Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
DOMINIKKKK

Ludziom czesto myli sie milosc z posluszenstwem.

Rekomendowane odpowiedzi

Wy tez tak macie? Kazecie zrobic swojej partnerce czy partnerowi to i to. Bo inaczej jak tego nie zrobi to oznacza, ze nie kocha. Albo was nawet odrzuca. Albo co gorsza, macie dzieci i jest rozkaz, ze masz zrobic to i tamto. Bo jak nie to brak szacunku do mamusi i tatusia. I potem ida tacy ludzie mialccy, wykastrowani ida przez zycie bez wlasnego zdania. Ze jestes rzecza w rekach rodzicow, ze sie nie liczysz. TO JEST CHORE.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że prawdziwa miłość nie ogranicza i nie stosuje nakazów czy zakazów. Małżeństwo nie musi wyglądać jak niewolnictwo, w którym jedna strona wydaje dyrektywy, a druga musi być posłuszna i się podporządkować. Można być partnerami, którzy wzajemnie się uzupełniają. Zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo trudne, ale naprawdę możliwe. To, ile wolności damy sobie w relacjach, zależy wyłącznie od nas...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

DOMINIKKKK, w zyciu nic nie ma za darmo, chyba ze z liscia ktos strzeli. A co to dzieci maja siedziec i nic nie robic, zeby pozniej takiego kiepskiego wyhodowac? Zacznij sam na siebie zarabiac, wyprowadz sie, rob co chcesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
DOMINIKKKK, w zyciu nic nie ma za darmo, chyba ze z liscia ktos strzeli. A co to dzieci maja siedziec i nic nie robic, zeby pozniej takiego kiepskiego wyhodowac? Zacznij sam na siebie zarabiac, wyprowadz sie, rob co chcesz.

 

Ludziom myli sie odpowiedzialnosc z posluszenstwem. Chodzi oto, aby uznac autonomie dziecka i jego potrzeby. Bo szantazem czy naciskami lamie sie osobowosc i tworzy kaleki. Mysle, ze Kiepski ma cos z siebie z czlowieka, ktorego nauczono bezradnosci, ktory sie poddal. Jezeli chcemy, aby dzieci byly pewnymi siebie w przyszlosci doroslymi, nie powinno sie zmuszac kogokolwiek do czegokolwiek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DOMINIKKKK, przedstawiasz bardzo czarno-biały obraz tego zagadnienia. Albo kompletny "zamordyzm" rodzicielski albo wychowanie skrajnie bezstresowe. Wydaje mi się, że to jest kwestia znalezienia złotego środka między uszanowaniem autonomii a stawianiem granic dziecku. Każda skrajność jest szkodliwa dla dzieciaka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Absolutnie nie to mialem namysli @na_lesnik Chodzi oto, aby dac mlodemu czlowiekowi wybor. Dac poczuc mu sie odpowiedzialnym. Jezeli kogokolwiek zmusza sie do czegokolwiek to ma do wyboru dwie drogi: albo podporzadkowanie sie (takie osoby sa pozniej ofiarami o niskim poczuci wlasnej wartosi). Maja obraz siebie jako pomagierow, ktorych potrzeby sie nie licza) albo rebelia i pojscie na wojne ze swiatem. Jezeli szanuje sie zdanie dziecka, to tak naprawde zaczyna dawac samo z siebie. Bo samo jest obdarowywane szacunkiem i bezpieczenstwem, daje mu sie do wiadomosci, ze sie liczy, ze jest wazne. I to samo mamy w zwiazkach z ludzmi. Faceci, ktorzy sa kontrolujacy nie pozwalaja swoim dziewczynom wyjsc na piwo ze znajomymi te zwiazki predzej czy pozniej staja sie dysfunkcyjne z powodu naporu toksycznych emocji, Jezeli dziewczyna byla traktowana jako pomagier, wlasnosc rodzicow, to zapewne poczuje wine i bedzie sie kapac w tych toksynach. Jezeli nie, to zakonczy sama taka relacje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wy tez tak macie? Kazecie zrobic swojej partnerce czy partnerowi to i to.

Zasadniczo nie.

 

Absolutnie nie to mialem namysli @na_lesnik Chodzi oto, aby dac mlodemu czlowiekowi wybor. Dac poczuc mu sie odpowiedzialnym. Jezeli kogokolwiek zmusza sie do czegokolwiek to ma do wyboru dwie drogi: albo podporzadkowanie sie (takie osoby sa pozniej ofiarami o niskim poczuci wlasnej wartosi). Maja obraz siebie jako pomagierow, ktorych potrzeby sie nie licza) albo rebelia i pojscie na wojne ze swiatem. Jezeli szanuje sie zdanie dziecka, to tak naprawde zaczyna dawac samo z siebie. Bo samo jest obdarowywane szacunkiem i bezpieczenstwem, daje mu sie do wiadomosci, ze sie liczy, ze jest wazne....

Właściwie chodzi wam o to samo. Tylko na_leśnik, podpełza od strony drugiej skrajności.

 

.... I to samo mamy w zwiazkach z ludzmi. Faceci, ktorzy sa kontrolujacy nie pozwalaja swoim dziewczynom wyjsc na piwo ze znajomymi te zwiazki predzej czy pozniej staja sie dysfunkcyjne z powodu naporu toksycznych emocji, Jezeli dziewczyna byla traktowana jako pomagier, wlasnosc rodzicow, to zapewne poczuje wine i bedzie sie kapac w tych toksynach. Jezeli nie, to zakonczy sama taka relacje. Bo inaczej jak tego nie zrobi to oznacza, ze nie kocha. Albo was nawet odrzuca. Albo co gorsza, macie dzieci i jest rozkaz, ze masz zrobic to i tamto. Bo jak nie to brak szacunku do mamusi i tatusia. I potem ida tacy ludzie mialccy, wykastrowani ida przez zycie bez wlasnego zdania. Ze jestes rzecza w rekach rodzicow, ze sie nie liczysz. TO JEST CHORE.

No jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jezeli szanuje sie zdanie dziecka, to tak naprawde zaczyna dawac samo z siebie.

Samo z siebie to dziecko pragnie tylko albo ciągle się lenić i "chować się" przed światem za "mamusią", albo ciągle łamać zasady dorosłych, przeszkadzać im, gnębić dzieci słabsze od siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mojej matce pomylila sie milosc z szacunkiem a mnie z posluszenstwem w dziecinstwie...wszystko rzutuje...ciagle czuje sie nie dosc dobra dla innych choc sie staram. Jestem dobra dla wszystkich tylko nie dla samej siebie i ciagle winna bo chcialabym byc dobra dla siebie ale to tez oznacza, ze musialabym byc niedobra dla innych. Misz masz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z czym sie ludziom mylosc myli to nie mnie oceniac...zreszta to trudny i gleboki temat a choc plywam calkiem dobrze mozna by mimo wszystko w nim utonac...nie z tego powodu pisze tu posta:)

Zainteresowalo mnie kilka wypowiedzi poprostu.

1.

przez mark123 » dzisiaj, 05:22

DOMINIKKKK napisał(a):

Jezeli szanuje sie zdanie dziecka, to tak naprawde zaczyna dawac samo z siebie.

 

Samo z siebie to dziecko pragnie tylko albo ciągle się lenić i "chować się" przed światem za "mamusią", albo ciągle łamać zasady dorosłych, przeszkadzać im, gnębić dzieci słabsze od siebie.

