Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
szymon122

Dobry wieczór, potrzebuję Was...

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie kochani! Nazywam się Szymon, skończyłem kilka dni temu 24 lata i choruję od 19 roku życia na zaburzenia lękowe z epizodami depresyjnymi (tak przynajmniej stwierdził mój lekarz...), epizody depresyjne i lękowe doświadczyłem już jako małe dziecko, jednak jakimś cudem przeszły samoczynnie-zmalały objawy do akceptowalnego poziomu. Odkąd pamiętam jestem człowiekiem bardzo wrażliwym, lękliwym i strachliwym, z czym często nie mogłem się pogodzić, ponieważ wiedziałem, że jest to znacznie odbiegające od normy... Podejrzewam, że na taki stan rzeczy miał wpływ wychowania przez moich rodziców, a w szczególności przez moją matkę (ojca w moim dzieciństwie, aż do okresu dojrzewania nie było, był pracoholikiem uciekającym w alkoholizm), która zawsze traktowała mnie jak kruchą istotę dmuchając i chuchając przy każdej możliwej okazji(nie mam jej tego za złe, wiem że jak każda matka chciała dla mnie najlepiej). Poza tym napięta sytuacja w domu związana z ciągłymi kłótniami nie pozwoliły mi na zbudowanie w swojej głowie obrazu bezpieczeństwa (poza jednym miejscem, domem mojej babci gdzie tylko tam czułem się bezpiecznie i w pełni komfortowo).

 

Cała świadoma"przygoda" z nerwicą zaczęła się w wieku 19 lat. Był to okres bardzo trudny dla mnie, ponieważ zmagałem się wówczas z pełnym brakiem akceptacji sytuacji panującej w domu, z buntem okresu dojrzewania, z problemami wyboru kierunku studiów i stresem związanym z egzaminami maturalnymi, z brakiem akceptacji własnego wyglądu, a przede wszystkim z duszoną w sobie prawdą o mojej odmiennej (jakby tego wszystkiego było mało) orientacji... Te problemy młodego człowieka były dla mnie bardzo męczące, wprowadzały mnie w depresję i totalną niechęć do życia. Moje życie kulało się z dnia na dzień, a jedynym ratunkiem wówczas byli moi przyjaciele. Czarę goryczy spowodowała moja pierwsza nieodwzajemniona i młodzieńcza miłość do człowieka, który nie był mi pisany. To ona sprawiła, że poziom mojego załamania sięgnął zenitu, był to dla mnie bardzo ważny człowiek, widziałem w nim wszystko, to on sprawiał, że potrafiłem się uśmiechać, nie tylko swoją obecnością, ale też swoim pełnym optymizmu podejściem do życia, był taką moją bateryjką, co prawda często niepewną, ale mimo wszystko było mi przy nim lżej i lepiej. Kiedy zrozumiałem, że to nie ma sensu i mój kontakt z tym człowiekiem został praktycznie ograniczony do zera, po krótkim okresie pojawiły się pierwsze nieuzasadnione lęki

 

