Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
bojkotek

Jak wymigać się od przyjazdu na święta?

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie, macie jakiś pomysł?

 

Nie chcę jechać do krewnych na święta, nie chcę spędzać ich z mamą.

Co roku jest ten sam scenariusz - tydzień przed świętami śmiertelnie się na mnie obrazi i chyba chce za każdym razem sprawdzić czy przyjadę, mimo to.

Jeśli nie przyjadę przez całe święta będzie robiła z siebie okrutnie skrzywdzoną przez wyrodną córkę, spierdoli całe święta ciotce i mojemu bratu. Będzie się nad sobą użalać i łaknąć litości. Żywi się współczuciem.

Nie chcę im robić przykrości, w zasadzie jej też, ale jeśli pojadę będzie się to wiązać z tym, co zawsze, czyli:

Przyjeżdżam, jest sfochana na mnie, ignoruje mnie lub odpowiada chłodno na moje próby rozmowy i pokazuje wszystkim jak to ją (ponownie) strasznie skrzywdziłam (bo nie odbieram telefonów - czyt. mam stary, popsuty telefon, którego nie słychać jak dzwoni - oddzwaniam zawsze jak tylko zobaczę, że dzwoniła). Położy się na kanapie, przykryje kocem i cierpi. Trwa to około godzinę W tej tragikomedii jak co roku ja odgrywam kata, a mama ofiarę. Wszystko oczywiście przez to, że nie okazuję emocji, a właściwie jestem zła.

Później jest nieco lepiej, jednak muszę liczyć się z tym, że jestem czarną owcą w rodzinie, zawsze gorszą od brata (wg każdego członka rodziny). Swoją drogą raz mówiłam mamie (gdy nasze relacje były lepsze - przypominają nota bene sinusoidę), a właściwie zadałam pytanie "czy jest świadoma, że to jej podejście do nas powoduje moją niechęć do niego". Widziałam, że było jej głupio, ale niewiele to zmieniło. To cudownie zabawne jak mówi (i chyba naprawdę w to wierzy), że traktuje nas na równi. Nigdy jednak nie zapomnę jak powiedziałam jej, że dostałam od brata kasę na urodziny (już od dawna w sumie nie dostaję od niej na urodziny nic) to mówiła jakiego mam "wspaniałego brata i że sama chciałaby mieć takiego". Na moje pytanie czy nie chciałaby mieć takiej siostry jak ja odpowiadała z lodowatą pewnością, że "nie". :) Już pomijam też jej powtarzanie, że mam "grubą dupę" i że ona w moim wieku była szczuplejsza (nie mam nadwagi).

Ale wracając do świąt, bo się rozgadałam...

Nie chcę tam jechać i im więcej o tym piszę tym bardziej zastanawiam się co właściwie mnie do tego zmusza...? Czy to normalne, że ja już od paru tygodni stresuję się tymi zasranymi świętami? Dlaczego czuję OBOWIĄZEK by tam jechać i poczucie winy, że najchętniej to bym została sama w wynajmowanym pokoju...

Echhh... macie jakieś pomysły jak złamać nogę, albo odwołać pociągi? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A na ile jesteś zależna od matki?

Wiesz, zeby później nie robiła Ci pod górkę...

 

Ja bym powiedziała, że się zakochałam i wyjeżdżam z chłopakiem za granicę :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co roku jest ten sam scenariusz - tydzień przed świętami śmiertelnie się na mnie obrazi i chyba chce za każdym razem sprawdzić czy przyjadę, mimo to.

No masz rozwiązanie podane na talerzu :D

 

Poczekaj aż się obrazi (do świąt 2 dni więc pewnie już to zrobiła), wyłącz telefon albo po prostu nie odbieraj i nie jedź na święta.

Jak po świętach zadzwoni czemu Cię nie było to udawaj zdziwioną i powiedz "przecież byłaś na mnie obrażona i nie chciałaś żebym przyjechała" rżnij głupa :D

 

-- 22 gru 2014, 19:58 --

 

muszę liczyć się z tym, że jestem czarną owcą w rodzinie, zawsze gorszą od brata (wg każdego członka rodziny).

pierdol taką rodzinę

skoro każdy uważa cię za coś gorszego to czemu się przejmujesz że

spierdoli całe święta ciotce i mojemu bratu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedz że uderzasz na wolontariat, bo cię poprosili i nie wypada odmówić, zaznaczając jak bardzo chciałaś się spotkać, bo chciałaś jej coś powiedzieć, ale nie wypada odmówić i że cierpisz z tego powodu, ale jak trochę postoisz i porozdajesz posiłki to trochę ci dupa zmaleje u mamy to byś tylko jadła i siedziała, dupa by rosła a i pewnie i mamę byś denerwowała/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja bym powiedziała prosto z mostu że nie mam ochoty spędzać świąt w toksycznej atmosferze, czuć się jak piąte koło u wozu a na koniec dostać sraczki z nerwów ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A na ile jesteś zależna od matki?

Wiesz, zeby później nie robiła Ci pod górkę...