 

Dziecko oczekuje byc zauwazone i akceptowane. Rodzic oprocz tego powinien oczywiscie uczyc je obowiazkowosci i szacunku. Szacunku uczy sie szanujac. Obowiazkowosci poprzez wykonywanie (na poczatku wspolne) roznych czynnosci.

Wiec jak widac ani jedna z waszych wypowiedzi nie jest trafna...

Rozwine bardziej . Szanowac nalezy wszystkich ludzi... wiec i dzieci..... Dzieci nie daja z siebie po tym jak okazujemy im szacunek, dzieci kochaja nas(rodzicow) bezgranicznie i chetnie pomagaja. Zeby taki stan rzeczy sie utrzymal wystarczy byc swiadomym rodzicem i umiejetnie nimi kierowac. Oczywiscie do pewnego wieku podejmuje sie za nie decyzje, ale nie narzuca sie ich sila. Dzieci nie powinny ich podejmowac z prostej przyczyny- im szybciej beda zmuszone do tego tym szybciej przestana byc dziecmi...

 

Lenistwo dzieci i chowanie sie za mamusia spowodowane jest zawsze przez bledy wychowawcze, przez zbyt czeste krytykowanie go i ocenianie.... wyreczanie go we wszystkim i przemoc fizyczna wobec niego....

 

2.

Mojej matce pomylila sie milosc z szacunkiem a mnie z posluszenstwem w dziecinstwie...wszystko rzutuje...ciagle czuje sie nie dosc dobra dla innych choc sie staram. Jestem dobra dla wszystkich tylko nie dla samej siebie i ciagle winna bo chcialabym byc dobra dla siebie ale to tez oznacza, ze musialabym byc niedobra dla innych. Misz masz.

 

salir nie znam Twojej matki i nie wiem z czym jej sie milosc pomylila... jednak po tresci Twojej wypowiedzi wnioskuje ze zamiast okazywac Ci milosc oceniano Cie zbyt czesto... Nie dostalas i nie poznalas milosci wiec nie wiesz jakie to uczucie i z czym zwiazane dlatego piszesz wlasnie w ten sposob.

Wyjasnic bedzie trudno w kilku zdaniach ale postaram sie.

Poprzez ciagle ocenianie wbito Ci do glowy ze zeby byc kochana trzeba sobie na to zasluzyc, ze trzeba cos osiagac, byc dobra dla innych, mowic to co chcieliby uslyszec itp. Jesli tego nie realizujesz nie jestes wystarczajaco "dobra" i nie zaslugujesz na wiele.Oddalas siebie za to co potrafisz zrobic dla innych. Cos caly czas Ci umyka bo starsz sie innych zadowolic, a w gruncie rzeczy chcialabys zostac wreszcie zauwazona przez nich. Najsmutniejsze jest to ze tak naprawde nie jestes w stanie kogokolwiek zadowolic.... bo tak naprawde nie masz pojecia czego potrzebuje i chce drugi czlowiek. Po tym wszystkim co sie w Twoim zyciu zdarzylo przypuszczam ze sama nie masz zbyt wielkich potrzeb i nie wiesz czego bys chciala dla siebie

. Bycie dobrym dla siebie nie oznacza bycia niedobrym dla innych. bycie dobrym dla siebie to poprawa nastroju, ktory udziela sie innym.

Poza tym zamiast tracic czas na proby zadowolenia innych( czesto bezowocne) lepiej zadowolic siebie... zwlaszcza ze kazdy czlowiek umie odpowiedziec sobie na pytanie jak wlasnie w tej chwili poprawic sobie humor:)

Oczywiscie dochodza do tego odpowiednie zachowania dodatkowe, ktore zabezpieczaja bliskich przed negatywnymi uczuciami. Przyklad ide na dyskoteke, mowie sam od siebie o ktorej wroce i pilnuje tego. Jesli sie przedluzy dzwonie lub pisze ze to jeszcze potrwa i wroce z dwugodzinnym poslizgiem. Jest wiele innych sytuacji ktore w podobny sposob mozna rozwiazac tylko akurat nie przychodza mi do glowy... moze sa zbyt oczywiste dla mnie.

pozdrawiam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dzieci kochaja nas(rodzicow) bezgranicznie

No może i są dzieci, które kochają bezgranicznie, ale jest takich raczej bardzo niewiele. Mogą kochać, ale nie bezgranicznie

Np. ja jako dziecko w ogóle nie kochałem rodziców.

 

i chetnie pomagaja

Chętnie pomagają dzieci nadzwyczaj dojrzałe emocjonalnie w stosunku do swojego wieku, "standardowe" dziecko na 100% nie.

 

Lenistwo dzieci i chowanie sie za mamusia spowodowane jest zawsze przez bledy wychowawcze

"praktykowanie" tak, ale samo pragnienie to już zła natura.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytajac co napisales mark123 mam wrazenie ze nie piszemy o tym samym ... czyli dzieciach....

Nie ma na calym swiecie dziecka ktore nie kochaloby rodzica za to ze jest......i nigdy nie bylo no i oczywiscie nie bedzie takiego dziecka.

Zanim rozwine uscisle ze dzieckiem nazywam osobe w przedziale wiekowym od 0 do 6 roku zycia.

Dziecko kocha rodzicow za to ze sa. Na poczatku.... pozniej w zaleznosci od ilosci i "jakosci" popelnianych przez nich bledow sie to zmienia.

To ze kiedys sie ich kochalo czesto przeradza sie w nienawisc. Poniewaz do osob do ktorych nie czulismy nic nie czujemy dalej nic....

Wiec jesli dziecko zaczyna sie bac rodzica lub go nienawidzic zanczy to ze popelnil fatalne bledy wychowawcze.( mowimy caly czas o dzieciach czyli 0-6) Zanim nauczymy sie klamac zeby sie komus przypodobac lub zeby uniknac kary nasze uczucia sa szczere i jesli rodzic ich nie zniszczy(czesto nieswiadomie) beda autentyczne i mocne. Nawet Ty kochales rodzicow.... moze byla to tylko chwila moze rok a moze miesiac Twojego zycia ale robiles to.

Dzieci, przynajmniej te o ktorych ja pisze(0-6) nie sa dojrzale emocjonalnie. O dojrzalosci emocjonalnej mowimy jesli mamy do czynienia z czlowiekiem doroslym ... a i to nie zawsze.... poniewaz zle ksztaltowanie poczucia wlasnej wartosci w dziecku czesto powoduje niedojrzalosc emocjonalna i wiele chorob na tle psychosomatycznym. Wiec niemozliwe jest aby dziecko mialo szanse byc dojrzale emocjonalnie, poniewaz w pierwszych latach zycia dopiero rozwijaja siejego zmysly, postrzeganie swiata i emocje. Wiec kazde dziecko chcac byc zauwazonym chetnie uczestniczy w zyciu rodziny i pomaga. Dopiero kiedy je zniechecimy przestaje to robic. Jest wiele zachowan zniechecajacych dziecko. Krytyka, nerwy, niecierpliwosc itp.

