści. Nie potrafię zrozumieć tych wszystkich wyjątków przez co miotam się. Trudno mi też jest podjąć decyzję skoro nie mam na czym się oprzeć (nie mam niezbędnego doświadczenia życiowego). Rady specjalistów (np. nie zawsze trzeba mówić prawdę) są nie praktyczne (o kant dupy). Co więcej specjaliści nie przekonują mnie do swoich racji/propozycji/sugestii ani nie mogą udowodnić że się mylę. Co jest źródłem nie kończących się rozterek:(

Postanowiłem egzekwować obowiązki innych wobec mnie. Gdy one okażą się nie wystarczające to skazany jestem na własne siły.

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

niestety to ch....trudne i wymaga mega sily woli,ale próbuj. nie mow ''nie uda mi sie'' tylko ''jestem w tym swietny'' zaryzykuj,podejmij jakas prace.

Nie mówię że mi się nie uda. Nie wiem tego. Chce się przygotować. Ponadto nie chce kłamać.

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

a nie myslales o lekach od psychiatry takich na lęki?czy bierzesz cos?

Szczerze mówiąc nie wiem na co przepisał mi lek psychiatra. Wywnioskowałem że w innym celu niż podany w ulotce. Psychiatra przepisał mi Olanzin ale zakupiłem tańszy odpowiednik tj. Ranofren. Bez zmian.

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

i jeszcze cos,nie obwiniaj mamy,taty,brata ani siebie.to bez sensu. 

Nie obwiniam. Przedstawiam rzeczy jakimi są.

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

jesteś jaki jesteś.

Nie wiem co chciałaś przez to powiedzieć. Równie dobrze mógłbym powiedzieć 2+2=4.

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

i teraz tylko OD CIEBIE zależy czy się zmienisz

Mam wątpliwości. Potrafisz to udowodnić? Ponadto zmieniam się każdego dnia.

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

ps.tez często czuje bezsilność.ale nie poddaje się.

 To dobrze. Powodzenia:)

W dniu 8.04.2019 o 21:20, shira123 napisał:

z tego co wyczytałam jesteś inteligentny i wykształcony,uprzejmy,masz zasady.to naprawdę dużo. pomysl,miales trochę sukcesow w zyciu.staraj się o nich myslec,a nie o porażkach.

Nie mam o sobie tak dużego mniemania. Z grzeczności podziękuje. Czasami sprawia mi trudność określić co jest sukcesem a co porażką nawet w odniesieniu do zdarzeń przeszłych co do których miałem wyrobione zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Nie sądzę. Istotnych decyzji nie podejmuje bez analizy. 

Nie mówię o istotnych decyzjach. Zacznij od małych rzeczy.

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Ale myślę, że nie rozumiemy się. Skoro używamy modelu do przewidzenia wyniku przyszłych wydarzeń to uwagę koncentrujemy na zmiennych występujących w danym modelu. To nie wyklucza istnienia innych zmiennych mających wpływ na ostateczny wynik. Lecz ze względu brak kontroli nad nimi zazwyczaj nie uwzględnia się ich w modelu. 

Dlatego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaki będzie koniec i czy model finalnie nie ulegnie zmianie. O tym mówię. Ty się nie zmieniłeś, Twój schemat postępowania się nie zmienił, ale może na niego wpłynąć przykładowo środowisko, w którym się znajdziesz, osoby, które poznasz i tak dalej. Zakładasz, że finał będzie taki sam jak wcześniej, ale tak naprawdę nie jesteś w stanie tego do końca przewidzieć właśnie przez wpływ tych zmiennych, które mogą wystąpić. Innymi słowy - jest nadzieja, że będzie inaczej. 

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Jakie podejście? Doprecyzuj. Teraz rozmawiamy mniej. Moja mama przyznaje się do winy i jest jej bardzo przykro. Brak wychowawcze nadal trwają więc w tym zakresie nie mogę liczyć na jej pomoc.

Chodziło mi o to, czy mama Cię wspiera, próbuje Ci jakoś pomóc, ale już znam odpowiedź.

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Jak mam podjąć decyzję skoro otrzymuje sprzeczne sygnały a inni specjaliści odmawiają rozmowy na ten temat? To skłania mnie do jeszcze bardziej wytężonej analizy. Poza tym nadal nie wiem co to znaczy przepracować przeszłość:(

Na podstawie tego, co czujesz, co jest Ci bliższe. Przepracowanie przeszłości polega na wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego, co boli, wszystkich odczuć związanych z przeszłością, wydarzeń, które Twoim zdaniem miały wpływ na Twoje obecne problemy, wypowiedzeniem tego na głos i finalnie pogodzenie się z tym, co było, ułożenie tego w jedną całość, która już tak bardzo nie będzie przeszkadzać, nauczenie się z tym żyć, przyjęcie do wiadomości, że to, co wydarzyło się w przeszłości bardzo mocno na Ciebie wpłynęło i wytworzyło określone automatyczne schematy reagowania, które trzeba poznać, przyjrzeć się im i zmienić, ponieważ zazwyczaj przynoszą więcej szkody niż pożytku. Patrzenie na przeszłość bez wstydu, bez lęku, bez rozżalenia i złości - wtedy można powiedzieć, że się przepracowało przeszłość. To tak w skrócie.

