Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
nvm

Mój problem z psychoterapią - wewnętrzna zmienność

Rekomendowane odpowiedzi

Załóżmy, że zapisuję się na terapię.

 

Akurat wypada wizyta, gdy mam dobry okres, jestem lekki i radosny.

Jaki sens ma wówczas przychodzenie i rozdrapywanie ran?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od pacjenta/klienta zależy, jakie wątki zechce poruszyć na sesji. Możesz opowiedzieć o dobrym samopoczuciu, podzielić się z terapeutą tym, czym jesteś gotów się podzielić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Od pacjenta/klienta zależy, jakie wątki zechce poruszyć na sesji. Możesz opowiedzieć o dobrym samopoczuciu, podzielić się z terapeutą tym, czym jesteś gotów się podzielić.
Boję się reakcji typu:

 

Psycholog: "To co mi pan dupę zawraca, jak ma pan dobre samopoczucie?! Ludzie z poważnymi problemami czekają!"

Ja: "Po prostu lubię tego typu rozmowy. Sprawiają mi frajdę. Każdy ma jakieś hobby."

Psycholog:"Paszoł won, zanim wezwę ochronę, AAAAA!!!"

 

:lol:

 

Chyba jestem jednak jakimś bipolarem :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie bój, wszystko co powiesz,

będzie miało wpływ na Twoją diagnozę 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

https://portal.abczdrowie.pl/pytania/czy-syndrom-dwubiegunowy-moze-miec-wplyw-na-podejmowanie-zyciowych-decyzji

 

Z tego wynika, że powinienem się wstrzymać z ważnymi decyzjami do czasu remisji objawów...

Dla mnie rozpoczęcie terapii to bardzo ważna decyzja...

Natomiast nie przypominam sobie, kiedy ostatnio miałem "remisję"...mogę tak czekać i czekać... 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli w hipomaniakalnym okresie zadzwonię i radośnie zawołam: "Dzień dobry! Chciałbym się zapisać do psychiatry!" to chyba pomyślą, że jaja sobie robię 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
https://portal.abczdrowie.pl/pytania/czy-syndrom-dwubiegunowy-moze-miec-wplyw-na-podejmowanie-zyciowych-decyzji

Z tego wynika, że powinienem się wstrzymać z ważnymi decyzjami do czasu remisji objawów...

Dla mnie rozpoczęcie terapii to bardzo ważna decyzja...

Natomiast nie przypominam sobie, kiedy ostatnio miałem "remisję"...mogę tak czekać i czekać... 8)

 

Załóżmy, że zapisuję się na terapię.

Akurat wypada wizyta, gdy mam dobry okres, jestem lekki i radosny.

Jaki sens ma wówczas przychodzenie i rozdrapywanie ran?

 

A jak poznać remisję? Dlaczego czucie się dobrze, lekko i radośnie nie można uznać za okres remisji?

 

Ktoś kto pisał o wstrzymaniu się z ważnymi decyzjami na pewno nie miał na myśli leczenia, raczej coś nieodwracalnego, typu rzucenie pracy, partnera, rozdanie wszystkich oszczędności. Rada żeby nie iść na terapię jak czujemy się chorzy byłaby dość osobliwa, coś jak: nie jeść na czczo.

 

Akurat wypada wizyta, gdy mam dobry okres, jestem lekki i radosny.

Jaki sens ma wówczas przychodzenie i rozdrapywanie ran?

 

Czyli czekasz na remisję, ale taką w której będziesz smutny ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeśli w hipomaniakalnym okresie zadzwonię i radośnie zawołam: "Dzień dobry! Chciałbym się zapisać do psychiatry!" to chyba pomyślą, że jaja sobie robię 8)

 

Mam wrażenie, że terapeuci są osobami, które trudno czyms zaskoczyć, słyszeli już różne rzeczy, z różnymi ludźmi mieli do czynienia, więc gdybyś zadzwonił wesolutki, to raczej nie wzbudziłoby to jakichś podejrzeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chcę być pod presją. Źle się czuję, gdy ludzie wywierają na mnie jakąś presję.

