Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Rekomendowane odpowiedzi

Mada: przeczytaj swój post i kilka poprzednich chyba zgodzisz się ze mną że gruncie rzeczy weseli z nas ludzie :) mamy problemy tam gdzie nie ma problemu - w gruncie rzeczy problemem może być też jego brak ;) istny kabaret

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

heheh.. to fakt... cos z "wesolosci" jeszcze we mnie zostalo... staram sie ja znowu znalezc i oczywiscie pewnosc siebie poszla na dluugiii spacer.

 

Co do wojny w Iraku: Przeciw

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj!!

mam podobnie tylko ze to nie zalezy tylko od wyjazdu. Np. jak byłm dzisiaj w Kościele to zastanawiałam sie czy jak sie cos stanie to karetka zdąży przyjechac z drugiego konca miasta. Ale radze sobie z tym w ten sposób ze jesli mam umrzec to trudno bedzie tak i koniec. Podczas takiego myślenia lęk przewaznie mija i nic sie nie dzieje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Venom, tez tak mialam na poczatku. nawet syreny karetki powodowaly u mnie gesia skorke. Przejdzie, nie martw sie. Musisz sobie zdac sprawe ze jest to "tylko" nerwica i nic ale to nic Ci sie nie stanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam tak :D

Im większa "dziura" tym moje większe obawy, że w " dziurze " są lekarze do kitu :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

powaga heh moze smieszne i glupie :twisted: ale pomaga troche ;p

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myslicie o przeszlosci ??zastanawiacie sie co ktos o was mysli itd??bo to jest moj najwazniejszy problem skonczylem L.o maturka itd praca i jakos idzie .... ale w kazdym momencie myslie sobie co omnie mysla ludzie z przeszlosci bo wiem ze bylem kiedys inny itd.. mysle o ludziach z podstawowki gim itd... dziwne nie ? ale non stop a kiedys woogole o tym nie myslalem...zaczelo sie z nerwica wlasnie.. ogolnie niemam jakis panicznych lekow chodz zdaza sie ze serce az w garde cisnienie gigant i dretwieje ale zadkosc... nauczylem sie to panowac ale niepanuje nad myslalmi i przez te mysli mam zjebany humor...bo wbijam sobie w glowie ze np ludzie o mnie chujowo mysla ... to jest bezsensu..!! macie jakies pomysly jak z tym sobie poradzic? powie mtylko ze jak bralem 7 dni zoloft to woolge niemyslalmeo tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jestewście niektórzy naprawdę bardzo szczęśliwi, że znacie chcociaż jedną osobę na żywo, która cierpi na to co wy i Was rozumie...ja niestety nie mam takiej szansy...zawsze jak cierpię i mam ataki to jestem sama....ale wystarcza mi chociaż jedyna pocieszająca myśl że mam Was na forum...zawsze mogę napisać i wyrzucić z siebie to co mnie najbardziej boli i co najważniejsze roumiecie mnie... :D

dzięki...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tez czesto mysle co ludzie o mnie mysla w danej chwili... analizuje co powiedzialam i jak to moglo wplynac na moja ocene... koszmarne... pewnie wynika to niskiej samooceny

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Przyszedl czas podsumowan bo minal majowy wyjazd w gory.Na pewno oczekiwalam tego wyjazdu,w jakis sposob go przezywalam,zastanawialam sie co bedzie i jak no i oczywiscie przejdzmy do meritum sprawy:zastanawialam sie czy nie zlapie mnie nerwica.Jak moj narzeczony podjechal po mnie z rodzicami to juz cala "chodzilam",od rana zreszta mialam jakies wstretne objawy zoladkowe a'la zatrucie.Czyscilo mnie a podczas calych pieciu dni w gorach to juz mialam zaparcie.Ale do rzeczy-jak tylko wlazlam do samochodu zeby jechac zaczelo sie