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Dlaczego nie imprezowałaś lub nie balowałaś ze znajomymi?

Jak miałam 8 lat, to ktoś mi zrobił krzywdę. Od tamtej pory byłam odludkiem. Nigdy nie ciągnęło mnie do imprez, do ludzi, do życia, które wiedli moi rówieśnicy. Mam za sobą sporo traum - również w późniejszym czasie. To wszystko "odcięło mnie" od postrzegania świata w sposób, w jaki postrzegali go moi rówieśnicy lub nawet osoby starsze. Zamknęłam swój świat w książkach, bo czułam się w tym bezpiecznie. 

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Nie wiem co to znaczy "zrekompensować". Zawsze mogę  obniżyć swoje wymagania do poziomu w którym uznam rekompensatę (cokolwiek nią będzie) za wystarczającą.  Wiele zależy od punktu odniesienia. Ja nie wiem jaki punkt odniesienia przyjąć dlatego kwestionuje wszystko. Co jest w niesmak specjalistom. Nie widzą mojego problemu a jedynie swoje trudności we współpracy ze mną. 

Wyjaśnij co masz na myśli.

Chodzi o to, że Twoje życie trwa i możesz nim pokierować tak, żeby jeszcze coś przeżyć, żeby życie nie było wegetacją. Masz szansę na nowe doświadczenia. Może trochę inne niż miałbyś za młodu, co nie znaczy, że "gorsze". Nie jesteś stracony, nie jesteś bez szans. Jeszcze wiele możesz zdziałać, wiele osiągnąć, wiele przeżyć. 

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

 Ja nie rozpamiętuje. Przywołuje moje wspomnienia na cele naszej dyskusji.

Dlaczego uważasz że rozpamiętuje?

Twoje wpisy o tym świadczą. Jest w nich dużo żalu, złości i wstydu, co świadczy o tym, że to Cię bardzo boli, jest nadal żywe i ma na Ciebie wpływ. 

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Warto byłoby się zastanowić jak to zmienić i kto ma to zrobić.

Tylko Ty sam możesz to zrobić...

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Obroniłem tytuł magistra nauk matematycznych:) 

Gratuluję :) To naprawdę duże osiągnięcie. A jaką specjalność, jeśli mogę zapytać? Ja miałam iść na matematykę stosowaną, ale to było poza moim zasięgiem. W sumie nie żałuję, bo choć zawsze lubiłam matematykę, to finalnie jest ona dopiero, na którymś miejscu w kolejce. Na pierwszym od lat jest psychologia, ale to już inna para kaloszy.

W dniu 14.04.2019 o 16:25, johnn napisał:

Jestem Ci wdzięczny za wszelkie uwagi i sugestie ale czuję się jak klient firmy windykacyjnej która nęka mnie telefonami żądając spłaty przedawnionego długu. Wszelkie próby  wyjaśnienia nieporozumienia są ignorowane. A pomoc jest mi oferowana jedynie gdy przyznam się do długu:(

Dlaczego w ten sposób to odbierasz? Zwyczajnie rozmawiamy. Nie chodzi mi o to, żebyś się do czegokolwiek przyznawał, ale żebyś wziął pod uwagę inne spojrzenie. To, co piszę w postach nie jest prawdą objawioną, którą masz obowiązek wcielić w życie. To tylko moje subiektywne spojrzenie, które możesz, ale nie musisz wziąć pod uwagę :) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 11.04.2019 o 10:19, Lilith napisał:

Coś pozornie niewiele znaczącego?

 

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Nie mówię o istotnych decyzjach.

Mylisz się.

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Zacznij od małych rzeczy.

Nie rozumiem co czego zmierzasz? Mam w każdej mało istotnej sprawie podejmować decyzje spontanicznie? Jaki jest cel tego zabiegu?

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Dlatego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaki będzie koniec i czy model finalnie nie ulegnie zmianie. O tym mówię. Ty się nie zmieniłeś, Twój schemat postępowania się nie zmienił, ale może na niego wpłynąć przykładowo środowisko, w którym się znajdziesz, osoby, które poznasz i tak dalej. Zakładasz, że finał będzie taki sam jak wcześniej, ale tak naprawdę nie jesteś w stanie tego do końca przewidzieć właśnie przez wpływ tych zmiennych, które mogą wystąpić. Innymi słowy - jest nadzieja, że będzie inaczej. 

