Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
LDR

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Rekomendowane odpowiedzi

U mnie problemy zaczęły się chyba w liceum, chociaż naprawdę uciążliwe stały się dopiero, gdy poszedłem na studia. Początki były niewinne - miewałem problemy ze snem (takie błędne koło - bałem się, że nie mogę zasnąć i rano będę nieprzytomny, co sprawiało, że tym bardziej nie mogłem spać), a nawet gdy spałem normalnie, budziłem się całkowicie niewyspany, jakby zmęczony snem. Do tego nie byłem najlepszy w nawiązywaniu kontaktów, ale potrafiłem się przełamać, i lubiłem przebywać ze znajomymi. Dopiero pod koniec liceum zacząłem się izolować, ograniczałem kontakty z kolegami, w domu wszystko i wszyscy mnie irytowali.

 

Do studiów podchodziłem pełen nadziei, myślałem że zmiana otoczenia dobrze mi zrobi, poznam wielu ciekawych ludzi itp. itd. Niestety myliłem się. Nie potrafię nawiązać z nikim kontaktu, zacząć rozmowy, nic. To w oczywisty sposób przekłada się na to, że poza jedną osobą, którą znam jeszcze sprzed studiów, nie mam znajomych. Najgorsze jest jednak to, że panicznie boję się wszelkich kontaktów z ludźmi, zawsze boję że nie będę się potrafił właściwie zachować w danej sytuacji (nawet tak trywialnej jak zamawianie pizzy przez telefon, czy pójście po wpis do indeksu), boję się że wyjdę na idiotę. Mam wrażenie, że wszyscy mnie obserwują, jak ktoś się śmieje to zawsze mam wrażenie, że śmieje się ze mnie. Takie lęki prowadzą oczywiście do kolejnego błędnego koła - przez nie zawalam jedne sprawy (np. strasznie boje się chodzić na laborki, gdzie musimy pracować w grupach, dodatkowo cały czas jesteśmy kontrolowani przez prowadzącego), co prowadzi do kolejnych problemów i kolejnych stresów (bez laborek zawale studia), te do jeszcze innych (co powiedzą rodzice jak już zawale studia) i tak w nieskończoność. Dodam jeszcze, że lękom towarzyszą mi objawy somatyczne (przede wszystkim ból w klatce piersiowej, ale też ból głowy czy nudności), które dodatkowo potęgują to uczucie.

Czuje się paskudnie bezsilny, cały dzień najchętniej przeleżałbym w łóżku (jedna z tych nielicznych czynności, która mnie nie stresuje :D). Brakuje mi motywacji do działania, z czym wcześniej problemów nie miałem. Coraz częściej czuje się przygnębiony, muszę walczyć ze sobą by nie wybuchnąć płaczem w tramwaju czy na zajęciach. Wiem, że prawdopodobnie powinienem iść do specjalisty ale (a to niespodzianka :P) boję się wizyty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nerwicę lękową mam stwierdzoną od niedawna.Mam 22 lata,od 3 lat mieszkam w innym mieście,z dala od rodzinnego miasta. 2 poprzednie lata były "normalne" dużo radości,ale też dużo smutków,ponure dni przeplatały się ze szczęśliwymi. Nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem kontaktów,lubiłam spotykać się z bliskimi znajomymi,śmiać się.Z drugiej zaś strony miałam też silne stany lękowe,np bałam się chodzić sama po mieście,bo nienawidziłam,jak ludzie się na mnie patrzą i zaczepiają.Bałam się,że ktoś coś mi zrobi złego. Nie bałam się jechać na studia na drugi koniec Polski.I stany lękowe pojawiły się u mnie jakieś 3 miesiące temu,silne bicie serca,uczucie duszności,gdy juz powoli zasypiałam to zrywałam się z łożka,bo myślałam,że nie oddycham.Nazajutrz pobiegłam do lekarza,ekg dobre,morfologia,OB mocz też dobre.Doszły do tego drętwienia kończyn,a potem co jakiś czas miałam dziwny ból głowy:po prawej stronie,za okiem.Ból niemocny,ale dziwny i ciągle w jednym i tym samym miejscu. Najbardziej boję się wtedy,gdy coś mnie boli lub gdy czytam o jakiś chorobach lub o smierci. Strasznie boję się,że zaraz umrę,choć jestem przecież zdrowa,nigdy na nic nie chorowałam. Codziennie chce mi się płakać i z osoby energicznej,radosnej i uśmiechnietej stałam się smutna,taka bezpłciowa i jeszcze bardziej zalękniona niż byłam kiedyś. Gdy pomyślę o tym,że jestem taka młoda,że całe życie przede mną,to chce mi się płakać.Tak bardzo boję się choroby i śmierci,dlatego staram się jak najwiecej przebywac z ludźmi i na świezym powietrzu.Wciąż głęboko wierzę,że z tego wyjdę.Najbardziej jednak tarpi mnie ten dziwny ból glowy...nie chce znów przez swój jakis hipochondryzm biegać po lekarzach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bardotka, Cześć!!