 

Ja bym powiedziała, że się zakochałam i wyjeżdżam z chłopakiem za granicę :mrgreen:

 

Mama mi dała w sumie do zrozumienia, że nie pomoże mi finansowo (obecnie jestem na etapie życia z zaległych alimentów od ojca, przez komornika oczywiście, bez pracy), na wsparcie psychiczne też raczej nie mam co liczyć. Generalnie jestem świadoma, że muszę sobie dać radę sama, mimo problemów natury psychicznej. Także...

Chłopaka mam, a on święta spędza w domu.

 

muszę liczyć się z tym, że jestem czarną owcą w rodzinie, zawsze gorszą od brata (wg każdego członka rodziny).

/cenzura/ taką rodzinę

skoro każdy uważa cię za coś gorszego to czemu się przejmujesz że

spierdoli całe święta ciotce i mojemu bratu.

 

Oni tego właściwie nie mówią wprost, ale skoro od dziecka to czuję to chyba nie mogłam sobie tego ubzdurać... Mój brat to dobry człowiek i choć wiem, że zawsze stanie za mamą, nie za mną to nie chcę go obarczać ciężarem oglądania teatru...

 

 

Powiedz że uderzasz na wolontariat, bo cię poprosili i nie wypada odmówić, zaznaczając jak bardzo chciałaś się spotkać, bo chciałaś jej coś powiedzieć, ale nie wypada odmówić i że cierpisz z tego powodu, ale jak trochę postoisz i porozdajesz posiłki to trochę ci dupa zmaleje u mamy to byś tylko jadła i siedziała, dupa by rosła a i pewnie i mamę byś denerwowała/

 

Hehehe nawet dobre! Tyle, że musiałabym powiedzieć, że to nie wolontariat, a płatna robota. ;p

 

ja bym powiedziała prosto z mostu że nie mam ochoty spędzać świąt w toksycznej atmosferze, czuć się jak piąte koło u wozu a na koniec dostać sraczki z nerwów ;)

 

Powiedziałabym tak, ale skończyłoby się to łzawą sceną, w której koniec końców musiałabym tam pojechać ze względu na silne poczucie winy... Chociaż tak właściwie niewiele by to zmieniało, nie? Poczucie winy i tak mi już towarzyszy.

Sraczki jak zawsze mam ze stresu tak teraz, dla odmiany, zatwardzonko, już sama nie wiem co gorsze. ;)

 

 

Nienawidzę świąt, z całego serca. Kiedyś, jak byłam mała, odliczało się dni z niecierpliwością, a teraz patrzę na kalendarz z lękiem. Nie chcę jechać, ale boję się nie jechać.

Skoro jestem już duża dziewczynka to dlaczego nie mogę sama podjąć decyzji jak chcę spędzać ten czas? Czemu to jest taki problem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro jestem już duża dziewczynka to dlaczego nie mogę sama podjąć decyzji jak chcę spędzać ten czas? Czemu to jest taki problem?

 

To chyba ,,zdrowy egoizm'' jak byś tam nie pojechała i takiego wyboru powinnaś dokonać. Masz wyrzuty sumienia - bo czujesz, że powinnaś. Asertywność się kłania - bo chcesz coś wymyślić, a nie możesz powiedzieć prawdy. Znaczy to - że jesteś postrzegana jako osoba uległa, coś winna matce/ rodzinie nie jako zależna. Nie jesteś samodzielna i wymyślasz ,,powód'' bo boisz się wziąć odpowiedzialność za własne czyny, konsekwencje tych wyborów. Jakaś niedojrzałość może, albo zwykła chęć nie zwrócenia na siebie uwagi, tym, że cię nie będzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W wielu domach święta tak wyglądają, To, że tam nie pojedziesz wcale nie rozwiążę Twojego problemu z matką tylko na chwile go odłoży a jej da załadowaną armatę by walić w Ciebie jeszcze mocniej. Nie umiesz stawiać jej granic...

 

Jesteś gotowa się od niej odciąć?

Nie będzie tam nikogo z kim chciałabyś spędzić święta?

Czy tylko przez nią nie chcesz tam jechać?

Jak koło tyłka będzie Ci się palić to nie wrócisz do mamusi?

Można przyjechać i ją olać jak będzie robiła swoje scenki np. wyjść na spacer czy po prostu "gdzieś"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bojkotek, myślę że co byś nie zrobiła to i tak skończy się sceną ze strony matki. więc pozostaje zacisnąć poślady i nie pogrążać się w poczuciu winy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To chyba ,,zdrowy egoizm'' jak byś tam nie pojechała i takiego wyboru powinnaś dokonać. Masz wyrzuty sumienia - bo czujesz, że powinnaś. Asertywność się kłania - bo chcesz coś wymyślić, a nie możesz powiedzieć prawdy. Znaczy to - że jesteś postrzegana jako osoba uległa, coś winna matce/ rodzinie nie jako zależna. Nie jesteś samodzielna i wymyślasz ,,powód'' bo boisz się wziąć odpowiedzialność za własne czyny, konsekwencje tych wyborów. Jakaś niedojrzałość może, albo zwykła chęć nie zwrócenia na siebie uwagi, tym, że cię nie będzie.

