Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Szara myszka

Nie potrafię o nim zapomnieć...

Rekomendowane odpowiedzi

Półtora roku temu zakochałam się. I mimo moich wcześniejszych fascynacji płcią przeciwną, to uczucie okazało się wyjątkowe.

Nasz kontakt urwał się już jakiś czas temu, ale ja wciąż uśmiecham się, słysząc jego imię, a każde wspomnienie z nim związane wywołuje u mnie nagłą poprawę humoru.

Oddałabym wiele, żeby nasze drogi znowu się zeszły, niestety czuję, że nie jestem w stanie zrobić nic, aby to nastąpiło.

Chłopak ma trudny charakter; z góry zakłada, że nic nie umie i jest do niczego. Sprawia wrażenie obojętnego na wszystko i mało wrażliwego, ale w mojej obecności potrafił się otworzyć, uśmiechnąć, pożartować.

 

Dodam jeszcze, że nigdy nie byliśmy razem, a wszystkie te szczęśliwe dla mnie wydarzenia miały miejsce w szkolnej ławie.

Łatwo można było zauważyć zmiany w zachowaniu mojego kolegi - początkowo nieśmiały i zawstydzony, zaczął sam się do mnie dosiadać, a pewnego dnia po prostu chwycił za rękę...

A potem nadeszły wakacje - które po raz pierwszy przyniosły mi więcej smutku, niż radości. I wszystko się skończyło. :(

Bardzo chciałabym jakoś do niego dotrzeć, zaaranżować jakieś spotkanie, ale sama już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, bo nasze rozmowy na GG nie bardzo się kleiły, a ja nie wyobrażam sobie, żebym mogła się tak narzucać... Pisał mi wprawdzie, że o mnie pamięta, ale ta niepewność mnie wykończy.

 

Jak już pisałam, kolega ma zagadkowy charakter, brakuje mu choćby "okruszków" wiary w siebie. Trudno go było czasem zrozumieć, ale ja bym chciała. Mimo wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szara myszka,prawdopodobnie ten chłopak ma na pewno nie tyle zagadkowy charakter,co problemy ze sobą.Tym bardziej jeśli z góry zakłada,że jest do niczego.Takich facetów trzeba po prostu poderwać,bo oni sami nie potrafią tego zrobić.Mogę się założyć,że on też nie chce ci się narzucać,woli zrezygnować z bólem serca niż zrobić pierwszy decydujący krok.A ktoś z was powinien go zrobić.Gdy wyraźnie "weźmiesz"sie za niego,na pewno sie rozkręci,bo będzie wiedział,że tobie też zależy.Powodzenia :D .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W takim razie powinnaś się z nim, najnormalniej w świecie, spotkać i jak najwięcej rozmawiać. Pewnych reczy nie należy ukrywać, wręcz przeciwnie, trzeba je okazywać. Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myszka- ja też myslę, że masz tu pole do popisu >

 

Masz do wyboru- spotkać się i kopać drogę dalej albo sobie zamilknąć.

Motorek i jazda!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo chciałabym się z nim spotkać (ba... czuję wręcz, że muszę!), ale tutaj właśnie pojawia się problem: w jaki sposób mam tego dokonać, skoro nawet jego najbliżsi koledzy mają problem z wyciągnięciem go z domu?

Sądzę, a właściwie to jestem pewna, że takie zachowanie wynika z jego problemów emocjonalnych, tym bardziej, że wielokrotnie żalił się na swój los.

Ale też nie wyobrażam sobie, że mogłabym osobiście stawić się u progu jego drzwi... Na to chyba zabrakłoby mi odwagi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Niestety sama zauważyłam, że zakochać się w kimś kto ma problemy, to spory ciężar. Spróbuj się chociaż na chwilę od tego oderwać, pomyśleć o sobie i może coś samo przyjdzie ci do głowy (nauczał kocioł garnek...).

 

A jeśli chodzi o odwagę, to kobiety są chyba odważniejsze od mężczyzn, nawet jeżeli ciągle muszą przełamywać własne słabości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm... chyba złamię moje przyrzeczenie i jeszcze się odezwę publicznie :)

 

Akurat ta sprawa jest mi dość bliska... i nie chciałbym żeby ktoś przeżywał podobne rzeczy co ja.

 

Uwierz mi, że koniecznie trzeba ten stan zawieszenia jak najszybciej zakończyć. Jeśli to będzie trwało dłużej to może dojść do tragedii... a na pewno do wypalenia psychicznego dla którejś ze stron. I z tego co piszesz to myśle, że to jego będzie dotyczyło. A uwierz mi, że nie jest to miły stan.

 

Widzę, że znasz ludzi, którzy jego znają. Daje to mnóstwo pola do popisu. Tylko trzeba coś wymylić a są duże szanse, że uda się tą sytuację rozwiązać.

 

W każdym razie będę trzymał za was kciuki. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Uwierz mi, że koniecznie trzeba ten stan zawieszenia jak najszybciej zakończyć. Jeśli to będzie trwało dłużej to może dojść do tragedii... a na pewno do wypalenia psychicznego dla którejś ze stron.

Jeżeli obie strony są zaangażowane, to nie mogą skrzywdzić albo siebie albo tej drugiej osoby, tylko zawsze obydwoje.

 

Ja chyba za dużo filmów oglądam. Tam ludzie ciągle walczą o miłość, po raz kolejny dają sobie szansę, stają murem za przyjaciółmi w kłopocie i zawsze, zawsze gnają na przód. No kurczę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zupełnie jakbym czytał o sobie i o Niej... :oops:

Szara myszka, powiem Ci że ja na jego miejscu bym się nie obraził gdybyś to ty, jak ty to określiłaś, 'narzuciłabyś się' jemu ;) Z tym że tak jak piszesz, nawet Ty masz z tym problem... Wcale nie jest powiedziane że facet musi zrobić pierwszy krok, zreszta w pewnym sensie zrobił, pisałaś że chwycił Cię za rękę.

Co oznacza że nie chce się wyciągnąc z domu? W ogóle, nawet do kolegi nie chce wyjść, czy to się tyczy tylko wyjścia na imprezę, do pubu... Jeśli to pierwsze, to można zaaranżować że, niby przypadkiem, będziesz u kogoś kiedy on przyjdzie.

A drugie wyjście... Tak jak mi radzi mój psycholog... Zostaw mu na gg wiadomość. Napisz wszystko. Jeśli nie masz odwagi z nim porozmawiać osobiście to nie ma innego wyjścia. Nie jest to najlepsze rozwiązanie ale być może jedyne. Wiem, niby prosto powiedzieć ale nawet ja mam z tym problem żeby coś zrobić.

Jak coś to pisz do mnie, może pomogę Ci jakoś zrozumieć ten stan rzeczy skoro przeżywam to samo co wy. Łatwiej zawsze spojrzeć na to wszystko z boku.

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×