Bardzo dobrze Cię rozumiem , przechodzę przez to samo ten koszmar trwa już 6 dni, do tej pory nerwica była uśpiona i nie dawała oznak od długiego czasu. A teraz trwa i trwa a ja nie mogę sobie poradzić, robię wszystko żeby się czymś zająć ale to na chwile i nerwica znowu daje znać o sobie KOSZMAR :why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

Czytam wasze forum od dość dawna ale jakoś nie umiałam opisać swoich przeżyć, może teraz czas na to...

 

Mam 28 lat a moje problemy z nerwicą zaczęły się w 2007 roku, czyli to już 3 lata... 3 dosyć ciężkie lata dodam. Pierwszy atak miałam na wycieczce, wjechałam na wieżę widokową, zaczełam mieć duszności, suchość w ustach - panika... Ponieważ mam także wszczepiony rozrusznik, sądziłam że to coś z sercem w związku ze zmianą ciśnienia. Po jakimś czasie się uspokoiłam - minęło... W jakiś czas później w domu sytuacja się powtórzyła... Duszności, dreszcze, lęk... Myślałam że zemdleję wezwałam pogotowie, oczywiście okazało się że z sercem wszystko ok a to napad nerwicy. Dostałam Tranxene i skierowanie do poradni, tylko niestety nie mogłam się do niej wybrać bo dostałam napadów lękowych na tle wychodzenia z domu... Przez 3 miesiące byłam uziemiona na szczęście chodziłam do rodzinnego gdzie mam świetną lekarkę. W końcu wybrałam się do poradni leczenia nerwic dostałam Asertin, którego cholernie bałam się zażywać. Dopiero po jakimś czasie się zdecydowałam i nie żałuję... Zaczęłam wychodzić z domu sama najprierw koło bloku potem coraz dalej i dalej. Wówczas podjęłam też terapię grupową. Niestety nie skończyłam jej ponieważ grupę rozwiązali. Tak czy inaczej w ciągu jakiś 3 miesięcy stanęłam na nogi... Nie do końca bo nadal miałam lęki w hipermarketach, czy podczas egzaminów itd. ale mogłam funkcjonować. Trwało to ponad rok potem wyjechałam na pół roku za granicę i po powrocie wszystko zaczyna wracać, codzienne duszności, strach przed rozmową z obcymi, lęki jakieś dziwne - porażka. Dzisiaj idę do psychiatry po jakieś leki bo już nie wyrabiam.

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to że nie panuję nad tym co się ze mną dzieje i tak naprawdę nawet nie wiem co się dzieje. Poza nerwicą mam kłopoty z sercem i cukrzycę wszystkie te 3 choroby dają podobne objawy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pysiunia
Najgorsze w tym wszystkim jest to że nie panuję nad tym co się ze mną dzieje i tak naprawdę nawet nie wiem co się dzieje. Poza nerwicą mam kłopoty z sercem i cukrzycę wszystkie te 3 choroby dają podobne objawy...

 

Witam Cię Ashganka, Witam Wszystkich

Jesteś taka młoda i tyle chorób Cię dopadło. Uważam, że kłopoty z nerwicą mają osoby wrażliwe, z pewnym bagażem doświadczeń z dzieciństwa. Tak jest w moim przypadku.

Ashganka, ciekawa jestem, czy akceptujesz te swoje choroby, czy gdzieś tam w środku walczysz z nimi ?

 

Wiesz, ja zachorowałam na gościec postępujący jak miałam 27 lat. Długo nie mogłam zaakceptować tej choroby, buntowałam się. W krótkim czasie dostałam pierwszego ataku nerwicy. Dlatego wiem, jak ważne jest pogodzenie się ze swoimi chorobami.