Pierwszym lekiem jaki został mi przepisany był rexetin, czyli paroksetyna 20mg. Zadziałał na mnie idealnie, odzyskałem siły witalne, pewność siebie której wcześniej nie miałem, a jedynym skutkiem ubocznym było tycie i nadmierny apetyt na słodycze. Kurację zaprzestałem po około roku leczenia, kiedy to wydawało mi się, że mam to już wszystko za sobą. Niestety nerwica wróciła po niecałych trzech miesiącach. Następnym krokiem jaki podjąłem była zmiana lekarza. Stwierdziłem, że dobry lekarz powinien mnie z tego wyleczyć, a nie tłumić moje objawy. Dostałem namiar, zostały mi przepisane inne proszki- escitalopran 10mg i depakine-chrono w dwóch dawkach 150mg rano i wieczorem. Pani psychiatra w początkowym rozeznaniu stwierdziła iż zmagam się z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi z epizodami lęku. Po moim wywiadzie wywnioskowała, że paroksetyna rozchwiała mnie emocjonalnie i jedyne czego teraz mi trzeba to ustabilizowania moich emocji i poprawę mojego depresyjnego samopoczucie. Byłem wówczas w fatalnym stanie, ciągle prześladowało mnie przeświadczenie, że zwariuję, ataki były bardzo silne, a ja nie chciałem stać się warzywem. Kurację nowymi proszkami kontynuowałem przez kolejny rok, aby wrócić po tym czasie do paroksetyny ze względu na ciągłe złe samopoczucie objawiające się sztucznym pobudzeniem i dziwnym wyciszeniem nie redukującym moich lęków, a jedynie zmiejszających ich skutek. Po powrocie na paroksetynę wszystko wróciło do "normy", a ja wówczas poddałem się psychoterapii psychodynamicznej aby zrozumieć podłoże mojego lęku. Trwało to łącznie przez prawie dwa lata, czułem się coraz lepiej, aż postanowiłem na początku tego roku kolejny raz odstawić prochy, czułem się już tak pewnie, że stwierdziłem "tym razem na pewno się uda". Niestety kolejny raz nici z mojego planu. Za zgodą lekarza od końca tego roku wróciłem na escitalopran, ponieważ stwierdziłem, że nie chcę wracać na paroksetynę, a jedynie na coś co działa na mnie łagodniej, a że w szufladzie nadal leżało opakowanie escitalopranu podjęliśmy decyzję o zaczęciu leczenia po raz kolejny tym lekiem. Lek kolejny raz się nie sprawdził, poprawił jedynie mój humor, natomiast lęki stawały się coraz silniejsze, a ja czułem, że idę na dno.

 

W chwili obecnej po raz trzeci wracam do paroksetyny, dziś jest mój pierwszy dzień zmiany i czuję się fatalnie... Nic mi się nie chce, czuję niemoc i mam mętlik w głowie... W dodatku zablokowałem się na swoje emocje, boję się ich, bo mam wrażenie, że ich obecność może spowodować, że zwariuję. Żyję według schematu utartego w głowie, nie tak jak chce żyć. Mam problem z określeniem własnej osobowości. Przez te wszystkie zmiany leków, już sam nie wiem jaki jestem na prawdę. Na paroksetynie jestem człowiekiem o absolutnej pewności siebie, bez strachu związanego z życiem, mniej się boję, nie jestem strachliwy, ale za to jestem trochę otępiony, czuje, że nie do końca jestem taki jak powinienem być, mam mniejszą wrażliwość na życie, która mimo wszystko jest dla mnie ważna... Na escitalopranie jestem człowiekiem bardziej naturalny i zbliżony do własnego wewnętrznego "ja", natomiast przeszkadza mi dziwne uczucie sztucznego pobudzenia oraz powtarzające się ataki lęku, które prowadzą do kotłowaniny negatywnych myśli w mojej głowie i które najczęściej wprowadzają mnie w stan derealizacji i strach przed zeschizowaniem... Doceniam jednak w nim to, że nie zaburza on mojej empatii i wrażliwości na innych ludzi, nie jestem zwykłym "ch*jem" mówiąc kolokwialnie...

 

Zapisałem się już na kolejną psychoterapię. Tym razem behawioralno-poznawczą i mam nadzieje, ze jest to dobry krok. Potrzebuję jednak Waszej pomocy, Waszego doświadczenia... Może ktokolwiek z Was miał podobną historię? Potrzebuję wsparcia, czuję się taki odosobniony z tym problemem, mam wrażenie, że nikt nigdy nie doświadczył tego samego co ja, że nauka jest bezsilna, albo że to już schizofrenia, bo często miewam uczucie pustki w głowie i już sam nie wiem czy to co odczuwam jest realne, normalne, ale mimo wszystko krytycyzm jest zachowany.

 

Pozdrawiam i mam nadzieje, że ktoś to przeczyta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

szymon122, Witaj !