Skoryguje Cię. Przewiduje z dużym prawdopodobieństwem otrzymanie negatywnego wyniku tj. niepowodzenia. Z resztą się zgadzam.

Większe przywiązanie do zmiennych nieprzewidywalnych niż do zmiennych przewidywalnych jest według mnie irracjonalne. Takie podejście stosujesz? 

O czym my rozmawiamy? Moja teza brzmiała: Należy się skupić na zmiennych (z modelu) na które mamy wpływ.

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Chodziło mi o to, czy mama Cię wspiera, próbuje Ci jakoś pomóc, ale już znam odpowiedź.

Mama mnie wspierała zawsze. 

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Na podstawie tego, co czujesz, co jest Ci bliższe. 

Moje uczucia mogą być zawodne. Ja mojej oceny nie opieram na uczuciach ale na zasadach w tym prawie lub regulaminach. Bliższa jest mi prawda. Już się nią kieruje oraz zasadami. To nie przynosi rozstrzygnięcia. Czy skarga poparta uczuciami będzie wiarygodna? 

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Przepracowanie przeszłości polega na wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego, co boli, wszystkich odczuć związanych z przeszłością, wydarzeń, które Twoim zdaniem miały wpływ na Twoje obecne problemy, wypowiedzeniem tego na głos i finalnie pogodzenie się z tym, co było, ułożenie tego w jedną całość, która już tak bardzo nie będzie przeszkadzać, nauczenie się z tym żyć, przyjęcie do wiadomości, że to, co wydarzyło się w przeszłości bardzo mocno na Ciebie wpłynęło i wytworzyło określone automatyczne schematy reagowania, które trzeba poznać, przyjrzeć się im i zmienić, ponieważ zazwyczaj przynoszą więcej szkody niż pożytku. Patrzenie na przeszłość bez wstydu, bez lęku, bez rozżalenia i złości - wtedy można powiedzieć, że się przepracowało przeszłość. To tak w skrócie.

  Czy przepracowanie przeszłości wyklucza dochodzenie swoich praw? Walkę o sprawiedliwość? Czy to jest wbrew/za zasadą: Każdy odpowiada tylko za swoje czyny?

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Chodzi o to, że Twoje życie trwa i możesz nim pokierować tak, żeby jeszcze coś przeżyć, żeby życie nie było wegetacją. Masz szansę na nowe doświadczenia. Może trochę inne niż miałbyś za młodu, co nie znaczy, że "gorsze". Nie jesteś stracony, nie jesteś bez szans. Jeszcze wiele możesz zdziałać, wiele osiągnąć, wiele przeżyć. 

Zgadzam się.  Ale po raz kolejny twoja wypowiedź nie jest pełna według mnie. 

Pan Tomasz komenda niesłusznie skazany na wiele lat pozbawienia wolności zdecydował walczyć o odszkodowanie. Podobnie potomkowie dekretu Bieruta zdecydowali walczyć o mienie niesłusznie odebrane im rodzicom, dziadkom. Czemu ja mam to odrzucić? 

Gdy ktoś Ci odbierze szanse na wykorzystanie życia jak chcesz aby nie było wegetacją to pozostaniesz bierna?

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Twoje wpisy o tym świadczą. Jest w nich dużo żalu, złości i wstydu, co świadczy o tym, że to Cię bardzo boli, jest nadal żywe i ma na Ciebie wpływ. 

Ta kwestia nie jest dla mnie zamknięta. 

W mojej głowie często przeprowadzałem eksperyment myślowy. Proponuje specjaliście oddanie mi znaczącej części swojego majątku. Niestety ani razu specjalista nie przystał na moją propozycję chodź wyraźnie podkreślałem że to kwestia zmiany perspektywy. Na koniec zadaje sobie pytanie : Czemu ja mam zmienić perspektywę która nie wynika z prawdy ani zdrowego rozsądku skoro specjalista na podobną propozycję odmawia? Oczywiście wyniki nie są do końca wiarygodne zważywszy że to twór mojego umysłu.  Niestety specjaliści nie godzą się na przedyskutowanie ich propozycji. A z wymiany poglądów nic nie wynika. Znów podeprze się przykładem. Jeżeli koleżanka poprosi Cię o coś co może wiązać się z przykrymi konsekwencjami lub wysiłkiem finansowym to nie zadasz sobie pytania czemu sama tego nie zrobi? Czy jeżeli zapytasz tą koleżankę czemu sama tego nie zrobi  a ona nie odpowie na twoje pytanie i znów ponowi swoją prośbę to uznasz ze wszystko jest w porządku i spełnisz jej prośbę? Mam prowadzić dalej mój wywód? Czy rozumiesz mój tok rozumowania?

