Skocz do zawartości
Nerwica.com

dom rodzinny i zamieszkanie osobno


Magnezja

Rekomendowane odpowiedzi

Mam 27 lat. Znowu była awantura z bijatyką. Setny raz w życiu. wiele razy próbowałam się wyprowadzić, ale zawsze potem słyszałam "córeczko wracaj, bardzo cię kochamy" itd. - rózne słowa, które wzbudzały moje poczucie winy, jakbym to ja była wszystkiemu winna. Czułam się jak wyrodna, niewdzięczna córka, która chce opuścić swoich starzejących się rodziców. Wracałam, wszyscy mieli mnie za idiotkę, która zmienia decyzje pod wpływem chwili....przez jakiś czas było dobrze, ale potem wszystko wracało do normy - codzienne wrzaskimojej mamy praktycznie o wszystko, rózne urojone pretensje i sugestie, że mam tyle lat, że powinanm mieszkac osobno, że to jej dom, ona tu rządzi itd.

Znowu stoję przed decyzją o wyprowadzce - powiedziałam już mamie, że o tym myślę, gdy przyszła do mnie porozmawiać po awanturze. Oczywiście schemat jak zawsze - przybrała postawę ofiary, którą wyrodna córka chce opuścić i teksty "no zrobisz jak zechcesz, to Ttwoje życie" [ w domyśle "ALE I TAK CI SIĘ NIE UDA"]. A ja bym to chciała zrobić naprawdę. Raz przeprowadzić to odcięcię pępowiny, bo tak naprawdę nic dobrego mi z tego nie przychodzi, że mieszkam z rodzicami (i siostrą).Jak to zrobić, żeby nie popaść potem w poczucie winy i depresję, jak to bywało?

Do tego jest aspekt finansowy - chcę wynajać jakąś malutką kawalereczkę, nie czułabym się dobrze na pokoju, chcę mieć swój świat dla siebie...Jak widzę ceny w necie, to wychodzi, że wynajęcie kawalerki to tysiąc zł+opłaty...czy macie może doświadczenie w tym wzgl? Może da się taniej, np. od kogoś kto wyjeżdza za granicę do pracy i chciałby mieć mieszkanie pod opieką...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej:) Akurat tak sie sklada, że ja tez mam zamiar wyprowadzic sie i to m.in. przez stresy w domu. Mam powalonego ojca. Czepia sie o wszystko. Moja mam jest ok ale ojciec jest okropny - ciagle kazdego poniza, krzyczy przeklina... Co prawda nie ma bijatyk czy czegos takiego, ale odechciewa sie wszystkiego.

Mieszkam w malej miejscowosci, spokojnej i ogolnie jest fajnie bo mam duzo przestrzeni dla siebie, czyste powietrze....

Mam okazje przeprowadzic sie do duzego miasta w ktorym bedzie glosno, czas bedzie zasowal jak wsciekly, bedzie pelno ludzi (a ja zle sie czuje w miejscach gzdie jest duzo ludzi).... Ale bede miala swiety spokoj!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To naturalna kolej rzeczy, gdy "pisklęta wyfruwają z rodzinnego gniazdka". Ty to już zrozumialaś, teraz pora na Twoich rodziców.

Poza tym, jak sama piszesz, mieszkasz w "toksycznym" domu - jesteś dla rodziców "workiem treningowym do psychicznego dowartościowywania się" :( Jak bardzo to Ci szkodzi, wiesz sama.

Obawiam się, że gdy ponownie podejmiesz próbę "odcięcia pępowiny", to znowu matka będzie Cię indoktrynować, wmawiać jak bardzo jesteś "niedobrą, wyrodną córką". To oczywiście ogromnie boli, ale nie Ty jesteś temu winna, że rodzice nie mogą się pogodzić z Twoimi planami opuszczenia domu rodzinnego i usamodzielnienia się ! Oni to powinni zrozumieć.