najgorsze.Dostalam strasznych bolesci zoladka i jego okolic-ja bym to opisala jako mdlosci w zoladku i buzi,jako uczucie przy zatruciu,chec wymiotow (ale nie zwymiotowalam),wewnetrzne rozedrganie i pewnosc ze zaraz peknie mi wrzod.Gdy jadac do Slowacji dojezdzalismy do Bielska-Bialej stala sie rzecz przerazajaca.Nagle zdretwiala mi lewa dlon,co dziwne serce bilo spokojnie choc caly czas trudno a nawet bardzo trudno mi sie oddychalo.I nagle w sekundzie brak czucia z lewej dloni przeszedl na

cale cialo.W sekundzie mnie sparalizowalo!Nogi wazyly z tone,rece tez,nie czulam swojego ciala,nie czulam nic!Jedyne co nie bylo zdretwiale ro oczy i same usta bo nawet glowa,nos i policzki byly sparalizowane.Czulam sie jakby mnie nie bylo.Zaczelam wrzeszczec na cale auto i ryczec.Szybko zatrzymali samochod a tesciowa usiadla kolo mnie i zaczela mnie tulic.Ja nie moglam sie ruszac mimo,ze narzecony krzyczal bym nie panikowala tylko wyszla z auta-a ja bylam jak z kamienia i wyjsc nie

moglam.Koniec,paraliz, przywarcie do fotela.Dopiero po okolo 3 minutach puscilo mi ale tylko nogi-rece juz nie.Pomalu wyszlam z auta i zaczelam krazyc wokol.Narzeczony na mnie nakrzyczal,ze mam szalenstwo w oczach i zebym sie uspokoila.Bylo mi przykro.,ze jego mama mnie tulila a on nie..Rece mialam zdretwiale jeszcze okolo 10 minut ale powoli je rozcieralam.Tesc sie zapytal czy mamy wracac ale ostatecznie postanowilam jechac dalej,wmowilam sobie ze i tak umre podczas tego pobytu,ze juz nie

wroce wiec wszysto mi jedno.Tesciowa usiadla kolo mnie z tylu i kazala mi sie ruszac.Siedzialam wiec jak debil tam z tylu,z rozmazanym tuszem na oczach,wystraszona,przerazona i ruszalam nogami i rekami,bylo mi wszystko jedno.Podczas tego paralizu ogarnal mnie taki strach,ze nawet zoladek przestal bolec.Reszte drogi juz przespalam.

Na miejsce zajechalismy okolo 22.Dostalismy piekny apartament skladajacy sie z trzech pokojow,z lazienka,kuchnia,telewizorem-iscie krolewskie pokoje.Ja z narzeczonym zajelam jeden pokoj,rodzice drugi a brat trzeci.Rewelacja!Jak sie umylam to zaraz zasnelam na wielkim wygodnym lozku-balam sie ponownego paralizu ale staralam sie o tym nie myslec.

Nastepne dwa dni przyniosly wspolny grill ze wszystkimi wczasowiczami,poznawanie okolicy Tatr i hustanie sie na wielkiej hustawce.Mnie dopadlo przerazajace zmeczenie,cos czego nie da sie opisac.Nie mialam sily podniesc reki,nie mialam sily wyjsc z lozka i nie mialam sily wejsc po schodach.Jakby ktos odebral mi miescnie,kosci i serce.Bylam pewna,ze to moj koniec.Co to jest calkowite wyczerpanie????Tak wiec pierwszego dnia spalam caly dzien i dopiero wieczorem wsiadlam na rower ale moglam

przejechac tylko z kilometr.Boze,ja ktora zawsze pierwsza ciagnelam wszystkich na najwyzsze szlaki teraz juz nie moglam podniesc mydla w lazience...

Ani tesciowie,ani narzeczony ani jego brat nie wierza ze mozna miec nerwice.Dla nich to jakies "klopoty z krazeniem,cisnieniem" albo co gorsza mowia,ze to moje wymysly,brak ruchu i "ze mlody organizm sie zregeneruje sam,nie trzeba brac lekow i wierzyc lekarzom",zrozum wiec jak ja musze dusic w sobie to wszystko.