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Tylko Ty sam możesz to zrobić...

Nie zgadzam się. Gdyby tak było nie musiałbym się spotykać ze specjalistami. 

Potrafisz to udowodnić?

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Gratuluję :) To naprawdę duże osiągnięcie. A jaką specjalność, jeśli mogę zapytać? Ja miałam iść na matematykę stosowaną, ale to było poza moim zasięgiem. W sumie nie żałuję, bo choć zawsze lubiłam matematykę, to finalnie jest ona dopiero, na którymś miejscu w kolejce. Na pierwszym od lat jest psychologia, ale to już inna para kaloszy.

Specjalność: Zastosowania matematyki. Dziękuje.

W dniu 16.04.2019 o 10:06, Lilith napisał:

Dlaczego w ten sposób to odbierasz? Zwyczajnie rozmawiamy. Nie chodzi mi o to, żebyś się do czegokolwiek przyznawał, ale żebyś wziął pod uwagę inne spojrzenie. To, co piszę w postach nie jest prawdą objawioną, którą masz obowiązek wcielić w życie. To tylko moje subiektywne spojrzenie, które możesz, ale nie musisz wziąć pod uwagę :) 

To były przemyślenia o charakterze ogólnym. Nie dotyczyły naszej rozmowy.

Spróbuje to krótko wyjaśnić.  Nie rozstrzyga się kto jest winny ale tylko mi proponuję się rozwiązania wymagające wysiłku, czasu i pracy.  Ja mogę te rozwiązania jedynie przyjąć lub odmówić. Nie mogę dyskutować na temat pomocy mi udzielanej. Podobnie firmy windykacyjne nie chcą dyskutować o zasadności długu lecz dopytują się  kiedy zostanie spłacony. Ponadto często nie składają spraw do Sądów  bo wiedzą że ich roszczenia nie mają podstaw prawnych chyba że ktoś przyzna się do długu. 

Doceniam twoje odmienne zdanie ale póki nie wiem czy to jest prawda jest dla mnie mało użyteczne! Co najwyżej moje je porównać z innym. Wskazać różnice i podobieństwa oraz stwierdzenia z którymi się zgadzam. To jest powodów dla którego tak gorąco i uparcie zabiegam o rozstrzygnięcie/dyskusje przy różnicy  zdań. Im więcej zdań odrębnych tym większą pracę muszę wykonać aby je zanalizować. Za dobrze radzę sobie w zmianie perspektywy i łatwo umiem odczytać intencję drugiej strony. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybacz, że odpisuję z takim opóźnieniem.

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Mylisz się.

W czym się mylę?

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Nie rozumiem co czego zmierzasz? Mam w każdej mało istotnej sprawie podejmować decyzje spontanicznie? Jaki jest cel tego zabiegu?

Nie słyszałeś o metodzie małych kroków w kontekście pracy nad problemem?

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Większe przywiązanie do zmiennych nieprzewidywalnych niż do zmiennych przewidywalnych jest według mnie irracjonalne. Takie podejście stosujesz? 

O czym my rozmawiamy? Moja teza brzmiała: Należy się skupić na zmiennych (z modelu) na które mamy wpływ.

Nie rozmawiamy teraz o mnie ;) Nie chodzi o większe przywiązanie, ale w ogóle o uwzględnienie tego, że zmienne nieprzewidywalne mogą wystąpić. Mam wrażenie, że mimo świadomości istnienia takich zmiennych masz problem z przyjęciem tego, że są one ważne. Oczywiście, zmienne, na które masz wpływ mają większe znaczenie i masz na nie wpływ. Te zmienne jednak to nie wszystko. 

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Moje uczucia mogą być zawodne. Ja mojej oceny nie opieram na uczuciach ale na zasadach w tym prawie lub regulaminach. Bliższa jest mi prawda. Już się nią kieruje oraz zasadami. To nie przynosi rozstrzygnięcia. Czy skarga poparta uczuciami będzie wiarygodna? 

Jeśli będzie zawierała odpowiednie uzasadnienie, to owszem.

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Czy przepracowanie przeszłości wyklucza dochodzenie swoich praw? Walkę o sprawiedliwość? Czy to jest wbrew/za zasadą: Każdy odpowiada tylko za swoje czyny?

Absolutnie jedno nie wyklucza drugiego. W niektórych przypadkach jest to nawet część przepracowania przeszłości. Wszystko zależy od człowieka.

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Pan Tomasz komenda niesłusznie skazany na wiele lat pozbawienia wolności zdecydował walczyć o odszkodowanie. Podobnie potomkowie dekretu Bieruta zdecydowali walczyć o mienie niesłusznie odebrane im rodzicom, dziadkom. Czemu ja mam to odrzucić? 