Rozgość się na forum, poprzeglądaj wątki, a od razu poczujesz się lepiej w jednym względzie - nie jesteś jedyny, nie jesteś wyjątkowy, nie jesteś sam z takim problemem. Różne są podłoża naszych dolegliwości, rożne historie, przebiegi, objawy, ale imię tego jest wspólne - zaburzenia depresyjno- lękowe.

Jesteś już na dobrej drodze - szukasz fachowej pomocy - lekarz, terapia, masz już duży poziom samoświadomości.

Moim zdaniem wrażliwcem pozostanie się już zawsze, kwestia zaakceptowania tego, poradzenia sobie z lękami, znalezienia radości w życiu mimo wszystko itd. w tym może pomóc dobry terapeuta i takiego Ci życzę.

 

Owocnego i wspierającego surfowania po forum! :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuje za chęć przeczytania mojego wpisu i za tak szybką reakcje. Doceniam, że poświęciłeś dla mnie swój cenny czas. Tacy ludzie są dla mnie bardzo ważni, pozwalają mi mieć nadzieje, że nie jest aż tak źle ;)

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Szymon!

 

Na początku Cię uspokoję. Nie masz schizofrenii i nie musisz się jej obawiać. Twoje "dziwne" odczucia mogą wynikać z wielokrotnej zmiany leków. Trzymam kciuki za nową psychoterapię i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy w Twojej rodzinie były przypadki takiego schorzenia?

Czy masz regularny kontakt z psychiatrą i psychoterapeutą?

No nie widzę innego wyjścia niż leczenie.

Ale ogólnie jestem przeciwna tym wszystkim silnym lekom.

A może odstaw wszystko i po prostu "żyj" - może metodą jest właśnie wyjście do świata przy wsparciu profesjonalisty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy w Twojej rodzinie były przypadki takiego schorzenia?

Czy masz regularny kontakt z psychiatrą i psychoterapeutą?

No nie widzę innego wyjścia niż leczenie.

Ale ogólnie jestem przeciwna tym wszystkim silnym lekom.

A może odstaw wszystko i po prostu "żyj" - może metodą jest właśnie wyjście do świata przy wsparciu profesjonalisty?

 

Tak, w mojej rodzinie jest wiele przypadków osób znerwicowanych. Moja matka, i jej dwoje rodzeństwa również borykają się z lękami, które również leczą farmakologicznie. W dodatku podejrzewam, że mój ojciec również w jakimś stopniu ma problemy z nerwami, jest bardzo nerwowym człowiekiem, w dodatku jest niepijącym alkoholikiem, a człowiek bez powodu nie wpada w alkoholizm, najczęściej z powodu nieradzenia sobie z własnymi emocjami, w końcu alkohol znieczula.

Ja również nie jestem za farmakoterapią, chciałbym się wyleczyć, a nie niwelować objawy, natomiast na ten moment jestem bez opieki psychologicznej i w dodatku nie potrafię normalnie funkcjonować bez tabletek. Mój plan na najbliższy czas, to kolejna psychoterapia, tak jak już wcześniej napisałem. Potrzebuje tez czasu na nabranie sił, dlatego nie chce póki co odstawiać leków, tylko z tego względu do nich wróciłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witajcie kochani! Nazywam się Szymon, skończyłem kilka dni temu 24 lata i choruję od 19 roku życia na zaburzenia lękowe z epizodami depresyjnymi (tak przynajmniej stwierdził mój lekarz...), epizody depresyjne i lękowe doświadczyłem już jako małe dziecko, jednak jakimś cudem przeszły samoczynnie-zmalały objawy do akceptowalnego poziomu. Odkąd pamiętam jestem człowiekiem bardzo wrażliwym, lękliwym i strachliwym, z czym często nie mogłem się pogodzić, ponieważ wiedziałem, że jest to znacznie odbiegające od normy... Podejrzewam, że na taki stan rzeczy miał wpływ wychowania przez moich rodziców, a w szczególności przez moją matkę (ojca w moim dzieciństwie, aż do okresu dojrzewania nie było, był pracoholikiem uciekającym w alkoholizm), która zawsze traktowała mnie jak kruchą istotę dmuchając i chuchając przy każdej możliwej okazji(nie mam jej tego za złe, wiem że jak każda matka chciała dla mnie najlepiej). Poza tym napięta sytuacja w domu związana z ciągłymi kłótniami nie pozwoliły mi na zbudowanie w swojej głowie obrazu bezpieczeństwa (poza jednym miejscem, domem mojej babci gdzie tylko tam czułem się bezpiecznie i w pełni komfortowo).