Trzeciego dnia troche nabralam sil-wlasciwie to nie,bylam wyczerpana ale jednak postanowilam,ze pojde z reszta ekipy nad wodospady.Ruch dobrze mi zrobil bo nabralam sil i rumiencow i w ogole ale jednak w polowie drogi zawrocilismy z narzeczonym i postanowilismy juz wrocic do auta.Tam krecilismy sie po lesie,odkrylismy tajemniczy strumyk i robilismy sobie zdjecia.Pozniej odpoczywalismy w aucie i wlasnie wtedy stalo sie to,co najgorsze.Kolejne zalamanie organizmu.Nagle poczulam uczucie strasznej

slabosci w lewej nodze (zawsze ta lewa strona!),takie omdlenie nogi,nie dretwienie ale jej totalne oslabienie-jakby ktos zabral mi miesnie a noga sama omdlewala i byla z papieru.Nie mialam sily jej podniesc.Do wieczora to oslabienie przeszlo juz na wszystkie konczyny i nie mialam w nocy sily ruszyc ani noga ani reka.Takie slodkie otepeienie-a jednoczesnie przerazajacy brak sil i nadziei.Warto zaznaczyc,ze kazdej nocy i za dnia sie dusilam,nie moglam oddychac-a jesli to tylko z glebokimi

wdechami,serce mi stawalo i klulo a ja szamotalam sie w poscieli jak ryba.Wspomne jeszcze,ze w tym dniu bylismy na mszy i tam wsrod ludzi zrobilo mi sie slabo w srodku a przeciez kosciol i tlumy nie oddzialywaly na mnie nawet na poczatku nerwicy.To wyglada tak jakby newica mimo brania pastylek rozwijala sie i nabierala na sile a nie na odwrot!

Czwartego dnia pojechalismy na baseny termalne.Tam troche wypoczelam,minal nekajacy mnie katar i opalilam sie troszke.Generalnie im blizej powrotu do domu tym jakbym odzyskiwala sily ale oddycham nadal z trudem i plakac mi sie tez ciagle chce.Wszystko wydaje mi sie do bani.Odpoczynek okazal sie horrorem,schudlam i chyba stracilam resztki nadziei.Nie dzialaja na mnie leki,nie dziala wmawianie sobie ze to tylko nerwy,nie dziala relaksacja-wiec ja juz po wydarzeniach ostatnich dni nie wiem,czy to

rzeczywiscie nerwicowe czy jakies grozne schorzenie neurologiczne.Jestem zawiedziona i smutna,ze musze w to wciagac cale otoczenie,ze nie jest mi dane odpoczac.W piatym dniu weszlam juz na maly szczyt i mimo zadyszki i trudnosci w oddychaniu jednak przezylam i znow "dotknelam" swych ukochanych gor.W drodze powrotnej

w aucie bylam juz w dobrym humorze,patrzylam na chmury i tesknilam za ostatnimi dniami.Jadlam slodycze i smialam sie ale wciac jest we mnie niepokoj,niepewnosc co mi jest i czy to kiedys pusci.Wciaz mam slabe konczyny i dretwieje mi twarz.

Przeczytalam,ze takie objawy oslabienia miesni nog i rak a takze slabosc,dretwienia,problemy z oddychaniem(tak!) moga byc objawiami stwardnienia rozsianego.Jestem zalamana....

Jezeli takie cyrki dzialy sie na wyjezdzie to jak ja przezyje swoj slub?To jest pewne,ze zdretwieje przed oltarzem i bedzie wstyd,draka,wszystko szlag trafi a narzeczony w koncu przestanie miec do tego cierpliwosc.Po tym weekendzie majowym juz wiem,ze najgorsze jest mozliwe...Nie spodziewalam sie,ze tak bedzie-myslalam ze wlasnie nerwica mnie zostawi na zawsze,ale sie mylilam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest to mój pierwszy post wiec chciałbym z tego miejsca wszystkich pozdrowić i życzyć szybkiego powrotu do zdrowia 8) .