Gdy ktoś Ci odbierze szanse na wykorzystanie życia jak chcesz aby nie było wegetacją to pozostaniesz bierna?

I znowu - nie o mnie mowa ;) Przykłady, które przytoczyłeś mają sens wówczas, gdy możemy wywalczyć realną korzyść dla samego siebie. A co Ty wywalczysz mając żal do siebie, że nie wykorzystałeś młodości? Lub żal do innych? Przytoczone osoby wiedziały, co chcą wywalczyć i od kogo. A Ty to wiesz? W kwestiach dotyczących przeszłości, jeśli masz możliwość wywalczenia czegoś dla siebie - jak najbardziej jestem za. Zadaj sobie jednak pytanie, czy aby na pewno realne jest wywalczenie czegokolwiek od kogokolwiek w kwestii przeszłości i co by to miało być? Jeśli nie ma realnych możliwości - to bez sensu jest krążenie wokół tego tematu, bo tylko wzrasta Twój żal i poczucie krzywdy., straty. A co z życiem, które masz w chwili obecnej? Co chcesz z nim zrobić? 

Na resztę odpiszę jak będę miała możliwość większego skupienia się na odpowiedzi, bo nie chcę tego robić po łebkach. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

john

uderza mnie twoje ogromne poczucie zalu i krzywdy,mam tez wrazenie ze trochę ''zżyjesz przeszloscia''

 

ja bedac na terapii grupowej tez miałam taki okres,zalu,krzywdy do siebie rodzicow,otoczenia. ale to minelo,wybaczylam,postanowilam zyc  teraz ,a nie przeszloscia.

dobrze Lilith napisala,po co nadmiernie skupiać się na przeszlosci,jej nie zmienisz,ale masz zycie,jestes młody,wszystko przed toba.

 

pozwol ze zadam Ci pytanie-co chcesz osiagnac? jakie masz marzenia? gdzie widzisz siebie za 5 lat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

shira123 -> ja mam podobnie,am mam ogromny żal do ludzi, że nie rozumieją moich problemów (głównie do specjalistów). Uważam, że oni nie potrafią pomagać bo u mnie problemem nie jest zaburzenie tylko sposób, w jaki interpretuję rzeczywistość plus moje osobiste oczekiwania co do tego, jak chciałbym żyć itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pablo,

studiuje psychologie.  to co robisz nazywa się fiksacja, zafiksowales się na pewnym zawodzie,ktorego nie możesz wykonywać/dobrze rozumiem?/

wiesz podam ci taki przyklad

facet sportowiec,futbolista,stracil noge w wypadku

marzyl o karierze sportowej

ma on 2 wyjscia

1.pograzyc się w rozpaczy,desperacji,i do końca zycia oplakiwac swój los nic nie robiac

2.rozpatrzyc inne możliwości.kariera sportowa już nie ale może cos innego go interesuje?co moglby realnie robic?

i jest wiele przykladow ludzi którzy nie poddali się w takiej sytuacji

wszysystko jest w twojej glowie.

ale jeżeli NIE CHCESZ nic zmienić to żaden specjalista nie pomoze

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Shira -> zapewne tak właśnie jest, z tym, że ja mam o tyle poważniejszy problem, bo miałem kilka zawodów/rzeczy, które chciałem robić i nie wyszło. Stąd to negatywne nastawienie. Rozpatrywałem, szukałem i nic. Po prostu między tym, co ja chciałbym robić a rynkiem pracy jest maksymalny rozstrzał, którego nie idzie pogodzić. Czuję się, jakbym był totalnie wyalienowany z obecnej cywilizacji, nie widzę w niej nic, co by mnie pociągało, inspirowało, interesowało. Uciekam od niej czy tego chcę, czy nie.

Co można zrobić w tak złej sytuacji? Dodam, że jestem osobą, która absolutnie nie potrafi pracować na etacie, męczy ją cywilizacyjny pęd, unika dużych miast i zbiorowisk ludzkich i nie potrafi wykonywać rutynowych czynności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zadałem sobie trud i poczytałem o tej fiksacji. Istotnie, cierpię na nią ale jest coś jeszcze. Nie podoba mi się twierdzenie, że fiksacja to np. niechęć dorosłego mężczyzny do założenia własnej rodziny. Czy wszyscy mężczyźni muszą zakładać rodzinę? Pachnie mi to takim XIX ewolucjonizmem, który mówi, że każda dorosła osoba winna naśladować i powielać wzorce swoich rodziców, społeczeństwa. A ja od dziecka czułem swoiste wyobcowanie, nie mające nic wspólnego z tym, jak wychowywali mnie rodzice czy z wpływem środowiska zewnętrznego.