Leki od psychiatry na pewno przydadzą Ci się, w jakimś stopniu wyciszą lęki, duszności, etc.

W dużym stopniu Ty musisz pomóc samej sobie.

Ważne jest, by zaakceptować lęki, gdy te się pojawiają, nie walczyć z nimi. Nie utożsamiać się z nimi.

Ja tak miałam, że gdy ogarniał mnie paniczny lęk nie potrafiłam panować nad nim. Długie lata wydawało mi się, że to ze mną jest coś nie tak, że jestem "psychiczna", że... Ważne jest też, by nie utożsamiać się z lękami.

Dzisiaj lęki dają jeszcze czasami o sobie znać. Uświadamiam sobie, że to lęk. Nie walczę z nim, nie skupiam się na nim. Robię swoje. Wtedy lęk traci na swojej sile i odchodzi.

 

Pozdrawiam :) Kika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam Cię Ashganka, Witam Wszystkich

Jesteś taka młoda i tyle chorób Cię dopadło.

Niestety choroba nie wybiera... ALe niestety nie łątwo jest żyć z tymi wszystkimi schorzeniami.
Uważam, że kłopoty z nerwicą mają osoby wrażliwe, z pewnym bagażem doświadczeń z dzieciństwa. Tak jest w moim przypadku.
Też tak uważam, moje kłopoty mają korzenie w dzieciństwie i ono rzutuje na cale moje życie, kłopoty emocjonalne, brak przyjaciół itd...
Ashganka, ciekawa jestem, czy akceptujesz te swoje choroby, czy gdzieś tam w środku walczysz z nimi ?
Hmm ciężko powiedzieć ale chyba się z tym wszystkim pogodziłam bo nie miałam wyjścia.

 

Wiesz, ja zachorowałam na gościec postępujący jak miałam 27 lat. Długo nie mogłam zaakceptować tej choroby, buntowałam się. W krótkim czasie dostałam pierwszego ataku nerwicy. Dlatego wiem, jak ważne jest pogodzenie się ze swoimi chorobami.
U mnie ten okres buntu trwał dość krótko... Bo co tu w zasadzie poradzić ? trzeba się pogodzić i tyle...

 

Jestem już po wizycie u psychiatry ze skierowaniem na Dzienny oddział i zastanawiam się. Terapia popołudniowa dużo mi dala ale tu mam wątpliwości.

 

Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Jestem już po wizycie u psychiatry ze skierowaniem na Dzienny oddział i zastanawiam się. Terapia popołudniowa dużo mi dala ale tu mam wątpliwości.

 

nie zastanawiaj się tylko idź na Oddział dzienny, bo ta " franca " wraca jak czegoś nie przerobisz , a w twoim przypadku mówisz ze przerwałaś terapię , a i życie daje nam nowe wątki do przepracowania, więc idź , bo na lekach nie można się opierać cały czas :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pysiunia

Witaj Ashganka, Idź, nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać. Do odważnych świat należy. Jeśli chcesz sobie pomoc, spróbuj :)

 

Pozdrawiam, Kika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to wszystko wiem :-) I pewnie w końcu się zdecyduję ale to nie jest łatwy krok, przynajmniej dla mnie. Obaw masa, szczególnie przed otwarciem się na pewne sprawy, przed wejściem w zgraną już grupę.

 

Poza tym wydaje mi się, że kluczem do powodzenia w psychoterapii jest wiara w jej pomoc a ja tak szczerze nie jestem do końca przekonana. Nie wiem może kadra się zmieniła, może teraz jest inaczej - zobaczę :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

grupa nie jest tak do konca zgrana jak ci sie wydaje, co tydzien odchodzi i przychodzi jedna lub dwie osoby, takze nie jesteś "nowa "

tylko Ty :)

a poza tym , wydaje mi się że mówimy o tym samym ośrodku i jesteśmy z tego samego miasta, i powiem Ci szczerze że nie słyszałam złych opinii na temat tych akurat terapeutów którzy tam przyjmują , wręcz przeciwnie, oczywiście jak nie potrafił się ktoś otworzyć w grupie i nie pracował nad sobą , to fajnie jest powiedzieć że mu nie pomogli - bo takowych spotykałam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sylwia16 nie radze sobie z tym-biore leki. nie mam narazie atakow paniki. a wtedy kiedy mialam to poszlam do lekarza rodzinnego, wzielam zwolnienie i myslalam ze minie. nie minelo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
grupa nie jest tak do konca zgrana jak ci sie wydaje, co tydzien odchodzi i przychodzi jedna lub dwie osoby, takze nie jesteś "nowa "