 

Cała świadoma"przygoda" z nerwicą zaczęła się w wieku 19 lat. Był to okres bardzo trudny dla mnie, ponieważ zmagałem się wówczas z pełnym brakiem akceptacji sytuacji panującej w domu, z buntem okresu dojrzewania, z problemami wyboru kierunku studiów i stresem związanym z egzaminami maturalnymi, z brakiem akceptacji własnego wyglądu, a przede wszystkim z duszoną w sobie prawdą o mojej odmiennej (jakby tego wszystkiego było mało) orientacji... Te problemy młodego człowieka były dla mnie bardzo męczące, wprowadzały mnie w depresję i totalną niechęć do życia. Moje życie kulało się z dnia na dzień, a jedynym ratunkiem wówczas byli moi przyjaciele. Czarę goryczy spowodowała moja pierwsza nieodwzajemniona i młodzieńcza miłość do człowieka, który nie był mi pisany. To ona sprawiła, że poziom mojego załamania sięgnął zenitu, był to dla mnie bardzo ważny człowiek, widziałem w nim wszystko, to on sprawiał, że potrafiłem się uśmiechać, nie tylko swoją obecnością, ale też swoim pełnym optymizmu podejściem do życia, był taką moją bateryjką, co prawda często niepewną, ale mimo wszystko było mi przy nim lżej i lepiej. Kiedy zrozumiałem, że to nie ma sensu i mój kontakt z tym człowiekiem został praktycznie ograniczony do zera, po krótkim okresie pojawiły się pierwsze nieuzasadnione lęki

 

Pierwszym lekiem jaki został mi przepisany był rexetin, czyli paroksetyna 20mg. Zadziałał na mnie idealnie, odzyskałem siły witalne, pewność siebie której wcześniej nie miałem, a jedynym skutkiem ubocznym było tycie i nadmierny apetyt na słodycze. Kurację zaprzestałem po około roku leczenia, kiedy to wydawało mi się, że mam to już wszystko za sobą. Niestety nerwica wróciła po niecałych trzech miesiącach. Następnym krokiem jaki podjąłem była zmiana lekarza. Stwierdziłem, że dobry lekarz powinien mnie z tego wyleczyć, a nie tłumić moje objawy. Dostałem namiar, zostały mi przepisane inne proszki- escitalopran 10mg i depakine-chrono w dwóch dawkach 150mg rano i wieczorem. Pani psychiatra w początkowym rozeznaniu stwierdziła iż zmagam się z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi z epizodami lęku. Po moim wywiadzie wywnioskowała, że paroksetyna rozchwiała mnie emocjonalnie i jedyne czego teraz mi trzeba to ustabilizowania moich emocji i poprawę mojego depresyjnego samopoczucie. Byłem wówczas w fatalnym stanie, ciągle prześladowało mnie przeświadczenie, że zwariuję, ataki były bardzo silne, a ja nie chciałem stać się warzywem. Kurację nowymi proszkami kontynuowałem przez kolejny rok, aby wrócić po tym czasie do paroksetyny ze względu na ciągłe złe samopoczucie objawiające się sztucznym pobudzeniem i dziwnym wyciszeniem nie redukującym moich lęków, a jedynie zmiejszających ich skutek. Po powrocie na paroksetynę wszystko wróciło do "normy", a ja wówczas poddałem się psychoterapii psychodynamicznej aby zrozumieć podłoże mojego lęku. Trwało to łącznie przez prawie dwa lata, czułem się coraz lepiej, aż postanowiłem na początku tego roku kolejny raz odstawić prochy, czułem się już tak pewnie, że stwierdziłem "tym razem na pewno się uda". Niestety kolejny raz nici z mojego planu. Za zgodą lekarza od końca tego roku wróciłem na escitalopran, ponieważ stwierdziłem, że nie chcę wracać na paroksetynę, a jedynie na coś co działa na mnie łagodniej, a że w szufladzie nadal leżało opakowanie escitalopranu podjęliśmy decyzję o zaczęciu leczenia po raz kolejny tym lekiem. Lek kolejny raz się nie sprawdził, poprawił jedynie mój humor, natomiast lęki stawały się coraz silniejsze, a ja czułem, że idę na dno.