Przyznaję się, że nie widzę siebie w obecnym systemie ekonomicznym zwanym neoliberalnym kapitalizmem, gdzie trzeba pracować od rana do nocy, aby coś mieć. Praktycznie wszyscy moi znajomi nie mają czasu kompletnie na nic: pracują powyżej 8 godzin dziennie (a ci, którzy mają to szczęście, że mogą po tych 8 godzinach z pracy wyjść mają inne rzeczy typu rodzina na przykład). Ja nigdy siebie nie widziałem w takim położeniu. Owszem, miałem okres, kiedy mocno chciałem związać się z drugą osobą ale rozpadało się to właśnie przez moje wolnościowe podejście, odejście od dogmatu typu związek -> rodzina -> zwykłe życie. Z domu wyniosłem nieco inne wartości, bo moi rodzice nie pakowali mnie na siłę w te wszystkie społeczne atrybuty, nie wkładali mi na siłę do głowy niczego tylko przedstawiali i dawali wolny wybór.

Czy czuję się, jakbym emocjonalnie został w jakimś poprzednim okresie mojego życia? Tak, ponieważ do dziś dnia nie udało się zrealizować przynajmniej częściowo tego, co chciałem, co zamierzałem. Nie wyszło z kierunkiem studiów, nie wyszło z życiem z tzw. sztuki, nie wyszło jeszcze kilka innych rzeczy, które dla mnie były i wciąż są ważne. Nie wyszło, bo żyję w Polsce, gdzie średnia mentalność ludzi jest daleko w tyle za naszymi zachodnimi sąsiadami. Dlaczego więc nie wyjadę? Bo tam nikt nie czeka z otwartymi ramionami, imigranci zawsze mają trudny start a ja w tym momencie nie czuję się na siłach, aby zdecydować się na tak desperacki krok i zaryzykować. Czuję się maksymalnie wypalony, cierpię na stany depresyjne i apatyczne, towarzyszą mi tzw. czarne myśli.

Jestem niedostosowany społecznie i nie widzę wyjścia, abym stał się dostosowany. Musiałbym tego chcieć a nie chcę żyć tak, jak żyje tzw. przeciętny Kowalski. Nie życzę sobie również określania mnie narcyzem, który uważa siebie za lepszego od innych. Nie czuje się lepszy, czuję się inny bo mam inne niż 99 procent polskiego społeczeństwa potrzeby dotyczące wszystkich ważniejszych sfer życia.

Nie czuje również ochoty po raz kolejny szukać pomocy tzw. specjalistów, bo oni nie umieją nic doradzić a tylko wynajdują różnego typu zaburzenia, i chcą z powrotem na siłę wcisnąć mnie w ramy społeczne, a przecież jasnym jest, że to, co powoduje u mnie te negatywne stany, to właśnie tkwienie i bycie podporządkowanym temu społeczeństwu. Idąc z wizytą do takich ludzi czuję się jak eksponat laboratoryjny albo ktoś, komu na siłę robi się lobotomię. A ja się na to nie zgadzam i mam prawo żądać równego traktowania!

Jeśli widzisz wyjście z tej sytuacji, chętnie wysłucham. Jeśli nie, nie próbuj mnie przekonywać, że jest ze mną coś nie tak, bo ja widzę to tak,a że to z ludźmi jest coś nie tak, skoro nie umieją zaakceptować czyjejś inności i innych potrzeb niż te ogólnie uznane za powszechne i poprawne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Ta kwestia nie jest dla mnie zamknięta. 

W mojej głowie często przeprowadzałem eksperyment myślowy. Proponuje specjaliście oddanie mi znaczącej części swojego majątku. Niestety ani razu specjalista nie przystał na moją propozycję chodź wyraźnie podkreślałem że to kwestia zmiany perspektywy. Na koniec zadaje sobie pytanie : Czemu ja mam zmienić perspektywę która nie wynika z prawdy ani zdrowego rozsądku skoro specjalista na podobną propozycję odmawia? Oczywiście wyniki nie są do końca wiarygodne zważywszy że to twór mojego umysłu.  Niestety specjaliści nie godzą się na przedyskutowanie ich propozycji. A z wymiany poglądów nic nie wynika. Znów podeprze się przykładem. Jeżeli koleżanka poprosi Cię o coś co może wiązać się z przykrymi konsekwencjami lub wysiłkiem finansowym to nie zadasz sobie pytania czemu sama tego nie zrobi? Czy jeżeli zapytasz tą koleżankę czemu sama tego nie zrobi  a ona nie odpowie na twoje pytanie i znów ponowi swoją prośbę to uznasz ze wszystko jest w porządku i spełnisz jej prośbę? Mam prowadzić dalej mój wywód? Czy rozumiesz mój tok rozumowania?