tylko Ty :)

a poza tym , wydaje mi się że mówimy o tym samym ośrodku i jesteśmy z tego samego miasta, i powiem Ci szczerze że nie słyszałam złych opinii na temat tych akurat terapeutów którzy tam przyjmują , wręcz przeciwnie, oczywiście jak nie potrafił się ktoś otworzyć w grupie i nie pracował nad sobą , to fajnie jest powiedzieć że mu nie pomogli - bo takowych spotykałam ;)

 

Mnie akurat pomimo nie otwarcia się do końca, pomogli. Chodzi mi raczej o coś innego. Pomogło mi samo przebywanie w grupie - wsparcie tej grupy i świadomość że inni mają takie same problemy. Od psychoterapii oczekiwałam jednak także jakiejś pomocy terapeuty. A ta grupa działała raczej na zasadzie AA grupy wsparcia, terapeuta pełnił jedynie funkcję moderatora, był zbędny,w zasadzie równie dobrze mogłabym się umówić z tymi osobami gdzieś na kawę pogadać :-) Z resztą nie było to jedynie moje odczucie... Być może też dlatego dali spokój z tą grupą.

 

Ale z tego co wiem kadra się tam nieco zmieniła więc sama zobaczę jak to teraz wygląda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jeśli mówimy o tym samym to kadra jest taka sama jak była, a jeśli chodzi o terapeutów to ja mam inne odczucie , są na każdej sesji i wręcz przeciwnie - interweniują jak trzeba i pilnują żeby terapia przebiegała prawidłowo :) bo jesteś pierwszą osobą z taką oceną :)

 

być może mówimy o różnych miejscach :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ashganka, nie trzeba wierzyć w działanie terapii, jeśli terapeuta jest dobrym fachowcem to ci pomoże czy będziesz wierzyła czy nie, ja jestem tego przykładem, terapia wydawała mi się kiedyś czymś w rodzaju wierzenia w ufoludki i jakąś naiwnością głupków, którzy myślą, że jak się wyżalą komuś to im nerwica przejdzie :D mówiłam o tym na bieżąco mojej terapeutce i ona nie widziała w tym problemu, kazała mi chodzić regularnie co tydzień przez rok i tyle, chodziłam i teraz wiem, że to jedyna droga do prawdziwego wyjścia z nerwicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

weronika - masz rację , nie ma innej drogi, tabletki tylko " usypiają " nerwicę , bez terapii ona nie przejdzie, zawsze będzie wracać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakubkowa - ja myślę że mówimy i tym samym miejscu tylko w innej czaso przestrzeni :yeah: Mianowicie jak tam chodziłam jeszcze kiedy było na Sobieskiego... No i jednak o innej grupie :) Jestem pewna że nawet wtedy terapię dzienną a popołudniową prowadziły inne osoby.

 

A co do leków że tylko usypiają chorobę - to niestety racja... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

grupa na pewno inna bo się zmienia, ale terapeuci Ci sami :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