Pragnienie schowania sie przez dziecko i to obojetnie czy za mama czy za ojcem to wynik po pierwsze rozwoju dziecka. Normalnie rozwijajace sie dziecko ma poprostu fazy "odwagi" i fazy "niesmialosci" w pewnym wieku mu to mija(chyba ze popelnia sie bledy)

Czasami jednak to nie niesmialosc tylko strach. Wtedy juz jest zle. Dlatego ze strach nie rodzi sie sam z siebie. Jezeli dziecko boi sie jednego z rodzicow, dorosly powinien niezwlocznie podjac terapie z psychologiem dzieciecym a i dziecko powinno taka odbyc (tylko oczywiscie z innym psychologiem). Jezeli tylko rodzicowi zalezy na uratowaniu kontaktu ze swoim dzieckiem i zapobiegnieciu zeby w przyszlosci na tego typu forum trafilo.

 

Nie wiem ile masz lat i czy masz rodzine ale tak negatywnie wyrazasz sie o dzieciach ze lepiej zebys ich nie mial. (chcialem pominac ten osad ale po namysle zostawie go jednak)

W wieku od 0 do 6 lat dziecko jest jak gabka wchlania wszystkie zachowania z otoczenia, nie interesuje sie zbytnio tym co sie do niego mowi. Oczywiscie jest to bardzo dobre poniewaz dorosli klamia, myslac ze dziecko tego nie zauwazy. Biorac jednak pod uwage ze ono nie sluchatylko patrzy, nie daje sie latwo zwiesc.

Przyklad Dorosly ktory nie zaznal milosci nie zna jej ,chociaz moze pieknie o niej mowic zwodzac w ten sposob otoczenie.

To tyle z mojej strony odnosnie Twojego posta

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie ma na calym swiecie dziecka ktore nie kochaloby rodzica za to ze jest......i nigdy nie bylo no i oczywiscie nie bedzie takiego dziecka.

Zanim rozwine uscisle ze dzieckiem nazywam osobe w przedziale wiekowym od 0 do 6 roku zycia.

Zdolność do miłości nie jest wrodzona, miłość nie jest emocją podstawową. Mózg musi nabyć zdolność do miłości.

Nie mogę zgodzić się z tym, że nie ma dziecka, które nie kocha rodziców. Co prawda do 6-go roku życia nie pamiętam prawie nic ze swojego dzieciństwa, ale jak znam ogólnie siebie, to jestem prawie pewien, że nie kochałem rodziców. Ja nawet nie mam zielonego pojęcia, jakie to uczucie kogoś kochać.

 

Nawet Ty kochales rodzicow.... moze byla to tylko chwila moze rok a moze miesiac Twojego zycia ale robiles to.

No jasne, znasz mnie lepiej niż ja siebie i wiesz, że kochałem :blabla: . Nie wciskaj mi kitu.

 

Wiec kazde dziecko chcac byc zauwazonym chetnie uczestniczy w zyciu rodziny i pomaga.

Dzieci 6 i 7-letnie w większości bardzo chętnie rozrabiają i przeszkadzają, żeby być zauważone. Nie uwierzę, żeby z młodszymi była drastyczna różnica.

 

Dopiero kiedy je zniechecimy przestaje to robic.

Odwrotnie, jeśli uda nam się je jakoś zachęcić, to zaczyna to chętnie robić. Zdolność do pomagania się nabywa, a nieróbstwo jest w naturze.

 

Jezeli dziecko boi sie jednego z rodzicow, dorosly powinien niezwlocznie podjac terapie z psychologiem dzieciecym a i dziecko powinno taka odbyc (tylko oczywiscie z innym psychologiem).

Nad dzieckiem, które boi się rodzica/rodziców, łatwiej jest panować. Dziecko, które się nie boi, łatwo może wejść na głowę.

 

Nie wiem ile masz lat i czy masz rodzine ale tak negatywnie wyrazasz sie o dzieciach ze lepiej zebys ich nie mial.

Nie planuję dzieci, nie potrzebuje pod dachem osoby, z którą trzeba by było się użerać.

 

W wieku od 0 do 6 lat dziecko jest jak gabka wchlania wszystkie zachowania z otoczenia

Do znacznie późniejszego wieku dziecko może być jak gąbka, w podstawówce dzieci szybko chłoną zachowania rówieśników.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc mark123 :)

milo poznawac odmienna opinie:)

Przyznam ze znawca uczuc nie jestem i nie wiem czy milosc to uczucie podstawowe czy zlozone. Poza tym strasznie ciezko mi opisywac jakiekolwiek uczucie. Wiele osob uwaza ze na milosc trzeba sobie zasluzyc i inne tego typu bzdury....

Milosc to radosc ze ktos jest i poprostu jest. To uczucie ktore daje nam poczucie bezpieczenstwa, wygody, komfort psychiczny.

Kazdy za nia goni( no moze nie kazdy a wielu) , wielu ludzi pragnie byc kochanym. Wiekszosc ma swoj obraz milosci(lepszy lub gorszy) i chcialoby byc wlasnie tak kochanym jak sobie to wyobrazaja. Prawda jest taka ze czesto krzywdza innych zarzucajac innym brak milosci.

Jesli ktos nie kocha Cie tak jakbys sobie tego zyczyl/a nie znaczy to ze nie kocha Cie najmocniej jak potrafi.

Oczywiscie powyzej nie opisalem uczucia milosci bo nie potrafie, opisalem tylko game towarzyszacych jej odczuc. Pominalem pociuag seksualny bo on nie jest bezposrednia czescia naszego uczucia tylko w dobrym zwiazku potrafi je ladnie uzupelnic o inne wrazenia.

Dziecko zanim sie urodzi jest w brzuchu mamy. Juz stamtad w jakis sposob odbiera swiat. Czuje i w pozniejszym czasie slyszy co sie wokol niego dzieje. zaczyna rozpoznawac po biciu serca mamy kiedy sie nalezy bac, kiedy byc spokojnym, kiedy zlym itd. Serce mamy towarzyszy mu od samego poczatku. Dlatego male dzieci ktore sa niespokojne warto klasc sobie tak zeby slyszaly bicie waszego serca, to je uspokaja:)

Z poczatku tez, tzn. zaraz po urodzeniu jest duza grupa ludzi ktorzy sie ciesza z tego ze dziecko sie pojawilo... i przez pierwsze miesiace zycia dziecka, opiekuja sie nim, karmiac zmieniajac pieluchy, rozmawiajac z nim i usmiechajac sie. Niestety znika to dosc szybko i zastepowane zaczyna byc ocenianiem i nadopiekunczoscia. W tym momencie zaczyna sie wyniszczanie emocjonalne dziecka i zabieranie mu mozliwosci odkrywania siebie.

wiec zanim zacznie sie to wyniszczanie, dziecko dostaje ta czysta pierwotna milosc i uczyloby sie ja odwzajemniac jakby nie to ze trwa to zbyt krotko. Czy naprawde tak wazne jest dla wielu rodzicow to zeby dziecko mialo same piatki? zeby mialo najlepsza prace? zeby bylo "lepsze" od innych? Nie cieszy was to ze poprostu jest?

heh rozpedzam sie nie w ta strone i troche zboczylem od naszej dyskusji:)

Pisalem powyzsze zeby Cie przekonac ze jako male dziecko nie wie sie co to milosc( czesto rowniez jako dorosly) ale sie kocha... jest usmiech za usmiech itp. jest wiele rzeczy ktore o tym swiadcza. Ja tez nie pamietam duzo z dziecinstwa ale wiem ze chcialem byc zauwazony, chcialem zeby ojciec mnie kochal .. zebym ja mogl go tez kochac(wtedy bylem juz nieco starszy niz 6 lat) Szybko mi jednak taka potrzeba przeszla.