 

 

Na nerwice cierpie już ok. 15 miesięcy, a lecze się gdzieś od 9. Leki jakie zażywałem, to [ nie wiem czy dobrze będe pisał nazwy więc sorrki]: Cloranxen, Alprox, Chloropernazinum, a obecnie zażywam Paxtin. Wszystkie leki oprócz chloroczegoś tam pomagały mi w miare normalnie egzystować większość obiawów ustępowała [duszność, szybsze bicie serca, drżenie ciała, uczucie spętania itp.]. Ale leczenie farmakologiczne z tego co wiem leczy tylko objawy a nie przyczyne choroby, i tu jest pierwsze moje pytanie czy mozna to cholerstwo jakoś sensownie wyleczyć czy jestem skazany na chemie do końca życia [ psychiatra mi mówił że potrzeba conajmniej roku aby to wyleczyć, ale coś nie chce mu wierzyć że to można wyleczyc tabletkami]?

 

Kolejne pytanie jak radzicie sobie ze swoją chorobą, bo ja np. słucham muzyki kłade się mysle o czyms przyjemnym.

 

Kolejne czy mozna mieszczać psychotropy z alkocholem bo nie wiem w sumie teraz wypiłem piwo ale nic mi nie jest [ albo jest wrecz wspaniale :)] ale chodzi mi o większą ilość alkocholu bo w końcu jestem studentem no i omijają mnie wszystkie imprezy :(.

 

 

Ostatnio wydaje mi sie że popadam w depresje, jak kiedys nigdy nie miałem zadnych kompleksów tak teraz mi się ich sporo nazbierało, nie wiem jak sobie z tym radzic, ciąglle wydaje mi się że coś jest ze mną nie tak, jestem brzydki, gruby, mam krzywy nos, itp. [ nie jestem chyba naprawde tak brzydki bo ostatnio kilka dziewczyn się ze mną umuwiło i było całkiem nieźle 8).