Tok rozumowania jest jasny, ale podajesz przykłady abstrakcyjne, które tak naprawdę nie wiążą się z rzeczywistością. Jeśli owe przykłady podajesz również terapeucie, to nie podejmie on dyskusji na ten temat. Terapia to nie jest "coś", gdzie można dyskutować - od tego są uczelnie i studia. Na terapii nie ma wymiany poglądów - jest ona relacją jednostronną. Po drugie - to, o czym mówi specjalista odnosi się wprost do Ciebie i Twojego życia. Ty natomiast odbijasz piłeczkę chcąc "wymusić" na terapeucie zmianę perspektywy, przez którą on sam postrzega rzeczywistość i Ciebie. Nie masz wpływać na terapeutę i jego perspektywę, ale zastanowić się nad swoją. Na chłopski rozum - jest Ci źle i chcesz zmian. Czy zawsze muszą to być zmiany, na które się zgadzasz i masz ochotę? Nie. Zmiany często wzbudzają niechęć i lęk, ale są konieczne, żeby odnotować poprawę. Ty nie chcesz zmienić swojego postrzegania. Szukasz osoby, która Ci przytaknie i będzie prowadziła terapię na Twoich warunkach. Analizy, które przeprowadzasz w głowie Cię hamują, uniemożliwiają jakąkolwiek zmianę. 

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Nie zgadzam się. Gdyby tak było nie musiałbym się spotykać ze specjalistami. 

Potrafisz to udowodnić?

 Dowodem jest życie. Terapeuta nic za Ciebie nie zrobi. To Ty masz podejmować decyzje, w Twoich rękach jest sprawstwo. Terapeuta jest tylko w gabinecie. We własnym życiu jesteś Ty i Twoje wybory. Od wyborów i decyzji zależy, co będzie dalej.

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Nie rozstrzyga się kto jest winny ale tylko mi proponuję się rozwiązania wymagające wysiłku, czasu i pracy. 

A czego byś chciał? Komfortowego życia bez wysiłku? Niestety, żeby coś osiągnąć trzeba w to włożyć pracę, czas i duuuużo wysiłku, bo inaczej będziesz stał w tym miejscu, w którym obecnie stoisz. Tego właśnie chcesz? To w końcu Twoje życie. Masz wybór - albo się wysilić i mimo niechęci jednak coś zrobić, albo zostać tam, gdzie jesteś. 

W dniu 17.04.2019 o 20:05, johnn napisał:

Nie mogę dyskutować na temat pomocy mi udzielanej. Podobnie firmy windykacyjne nie chcą dyskutować o zasadności długu lecz dopytują się  kiedy zostanie spłacony. Ponadto często nie składają spraw do Sądów  bo wiedzą że ich roszczenia nie mają podstaw prawnych chyba że ktoś przyzna się do długu. 

To porównanie nie ma racji bytu. Firmy windykacyjne działają na pograniczu prawa i doskonale o tym wiedzą. Bazują na niewiedzy i tym, że ludzie nie wiedzą przykładowo o możliwości podniesienia zarzutu przedawnienia. Firmy windykacyjne działają na swoją korzyść. Natomiast terapia jest procesem, który ma Ci pomóc i zadziałać na Twoją korzyść. Ale regularna terapia - na pewno nie kilka spotkań. Nie przy takim spektrum problemów, które opisujesz. No i pytanie - chcesz pomocy czy chcesz dyskutować na temat pomocy Ci udzielanej i negować praktycznie każdą jedną opcję? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith -> wybacz, że się wtrącę, ale poniekąd rozumiem johnn'ego. W Polsce mamy ogromny problem ze specjalistami w dziedzinie psychologii i psychiatrii. Sam jestem tego wręcz podręcznikowym przykładem. Więcej dowiedziałem się o sobie samym i o możliwych problemach chociażby rozmawiając z ludźmi z tego forum, niż od ludzi, u których próbowałem szukać pomocy. Uważam ten stan rzeczy za niedopuszczalny. Uważam też, że głównym problemem wielu psychologów i psychoterapeutów jest to, że w trakcie oceniania dolegliwości pacjenta posiłkują się oni swoimi własnymi, bardzo subiektywnymi wrażeniami i ocenami, a co gorsza, przejawiają mocne akcenty w kierunku dążenia do oceniania podług tzw. ogólnie przyjętej mentalności społecznej. A przecież każdy człowiek jest inny i nawet, jeśli ktoś nie umie odnaleźć się w danej mentalności, w danym kontekście kulturowym, to nie jest to powód, aby traktować to jako zaburzenie! A właśnie tak się dzieje i w moim przypadku również niejednokrotnie tak postąpiono.