Dlatego tez mysle ze kochales.. bo kazde dziecko zanim sie nie uksztaltuje jest podobne. Niektorzy naukowcy twierdza coprawda ze duza role odgrywaja tu geny... ale ja nie jestem zbyt skory do tego zeby popierac ta teze.

W pelni sie z Toba zgadzam ze dzieci w wieku 6-7 lat robia rozne rzeczy a w tym dokuczaja, przeszkadzaja, niszcza.... robia to jak trafnie stwierdziles zeby zostac zauwazone. Robia to bo sa zaniedbywane przez rodzicow. Czesto nie maja obowiazkow, bo "dobra" mamusia za nie sprzata... "dobry" tatus szuka tez wymowek zeby dziecko nie uczestniczylo w pracach technicznych w domu... I dziecko zostaje samo .. czuje sie niepotrzebne... a z czasem nie umie sobie znalezc miejsca i czuje sie jak bezwartosciowa kula u nogi...

Te proby bycia zauwazonym przez 6-7 latkow to ostatni dzwonek dla rodzicow zeby sie zmienic i wiecej uwagi poswiecic dziecku. Zeby sie go pytac jak sie czujesz? jak minal dzien? zeby poswiecic mu swoj czas i sie z nim pobawic, pokazac mu ze ono jest wazne a nie to co robi.

Mlodsze dzieci chca uczestniczyc w zyciu rodziny chca odkurzac, sprzatac, zmywac... ale odganiane slowami: jestes jeszcze za maly... nie dasz rady.... odejdz teraz bo przeszkadzasz a ja chce to szybko zrobic.... rezygnuja....

Co do uzerania sie z dziecmi.... tu tez niestety masz racje...wychowywanie dziecka to ciezki okres w zyciu rodzica.. nie raz jest sie na skraju wytrzymalosci i ma sie tak dosc ze chcialoby sie zamknac drzwi za soba i odejsc gdzie pieprz rosnie. To straszny okres... szarga nerwy, doprowadza do skraju wytrzymalosci i wystaiwana probe ogniowa kazdy zwiazek. A jedyne co masz w zamian to szybko znikajace chwile... sa tak piekne ze trudno je opisac. ta wdziecznosc, czasami usmiech czasami jeszcze co innego....Dla tych pojedynczych chwil wychowywanie dziecka jest tego warte.... przez te chwile zapominasz o zmeczeniu, stresie i w ogole calym swiecie... te i podobne chwile nadaja zyciu sens. Wtedy wiesz ze Twoj wklad i zaangazowanie nie ida na marne.

W opisywaniu uczuc zawsze bylem slaby.. ale uczuc sie nie powinno opisywac tylko wyrazac...

Jak dla mnie to po osiagnieciu 6 roku zycia nie jest juz dzieckiem taka osobka :) jesli dobrze uksztaltowalismy je do tego czasu wchlania oczywiscie zachowania innych dzieci, ale ma swoja silnie rozwinieta wole i potrafi juz samo zdecydowac co wchlania. Jest juz mlodym czlowiekiem ktory mysli i dokonuje swoich wyborow. Jesli ma natomiast braki wychowawcze jest duzo bardziej podatny na swoje otoczenie i zrobi prawie kazda glupote zeby to otoczenie go zaakceptowalo.... zwlaszcza jesli nikt w rodzinie tego nie robi.... kazdy czlowiek procz tego ze jest dazy w jakis sposob do zostania zaakceptowanym .

Pozdrawiam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja tez nie pamietam duzo z dziecinstwa ale wiem ze chcialem byc zauwazony, chcialem zeby ojciec mnie kochal .. zebym ja mogl go tez kochac(wtedy bylem juz nieco starszy niz 6 lat) Szybko mi jednak taka potrzeba przeszla.

Dlatego tez mysle ze kochales..

Ja uważam, że są dwa "poziomy", lubienie i kochanie. Co do lubienia, to owszem lubiłem i miałem potrzebę bycia lubianym przez matkę i babcię. Ten wyższy poziom już u mnie nie funkcjonował, nie kochałem ani nie miałem potrzeby bycia kochanym.

Co do bycia zauważonym, to bardzo pasowało mi bycie zauważanym przez babcię i matkę, było mi obojętne, czy ojciec mnie zauważa, czy nie, a dla reszty pragnąłem być w ogóle niezauważanym.

 

Czesto nie maja obowiazkow, bo "dobra" mamusia za nie sprzata... "dobry" tatus szuka tez wymowek zeby dziecko nie uczestniczylo w pracach technicznych w domu... I dziecko zostaje samo .. czuje sie niepotrzebne... a z czasem nie umie sobie znalezc miejsca i czuje sie jak bezwartosciowa kula u nogi..

Ja się mega cieszyłem w dzieciństwie, że matka i babcia mnie we wszystkim wyręczają i uważam, że większość dzieci, które są wyręczane, to się z tego cieszą. Brak obowiązków to wygoda, czucie się niepotrzebnym i bezwartościowym z powodu braku obowiązków nie jest stanem normalnym, o ile w ogóle możliwym.

 

Te proby bycia zauwazonym przez 6-7 latkow to ostatni dzwonek dla rodzicow zeby sie zmienic i wiecej uwagi poswiecic dziecku. Zeby sie go pytac jak sie czujesz? jak minal dzien? zeby poswiecic mu swoj czas i sie z nim pobawic, pokazac mu ze ono jest wazne a nie to co robi.

Ostatni dzwonek, żeby Przede wszystkim zainteresować się jego zachowaniem i je zmienić. Pokazywanie dziecku, które źle się zachowuje, że jest ważne będzie sygnałem zauważenia ale będzie też sygnałem że rodzic akceptuje jego zachowania i je wzmocni i dziecko będzie rozrabiać i przeszkadzać jeszcze bardziej.

 

Mlodsze dzieci chca uczestniczyc w zyciu rodziny chca odkurzac, sprzatac, zmywac..

Już mówiłem, że w bajki, że dzieci z natury chcą pomagać, nie uwierzę (nie wykluczam, że nie ma takich w ogóle, ale nie uwierzę, że wszystkie lub większość)

 

Jak dla mnie to po osiagnieciu 6 roku zycia nie jest juz dzieckiem taka osobka :) jesli dobrze uksztaltowalismy je do tego czasu wchlania oczywiscie zachowania innych dzieci, ale ma swoja silnie rozwinieta wole i potrafi juz samo zdecydowac co wchlania.

Takich dzieci, które decydują, co wchłaniają, jest bardzo mało, przede wszystkim wśród chłopców. Pamiętam zachowanie rówieśników z początku podstawówki, zdecydowana większość chłopców była "stadem małp". Byłem w klasie jedynym chłopcem, który miał całkowicie w dupie zabieganie o zauważenie i akceptacje przez "małpy", było jeszcze dwóch, którzy w miarę potrafili używać rozumu i nie zabiegali o to jakoś bardzo.

 

Jesli ma natomiast braki wychowawcze jest duzo bardziej podatny na swoje otoczenie i zrobi prawie kazda glupote zeby to otoczenie go zaakceptowalo.... zwlaszcza jesli nikt w rodzinie tego nie robi....