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no ... zgadza sie a wiesz comnie jeszcze boli.. to ze nigdy o tym nie myslalme bo w L.O bylem szanowany i nie bylem jakas tam cicha myszka tylko Glosnym chlopakiem ... wiem ze kiedys bylem spokojny i cichy i to mam w glowie ze ludzie z dawnej przeszlosci moga o mnie zle myslec albo cos... bez sensu to jest ale to tak utrudnia zycie mam humor smieje sie po 5 mintach przypomina mi sie przeslosc z przed 7 czy ilus tam lat i dolek.. i znow niska samoocena niewiem czemu tak mi to weszlo.... mozna jakos sobie z tym poradzic ?? mam teraz prace zycie normlane i mowie jestem szanowany i niedaje sobie pomiatac czy cos ale mam niska samoocene...chodz nie zawsze musze sie czesto dowartosciowywac.. tzn musze cos komus np zrobic na zlosc albo cos ... a to rani ludzi dopiero po fakcie sie zastanawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siema , heh stary niewiem czy da sie to wyleczyc ... mam nadziej ze sie da moja staruszka wyszla z tego sama.. wiec wiesz ;] roznie to bywa.. a co do tych kompleksow i stanow depresyjnych (lekkich) tez to mam tylko ze ja znowu mysle o tym co inni o mnie mysla ,, albo cos powiem i potem zastanawiam sie czy madrze cos powiedzialem i co on o mnie pomysli itd.. bez sensu :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja teraz w sumie tez nie mam powodow do takiego myslenia... ma bardzo doba prace, moge sie codziennie wykazywac... a jednak to myslenie zatruwa mi zycie... bo tego nie da sie zracjonalizowac... nie mam podstaw tak myslec to nie mysle... to siedzi gdzies bardzo gleboko w nas... a uwierz mi ze tez nie jestem szara myszka... wrecz wygladam i zachowuje sie jak osoba dowartosciowana i pewna siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Moniczko. Kiedy przeczytalam twój post wiele jest w nim prawdy również o mnie. Moja nerwica popsuła mi wiele chwil, gdy miałam ataki, cała się trzęslam przechodzilam okropne męczarnie. Ja tak naprawdę nigdy do końca nie potrafię być szczęśliwą, zawsze męczą mnie objawy...myślę, że nie powinnaś aż tak bardzo martwić się tym że dopadły Cię te straszne objawy, lęk, kompletny paraliż..takie stany są noramalne, można z nimi żyć, przyzwyczaić się...a to że masz w komś oparcie, może pomóc, gdy ktoś przytuli Cię jak się bardzo boiszs albo Ci bardzo źle...ja sama osobiście głęboko zrazilam się do ludzi i wolę cierpieć sama bo oni i tak mnie nie zrozumieją...Nie można pozwolić by taka jakaś nerwica niszczyła nam życie wyjazdy, dobre chwile...trzeba nauczyć się z nią żyć chociaż czasem trudno dzielnie przeciwstawić się temu okropnemu choróbsku to warto zacząć chociaż spróbować...bo to tylko od Ciebie wewnętrznego nasawienia zależy czy ją pewnym snsie pokonasz..samaej Ci się na pewno nie uda...ale to ty musisz spróbować zacząć myśleć inaczej...że podłożem twoich objawów nie są żadne ciężkie choroby..tylko nerwica...a z odrzuceniem, nawrzeszczeniem na mnie że jestem dziwna, mam obłę w oczach też się spotkałam...stracilam właściwie wszystkich jestem sama w swojej męczarni...

nie poddawaj się sama sobie...i swym lękom bo to tylko one Cię niszczą....

nie ulegaj zwątpieniu pomimo wszystko...dasz radę kiedyś wyść z tego koszmaru i zapomnieć o tym wszystkim i o tej nerwicy...i mówię Ci to ja inna nadwrażliwa znerwicowana ktora wpelni cię rozumie...

:D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniczka jeżeli masz takie problemy to może warto zainwestować i wreszcie dowiedzieć sie dokładnie co ci dolega byłaś może u irydologa albo na badaniu oberonem ja sie wybieram , ostatnio to badanie pomogło bardzo mojej koleżance u której też wykryto nerwicę, skoro ci nic nie pomaga spróbuj innego leczenia np bioenergoterapii.Pozdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tez tak mysle,ale powiedz mi jak sie tego nauczyles co przestales o tym myslec jak nachodzily cie te mysli to co robiles?? ja teraz staram sobie jzu nic w glowie nie wyjasnia tylko oczym innym odrazu mysle... bo jak nie mysle o tym to moge byc soba smiac sie itd.. a jak mysle to odrazu dolek i wory pod oczyma i tak caly dzieN :( help !!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześc wszystkim.

Nie wiem co mi się dzisiaj stało. Strasznie czekałam na to długie wolne.

Bardzo duże nadzieje wiązałam z tym wekendem, myślałam,że może troszkę pobędziemy razem z męzem i dziećmi ,że moze coś się ułoży...

Cały czas mój mąż był poza domem, dosłownie wracał o 4 nad ranem.

Dzisiaj wziął nasze dzieci na spacerek( mnie pod uwagę nie wziął),myślę dobrze bo nigdzie z nimi nie chodzi, no to niech dzieciaki z ojcem pobędą za dobrze sie nie czułam więc nic nie powiedziałam.

W międzyczasie zadzwoniła teściowa z pytaniem co robimy, powiedziałam,że mąz z dziećmi są na spacerze.

