Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
cyklopka

Depresja po porzuceniu

Rekomendowane odpowiedzi

Też miałam kiedyś depresję pogłębioną przez odrzucenie.

Nie chciałabym się więcej tak czuć.

 

Do funkcjonowania popychała mnie tylko nadzieja, że coś się jeszcze w moim życiu wydarzy.

 

Najgorsze to chyba całą nadzieję pokładać w jednej osobie i cały sens jej przypisywać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hpst,

 

Tak, trafne spostrzeżenie. Kiedy ukochana osoba odchodzi umierając, zostaje z Tobą. Owszem ból jest straszny.

Ale kiedy jest się porzuconym wcale nie jest lepiej.

 

Znam to doskonale, bo w zeszłym roku zostawiła mnie moja żona po 8 wspólnych latach. Rozsypka totalna. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej.

Leki w końcu nieco ustabilizowały nastrój, i choć nadal jest bardzo różnie, to można jakoś funkcjonować. Do tego oczywiście terapia.

 

Przez wiele miesięcy robiłem sobie wyrzuty, rozmyślałem co mogłem zrobić inaczej itd. To samobiczowanie w niczym mi nie pomogło.

Podjąłem wiele prób walki o związek, o relacje, niestety tego muszą chcieć obydwie osoby. Obecnie czekam na rozwód, moja żona złożyła już pozew.

Zmusiłem się do niespoglądania wstecz, z czasem przestało być to tak wielkim obciążeniem. Przyszłość nadal mnie przeraża i czeka mnie jeszcze długa praca nad sobą zanim wrócę do "normalności". Ale wierzę że to kiedyś nastąpi, potrzeba tylko jeszcze czasu.

 

Skorzystaj z pomocy psychiatry, rozpocznij terapię, daj sobie czas - to wszystko potrwa, ale pomóż sobie w tym żeby to przetrwać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czekaj znaczy ona żyje, tak? Znaczy miałeś laskę i ona odeszła, bo byłeś zbyt melancholijny i zachorowałeś na depresje? Dobrze zrozumiałam? A to uj warta była.

Spójrz na to z perspektywy 5 lat, teraz Ci smutno, ale za 5 lat rany się zagoją i może już będziesz w innym związku.

 

A w ogóle interesujące, myślisz ze to Bóg Ci ją zesłał? A potem odebrał? Skąd taki pomysł?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
hpst,

 

Znam to doskonale, bo w zeszłym roku zostawiła mnie moja żona po 8 wspólnych latach. Rozsypka totalna. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej.

Leki w końcu nieco ustabilizowały nastrój, i choć nadal jest bardzo różnie, to można jakoś funkcjonować. Do tego oczywiście terapia.

 

 

W moim przypadku:

 

Znam to doskonale, bo w zeszłym roku zostawiła mnie moja narzeczona po 6 wspólnych latach. Rozsypka totalna. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej.

Leki w końcu nieco ustabilizowały nastrój, i choć nadal jest bardzo różnie, to można jakoś funkcjonować. Do tego oczywiście terapia.

 

Ktoś jeszcze? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to w ogole nie mam marzen, potrzeb by byc z kims. Nie chcialoby mi sie z kims spotykac, chodzic do kina, rozmawiac, uprawiac seks... Nie mowiac o małżeństwie czy dzieciach. Juz kompletnie zdziczalam. Ale z ludzmi mam podobnie, nie czuje potrzeby spotykania sie z ludzmi, boje sie ich nieco ale zarazem to mi sie nie chce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prawie rok temu zostawił mnie narzeczony, bo zaczęłam już lekko świrować - pierwotnie trafiłam do lekarza z nerwicą natręctw i stanami lękowymi. Po rozstaniu zaliczyłam oddział toksykologiczny; za dużo leków łyknęłam. Załamałam się i myślałam, że moje życie jest przegrane, tym bardziej, ze problemy z psychiką się pogłębiały. Okazało się, że mam chad, czyli niedoszły narzeczony wiedział, kiedy spierdolić i nie czekać na fajerwerki. 8) Pozbierałam się i jestem w nowym związku, ale z zaufaniem mam nadal problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

depresja24h,

Chyba masz dpresje albo dystymie, i gorszy okres.Musisz brać leki i wierzyc ,ze bedzie lepiej a będzie .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

depresja24h, długo już tak masz?

Ja zauważyłem że tych tygodniach np gdzie przestawałem walczyć (i np miałem przestój w terapii) miewałem silny regres.

To co wcześniej udawało mi się przełamać, np. otwieranie się na ludzi, utrzymanie jakichkolwiek relacji i próby zaangażowania, szło totalnie z pizdu.

Później trzeba było na nowo przełamywać, może ciut łatwiej, ale jednak wymagało to sporego wysiłku.

Myślę że stwierdzenie że tak masz to tylko usprawiedliwienie się przed sobą samą, że tak masz i już. A tu trzeba małymi kroczkami.

 

hpst, sytuacja która powoduje epizod depresyjny to jedno, ale ja kiedy zdecydowałem się na terapię, byłem już świadomy, że to mój strach, obawy i niechęć do czegokolwiek (w tym życia) miały początek dużo głębiej. Przekładały się na to relacje w rodzinie, okres dojrzewania i wiele lat różnych relacji i sytuacji które obniżały moją samoocenę.

Dlatego wiem że u mnie terapia nie zakończy się na samym wyjściu na prostą, bo obawiam się że nawet bez takiego strzała jakiego dostałem w zeszłym roku, może się znowu tego dziadostwa nawarstwić i mogę wrócić tu gdzie byłem, a tego nie chcę.

Leki pomagają wytłumić negatywne emocje i myśli - lepiej lub gorzej, dlatego trzeba szukać odpowiedniego leku - ale jednak.

Ale same leki bez pracy i motywacji do tej pracy (na którą w ciąż będzie brakować siły) to tylko tłumienie tego co nadal będzie się dziać w Tobie.

Daj lekom i terapii trochę czasu w końcu zobaczysz że to działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×