Lub jeśli w rodzinie głupota dziecka była akceptowana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

calego posta mi skasowalo... pewnie zbyt dlugo go pisalem... przyjdzie pisac jeszcze raz... nie wiem tylko czy teraz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

salir

nie znam Twojej matki i nie wiem z czym jej sie milosc pomylila... jednak po tresci Twojej wypowiedzi wnioskuje ze zamiast okazywac Ci milosc oceniano Cie zbyt czesto... Nie dostalas i nie poznalas milosci wiec nie wiesz jakie to uczucie i z czym zwiazane dlatego piszesz wlasnie w ten sposob.

Tak oceniano ale uważam, że wiem co to znaczy miłość

 

Poprzez ciagle ocenianie wbito Ci do glowy ze zeby byc kochana trzeba sobie na to zasluzyc, ze trzeba cos osiagac, byc dobra dla innych, mowic to co chcieliby uslyszec itp. Jesli tego nie realizujesz nie jestes wystarczajaco "dobra" i nie zaslugujesz na wiele.

Nie czułam się kochana i chciałam zwrócić uwagę matki dobrym zachowaniem a jak już zdarzało się dobre słowo to nie umiałam tego przyjąć bo dziwnie się czułam i do dziś się tak czuję, uważałam i uważam, że nic szczególnego nie zrobiłam.

 

Cos caly czas Ci umyka bo starsz sie innych zadowolic, a w gruncie rzeczy chcialabys zostac wreszcie zauwazona przez nich.

Jestem tego świadoma, walcze z tym, to zależy od sytuacji i osoby.

 

Najsmutniejsze jest to ze tak naprawde nie jestes w stanie kogokolwiek zadowolic.... bo tak naprawde nie masz pojecia czego potrzebuje i chce drugi czlowiek.

Nie jestem w stanie co więcej inni potrafią to wykorzystać ale nie pozwalam już na to.

.

Bycie dobrym dla siebie nie oznacza bycia niedobrym dla innych.

Myśle, że czasami to właśnie oznacza. Zawsze staram się widzieć 2 strony medalu co też nie zawsze jest komfortowe.

 

bycie dobrym dla siebie to poprawa nastroju, ktory udziela sie innym.

Dokładnie, dbanie o swój nastrój a nie tylko o innych. Wiem to ale mimo wszystko pewne schematy wciąż istnieją i ciężko je wykorzenić.

 

Oczywiscie dochodza do tego odpowiednie zachowania dodatkowe, ktore zabezpieczaja bliskich przed negatywnymi uczuciami. Przyklad ide na dyskoteke, mowie sam od siebie o ktorej wroce i pilnuje tego. Jesli sie przedluzy dzwonie lub pisze ze to jeszcze potrwa i wroce z dwugodzinnym poslizgiem.

Nie jestem już nastolatką :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No nic nowy dzien nowy post:)

Ja uważam, że są dwa "poziomy", lubienie i kochanie.

Slowa roznia sie od siebie, ale czy takbardzo? Kto potrafi wyznaczyc roznice miedzy lubie a kocham... kto wie kiedy przestaje lubic a zaczyna kochac? Oba te slowa oznaczaja pewna pozytywna wiez emocjonalna... i obojetnie jak to nazwales , cieszyles sie z tego i miales taka potrzebe:) Duzo musialo sie stac w Twoim zyciu przed czasem kiedy zaczales pamietac swoje dziecinstwo. Smutne to ale prawdziwe iniestety dotyczy bardzo sporej grupy rodzin w polsce:|

Co do bycia zauważonym, to bardzo pasowało mi bycie zauważanym przez babcię i matkę

Tu widze podobienstwo:) pasowalo-podobalo mi sie... w sumie tez slowa rozne a jednak podobne.

Pasuje mi , lubie to slowa ktore same w sobie maja mniejsza wartosc emocjonalna, kocham , podoba mi sie sa slowami bardzo podobnymi ale ich wartosc emocjonalna jest zdecydowanie wieksza. Lepiej lubic niz kochac ... bo bezpieczniej.. strach przed tym ze straci sie kogos kogo sie kocha jest niewspolmiernie wiekszy niz strach przed strata kogos kogo "tylko" lubie. Takie stawianie sprawy czesto jest ochronna reakcja organizmu na przezycia ktore kiedys mialy miejsce.

Ja się mega cieszyłem w dzieciństwie, że matka i babcia mnie we wszystkim wyręczają i uważam, że większość dzieci, które są wyręczane, to się z tego cieszą. Brak obowiązków to wygoda, czucie się niepotrzebnym i bezwartościowym z powodu braku obowiązków nie jest stanem normalnym, o ile w ogóle możliwym.

Jako dziecko sie cieszysz z tego , to normalne. Dopiero w pozniejszym zyciu zaczynaja sie problemy z tym zwiazane. Najczesciej pojawiaja sie w wieku 12-25lat. Wiekszosc problemow pojawia sie po czasie... zwlaszcza tych zwiazanych z psychika, dlatego niekiedy tak trudno je znalezc.

Ostatni dzwonek, żeby Przede wszystkim zainteresować się jego zachowaniem i je zmienić.

W teorii to brzmi fajnie zmienic czyjes zachowanie... niestety to nie komputer ktory w ciagu godziny mozna przeprogramowac.

Siebie zmienic jest ciezko, a drugiego czlowieka sie nie da. Oczywiscie jest wyjatek mozna pomoc zmienic sie osobie ktora tego bardzo chce i jest zdecydowana uczciwie i konsekwentnie nad tym pracowac. Jezeli checi jej koncza sie na deklaracji to jednak nic z tego nie bedzie. Jest jeszcze jednen sposob ktory zmieni drugiego czlowieka...wystarczy go zlamac... ale tego nie chce prawdopodobnie nikt dla bliskiej mu osoby.

Ludzie jednak tworzac zwiazki maja wplyw na zmiany wiec az tak zle nie jest.

Zmieniajac swoje zachowanie do drugiej osoby zmieniamy jej zachowanie w stosunku do nas. (nie bede rozwijac teraz bo to nadaje sie na nowy temat:))

Poza tym laczysz tu sfere emocjonalna i wychowawcza a to dwie rozne sprawy. Kochajac moje dziecko nie przeszkadza mi to w tym zeby je upominac:) Powinno wiedziec kiedy zachowuje sie nie odpowiednio. Poniewaz tylko wtedy szanujac mnie i kochajac bedzie zwracalo uwage na to zeby mnie nie ranic. W ten sposob dziala to tez w relacjach dorosly-dorosly czy dziecko-dziecko.

Takich dzieci, które decydują, co wchłaniają, jest bardzo mało, przede wszystkim wśród chłopców. Pamiętam zachowanie rówieśników z początku podstawówki, zdecydowana większość chłopców była "stadem małp". Byłem w klasie jedynym chłopcem, który miał całkowicie w dupie zabieganie o zauważenie i akceptacje przez "małpy", było jeszcze dwóch, którzy w miarę potrafili używać rozumu i nie zabiegali o to jakoś bardzo.

To ze chlopcy sie bawia i popisuja to normalne. Od tego jest dziecinstwo zeby czasem porobic "glupoty". Po to sie jest dzieckiem zeby na wlasna reke popoznawac troche swiat. W stadzie poza tym nawet w zyciu doroslym czesto zauwaza sie podobne zachowania. Wez zaklad pracy gdzie pracuja sami faceci. Atmosfera jest mila i kazdy zajmuje sie swoja praca. Wpuscimy tam kobiety.... i juz zacznie sie pieklo.. popisywanie i starcia "samcow" sa na porzadku dziennym...