 

W chwili obecnej po raz trzeci wracam do paroksetyny, dziś jest mój pierwszy dzień zmiany i czuję się fatalnie... Nic mi się nie chce, czuję niemoc i mam mętlik w głowie... W dodatku zablokowałem się na swoje emocje, boję się ich, bo mam wrażenie, że ich obecność może spowodować, że zwariuję. Żyję według schematu utartego w głowie, nie tak jak chce żyć. Mam problem z określeniem własnej osobowości. Przez te wszystkie zmiany leków, już sam nie wiem jaki jestem na prawdę. Na paroksetynie jestem człowiekiem o absolutnej pewności siebie, bez strachu związanego z życiem, mniej się boję, nie jestem strachliwy, ale za to jestem trochę otępiony, czuje, że nie do końca jestem taki jak powinienem być, mam mniejszą wrażliwość na życie, która mimo wszystko jest dla mnie ważna... Na escitalopranie jestem człowiekiem bardziej naturalny i zbliżony do własnego wewnętrznego "ja", natomiast przeszkadza mi dziwne uczucie sztucznego pobudzenia oraz powtarzające się ataki lęku, które prowadzą do kotłowaniny negatywnych myśli w mojej głowie i które najczęściej wprowadzają mnie w stan derealizacji i strach przed zeschizowaniem... Doceniam jednak w nim to, że nie zaburza on mojej empatii i wrażliwości na innych ludzi, nie jestem zwykłym "ch*jem" mówiąc kolokwialnie...

 

Zapisałem się już na kolejną psychoterapię. Tym razem behawioralno-poznawczą i mam nadzieje, ze jest to dobry krok. Potrzebuję jednak Waszej pomocy, Waszego doświadczenia... Może ktokolwiek z Was miał podobną historię? Potrzebuję wsparcia, czuję się taki odosobniony z tym problemem, mam wrażenie, że nikt nigdy nie doświadczył tego samego co ja, że nauka jest bezsilna, albo że to już schizofrenia, bo często miewam uczucie pustki w głowie i już sam nie wiem czy to co odczuwam jest realne, normalne, ale mimo wszystko krytycyzm jest zachowany.

 

Pozdrawiam i mam nadzieje, że ktoś to przeczyta.

 

witaj ja tez bralam paroksetyne 6 mcy, po terapii odstawilam ale musialam wrocic bo depresja wrocila.na parogenie czuje sie b.dobrze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj, rozgość się..

Współczuję Ci tych cierpień, tak samo, jak każdemu tutaj, bo wszyscy się zmagamy z różnymi problemami i swoje przeszliśmy..Mam nadzieję, że znajdziesz na tym forum wiele przydatnych dla siebie informacji..Też biorę paroksetynę, to ponoć najmocniejszy SSRI jeśli chodzi o efekt przeciwlękowy, myślę, że dalsza psychoterapia to dobry kierunek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jak zachorowałes w tak młodym wieku to leki sa podstawa, u mnie zaczeło sie tez w okresie dojrzewania...i trwa do tej pory. Kupa leków, odstawienie bo to psychotropy, zle sie czulam ble ble ble...same błedy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×