Jak nie popsaść w poczucie winy ? - Zrozum, to jedyna droga do Twojego szczęścia, rodzice (czy ktokolwiek inny) nie mają Ciebie "na własność". Urodziłaś się po to, by żyć własnym życiem ! To jest Twoje podstawowe prawo, dopiero na którymś z kolejnych miejsc jest powinność szanowania rodziców i wspierania ich !

Poza tym sama widzisz, że wyzwiska z ich strony padają bez względu na to czy mieszkasz z nimi, czy nie. :? Może dzięki Twojej wyprowadzce "coś wreszcie do nich dotrze", a Ty nie bedziesz codziennie wysłuchiwać awantur. :roll:

Powodzenia ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam powalonego ojca. Czepia sie o wszystko. Moja mam jest ok ale ojciec jest okropny - ciagle kazdego poniza, krzyczy przeklina... Co prawda nie ma bijatyk czy czegos takiego, ale odechciewa sie wszystkiego

 

 

mam tak samo, do tego problemy ze szkola i problemy finansowe. niestety nie mam mozliwosci wyprowadzenia sie a przyznam ze zmiana otoczenia dobrze by mi zrobila...

awantury, stres to u mnie codziennosc... nie wyrabiam psychicznie i fizycznie... pozostaje tlyko uciec i blakac sie gdzies az do smierci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam problemów z rodzicami. Mieszkam z nimi, mam dużo własnego miejsca, szanują moją prywatność, dogadujemy się świetnie a mimo to chciałabym mieszkać na swoim. Moja mama jest niepełnosprawna a sama wspiera mnie w moich planach wyprowadzki. Siostra ma już swój dom i 4 dzieciaków. Większość życia spędziłam mieszkając na stancjach, w akademikach oraz wynajmując mieszkania ze znajomymi, mieszkałam również za granicą. Nie byłam jeszcze pełnoletnia, kiedy pierwszy raz wyprowadziłam się z domu. Wiem, że świetnie sobie poradzę. Rodzice mi ufają i dawno już przekonali się, że sobie poradzę. Rozumieją moją potrzebę mieszkania na swoim.

I tu jest ale: poczucie winy. Pierwszy raz w życiu mam problem z wyprowadzeniem się :? Nagle znajduję tysiąc powodów, aby tego nie robić :? Zdaję sobie sprawę, że to jedyna możliwość dla mnie aby cokolwiek osiągnąć (mieszkam na zadupiu - w planach wyjazd do dużego miasta). Ale czy mam prawo... Nie mam żadnego pretekstu, aby się przed sobą/innymi usprawiedliwić, aby móc powiedzieć, że to dla mojego dobra.

 

Jest wiele rodzai poczucia winy, jednak w każdym przypadku dzieje się jedno - rezygnujemy z własnego szczęścia. Dziewczyny, macie do niego pełne prawo :!: Czasem trzeba być egoistom - tak mówi mi mama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zdecydowanie polecam taką wyprowadzkę znam problem z autopsji, pewnie że łatwo nie jest i wyrzuty sumienia człowieka dopadają, ale któż ich nie ma chyba tylko wysnuci z uczuć..... tak czy inaczej warto powziąć taką decyzję późniejsze profity w postaci spokoju wewnętrznego są tego warte...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasami mam ochote wyjsc z domu i nie wrócić... Ale potem, gdy już jest ok to zaczynam mieć wyrzuty, że tak myślałam i że chcę im pomagać. Ale czesto jeszcze tego samego dnia oddalam swoje mysli o pozostaniu. Szkoda mi tylko mamy, bo ona tak sie poświęca i wszystko by za wszystkich robiła... Widze jak codziennie jest zmeczona a ja nie jestem w stanie jej zawsze pomoc, bo jestem w pracy lub w szkole. I znowu budzi sie we mnie poczucie winy. Och, nie moge tego opanowac. Nawet psycholog mi powiedziala, że zbyt czesto wpedzam sie w poczucie winy... I że niby co ja mam z tym zrobić? Wyciąć sobie kawałek kory mózgowej?? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×