Czym roznily sie te "malpy" od Ciebie? Oni byli weseli bawili sie a Ty siedziales i zastanawiales sie nad tym jakimi kretynami musza byc oni...

Ja nie wiem w sumie co lepsze... Tyle ze stales sie "dorosly" zanim przyszedl na to czas. Brak dziecinstwa tez negatywnie wplywa na rozwoj i ksztaltowanie czlowieka.

Lub jeśli w rodzinie głupota dziecka była akceptowana.

Bardzo ostro podchodzisz do tego. Wyglupy i wybryki jesli nie szkodza w wymierny sposob innym sa zdrowe. Swiadcza o tym ze dziecko sie rozwija i proboje. Oczywiscie jest mnostwo dzieci zle wychowanych i ich zachowania nie sa do zaakceptowania ale to jest tylko i wylacznie wina rodzicow, ktorzy nie maja pojecia co znaczy wychowywanie dziecka.(nie opisuje tego dokladnie bo wychowanie to tez temat rzeka)

Jeszcze jedna sprawa ktora pominalem z wczesniejszego posta a wydaje sie wazna:)

Nad dzieckiem, które boi się rodzica/rodziców, łatwiej jest panować. Dziecko, które się nie boi, łatwo może wejść na głowę.

Strach jest najgorszym srodkiem wychowawczym. W sumie strach to nie srodek wychowawczy. Strach w domu ... w miejscu ktore powinno byc oaza bezpieczenstwa ma fatalne skutki na rozwoj i psychike mlodego czlowieka. Strach rodzi w pozniejszym czasie rowniez agresje i w rezultacie zniszczy cala rodzine wczesniej czy pozniej. Dodatkowo osoba ktora przezyje znecanie sie nad soba nie bedzie w stanie stworzyc normalnej rodziny. Mezczyzna ktory nie poradzi sobie z agresja bedzie katowal swoja rodzine bardziej niz robil to jego rodzic. Kobieta, ktora przezyje katowanie bedzie szukala kata jako partnera. Nie pomoze zmiana zwiazkow... zawsze bedzie to samo... ona wyuczona ofiara on wyuczony kat... (tez nadaje sie na osobny temat)

Poscik juz pokazny ale jeszcze do salir kilka slow:)

Tak oceniano ale uważam, że wiem co to znaczy miłość

Fajnie jesli wiesz co to znaczy. Ja tez prawdopodobnie wiem, chociaz nie umiem opisywac uczuc. Dla mnie uczucie bezpieczenstwa, zaufania, szacunku,radosc z obecnosci konkretnej osoby, slowa : jak sie czujesz, chec spedzania wolnego czasu wspolnie itp. to odczucia zwiazane z miloscia. Czerpanie radosci z tego ze ktos jest i akceptowanie go takim jak jest. Nie zalezy mi na tym zeby zarabial miliony mial piekny dom i robil mi prezenciki co rano. Brak potrzeby oceniania i brak potrzeby bycia dla tej osoby jak najlepszym czyli prosta droga do bycia soba. Oczywiscie staram sie opisac uczucia towarzyszace milosci... to tez tylko uczucie. Wiec wspolne zycie ze soba to odrebna sprawa. Kochajac kogos potrafie powiedziec nie i potrafie czasem robic rzeczy dobre tylko dla mnie.

Dlatego rozdzielam sfere uczuc od sfery zycia.

Nie czułam się kochana i chciałam zwrócić uwagę matki dobrym zachowaniem a jak już zdarzało się dobre słowo to nie umiałam tego przyjąć bo dziwnie się czułam i do dziś się tak czuję, uważałam i uważam, że nic szczególnego nie zrobiłam.

Nie czulas sie kochana bo Twoja mama zamiast kochac oceniala. Nauczyla Cie ze dobre zachowanie jest wazne, ze chce zebys w zyciu cos osiagnela, dobre stopnie, dobra szkola, dobra praca.... i tak starasz sie w koncu robic wszystko jak najlepiej ... ale nigdy nie jest perfekcyjnie nigdy dosc dobrze... pochwaly przestaja miec znaczenie ...bo jestes pewna ze mowia to co mowia tylko po to zeby Cie podbudowac... bo przeciez niemozliwe jest zeby nie potrafili zobaczyc tych wszystkich bledow i niedociagniec...

Nie potrzeba robic zeby czuc sie kochanym i byc kochanym, wystarczy byc:) Uslyszalas kiedys slowa:coreczko jak ja sie ciesze ze jestes? Jak sie czujesz? O juz wstals, milo Cie widziec. jejku jak sie stesknilam za toba, kocham Cie. i wiele innych . To tylko slowa a sprawiaja ze czujemy sie lepiej.... one nie oceniaja ... te slowa wyrazaja radosc z tego ze jestes... a mimo to slowa posprzataj prosze swoj pokoj, prosze wyrzuc smieci... zostaja;)

Jestem tego świadoma, walcze z tym, to zależy od sytuacji i osoby.

Myśle, że czasami to właśnie oznacza. Zawsze staram się widzieć 2 strony medalu co też nie zawsze jest komfortowe.
Dokładnie, dbanie o swój nastrój a nie tylko o innych. Wiem to ale mimo wszystko pewne schematy wciąż istnieją i ciężko je wykorzenić.

Jestes na dobrej drodze bo wiesz ze cos jest nie tak... tylko skad wziasc wzorce zeby bylo tak jak trzeba? Nie z domu! i otym juz tez wiesz:)

Od osob ktore to potrafia. Tylko ciezko takie znalezc.. a przyokazji uzyskac od nich pomoc.. czasami niewykonalne...

Widzac ze ktos Cie wykorzystuje i opierac sie temu.. czesto znaczy ze w oczach drugiej osoby jestes niedobra... w sumie to jej problem nie Twoj. zastanawianie sie ciagle nad tym czy dobrze robie czy nie z perspektywy drugiego czlowieka to strata czasu... a i tak nigdy nie bedzie zadowalajacych efektow. Tlko siebie potrafisz zadowolic... ale jak to zrobic jesli po tylu latach staran o wzgledy drugiego czlowieka zaczelas znikac jako osoba..... Czy potrafisz jeszcze odpowiedziec na pytania typu: Kim jestes? Co lubisz? Co jest dla Ciebie wazne?

Jak nie znajdziesz spowrotem siebie... to jak tu myslec o milosci? milosc to w gruncie rzeczy dac siebie... a co jesli pod sterta wszystkich umiejetnosci zniknelo "ja". Czy sprzatanie, gotowanie, pranie... itd. zastapia Ciebie? Nie nie zrobia tego.... wiec dopoki sie nie znajdziesz nie bedzie Ciebie... a jak Ciebie nie bedzie to nie bedzie kogo kochac....

Nie szukaj drugiej strony w ludziach.. nie wejdziesz w ich mozgi... nie kupisz nikomu udanego prezentu jesli nie powie Ci co chce...Nie bedziesz nigdy wiedziec czy robiac cos jest to dobre dla drugiej osoby czy nie dopoki ona sama Ci tego nie powie. Jesli nie powie to jej problem nie Twoj. Wychowalas sie w toksycznej rodzinie z tego co czytam.. wiec ta wlasnie rodzina powinna zostac odstawiona w kat.... przynajmniej na jakis czas bo od nich nie nauczysz sie innego zycia a ponadto ich nieodpowiednie zachowania beda blokowac Twoje prace nad soba. wszystkie decyzje maja swoje konsekwencje. Oni decydowali i doprowadzili do sytuacji dzisiejszej i rowniez oni za bledy zaplaca... tak jak Ty... smutne ale prawdziwe.