 

Dobrze ujęte.

Nie chcę mówić prawdy, bo to skończy się praniem mózgu, a mam go już nadto wyprany, skoro nijak nie radzę sobie w życiu dorosłej osoby. Właśnie jedyne czego pragnę to właśnie tego, by nikt się nie zorientował, że mnie na tych świętach nie ma. To byłoby idealne wyjście, ale... cóż, jednak trudno tego nie zauważyć... Ja naprawdę niczego nie chcę, niczego nie oczekuję, chciałabym mieć święty spokój, po prostu.

 

W wielu domach święta tak wyglądają, To, że tam nie pojedziesz wcale nie rozwiążę Twojego problemu z matką tylko na chwile go odłoży a jej da załadowaną armatę by walić w Ciebie jeszcze mocniej. Nie umiesz stawiać jej granic...

 

Mnie naprawdę nie obchodzi jak jest w innych domach, mam świadomość, że "inni mają gorzej", no i... co z tego? Może to egoizm, ale chyba nasze własne problemy, które dotyczą nas, osobiście, przysłaniają problemy innych. Wiem, że to da jej powód do kolejnego gadania po ludziach jaka jestem podła... no ale jeśli znowu tam pojadę to ja się będę męczyć i właśnie po raz kolejny nie wyznaczę granicy... Naprawdę nie wyobrażam sobie świąt w takiej atmosferze bez Xanaxu (a nie chciałabym się w to wciągnąć).

 

Jesteś gotowa się od niej odciąć?

Nie będzie tam nikogo z kim chciałabyś spędzić święta?

Czy tylko przez nią nie chcesz tam jechać?

Jak koło tyłka będzie Ci się palić to nie wrócisz do mamusi?

Można przyjechać i ją olać jak będzie robiła swoje scenki np. wyjść na spacer czy po prostu "gdzieś"...

 

Nie wiem czy jestem gotowa, nie chciałabym tego, bo są momenty, w których dogadujemy się świetnie... szkoda, że są to głównie chwile, w których pokłócę się z chłopakiem i się jej żalę. Nie chcę jej opuszczać, bo ona sama wiele w życiu przeszła... tylko kurwa czy to jest naprawdę moja wina? Czemu mi się za to obrywa? Najgorsze jest to, że ona wcale nie chce się zmienić, nic nie robi w tym kierunku, mam wręcz wrażenie, że pławi się w swoim nieszczęściu.

 

Brat. Tylko, że ja nie potrzebuję tej całej otoczki świąt, by się z nim spotkać.

 

Nie przez nią nie chcę tam jechać. Ja ogólnie nie chcę tam jechać, bo moi krewni to dla mnie w sumie "bliscy-dalecy". Jedyne dlaczego mam poczucie, że MUSZĘ tam jechać to mama. A skoro ona ma mnie (a może nie ma, ale pokazuje, że ma?!) głęboko to nie wiem jaki jest sens w tym... Ajjj powalone to, mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli.

 

Koło tyłka zapaliło mi się już miesiąc temu i wówczas mamusia dała mi do zrozumienia, że mam se radzić sama. Właściwie jest to już ostatnia osoba, którą poprosiłabym o pomoc. A poprosiłam. Mówiłam, że sobie nie radzę, że jestem załamana.

 

Mogłabym wyjść, ale kurde to jest wieś, a jak to na wsi - nie ma gdzie pójść. Ciemno, zimno, strach po prostu. No i wypadałoby coś pomóc.

 

 

 

 

Jaaaapierr... a już tak mi dobrze szło wmawianie sobie, że będzie w końcu ok... i musiały na drodze stanąć mi te cudowne święta...

Chciałabym zostać w pokoiku i zająć się sobą. :(

 

 

bojkotek, myślę że co byś nie zrobiła to i tak skończy się sceną ze strony matki. więc pozostaje zacisnąć poślady i nie pogrążać się w poczuciu winy

 

I pewnie masz rację, jak zwykle okażę się za słaba by protestować i z uszami po sobie tam pojadę... Czas powtórzyć dobrze znane kwestie ze scenariusza. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tu nie święta są problemem a Twoja relacja z matką.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tu nie święta są problemem a Twoja relacja z matką.

To jest, zdaje się, oczywista oczywistość.

 

Tylko, że poza świętami nie czuję przymusu jechania w odwiedziny, a i właśnie w tym okresie mama zawsze, co roku, stwarza gównianą atmosferę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko to jest uciekanie przed rozwiązaniem problemu...

bardzo dojrzałe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To co, według Ciebie, powinnam zrobić?

Walczyć o kontakt z mamą skoro ona za każdym razem wbija mi szpilę prosto w serce i nie wykazuje chęci zmiany w sobie? I jej słowa "nie wiem czemu taka jestem, ale jestem".

Dlaczego mam ciągle to znosić i jak mi plują w twarz udawać, że pada deszcz?

 

I tak, jestem niedojrzała. Chciałabym to w sobie zmienić, ale jak mam to zrobić skoro wzór wyniesiony z domu to obrazić się i nastaje "głucha cisza"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie chcesz tam jechać to nie jedź i tyle. z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×