Dla mnie psychoterapia jest/była/byłaby własnie taką presją...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pacjent decyduje w którym momencie terapii chce się znaleźć. Presji nie ma :> Jak nie lubisz taplać się we własnym gównie to odkop problem raz a porządnie, potem terapeuta pokaże jak z tego wyjść. I po sprawie :) No a na pierwszej sesji i tak zrobi z Tobą wywiad podobny do tego u psychiatry czy psychologa więc za dużo się nie stanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najpierw musiałbym po raz kolejny pójść do psychiatry (tym razem NFZ-owego) po skierowanie na terapię.

 

Źle wspominam ostatni kontakt z psychiatrą, wywierał na mnie presję, agresywnie mi narzucając swój punkt widzenia...był zarozumiały i arogancki...dla mnie zarejestrowanie się do psychiatry już budzi u mnie poczucie presji...bycia obiektem agresji...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Najpierw musiałbym po raz kolejny pójść do psychiatry (tym razem NFZ-owego) po skierowanie na terapię.

 

Źle wspominam ostatni kontakt z psychiatrą, wywierał na mnie presję, agresywnie mi narzucając swój punkt widzenia...był zarozumiały i arogancki...dla mnie zarejestrowanie się do psychiatry już budzi u mnie poczucie presji...bycia obiektem agresji...

 

Ludzie narzekają raczej, że terapeuta nic nie robi, nic nie mówi, nie radzi - niż że wywiera presję.

Przy czym sama sytuacja mocno wywiera presję. Np. ja długo nie mówiłem nic albo bardzo niewiele. Wtedy zaczyna być szkoda kasy/czasu. Poza tym siłą rzeczy mierzę się z tym czego nie mówię. A jednocześnie nadal nie ma się ochoty o niczym opowiadać: bo jak o czymś opowiedziałem, to efekt (przytaknięcie/dopytanie przez terapeutę) mnie nie satysfakcjonował. Przy czym to ja w zasadzie wywieram presję na terapeutę, mam jakieś oczekiwania których on nie spełnia a które nie wiadomo dlaczego oczekuję że będą spełnione:

- nic nie mówię, Ty nic nie mówisz: zrób coś, bierzesz kasę za nic, zadaj pytania albo coś...

- a jak już mówię, to tylko przytakujesz/czasem coś dopytujesz, albo nawet nie dopytujesz; to mi się odechciewa mówić - zrób coś przekonaj mnie, bo zrezygnuję itp itd.

Czy to jest powiedziane czy tylko pomyślane, nieważne. A on nic. Akurat wywoływania presji to nie można wtedy terapeucie zarzucić ;) On skupiał się raczej na tym żeby właśnie żadnej presji nie wywrzeć, nawet wprost mówił, że mogę milczeć, mówić, kłamać, czytać książkę itp. Odwrotność presji. Czyli jak na to popatrzeć, to ja oczekiwałem presji. I sam ją wywierałem: wkurzeniem, nieusatysfakcjonowaniem, oczekiwaniem że terapeuta coś zrobi. Chyba większość ludzi tak ma: chciałaby jakichś pytań, o rzeczy ważne ale może niezbyt bolesne, potem odpowiedniej reakcji terapeuty, która da nam wsparcie+poczucie że robimy postępy na terapii.

 

Pacjent decyduje w którym momencie terapii chce się znaleźć. Presji nie ma :> Jak nie lubisz taplać się we własnym gównie to odkop problem raz a porządnie, potem terapeuta pokaże jak z tego wyjść. I po sprawie :) No a na pierwszej sesji i tak zrobi z Tobą wywiad podobny do tego u psychiatry czy psychologa więc za dużo się nie stanie.

 

Z brakiem presji zgoda, poza tym że jak się chce to pod presją zawsze można się znaleźć, ale to sami sobie robimy a nie ktoś.

Z tym "po sprawie" mniej się zgadzam, a już szczególnie że terapeuta coś pokaże - ktoś to przeczyta i będzie zawiedziony, że poza potakiwaniem i dopytywaniem znowu nic się nie dzieje.