nie zdążyłam przeczytać wszystkich postów, byłoby to niemożliwe, ale jestem pewna, że mam nerwice lękową. Cieszy mnie dość egoistyczna myśl, że nie jestem sama. Zauważyłam pierwsze objawy jakieś 4 lata temu, ale nie były tak nasilone jak w tym momencie. Zawsze miałam niską samoocenę, bałam się odezwać na lekcjach, czułam, że jestem do niczego, ale raz było lepiej raz gorzej. z tym dało się żyć... teraz mam problemy z normalnym funkcjonowaniem, mianowicie zaczęło się od traumatycznego przeżycia, od śmierci bardzo bliskiej mi osoby, jedynej na której mogłam polegać i która zawsze mnie wspierała. Od tamtej pory codziennie mam wrażenie, że umrę (co jest straszne, bo automatycznie zaczynam się źle czuć, i mam wrażenie, że dostanę ataku serca) lub, że zemdleje, kręci mi się w głowie, a co najgorsze ostatnio drżą mi ręcę, mam kolki, nie potrafię usiedzieć w miejscu, raz się pocę raz tak mi zimno (mimo, że temperatura jest na plusie i jestem ciepło ubrana), że aż cała się trzęsę. Boję się ludzi, boję się życia, przyszłości, tego, że nic nie osiągnę, bo wiecznie boję się odezwać. Teraz nawet nie mogę przy kimś jeść bo od razu mi drżą ręce, co jest krępujące, do tego mam suchość w gardle i problemy z przełykaniem jedzenia. Ciągle mam wrażenie, że mam gule w gardle. Do tego to bicie serca, które aż sama słyszę i inni również, bo jest tak szybkie i co najgorsze głośne. Pomijając fakt, że nawet jak siedzę w domu to się boję, a sama już nie wiem dlaczego. Próbuję się uspokoić, ale za chwilę jest to samo. Chyba zwariowałam! Czasem myślę, że jestem hipochondryczką i sama sobie wymyślam choroby... ale ja wiem, że cos jest ze mną nie tak... Błagam powiedzcie co mam robić;( boję się iść do psychologa, bo jeszcze dostanę skierowanie do szpitala psychiatrycznego, a wtedy to już na pewno nie osiągnę niczego. Z drugiej strony wiem, że muszę sobie pomóc. Znacie jakieś metody domowe czy coś w tym stylu, aby uspokoić choć jeden z objawów, np. duszności ?myślałam o medytacji, ale na to trzeba czasu ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lot_nad_kukulczym, Witaj..

Jeśli sama nie potrafisz sobie poradzić to powinnaś iść do psychologa, on nie wysyła od razu do szpitala nie powinnaś się obawiać. Doskonale cię rozumiem mam bardzo podobne objawy ciężko powiedzieć jaki sposób jest dobry na tą francę. Mi pomagają spotkania ze znajomymi , dobra komedia, spacer lub zwykłe prace domowe to wszystko pomaga, choć przyznam się że czasami jest ciężko i nie działa to tak skutecznie jak bym chciała. Na pewno musisz nie myśleć o tych wszystkich objawach i przede wszystkim NIE NAKRĘCAĆ SIĘ bo to powoduje że coraz to gorzej się czujesz. Jeśli masz lęk przed wyjściem z domu lub jakiekolwiek lęki to niestety ale pomalutku musisz się przemagać i zwalczać stopniowo te lęki. Będzie ciężko ale na pewno dasz radę. Powodzenia i pisz jak Ci idzie zwalczanie tej paskudy :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lot nad kukulczym, zaciekawiło mnie to stwierdzenie, że jak pójdziesz do szpitala, to już na pewno nic nie osiągniesz, od razu pomyślałam na odwrót, jest duże prawdopodobieństwo, że jak nie zaczniesz szukać pomocy u specjalisty, to nerwica może Ci uniemożliwić osiągnięcie tego, na czym Ci zależy, a do szpitala to tak zaraz się nie idzie :smile: znam Twoje objawy, ja miałam przerażającą gulę w gardle, to jest strasznie durny objaw, chodziałam nawet na akupunkturę i mi igły w gardło wbijali :D ale to po prostu mięśnie są spięte od stresu i strachu, Twój organizm wysyła Ci sygnały, że psychika nie daje rady, że już za dużo się tam nagromadziło konfliktów, błędnych wyobrażeń i trudnych emocji, w psychologii jest tzw czynnik spustowy, dzieję się u nas coś tragicznego, tak jak u Ciebie smierć bliskiej osoby i następuje przerwanie tamy, cała bomba z kupą całego życia wybucha :D , a z tego co piszesz zbierało Ci się całe życie, człowiek to jest durny jednak, ja była najlepszą uczennicą w szkole, miałm stypendium na studiach i wierzcie mi, że czułam się jak najgorszy debil, nie potrafiłam się odezwać, czułam , że każdy może mieć rację, ale na pewno nie ja, że każdy może się podobać oprócz mnie, to nie jest kokieteria, ja przeżywałam męki całe życie, wchodząc np do galerii, czułam się jak ostatni dureń, który całe życie przesiedział w szafie, myślałam,że wszyscy mówią o mnie wieśniara, że widać że się boję, że nie pasuje do tych ludzi, podczas gdy obiektywnie nie byłam ani brzydka ani głupia, no ale cóż...Idź do specjalisty kochana, powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam bardzo za radę, to dla mnie wiele znaczy, szczerze mówiąc po tym jak odważyłam się wczoraj napisać co mi leży na sercu, jest mi lepiej, jak mam ataki paniki to myślę o tym forum i o Was wszystkich, które przeżywacie to samo i zaczynam pomału wierzyć, że to nic takiego, że to da się wyleczyć. Na pewno pójdę do psychologa. Mam jeszcze jedno pytanie, czy myślicie, że bezpłatna wizyta u psychologa jest tak samo skuteczna jak taka prywatna na, którą trzeba wydać trochę pieniędzy?