 

Nie jestes juz nastolatka:) heh ja tez nie :) a mimo to wychodze czasem na dyskoteke i nie tylko ale zawsze informuje bliskich o tym gdzie jestem i kiedy wroce.... z jednej prostej przyczyny czuje sie bardzo dobrze wiedzac ze bliskie memu sercu osoby sie nie martwia o mnie:)

Ale sie napisalem .... pozdrawiam was serdecznie dziekuje ze uczestniczycie w rozmowie na badz co badz ciezkie tematy i dziekuje wszystkim czytajcym za wytrwalosc... ja bym pewnie tak dlugich postow nie czytal;p

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja uważam, że są dwa "poziomy", lubienie i kochanie. Co do lubienia, to owszem lubiłem i miałem potrzebę bycia lubianym przez matkę i babcię. Ten wyższy poziom już u mnie nie funkcjonował, nie kochałem ani nie miałem potrzeby bycia kochanym.

"Lubienie" i "kochanie" są hybrydą. Trudno oddzielić od siebie te dwa abstrakty.

Myślę, że problem nie tkwi w tym, że nie kochasz mamy i babci, lecz w tym, że nie zdajesz sobie z tego sprawy i nie umiesz rozpoznać adekwatnych uczuć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kto potrafi wyznaczyc roznice miedzy lubie a kocham... kto wie kiedy przestaje lubic a zaczyna kochac?

Uważam, że kochanie zawsze wiąże się z pragnieniem dobra, szczęścia dla drugiej osoby, a lubienie niekoniecznie. Nigdy nie pragnąłem dobra, szczęścia rodziców, czy babci.

 

Duzo musialo sie stac w Twoim zyciu przed czasem kiedy zaczales pamietac swoje dziecinstwo.

Wiem od matki, co się działo (jeśli powiedziała mi prawdę) Wyciągając "średnią" z mojego dzieciństwa (całościowo za dzieciństwie uważam przedział wiekowy 0-12, gdzieś to kiedyś wyczytałem, że dzieckiem się jest do 12 lat, a od 12 lat jest młodzież) mogę stwierdzić, że miałem w dzieciństwie za dobrze.

 

Czym roznily sie te "malpy" od Ciebie? Oni byli weseli bawili sie a Ty siedziales i zastanawiales sie nad tym jakimi kretynami musza byc oni...

Różniły się tym, że biegali na przerwach i wrzeszczeli jak kretyni i czasem przeszkadzali na lekcji, nie byli do końca posłuszni nauczycielom. Ja potępiałem takie zachowanie i nie tolerowałem wszelakich wygłupów w miejscu publicznym.

 

Oczywiscie jest mnostwo dzieci zle wychowanych i ich zachowania nie sa do zaakceptowania ale to jest tylko i wylacznie wina rodzicow

Jeśli mowa o dzieciach w wieku do 6 lat, to może tak, bo dziecko w podstawówce to już częściowo samo jest winne, takie dziecko może już korzystać z rozumu, jeśli tylko chce.

 

Strach jest najgorszym srodkiem wychowawczym.

Najgorsze to jest całkowite olewanie, co dziecko robi. Uważam, że większość szkolnych agresorów znęcających się fizycznie i psychicznie nad słabszymi to właśnie potomkowie takich olewających zachowanie dziecka rodziców. Sporo dzieci z domu bez zasad (szczególnie chłopców) zaczyna myśleć, że może wszystko i przechodzą potem do realizacji swoich pragnień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej mark123:)

Nasze spojrzenia bardzo sie od siebie roznia ale jakos bardzo lubie ta nasza rozmowe:)

Uważam, że kochanie zawsze wiąże się z pragnieniem dobra, szczęścia dla drugiej osoby, a lubienie niekoniecznie.

Ja wychodze z zalozenia ze pragnienia czegokolwiek nie maja nic wspolnego z uczuciem. Uczucie siedzi tylko w glowie, nie zastanawialem sie nigdy nad tym pod katem tego ze chcialbym dla kogos dobrego zycia ze wzgledu na to ze go kocham. Nie ukrywam ze ja chce i lubie dobre zycie i osoby w moim otoczeniu maja to do czego ja sam dochodze( nie wiem czy to dla nich dobre ale tym sie nie martwie i nie zaczne).

Wiec samo uczucie, samo stwierdzenie ze kocham czy lubie jak fajnie to nazwal Rabinizm to taka hybryda. rozumiem tez ze bezpieczniej lubic niz kochac. Oznacza to zmiane intensywnosci odczuc zwiazanych z dana osoba. Mysle ze jesli kogos sie lubi to i tak jest wszystko ok:) Tzn. jest to wystarczajaco pozytywne uczucie.

Wiem od matki, co się działo (jeśli powiedziała mi prawdę) Wyciągając "średnią" z mojego dzieciństwa (całościowo za dzieciństwie uważam przedział wiekowy 0-12, gdzieś to kiedyś wyczytałem, że dzieckiem się jest do 12 lat, a od 12 lat jest młodzież) mogę stwierdzić, że miałem w dzieciństwie za dobrze.

Calkiem mozliwe ze jest tak jak piszesz dziecko od 0 do 12 mlodziez od 13-18 dorosly od 18- do konca zycia. Ale czy tak naprawde jest roznica wielka miedzy 12 a 13 latkiem? albo 18 a 19 latkiem... nie sadze. Dlatego dla mnie dziecko to osoba do 6 go roku zycia. Coprawda dowodow na to ze jest tak czy inaczej nie mam i pewnie nikt nie ma a wszystko to tylko kwestia umowna. Znam osoby w wieku 8-15 lat ktore sa bardziej dojrzale emocjonalnie niz osoby w wieku 50-70 lat. a przeciez te powinny byc dorosle...

Wyglupow nie zaliczam do miary dojrzalosci u innych. Znacznie bardziej zwracam uwage na radzenie sobie ze stresujacymi sytuacjami. Obrazanie sie, nieumiejetnosc wyslawiania sie, brak znajomosci swoich potrzeb itd. swiadcza o tym czy czlowiek stal sie dorosly czy zostal dzieckiem. Oczywiscie nie tylko one, ale one sa jednymi ze wskaznikow na ile dany czlowiek stal sie dojrzaly emocjonalnie.

Wyciagajac srednia :) fajnie napisane. czyli wg. sredniej miales za dobrze. Nie wiem jak mozna miec za dobrze. Slyszalem kiedys ze lepsze jest wrogiem dobrego. Wynikaloby z tego ze miales zle w dziecinstwie. No i wazna sprawa o ile Twoja mama powiedziala prawde.

Moim zdaniem jednak odsuwanie dziecka z zycia rodzinnego to nie jest nawet namiastka dobrego dziecinstwa. Brk obowiazkow powoduje lenistwo i niezaradnosc w wieku pozniejszym, co tez nie wplywa korzystnie na przyszle zycie.

Różniły się tym, że biegali na przerwach i wrzeszczeli jak kretyni i czasem przeszkadzali na lekcji, nie byli do końca posłuszni nauczycielom. Ja potępiałem takie zachowanie i nie tolerowałem wszelakich wygłupów w miejscu publicznym.