Trzy godziny później zadzwoniłam do męża gdzie są i czemu i ch nie ma w domu - mieli jeszcze dokupić coś na obiad -a on na to,że u mamy na obiedzie.

Jak by mi ktoś w łeb strzelił-nie zadzwonił, ja bez zakupów, już po 3 jak wróća to będzie strasznie późno znowu nici z pobycia razem bo wiedziałam,że mój mąż ma wieczorne plany-praca( teraz jest ok 1 w nocy jego nie ma).

Nie wiem co sie stało, niewiele pamiętam, wiem tylko, że waliłam gdzie popadnie cala jestem w siniakach, chyba tłukłam się butem męża, wiem ,ze waliłam pięściami.Byłam sama w domu wyłam jak pies do księżyca,potem leżałam na podłodze i szlochalam,nie mogłam sie uspokoić. Ja nigdy nikogo nie udeżyłam jak mogłam się pobić czy ja oszalałam, może popadam w jakąś chorobę psychiczną?

Jak ja teraz wyglaam przecież ikomu sie tak nie pokażę?

Czy ktoś tak miał?

 

[ Dodano: Czw Maj 04, 2006 12:06 am ]

Strasznie teraz boli mnie głowa!

 

[ Dodano: Czw Maj 04, 2006 12:08 am ]

A jak komuś coś zrobię? nie wiem co się ze mną stalo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

 

mysle, ze ataki szalu sie zdarzaja albo raczej histerii. To nie jest oznaka choroby. Zastanawia mnie tylko dlaczego siebie. Dlaczego autoagresja?

 

Dlaczego nie wytluklas talerzy, albo nie zniszczylas jego rzeczy, skoro bylas wsciekla na niego tylko siebie ukaralas.

 

To duzo mowi o Twojej nerwicy. Mam nadzieje ze chodzisz na terapie.

 

Pociesze cie moj maz kiedys tak walna reka w sciane ze pekly plytki w lazience a reka mu spuchla jak bania. Musialam go zawiezc na ostry dyzur, bo wyl z bolu.

Powiedzial, ze byl tak wsciekly, ze nie mogl sie powstrzymac. Nie chcial jednak zrobic sobie krzywdy tylko wyladowac zlosc i agresje.

 

Mnie to przerazilo. Strasznie na niego nawrzeszczalam. Teraz podchodze chlodno do tych rzeczy. Warto zebys znalazla sobie jakis sposob na taki kryzys. Walenie w poduszke, czy cos w tym stylu.

 

Wyladowanie zlosci jest wazne, ale nie mozesz sobie zrobic krzywdy.

 

 

Moze poczujesz sie lepiej gdy Ci opowiem jeszcze jedna historyjke, jak ja wpadlam w histerie, mialam awanture z matka. I ona mnie uderzyla a nastepnie przeciagnela przez pol pokoju za moje dlugie wlosy. Wpadlam w taka histerie ze sobie te wlosy chwile pozniej obcielam tuz przy skorze glowy. Musialam zgolic sie na pale.

 

Takie rzeczy sie zdarzaja. To nie choroba. Reakcja sytuacyjna.

 

Jutro nowy dzien.

Pozdrawiam cieplo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem dlaczego autoagresja, boję sie zniszczyć coś, w sensia materialnego bo potem nie będę tego miała, jakieś to głupie.

Najpierw jak mnie złóśc wzięła to chciałam zniszczyć jego buty a potem coś we mnie pomyślalo,że nie będzie na nowe...

Tylko czemu tłukłam nimi i swoją głowę.....?

 

[ Dodano: Czw Maj 04, 2006 12:38 am ]

Ale zauważyłam u siebie ostatnio więcej jakiś dziwnych oznak, np jak piszesz Virginio z włosami, ostatnio było mi strasznie źle to siedziałam godzinę z nożyczkami w ręku i chcialam się obciachać przy skórze ale jakoś się powstrzymałam.