Wywiad u mnie był bardzo krótki, z tego co czytam często trwa 1-kilka sesji, u mnie chyba nie trwał nawet 1 sesji, mam wrażenie że terapeuta bardzo wcześnie postanowił przestać wywierać na mnie presję pytaniami ;) - i bardzo szybko zaczęło się niezręczne milczenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A w jakim nurcie mieliście terapie? Ja jestem po autoterapii pisanej przez terapeutów pracujących w nurtach poznawczym i bechawioralnym i tam było to przedstawione tak jak napisałam. Za to byłam raz na konsultacji która była kwalifikacją na oddział gdzie terapię prowadzono w systemie psychodynamicznym... i tam babka serio milczała i mogłabym książkę wyjąć i czytać. Byłam tez u jakiejś innej terapeutki ale nie pamiętam co to był za nurt. Babka była dla mnie "za miękka", ale gdyby nie to to myślę, że skuteczna...

 

Może każdy ma inaczej i musi znaleźć sobie odpowiedni sposób lub odpowiedniego terapeutę... a na konowała łatwiej trafić niż na dobrego specjalistę... no i psychoterapie na nfz podobno są tylko w nurcie psychodynamicznym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boję się, że terapia może na mnie wywierać niewłaściwy wpływ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakiś konkretny wpływ, powód tych odczuć czy chodzi o to, że nie wiesz do czego powinna dążyć w kształtowaniu Twoich spraw?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boję się, że pójście na terapię może spowodować, że gorzej przeżyję swoje życie niż gdybym na nią nie poszedł.

Boję się, że źle mną na terapii pokierują...najpierw namówią mnie, żebym postępował w określony sposób. Ten sposób wpakuje mnie w kłopoty. Ale oni będą mówić, że wszystko jest ok, że tak powinno być, tylko powinienem zmienić jeszcze to i to, aby nie interpretować tego jako kłopoty...to z kolei spowoduje kolejne problemy...a wtedy oni będą twierdzić, że to też jest ok i że powininem jeszcze zmienić X i Y...

 

Generalnie, boję się że mnie niewłaściwie przeprogramują...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie no, tak to nie działa. Jak terapeuta robi coś czego nie chcesz to mu mówisz i ewentualnie zmieniasz terapeutę. Nie jest jego zadaniem manipulować i do czegokolwiek namawiać. Terapeuta nawet nie podaje rozwiązań, to Ty jeśli chcesz to rozwiązujesz. Dostajesz tylko nowy punkt patrzenia/rozumienia jako narzędzie do rozwiązania swoich problemów. Albo z niego skorzystasz albo nie, to Twój wybór. Z tego co widze po Twoich ostatnich postach jesteś mega zdezorientowany. Czy jest tak, że wybierasz między całkowitym, bezkrytycznym zaufaniem terapeucie kontra nie ruszaniu swojego wnętrza wcale?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy jest tak, że wybierasz między całkowitym, bezkrytycznym zaufaniem terapeucie kontra nie ruszaniu swojego wnętrza wcale?
Nie, ale jestem podatny na sugestię...widzę po sobie jak czynniki zewnętrzne mocno wpływają na moje wnętrze...czytane książki, ludzie z którymi przebywam, itp...

 

EDIT: Jak się przyjrzę uważniej, to zauważam u siebie coś takiego...na myśl o rejestracji, mam w głowie wyobrażenie wrzeszczącego na mnie psychiatry i poczucie, że się kurczę w sobie...

 

EDIT2: Właściwie to wrzeszczącego mojego taty...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To może wskazywać na źródło Twoich kompulsji w rodzinie. Idź na terapię, serio. Skoro jesteś podatny na sugestie to nic złego nie może się stać, terapeuta zawsze ma dobre zamiary i dobry cel. Ludzie muszą dobierać sposób dochodzenia do sedna problemów pod siebie i przez to jednym służy taka terapia a innym inna. Skoro Ty jesteś podatny na sugestie to sposób nie ma znaczenia w Twoim przypadku bo każdy zadziała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
terapeuta zawsze ma dobre zamiary i dobry cel.
A czy wolno mi powiedzieć, że ja uważam inaczej?

 

Obawiam się, że terapeuta nie zawsze musi mieć wystarczająco dobre zamiary i nie zawsze musi być wystarczająco kompetentny...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×