Bieganie i krzyczenie to dobry sposob na odreagowanie wszelkiego rodzaju stresow. Chociaz jako dziecko tez nie myslalem inaczej niz Ty. Nadrobilem to na szczescie. Coprawda biegalem i darlem sie w miejscach publicznych dopiero jako dorosly czlowiek , ale dalem rade przelamac siebie z czego sie bardzo ciesze. Przezywalem dziecinstwo ktorego nie mialem jako dorosly czlowiek. Tak naprawde nie bylem wtedy dorosly.... dorosly staje sie teraz a i tak bardzo chetnie zachowuje sie jak dziecko przy kazdej nadarzajacej sie okazji. Braki "powaznych rozmow i zachowan" uzupelniam na takich forach jak to bo kto chce rozmawiac na codzien na powazne tematy:)

Caly czas jeszcze na placach zabaw, czyli miejscach gdzie dzieci maja sie bawic, nie dzieci a rodzicow, nie krzyczacych a dracych sie: uwazaj!!! krzywde sobie zrobisz zlaz natychmiast!!! nie rob tego !!! stanie ci sie cos!!!! Gdy sam przechodze kolo takich miejsc czasami zaczynam sie bac... gdzie tu przyjemnosc dla takich szkrabow co maja 2-6 lat..jak maja sie rozwijac jesli wszystko jest albo niebezpieczne albo zabronione... nadmiar energii wychodzi w szkole gdzie tych rodzicow nie ma... a nauczyciel to tylko nauczyciel...w wieku szkolnym to zadanie nauczyciela zeby uczniowie zechcieli go sluchac.. w koncu robi studia zeby w odpowiedzialny sposob z dziecmi pracowac...

Jeśli mowa o dzieciach w wieku do 6 lat, to może tak, bo dziecko w podstawówce to już częściowo samo jest winne, takie dziecko może już korzystać z rozumu, jeśli tylko chce.

Jezeli wezmiemy pod uwage ze w polsce bardzo duzy procent rodzin zle wychowuje dzieci. W porownaniu z krajami europy zachodniej mozna by stwoierdzic ze polska to patologiczny kraj. Ale pominmy to.

Nie mozna winic tychze dzieci ze po osiagnieciu 6tego roku zycia sa jakie sa. Tu juz rodzice dolozyli staran w poczatkowych latach do tego zeby dziecko ksztaltowalo sie w nieodpowiednim kierunku. Nie zmieni sie to samo tylko dlatego ze dziecko ma juz 7 a nie 6 lat.

Czlowiek zle uksztaltowany w dziecinstwie predzej czy pozniej bedzie sam odpowiadal za to co robi. Bedzie odpowiadal za bledy rodzicow., bo ja jestem w stanie zrozumiec czlowieka ze przez takie a nie inne zachowanie jest kim jest. Nie uchroni go to jednak przed kara, nawet jesli sam bedzie uwazac ze nie robi nic zlego.

Najgorsze to jest całkowite olewanie, co dziecko robi. Uważam, że większość szkolnych agresorów znęcających się fizycznie i psychicznie nad słabszymi to właśnie potomkowie takich olewających zachowanie dziecka rodziców. Sporo dzieci z domu bez zasad (szczególnie chłopców) zaczyna myśleć, że może wszystko i przechodzą potem do realizacji swoich pragnień.

Wychowanie to nie znaczy olewanie czy tez straszenie. Wychowanie to tworzenie wiezi roznego rodzaju z dzieckiem. Konsekwencje w dzialaniu, wzajemny szacunek i wiele naprawde wiele innych aspektow.

Rodzice wychowuja swoje pociechy i popelniaja bledy. To normalne poniewaz tylko ktos kto nic nie robi nie popelnia ich. Wiec popelnianie bledow nie jest zle a normalne. wazne jednak zeby chciec i umiec te bledy korygoac.

Strach nie jest tu do niczego potrzebny, bjac sie nie bedziesz lepszym czlowiekiem.

Masz pewnie racje ze zdecydowana wiekszosc agresorow to dzieci olewane przez rodzicow, ale olewanie nie ma nic wspolnego z wychowaniem .

Pozdrawiam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Moim zdaniem jednak odsuwanie dziecka z zycia rodzinnego to nie jest nawet namiastka dobrego dziecinstwa.

Jeśli już, to nie jest namiastką zdrowego dzieciństwa. W pojęciu mieć dobrze chodzi mi o sytuacje w stylu mieć szczęśliwie (subiektywnie) lub mieć wygodnie (subiektywnie) i tym podobne. Ja miałem w dzieciństwie za dobrze, ale moje dzieciństwo było bardzo niezdrowe.

 

Nie mozna winic tychze dzieci ze po osiagnieciu 6tego roku zycia sa jakie sa.

Chodzi mi o dzieci w wieku szkoły podstawowej, jeśli nie chce korzystać z rozumu to samo jest temu winne, bo może korzystać. Nie wiem, w jakim konkretnie wieku dziecko może korzystać z własnego rozumu, ja w wieku 7-dmiu lat miałem już swój rozum i własne zasady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123 obaj korzystamy z rozumu. kazdy z nas robi to w inny sposob. Najwazniejsze zeby z niego korzystac tak jak nam sie podoba. W taki sposob zeby czuc sie komfortowo. Wychowanie i "ulepszanie" siebie maja ogromny wplyw na postrzeganie zycia, otaczajacego nas swiata.

Miales za dobre dziecinstwo.. korzystales z rozumu ... a gdzie to Cie doprowadzilo? Nie masz wrazenia ze cos jednak poszlo nie tak?

Mozg wg. mnie jest jak komputer w wieku 0-6 wczytywane sa bazowe dane a pozniej tylko z nich korzystasz... oczywiscie z czasem mozna dogrywac dodatkowe ... ale podstawowe ksztaltowanie ma na wszystko wplyw. Czasami zeby moglo sie cos zmienic trzeba poszperac w tych pierwotnych i cos stamtad zastapic czyms innym.

ja nie oczekuje od dziecka ze bedzie powazne, ze bedzie mialo wyrobiony temat na kazde zdanie. Oczekuje jednak ze pod moim okiem wyrosnie na osobe ktora poradzi sobie w zyciu. Ze majac 18lat odejdzie z domu i stanie na wlasne nogi. Bez zwatpienia w siebie i ze wszystkimi potrzebnymi mu umiejetnosciami. Mysle ze to jest calkiem realne zwlaszcza ze sam odszedlem majac 15lat i radze sobie od tamtej pory.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
korzystales z rozumu ... a gdzie to Cie doprowadzilo? Nie masz wrazenia ze cos jednak poszlo nie tak?

Korzystanie z rozumu to jeszcze nie wszystko, aby "podążać właściwą drogą". Te zasady, które ma się w rozumie, muszą być odpowiednie, a te opracowane przeze mnie do końca odpowiednie nie były.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No brzmi bardzo logicznie. Zasady powinny byc odpowiednie. Dlatego ja swoje co jakis czas sprawdzam czy sa jeszcze dla mnie aktualne i czy przypadkiem jakas nie psuje mi samopoczucia. Wybieram je natomiast od zawsze kierujac sie moralnoscia(oczywiscie moja) i doswiadczeniami z przeszlosci( swoja droga bardzo mile sformuowanie nazywajace popelnione w zyciu bledy;))

pozdrowionka:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×