Podam przykład: moja ostatnia wizyta u rzekomo sprawdzonego i wysoce cenionego psychoterapeuty skończyła się stwierdzeniem, że cierpię na niedostosowanie społeczne i zaburzenia narcystyczne. Dlaczego zostałem tak zdiagnozowany? Bo przyznałem się, że się wychowywałem w czasach, kiedy tzw. subkultury młodzieżowe były czymś popularnym i że w jakiś sposób tok myślenia przyjęty przez owe subkultury (np. idealizacja rzeczywistości, niepogodzenie się z tzw. szarą, brutalną rzeczywistością, odgórnie narzucanymi wzorcami społecznymi typu religia czy mentalność) ukształtowało moje własne postrzeganie rzeczywistości i że przez to mam problemy w funkcjonowaniu w obecnej rzeczywistości typu brak umiejętności poruszania się na rynku pracy, kiepskie relacje z otoczeniem itp. Tylko czy ten pan specjalista zadał sobie chociaż odrobinę trudu i pomyślał może, że nie każdy chce podążać za ,,stadem", że są ludzie, którzy może zamiast wyznawania ogólnie przyjętych poglądów społecznych czy religijnych pragną podążać indywidualną ścieżką i też powinni mieć równe prawa w takim społeczeństwie!?

I to jest właśnie to, co jest głównym problemem w tej dyskusji. Psychoterapeuci wkładają wszystkich do jednego worka pt. dostosowany-niedostosowany. Jak w jakimś reżimie, gdzie albo zgadasz się z partią albo jesteś wrogiem politycznym. Tak się poczułem po ostatniej wizycie i szczerze mówiąc nie wiem, czy zdecyduję się na jakąkolwiek kolejna wizytę, bo coraz wyraźniej czuję i widzę, że w Polsce wszyscy ci, którzy nie zgadzają się z tzw. większością społeczeństwa są postrzegani pejoratywnie jako osoby niedostosowane, chore, zaburzone. To może pójdźmy o krok dalej i pozbawmy te osoby praw obywatelskich, wsadźmy je do szpitali klub więzień?

ja jako osoba o tzw. duszy artystycznej, wolnościowej nie wyobrażam sobie pracy na etat, powielania schematu, wykonywaniu jednej czynności przez cały czas, robieniu czegoś, co nie wiąże się niejako z procesem twórczym, czymkolwiek by ten proces nie był. Nie wyobrażam sobie chodzenia do pracy ,,od do", gonienia w tzw. wyścigu szczurów, przypasowywaniu się do ogólnie przyjętych wzorców (a w Polsce tymi wzorcami ciągle w dużej mierze są Kościół, rodzina, poprawność społeczno-polityczna itp.). I na takiej podstawie zostałem uznany przez psychoterapeutę za osobę zaburzoną!

To jest chore, co się dzieje w Polsce. Widać, jak a dłoni, jak bardzo odbiegamy mentalnością od Zachodu i nie chcę słyszeć żadnych tłumaczeń, że jesteśmy tacy, bo dwie wojny światowe, bo socjalizm, bo rozbiory. Bo skoro wszyscy inni uparcie mi powtarzają, że można się zmienić to dlaczego inni się nie zmieniają i dlaczego to jednostki mają ciągle przypasowywać się do ogółu i ponosić konsekwencje (negatywne) swojego niedopasowania, jeśli to niedopasowanie ani nie narusza czyiś standardów anie w jakikolwiek sposób nie powoduje negatywnych konsekwencji u innych?

Problemem, z którym stykam się w Polsce jest brak tolerancji dla odmienności! Odmienności poglądów społecznych, wyznaniowych, osobistych. I niestety, ale przytłaczająca liczba psychoterapeutów tolerancyjna nie jest. I to jest powodem, dlaczego mnóstwo ludzi u nas nie może uzyskać należytej pomocy, bo ich problemy nie biorą się z zaburzeń tylko z tego, że nie mogą znaleźć sobie miejsca w polskim społeczeństwie i że są spychani na ,,boczny tor" z uwagi na swoją odmienność i chęć życia po swojemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Reasumując, u nas przeciętna mentalność psychoterapeuty jest na podobnym poziomie, jak szarego Kowalskiego. A przecież terapeuta powinien nie tylko rozpoznawać tego typu kwestie, ale i być ponad nimi, patrzeć chłodno, obiektywnie. Tymczasem większość z nich w dość świadomy sposób chce wciskać ludzi w ramy, z których ci ludzie chcą się uwolnić. Bo np. twierdzenie podczas spotkania z psychoterapeutą, że jemu też nie podoba się partia PiS ale trzeba się dostosować (w domyśle, aby łatwiej się funkcjonowało), to zakrawa na absurd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zobacz ile razy użyłeś stwierdzenia "(...) w Polsce (...)" - to wyjedź, bo inaczej stawiasz się w roli ofiary. Mnie znowu czeka emigracja, przynajmniej spróbuje zmienić nie odpowiadający mi stan rzeczy. Taki jest świat, chujowy. Wszyscy cierpimy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×