 

-- 08 mar 2011, 22:37 --

 

Ale dziś miałam dzień! kiedy już myślałam, że mój stan się polepszył (na jeden dzień), wszystko powróciło ze zdwojoną siłą następnego dnia :why:

Miałam chyba z milion ataków paniki, zanim weszłam do autobusu myślałam ze z 10 razy zemdleję, a autobusie nie lepiej, zanim doszłam na uczelnie to samo .... na zajęciach nie potrafię wysiedzieć, mam jakieś dziwaczne zawroty głowy i nie potrafię się skupić, ręce mi drżą i muszę pić litrami wodę, bo mam taką suchość w gardle. KOSZMAR!a jak myslę o tym co się ze mną działo tego dnia, to znowu mam atak lęku przed jutrzejszym dniem. Ale pociesza mnie myśl, że jutro idę zapisać się do psychologa. Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać na wizytę miesiąc, bo do tego czasu zwariuję!! :why::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lot_nad_kukulczym, To prawda że tego rodzaju fora pomagają choć na chwile zwalczyć te ataki. Mi też zawsze pomaga jak sobie poczytam lub popiszę z Wami, niestety mnie trzyma ta franca już tydzień raz jest lepiej że w miarę funkcjonuje i z nią wygrywam wczoraj miałam koszmarny dzień, i tak jak piszesz dziś rano się obudziłam z lękiem że znowu będę się czuła tak jak wczoraj. Na razie jest ok i myślę że tak zostanie, próbuje się nakręcić pozytywnie zobaczymy jak to wyjdzie, Wiesz nie wiem czy jest różnica między prywatnym lekarzem, myślę że to dużo zależy od lekarza jeśli jest z powołania i rzeczywiście chce pomóc i potrafi to jest ok. Przekonasz się ,zawsze możesz iść prywatnie. :papa:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

właśnie dzisiaj chciałam się zapisać do psychologa bezpłatnie, po czym lekarz powiedział mi, że u mnie w mieście nie ma bezpłatnego psychologa, bo NFZ nie podpisał z żadną placówką umowy oO jestem przerażona, ale został mi jeszcze psychiatra. też staram się myśleć pozytywnie, bo co mi pozostało... Dzisiaj miałam dobry dzień, więc może pomału mi przechodzi ta nerwica. Trzymam za Was wszystkich kciuki, aby zacząć normalnie funkcjonować i pokonać nasze lęki ;):smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się że pogoda ma wpływ na nasze ataki, za uwarzyłam że właśnie w tym okresie gdzie zbliża się wiosna to większość ludzi ma problemy z tą francą. Nie wiem czy się zgodzicie ze mną , niby mamy pogodę prześliczną bo jest słońce , ciepło ale to przesilenie wiosenne ma wpływ na nas, i gorzej się czujemy. Ja miałam kilka dni beznadziejnych ale czuje że pomalutku wracam do formy. :yeah:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałam Wam wszystkim doradzić, c można robić, żeby nie mieć tej nerwicy. Sama nadal z tym walczę ale jest coraz lepiej. Znajdzcie sobie zajęcia, jakiekolwiek, sport, czytanie, uczenie sie, sprzatanie. Nie myslcie za duzo o sobie, ze cos z Wami nie tak. Jestemy wszyscy normalni, ale za dużo myślimy o sobie. Najlepiej myśleć o terazniejszosci. Nie o przyszłosci czy przeszłosci. Nie myslec ze sie zaraz zemdleje czy ze sie zle czuje. A jak juz do tego dojdzie, to myslec ze to siedzi tylko w naszej psychice. To pomaga. Mówię serio. Nie radze jechac na lekach, bo to tylko powoduje jeszcze wiekszy metlik. Wszystko sie jakos pouklada, musi bo inaczej zawsze bedzie tak jak jest. Nie nakrecac sie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×