Na terapię chodzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no wlasnie, chcialas sie ukarac, ukryte poczucie winy??

musisz sobie odpowiedziec jakie uczucia wtedy mialas? o co bylas tak naprwde zla? czy to byla wscieklosc czy zal?

czulas sie przez niego pominieta? czy myslalas ze widocznie zaslugujesz na to zeby cie tak potraktowal?

 

z jakiegos powodu siebie ukaralas. To bylo nieswiadome. Dlatego jest bardzo wazne. Nie lekcewaz tego.

Gdyby reakcja nie byla autoagresja to walilabys tymi butami o sciane, albo walala jak szmate po calym mieszkaniu, zeby sie na nim zemscic.

 

Jednak prawdziwe przyczyny takiego zachowania moze zdjagnozowac terapeuta. Ja nawet sie nie osmielam. Traktuj moja wypowiedz jako wskazowke.

 

Nie martw sie to nie jest oznaka, ze "wariujesz" nikomu nie zrobisz krzywdy. Wykorzystaj to. Jest to swietny material do zbadania mechanizmow Twojego postepowania i myslenia.

Dobry terapeuta bedzie wiedzial jakie wnioski z tego wyciagnac a tym samym moze to byc wazny krok do rozwiazania twojej nerwicy.

 

[ Dodano: Czw Maj 04, 2006 12:52 am ]

Problem z wlosami.. to byc moze chec oszpecenia siebie. To twoja podswidome poczucie niskiej wartosci, nienawisc skierowana przeciwko sobie.

Nie ukrywaj tego przed terapeuta. Wszystkie te przejawy sa niepokojace i musza byc zbadane. Dla Twojego dobra. Musisz zrozumiec za co siebie tak traktujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześc, sic ja biorę paxitn 2 0 niecałe 3 miechy, na początku czułam się okropnie wymioty, dreszcze , zamet w głowie. Teraz czuje si e coraz lepiej.Moja lekarka mowi że lek jest tylko po to aby pomóc sobie na początku tzn.żeby minęły lęki itp. Samymi lekami nie da sie nerwicy wyleczyć.Jak staniemy na prostą musi być psychoterapia i to jest podstawa leczenia.Po samych lekach nerwica wcześniej czy póżniej powróci. Jeżeli chodzi o alkohol to podobno z paxitnem go łaczyć nie można. Jeżeli mam kłopoty ze snem to faktycznie spokojna muzyka lub myśli oczymś przyjemnym pomagają prznajmniej mnie. Jeżeli nasilają sie głupie myśli to najlepiej zająć sie jakąś pracą , lub coś w tym stylu . Pozdr. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniczka :D

przychodzi załamanie i odchodzi jestem za tym abyś wreszcie postawiła krok do przodu, wierze że Ci się uda to zrobic, nie możesz w ciągłym czasie stac w jednym miejscu :D

Trzeba coś robic :!:

Agapa od czego jest irytolog :?: i jak wygląda badanie oberonem jak możesz napisz kochana bo pierwsze słysze.

 

pozdrawiam Was serdecznie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam

Irydologia to dziedzina medycyny, która zajmuje się diagnozowaniem stanu organizmu człowieka na podstawie wyglądu tęczówek oczu. Jej nazwa pochodzi od Iris - greckiej bogini tęczy.

 

mnie osobiscie ta dziedzina zupelnie nie przekonuje :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmm. też miałam podobne myśli teraz mi już to przeszło :D

analizowałam, analizowałam, a kto, a co powiedział , co pomyślał, a teraz się z tego śmieję niech mówią co chcą, niech myślą co chcą nie obchodzi mnie to! w trakcie ataków ich nie ma i mi nie pomogą więc co mnie to obchodzi, Tobie też polecam w ten sposób podchodzic do sprawy, tym bardziej , że człowiek wciąż poznaje nowych ludzi, są nowe sytuacje i w pewnym momencie nie nadążysz analizowac :D

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

×